You are currently viewing Czy szklana kula wygra z prostym inwestowaniem co miesiąc?

Czy szklana kula wygra z prostym inwestowaniem co miesiąc?

Czy wiedza o kryzysach daje przewagę?

Wraz z rosnącymi ostatnio napięciami na rynkach rośnie nurt krytykowania inwestowania pasywnego jako „tego, co doprowadzi do giełdowej katastrofy, bo przez nie kiedyś wszyscy będą inwestować w to samo”. Jeśli decydujemy się na krytykę inwestowania pasywnego, twierdząc, że jesteśmy w stanie przewidzieć giełdowe minima, to może pora sprawdzić, czy szklana kula wygra z prostym inwestowaniem co miesiąc. W tym nieco szalonym materiale sprawdzimy zatem, czy idealne wyczucie dołków i wyczekiwanie z inwestowaniem nowych środków do tego momentu przyniosłoby lepsze rezultaty inwestycyjne od najprostszego w świecie kupowania indeksu za określoną kwotę co miesiąc.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie artykuł „Even God Couldn’t Beat Dollar-Cost Averaging„, który na swoim blogu zamieścił autor bloga „Of Dollars And Data” – Nick Maggiulli. W swoim materiale Nick opisał próbę wcielenia się w Boga, który znałby dokładne momenty minimów indeksu S&P 500 w wieloletnim okresie, dowodząc tego, że taka strategia zwykle przegrywa z prostym uśrednianiem. Chciałbym jednak pójść o krok dalej, ucierając nosa osobom, które po przeczytaniu wpisu „Strategia kupowania w dołkach, czyli po korektach i obsunięciach indeksu” dalej twierdziły, że wyczekiwanie dołków przebija uśrednianie cen, rozszerzając temat o dłuższy okres badania oraz o polską giełdę (indeks WIG).

We wpisie o kupowaniu „w dołkach” opisałem kupowanie akcji wyłącznie po spadkach o określonej głębokości od szczytu, a dziś zafunduje sobie prawdziwą szklaną kulę, uzyskując możliwość precyzyjnego trafiania w dołki notowań indeksu w długim terminie. Pomijając fakt, że jest to nierealne i taki inwestor z pewnością nie mógłby istnieć, sprawdźmy jak bardzo uda nam się w ten sposób „skopać tyłki” inwestorom pasywnym.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy wyczekiwanie dołków na giełdzie ma sens.
  • Czy w obliczu kryzysu powinno się wstrzymywać z inwestycją, czy dalej inwestować.
  • Dlaczego nawet precyzyjne trafianie w dołki tak często przegrywa z prostym uśrednianiem.

Wiedza o kryzysach w ciągu 100 lat S&P 500

Wyobraź sobie, że masz moc przewidywania dokładnych momentów, w których indeks akcji będzie w przyszłości najniżej. Znasz też głębokość każdego z dołków, decydując się na inwestowanie tylko wtedy, gdy okazje na giełdzie będą największe, czyli na wieloletnich minimach cenowych. W porównaniu do inwestora opisanego we wpisie „Strategia kupowania w dołkach, czyli po korektach i obsunięciach indeksu” jesteś więc niemal wszechmocny, a z Twoją wiedzą nie ma sensu inwestować po równo co miesiąc, bo zawsze znasz ku temu najlepsze momenty.

Tylko czy na pewno tak jest? Czy DCA (Dollar-Cost Averaging), czyli najprostszy sposób na inwestowanie pasywne, polegający na regularnym inwestowaniu takich samych (lub wzrastających z czasem) kwot naprawdę ustąpi pola inwestorowi, który potrafił będzie perfekcyjnie przewidzieć najlepszy czas na długoterminową inwestycję? W teorii powinien, a w praktyce może się okazać, że do wiedzy o przyszłych dołkach (minimach) zabraknie mu jeszcze wiedzy o przyszłych górkach (maksimach) 😉 .

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam mnóstwo przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu

Obsunięcia indeksu, które przewidzimy

Jest rok 1922. Siadamy wygodnie w swoim fotelu, wyciągamy gazetę i popijając herbatę, powoli przeglądamy wieści o spółkach giełdowych. Czytając artykuł o General Motors, natrafiamy na dziwną notkę napisaną na starym pożółkłym papierze, na której znajdują się pokracznie i dość niewyraźnie napisane słowa:

„Giełda, kupuj tylko wtedy

<poniżej 10 dokładnych dat w ciągu kolejnych 100 lat>

O co chodzi? Dlaczego powinienem kupować tylko wtedy? A może spróbować i do tego czasu nie dokładać do swoich inwestycji nowych środków, zamiast tego zbierając je na rachunku lub trzymając na lokacie?

Wróćmy do rzeczywistości, czyli do XXI wieku, bo nie zamierzam (jeszcze) przerzucać się na opowieści fabularne. Gdyby szczęśliwy znalazca tej notki (i jego dzieci, bo przecież mówimy o okresie 100 lat) zdecydował się inwestować zgromadzone środki tylko w tych 10 datach, to wybieraliby chwile po następujących obsunięciach indeksu największych spółek amerykańskich:

Czy przewidywalnie dołków na giełdzie wygrywa z uśrednianiem - obsunięcia indeksu S&P 500

Kto z nas nie chciałby zobaczyć powyższego wykresu, ale dotyczącego przyszłości? Co prawda nie ma na nim żadnych informacji o wzrostach, a jedno, co można z niego wyczytać to chwile, gdy granatowy przebieg dotyka osi x (0%), które oznaczają tzw. ATH (All-Time High), czyli nowe maksima rynku akcji. Każdorazowo, gdy indeks znajduje się poniżej tej wartości, mamy do czynienia ze spadkami od szczytu, a szczęśliwy inwestor z 1922 roku właśnie dowiedział się, że w perspektywie niespełna 10 lat giełda straci przeszło 75% swojej wartości. I jak tu nie być wdzięcznym losowi?

Jak będziemy czekać na kolejne minima?

Załóżmy teraz, że na odwrocie kartki inwestor znalazł informację o tym, że wszystkie daty oznaczać będą nie tylko minima pomiędzy dwoma maksimami, ale też tylko te, które przekraczają -20% głębokości. Żeby pokazać to na wykresie, posłużę się skalą logarytmiczną dla wartości 1000 USD zainwestowanych w 500 największych spółek z USA z uwzględnieniem dywidend (Total Return) przez 100 lat. Poniżej wykresu poziomu indeksu akcji, pokażę, jak gromadziły się kwoty „czekające na krach”, dzięki którym inwestor ze szklaną kulą zawsze kupował akcje w najlepszych momentach:

Czy przewidywalnie dołków na giełdzie wygrywa z uśrednianiem - oczekujące na inwestycję środki

Granatowe przebiegi w kształcie trójkątów to kapitał, który „oczekujący na dołki” inwestor gromadził w skarpecie albo na lokacie o stopie zwrotu 3% netto. „Trójkąty” schodzą do zera zawsze, gdy nadarza się „idealna okazja inwestycyjna”, a więc jest bardzo tanio i w najbliższej przyszłości taniej po prostu nie będzie. Dlaczego zdecydowałem się na porównanie „trafiacza dołków”, który potrafi przewidywać przyszłość w dwóch wersjach (pieniądze leżą „w skarpecie” oraz na lokacie)?

Robię to, aby pozostać obiektywnym i uniknąć oskarżeń o złe gospodarowanie kapitałem osoby umiejącej przewidzieć daty wystąpienia dołków, ale i by podkreślić ważne zjawisko, jakim jest niemarnowanie czasu z kapitałem na nieoprocentowanym depozycie. Czas na pierwsze porównanie inwestowania ze szklaną kulą z prostym uśrednianiem co miesiąc zgodnie z ideą DCA, w którym to drugie pozostało bez szans.

Zwycięstwo z DCA

Intuicyjnie może się wydawać, że wszechwiedzący inwestor ze szklaną kulą, który potrafi precyzyjnie przewidzieć dołki, po prostu nie może przegrać z uśrednianiem. Potwierdzi to pierwszy omawiany przypadek, w którym inwestorzy zarządzają swoimi środkami w następujący sposób:

  • Inwestor uśredniający (podpisany na wykresie „Proste DCA”) od początku kupuje jednostki indeksu za 1000 USD co miesiąc.
  • „Trafiacz dołków (gotówka w skarpecie)” odkłada wolne środki w tempie 1000 USD na miesiąc aż do momentu wystąpienia dołka, w którym inwestuje on całą odłożoną kwotę.
  • „Trafiacz dołków (gotówka na lokacie 3%)” robi to samo, co inwestor powyżej, ale odkładane co miesiąc 1000 USD trafia na lokatę oprocentowaną 3% netto rocznie, więc nie marnuje się.

Oto jak wyglądałoby inwestowanie takich osób między 1922 a 2022 rokiem, co jest okresem tak długim, że musiałem je (niestety) przedstawić w skali logarytmicznej, by czytelnik mógł w początkowych 60 latach w ogóle rozróżnić wykresy:

Czy przewidywalnie dołków na giełdzie wygrywa z uśrednianiem - lata 1922 - 2022 wykres

Jako inwestorzy wyczekujący dołków na pierwszą inwestycję czekaliśmy 10 lat, do tego czasu gromadząc 118 000 USD (bez lokaty) lub 137 000 USD (z lokatą) i zainwestowaliśmy je po gigantycznym, bo aż 78% spadku od poprzedniego maksimum. Gdy po prawie 4 latach od pierwszego dołka, w listopadzie 1935 roku giełda przebiła poprzednie maksimum, to „wyczekujący dołków” mieli dzięki wejściu w głębokim kryzysie odpowiednio 432 tys. USD oraz 497 tys. USD wobec 275 tys. USD u osoby, która po prostu uśredniała kupując koszyk akcji co miesiąc. Jest to wyraźniejsze w formie tabelarycznej, w której poczynania inwestorów śledzić możemy dla każdej zakończonej dekady inwestowania:

Czy szklana kula wygra z prostym kupowaniem co miesiac lata 1922 2022 1

Najbardziej rzuca się w oczy to, o czym wspomniałem wcześniej, czyli fakt, że zbudowana wcześnie w okresie inwestycji przewaga nie odpuszcza przez kolejne 90 lat inwestowania. Z drugiej strony: jednostronna (wykrywająca tylko dołki) szklana kula pozwoliła polepszyć wynik inwestycyjny dość znacznie, ale pewnie w mniejszym stopniu niż spodziewałaby się tego większość osób. 

Czy powinniśmy brać ten wynik na poważnie?

Stuletni wynik inwestycyjny jest dla posiadacza szklanej kuli, który wybrał przechowywanie w skarpecie o 28,6% lepszy od DCA, a dla tego, który wybrał przechowywanie na lokacie o 47,4% lepszy od DCA. Nieźle, ale bez szału, prawda? Średnia roczna stopa zwrotu z DCA dla tego indeksu z dywidendami wyniosła w tym czasie 10,58% brutto rocznie, a dla zgadującego bez lokaty tylko 10,88% rocznie, a więc o 0,3 pp. więcej w skali roku! Jak na posiadanie szklanej kuli różnica jest naprawdę śladowa.

Czy zatem powinniśmy wnioskować, że wyczekiwanie dołków pozwala zawsze pokonać proste comiesięczne uśrednianie zakupów? Nie, ponieważ:

  • W latach 1922 – 2022 na indeksie dużych spółek amerykańskich doszło wcześnie do gigantycznego załamania cen akcji na giełdzie. To oczywiste, że osoba, która wówczas zainwestowałaby ponad 100 tys. dolarów, zyskałaby gigantyczną przewagę wobec osoby uśredniającej.
  • Co jednak wydarzyłoby się, gdybyśmy opóźnili całą symulację o 10 lat i zamiast tego wystartowali w 1932 roku? Albo, gdybyśmy założyli, że „trafiaczom” pomyliły się daty i zaczęli spóźniać się z inwestycjami każdorazowo o 2 miesiące?

W obydwu przypadkach wyniki będą bardzo niespodziewane i prawdopodobnie nie do końca takie, jak zakładają fani „przewidywania dołków” w inwestowaniu quasi-pasywnym.

Moje materiały Ci się przydają? Postaw mi kawę :).

PK BTN WPIS

DCA jednak pokonuje wróżkę

W tego rodzaju analizach najważniejsze jest jednak krytyczne myślenie, a to zaczyna się, gdy przeanalizujemy konkretną sytuację i wpływ startu w konkretnym miesiącu i roku na wynik całej symulacji. Nie trzeba być omnibusem, by zauważyć, że pierwszy dołek w analizowanym okresie 100-letnim był niewspółmiernie duży w porównaniu do wszystkich kolejnych, dzięki czemu uzyskana w ten sposób przewaga „została” z inwestorami aż do końca okresu inwestycji. Co jednak by się stało, gdybyśmy w tym czasie nie uzbierali ponad 100 tysięcy dolarów do zainwestowania? Co, gdybyśmy spóźnili się z wejściem w inwestycję lub indeks nie straciłby na samym początku inwestycji aż tak dużo? Wynik symulacji mógłby naturalnie być zupełnie inny.

Czy przewidywalnie dolkow na gieldzie wygrywa z usrednianiem opis dolkow

Powyższa tabela pokazuje, w jakich odstępach zdarzały się „dołki”, w których umiejący je przewidzieć inwestowali oraz to, jak głębokie były te dołki, czyli jak mocno tracił od szczytu w tamtych momentach indeks dużych spółek amerykańskich. Czego możemy spodziewać się po opóźnieniu startu inwestowania o 10 lat? Diametralnie różnego wyniku symulacji.

Wybór innego okresu inwestycji

Załóżmy, że nasz pierwszy oszczędzony tysiąc dolarów inwestujemy nie w lipcu 1922 roku, a w lipcu 1932 roku, czyli na chwilę po wystąpieniu pierwszego (i najgłębszego) dołka z pierwszej symulacji. Taki plan będzie oznaczać, że celujący w dołki na swoją pierwszą inwestycję musieli czekać niespełna 6 lat, do tego czasu gromadząc 69 000 USD i inwestując je po 33% spadku od poprzedniego maksimum. Jako że ten dołek był znacznie płytszy od tego z 1932 roku, to po odbiciu indeksu „trafiacze dołków” nie zdobyli wtedy znacznej przewagi nad osobą uprawiającą proste uśrednianie co miesiąc, co doskonale widać w poniższej tabeli:

Czy szklana kula wygra z prostym kupowaniem co miesiąc - lata 1932 - 2022 1

Jak to możliwe, że uśrednianie co miesiąc, czyli DCA było w stanie wygrać z osobami, które wiedziały, kiedy wystąpią idealne momenty na inwestowanie? Proste inwestycyjne prawidło głosi, że straty bolą bardziej od tego, jak cieszą nas zyski, ale spójrzmy na matematyczną stronę tego dylematu. Giełdy zazwyczaj rosną w długim terminie, więc statystycznie muszą one rosnąć przez większość czasu i mocniej, niż tracą w okresach kryzysów. W okresie 1932 – 2022 roku inwestor uśredniający skończył z wynikiem o 38% lepszym od posiadacza szklanej kuli z awersją do lokat i o około 25% lepiej od wróżbity, który decydował się na lokatę.

Powyższe dowodzi tego, że w inwestowaniu o wiele gorzej jest przegapić najlepsze (najbardziej wzrostowe) dni na giełdzie, niż uniknąć kilku bolesnych spadków kapitału. Część czytelników na pewno skrytykuje mnie za to, że nie dałem osobie ze szklaną kulą także informacji o górkach, bo wtedy na pewno pokonałaby osobę uśredniająca. Jest to prawda, ale zapytaj się, czy w prawdziwym życiu masz precyzyjną informację o momentach wystąpienia minimów na giełdzie w przyszłości*. No właśnie :).

*Choć mam wrażenie, że niektórzy guru finansów myślą, że weszli w posiadanie tej informacji.

W drugim z alternatywnych przykładów wrócimy do początku inwestowania w 1922 roku, ale tym razem zapominalscy „trafiacze dołków” będą każdorazowo spóźniać się z wejściem w inwestycję o dokładnie 2 miesiące.

Pomyłka w łapaniu dołków o 2 miesiące

W świecie inwestowania miesiąc lub dwa wydają się krótkim terminem, ale są sytuacje, w których poślizg nawet o kilka miesięcy bardzo negatywnie wpłynie na stopę zwrotu inwestora. Tym razem „trafiacze dołków” będą tak zajęci, że zaczną robić to nieprecyzyjnie i zamiast zaraz po wystąpieniu najgłębszego dołka na indeksie, będą oni inwestować około dwóch miesięcy po jego wystąpieniu. W teorii nie powinno to wpłynąć na ich wyniki zbyt drastycznie, a w praktyce sprawia, że precyzyjnie trafiający w dołki, ale bez lokaty… przegrywa z osobą, która uśredniała swoje zakupy akcji:

Czy szklana kula wygra z prostym kupowaniem co miesiac lata 1922 2022 pomylka o 2 miesiace 1

Jeśli wystarczy mylić się w uchwytywaniu dołków o tak krótki okres, jak 2 miesiące, by przegrać z osobą, która tak prosto, że można nazwać to „bezmyślnym” po prostu uśredniała zakup indeksu, to jak tak wielu inwestorów może zakładać, że uda im się trafić dokładnie w dołek i zarobić na tym więcej od przeciętnego inwestora, który ciągle kupuje indeksowy ETF? Piszę to, aby dotrzeć do tych, którzy inwestując pasywnie (a przynajmniej sami tak to nazywają) odkładają swoje zakupy na lepsze czasy, bo wydaje im się, że idzie kryzys.

Wieszczów kryzysu jest mnóstwo, ponieważ krzykliwe i pełne negatywnych emocji tytuły klipów na YouTube dobrze się klikają, to pozwala im to jeszcze bardziej poszerzyć swoje internetowe wpływy, a co za tym idzie – więcej zarobić. Mój blog, a zwłaszcza ten wpis, jest jednak dla tych, którzy inwestują z chłodnymi głowami i na podstawie danych, a nie opinii tego, czy innego eksperta, które właśnie przeczytali w internecie. Jeśli szklana kula działała tak kiepsko na amerykańskiej giełdzie, to czy przejście na polską giełdę przedstawiłoby przewidywanie przyszłości w lepszym świetle?

Szukasz taniego konta maklerskiego do akcji i ETF-ów?

A może chcesz założyć niedrogie IKE/IKZE z szeroką ofertą ETF-ów?

Szukasz zagranicznego konta maklerskiego z dostępem do wielu rynków?

A może wolisz tańsze, amerykańskie ETF-y?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Szklana kula na polskiej giełdzie

W dwóch ostatnich w tym wpisie symulacjach wrócimy do Polski, bo tym razem inwestorzy będą kupować akcje spółek notowanych na GPW. Oto jak zmienią się założenia tej symulacji:

  • Inwestorzy będą kupować nie akcje amerykańskie, a akcje z indeksu WIG. Jako że to indeks dochodowy, to już jest w wersji „z dywidendami” (Total Return).
  • Będziemy badać nie 100, a jedynie 30 lat, ponieważ mniej więcej tyle istnieje indeks WIG, jak i polska giełda (GPW) w wersji nowożytnej.
  • Inwestor trafiający w dołki będzie domyślnie trzymał swoje środki na lokacie bankowej o oprocentowaniu 5% netto.

Jak zatem wypada wyczekiwanie dołków w polskim ujęciu?

30 lat przewidywania dołków na WIG

Ta symulacja będzie specyficzna, bo w 30-letnim okresie wypadną tu tylko 3 dołki. Pierwszy w roku 1995, drugi w 2001, a trzeci w 2009 roku. Inwestor, który czekał na dołki, ominął więc pierwsze 4 lata notowań tego indeksu, w których wraz z gigantyczną inflacją (rzędu 70% i więcej) inwestycja w WIG była bardzo zyskowna. Ponadto, po roku 2009 nie inwestował on już wcale, bo rekord notowań WIG wystąpił dopiero w 2021 roku, więc jeszcze nie wiemy, gdzie znajduje się nowe dno tego indeksu. Jak pewnie się domyślasz, czekanie na dołki w tak negatywnych do tego warunkach po prostu nie mogło skończyć się inaczej niż sromotną klęską przeciwko inwestorowi, który co miesiąc uśredniał swoją inwestycję w polski indeks akcji:

Czy przewidywalnie dolkow na gieldzie wygrywa z usrednianiem WIG 30 lat dolki

Nareszcie! Triumf uśredniania okazuje się tu bardzo wysoki, bo przebija on trafianie dołków w 30-letnim okresie aż o 70%! Wygrana DCA jest w tym przypadku tak wysoka, ponieważ po wystąpieniu pierwszego dołka inwestor uśredniający miał zgromadzone prawie 200 tysięcy złotych, a inwestor ze środkami na lokacie czterokrotnie mniej, czyli 50 tysięcy złotych. Wielu pamiętających tamte lata napisze mi pewnie, że powinienem był oprocentować środki „trafiacza” ówczesnymi stopami procentowymi, ale nawet taki zabieg nie sprawiłby, że posiadacz szklanej kuli zwyciężyłby z inwestorem pasywnym.

Ponownie jednak oceniamy tu zupełnie losowy okres historii naszej giełdy, a wybraliśmy go tylko dlatego, że istniała ona od tego czasu, więc po prostu mogliśmy taką symulację przeprowadzić. Co jednak, jeśli manipulujący danymi analityk sprawiłby, że inwestować zaczęlibyśmy od 1994 roku, a nie od 1991 roku jak wcześniej? Jak się domyślasz – wyniki symulacji będą wtedy zupełnie inne.

27 lat i zupełnie inne wyniki symulacji

Z pozoru będzie to drobna zmiana, bo podobnie jak w rozdziale dotyczącym USA, tak i tu po prostu opóźnimy początek inwestowania o parę lat. Jeśli inwestor pasywny zacząłby inwestować w 1994 roku, a posiadacz szklanej kuli wyczekałby aż do 2002 roku i zainwestował dopiero wtedy, to byłby na znacznie lepszej pozycji od inwestora pasywnego, który rok 2002 zaczyna z kwotą 94 tys. złotych wobec 140 tys. złotych u cierpliwego posiadacza lokaty. W tym przypadku znajomość momentów wystąpienia dołków na giełdzie przydała się, ale (ponownie) dominacja tej strategii nad DCA wcale nie jest tak znacząca, jak mogłoby się to wydawać:

Czy szklana kula wygra z prostym inwestowaniem co miesiąc?

Trafianie dołków wygrywa tu z DCA o 40%, co jak na 27 lat inwestowania jest dość dobrą przewagą, ale nie zapominajmy o tym, że w prawdziwym życiu nikt nie trafiłby precyzyjnie nawet w 1, a co dopiero w 2 dołki z rzędu. Właśnie dlatego chciałem napisać, dlaczego moim zdaniem powinieneś zapomnieć o szklanej kuli i po prostu inwestować regularnie i zgodnie z planem, nie myśląc, że możesz być (o wiele) mądrzejszy od indeksu.

Czy szklana kula wygra z prostym inwestowaniem co miesiąc?

Choć pod wpisem „Strategia kupowania w dołkach, czyli po korektach i obsunięciach indeksu” prowadziliśmy wiele ciekawych dyskusji, to miałem po nim gigantyczny niedosyt, widząc, że wiele osób mimo to wierzy w przepowiadanie przyszłości. Poprzednio pokazałem strategie przeprowadzane przez inwestora, który nie znał przyszłości, więc po prostu unikał „górek”, wychodząc na tym gorzej niż osoba, która po prostu kupowała co miesiąc. Wiele osób sądziło, że bardziej precyzyjne łapanie dołków pomogłoby temu inwestorowi pobić indeks, tymczasem okazuje się, że nawet precyzyjna znajomość kolejnych minimów na giełdzie wcale nie pomaga w pobiciu wyniku inwestycyjnego osoby, która po prostu kupuje akcje co miesiąc.

To niemożliwe? Nie, to jak najbardziej możliwe, bo do pewnego pobicia indeksu potrzebowałbyś nie tylko dat wystąpienia kolejnych dołków, ale i informacji o tym, kiedy zaczął się trend spadkowy, czyli informacji o maksimach pomiędzy poszczególnymi dołkami na giełdzie. Skoro nikt na świecie nie posiada tych informacji, to jeśli właśnie nie wyszedłeś z powracającego z przyszłości wehikułu czasu, to sugeruję zapomnieć o w pełni uznaniowym obstawianiu dołków, które i tak przynosi liche i niepewne rezultaty.

Zamiast tego skupić się na zwiększaniu zarobków, ćwiczeniu dyscypliny oszczędnościowej oraz inwestycyjnej, jak i na szukaniu jak najtańszych kont i jak najtańszych funduszy do implementacji planu prostego inwestowania pasywnego. Dla inspiracji podrzucam o takim inwestowaniu wpis: „Proste inwestowanie pasywne – najlepsze portfele dla zabieganych„, dzięki któremu zaczniesz inwestować mądrze… i to bez szklanej kuli.

Obserwuj mnie na Twitterze:

Subskrybuj mój kanał na YouTube:

Podsumowanie

Na sam koniec przyznam, że był to wpis, który pisało się bardzo przyjemnie i z dużą satysfakcją. Mam nadzieję, że będzie on równie przyjemny w odbiorze i sprawi, że osoby wierzące w „obstawianie dołków” raz na zawsze przestaną bawić się w grę polegającą na przewidzeniu przyszłych kursów indeksów oraz kursów walut, którego i tak nie dadzą rady robić precyzyjnie i powtarzalnie. Do zobaczenia w komentarzach i do następnego!

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.4 40 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest

304 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze