Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa?

Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa?

To miały być krótkie i spokojne wakacje.

W listopadzie 2019 zaplanowałem sobie krótki, około dwutygodniowy wyjazd do Panamy i Kostaryki. Planowaną datą wylotu był 5 marca 2020, a powrotu 22 marca 2020. Całą podróż organizowaliśmy sami, a plan był dość luźny i niedoszlifowany, tak, aby jak najwięcej odpocząć i decyzje podejmować na miejscu. Niestety, poza relaksem i zwiedzaniem nauczyliśmy się również jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa, o czym przeczytasz w tym wpisie. Nie bój się – nie zmieniam profilu na blog podróżniczy, a jedynie piszę to jako ciekawostkę w kategorii „oszczędzanie” dla tych, którzy mogliby się znaleźć w podobnie trudnej sytuacji i nie chcą wydać całych swoich oszczędności.

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak koronawirus utrudnił Nam powrót do Polski zza Atlantyku.
  • Jak z sytuacją poradziło sobie państwo i państwowe linie lotnicze LOT.
  • Jak trudno było się połapać w sytuacji i dlaczego polecałbym ostrożność w podróżowaniu po wieściach o rozwoju epidemii.

Nasz wstępny plan podróży do Panamy

Zaczęło się naprawdę niewinnie. W listopadzie 2019 r. znalazłem w miarę atrakcyjne cenowo (około 2 900 zł w dwie strony) loty z Gdańska do Panamy organizowane przez KLM (dużą, holenderską linię lotniczą). Były to świetne połączenia przez Amsterdam z bardzo krótkimi czasami przesiadek. Oto ramowy plan podróży w pierwszą stronę:

Wygląda banalnie, prawda? Całość trwająca około 16 godzin, bezpośrednio z miasta, w którym mieszkamy. Krótka przesiadka i atrakcyjna cena. W listopadzie nie było (lub prawie nie było) doniesień o żadnym wirusie, a już na pewno na tyle głośnych, by dojść do naszych uszu. Planowany powrót zapowiadał się równie prosto jak lot w pierwszą stronę:

Jako, że na miejscu mieliśmy niecałe dwa tygodnie ramowy plan podróży wyglądał następująco:

Planowane noclegi w 7 różnych miejscach, więc średnio 2 dni w każdym z nich. Wszystko rezerwowane spontanicznie przez booking.com i airbnb.com. Duża mobilność i nastawienie na zwiedzenie jak największej liczby miejsc oraz nieco problematyczny powrót przez zachodnie wybrzeże Kostaryki i Panamy, na który mieliśmy mieć jedynie dobę. Mieliśmy, bo do tego powrotu nigdy nie doszło.

Mój fanpage na Facebooku:

Polub i udostępnij znajomym, naprawdę warto 🙂

Dlaczego zdecydowaliśmy się polecieć mimo epidemii koronawirusa?

Wielu z Was może się w ogóle zastanawiać dlaczego na początku marca nie odwołaliśmy wyjazdu. Mieliśmy ku temu kilka powodów:

  • 2 marca zadzwoniłem na infolinię KLM, by dowiedzieć się czy w ogóle mogę odwołać lot lub zmienić datę wylotu, by nie stracić wydanych pieniędzy. KLM poinformował mnie, że mimo epidemii (jeszcze wtedy nikt nie nazywał tego pandemią) koronawirusa nie ma takiej możliwości.
  • Przed samym wyjazdem – 5 marca rano, sytuacja graniczna na świecie wyglądała następująco: jedynie 4 kraje (zaznaczone kolorem czerwonym na mapce poniżej) wprowadziły stan epidemii i jakiekolwiek ograniczenia ruchu. Spekulowaliśmy, że do 22 marca być może na spokojnie popodróżujemy. Przyznam szczerze, że przed wyjazdem mówiłem, że być może będziemy mieli problem z powrotem z Ameryki Środkowej, ale mimo to zdecydowałem się na ten wyjazd.

Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa - stan granic 5 marca 2020

  • Gdzieś z tyłu głowy miałem myśl, że nawet jeśli epidemia przerodzi się w pandemię to pojawią się alternatywne możliwości powrotu. Miałem racje, ale nie spodziewałem się jak trudno będzie taki powrót zorganizować, ale o tym zaraz.

Piątek 13 marca, ogłoszenie blokady ruchu lotniczego z/do Polski

Wszystko zaczęło się, gdy Polska zablokowała ruch lotniczy. Pamiętam jak w piątek 13 marca późnym wieczorem premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że od 15 marca (czyli w ciągu kilkudziesięciu godzin) zamknięte zostaną granice powietrzne. O ile część krajów lub regionów (np. włoska Lombardia) zrobiła to przed Polską to Polska jak zwykle musiała być w czymś pionierem. Mam na myśli zamknięcie komercyjnego ruchu powietrznego także dla własnych obywateli. Ruch ten znacznie utrudnił nam powrót do domu, gdyż zaplanowany lot komercyjny KLM na trasie Panama City – Amsterdam – Gdansk właśnie stracił swoją europejską odnogę. O północy 15 marca sytuacja wyglądała następująco:

Decyzja Mateusza Morawieckiego nie była naszym jedynym problemem. Amerykański prezydent, Donald Trump, 11 marca podjął decyzje o zamknięciu amerykańskich granic dla obcokrajowców, którzy w ciągu ostatnich 14 dni byli w Europie, Chinach lub Iranie. Decyzja ta weszła w życie w piątek 13 marca i niestety wpłynęła również na pasażerów przesiadających się w Stanach Zjednoczonych. Doszły nas słuchy, że przesiadka w USA może być niemożliwa, a linie lotnicze kasują bilety Europejczyków, którzy chcą wracać na kontynent przez Stany ze względu na możliwe problemy imigracyjne.

Mimo znacznych utrudnień sytuacja ta była możliwa do opanowania. Choć większość lotów z Panamy do Europy odbywało się właśnie przez Stany Zjednoczone to mieliśmy liczne alternatywy, przykładowo:

  • Powrót z Panamy do Niemiec, a potem drogą lądową do Polski.
  • Powrót z Panamy do Holandii, a następnie do Niemiec lub Czech i przez granicę lądową do Polski.
  • Skorzystanie z programu #LOTdoDomu, który ogłosił premier Morawiecki. Niestety szansa na lot z Panamy lub z Kostaryki była bardzo mała, więc nie była to wtedy najlepsza opcja.

Niedziela 15 marca, Panama zamyka granice dla obcokrajowców

Tego dnia byliśmy już bliżej końca niż początku wyjazdu, a żaden z naszych lotów KLM nie został oficjalnie odwołany, więc liczyliśmy na zmianę rezerwacji lotu do Gdańska przez KLM. Byliśmy wtedy na Kostarycę, gdy premier Panamy ogłosił prawie natychmiastowe zamknięcie granic (lądowych, morskich i powietrznych) dla cudzoziemców. Kostaryka to kraj graniczący z Panamą, a raptem 3 dni później planowaliśmy przekroczenie tej granicy, skąd wylecielibyśmy do Holandii. Ale to nie koniec niespodzianek, gdyż tego samego dnia granice zamknęło wiele państw amerykańskich, a konkretnie te oznaczone niżej kolorem czerwonym:

Co ciekawe nawet jakbyśmy byli wtedy w Panamie (a więc nie obowiązywałby nas zakaz wjazdu do kraju, bo już byśmy w nim byli) to mielibyśmy problem z wylotem. Dlaczego? Panama poza zamknięciem granic zablokowała wszystkie loty międzykontynentalne, w tym te do Europy. Nasz lot z Panamy do Amsterdamu nie był wyjątkiem i został oficjalnie odwołany przez linie lotnicze KLM, które poinformowały Nas o tym fakcie mejlowo. Byliśmy wtedy w Kostaryce, bez możliwości powrotu do Panamy, więc naturalnie próbowaliśmy zmienić rezerwację na taką z Kostaryki. W tej sytuacji mieliśmy następujące opcje:

  • Podróż lądowa do Nikaragui, z której jest bardzo mało połączeń lotniczych, a zwłaszcza do Europy.
  • Pozostanie w Kostaryce i liczenie, że uda się nam zmienić rezerwację KLM tak by zamiast z Panamy lecieć z Kostaryki np. do- Niemiec. Takie loty były nawet dostępne, ale piekielnie drogie (15 000 zł wzwyż).
  • Dalsze liczenie na #LOTdoDomu, choć szansa na lot z Kostaryki była bardzo niska.

Pierwsza opcja nie miała sensu, bo jedynie utrudniała powrót do Europy. Druga była najbardziej sensowna, ale przeciążony personel KLM nie podnosił słuchawki, mimo, że dzwoniłem do nich ponad 30 razy. W sprawie trzeciej opcji skontaktowałem się z następującymi placówkami:

  • Konsulatem RP w Panamie
  • Konsulem honorowym RP w Kostaryce (Polska nie ma swojego konsulatu w tym kraju)
  • Konsulatem RP w Meksyku, pod który podlega kraj Kostaryka
  • Konsulatem Niemiec w Kostaryce, gdyż słyszeliśmy, że bardzo prężnie organizuje loty czarterowe swoim obywatelom

Pozostawało czekać na odpowiedź konsulatów i śledzić rozwój wydarzeń, które już wkrótce miały nas zaskoczyć o wiele bardziej negatywnie.

Poniedziałek 16 marca, Kostaryka ogłasza zamknięcie granic

To był prawdopodobnie najbardziej krytyczny i najstraszniejszy moment całej podróży. Siedząc w barze, gdzie około godziny 14 czasu lokalnego jedliśmy lunch, usłyszeliśmy, że Kostaryka planuje zamknąć granice wjazdowe dla cudzoziemców na 28 dni (aż do 12 kwietnia) w ciągu 58 godzin. Należy zwrócić temu krajowi honor, bo praktycznie jako jedyni dali trochę czasu na decyzję podróżnikom. Kraje, które między 16, a 18 marca miały nałożyć restrykcje na podróże oznaczyłem czerwonym kolorem na kolejnej mapce:

Możesz pomyśleć, że zamknięcie granic wjazdowych to nie problem dla ludzi, którzy znajdują się w danym kraju. W stricte logicznym sensie będziesz miał racje, bo w teorii żaden kraj za pomocą takiego dekretu nie więzi na swoim terytorium podróżników. Problem tkwi w szczegółach: jak myślisz, jak wiele linii lotniczych przyśle pusty samolot do danego kraju, jedynie dlatego, by powrócić pełnym do innego? Liniom lotniczym się taki proceder zwyczajnie nie opłaca, więc masowo odwołują loty.

Premier Kostaryki, ogłaszając zamknięcie granic wjazdowych ogłosił tak naprawdę, że linie lotnicze będą anulować loty, również te wychodzące. Dotyczyło to każdego kraju, którego rządzący zdecydowali się zamknąć przychodzący ruch lotniczy (nie tylko Kostaryki). Na dowód moich słów załączam zrobione przeze mnie zdjęcie tablicy odlotów na lotnisku w Panama City z czwartku, 19 marca 2020 zrobione o 6:12 rano czasu lokalnego:

jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa - tablica odlotów Panama

Najbardziej stresująca decyzja tej podróży

Zegar tykał. W międzyczasie otrzymaliśmy następujące informacje z konsulatów:

  • Konsulat Panamy poinformował nas, że LOT raczej nie przyśle samolotów do Panamy ani do Kostaryki
  • Konsulat Panamy (w osobnym mailu) poinformował nas, że pierwszy #LOTdoDomu z Ameryki środkowej odbędzie się prawdopodobnie z Dominikany
  • Konsul honorowy na Kostaryce poinformował nas, że póki co loty komercyjne wylotowe do Europy odbywają się normalnie. Miał rację, ale zapomniał dodać, że za taki lot należało wtedy zapłacić około 20 000 zł, gdyż wszyscy mieli świadomość, że to ostatnia furtka.
  • Konsulat w Meksyku poinformował nas, że z Kostaryki raczej nie odbędzie się #LOTdoDomu i że może warto skontaktować się z Ambasadą Niemiec (co zrobiliśmy wcześniej) w celu sprawdzenia, czy nie moglibyśmy polecieć jednym z ich czarterów
  • Ambasada Niemiec w Kostaryce skierowała nas do… konsula honorowego Polski. Tego samego, który w trzecim punkcie polecił nam zakup lotu komercyjnego zanim Kostaryka zamknie granice

