Rocznica powstania bloga. Liczby, przemyślenia i plany na drugi rok

Rocznica powstania bloga. Liczby, przemyślenia i plany na drugi rok

Inwestomat.eu właśnie skończył rok.

Dla każdej inicjatywy, niezależnie czy to firma, stowarzyszenie czy blog, upływ pierwszego roku wyznacza koniec okresu niemowlęcego. Faktycznie, patrząc wstecz na mój stale dość skromny dorobek w postaci 72 wpisów na blogu i 47 podcastów nie czuję się już jak zupełny nowicjusz w świecie polskich blogów finansowych. Przede wszystkim chciałbym wykorzystać moment, jakim jest rocznica powstania bloga Inwestomat.eu na podziękowanie Tobie, drogi czytelniku, za to, że towarzyszysz mi w tej podróży, dając wartościowe sugestie i rady, a często nawet oferując swoją pomoc.

Jeśli zastanowię się czy moja misja (opisana na stronie o blogu) się w ciągu roku jakoś drastycznie zmieniła to stanowczo odpowiem, że nie. Filary bloga pozostają niezmienne, a kontynuuję jego tworzenie, gdyż chcę, byś jako mój czytelnik zrozumiał podstawowe mechanizmy finansowe i zaczął świadomie, ale odważnie zarządzać swoimi finansami. Z drugiej strony piszę o gospodarce byś dokonywał wyborów politycznych wspomagając się liczbami, nie emocjami, decydując co jest dobre dla Twojego kraju. Nieprzypadkowo są to cytaty ze strony o blogu i o mnie, bo także w drugim roku będę robił co mogę, by szerzyć wiedzę finansowo-ekonomiczną wśród Polaków w każdym wieku i każdej zamożności.

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile osób czyta mój blog.
  • Ile osób słucha mojego podcastu.
  • Jak pozyskuję czytelników.
  • Ile zarobiłem na blogu w pierwszym roku jego istnienia.
  • Jakie mam plany i pomysły na drugi rok prowadzenia bloga i podcastu.

Statystyki dotyczące bloga

Rocznicowy artykuł zacznę od zaprezentowania Ci statystyk odwiedzin bloga z pierwszego roku jego istnienia, a w zasadzie pierwszych 11 miesięcy, bo choć pierwszy wpis napisałem 15 października 2019 roku to upubliczniłem tą stronę dopiero niecały miesiąc później, czyli 10 listopada. Zaczniemy od dynamiki ruchu na blogu, przechodząc w szczegóły dotyczące źródeł odwiedzin, lokalizacji czytelników oraz liczby wyszukań w wyszukiwarce Google.

Dynamika ruchu na blogu

Choć na poniższym wykresie największe skoki odwiedzin nastąpiły w kwietniu i w lipcu to w skali miesięcznej można zaobserwować ciągły wzrost liczby czytelników bloga. Może się zdziwisz, gdy napiszę, że nie wzrost liczby cieszy mnie najbardziej, a wzrost jakości odwiedzin, mierzony spadkiem współczynnika odrzuceń i coraz dłuższym czasem spędzanym na stronie podczas jednej sesji. Oto ilu użytkowników odwiedziło moją stronę w ciągu pierwszych 11 miesięcy jej obecności w sieci:

Choć w skali makro jedynie 16,5% odwiedzających w ciągu tych 11 miesięcy powróciło na moją stronę to w następnym rozdziale pokażę Ci jak diametralnie wzrosła jakość odwiedzin między kwietniem, a wrześniem, czyli w ciągu niecałego półrocza. Niezmiernie mnie cieszy, że coraz więcej osób znajduję moją stronę i docenia moje teksty, zostając tu na dłużej, co postaram Ci się teraz pokazać na liczbach.

Wzrost jakości ruchu na blogu

Pod pojęciem „wzrost jakości ruchu” mam na myśli spadek liczby osób, które wchodzą na stronę na maksymalnie 10 sekund i (zapewne przestraszeni długością wpisów :D) od razu z niej uciekają. W internetowej nomenklaturze jest to współczynnik odrzuceń, który między kwietniem, a wrześniem spadł z 82% do niecałych 69%! Rzuć okiem jak wyglądała jakość ruchu na blogu Inwestomat.eu w kwietniu 2020 roku, by zaraz porównać ją do bieżącego okresu:

W kwietniu zanotowałem największą liczbę wizyt dotychczas (około 23 000), ale jakość ruchu nie była porażająca, co widać po 1,35 sesjach na użytkownika i średnim czasie trwania sesji poniżej 2 minut. Wiesz z czego jestem naprawdę dumny? Z tego jak bardzo się wspomniane wskaźniki polepszyły w ciągu niecałego półrocza przy jednoczesnym zachowaniu liczby unikalnych użytkowników na poziomie ~ 20 000 miesięcznie. Zresztą sam zobacz:

Od razu zastrzegam, że nie mam zbytnio porównania do innych blogów i nie mam pojęcia co jest normą w pierwszym roku prowadzenia bloga, ale skoro „wygrywam ze sobą z przeszłości” to na pewno nie jest źle :). Dziękuję każdemu kto dokłada się do tej statystyki, wielokrotnie wracając na moją stronę! No właśnie: skąd w zasadzie czytelnicy dowiadują się o moim istnieniu, trafiając na mojego bloga?

Źródła i pochodzenie ruchu na blogu

Większość odwiedzających mój blog to tzw. ruch organiczny, czyli osoby, które znalazły mnie poprzez wyszukiwarkę, zazwyczaj Google. Na drugim miejscu są wejścia bezpośrednie, na które składają się osoby, które dodały mnie do ulubionych, wpisują mój adres bezpośrednio w pasku przeglądarki lub wchodzą z mojego kanału RSS. Na trzecim miejscu są wszelkiej maści odsyłające do mnie social media, na czele z moją stroną na Facebooku, gdzie „produkuję się” niemal codziennie. Czwarta pozycja to tzw. referrale, czyli polecenia i linki z innych blogów, stron i portali. Pełen przekrój źródeł odwiedzin wygląda następująco:

Rocznica powstania bloga - ruch według źródła

Jeśli chodzi o lokalizację moich czytelników to ponad 10% z nich odwiedza moją stronę z miejsca innego niż Polska. Oznacza to, że czytuje mnie całkiem sporo emigrantów, którzy zapewne szukają sposobów na mądre ulokowanie oszczędzonej za granicą gotówki. Sam nie tak dawno temu byłem emigrantem, więc bardzo solidaryzuję się z takimi czytelnikami i jestem szczęśliwy, że mnie odwiedzają. Jak mogłeś przypuszczać, zdecydowana większość odwiedzających, bo aż 88% rezyduje w Naszym kraju (lub nie używa VPN-a :D):

Ruch z wyszukiwarki Google przynosi ponad połowę wszystkich odwiedzin mojej strony, więc pewnie warto by przeanalizować również jego wzrost w oderwaniu od reszty. W tym przypadku tendencja wzrostowa jest bardzo widoczna, co znaczy, że boty Google przyznają mojej stronie coraz wyższą „notę”, pozycjonując ją coraz wyżej w wynikach wyszukiwania:

Z wykresu wynika, że link do mojej strony ukazał się w ciągu roku w ponad milionie wyszukań z wyszukiwarki Google, z czego 74 tys. jej użytkowników zdecydowało się sprawdzić co tam tworzę po godzinach. Jest to bardzo zadowalający wskaźnik i z ekscytacją patrzę w przyszłość, mając nadzieję, że wyszukiwarka będzie dalej promować długie i wyczerpujące treści, a nie strony używające różnych „nieczystych metod” na ściągnięcie ruchu do siebie. Na gęstość ruchu z wyszukiwarki wpływa także tzw. Domain Authority mierzone liczbą cytacji/linków z innych portali. Przyjrzyjmy się zatem także niej w odniesieniu do mojego bloga.

Inne strony odsyłające do mnie

Jeśli o strony odsyłające do mojej witryny chodzi to pod względem liczbowym „szału nie ma”. Zdecydowanie na plus oceniam fakt, że dominują tu portale, na których internauci sami wymieniają się ciekawymi linkami, np. wykop.pl. W pierwszej piątce znalazł się również agregator blogów finansowych, Klan Finansowych Ninja oraz blog Michała Szafrańskiego jakoszczędzaćpieniądze.pl. Poza powyższymi linki do mnie pochodzą też z forów: bankier.pl (moi stali czytelnicy wiedzą, że bardzo cenie sobie to forum jako źródło anty-rekomendacji spółek giełdowych), budujesie.pl, oraz parkiet.com. Oto statystyki odwiedzin dla każdego ze źródeł zewnętrznych:

Liczba odwiedzających z innych portali wskazuje, że mój blog dotychczas nie był linkowany zbyt często. Na pewno warto by to poprawić, ale ostatnim, co chciałbym robić jest narzucanie się innym autorom i proszenie ich o cokolwiek. Po pierwsze: merytoryka, więc niech linkują tylko Ci, którzy stwierdzą, że na to zasłużę, podobnie jak ja linkuję tylko do tekstów z ciekawymi i przydatnymi według mnie informacjami, a nie po to, by się komuś „przypodobać”. Tyle o zasięgach. Pora przejść do podsumowania najchętniej czytanych tekstów na moim blogu.

Najpopularniejsze artykuły na blogu

Kto by pomyślał, że trzema najpopularniejszymi artykułami na moim blogu będą teksty z kategorii inwestowanie. Dodam, że wśród 10 najchętniej czytanych wpisów aż 7 należy do tej kategorii, co oceniając zaangażowanie czytelników wpisów z tej kategorii jakoś mnie nie dziwi. Bardzo wyraźny jest trend popularności praktycznych wpisów, czyli tych portfelowych, serii o ETF-ach oraz poradników dotyczących rozpoczęcia przygody z inwestowaniem oraz pokonywania inflacji. Ze smutkiem stwierdzam, że seria o obligacjach nie została przyjęta zbyt ciepło, w końcu kogo w Polsce obchodzą te mało zmienne aktywa, które obecnie prawie nie dają zarobić? Oto lista TOP15 najchętniej odwiedzanych stron i artykułów na moim blogu:

Rocznica powstania bloga - najpopularniejsze strony i wpisy

Zanim przedstawię Ci statystyki dotyczące mojego podcastu nadmienię, że średni czas spędzony na lekturze niemal każdego z tych artykułów wynosi ponad 5 minut. Oznacza to, że moi czytelnicy to osoby cierpliwe i szukające „konkretów”, a więc dokładnie te osoby, do których chcę i zawsze chciałem trafić! Czy bloger może mieć lepszych czytelników niż osoby, które mają czas na przeczytanie całych wpisów i na prowadzenie dyskusji w komentarzach pod nimi? No właśnie: jak wyglądają Nasze dyskusje pod wpisami na blogu?

Liczba komentarzy pod wpisami na blogu

Jeśli o komentarze pod artykułami chodzi to widoczna jest tendencja „najwięcej komentarzy w dniach publikacji”, ale cieszy fakt, że dyskutujemy nawet miesiącami po ukazaniu się wpisu! Być może w zaangażowaniu czytelników pomógł widget, który w wersji desktopowej strony jest w prawej części strony głównej, a na mobilnej na samym dole strony, ale czytelnicy chętniej biorą udział w dyskusjach pod zarówno starymi, jak i nowymi wpisami. Widać to doskonale na poniższym wykresie:

Rocznica powstania bloga - komentarze na blogu

Z perspektywy blogera nie ma nic lepszego niż czytelnicy komentujący pod wpisami. Niezależnie czy są to komentarze pytające, korygujące czy zawierające konstruktywną krytykę, wszystkie z nich dają mi zawsze dużo „pary” do dalszego pisania, za co serdecznie dziękuję! Jeśli o komentowanie chodzi to moi czytelnicy są w ścisłej czołówce polskich blogów finansowych i wobec pełnej liczby odwiedzin są oni bardzo zaangażowani. Wielkie dzięki, bo komentując pomagasz sobie (uzyskując odpowiedzi na pytania) oraz mi (dodając mi motywacji)!

Mój fanpage na Facebooku:

Polub i udostępnij znajomym, naprawdę warto 🙂

Statystyki dotyczące podcastu

Mój podcast wystartowałem prawie 3 miesiące po założeniu bloga i z początku (głównie ze względu na 2 długie okresy urlopowe) nagrywałem go tylko do nielicznych artykułów. Z czasem przyspieszyłem, podejmując decyzję, by dograć go do każdego lub prawie każdego wpisu. Nie obiecuję, że będę to robił w przyszłości, ale jak widać słuchacze doceniają mnogość materiałów w moim podcaście, który ostatnio przeżywa istny renesans w postaci ponad 10 000 odsłuchań tygodniowo:

Rocznica powstania bloga - odsłuchania podcastu inwestomat

Moi słuchacze używają głównie Spotify oraz Apple Pocasts, ale też platform: Player.fm, Podcastaddict, Google Podcasts czy Amazon Podcasts. Wzrost popularności następuje ostatnio bardzo gwałtownie, co (z moich informacji) zawdzięczam głównie słuchaczom, którzy „pocztą pantoflową” informują swoich znajomych o moich nagraniach. Serdeczne dzięki za zaufanie! Ciekawy kto słucha moich podcastów? Sprawdźmy to na bazie danych pochodzących ze Spotify.

Wiek i płeć moich słuchaczy

Mojego podcastu inwestycyjno-gospodarczego słuchają głównie osoby młode, czyli te pomiędzy 23, a 34 rokiem życia (nie ma to jak przesuwać granice „młodości” wraz z własnym starzeniem się), generujące 70% wszystkich odsłuchań. Niezmiernie cieszy mnie, że moje nagrania popularyzują się także wśród osób w wieku studenckim (10% słuchaczy) oraz wśród osób, które są bliżej emerytury (łącznie 6,5% słuchaczy). Świetnie by było, gdyby w przyszłości słuchało mnie jeszcze więcej osób w tych grupach, bo są one jak najbardziej moim „targetem”. Oto jak wygląda pełen przekrój wieku słuchaczy podcastu:

O ile wiek moich odbiorców nie zaskoczył mnie zbytnio to już struktura ich płci trochę mnie zaniepokoiła. Jeśli założymy, że „nieokreślona” rozkłada się po równo to mojego podcastu słucha 80% mężczyzn, a tylko 20% kobiet. Na wielki plus jest to, że ta jedna piąta dziewczyn jest bardzo aktywna i często pisze do mnie maile czy wiadomości na messengerze mojej strony z sugestiami usprawnień i pytaniami. Podkreślam, że moją misją jest zainteresowanie finansami obydwu płci i będę pracował nad tym, aby przyciągnąć do mojego bloga i podcastu również tą piękną.

Niezależnie od płci i wieku: którymi nagraniami szczególnie przyciągnąłem słuchaczy podcastu?

Najpopularniejsze odcinki podcastu

Analogicznie do wpisów na blogu, największe zainteresowanie budzą nagrania inwestycyjne z gatunku tych bardziej praktycznych. Staram się je nagrywać coraz ciekawiej i bez wchodzenia w zbędne szczegóły techniczne, byś mógł z uwagą i zaciekawieniem słuchać ich w drodze do lub z pracy, a potem na spokojnie przeczytać artykuł. Poniżej prezentuję TOP5 odcinków podcastu dotychczas:

Poza nagraniami o inwestycjach, wysoką popularność zyskał też odcinek podcastu o ruchu FIRE, który został niedawno wypromowany w newsletterze Najlepsze Polskie Podcasty, który swoją drogą serdecznie polecam. Oto co napisano w nim o tym odcinku:

Kolejny dobry podcast o zarządzaniu finansami osobistymi. Uważam osobiście, że to temat niedoceniony nie tylko przez osoby zarabiające, ale także przez dzieci i młodzież szkolną. Mateusz specjalizuje się narzędziach i sposobach inwestowania, co także podkreśla w tym odcinku. Smutne jest to, że najczęściej w statystykach i raportach pokazywani jesteśmy, jako naród zadłużony, a rzadziej mówi się o milionerach. Milionerach w rozumieniu umiejętnego zarządzania i inwestowania. Wiem, że słowa coaching, rozwój osobisty, ale i wolność finansowa są stygmatyzowane, co nie zmienia faktów, że sam słuchając podcastów o zarządzaniu budżetem domowym, pozbyłem się drobnych kredytów, które od początku mojej przygodny z zarabianiem były codziennością. Nikt mnie nie uczył, jak radzić sobie z pieniędzmi, więc nadrabiam i Tobie też sugeruję zwracać na to uwagę. A zatem, na jakim etapie wolności finansowej jesteś?

Jestem bardzo wdzięczny za to wyróżnienie, które na pewno pozwoli mi trafić do szerszego grona odbiorców. Jeśli jesteś ciekaw jak mi idzie na Facebooku i newsletterze to kolejny rozdział jest dla Ciebie.

Statystyki newslettera i mojego fanpage'a na Facebooku

Newsletter prowadzę od samego początku istnienia bloga, a zapisać się możesz do niego z poziomu strony głównej, każdego wpisu oraz bezpośrednio z tego linku. Strona na Facebooku towarzyszy mi od grudnia, a bardziej aktywny stałem się tam bliżej kwietnia 2020 roku. Od tego momentu pozostaje ona moim „drugim medium”, na którym piszę częściej, ale znacznie zwięźlej niż na blogu. Poniżej publikuję aktualne (na dzień pisania tego wpisu) liczby subskrybentów mojego newslettera, a także fanów oraz obserwujących moją stronę na Facebooku.

Liczba subskrybentów newslettera

Zapisanych do mojego newslettera jest obecnie ponad 1300 osób. Wzrost liczby subskrybentów przyspieszył zwłaszcza ostatnio mimo tego, że nie promuję go jakoś agresywnie. Newsletter służy mi obecnie do informowania o nowych wpisach i do rozdawania prezentów/próbek moich nowych list pomocnych w inwestowaniu oraz dystrybucji ankiet dotyczących bloga. Subskrybentów mojego newslettera postrzegam i będę postrzegał jako najwierniejszych czytelników i to oni zawsze dowiedzą się o wszystkim pierwsi i będą mieli większy wpływ na przyszłość bloga, dlatego jeśli jeszcze nie jesteś jednym z nim to serdecznie zachęcam do zapisania się. Oto ilu subskrybentów miałem na liście mailingowej kilka dni temu:

Newsletter jest sferą, w której widzę ogromny potencjał do poprawy, mianowicie:

  • Zamiast automatycznego maila z wycinkiem każdego nowego wpisu mógłbym własnoręcznie pisać do Ciebie „update”. Byłoby to bardziej osobiste i pozwalało mi na dodanie krótkiego komentarza np. o obecnej sytuacji na rynkach.
  • Zamiast wysyłania maili co wpis mógłbym to robić np. co dwa artykuły, by nie spamować zanadto Twojej skrzynki e-mailowej, ale „ilu odbiorców, tyle preferencji”, więc każdemu niestety nie dogodzę.

Daj znać w komentarzach jeśli masz jeszcze jakieś pomysły na „wzmocnienie” mojego newslettera, bo chętnie wysłucham osób bardziej doświadczonych. Zapisanym 1200 osobom serdecznie dziękuję za zaufanie i uczestniczenie w życiu bloga!

Fani i obserwujący mój fanpage na Facebooku

Od początku swojego istnienia moja strona na Facebooku bardzo ewoluowała. Z miejsca, w którym promowałem głównie moje stare wpisy stworzyłem „drugi blog”, na którym informuję o nadchodzących wpisach (często je trochę „spoilując”) oraz o nowinkach związanych ze światem inwestycyjnym. Stronę na Facebooku traktuję trochę jak „mini-blog”, a posty tam są „bardziej zjadliwe” niż wpisy na stronie, którą teraz oglądasz. Ostatnimi czasy udało Nam się osiągnąć 3000 fanów na Facebooku, za co serdecznie dziękuję!

Jeśli o zainteresowanie moją stroną na Facebooku chodzi to największego „przyspieszenia” dostaje ono zwykle przy okazji publikacji popularnych wpisów inwestycyjnych typu seria o ETF-ach czy wpisy portfelowe. Doskonale widać to na poniższym wykresie:

Poza fanami, moją stronę na Facebooku obserwuje jakieś 300 osób. Jeśli jesteś jedną z nich to zachęcam do kliknięcia „lubię to!”, mając nadzieję, że nie daję Ci póki co powodów do wstydu związanego z faktem lubienia mojego fanpage-a. Jeśli tak jest to proszę napisz o co chodzi, a chętnie dokonam potrzebnych poprawek, byś czuł się bardziej komfortowo lubiąc moją stronę internetową ;).

Poza stroną prowadzę też grupę na Facebooku o pełnej nazwie „Inwestomat – oszczędzanie, inwestowanie, wolność finansowa„, której statystykami podzielę się z Tobą w kolejnym akapicie.

Członkowie grupy na Facebooku

Grupa na Facebooku jest miejscem służącym przede wszystkim dyskusji i zadawaniu pytań, niekoniecznie do mnie. Wzrost liczby członków jest bardzo imponujący, choć póki co daleko Nam do największych grup o inwestowaniu, w których znajdziesz nawet po 40 000 osób. Może to dobrze, bo bardzo zależy mi na „poczuciu, że się znamy” i cieszy mnie to, że wiele osób wypowiada się tam regularnie:

Przyrost liczby członków grupy mocno kontroluje jej admin, stojący na straży i upewniający się, że osoby „podejrzane” lub nie odpowiadające na trzy proste pytania, które stawiam „na wejściu” nie zostaną przyjęte. Dowodem na to może być poniższy zrzut ekranu, pokazujący ile kandydatur już odrzuciłem oraz ilu jej byłych członków-spamerów zablokowałem:

Szeryf czuwa, a grupa ta jest stworzona w celach inwestycyjnych, głównie do dyskusji o budowie portfela i do analiz konkretnych spółek, a nie do naganiania na cokolwiek w złej intencji. Z tego powodu pozwoliłem sobie zablokować już 4 użytkowników i nie zawaham się tego zrobić w przyszłości, by pielęgnować miejsce w sieci, w którym można (nareszcie) merytorycznie popisać o inwestycjach. Jeśli jeszcze Cię nie ma w mojej grupie to serdecznie zapraszam do dołączenia!

Zarobki z bloga

Dobrą praktyką wśród blogerów jest dzielenie się ze swoimi sponsorami, czyli czytelnikami informacjami o zarobkach z bloga. Całościowo przez pierwsze 12 miesięcy jego istnienia „zarobił” on łącznie około 6000 złotych brutto, co nie jest złym wynikiem, bo zwrócił mi się hosting, domena i płatna promocja na Facebooku. Jednocześnie zastrzegam, że tworzę i będę tworzył za darmo, ale z możliwością wprowadzenia konsultacji i własnych produktów, o których wspomnę w ostatnim rozdziale. Póki co przejdźmy kategoria po kategorii, byś zrozumiał skąd się owe kilka tysięcy złotych wzięło.

Google AdSense

Google AdSense, czyli reklamy Google na stronie przyniosły mi w ich ośmiomiesięcznym okresie aktywności jakieś 630 złotych. Podjąłem decyzję, że pozostawię je na stronie do momentu drugiej wypłaty, czyli maksymalnie do listopada lub grudnia i zdejmę „na amen”, bo denerwowanie moich czytelników (tych bez AdBlocka) jest nie warte kilku „stówek” rocznie. Mam nadzieję, że odbierzesz tą wiadomość z radością i entuzjazmem :).

909 kliknięć reklamy dające około 630 złotych kosztem uciążliwych reklam dla większości moich czytelników nie jest warte świeczki, więc postaram się znaleźć „źródła utrzymania hostingu” gdzie indziej – na przykład w programach polecających, o których teraz napiszę parę słów.

Polecenia kont maklerskich - mBank i XTB

Polecenia kont są – jak się pewnie domyślasz – głównym motorem zarobkowym mojego bloga. Dotychczas na poleceniach kont w mBanku (link polecający tutaj) zarobiłem niecałe 4000 zł, a w XTB (link polecający tutaj) w około 300 dolarów, a więc trochę ponad 1000 zł. Tym niemniej kolejne miesiące zapowiadają się dość dobrze, a jeśli doceniasz mój blog i skorzystałeś na informacjach, które tu znalazłeś to serdeczne dzięki jeśli założysz konto z jednego z moich linków!

Konto w mBanku, czyli eMakler jest bardzo popularny z uwagi na szeroką dostępność zagranicznych ETF-ów. Póki co konto eMakler oferuje największą liczbę różnych ETF-ów, choć BOSSA depcze mu po piętach. XTB z kolei zachęcił inwestorów zerową prowizją do 100 000 euro miesięcznego obrotu, ale jak widać moi czytelnicy dopiero się do niego przekonują:

Poza polecaniem kont biorę też udział w systemie polecającym księgarni maklerska.pl, zachęcając czytelników do czytania lektur inwestycyjnych.

Polecenia książek z maklerska.pl

Fakt, że kupujesz książki z moich linków w polecanych bardzo mnie cieszy, ale jeszcze bardziej raduje mnie to, że po te książki w ogóle sięgasz. Dotychczas przez moje linki dokonano 23 zamówień, z których „skapnęło mi” około 190 zł prowizji. Dziękuję!

Odpowiednia lektura to podstawa w nauce inwestowania, a tym, którym chciało się kliknąć w mój link chciałbym raz jeszcze serdecznie podziękować! Skoro już wiesz, że z bloga, który czytujesz zarobiłem kilka tysięcy złotych to pozwól, że opiszę Ci moje plany na przyszłość niekoniecznie związane z zarabianiem, ale na pewno z dostarczeniem Ci materiałów jeszcze lepszej jakości.

Plany na przyszłość

Jeśli myślałeś, że zamierzam utrzymać obecną formę prowadzenia bloga to miałeś rację, ale to nie znaczy, że nie chciałbym „dołożyć doń kilku cegiełek”. Moja misja ma przede wszystkim charakter edukacyjny, ale przyznam szczerze, że z czasem jestem coraz bardziej przytłoczony liczbą komentarzy i maili (zwłaszcza tymi zawierającymi ponad 10 pytań!) i uważam, że można by bardziej pomóc takim osobom poprzez np. umożliwienie im zorganizowania godzinnej konsultacji na Skype ze mną.

Uruchomienie konsultacji na Skype

Nawiązując do powyższego: ze względu na zaobserwowaną przeze mnie potrzebę bardziej prywatnej pomocy, zamierzam wkrótce dać czytelnikom możliwość wykupienia spotkania ze mną, na którym chętnie odpowiem na wszystkie pytania. Podkreślam przy tym, że nie jestem profesjonalnym maklerem, więc proszę nie mylić tego z usługą zarządzania czyimś portfelem inwestycji, bo nie do tego ma służyć wspomniana godzina. Więcej informacji wkrótce, ale niektórzy czytelnicy z pewnością się ucieszą, bo wypytywali o taką możliwość od dobrych kilku miesięcy. Jednocześnie jestem świadom, że podobnych konsultacji będę mógł odbyć maksymalnie kilka w miesiącu, więc szukam sposobu pomocy większej liczbie osób, np. poprzez wydanie swojego pierwszego e-booka lub książki (choć wszelkie rzeczowniki z epitetem „finansowy/a” są już chyba wyczerpane :D).

Wydanie eBooka

Pomysł na wydanie e-booka chodzi za mną już od jakiegoś czasu, a zainicjowany został częstymi komentarzami pod moimi wpisami, głoszącymi, że „pod względem długości i ich głębi są one w zasadzie e-bookami”. Inną sprawą jest fakt, że pisząc kolejne wpisy na blogu – pomimo grupowania ich w serie tematyczne – ciężko jest w sposób spójny wprowadzić kogoś od A do Z w świat inwestowania. Ostatnimi czasy wyszło kilka znanych, lubianych i popularnych książek o inwestowaniu spod pióra innych blogerów, nijako tworząc trend „blogerów-publicystów’, którzy usiłują przemycić trochę inwestycyjnej wiedzy do głów Polaków, za co należy im się ogromny szacunek. Pytanie jak zwykle brzmi „ile praktycznej wiedzy zostaje w głowach czytelników po przeczytaniu tych książek?”, a ja – pisząc swoją – skupię się na tym, byś dostał zestaw przydatnych narzędzi, a nie tylko teorię opatrzoną ładnymi obrazkami lub zbiór mocnych opinii o konkretnych klasach aktywów. Czy e-book to koniec moich planów na przyszły rok?

Webinary i warsztaty stacjonarne

Na stronie o mnie i o blogu możesz przeczytać o tym, że prowadziłem już kiedyś stacjonarne warsztaty (nie przepadam za słowem „szkolenia”, bo kojarzy mi się z robieniem ludzi w konia), ucząc początkujących podstaw inwestowania. Było to dobre przeżycie zarówno dla mnie, jak i dla nich, o czym świadczy fakt, że kilkoro z moich kursantów i kursantek od tego czasu nie bez sukcesów inwestuje swoje pieniądze. Niektórzy z nich stali się inwestorami lepszymi ode mnie (przynajmniej pod względem średniorocznej stopy zwrotu z inwestycji), co przyjmuję z największą dumą i zawsze chętnie słucham ich opinii na temat rynku. Z uwagi na obecne obostrzenia związane z pandemią szkolenia stacjonarne w moim rodzimym Trójmieście lub w Warszawie byłoby dość trudno zorganizować, ale kto powiedział, że nie mam zorganizować takich wydarzeń online. Jest to trochę niżej na mojej liście priorytetów, ale zastanawiam się nad tym i jeśli wykażesz zainteresowanie z pewnością „w końcu” coś takiego zorganizuję.

Ulepszenie hostingu i strony

Ten punkt jest moją wielką bolączką od czasu, gdy zacząłem prowadzić tą stronę. Przez rok nauczyłem się sam nieco WordPressa, JavaScript i CSS, ale w niewystarczającej mierze, by zrobić sprawnie działający portal internetowy samemu. Prawdopodobnie pieniądze, które zarobię na blogu przeznaczę głównie na ulepszenie portalu i zwiększenie jego dostępności. Przy okazji: serdecznie przepraszam Cię za wszelkie niedogodności w używaniu mojej strony w ostatnich tygodniach, a było ich sporo. Będę wdzięczny jeśli znasz i polecisz mi w komentarzach jakiegoś speca od WordPressa, który nie obedrze mnie ze skóry jeśli o stawkę chodzi :).

Kanał na YouTube? 😉

Temat własnego kanału na YouTube poruszany był wielokrotnie, ale zwykle przez czytelników, a nie przeze mnie. Forma klipów jest zwykle równie lub nawet bardziej przystępna od podcastu i wielu moich słuchaczy i czytelników byłoby zainteresowanych także nią. Mam nawet konto na YouTube, które póki co ma kilku subskrybentów, ale zero filmików. Póki co mam nadzieję, że wystarczy Ci wywiad ze mną przeprowadzony przez Tomka z kanału „Efekt Wytrwałości„, ale kto wie czy nie warto obserwować mojego profilu na YouTube ;). Nie chcę nic obiecywać, bo już jestem mocno zajęty pisaniem i nagrywaniem podcastów, ale kamera się kurzy i czeka, więc jak znajdę jakiś dobry temat i „liznę” trochę montażu filmików to chętnie spróbuję swoich sił także na YouTube. Przejdźmy do podsumowania mojego pierwszego roku blogowania.

Podsumowanie i podziękowania

Ufff… wredny czytelnik pomyśli teraz, że piszę długie artykuły nawet o swoim własnym blogu, ale takie już moje „analityczne zboczenie”. Bardzo Ci dziękuję za ten wspólny rok ze mną, niezależnie czy dopiero zawitałeś na moim blogu, czy jesteś aktywnym czytelnikiem lub słuchaczem od długich miesięcy. Serdecznie proszę o dodawanie sugestii zmian, poprawek i kolejnych artykułów lub serii w komentarzach, bo kolejny rok bloga Inwestomat zależy bardzo mocno od Ciebie, czyli osoby dla której piszę. Kolejnego wpisu na blogu możesz spodziewać się dopiero za ok. 10 dni, bo potrzebuję chwili oddechu. Będzie to krótka przerwa na regenerację po trzech wyczerpujących wpisach o inwestowaniu (ETF-y, portfelowy i dywidendowy).

Na sam koniec chciałem szczególnie podziękować tym, którzy promują moją stronę i dzielą się moimi artykułami z rodziną i znajomymi. Jeśli należysz do tej grupy to wiedz,że to właśnie Ty jesteś siłą napędową mojego bloga i jeśli kiedykolwiek dorównam popularnością bardziej znanym autorom to będzie to jedynie Twoja zasługa. W międzyczasie wracam do pisania wymagającej serii o REIT-ach, które przydałoby się pokryć nieco lepiej niż zostało to zrobione w polskim internecie dotychczas. Do zobaczenia w podobnym artykule za rok :).

Bądź na bieżąco z moim newsletterem:

Zero spamu, maksimum wartościowej treści.

5 9 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
62 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze