Ostatnia runda walki z pechem w inwestowaniu.
O szczęściu i pechu w inwestowaniu wydałem wcześniej już kilka wpisów, ale żaden nie był wystarczająco dobry, by na tym poprzestać. Zacząłem od „Czy w inwestowaniu trzeba mieć szczęście? Losowość stóp zwrotu„, w którym co prawda przeanalizowałem różne okresy 10- i 20-letnie, ale było ich tylko kilka i oddaliłem je od siebie o 5 lat. Z drugiej strony we wpisie „Boisz się inwestować na szczytach? Poznaj największego pechowca i jego portfel” pokazałem bardzo długie okresy 70- i 55-letnie, osadzając je w tylko 1 chwili w przeszłości, co też nie było wystarczające, by wysnuć poprawne wnioski na temat przypadkowości w inwestowaniu. Jeśli boisz się trafienia z inwestycją na górkę, to świetnie trafiłeś, bo w tym wpisie podejdę do tematu o wiele dokładniej, analizując historię niemal 6000 inwestorów, którzy zaczynaliby inwestowanie w różnych momentach w przeszłości i w różnych proporcjach portfela (100/0, 80/20, 60/40) i inwestowaliby regularnie przez 10 lub 20 lat.
Dlaczego wybrałem horyzont 10- i 20-letni, mimo że ten pierwszy przez wielu nie jest nawet uznawany za wystarczająco długi, by móc inwestować w akcje? Z prostego powodu – wielu czytelników bloga sugerowało mi, że jest to odpowiedni horyzont do takiej analizy, bo wiele osób chce mimo wszystko inwestować w akcje w średnim (czyli 10-letnim) horyzoncie. Również dlatego dodałem także analizę okresów 20-letnich we wszystkich wariantach, by dodać wpisowi choć trochę „długoterminowości”, bo 20 lat wydaje mi się takim minimalnym rozsądnym horyzontem dla inwestycji w akcje, co zresztą zaraz potwierdzę danymi. Życzę miłej lektury tego niezwykle interesującego i przepełnionego danymi wpisu!
Podcast
YouTube
W skrócie
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie wyniki inwestycyjne mieliby różni inwestorzy inwestujący przez 10 lub 20 lat co miesiąc w różnych okresach.
- Czy da się uchronić przed trafieniem na kryzys.
- Dlaczego czas inwestycji paradoksalnie z jednej strony pomaga zarobić, a z drugiej zwiększa szansę na dużą stratę.
- Jak zachować spokój w inwestowaniu mimo możliwości pechowego wejścia w inwestycję.
Powiązane wpisy
- Czy w inwestowaniu trzeba mieć szczęście? Losowość stóp zwrotu
- Jak długo można być na minusie inwestując pasywnie?
- Boisz się inwestować na szczytach? Poznaj największego pechowca i jego portfel
- Strategia kupowania w dołkach, czyli po korektach i obsunięciach indeksu
- Czy szklana kula wygra z prostym inwestowaniem co miesiąc?
Założenia do analiz i źródła danych
W tym wpisie zajmiemy się poszukiwaniem odpowiedzi na bardzo praktyczne pytanie, jakim jest „po jakim czasie mógłbym być w przeszłości pewny, że nie poniosę straty?” w kontekście nominalnym oraz realnym, czyli uwzględniając inflację. Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie stoi u podstawy dobrego planowania emerytalnego, lub przygotowywania się na jakikolwiek inny długoterminowy cel finansowy i dlatego by odpowiednio je zaadresować, postanowiłem przeprowadzić (prawdopodobnie) jedną z większych analiz w historii polskiego internetu inwestycyjnego.
Korzystając z danych historycznych dot. akcji i obligacji z rynków rozwiniętych (źródła wypisane poniżej), przebadałem prawie 6000 różnych scenariuszy inwestycyjnych na podstawie realnych danych. Sprawdziłem, co by się stało, gdybyś rozpoczął inwestowanie w każdym miesiącu przez ostatnie przeszło 50 lat i inwestował w różnych proprocjach akcji do obligacji w okresie 10- lub 20-letnim. Czy byś na swoim inwestowaniu zarobił, czy stracił? Ile byś zarobił? Jaka byłaby szansa na stratę i ile wynosiłoby maksymalne obsunięcie Twojego portfela? No i najważniejsze: czy szczęście w inwestowaniu tylko pomaga, czy jest do niego wymagane? Oto kluczowe fakty i założenia do dzisiejszej analizy:
- źródła danych: akcje (MSCI WORLD): MSCI; obligacje (1973 – 1984: 10 YR US Bonds: Laurens Swinkels; 1985 – 2025: FTSE Global Bonds Aggegate: curvo.eu); inflacja (USA): Robert Shiller,
- strategie inwestycyjne: 100% akcji; 80% akcji + 20% obligacji; 60% akcji + 40% obligacji,
- horyzonty inwestycji: 10 lat i 20 lat, rozpoczynające się co miesiąc (w miesiącach przypadających od 1973 do 2015 dla 10-letnich i od 1973 do 2005 dla 20-letnich),
- stopy zwrotu: nominalne (bez uwzględnienia inflacji) oraz realne (z uwzględnieniem wpływu inflacji na wartość pieniądza w czasie), czyli z „obniżoną inflacyjnie stopą zwrotu”,
- rodzaj inwestowania: CA (Cost Averaging), czyli regularne kupowanie co miesiąc o stałej kwocie inwestycji (z realnymi/indeksowanymi inflacją stopami zwrotu zadziała to tak, jakby to kwota inwestycji, nie stopy zwrotu, były waloryzowane).
Oznacza to 3 × 2 × 2 czyli aż 12 różnych analiz dających prawie 6000 historii inwestycyjnych w 1 wpisie. Rzecz jasna prezentuję wyniki tak, by było zrozumiale, więc przejdźmy od razu do analizy okresów 10-letnich w inwestowaniu.
Wyniki 3000 inwestorów o horyzoncie 10-letnim
Często słyszymy, że w inwestowaniu ważny jest czas i że długi termin załatwia wszystko, pozwalając (zazwyczaj) zarobić pieniądze na inwestycji w akcje. Słynne time in the market beats market timing, czyli w wolnym tłumaczeniu „czas na rynku (akcji) pobija próby łapania dołków i górek” dotyczy właśnie tego, by inwestować jak najwcześniej, konsekwentnie i regularnie oraz nie czekać na „lepszy moment”, który może po prostu nie nadejść. Dane historyczne, na których przeprowadziłem prawie 3000 symulacji dotyczących 10-letnich okresów inwestowania zaraz dowiodą, że w inwestowaniu szczęście i pech mogą mieć ogromne znaczenie. Osoby robiące „to samo”, ale w innych okresach mogły mieć historycznie zupełnie inne wyniki inwestycyjne i być może zdziwisz się, jak różne byłyby to wyniki w zależności od czasu rozpoczęcia inwestycji.
Eksperci od lat kłócą się co do tego, jaki jest wystarczający okres do inwestycji w akcje. 10 lat to twardy orzech do zgryzienia, bo nie jest to już na pewno krótki termin, ale jednocześnie przez wielu (w tym przeze mnie) nie jest to uznawane za długi termin inwestycji. Dlatego sprawdzę, jak moment wejścia w inwestycje zadziałałby na średnią stopę zwrotu uzyskaną przez inwestora średnioterminowego, który ma tylko 10 lat na podsumowanie inwestycji i sprzedaż swoich aktywów.
10 lat, nominalne stopy zwrotu
Zacznijmy od najprostszego scenariusza, w którym 3 inwestorów inwestuje 100 USD miesięcznie przez 10 lat (czyli łącznie oszczędzi i zainwestuje 12 000 USD), a stopy zwrotu to nominalne wartości oparte o dane historyczne (bez korekty inflacyjnej). Ten sposób prezentacji danych będzie dla większości naturalny, choć mniej naturalne będzie oszczędzanie i inwestowanie stałej kwoty co miesiąc pomimo występującej w tym czasie inflacji, dlatego zaraz po tej symulacji pokażę Ci to samo, ale z realnymi stopami zwrotu. 3 inwestorów, 3 różne proporcje portfela i prawie 500 różnych miesięcy, w których mogli zacząć swoje regularne inwestycje (od stycznia 1973 do września 2015).
Influencerzy finansowi zawsze skupiają się na tym, by ustalić konkretny plan, zacząć inwestować jak najszybciej, jak najtaniej i skupić się na regularności i dyscyplinie, bo właśnie tak osiąga się dobre długoterminowe wyniki. W uproszczeniu mają zresztą rację, bo właśnie na to mamy wpływ, ale moim zdaniem niedostatecznie podkreślają rolę przypadku, szczęścia i pecha w tym, jakie wyniki osiągną te zdyscyplinowane i inwestujące regularnie osoby. Zmienię to dzisiaj, pokazując, jak różne średnie roczne stopy zwrotu ważone kapitałem (uwzględniającą momenty i kwoty wpłat) osiągnęliby inwestorzy w zależności od proporcji akcji do obligacji w portfelach oraz momentu rozpoczęcia swojego inwestowania:
Jak czytać powyższy wykres? Jeśli ktoś zacząłby inwestować między 1976 a 1980 rokiem i inwestowałby co miesiąc przez 10 lat, to jego nominalny wynik inwestycyjny oscylowałby wokół +20% rocznie niezależnie od tego, czy prowadziły portfel 100% akcji, czy 80% akcji, 20% obligacji, czy 60% akcji i 40% obligacji. Jeśli ten inwestor zachęcony świetnymi wynikami 10-letnimi poleciłby to samo swojemu synowi, który zacząłby inwestować między 1998 a 2002 rokiem, to po 10 latach osiągnąłby przeciętnie tylko +3,4% rocznie z szansą na to, że po 10 latach regularnego inwestowania byłby stratny (nawet średnio -4,7% rocznie dla kogoś zaczynającego w marcu 1998 roku). Można zatem robić „to samo, ale w innych czasach”, osiągając zupełnie różne wyniki inwestycyjne, o czym moim zdaniem mówi się niewystarczająco często. I nie chodzi o to, by straszyć, ale by ustalać odpowiednie oczekiwania wobec swoich inwestycji, w których niepewność, szczęście i pech odgrywają ogromną, ale cichą i nieoczywistą rolę.
Rozkład 10-letnich nominalnych stóp zwrotu z regularnego inwestowania w indeks akcji z rynków rozwiniętych uzupełniony indeksem obligacjami z rynków rozwiniętych jeszcze lepiej będę mógł pokazać w prostej tabeli podsumowującej badanie. Rozpoczynając regularne inwestowanie o 10-letnim horyzoncie w różnych miesiącach pomiędzy 01.1973 a 09.2015 można było historycznie osiągnąć następujące rezultaty:
- portfel 100% akcji:
- średnio +10,7% rocznie, mediana +10,1% rocznie,
- minimum -4,7% rocznie (!), maksimum: +25,2% rocznie (!!),
- prawdopodobieństwo straty (nominalnej): ~ 1,2% (6 z 498 okresów początkowych),
- portfel 80/20 (80% akcji, 20% obligacji):
- średnio +10,1% rocznie, mediana +9,3% rocznie,
- minimum -2,3% rocznie (!), maksimum: +23,4% rocznie (!!),
- prawdopodobieństwo straty (nominalnej): ~ 0,6% (3 z 498 okresów początkowych),
- portfel 60/40 (60% akcji, 40% obligacji):
- średnio +9,4% rocznie, mediana +8,0% rocznie,
- minimum +0,02% rocznie, maksimum: +21,6% rocznie,
- prawdopodobieństwo straty (nominalnej): 0% (0 z 498 okresów początkowych), ale było naprawdę blisko!
Konserwatywny portfel 60/40 nie odnotował ani jednego przypadku nominalnej straty w żadnym z 10-letnich okresów z całego wieloletniego okresu mojej analizy, co potwierdza to, że obligacje pomagają uniknąć strat w kryzysowych warunkach. Najgorszy z całej kohorty 60/40 wynik +0,02% rocznie jest jednak na granicy straty, więc pamiętaj, że nawet portfel 60/40 nie gwarantuje, że po 10 latach regularnego inwestowania Twój wynik inwestycyjny będzie dodatni!
Bardzo ciekawe jest też to, że pomimo kuszących nominalnych wyników maksymalnych, które w całości występowały dla inwestorów rozpoczynających inwestowania w latach 1975 – 1981 rzędu nawet +25% rocznie dla 100% akcji i +21% rocznie dla portfela 60/40, były to raczej anomalie. W horyzontach 10-letnich ostatnich kilku dekad inwestor wybierający akcje (i obligacje) z rynków rozwiniętych mógł spodziewać się raczej wyniku rzędu +9, +10 lub +11% rocznie i to nie uwzględniając inflacji, czyli nominalnie.
Co ciekawe, ostatnie 20 lat jest tutaj dość reprezentatywne, bo rozpoczynając 10-letnią inwestycję w akcje z indeksu MSCI World pomiędzy 2005 a 2015 rokiem można było spodziewać się około +9,8% rocznie o zróżnicowaniu pomiędzy +6% a 14% rocznie. Jak widzisz, przypadek odgrywa w inwestowaniu sporą rolę, zwłaszcza jeśli wybieramy średni horyzont inwestycji, jakim moim zdaniem jest 10 lat.
Na koniec zostaje nam krótkie spojrzenie na rozkład średnich stóp zwrotu dla omawianych inwestorów w zależności od wybranych proporcji akcji do obligacji w portfelu. Jeśli pierwszy raz widzisz ten typ wykresu (box and whiskers / wykres pudełkowy), to wiedz, że „pudełka” oznaczają, że środkowe 50% wyników mieści się tam, a linia w pudełku to po prostu mediana (wartość środkowa) danego rozkładu. Linie wystające z pudełek (wąsy) to nic innego jak dolne i górne 25% wyników (dolny i górny kwartyl), a punkty poza wąsami to wyniki ekstremalne. Ten typ wykresu pokazuje, że większość inwestorów z omawianej kohorty osiągała dość zbliżone do siebie wyniki inwestycyjne, a szansa na nietypowy wynik była tym większa, im większy udział akcji ktoś miał w portfelu. Słowem: wyniki dla portfeli 60/40 są na ogół bardziej do siebie podobne niż wyniki dla portfeli 100/0:
Natomiast pierwsza symulacja dowodzi tego, o czym od lat mówi się bardzo dużo w kwestii dywersyfikacji: obligacje nie są po to, by zwiększać potencjalną stopę zwrotu (choć były momenty wejścia w okresy 10-letnie, w których 60/40 i 80/20 pokonywały portfel 100% akcji, np. lata 1997 – 2002), a po to, by zmniejszyć ryzyko nominalnej straty. Obligacje pozwalają zabezpieczyć się przed błędem w postaci wejścia w inwestycje w najgorszym możliwym momencie, ale zauważ, że akurat tu omawiam regularne inwestowanie przez 10 lat, czyli popularne uśrednianie zakupów (DCA) wokół którego krąży mit, że samo w sobie zabezpiecza przed stratami. W najgorszych momentach co najwyżej redukuje szansę wystąpienia strat, ale absolutnie nie gwarantuje, że strat nie osiągniemy.
Jeśli zachęciłem Cię dobrymi przeszłymi wynikami portfeli opartych na instrumentach finansowych z rynków rozwiniętych, to czas nieco ostudzić Twój zapał, korygując przeszłe wyniki o inflację.
10 lat, realne stopy zwrotu (korygowane inflacją)
Teraz przechodzimy do znacznie ważniejszej analizy realnych stóp zwrotu, czyli takich, które są skorygowane o inflację. Te badania pokażą, ile każdy z inwestorów zarobił realnie, czyli uwzględniając wpływ inflacji na siłę nabywczą w czasie 10-letniej inwestycji. Pokaże to mniej optymistyczną rzeczywistość inwestycyjną, w której pokazane wcześniej średnie stopy zwrotu ważone kapitałem są obniżone przeciętnie o około 3% (zależnie od inflacji w danym okresie może to być mniej lub więcej).
Już na pierwszy rzut oka można z wykresu odczytać, że tym razem stratę osiągali także inwestujący w proporcji 60/40 i co ciekawe, inwestorzy rozpoczynający w 2012 roku w tej defensywnej proporcji byliby jedynymi, którzy po 10 latach regularnego inwestowania osiągnęliby stratę, a nie zysk (100/0 i 80/20 byłyby lekko na plus). Analiza realnych 10-letnich stóp zwrotu pokazuje, że lata 1975 – 1990 były na ogół lepszym momentem do rozpoczęcia 10-letniej inwestycji niż lata 1991 – 2000, w których inwestor „złapałby” przynajmniej 1 duży kryzys. Najwięksi pechowcy zaczynali 10-letnie regularne inwestowanie w latach 1997 i 1998, kiedy to realnie tracili nawet 7,3% rocznie (100% akcji) w każdym roku inwestycji. Odpowiada to osobom, które zakończyły inwestycję w najgorszym ku temu momencie „samego dołka” kryzysu 2008 roku.
Na pocieszenie może być tylko to, że taki pechowiec, gdyby poczekał jeszcze 1-2 lata (jeśli byłoby to możliwe, czyli nie potrzebowałby zainwestowanych środków) to zazwyczaj wychodziłby na plus w całym, bardzo złym okresie inwestycji. Tyle że byłby to dalej bardzo niesatysfakcjonujący wynik i na lepszy musiałby czekać latami, co pokażę już zaraz, bo w symulacjach inwestowania 20-letniego.
Brutalną rzeczywistość korygowania stóp zwrotu inflacją poznasz także, przeglądając dane z poniższej tabeli. Rozpoczynając regularne inwestowanie o 10-letnim horyzoncie w różnych miesiącach pomiędzy 01.1973 a 09.2015, ale korygując stopy zwrotu inflacją z danego okresu można było osiągnąć historycznie następujące rezultaty:
- portfel 100% akcji:
- średnio +7,4% rocznie, mediana +6,7% rocznie,
- minimum -7,3% rocznie (!), maksimum: +19,9% rocznie,
- prawdopodobieństwo straty (realnej): ~ 2,4% (12 z 498 okresów początkowych),
- portfel 80/20 (80% akcji, 20% obligacji):
- średnio +6,8% rocznie, mediana +6,1% rocznie,
- minimum -4,8% rocznie (!), maksimum: +18,1% rocznie,
- prawdopodobieństwo straty (realnej): ~ 1,8% (9 z 498 okresów początkowych),
- portfel 60/40 (60% akcji, 40% obligacji):
- średnio +6,1% rocznie, mediana +5,2% rocznie,
- minimum -2,5% rocznie (!!), maksimum: +16,3% rocznie,
- prawdopodobieństwo straty (realnej): 1,4% (7 z 498 okresów początkowych).
Bardzo często obiecuje się zyski z regularnego inwestowania w akcje rzędu +10% rocznie, zapominając o poinformowaniu odbiorcy, że chodzi o nominalne zyski. Realnie opierając się o regularne inwestowanie w różnych okresach 10-letnich rozpoczynających się między 1973 a 2015 moglibyśmy spodziewać się raczej około 6,5-7% po po portfelu akcji z indeksu MSCI World. Zaznaczam, że przez wiele lat (w tym najlepsze lata) tego okresu inwestowanie indeksowe byłoby niemożliwe, nie mówiąc o tym, że inwestowanie nie zawsze było tak tanie, jak teraz (TER ETF-ów rzędu 0,05 – 0,20% rocznie), więc te wyniki powinienem być może „obciążyć” też wyższymi kosztami inwestowania w tamtych czasach.
Bardzo ciekawe w tej analizie jest to, że realnie na stracie byli tu nie tylko inwestujący w 100% lub 80% akcji, ale też inwestujący w uznawaną na ogół za dość defensywną proporcji 60% akcji i 40% obligacji. Co prawda było to tylko 7 z 498 badanych okresów, ale mimo wszystko istniała szansa realnej straty dla kogoś, kto miał aż 40% obligacji w portfelu przy regularnym inwestowaniu przez „aż” 10 lat. Cudzysłów dodałem tu celowo, bo 10 lat nie jest tak długim terminem, jak się niektórym wydaje, co potwierdza też rozkład średnich rocznych stóp zwrotu w takim okresie i to jak szokująco wiele wyników mieści się w zakresie realnego 0-5% rocznie (oraz poniżej 0%):
Spojrzenie na realne (korygowane inflacją) stopy zwrotu powinno dosłownie „urealnić” Twoje oczekiwania wobec inwestowania w szerokie indeksy akcji i obligacji. Nie ma nic złego w spodziewaniu się po portfelu 100% akcji z indeksu MSCI World +15% rocznie tak długo, jak rozumiesz, że historycznie było mniej niż 10% okresów, w których regularne inwestowanie przez 10 lat w ten indeks dałoby tak dobre wyniki i ostatni taki okres rozpoczął się w lipcu 1980 roku!
Stopy zwrotu to tylko wierzchołek góry lodowej, więc zajrzyjmy też do zmienności mierzonej odchyleniem standardowym oraz do maksymalnych obsunięć od szczytu dla każdego 10-letniego okresu inwestycji.
Zmienność i obsunięcia portfeli w horyzoncie 10-letnim
Zacznę od pomiaru odchylenia standardowego dla każdego okresu 10-letniego, więc na potrzeby tych obliczeń założę, że była to inwestycja jednorazowa (cała kwota od razu) w każdym z badanych okresów.
Portfel złożony z samych akcji z indeksu MSCI World w około 500 10-letnich okresach cechowało odchylenie standardowe notowań na poziomie 14,8%. Wartością minimalną dla okresu 10-letniego było około 12%, a wartością maksymalną niespełna 17,3%. Są to wartości odchylenia standardowego dosyć typowe dla indeksów akcji, więc nie ma tu może zaskoczeń poza tym, że ktoś inwestujący w latach 1975 – 1985 miałby zgoła odmienne zdanie o ryzyku rynku akcyjnego od kogoś, kto inwestował w latach 1998 – 2008 (i byłoby to prawie na pewno lepsze zdanie).
Dodanie obligacji do portfela – zgodnie z teorią – na ogół łagodzi jego zmienność obniżając ją o kilka punktów procentowych (w zależności od udziału obligacji). Portfel 80/20 w tych ~500 okresach 10-letnich to średnio 12,3% odchylenie standardowe, a portfel 60/40 – tylko 10,1%. Tutaj nie ma żadnych niespodzianek.
Znacznie ciekawsze będzie spojrzenie na obsunięcia wartości portfeli od szczytu, które naprawdę się różnią w zależności od okresu, w którym ktoś inwestował. Czy wiesz, że prowadzący portfel złożony z samych akcji z indeksu MSCI World w dowolnym okresie 10-letnim pomiędzy 1975 – 1999 przeżyłby obsunięcie portfela wynoszące maksymalnie 18%? Jakie byłoby jego zdziwienie, gdyby poczekał jeszcze kilka lat i poczuł straty rzędu -40%, a nawet -50% lub głębsze!
Często uznajemy za pewnik, że prowadzenie portfela akcji rodzi ryzyko dużych, nawet 50-60% obsunięć wartości portfela tylko dlatego, że akurat takie maksymalne obsunięcia indeks akcji zanotował od szczytu w ostatnich 50 latach. Prawda jest taka, że dla większości inwestorów z badanej kohorty, w tym tych, którzy rozpoczęli inwestowanie po 2008 roku, nawet strata rzędu 15-20% od szczytu może wywołać panikę, bo kryzysy jak w 2000 lub 2008 roku to dla nich coś zupełnie obcego.
Paradoks kryzysów i obsunięć kapitału jest taki, że warto faktycznie nastawiać się na najgorsze, czyli spadki głębsze niż najgłębsze, jakie wystąpiły w ciągu ostatnich kilku dekad, ale inwestując przez 10 lat w badanych przeze mnie okresach, miałbyś dość dużą szansę na uniknięcie tak głębokiego spadku. Jedynym sposobem (poza szczęśliwym trafem) na zredukowanie szansy na tak duże spadki jest dodanie do portfela np. obligacji skarbowych (lub czegokolwiek innego od akcji, co nie jest z nimi dodatnio skorelowane), co z dużym prawdopodobieństwem obniży maksymalne obsunięcie portfela. Bardzo dobrze widać to po wykresie rozkładu maksymalnych obsunięć kapitału, które w 75% dla portfela 60/40 były powyżej pułapu -24% (słowem: nie było tak źle).
Największą rozpiętość oczekiwanych obsunięć kapitału ma oczywiście portfel 100% akcji, bo w zależności od okresu 10-letniego jeden inwestor mógłby doświadczyć w najgorszym wypadku spadku o 15%, a inny – spadku o 53%. Jakże różne doświadczenia inwestycyjne mieliby dwaj inwestorzy robiący pozornie „to samo”, ale w zupełnie innych okresach. Ojciec mógłby uwielbiać inwestowanie w akcje i uznawać je za mało ryzykowny „sport”, a syn mógłby zrezygnować z inwestycji po zanotowaniu 50% obsunięcia od szczytu (czyli po „spaleniu” połowy kapitału).
Myślę, że przełomem w tej analizie będzie rozciągnięcie badanych horyzontów z 10 do 20 lat.
Wyniki 2400 inwestorów o horyzoncie 20-letnim
Sprawdźmy teraz. co się stanie, gdy wydłużymy horyzont do 20 lat, co wg mnie kwalifikuje się już do nazwy „długiego horyzontu”. Dla wielu będzie to okres zbyt długi, by potrafili go sobie wyobrazić, więc przypomnę, że na ogół nawet 60-latkowie przeżyją jeszcze około 20 lat, więc powinni mierzyć właśnie w taki horyzont, chyba że mają konkretny pomysł na wydanie całych uzbieranych środków na wiele lat przed śmiercią. Myślę, że horyzont 20-letni nie jest zbyt długi dla przeciętnego odbiorcy bloga, dlatego zapraszam na analizę prawie 400 okresów 20-letnich w ujęciu 3 portfeli i 2 różnych rodzajów liczenia stóp zwrotu (nominalnie i realnie).
20 lat, nominalne stopy zwrotu
Zamiast prawie 500 okresów 10-letnich zbadam teraz prawie 400 okresów 20-letnich rozpoczynających się między styczniem 1973 a wrześniem 2005 (bo ten ostatni okres kończyłby się we wrześniu 2025 roku). Ta analiza pokaże, jak dodanie „raptem” 10 kolejnych lat do każdego badanego okresu zmieni wyniki inwestycyjne oraz ryzyko związane z inwestycją. Na pierwszy ogień idą średnie roczne nominalne stopy zwrotu dla inwestora z każdej kohorty w ujęciu 100/0, 80/20 i 60/40 (czyli jak poprzednio). Celowo nie modyfikowałem skali na osi y, przez co wykres wygląda nieco dziwacznie, ale dzięki temu możesz go prościej porównać z okresami 10-letnimi. Pierwszy wniosek jest oczywisty: wyniki inwestycyjne z okresów 20-letnich są do siebie bardziej zbliżone niż wyniki dla okresów 10-letnich.
Wydłużenie horyzontu inwestycji z 10 do 20 lat powoduje, że wyniki stają się bardziej średnie/typowe dla inwestowania długoterminowego. W okresach 20-letnich w ujęciu nominalnym średnia roczna stopa zwrotu spadła z 10,7% do 9,5% a mediana rocznej stopy zwrotu z 10,1% do 9,2%. Tym, którzy uznają to za argument za inwestowaniem w krótszym terminie podkreślę, że wydłużenie horyzontu z 10 do 20 lat sprawiło, że nie ma tu żadnych okresów nominalnie stratnych, a minimalne wyniki zostały znacznie podniesione:
- 10 lat: 100% akcji: -4,7%; 80/20: -2,3%; 60/40: 0%,
- 20 lat: 100% akcji: +3,1%; 80/20: +4%; 60/40: +4,8%.
Wydłużenie horyzontu z 10 do 20 lat sprawiło, że w ostatnich kilkudziesięciu latach nie byłoby żadnych okresów, w którym inwestor notowałby średnio nominalną stratę, co oczywiście nie jest gwarancją, że tak będzie w przyszłości. Nie sposób nie zauważyć, że obniżyły się również maksima (i to znacznie), bo maksymalne wyniki najbardziej fortunnych inwestorów dokładających regularnie przez 20 lat były wobec horyzontu 10 lat następujące:
- 10 lat: 100% akcji: +25,2%; 80/20: +23,4%; 60/40: +21,6%,
- 20 lat: 100% akcji: +15,4%; 80/20: +14,5%; 60/40: +13,5%.
Wydłużając okres inwestycji z 10 do 20 lat mieliśmy historycznie znacznie mniejszą szansę na ekstremalnie niski lub ekstremalnie wysoki wynik. Jednocześnie nieco spadał średni roczny wynik inwestycyjny, ale też szansa na nominalną stratę, która dla każdego z 3 portfeli spadła do 0.
Powyższe nie jest gwarancją tego, że regularne inwestowanie przez 20 lat da gwarancję nominalnego zysku. Po prostu analiza prawie 400 przeszłych okresów 20-letnich mówi, że odpowiednio zdywersyfikowany portfel światowych akcji i obligacji (z rynków rozwiniętych) uodparniał się na spadki, jeśli wydłużyliśmy horyzont z 10 do 20 lat, choć nawet przy 10-letnim horyzoncie szansa na nominalną stratę była dość niewielka. Czy to, że przy wydłużeniu horyzontu regularnych inwestycji spada oczekiwana średnia roczna stopa zwrotu, jest problemem? Nie, jeśli ceną za to pomniejszenie oczekiwanej stopy zwrotu jest również redukcja spadków w najgorszych możliwych scenariuszach (przynajmniej moim zdaniem).
Spójrzmy na wykres rozkładu stóp zwrotu dla 3 portfeli, na którym celowo pozostawiłem wartości na osi y identyczne, jak w przypadku okresów 10-letnich, byś mógł prosto porównać je do poprzednich i zauważyć, jak „ściśnięte” się zrobiły po rozciągnięciu analizowanych okresów do 20 lat:
Powyższy wykres potwierdza tylko, że wyniki dla każdego z 3 portfeli są do siebie bardziej podobne niezależnie od czasu rozpoczęcia i końca inwestycji. Szczególnie ciekawie wygląda tu rozkład wyników dla portfela 60/40 (ten różowy), którego połowa wyników (25 – 75 percentyl), czyli ten prostokąt pośrodku jest bardzo wysoki wobec całości zakresu, słowem: wyniki niezależnie od czasu inwestycji są do siebie na ogół dość podobne.
Czas sprawdzić, jak skorygowanie wyników o inflację zadziała na badane okresy 20-letnie.
20 lat, realne stopy zwrotu (korygowane inflacją)
Myślę, że ta analiza będzie najważniejsza ze wszystkich, bo pokażę tu rzeczywisty wzrost wartości portfela w kategoriach siły nabywczej w długim, bo 20-letnim terminie. Tradycyjnie zacznę od analizy średnich rocznych wyników dla inwestycji 20-letniej w zależności od miesiąca i roku, w którym inwestor zaczął regularnie oszczędzać i inwestować swoje pieniądze. Pierwszy wniosek jest taki, że nie ma tu scenariusza stratnego, mimo że gołym okiem widać, że start regularnej inwestycji na początku 1988 roku byłoby najtrafniejszym możliwym momentem do rozpoczęcia inwestowania. Portfel 100% akcji prowadzony od lutego 1988 dałby rekordowo słaby realny wynik w wysokości… +0,32% rocznie przez 20 lat. Zauważ, że taki portfel przeżywa obydwa duże kryzysy (2000 i 2008), a inwestor kończy i podsumowuje swoją inwestycję w najgłębszym dołku kryzysu 2008 roku! Większego pecha się chyba nie da mieć.
Poza tym felernym okresem nie jest tak źle, bo średni realny wynik dla portfela 100% akcji we wszystkich ~380 badanych okresach to 6,52% (ponad inflację), więc naprawdę nieźle. Poza tym wykres dowodzi tego, że w latach 1973 – 1986 oraz po roku 1996 średnie roczne wyniki inwestycyjne byłyby nieco lepsze niż w latach 1987 – 1996.
W okresach 20-letnich w ujęciu nominalnym średnia roczna stopa zwrotu spadła wobec okresów 10-letnich z 7,4% do 6,5% do a mediana rocznej stopy zwrotu z 6,7% do 6,4%. W ujęciu realnym spadek stóp zwrotu pomiędzy okresem 10-letnim a 20-letnim był zatem sporo mniejszy niż w ujęciu nominalnym. Ponownie, wydłużenie horyzontu z 10 do 20 lat sprawiło, że nie ma tu żadnych okresów nominalnie stratnych (choć dla 100% akcji było blisko!), a minimalne wyniki zostały znacznie podniesione:
- 10 lat: 100% akcji: -7,3%; 80/20: –4,8%; 60/40: -2,5%,
- 20 lat: 100% akcji: +0,3%; 80/20: +1,3%; 60/40: +2%.
Brak stratnych okresów w horyzontach 20-letnich w przeszłości oczywiście nie jest gwarancją, że tak będzie także w przyszłości (nigdy o tym nie zapominaj!). Nie sposób nie zauważyć, że także tym razem obniżyły się również maksima (i to znacznie), bo maksymalne realne wyniki najszczęśliwszych inwestorów dokładających regularnie przez 20 lat były wobec horyzontu 10 lat następujące:
- 10 lat: 100% akcji: +19,9%; 80/20: +18,1%; 60/40: +16,3%,
- 20 lat: 100% akcji: +11,8%; 80/20: +10,9%; 60/40: +9,9%.
Wydłużając okres inwestycji z 10 do 20 lat, mieliśmy historycznie znacznie mniejszą szansę na ekstremalnie niski lub ekstremalnie wysoki wynik. Jednocześnie bardzo wyraźnie spadał średni roczny wynik inwestycyjny, ale też szansa na nominalną stratę, która dla każdego z 3 portfeli spadła do 0. Żaden z prawie 1200 analizowanych tu scenariuszy nie zakończył się stratą rzeczywistą (uwzględniającą inflację), co stanowi fundamentalną różnicę w porównaniu z 10-letnimi okresami, gdzie straty występowały w 1-2,4% przypadków w zależności od typu analizy.
Wielu zauważy, że rzeczywiste (korygowane inflacją) wyniki w ujęciu średniej i mediany nie są imponujące, zwłaszcza dla portfeli 80/20 i 60/40, ale przypomnę, że kilka p.p. ponad inflację przy inwestowaniu pasywnym to naprawdę dobry wynik. Niektórych z pewnością zasmucą wyniki maksymalne, które w ujęciu realnym „sufit” znalazły na około 11,8% (100% akcji), 10,9% (80/20) i 9,9% (60/40). Z drugiej strony cieszy, że rozkład wyników jasno pokazuje, że spodziewanymi wynikami były te średnie i nawet dość defensywny inwestor wybierający portfel 60/40 osiągnął na ogół około 4,7 p.p. ponad inflację (bo tyle wynosiła mediana wyników tego portfela dla prawie 400 okresów 20-letnich przy regularnym inwestowaniu):

Jeśli napisałbym, że siłą 20-letniego okresu w ujęciu realnym było to, że nawet rozpoczynając w najgorszym możliwym momencie rozpoczęcia inwestycji, po 20 latach miałeś realny zysk to byłoby to marne pocieszenie, bo ten wynik byłby naprawdę żałosny (+0,3% rocznie). Niech prawdziwym pocieszeniem będzie zatem, że ten pechowiec, gdyby poczekał jeszcze rok, to jego średni roczny realny wynik skoczyłby ze wspomnianego +0,3% na prawie +4,3% rocznie! Oczywiście ciężko jest trzymać inwestycję, która pomimo regularności dała tak kiepski wynik 20-letni, ale historia zazwyczaj dowodzi tego, że przy zdywersyfikowanym indeksie akcji po dużych spadkach (jak 2008) naprawdę warto było chwilę poczekać na odbicie.
Pamiętaj, że nie masz kontroli nad tym, w jakim momencie rozpoczynasz inwestowanie, ale masz wpływ na to, kiedy je kończysz. Pechowiec kończył je w lutym 2009, czyli po 53% obsunięciu portfela od szczytu, z czego wynikły bardzo słabe wyniki. Jak wielu z nas będzie miało aż takiego pecha? No właśnie! Warto wiedzieć o takich przypadkach, jednocześnie rozumiejąc, że to przypadki krańcowe. Pokażę to teraz, analizując zmienność i obsunięcia dla portfeli prowadzonych przez 20 lat.
Zmienność i obsunięcia portfeli w horyzoncie 20-letnim
Zmienność mierzoną odchyleniem standardowym stóp zwrotu z portfeli będzie dla wielu sporym zaskoczeniem, ale pomimo wydłużenia okresu inwestycji z 10 do 20 lat, średnie odchylenie standardowe wyników portfela 100% akcji wzrosło, a nie zmalało! Wynosiło ono 14,9% wobec 14,8% dla okresów 10-letnich, co prawie na pewno Cię zaskoczy, bo intuicyjnie spodziewałbyś się, że wydłużenie okresu inwestycji redukuje zmienność, a w tym przypadku tak nie jest. Znaczącej redukcji uległy jednak minima i maksima zmienności dla okresów 20-letnich, bo dla 10-letnich wynosiły one 12% i 17,3%, a tutaj spadły do 13,6% i 15,7%. Każdy okres 20-letniej regularnej inwestycji jest więc „bardziej podobny” do każdego innego wobec okresów 10-letnich, które bywały zaskakująco łagodne lub zaskakująco chaotyczne.
Prawdopodobnie nikogo nie zdziwi, że dodanie do portfela obligacji znacznie obniżało zmienność portfeli, czyli tutaj wszystko jest zgodnie z teorią (i praktyką) inwestowania w akcje i obligacje. Średnie odchylenie standardowe wyników portfela 80/20 dla okresów 20-letnich wyniosło 12,3%, a portfela 60/40: 10,1%.
Prawdziwie nieintuicyjne będzie porównanie maksymalnych obsunięć portfeli, które dla okresów 20-letnich będą przeciętnie wyższe (!) niż dla okresów 10-letnich. Można to bardzo prosto wyjaśnić tym, że im dłużej inwestujesz, tym większa szansa na trafienie jakiegoś poważnego kryzysu (lub dwóch), więc inwestorzy długoterminowi z jednej strony osiągają bardziej przewidywalne średnie wyniki, a z drugiej strony są bardziej narażeni na wystąpienie krachów na giełdzie. Inwestor w 100% akcje (MSCI World) przeżyłby w ciągu dowolnego okresu 10-letniego średnio spadki rzędu 31%, a inwestor, który przedłużyłby okres inwestycji do 20 lat, musiałby dać radę ze spadkami rzędu 43%! Jest to jeden z najbardziej przerażających i nieoczywistych wniosków płynących z mojej dzisiejszej analizy.
Wykres obsunięć kapitału jest tutaj znacznie bardziej płaski niż dla okresów 10-letnich, bo – jak już pisałem – im dłużej inwestujesz, tym większa szansa na „załapanie się” na jakiś kryzys lub krach na giełdzie. Dla portfeli złożonych w 100% z akcji najlepsze okresy 20-letnie rozpoczynały się w latach 1975 – 1980, kiedy to inwestorzy przeżyli wiele okresów 20-letnich bez obsunięć większych od 25%. Jak to mówią „kiedyś to było” :).
Równie ciekawy jest rozkład występowania obsunięć w zależności od głębokości dla okresów 20-letnich. Brak „dolnego słupka” pod prostokątem oznacza, że dolne 25% wyników jest takie samo, jak nieco wyższy percentyl. Prostszym językiem: bardzo wielu inwestorów z kohort 20-letnich musiało przeżywać podobne, bardzo głębokie obsunięcia kapitału.
Obecność górnego słupka nad prostokątem oznacza, że jednak byli szczęśliwcy, których spadki były umiarkowane lub wręcz płytkie, jak około -15% dla portfela 60/40, ale prowadzenie portfela 60/40 przez 20 lat w tym okresie na ogół dawało obsunięcia o ponad -30%, czyli zgodnie z teorią inwestowania.
Wyniki mamy omówione bardzo solidnie, więc przejdźmy do tytułowego pytania, czyli jak radzić sobie ze strachem przed górkami na giełdzie.
Szukasz taniego konta maklerskiego do akcji i ETF-ów?
Nota XTB: Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.
Chcesz założyć bezpieczne konto z bogatą ofertą ETF-ów?
Szukasz dobrego zagranicznego konta maklerskiego?
Aktualny ranking kont maklerskich do akcji i ETF-ów znajdziesz tutaj.
Boisz się trafienia z inwestycją na górkę?
Wiem, że wiele osób boi się inwestować w akcje na szczytach wszech czasów. To dla nich przygotowałem wpis „Boisz się inwestować na szczytach? Poznaj największego pechowca i jego portfel„, w którego drugim rozdziale pokazałem wyniki inwestycyjne osoby, która inwestowała tylko na szczytach wszech czasów, dochodząc do wniosku, że jej wyniki są prawie identyczne z wynikami kogoś, kto inwestował regularnie co miesiąc.
Jeszcze więcej osób boi się inwestować po latach wzrostów cen akcji, gdy wyceny aż „krzyczą”, że jest dużo drożej niż w ostatnich latach. Opisałem to np. we wpisie „W co inwestować w 4 kwartale 2025 roku? Akcje znów drogie? Tylko gdzie są alternatywy?” otwarcie stwierdzając fakt, że indeksy akcji są we wrześniu 2025 wyceniane dużo wyżej niż na ogół w poprzedzających 4 latach. Tylko że wysoka wycena indeksów akcji nie zawsze oznacza, że czeka nas krach w ciągu kilku miesięcy, bo rynki finansowe nie są tak przewidywalne, jak chciałoby wielu influencerów inwestycyjnych, którzy zachowują się, jakby mieli szklane kule, bardzo odważnie szerząc swoje prognozy w internecie.
Dodatkowej otuchy doda Ci krótki rozdział, w którym zamiast procentowych średnich wyników, pokażę Ci też realne końcowe kwoty, z którymi poszczególni inwestorzy z dzisiejszej analizy kończyli okresy 10- lub 20-letnie. Cóż lepiej przemówi do obawiającego się inwestycji inwestora od dowodu na to, że w średnim i długim terminie rynek akcji historycznie na ogół wynagradzał kogoś, kto inwestował regularnie?
Z jakim kapitałem kończyli poszczególni inwestorzy?
Wracamy do ~ 500 inwestorów, którzy inwestowali regularnie przez 10 lat i korygujemy ich stopy zwrotu inflacją, pokazując, ile naprawdę zarobiliby na swoich 10-letnich inwestycjach. Przypomnę, że mimo że łącznie zainwestowali oni 12 000 dolarów amerykańskich (USD), to, jako że inwestowali regularnie, większość ich środków nie „pracowała” przez 10 lat, a wiele krócej (np. zainwestowane w ostatnim miesiącu inwestycji środki „pracowały” tylko przez 1 miesiąc!). W tym kontekście patrz na wyniki tak, jakby dany inwestor miał w tym 10-letnim okresie przeciętnie zainwestowane około 6 tys. USD, a nie 12 tys. USD i do tego odnoś uzyskane przez niego rzeczywiste (korygowane inflacją) wyniki.
- W ujęciu realnym tylko 12 inwestorów skończyło z kwotami niższymi od sumy wpłat, czyli 12 000 USD:
- dla 100% akcji najgorszym wynikiem było około 8300 USD,
- dla 80/20 najgorszym wynikiem było około 9400 USD,
- dla 60/40 najgorszym wynikiem było około 10 500 USD.
- Średnia dla poszczególnych portfeli wynosiła około:
- 100% akcji: 18 200 USD,
- 80/20: 17 500 USD,
- 60/40: 16 900 USD.
- Rekordziści uzyskali takie realne kwoty końcowe inwestycji (w przybliżeniu):
- 100% akcji: 34 400 USD,
- 80/20: 31 200 USD,
- 60/40: 28 300 USD.
Jak widzisz, rozrzut wyników jest bardzo duży, ale dosłownie kilku-kilkunastu inwestorów z każdej około 500-osobowej kohorty skończyło z kapitałem mniejszym niż suma wpłat do portfela, które wykonali przez 10 lat.
Ponownie korygujemy stopy zwrotu inflacją, ale teraz rozciągamy okresy badań na 20 lat. Ujęcie 20-letnie doda wątpiącym jeszcze więcej otuchy, bo żaden z prawie 1200 (3×~400) inwestorów nie skończył z kapitałem realnie niższym niż suma 20-letnich wpłat do portfela:
- W ujęciu realnym:
- dla 100% akcji najgorszym wynikiem było około 24 800 USD,
- dla 80/20 najgorszym wynikiem było około 27 500 USD,
- dla 60/40 najgorszym wynikiem było około 29 400 USD.
- Średnia dla poszczególnych portfeli wynosiła około:
- 100% akcji: 51 200 USD,
- 80/20: 48 600 USD,
- 60/40: 45 800 USD.
- Rekordziści uzyskali takie realne kwoty końcowe inwestycji (w przybliżeniu):
- 100% akcji: 90 400 USD,
- 80/20: 81 000 USD,
- 60/40: 71 800 USD.
Otuchy dodaje też fakt, że zdecydowana większość inwestorów w każdej proporcji akcji do obligacji uzyskała z zainwestowanych łącznie 24 000 USD przez 20 lat przynajmniej kwotę 40 USD, co jest wynikiem naprawdę niezłym, biorąc pod uwagę, że obliczenia są korygowane inflacją, a wpłaty następowały co miesiąc. W grupie szczęściarzy, czyli tych, którzy po 20 latach z łącznie wpłaconych 24 000 USD zrobili ponad 70 000 USD jest aż 36 inwestorów o profilu agresywnym (100% akcji), 26 inwestorów o profilu mieszanym (80/20) i tylko 4 inwestorów o bardziej defensywnym profilu (60/40).
Kwoty końcowe powinny dodać otuchy tym, którzy nie wiedzą, czy teraz jest dobry moment na rozpoczęcie regularnej inwestycji w akcje i obligacje. Podkreślam słowo regularnej, bo zupełnie inne emocje towarzyszą inwestowaniu dużej kwoty od razu, a rozpoczynaniu od regularnie wpłacanych mniejszych kwot. Osobom posiadającym dużą kwotę i nieco zagubionym w kwestii tego, jak ją zainwestować serdecznie polecam wpis „Inwestować duże kwoty od razu czy rozkładać zakup w czasie? DCA kontra LSI„, a my przechodzimy do wniosków płynących z dzisiejszej analizy.
Co zatem robić, jeśli boisz się trafienia na górkę?
Oto najważniejsze wnioski i porady dla tych, którzy boją się zacząć inwestować, bo według nich jest drogo i nieuchronnie musi nastąpić korekta lub krach:
- najlepszy moment na rozpoczęcie inwestowania był wczoraj. Drugi najlepszy dzień jest dzisiaj. Perfekcyjny moment na rozpoczęcie inwestowania nigdy nie nadejdzie, więc zacznij z tym, co masz, ale zacznij. Nikt nie umie z pewnością przewidzieć krachów i korekt, ale jeśli boisz się zacząć inwestować w ustalonej przez siebie proporcji akcji do obligacji, to po prostu… zmień proporcje na bardziej defensywne i zacznij inwestować od razu,
- jeśli krach nadejdzie, to pocieszysz się tym, że masz więcej obligacji, niż chciałeś,
- jeśli krach nie nadejdzie, to czeka Cię walka z FOMO (ang. Fear of Missing Out), czyli ze strachem przed przegapieniem. Wiele osób w tym momencie jednak zmienia proporcję portfela na bardziej agresywne i bywa, że krach nadchodzi dopiero wtedy ;-),
- mimo „nagonki” na obligacje skarbowe, pamiętaj, że nie są reliktem przeszłości i dalej świetnie stabilizują wahania notowań portfeli inwestycyjnych,
- w każdym analizowanym dziś scenariuszu obligacje redukowały prawdopodobieństwo strat i zmniejszały zmienność wyników,
- jednocześnie dodanie do portfela 20-40% obligacji pozwalało zachować atrakcyjne (realne, czyli ponad inflację) wyniki inwestycyjne,
- czas to najważniejszy czynnik w inwestowaniu indeksowym. To nie tylko teoria, ale wniosek z analizy wieloletnich danych obejmujących tysiące różnych scenariuszy inwestycyjnych,
- wydłużenie okresu inwestycji z 10 do 20 lat skutecznie eliminowało ryzyko nominalnej i realnej straty,
- im dłuższy był horyzont inwestycji, tym mniejsza była zmienność wyników i niższe ryzyko strat,
- jeśli nie masz na inwestycję przynajmniej 10 lat, to nie przeważaj akcji w portfelu (w ogóle uważaj z akcjami w horyzoncie krótszym niż 10 lat, a w horyzoncie 10-letnim zaakceptuj to, że po 10 latach regularnego inwestowania możesz być na realnej lub nominalnej stracie).
Na koniec pamiętaj, że (prawdopodobnie) nie jesteś robotem (choć być może tak jak ja jesteś fanem serii o Robotach napisanej przez Isaaca Asimova) i uwzględnij to w swoim planie. Co Ci po bardzo zyskownym (w teorii) portfelu samych akcji, jeśli gdy kiedyś nadejdzie krach możesz nie wytrzymać, sprzedając akcje w najgorszym ku temu momencie i nie odkupując ich dopóki ceny znacząco nie wzrosną (lub nie wracając na rynek już nigdy, bo się „sparzyłeś”)? Zawsze powtarzam, że lepiej spać spokojnie kosztem nieco niższej procentowo stopy zwrotu, niż stale się denerwować, aby tylko osiągnąć ten 1 lub 2 punkty procentowe rocznie więcej.
Podsumowanie
Historia notowań akcji i obligacji to w zasadzie wszystko, co mamy. Historia nie musi się powtórzyć, a przyszłość zawsze niesie niepewność, o czym nie zapominaj, czytając takie wpisy i próbując wyciągnąć z nich sensowne wnioski. Pewne jest to, że każdy kolejny krach będzie inny od poprzednich i historia będzie się raczej rymować niż powtarzać. Niezmiennie uważam, że to właśnie historia daje nam najlepsze podstawy do podejmowania racjonalnych decyzji (nie tylko finansowych), a nieznajomość historii szkodzi ludziom bardziej niż cokolwiek innego.
Jeśli boisz się trafienia z inwestycją na górkę, to uważam, że ten wpis nie tylko powinien był dodać Ci otuchy, ale także pokazać na prawie 6000 symulacjach historycznych, że szansa na ogromnego pecha przy regularnych wpłatach była historycznie wyjątkowo niska, a nawet jeśli ktoś by takiego pecha miał, to… wystarczyło poczekać kilka miesięcy, by wynik wrócił do „normy”.
Przez ostatnie 50+ lat, długoterminowe, systematyczne inwestowanie w zdywersyfikowane portfele akcji i obligacji było najniezawodniejszą drogą do finansowej niezależności. Wszystkie alternatywy takie, jak timing rynku, spekulacje, „genialne” strategie guru na ogół okazywały się gorsze od prostego i regularnego inwestowania indeksowego. Może brzmi to nudno. Może nie ma w tym romantyzmu szybkiego bogacenia się. Ale matematyka nie kłamie, a czas jest po Twojej stronie. Daj znać w komentarzach, czy ta analiza się podobała i do zobaczenia w kolejnym wpisie na blogu!
Zapisz się do mojego newslettera:
Wyraziłeś/-aś chęć zapisu do mojego newslettera. Teraz sprawdź swoją skrzynkę E-mail i potwierdź chęć zapisania się.
Zastrzeżenie
Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.




