Musieliśmy rozważyć inne opcje. Powrót do Panamy nie był możliwy, ale mogliśmy się tam przesiąść na lotnisku (po prostu nie wypuszczono by nas do miasta, mimo, że 5 dni wcześniej byliśmy właśnie tam). Na wylot z Kostaryki mieliśmy już tylko około 50 godzin, a do stolicy jakieś 200 km (5 godzin drogą lądową ze względu na stan dróg/ruch uliczny). Oto jak wyglądało nasze drzewko decyzyjne wraz z czterema najlepszymi opcjami:

jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa - co robić?

Zdecydowaliśmy się na czwartą, czyli przelot do Meksyku, który jeszcze wtedy nie zamknął granic. Przeszukaliśmy internet, znajdując wypowiedzi prezydenta tego kraju, który nawet zaręczał, że tego nie zrobią (ale kto ufa politykom, prawda?). Niemniej Meksyk był opcją najbardziej „zieloną”, gdyż w mieście Cancun swój „kiosk” miały też linie Delta, które współpracują z KLM oraz chodziła plotka, że LOT puści #LOTdoDomu również stamtąd. Postanowiliśmy kupić lot z Kostaryki do Meksyku.

Jak zawiodły nas systemy rezerwacji lotów

Mając wspomniane półtorej doby na wylot z kraju, który miał zniechęcić linie lotnicze do latania, a jedyny kraj z solidnym lotniskiem już zamknął granice lądowe zaczęliśmy panicznie szukać lotów do Cancun. Siedząc w barze na lokalnym Wi-Fi przez ponad dwie godziny próbowaliśmy zarezerwować lot z Kostaryki do Meksyku. Dlaczego tak długo? Oto historia:

  • Pierwsza próba zakładała bezpośredni lot z San Jose (Kostaryka) do Cancun (Meksyk) w środę, 18 marca około godziny 14. Kosztowała 1 800 zł (dwa bilety, przez Opodo), które jednak po 3 godzinach odrzuciło transakcje. Pieniądze są niestety dalej zablokowane na mojej karcie kredytowej, ale liczę na ich zwrot, w końcu Opodo go gwarantuje.
  • Druga próba była już bardziej udana. Lot liniami Copa Airlines z San Jose (Kostaryka) przez Panama City (Panama) do Cancun (Meksyk) w środę, 18 marca około godziny 15. Lądowanie w Meksyku było zaplanowane na godzinę 22. Dlaczego nie? Pomyśleliśmy i zarezerwowaliśmy loty (obydwa bilety) za 2 000 zł i poszliśmy spać.
  • Rano dowiedzieliśmy się, że nasz lot z San Jose do Panama City został… odwołany bez podania przyczyny. Najgorsze, że wszystkie inne loty na tej trasie miały status „Planned”, a odwołano tylko nasz. Pech? Dalej nie byliśmy w stolicy, więc musieliśmy doładować lokalną kartę SIM za równowartość 50 złotych i po prostu dzwonić do agenta Copa Airlines:
    • Pierwszy telefon wykonałem ja (po angielsku). Na połączenie czekałem 46 minut, a konsultant poinformował mnie, że tego dnia (we środę 18 marca) nie będą odbywać się żadne loty z San Jose. Było to oczywistą bzdurą, więc nie dawałem za wygraną, ale konsultant zaoferował mi zwrot kosztów w formie vouchera i przeprosiny. Nie satysfakcjonowało nas to.
    • Poprosiłem więc partnera podróży o kontakt z infolinią w języku hiszpańskim (moja druga połówka zna biegle hiszpański), spekulując, że może angielski demotywuje ich dział wsparcia do realnej pomocy. Po 10 próbach dodzwonienia się moje połączenia były stale odrzucane, co było bardziej niż frustrujące.
    • Za 11 razem dodzwoniłem się, tym razem rozmowa trwała ponad godzinę i udało się nam zmienić rezerwacje na środę 18 marca o godzinie 17 przez Panamę, z nocką na lotnisku, na którym nie mogliśmy wysiąść. Wszystko to by w czwartek, 19 marca z samego rana wreszcie polecieć do Cancun w Meksyku. Co ciekawe hiszpańskojęzyczny konsultant Copa Airlines przeprosił za swojego kolegę, który po angielsku wprowadził nas w błąd. Przyznał on, że sytuacja zmienia się z minuty na minutę i nawet konsultanci często nie znają najnowszego statusu lotów i ruchu na lotniskach.

Meksyk, czyli nasze wielkie, nieplanowane wakacje

Gdy w czwartek 19 marca wylądowaliśmy w Meksyku była godzina 12 czasu lokalnego. Z Kostaryki „uciekliśmy” raptem 6 godzin przed oficjalnym zamknięciem granic, czyli w ostatniej chwili. Po ciężkiej nocy na lotniskowej podłodze (niestety lotnisko Panama City nie oferuje leżanek ani hotelu lotniskowego za bramkami) bardzo zmęczeni zaczęliśmy szukać stoiska KLM. Te europejskie linie nie mają w Meksyku swojego stanowiska, ale kojarząc fakty znaleźliśmy amerykańskie linie Delta z sojuszu SkyTeam, w którym znajduje się KLM. Chcesz wiedzieć jak wtedy wyglądała mapa świata jeśli chodzi o utrudnienia graniczne? Mniej więcej tak:

Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa? Granice z 20 marca 2020.

Zauważ, że Meksyk, w którym się wtedy znajdowaliśmy był jednym z nielicznych krajów, które nie miały żadnych ograniczeń w ruchu granicznym (za co naprawdę dziękujemy lokalnym władzom!). Po godzinnym oczekiwaniu do stanowiska Delta Airlines i około dziewięćdziesięciominutowej „konsultacji” z raczej cichym konsultantem tych linii udało nam się wymienić „stare” bilety KLM z Panamy przez Amsterdam do Gdańska na coś takiego:

Dla tych, którym ciężko rozczytać sens/trasę tego biletu składał się on z czterech lotów, które – uwzględniając postoje – trwały prawie 2 doby:

  • Cancun – Meksyk (miasto)
  • Meksyk (miasto) – Paryż
  • Paryż – Amsterdam
  • Amsterdam – Monachium

Plusem tego połączenia było to, że Delta wymieniła nam to w cenie starego biletu. Był to więc najbardziej oszczędny sposób powrotu. Minusów natomiast było bardzo wiele:

  • Cztery loty, z których każdy mógł zostać odwołany. Bilet był wystawiony na trzy dni do przodu, więc ryzyko zmian i anulacji bardzo wysokie.
  • Lot (całościowo) trwałby ponad 40 godzin, a trafić mieliśmy do Monachium, skąd musielibyśmy dostać się do Berlina, potem Frankfurtu nad Odrą, pieszo przekroczyć granicę i wrócić ze znajomym do Gdańska. Cała podróż trwałaby więc ponad 2 doby i byłaby bardzo wyczerpująca. Zobacz sam (czarne strzałki to loty, czerwone to podróż lądowa):
  • W Meksyku mielibyśmy wtedy jedynie 2 dni na zwiedzenie czegokolwiek. Trochę mało jak na 1000 zł dodatkowych kosztów biletów, ale zaakceptowaliśmy tę opcję, bo przynajmniej wrócilibyśmy do kraju. Zwłaszcza, że jeszcze wtedy nie ogłoszono żadnego #LOTuDoDomu z Cancun, ani z Meksyku w ogóle. No właśnie. Czas napisać o akcji #LOTdoDomu.

Wrażenia z rezerwowania LOTdoDomu

Na #LOTdoDomu zapisaliśmy się oboje tak szybko jak został ogłoszony i to z trzech różnych lokacji:

  • Najpierw z Panama City, bo jeszcze wtedy (14 marca) nie zamknięto granic Panamy.
  • Następnie z San Jose (Kostaryka), gdyż wtedy tam przebywaliśmy.
  • Równolegle z Cancun (Meksyk), gdyż planowaliśmy możliwość wylotu tam, z której w końcu skorzystaliśmy

Na stronie #LOTdoDomu, którą utrwaliłem na zrzucie ekranu poniżej (pewnie po zamknięciu programu przestanie istnieć) znajdziemy informację, że zainteresowany lotem zostanie poinformowany jak tylko taka podróż będzie dostępna. Zobacz sam jak to wyglądało w chwili naszej rejestracji na wszystkie trzy loty:

W dniach 16-22 marca wielokrotnie kontaktowałem się z działem wsparcia LOT na Facebooku, dowiadując się następujących rzeczy:

  • 16 marca Pan Dawid napisał mi, że nic nie wiadomo o planowanych lotach z Panamy, ani z Kostaryki
  • 17 marca poinformowano mnie, że LOT „stara się pomóc powrócić do kraju jak największej liczbie osób”
  • 19 marca podziękowano mi za cierpliwość, stale nie informując mnie o planowanym locie z Cancun w Meksyku

O ile będąc w Kostaryce wiedzieliśmy, że LOT nie przyśle tu samolotu z powodu niskiej liczby polskich turystów to z Meksyku już spodziewaliśmy się „kawalerii” i nie byliśmy w błędzie. Naszego drugiego dnia w Meksyku, czyli w piątek 20 marca, siedząc w kawiarni (znowu na lokalnym Wi-Fi) odświeżyłem stronę LOT-u (robiłem to wtedy średnio 10 razy dziennie), a moim oczom ukazało się coś takiego:

  • 24/03/2020 Cancun (sprzedaż zakończona)

Byłem trochę zawiedziony, gdyż LOT obiecał kontaktować się z zainteresowanymi gdy tylko przelot zostanie zaplanowany, a nie zrobił tego mimo, że rejestrowaliśmy się bardzo wcześnie (praktycznie jak tylko program ogłoszono). Dodatkowo, uprzednio o to poproszeni przez konsula RP, wysłaliśmy do konsulatu w Meksyku swoje dane osobowe wraz z danymi kontaktowymi. Jako, że w życiu nie można się poddawać zbyt szybko, postanowiłem mimo wszystko spróbować kupić dwa bilety na ten lot. Co ciekawe, pomimo statusu „sprzedaż zakończona” na stronie #LOTdoDomu dostępne były jeszcze 3 miejsca, z czego 2 wykupiłem (siedząc na tym samym Wi-Fi w kawiarni).

Dlaczego kupiliśmy #LOTdoDomu pomimo innych opcji?

LOTdoDomu promowany jest przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej jako dofinansowany przez rząd ratunek dla swoich obywateli. Niestety prawda wygląda nieco mniej różowo dla rządu, oto dlaczego:

  • To właśnie rząd RP odpowiada za anulowanie wszystkich lotów międzynarodowych i międzykontynentalnych do Polski. Oczywiście to wszystko w trosce o bezpieczeństwo swoich obywateli, ale niezależnie od tego organizacja #LOTdoDomu to zmonopolizowanie rynku przez państwową linie lotniczą, która pracuje od kilkunastu dni na pełnych obrotach, by ściągnąć Polaków do kraju… po cenach rynkowych lub nieco powyżej.
  • Jak mogę być tak niewdzięczny z tymi cenami – mógłbyś pomyśleć – i słusznie. Nie jestem niewdzięczny, a obiektywny. Tego samego dnia (24/03/2020) były dostępne inne loty z Meksyku do Europy (np. do Francji lub Hiszpanii), które kosztowały od 1 200 do 1 500 złotych, a LOTdoDomu aż 2 400 zł za osobę. Oczywiście można to wytłumaczyć pustym przebiegiem w jedną stronę, gdyż LOT wysyła puste samoloty z Warszawy do krajów docelowych, gdzie tankuje je i skąd zabiera Polaków, którzy utknęli. Nie zmienia to faktu, że program #LOTdoDomu promowany przez rząd jako dotowany przezeń ratunek dla Polaków operuje na cenach rynkowych, za które spokojnie może takie loty zorganizować.
  • Najważniejszym powodem, dla którego zarezerwowaliśmy miejsca na czarterze LOT-u była pewność tego, że się odbędzie (gwarantowany przez rząd) oraz to, że dawał nam on dodatkowe 3 dni wakacji, które spędziliśmy relaksując się w Meksyku.

Jak wyglądał nasz powrót do Polski?

Zacznijmy od naszej wycieczki: łącznie prawie pełne trzy tygodnie w trzech krajach. Między 5, a 24 marca było tam spokojnie, a lokalni nie przejmowali się epidemią koronawirusa nawet w 10% tak bardzo jak Polacy. Było to po części sprawą (oficjalnie) niskich statystyk zachorowań we wszystkich trzech krajach, a nieoficjalnie po prostu usposobienia latynosów, którzy widać mniej martwią się o swoje życie i/lub zdrowie. Oto poglądowa mapa naszej podróży:

jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa

Na osobnej mapce narysowałem plan lotów i przejazdów do domu, korzystając z programu #LOTdoDomu:

Ten artykuł nazwałem „Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa”, ale przypominam, że nie zaczynam pisać bloga podróżniczego, a dalej skupiam się na finansach. Jak wobec tego wygląda ostateczne rozliczenie „zysków i strat” z tej zagmatwanej podróży? Przedstawione liczby dotyczą jednej osoby:

  • -1 000 zł. Dodatkowy lot Kostaryka -> Meksyk (Copa Airlines) wraz z przejazdem z lotniska.
  • -2 400 zł – Dodatkowy #LOTdoDomu z Cancun do Warszawy.
  • -50 zł – kostarykańska karta SIM na załatwianie lotów
  • +1 600 zł (niepotwierdzone) – voucher za niewykorzystany lot KLM/Delty

Jeśli więc KLM nie zbankrutuje i zwróci nam pieniądze za lot powrotny skończy się dodatkowymi kosztami w wysokości 1 850 złotych na osobę. To wcale nie tak dużo, bo dzięki temu przedłużyliśmy sobie efektywnie urlop o 3 dni, a Meksyk był zdecydowanie najlepszym z odwiedzonych krajów. Zdecydowanie gorzej wypada strata czasu, który potrzebowaliśmy na zaplanowanie tego wszystkiego. Można powiedzieć, że 2 dni na Kostaryce i 1 dzień w Meksyku zostały „spalone” na owe planowanie. Niemniej jako duży sukces uważam, że w ogóle się tu znaleźliśmy, a teraz mogę cieszyć się 14 dniami aresztu dom… to znaczy obowiązkowej kwarantanny jestem w stanie tak szybko napisać ten i kilka innych artykułów ;).

Podsumowanie

Jest szansa, że czytając to wszystko pomyślisz sobie „tylko po co właściwie tam lecieliście, wiedząc, że koronawirus może się rozprzestrzenić szybciej niż przewidujesz?”. To bardzo dobre pytanie i w głębi serca czuję, że taka adrenalina była jednym z powodów do nieodwoływania wycieczki. Bardzo lubię sprawdzać się w trudnych sytuacjach, a ta była niewątpliwie najtrudniejszą, w której się znalazłem w ciągu ostatnich kilku lat. Mimo lekkiej krytyki organizacji #LOTdoDomu chciałbym podziękować pilotom i obsłudze lotu za to, że przylecieli po nas, znacznie ułatwiając nam powrót do ojczyzny. Na koniec własnoręcznie wykonane zdjęcie słynnego Dreamliner’a, który bardzo dumnie prezentował się na pustym lotnisku w Cancun:

jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa - dzięki dla LOT-u

Bądź na bieżąco z moim newsletterem:

Zero spamu, maksimum wartościowej treści.

5 1 zagłosuj
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze