Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności

Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności

Od tego wszystko się zaczęło.

Wpis, który właśnie zaczynasz czytać będzie mocno nawiązywał zarówno do moich wpisów o inwestowaniu, jak i do tych o tematyce ruchu FIRE, które w przeszłości ukazały się na moim blogu. Jest to bardzo osobisty tekst, o którego napisaniu myślałem od dłuższego czasu. Z jednej strony przygotowałem stronę o blogu i o mnie, na której znajdziesz garść informacji o misji mojego bloga i o mojej filozofii inwestycyjnej, a z drugiej ciągle odczuwam, że wielu odwiedzających nie do końca rozumie na czym ona polega. Właśnie dlatego w tym wpisie pozwolę sobie na odrobinę „prywaty” opisując moje początki na giełdzie, czyli pierwsze zalążki tworzenia się mojego planu, a także dalsze etapy jego realizacji, aż do dnia dzisiejszego. Poza informacjami o tym dlaczego inwestuję napiszę też o tym jak i kiedy zmieniałem metody inwestowania, dając Ci nieco wglądu w moje „dojrzewanie” jako inwestora.

Zupełnie jak w pozostałych wpisach na blogu, także w tym tekście posłużę się tabelami i wykresami z danymi, byś mógł trochę lepiej zrozumieć moją dotychczasową podróż w drodze do finansowej niezależności. Artykuł ten będzie dotyczył głównie moich przygód w świecie inwestowania, dotykając najważniejszych punktów w mojej ścieżce inwestycyjnej. Nie zabraknie tu opisu moich sukcesów i porażek oraz płynących z nich wniosków, które ukształtowały mnie jako inwestora giełdowego. Pośrednio wyjaśnię Ci też dlaczego wydaję wpisy opierające się głównie na danych (a nie opiniach) i czemu przyjąłem sobie edukowanie innych w dziedzinie finansów za moją blogową misję. Misja ta jest bardzo ściśle związana z moim celem, którym jest osiągnięcie niezależności finansowej przed 40 r.ż., czyli w ciągu kolejnej dekady, do czego z pewnością jeszcze w tym wpisie wrócimy. Jakim byłbym nauczycielem, gdybym nie uczył na swoim przykładzie, zarabiając pieniądze nie na giełdzie, a jedynie na pobocznych aktywnościach w rodzaju konsultacji, szkoleń i sprzedaży innych produktów? Myślę, że kiepskim. Z tego powodu wpis ten będzie opowiadał głównie o mnie i o mojej dotychczasowej ścieżce inwestycyjnej, próbując jednocześnie nie unikać liczb, jak zwykłem to robić w innych wpisach o sobie ;).

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wyglądało moje pierwsze 10 lat inwestowania.
  • Dlaczego i jak inwestuję oraz do czego dążę w swoim inwestowaniu.
  • Jakim kapitałem (mniej więcej) zarządzałem na każdym etapie mojej nauki inwestowania.
  • Dlaczego lubię i chcę nauczać innych inwestowania.
  • Co zamierzam robić z wolnym czasem, gdy osiągnę finansową niezależność.

Początki inwestowania

Moja przygoda z inwestowaniem zaczęła się od dwóch niezależnych, ale istotnych w moim życiu wydarzeń. Ostrzegam, że drugie z nich jest dosyć trywialne i może Ciebie zadziwić, że takie zdarzenie było zapalnikiem czyjejś pasji do inwestowania. Oto one:

  • W latach 2007-2009 jeden z członków mojej rodziny postanowił zainwestować około 100 tysięcy złotych na giełdzie papierów wartościowych. Doradca finansowy (sprzedawca) w banku polecił mu rozłożyć kapitał na 8 różnych spółek deweloperskich, bo „to pewny wzrost”.
    • Z początku (lata 2007-2008) wzrost był naprawdę imponujący, bo z zainwestowanych 100 tysięcy złotych „zrobiło się” prawie 200 tysięcy.
    • Rozentuzjazmowany kontynuował inwestycję, obserwując jak z 200 tysięcy „robi się” niecałe 15 tysięcy złotych, obwiniając doradcę i samą giełdę za całe zło tego świata.
    • Sytuacja ta wzbudziła we mnie ciekawość, gdyż mój naturalnie analityczny umysł zaczął szukać odpowiedzi na to „dlaczego tak się stało?” i „jak to możliwe, że niektórzy na giełdzie zarabiają, podczas gdy większość na niej traci?”. Gdyby nie to zdarzenie to chyba nigdy nie zainteresowałbym się tematyką giełdy, ale miałem też drugi, bardziej prozaiczny „motywator” do inwestowania.
  • Kilka lat później, bo w 2010 roku, czyli gdy miałem 21 lat obejrzałem film „Wall Street„. Ten oryginalny z Michalem Douglasem i Charlim Sheenem (nie mylić z „Wilkiem z (…)”, który jest parodią giełdy raczej niż solidnym dramatem jak ten pierwszy). Choć w filmie przedstawione są raczej główne anty-typy inwestorów to jego obejrzenie obudziło we mnie jeszcze większe zainteresowanie rynkami finansowymi i sprawiło, że w 2011 roku założyłem rachunek maklerski.

Początki mojego inwestowania były bardzo niedoinformowane i chaotyczne, ale na szczęście nie miałem wtedy zbyt wiele kapitału do spalenia, więc nauka nie była wcale taka kosztowna.

Moje pierwsze kroki w inwestowaniu

Zaczęło się bardzo chaotycznie i bez większego przygotowania. Z jednej strony (całe szczęście) nie należę do osób, które oczekują konkretnych porad i typów inwestycyjnych od anonimowych ludzi w internecie, a więc nigdy tego nie robiłem. Z drugiej strony, gdy w 2011 roku zaczynałem inwestować, cechował mnie „szybki cyngiel”, a więc bardzo szybkie, niemal natychmiastowe wdrażanie każdego pomysłu w życie, zazwyczaj bez uprzedniego przemyślenia planu i upewnienia się, że wiem, co robię. Podobne zachowania i inne inwestycyjne błędy, których nauczyłem się unikać opisałem we wpisie „Psychologia inwestowania, czyli jak inwestować, by nie zwariować„, z którego lektury każdy może sporo wynieść.

Wracając do głównego wątku: na samym początku mojej inwestycyjnej drogi posiadałem na rachunku bankowym około 10 tysięcy złotych. Jako, że przez większość okresu studiów utrzymywali mnie rodzice (za co jestem im dozgonnie wdzięczny!) to pierwsze zarobione podczas studiów pieniądze mogłem oszczędzić i zainwestować na giełdzie. To właśnie oszczędności w wysokości 10 tysięcy złotych spowodowały, że zacząłem inwestować (może bardziej „grać”) na giełdzie, znajdując się na drugim etapie mojej ścieżki do finansowej niezależności:

Dlaczego inwestuję - 1 początki

We wpisie będę wielokrotnie nawiązywał do etapów osiągania finansowej niezależności, które wyszczególniłem w tekście „Etapy osiągania wolności finansowej. Na którym z nich jesteś?„, a w moim przypadku udało się wystartować bez długu/kredytu studenckiego, za to z bardzo małym kapitałem na inwestowanie. Wielu polemizowałoby, że „bawiąc się” w inwestowanie tak małych kwot na studiach traciłem czas, ale w perspektywie czasu wczesne rozpoczęcie inwestowania było jednym z najlepszych ruchów w moim dotychczasowym życiu.

Początki przebiegały zupełnie bez planu i przy dosyć pokracznym użyciu wskaźników finansowych, przykładowo myląc zdrowe i fundamentalnie tanie spółki z przyszłymi bankrutami. Nie zdziwi więc nikogo, że w pierwszym roku mojego „inwestowania” spaliłem około 5000 zł z początkowo zainwestowanych 10 000 zł, ale ze względu na mój charakter, tylko zmotywowało mnie to bardziej do edukacji inwestycyjnej. Na moje szczęście trafiłem wtedy na książki „Inteligentny Inwestor” oraz „Zwykłe akcje, niezwykłe zyski”, które ukształtowały mnie jako inwestora na wiele nadchodzących lat.

Mój pierwszy portfel inwestycyjny zawierał w sobie 5 „pieczołowicie” wybranych przeze mnie spółek z GPW, z których po roku pierwsza zbankrutowała, 2 przyniosły stratę, 1 nie zmieniła swojej wartości, a ostatnia przyniosła delikatny zysk. Nauczyło mnie to pokory, cierpliwości oraz zmotywowało do przeczytania około 20 książek o giełdzie, ze wskazaniem na analizę fundamentalną. Wraz z rozpoczęciem w 2013 roku pracy na etacie zacząłem odkładać pierwsze poważniejsze pieniądze, dzięki czemu zacząłem wchodzić w posiadanie kapitału wystarczającego na zbudowanie swojego pierwszego portfela inwestycyjnego.

Droga do 50 tysięcy złotych

Na wstępie zaznaczę, że w roku 2013 ETF-y stawiały dopiero w Polsce swoje pierwsze kroki i były tak mało popularne, że jako początkujący inwestor nawet o nich nie słyszałem. Zaznaczę, że gdybym w tamtym roku natknął się na materiały o ETF-ach, a ich dostępność byłaby szersza niż 3 papiery Lyxora to z całą pewnością byłyby już wtedy głównym „materiałem budulcowym” mojego portfela. W tamtym okresie pracowałem w Szwecji jako inżynier, zarabiając równowartość 12 000 zł netto miesięcznie, co było świetną stawką jak na początek kariery, ale bardzo przeciętną jak na szwedzkiego inżyniera po studiach. Jeśli czytałeś wpis „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE” to wiesz już na czym polega ruch FIRE (Financial Independence, Retire Early) choć przyznam się „bez bicia”, że w początkowym okresie oszczędzałem raczej 30-40% swojej wypłaty, a nie – jak głosi tytuł – jej 70%. Spowodowało to wzrost wartości mojego stale chaotycznego portfela inwestycyjnego z 10 tysięcy do 50 tysięcy złotych:

Dlaczego inwestuję - 2 zasady inwestowania

Mniej więcej wtedy po raz pierwszy poważnie pomyślałem o tym, że jeśli oszczędzać będę w zdyscyplinowany, a inwestować w rozsądny sposób to w pewnym momencie w przyszłości będę mógł potencjalnie zrezygnować z etatu. Mój inicjalny plan opisałem we wpisie „Jak zaplanować swoją wolność finansową? Mój plan sprzed lat„, który może zainspirować także Ciebie do rozpoczęcia inwestowania „na serio”. Choć mój portfel inwestycyjny zasilany nowymi wpłatami stale się rozrastał to moje podejście do inwestowania dalej było bardzo niedojrzałe.

Mimo wzrostu wartości portfela do rozmiarów, które przez niejednego uważane są za „całkiem poważny portfel” to przyznam się, że konstrukcja jego była bardzo niedojrzała. Zawierał on w sobie 100% akcji z GPW spółek, które wg mnie były perspektywiczne i tanie. Nie wymagałem wtedy od spółek niczego poza niskimi wskaźnikami cenowymi (C/Z, C/WK) oraz osiągania zysku o rosnącej dynamice od przynajmniej 5 lat. Nie skupiałem się wtedy na spółkach dywidendowych, których co prawda kilka (przypadkiem) miałem w portfelu, a o obligacjach korporacyjnych tylko słyszałem. Nie obyło się więc bez pewnych turbulencji na mojej drodze do 100 tysięcy złotych, o których przeczytasz w kolejnym akapicie.

Kształtowanie się planu inwestycyjnego

Nie była usłana różami. W latach 2014 i 2015 byłem bardzo skupiony na swojej karierze w korporacji, a więc coraz mniej czasu poświęcałem na inwestowanie. W drodze do 100 tysięcy złotych wielokrotnie zaliczyłem mocniejsze skoki cen akcji z mojego portfela, które bywały tak dynamiczne, że jednego dnia miałem na koncie 80 tysięcy, a drugiego już 110 tysięcy złotych. Stabilnego pułapu 1/10 miliona nie osiągnąłem zanim nie włączyłem do portfela bardziej bezpiecznych aktywów w postaci obligacji korporacyjnych. Mój portfel na tamtym etapie „inwestycyjnej podróży” był dalej bardzo ryzykowny, bo w 100% skupiony na Polsce i naszej walucie, czyli polskim złotym. Pod względem etapów byłem wtedy mniej więcej w tym miejscu:

Obserwując wzrost wartości portfela musiałem zacząć lepiej go kontrolować, nadając mu pewnego kształtu. Powoli z 100% w akcjach portfel ten zmieniał się w 70/30, gdzie za mniejszą część zacząłem kupować obligacje korporacyjne średniego ryzyka. O inwestowaniu w obligacje korporacyjne przeczytasz we wpisach „Obligacje (4/6) – Jak zainwestować w obligacje korporacyjne?” oraz „Obligacje (5/6) – Jak poprawnie inwestować w obligacje niezależnie od koniunktury?„, a ja napiszę tutaj tylko to, że stały się takim „bezpiecznikiem” mojego portfela.

Dla tych, którzy uważają Catalyst, czyli polski rynek obligacji za rynek skrajnie niebezpieczny napisałem też wpis „Obligacje (2/6) – Co to jest rynek obligacji Catalyst i skąd jego zła sława?„, w którym nieco ujarzmiam skrajne opinie o tym rynku, ale wróćmy do opisu mojego portfela z 2015 roku. Pewnego dnia obudziłem się…mając 32 spółki w portfelu, w której średnia inwestycja wynosiła 2000 zł. Założyłem więc własny ETF, szybko spostrzegając, że można takie fundusze kupić na rynku bez potrzeby tworzenia ich samemu. To był moment kiedy zdecydowałem się po raz pierwszy zainwestować za granicą, kupując ETF na DAX i ETF na S&P500 od Lyxora, czyli dwa ETF-y notowane na GPW. 

Największe porażki tego etapu

W pierwszych kilku latach mojego inwestowania bardzo wiele się nauczyłem, przy czym najwięcej nauczyły mnie moje porażki, do których należą:

  • Rozpoczęcie inwestowania w akcje bez wcześniejszej edukacji finansowej. Wyobraź sobie, że rzuciłem się do bardzo głębokiego basenu bez koła ratunkowego…nie potrafiąc pływać, a nawet utrzymać się na wodzie. To wiele mówi o moim charakterze, który najpierw testuje coś na własnej skórze, a dopiero tym sposobem się tego uczy. W przypadku inwestowania może to być bardzo kosztowne, ale miałem szczęście, bo najwięcej traciłem na samym początku „zabawy”, gdy inwestowałem bardzo małym kapitałem.
  • Nie zainteresowanie się obligacjami równolegle ze wzrostem zainteresowania akcjami, którego nijak nie potrafię wytłumaczyć. Chyba ten brak zainteresowania obligacjami wynikał z mojego skupienia się na źródłach akcjo-centrycznych typu blogi i portale finansowe oraz temu, że akcje radzą sobie długoterminowo o wiele lepiej niż obligacje. Żałuję, że tak późno zacząłem inwestować w obligacje, bo – zwłaszcza te korporacyjne – są świetnym balansem między zyskiem, a ryzykiem i doskonale pasują do mojej filozofii inwestycyjnej i temperamentu.
  • Późne odkrycie ETF-ów i to tych z GPW. Pluję sobie w brodę, że przez pierwsze kilka lat inwestowania zupełnie pominąłem możliwość kupowania ETF-ów, czyli tanich i zdywersyfikowanych funduszy notowanych na giełdzie. Napisałem o nich cykl wpisów, który zaczyna się od artykułu „ETF (1/6) – Co to są fundusze ETF i dlaczego warto w nie inwestować?„, a wielu czytelników uważa te wpisy za moje „największe dzieło” dotychczas. Ciężko się z tym nie zgodzić, zważywszy na to jak dużą rolę pełniły i pełnią w moim własnym portfelu właśnie takie fundusze.

Powyższe porażki nauczyły mnie bardzo wiele i wzbudziły moją ciekawość, prowadząc do rozpoczęcia dużo bardziej „agresywnej” nauki inwestowania, która przyniosła znacznie lepsze wyniki inwestycyjne w latach 2016 – 2020. Choć wtedy wyglądało na to, że mam pecha i popełniam mnóstwo błędów to teraz widzę te potknięcia jako błogosławieństwo, które nadeszło w samą porę do zmotywowania mnie do stania się lepszym inwestorem…i to stale w dosyć młodym wieku, bo miałem wtedy dokładnie 26 lat. Co z tamtego okresu uważam za moje największe sukcesy w kontekście inwestowania?

Największe sukcesy tego etapu

Przyznam, że tych nie było wcale tak wiele, ale jeśli już mam coś wypisać to wybrałbym następujące zdarzenia i spostrzeżenia z początkowych kilku lat inwestowania:

  • Sukcesem było niewątpliwie wczesne rozpoczęcie inwestowania. Wyobraź sobie gościa, który w wieku 22 lat inwestuje swoje pierwsze „zaskórniaki”. Dużo pasji, mało pieniędzy i jeszcze mniej wiedzy, ale gdyby nie to, to nie wiem czy przez ostatnie 10 lat w ogóle zacząłbym inwestować, mnożąc swój zainwestowany kapitał już ponad dwukrotnie za co dziękuję procentowi składanemu.
  • Odkrycie obligacji i ETF-ów. Lepiej późno niż wcale. Z jednej strony w porażkach zaznaczyłem kilka lat inwestowania w same akcje, a z drugiej po tych kilku początkowych latach inwestowania zacząłem uzupełniać swój portfel obligacjami i ETF-ami, co znacząco zredukowało jego zmienność.
  • Nauczenie się cierpliwości. Kilka źle obstawionych na wyścigach koni sprawiło, że spółki te cierpliwie (i w tymczasowym bólu, bo jeszcze wtedy strata „na papierze” bolała mnie, oczywiście mentalnie) trzymałem przez lata. Nauczyło mnie to długoterminowego inwestowania, cierpliwości i dyscypliny, bez których nie byłbym teraz tak spokojnym inwestorem, jak jestem.

Po 4-letnim inwestowaniu, z których tylko 1 rok zarabiałem jakiekolwiek umożliwiające oszczędzanie pieniądze osiągnąłem pułap 100 000 złotych wartości portfela. Rozpoczęło to także znaczny i dynamiczny wzrost moich wpływów z pracy, co wymagało bardziej dojrzałego podejścia do inwestowania, o czym opowiem w całym kolejnym rozdziale.

Lubisz moje treści? Polub mnie na Facebooku!

Polub mój fanpage na Facebooku. Naprawdę warto! 

Publikuję na swoim profilu kilka razy w tygodniu, więc znajdziesz tam jeszcze więcej informacji o finansach i inwestowaniu.

Rozwój kariery, czyli etap zwiększania wpływów

Po pierwszych kilku latach inwestowania, ale de facto tylko 1,5 roku intensywnego oszczędzania udało mi się osiągnąć pierwszy pułap, przy którym człowiek odczuwa skalę swojego inwestowania. Dla osoby inwestującej 10 000 zł, zysk lub strata w wysokości 10% wyniesie 1000 zł, a w przypadku dziesięciokrotnie większego kapitału będzie to już 10 000 zł, czyli (zazwyczaj) znacznie więcej niż taka osoba jest w stanie miesięcznie oszczędzić. Zaczyna tu działać efekt skali zainwestowanego kapitału, więc inwestor coraz bardziej odczuwa wpływ swoich decyzji na swoje oszczędności. W moim przypadku był to czynnik motywujący do dokonania kilku rozsądnych zmian w postaci pierwszej sporej przebudowy i uporządkowania portfela inwestycyjnego. W nomenklaturze FIRE znalazłem się wtedy na trzecim etapie, na którym osiąga się pierwszy, odczuwalny pasywny przychód:

Posiadając portfel wart około 100 000 zł otrzymywałem odsetki i dywidendy w wysokości kilku tysięcy złotych rocznie. Sto tysięcy złotych nie oznacza tu dokładnie tej kwoty, zaś czasem 90 tys. zł, a
czasem 120 tys. zł, bo wartość inwestycji się dynamicznie zmieniała. Kilkutysięczny pasywny przychód starczał mi na pokrycie mniej niż 10% moich rocznych wydatków, ale stanowił pierwszą odczuwalną motywację do dalszego oszczędzania i inwestowania. W moim portfelu inwestycyjnym panował wtedy nieład i chaos, a jego proporcje wyglądały następująco:

  • 60% Akcje polskie (30 spółek!). Głównie pozycje spekulacyjne, ale też parę dywidendówek, które trzymam po dziś dzień.
  • 10% ETF-y Lyxora na DAX i S&P500 notowane na GPW. Wtedy były to jedyne (wraz z Lyxor W20, który jednak nie był dla mnie atrakcyjny) ETF-y dostępne dla dysponującego polskim kontem maklerskim inwestora.
  • 30% Obligacje korporacyjne z Catalyst. W tamtych czasach płaciły one odsetki wynoszące między 5%, a 6% brutto rocznie.

Sprawiało to, że około 55% portfela generowało przepływy pieniężne, a pozostałe 45% miało zwiększać swoją wartość w czasie. Plan wychodził mi wtedy bardzo dobrze, a obligacje przyniosły portfelowi bardzo przeze mnie pożądaną stabilizację. Miałem jednak (w relacji do czasu, którym dysponowałem) problem z liczbą akcji różnych spółek w portfelu i powoli docierało do mnie, że tak dłużej się nie da i muszę nieco posprzątać w portfelu. Nastał czas wielkich porządków.

Zmiany, czyli pierwsza przebudowa portfela

W drodze pomiędzy 100, a 200 tysiącami złotych, czyli w latach 2016 i 2017 udawało mi się oszczędzić coraz więcej. Moją strategią było skupienie się wtedy zwłaszcza na zwiększeniu mojej zdolności do oszczędzania pieniędzy. Dokonywałem tego poprzez powiększenie wpływów z pracy, związane z braniem na siebie coraz więcej odpowiedzialności, wiążące się z awansami i podwyżkami. Problem zbyt wczesnego skupienia się jedynie na inwestowaniu, który opisałem we wpisie „Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?” dotyczy niemal każdego aspirującego inwestora i nie ominął on także mnie. Starałem się jednak „kontrować go” ciągłym zwiększaniem wpływów, a nie tylko redukcją wydatków. Skoro już znałem podstawy inwestowania i posiadałem ogromną determinację i dyscyplinę do robienia tego mądrze i konsekwentnie, to zdecydowałem się na dalsze zwiększanie mojej zdolności do oszczędzania. Osiągnięcie 200 000 zł, czyli niemal połowy drogi między etapem 3, a 4, plasowało mnie w tym miejscu mojego planu dążenia do finansowej niezależności:

Dlaczego inwestuję - 5 przebudowa portfela inwesytycjnego

Był to doskonały moment na przyjrzenie się swoim finansom i portfelowi, dokonując w nim następujących zmian:

  • Przyciąłem pozycję akcyjną na GPW. 60% akcji (30 spółek z GPW) zredukowałem do 50% akcji (10 spółek z GPW), wybierając te wg mnie najlepsze i znacznie upraszczając mój portfel.
  • Przyciąłem, ale zwiększyłem jakość portfela obligacji korporacyjnych z GPW Catalyst. 30% obligacji korporacyjnych zmieniłem na 20% wysokiej jakości obligacji korporacyjnych.
  • 10% ETF-ów pozostało niezmienione.

Gdzie podziało się ostatnie 20% wartości aktywów? No właśnie. Kusiło mnie do spekulowania, ale potrzebowałem wydzielić sobie kapitał do tego i ustalić pewne reguły, co opiszę w kolejnym akapicie. Poza przebudową portfela w moim życiu zadziały się następujące rzeczy:

  • Dzięki kilku awansom i związanym z nimi podwyżkom w tamtym momencie mogłem oszczędzić nie 30-40%, a 50-60% swoich przychodów z pracy. Znacznie przyspieszyło to proces oszczędzania w roku 2017, czyli w ostatnim roku, w którym mieszkałem i pracowałem w Szwecji.
  • Rozsądna (z perspektywy czasu) optymalizacja portfela sprawiła, że większość jego aktywów, bo aż 80%, wypłacało dywidendy i odsetki, które od razu re-inwestowałem. Wpływy z inwestycji, czyli tzw. cashflowy stawały się coraz bardziej odczuwalne, co…motywowało mnie do dalszego inwestowania jeszcze bardziej. Zwłaszcza, że większość moich rówieśników zamiast oszczędzać i inwestować brała wtedy milionowe kredyty na mieszkanie.

Wróćmy do spekulacji, bo jest to coś, o czym na blogu piszę dość rzadko, a nie chcę ukrywać przed Wami, że czasami mnie do niej ciągnęło.

Wydzielenie kapitału na spekulację

W roku 2017 udało mi się szybko pomnożyć kapitał, co w połączeniu z wyższymi niż kiedykolwiek wpływami z pracy pozwoliło oszczędzać w każdym miesiącu o wiele większe kwoty. Był to okres gruntownych zmian i poznawania siebie w kontekście inwestowania, ale też czas natknięcia się na wiele pułapek i nieprzyjemnych niespodzianek na mojej drodze. Problemem okazało się niekontrolowanie kapitału, który przeznaczałem na spekulację, a znajdując się coraz bliżej 4 etapu na ścieżce do finansowej niezależności, musiałem robić to coraz sprawniej. Oto moment, w którym znalazłem się pod koniec 2017 roku, a było to już ponad pół drogi do etapu 4:

Dla tych, którzy dziwią się szybkiemu wzrostowi wartości portfela przygotowałem nawet alternatywne logo mojego bloga, które pasowałoby bardziej do mojego stylu inwestowania w tamtych czasach. Znajomi śmieją się, że otworzę kiedyś wersję premium, gdzie będziemy pisać tylko o spekulacji. Wspomniane logo wyglądałoby następująco:

Według zasady Pareto: 80% zysku z tamtego okresu pochodziło z 20% moich inwestycji…które tak naprawdę nie były inwestycjami, a elementem spekulacji. Nigdy nie „grałem” na Forexie (walutowo), ale korzystałem z kontraktów futures na WIG20, na czym udało mi się swego czasu nawet zarobić trochę grosza. Z jednej strony znacznie zwiększyło to wartość mojego portfela, a z drugiej nauczyło wiele pokory i dało mi sprawdzić jak radzę sobie z większymi stratami. Poprzez „większe straty” rozumiem stratę kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych w krótkim, np. miesięcznym terminie. Moje coraz częstsze porażki spekulacyjne spowodowały kolejną dużą zmianę w moim podejściu do inwestowania, a było nią wydzielenie sobie kapitału na spekulacje. Gdy na przełomie 2017 i 2018 roku co rusz zyskiwałem i traciłem pieniądze, sprawiając, że wartość mojego portfela „skakała” między 250, a 350 tysiącami złotych podjąłem jedną z najważniejszych decyzji w moim inwestycyjnym życiorysie:

  • Spisałem sobie zasadę, że w dowolnej chwili spekulować mogę tylko 10% kapitału, a pozostałe 90% lokuję w mądrych/rozsądnych/tanich akcjach i obligacjach, z których większość ma generować przepływy pieniężne w postaci odsetek i dywidend.
  • Efektem powyższej było to, że wszelkie zyski ze spekulacji szybciutko odcinałem (i dalej odcinam) i „wkładam do sejfu” w postaci bezpieczniejszych aktywów odsetkowo-dywidendowych. Stamtąd nie ma już powrotu do „strefy spekulacji”, do której dopłacam z moich wypłat proporcjonalnie (90/10).
  • Oznacza to, że jeśli popełnię straszną głupotę to „za karę” nie mam czym spekulować w kolejnych miesiącach, koncentrując się na rozsądnym inwestowaniu.

Powyższa zasada i jej konsekwencje niejeden raz „uratowały mój wynik inwestycyjny” i sprawiły, że stałem się inwestorem, a nie spekulantem. Różnice pomiędzy powyższymi opisałem we wpisie „Inwestycyjny wstęp (1/6) – spekulacja a inwestowanie„, który wzbudził nieco kontrowersji wśród czytelników, zwłaszcza tych trudniących się rynkiem 4X i spekulacją na dużej dźwigni. Ograniczenie sobie możliwości do spekulowania sprawiło, że w latach 2018 i 2019 mój portfel stawał się coraz bardziej pasywny.

Przejście na portfel pół-pasywny

Jeśli mnie znasz to wiesz, że nie przepadam za „finansowym ekshibicjonizmem”, a na blogu rzadko operuję konkretnymi kwotami. W tym wpisie zrobiłem jednak sporo wyjątków, by wyjaśnić Ci kiedy i dlaczego zmieniało się moje podejście do inwestowania. Docierając w roku 2019 do 400 000 zł byłem coraz bliżej nazwania wpływów z odsetek i dywidend „odczuwalnymi”, a – pomimo podatku Belki – stawały się one znacznym „zasilaczem” mojego portfela, zwłaszcza, że pod koniec 2017 roku wróciłem do Polski, co bardzo negatywnie wpłynęło na moje zarobki. Do powyższego wrócimy jeszcze w dalszej części wpisu, a póki co pozwól, że pokażę Ci jak blisko 4 etapu ścieżki FIRE się na początku 2019 roku znalazłem:

Dlaczego inwestuję - 7 przejście na portfel pół pasywny

Rosnący kapitał i koncentracja na pracy zawodowej sprawiała, że nie mogłem już poświęcić 10 godzin tygodniowo na analizę spółek i kontrolowanie swojego portfela, więc bardzo atrakcyjną opcją wydały mi się zagraniczne fundusze ETF, o których czytałem wtedy coraz więcej, stając się niejako ekspertem w ich dziedzinie. Jeśli masz dobrą pamięć i czytasz moje wpisy od podszewki to być może zauważyłeś, że np. tutaj wspomniałem o moim portfelu z lat 2018, 2019 i 2020, w którego składzie nie znajdywały się żadne ETF-y zagraniczne. Rozgraniczmy tutaj dwie rzeczy: pasywne inwestowanie nie zawsze oznacza inwestowanie w fundusze pasywne, a opisałem to kiedyś we wpisie „Inwestycyjny wstęp (2/6) – inwestowanie aktywne i pasywne„. W tym kontekście „pasywne” oznaczało podjęcie decyzji o:

  • Trzymaniu akcji biznesów, z którymi w portfelu mogę „spać spokojnie” przez wiele lat, a więc skupienie się coraz bardziej na spółkach dywidendowych (a mniej na spekulacyjnych).
  • Kupowaniu po atrakcyjnych cenach długoterminowych, czyli dojrzewających za 2-3 lata obligacji korporacyjnych.

Dzięki powyższym, mój portfel inwestycyjny stawał się coraz bardziej pasywny i znacznie prostszy w zarządzaniu niż kiedykolwiek wcześniej. Wymusiło to kolejne zmiany w strategii inwestycyjnej i sprawiło, że mój obecny portfel inwestycyjny wygląda tak, a nie inaczej. Pora na najciekawszą część wpisu, czyli opis ostatnich 1,5 roku mojego inwestowania.

Osiągnięcie odczuwalnego pasywnego przychodu

Jako, że cenię sobie chociaż częściową finansową anonimowość napiszę, że gdzieś w okresie 6.2019-3.2020 osiągnąłem pułap pół miliona środków w portfelu inwestycyjnym. Był to nie lada wyczyn zważywszy na:

  • Znaczną obniżkę pensji związaną z przeprowadzką ze Szwecji do Polski, wiążącą się ze zmianą pracy na gorzej płatną.
  • Pokusami związanymi ze spekulacją. Skoro „wychodzi” 10% kapitału to dlaczego by nie pospekulować np. 20%? ]:->
  • Przy takiej wartości portfela każda strata zaczyna „boleć” coraz bardziej, a więc przy spadkach lutego i marca 2020 roku było coraz ciężej wytrzymać osunięcia kapitału. Na szczęście jak pisałem w pierwszym wpisie portfelowym na moim blogu, czyli w „W co można inwestować pieniądze? Omówienie klas aktywów inwestycyjnych” byłem na to gotowy, w listopadzie 2019 roku posiadając „tylko” 35% kapitału w akcjach.

Znalazłem się wtedy w tym miejscu, osiągając 4 (na 7) etap na mojej drodze do finansowej niezależności:

Jak to mówią „easy come, easy go„, więc początek 2020 roku był (nawet dla mnie, czyli osoby trzymającej „tylko” 35% portfela w akcjach) dosyć bolesny, ale nie na tyle by cokolwiek z portfela (poza obligacjami) sprzedawać. Sprawiło to, że rok 2020 był w moim inwestowaniu rekordowy, co w połączeniu z rozkręcaniem bloga, który właśnie czytasz sprawiło, że całościowo był to pod względem satysfakcji jeden z najlepszych okresów mojego życia. Celowo „zostawię Cię” już z powyższą tabelą, nieco „cenzurując” moją obecną wartość portfela, ale bystry czytelnik prosto domyśli się ile ta może wynosić. Zamiast tego skupmy się na kształcie mojej obecnej strategii inwestycyjnej, o którą bardzo często jestem pytany.

Kształt strategii obecnie

Wiem, że w tym wpisie skaczę z tematu na temat, ale proszę Cię o zrozumienie, bo opisywanie swojej ścieżki inwestycyjnej nie jest wcale tak proste, jak mogłoby się wydawać. Przez prawie dekadę inwestowania mój portfel wielokrotnie ewoluował, przy czym najważniejsze momenty to:

  • „Odkrycie” przeze mnie ETF-ów w 2016 roku.
  • „Odkrycie” przeze mnie maklerskich IKE i IKZE w 2017 roku.
  • Decyzja o ograniczeniu spekulacji w 2018 roku.

Mimo tego, że spekuluję tylko 10% wartości portfela (przy okazji: jest to część portfela, o której zbytnio nie piszę, bo ma minimalny walor edukacyjny, a taki ma być przede wszystkim mój blog) to posiada on sporą część aktywną. Moi stali czytelnicy wiedzą, że mój portfel traktuję jako jedną całość, nie posiadając żadnej „poduszki finansowej” (o moim podejściu do niej przeczytasz obszerny artykuł na moim blogu, który zatytułowałem „Cała prawda o poduszce finansowej, czyli jak ułatwić sobie inwestowanie„), ani „portfeli spekulacyjnych”, a w obecnej postaci lokuję kapitał w poniższy sposób:

Wizualizacja pomaga w zrozumieniu tego jak działa moja inwestycyjna strategia, a stworzyłem ją specjalnie na potrzeby tego wpisu. Po lewej stronie powyższego obrazka znajduje się „część pasywna” portfela, czyli „dywidendowa krowa” lub „generator cashflowów” (mam na to wiele ksywek), czyli kapitał, który pozwala mi spać spokojnie i motywuje do dalszego inwestowania. Po prawej stronie, kolorem pomarańczowym narysowałem bardziej aktywną część portfela. Kapitał spekulacyjny jest jedynie jej częścią, a całościowo wynosi ona ok. 20% mojego kapitału. Znajdują się tam wszelkie „dziwadła” w postaci kruszców, surowców, kryptowalut, certyfikatów inwestycyjnych, czy akcji i ETF-ów typu growth. Podsumowując: wszystko, co może przynieść (bardzo) ponadprzeciętne stopy zwrotu i czym należy zarządzać bardziej aktywnie.

To część portfela, która sprawia, że „pozostaje w grze” i motywuje mnie do pisania ciekawych wpisów, ale niekoniecznie polecałbym Wam, moim czytelnikom, robienie tego samego. Dlaczego zatem robię coś więcej, niż opisuję na blogu? Sprawia mi to dużo frajdy, realizuję się i… dzięki temu mam co odkrajać i przenosić do pasywnej części mojego portfela, sprawiając, że – niczym kula śnieżna – jest on coraz to większy i większy, a z jego wielkością rosną też moje miesięczne wpływy z dywidend i odsetek. A te – jak doskonale wiesz – motywują mnie do dalszego oszczędzania i inwestowania (i tak w kółko). Osoby, które czytają ten wpis mogą być w tym momencie trochę pogubieni, więc uważam, że przyda się rozdział o podziale moich przychodów, czyli rozdział na wpływy z inwestycji, a wpływy z pracy w ostatniej dekadzie.

Wpływy z inwestycji, a wpływy z pracy

We wcześniejszych rozdziałach wpisu skupiałem się głównie na stylu i metodach inwestowania, więc czas napisać coś więcej o moich przychodach. Jako, że cenię sobie częściową anonimowość zdecydowałem się usunąć oś y i zaprezentować podział moich miesięcznych wpływów w sposób relatywny. W latach 2010-2013 praktycznie nie osiągałem wpływów z pracy, utrzymując się za środki, które otrzymywałem od moich rodziców. Narysowałem to kolorem niebieskim na wykresie poniżej, na którym kolorami: czerwonym i różowym zaznaczyłem moje wpływy z pracy oraz z inwestycji:

Dlaczego inwestuję - wpływy praca a inwestycje

Na powyższych wykresie pokazuję w przybliżeniu ile % przychodu w każdym z poprzednich lat „wpadło” z mojej wypłaty, a ile z inwestycji. Powyższy wykres ma na celu pokazać Ci, że warto inwestować, budując sobie pasywne źródło przychodu, które obecnie wynosi prawie 1/3 tego ile zarabiałem na początku swojej kariery. Co więcej, pomogło mi ono w 2017 i 2018 roku zaakceptować znaczny (prawie 45%!) spadek wpływów z pracy, kompensując mi go częściowo.

Za parę akapitów narysuję kontynuację powyższego wykresu, mając nadzieję, że dzięki niemu i kolejnemu diagramowi nieco lepiej zrozumiesz mój plan na przyszłość. Moja przynależność do ruchu FIRE, o której napisałem we wpisie „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE” sprawia, że z czasem coraz więcej zarabiam, co pozwala na oszczędzanie większego odsetka swoich przychodów. Zwiększenie możliwości oszczędzania, wraz z odpowiednią dyscypliną i umiejętnościami nieuchronnie sprawi, że mój kapitał stanie się w pewnym momencie głównym źródłem miesięcznych wpływów do budżetu mojej rodziny i właśnie do tego w życiu zmierzam. Kolejny akapit poświęciłem planowi na kolejne 8 lat, czyli buforowi, który sam sobie dałem na osiągnięcie celu.

Plan na przyszłość, 8 lat do celu

Wróćmy na moment do sedna wpisu, czyli odpowiedzi na pytanie „dlaczego inwestuję?”. Inwestuję ponieważ:

  • Uważam to za najrozsądniejszy sposób pasywnego pomnażania swoich pieniędzy. Myślę, że specjalizując się (w akcjach dywidendowych i obligacjach korporacyjnych) będę poruszał się po znanym mi gruncie i podejmował coraz lepsze decyzje inwestycyjne.
  • Dzięki inwestowaniu w ciągu 8,5 roku, czyli przed ukończeniem 40 roku życia osiągnę wpływy z inwestycji znacznie przekraczające miesięczne wydatki mojej rodziny.
  • Przy okazji, ucząc się inwestowania nabyłem wiedzę, którą mogę teraz w ramach Inwestomatu przekazywać innym. Więcej o misji bloga przeczytasz na stronie o blogu i o mnie, a póki co zerknij na kolejne etapy mojej finansowej podróży:

Od ponad roku znajduję się pomiędzy etapem 4, a etapem 5 i zauważam, że dopiero teraz owa „podróż” staje się naprawdę fascynująca. Mam już na tyle środków, by bardzo mocno odczuwać profity mojego inwestowania, jednocześnie na tyle mało, by nie mieć pewności, że uda się osiągnąć równowartość 4 mln złotych przed ukończeniem 40 roku życia. Prawdopodobieństwo powodzenia planu oceniam jednak na jakieś 85%, bazując na licznych analizach, symulacjach i sposobie, w jaki prowadzę swój portfel. Pokrzyżować moje plany mógłby tylko globalny kryzys finansowy trwający dekadę, do czego mam nadzieję nie dojdzie, choć przed czym ostrzegam w swoich wpisach portfelowych.

Skoro wiesz już mniej więcej gdzie w swojej finansowej podróży znajduję się w czasie pisania tego wpisu (wybacz, celowo piszę to 15 miesięcy po ostatniej danej, którą się z Tobą podzieliłem, bo uważam, że procentowe wyniki na portfelu są ważniejsze niż dokładna jego wartość) to pora na omówienie moich oczekiwań dotyczących przyszłości. Czego wymagam od kolejnej dekady swojego inwestowania?

Oczekiwania od moich inwestycji

Osiągając 10% brutto rocznie przy obecnym poziomie kapitału i wpływów z pracy jestem w stanie osiągnąć pułap 4 mln zł w wieku 40 lat, a więc w roku 2029. Misja ta będzie wymagała dyscypliny w oszczędzaniu oraz mądrego i rozsądnego inwestowania, w którym unikam przesadnego ryzyka, jednocześnie starając się „złapać okazje”, które prezentuje mi rynek. Lata 2021 – 2030 planuje sobie mniej więcej w ten sposób:

  • Dzięki rosnącym wpływom pasywnym około 2026 roku zacznę „wygaszać” swoją pracę na etacie, efektywnie pracując najpierw na 80% etatu, a potem na coraz mniej, dążąc do 25-50% etatu w roku 2029.
  • Na pewno nie przestanę pracować, bo FIRE oznacza dla mnie głównie FI, czyli Financial Independence, a RE jest jedynie dodatkiem, sprawiającym, że będę mógł się skupić na rodzinie, podróżowaniu i edukowaniu innych w mądrym zarządzaniu finansami.
  • Warto wspomnieć, że pomimo rosnącego majątku nie mam i nigdy nie miałem swojej nieruchomości, czym zajmę się w najbliższym roku-dwóch, biorąc maksymalny możliwy kredyt (minimum wkładu własnego) na tanią i skromną nieruchomość z rynku wtórnego, którą wyremontuję. Tym sposobem zwiększę swoje miesięczne wpływy na inwestowanie, wykorzystując dźwignię w postaci sporej zdolności kredytowej w erze niskich stóp procentowych.
  • Kluczowym momentem będzie rok 2026, w którym moje wpływy z inwestycji mogą przekroczyć wpływy z pracy. Oczywiście zależy to również od tych drugich, które zwykły w pewnym tempie rosnąć, a tylko czas pokaże jak będzie wyglądać moja sytuacja finansowa za X lat. Grunt to mieć plan i się go trzymać.

Mam nadzieję, że powyższy plan jest dla Ciebie zrozumiały i dzięki niemu trochę lepiej rozumiesz człowieka, którego „wypociny” czytasz na blogu Inwestomat. Kilka lat temu zauważyłem, że poza inwestowaniem lubię mówić o inwestowaniu oraz uczyć innych jego podstaw (i nie tylko), co zresztą zacząłem robić w czasie wolnym już w 2016 roku. W kolejnym akapicie napiszę o swojej przygodzie jako gościa, który mówi i pisze o inwestowaniu.

Dlaczego zacząłem się dzielić wiedzą?

Mógłbym pisać teraz o misjach zmiany świata na lepsze i byłoby to w pewnym sensie prawdziwe, ale na najniższym poziomie po prostu uwielbiam dyskutować o inwestowaniu. Zauważając, że wśród naszych rodaków mało kto inwestuje (na stronie o blogu napisałem, że w 2017 roku aż 54% Amerykanów posiadało akcje giełdowe, co można napisać jedynie o 3% Polaków!) chciałbym pomóc innym zrozumieć, że giełda nie jest tak skomplikowana, jak malują ją eksperci od finansów. Wspomniani „eksperci” to często sprzedawcy konkretnych produktów, w których agendzie jest celowe przekazywanie wiedzy w sposób zawiły i taki, by klient zrozumiał jak najmniej, ale „poczuł”, że inwestycja będzie zyskowna. Misją mojego bloga jest coś zgoła innego, czyli nauczenie czytelników odpowiedzialnego i świadomego inwestowania. Swoją drogą: sam robię to od roku 2016, w którym udzieliłem swoich pierwszych „inwestycyjnych korepetycji” dla swoich znajomych:

Odkąd skończyłem 27 lat udzieliłem podobnych kursów 3 razy:

  • Dla moich znajomych mieszkających w Szwecji. Jeszcze przed powrotem do Polski.
  • Dla moich polskich znajomych już po powrocie do Polski (patrz: zdjęcie wyżej).
  • Dla moich współpracowników u mojego byłego pracodawcy.

Jest to ściśle związane z moim długoterminowym celem edukowania Polaków w kwestii inwestowania i marzy mi się, by w przyszłości założyć i poprowadzić uczelnię finansową. Aby to zrobić, chcę swoim inwestowaniem i merytorycznymi treściami na blogu przekonać czytelników, że naprawdę warto jest robić coś podobnego do mnie i wziąć swój finansowy los w swoje ręce. Nie sprzedaję tu marzeń i w każdym wywiadzie czy podcaście staram się bazować na danych i historycznych zdarzeniach, by pokazać Ci nie co się stanie (tego nie wie nikt), a to, co może się stać i dlaczego. Póki co uważam, że założenie bloga Inwestomat było świetnym pomysłem, bo dzięki temu mogę trafić do znacznie szerszego grona internautów i zachęcić wiele setek, jeśli nie tysięcy osób do spokojnego i rozsądnego inwestowania. Jeśli chcesz zobaczyć mnie na YouTube to póki co wystąpiłem u Tomka Grzymskiego prowadzącego kanał „Efekt Wytrwałości” na YouTube:

Oraz u Jacka Lemparta z bloga System Trader, który zresztą serdecznie polecam ze względu na wysoką merytorykę i tematy pokrewne do tych, które sam poruszam na blogu:

Obydwu gospodarzom bardzo dziękuję za zaproszenie do rozmowy, bo dzięki temu mogłem przekazać odwiedzającym jeszcze więcej informacji o swoim inwestowaniu oraz o misji mojego bloga. Na sam koniec zostawiam Ci najważniejsze, czyli opinię o ruchu FIRE po 7 latach od wstąpienia na tę ścieżkę.

Czy warto dążyć do FIRE?

Choć FIRE brzmi nieco jak kult oszołomów to zapewniam Cię, że jest bardzo zdecentralizowaną quasi-organizacją zrzeszającą osoby, które nie chcą być zależne od pracy na etacie. Nie oznacza to, że lenistwo i nic-nie-robienie jest dla mnie ważniejsze od pracy, a wręcz przeciwnie. Chodzi o to, że nie chcę musieć pracować w konkretny sposób, a zamiast tego zawsze móc świadomie wybierać to, czym się w danym momencie zajmuję. Po kilku latach bardzo zdyscyplinowanego oszczędzania i inwestowania wg planu jestem pewien, że zyskałby na tym każdy, kto podjąłby się takiego wyzwania.

Oczywiście, dążenie do FIRE ma też swoje oczywiste wady w postaci:

  • Braku możliwości wydawania całej wypłaty na „pierdoły”.
  • Braku możliwości wzięcia ogromnego kredytu na gigantyczne mieszkanie.
  • Braku możliwości zakupu drogich gadżetów, np. auta, które byłoby lepsze od potrzebnego minimum.
  • (Ogólnie) Podobne podejście do życia może wydawać się Twoim znajomym mało imponujące…dopóki nie dowiedzą się, że Twój kapitał generuje więcej środków niż Twoja praca, na co sam poczekać muszę jeszcze kilka lat.

Mam nadzieję, że cały wpis był zarówno bogaty w informacje, jak i inspirujący oraz przybliżył Tobie biografię i plan autora bloga, na który czasem zaglądasz. Koniecznie daj znać w komentarzach co myślisz o moim planie oraz strategii inwestycyjnej i opisz Twoje podejście do ruchu FIRE i ogólno pojętego dążenia do wolności, nie tylko finansowej.

Podsumowanie

Wpis, który właśnie kończysz czytać był chyba najbardziej prywatnym ze wszystkich dotychczasowych wpisów, a odkrycie pewnych kart miało na celu nie tyle zwiększenie mojej wiarygodności, jak wyjaśnienie Ci kiedy i dlaczego dokonywałem korekt kursu mojego „finansowego statku”. Uważam, że dzięki temu ma on wyższy walor motywacyjno-edukacyjny i nie zgubi się wśród bardziej technicznych i konkretnych wpisów na moim blogu, a wręcz przeciwnie – że stanie się podstawą całego bloga i świetnym uzupełnieniem strony o blogu. Właśnie z tego powodu ciężko było mi go skategoryzować, więc znalazł się on ostatecznie w kategorii „Inne”.

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do mojego newslettera:

.

Zero spamu, maksimum wartościowej treści.

4.9 50 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
157 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Sylwester

Super wpis, dziękuję!
Mateusz, co sądzisz o obligacjach skarbowych oraz mieszkaniach na wynajem. Ja w swojej strategii zakładam takie instrumenty, a u Ciebie nie wspominasz o nich. Jestem ciekawy, być może w Twojej ocenie nie są to wartościowe inwestycje?

Piotrek

Cześć Mateusz,
bardzo fajny i bardzo potrzebny wpis. Jest to też ciekawe uzupełnienie Waszej rozmowy z Jackiem (2,5h rozmowy ale z przyjemnością obejrzałem całą).

To co mi najbardziej się podobało to podkreślenie wagi zarobków i oszczędności w budowaniu tego portfela. Wiele osób o tym zapomina i próbuje szukać złotych strzałów na giełdzie czy spekulacji. A tutaj fajnie pokazane, że kluczowy jest rozwój umiejętności, który prowadzi do zwiększania zarobków oraz zdobywanie wiedzy by mądrze i skutecznie pomnażać te środki na giełdzie.

Pozostaje życzyć powodzenia na drodze do realizacji celu! Sam mam wyznaczoną podobną granicę, ale 10 lat później 😉
Pozdrawiam,
Piotrek

Piotrek

Oczywiście, że „złote strzały” mogą pomóc i nie kwestionuje tego, ale podobał mi się ogólny przekaz wpisu, że poszukiwanie tych strzałów nie jest celem, ale jak się pojawią to warto nimi dobrze zarządzać.

Tak, ja celuje w „50” z wielu powodów:

  • później zacząłem oszczędzać większe środki co w naturalny sposób przesuwa tą granicę
  • jeszcze później dodałem akcje do swojego portfela, wcześniej to było raczej fundusze obligacji (swoją drogą to 2020 to nie była zła inwestycja), lokaty czy same obligacje
  • 3 lata temu kupiłem mieszkanie co w błyskawiczny sposób oczyściło moje konta oszczędnościowe (na szczęście reguły działania IKZE uchroniły te środki) 😀
  • lubię swoją pracę, więc nie wyobrażam sobie porzucenia jej za kilka lat 😉

Przede wszystkim stawiam na inwestowanie w siebie. Do 2020 mocno to było ukierunkowane na rozwój pod kątem zawodowym, ale gdy w marcu postanowiłem, że to chyba dobry moment by wejść w końcu na giełdę to najpierw „straciłem” miesiąc na ostrą edukację w temacie, a dopiero potem założyłem rachunek maklerski.

18 lat do celu, chociażby analizując Twój przebieg drogi inwestycyjnej, wydaje się to w zupełności realne. Szczególnie, że nie zaczynam od zera.

Piotrek

Też mam podobne myślenie. Cel to „50”, ale jak zostanie to zrealizowane 2 lata wcześniej czy 4 lata później nie ma większego znaczenia.

Coraz częściej mam za to wrażenie, że w tym przypadku ważniejsze od samego celu jest droga do niego i to jak ona zmienia nasze nawyki, sposób myślenia i działania.

Wojtek

Mateusz powiedz mi jak możesz dlaczego chcesz sie maksymalnie zakredytowac na to mieszkanie? Czy ma byc na wynajem, czy dla Ciebie? Bo jezeli dla Ciebie i nie bedzie zysku z wynajmu ktory splacalby rate to chyba odsetki i prowizje bankowe mimo niskich stop procentowych to i tak jest wiecej niz 10 procent brutto zysku z inwestycji?

Wojtek

Dzieki za odpowiedź. Wyszło, że kompletnie nie znam się na kredytach (nigdy żadnego nie brałem). Zakładałem, że w rzeczywistości koszt kredytu jest znacznie wyższy niż te 2,5%, a tu mnie bardzo zaskoczyłeś. Naprawdę w życiu bym nie pomyślał, że bank zadowoli się skromnym 2,5%. Teraz chyba sam muszę się zastanowić nad tym pomysłem.

Ostatnio edytowano 4 miesięcy temu przez Wojtek
Piotrek

Mateusz często ubezpieczeń jest więcej i są ciągłe (ubezpieczenie nieruchomości, czasami obowiązkowe ubezpieczenie Ciebie), ale to są raczej małe kwoty w stosunku do raty i pewnie przy obecnym poziomie stóp jesteś w stanie być poniżej wspomnianych 3% rocznie.

Pomijam najbardziej perfidną rzecz przy kredytach hipotecznych, czyli ubezpieczenie pomostowe, które podnosi oprocentowanie 0,5pp w skali roku do czasu wpisania banku do księgi wieczystej. Problem w tym, że w największych miastach podobno dobija to już nawet do roku… (3 lata temu w Krakowie to było ponad 6 miesięcy). Ale to dalej jesteś w stanie pobić na rynku 😉

Piotrek

W pełni się zgadzam. Jeżeli ktoś od kilku lat zarabia te 10% rocznie to śmiało można brać kredyt oprocentowany na 3%. Wręcz głupotą byłoby tego nie zrobić 😉

Piotrek

Jasne, jestem w pełni świadomy tego, że miałeś na myśli średnioroczne wyniki z kilku lat 😉

Jak wiesz ja mam trochę inne podejście do kredytu hipotecznego, ale pewnie gdybym sam miał 10 letnie doświadczenie z wykręcaniem takich wyników inwestycyjnych to bym zmienił zdanie 😉

Piotrek

Sam jestem w tej grupie 😀 Regularnie sprawdzam czy są nowe komentarze i je czytam bo można się z nich mnóstwo nauczyć.

Ania

Fakt, inwestomat to jedno z niewielu miejsc gdzie czytam komentarze bo sa naprawde wartosciowe i ciekawe.

Magda

przy czym warto dopasc dobrego notariusza, istnieje coś takiego jak „pogotowie wieczyste”:) jeżeli księga jest czysta, wtedy wpisanie do KW trwa np. tydzień, trzeba wraz z aktem złożyć stosowny wniosek

Piotrek

W dużym mieście? W Krakowie dla nowych mieszkań te 3 lata temu to było ponad pół roku, z tego co czytałem to obecnie jest już koło 12 miesięcy (ale na razie nie planuje tego sprawdzać w praktyce).

Absurdem jest to, że nie ma na to ustawowego limitu czasu, np 30 dni.

Damian

Bardzo inspirujący wpis i motywujący! Trzymam kciuki stary, sam wędruję tą ścieżką, choć jeszcze sporo drogi przede mną, ale co zauważyłem, to sama ta droga przynosi satysfakcję i radość – ciągły rozwój na drodze do maksymalnej niezależności. Fajnie mieć tę świadomość, że „I’m the master of my fate” i zmierzam konsekwentnie do celu, a nie jestem rzucany bezwiednie przez główny nurt.

Mariusz

Mateusz,

 

Jak zwykle znakomity wpis. Wielu może zainspirować do oszczędzania (inwestowania) już od najmłodszych lat. Ja mam jednak kilka pytań i próśb.

Na swoim IKZE masz ETF-y globalne dywidendowe. Jak rozumiem są to ETF-y akcyjne. Dlaczego taki wybór na IKZE, a nie np. akcje spółek dywidendowych z GPW? Dywidendy od zagranicznych ETF-ów są przecież obciążone podatkiem u źródła, a dywidendy z polskich spółek mogłyby w pełni pracować bez żadnego podatku na IKZE. Czy dywidendy z tych zagranicznych ETF-ów są na tyle wysokie, że nawet pod opodatkowaniu u źródła są atrakcyjniejsze niż „bezpodatkowe” dywidendy ze spółek z GPW? Z kolei na IKE masz już miks spółek dywidendowych z GPW i zagranicznych ETF-ów dywidendowych.

To tyle odnośnie pytań, a teraz prośby. Czy mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć konkretnie w jakie ETF-y inwestujesz, w jakie spółki dywidendowe z GPW (albo chociaż zdradzić jakimi kryteriami się kierujesz przy wyborze tych spółek) oraz w jakie obligacje korporacyjne z rynku Catalyst inwestujesz (kryteria doboru)?

Ja sam zaczynam inwestować i zdecydowałem, że będę to robił pasywnie. Czyli z Twojego portfela „obchodzi” mnie tylko lewa strona. A tak przy okazji, co myślisz o ETF-ach typu Momentum? Czy to dobra ekspozycja na rynek akcji, która może zastąpić jakiś szerszy klasyczny ETF np. na rynki rozwinięte?

Pozdrawiam serdecznie

Grzesiek

Hej Mateusz jak zwykle świetny wpis. Oby więcej tej prywaty ;). Przyznam, że 10% ciągle wydaje mi się ambitne w zbilansowanym portfelu. Ja jestem ciekaw jak zamknę ten rok, bo na niektórych etf faktycznie mam już po 15% a na niektórych spółkach dywidendowych nawet po 50%. Gorzej że balansują to spółki growth, które były na lekkim minusie :).

Wiem, że w dywidendach jesteś fanem swigu ale zastanawiam się czy tę część portfela masz zdywersyfikowaną, czy po prostu dywersyfikujesz na całości portfela przez etf i obligacje. U mnie dochodzą jeszcze nieruchomości, ale zgadzam się z tym co pisałeś o tym rynku. W długiej perspektywie dadzą mniej zarobić:).

Grzesiek

Hej Mateusz, no tak kojarzę to NC;). Pytanie tylko czy dywersyfikujesz te spółki w ramach dywidendowek, czy wystarcza Ci dywersyfikacja na całym portfelu? Często są bowiem tanie spółki, ale z jednej dwóch branż i ciekae jestem jakie jest ztwoje podejście do tematu 😉

Krzysztof

Cześć Mateusz,

Świetnie było przeczytać o Twojej historii i planach na przyszłość. Są bardzo inspirujące. Sam na pewno zmotywowany Twoimi wpisami przystąpię do ruchu FIRE.
Chciałbym z chęcią usłyszeć o dwóch uzupełnieniach do tego wpisu. Może to pomysł na kolejne artkuły?

  1. Jak łączysz finanse swoje z finansami swojej partnerki. Nie chodzi tu o wchodzenie w szczegóły Twojego życia, ale na pewno wielu z nas z chęcią dowiedziałoby się jak radzić sobie z tym tematem. Czy Twoje finanse są oddzielone od finansów rodziny/partnerki/żony/przyszłejparterki? Czy może Ty zajmujesz się wszystkimi wpływami w rodzinie i Ty kontrolujesz wydatki? Może część portfela wspólna, część prywatna? Co sądzisz na temat intercyzy gdy już posiadasz nazwijmy to niezłe pieniądze, a partnerka takiego wkładu nie ma? Nie będę dawać więcej przykładów bo nie wiem jak to neutralnie sformułować, a na pewno już czujesz o co chodzi.
  2. Może kiedyś przedstawiłbyś sposób zapisywania swoich posiadanych aktywów? Excel, a może jakiś specjalistyczny program. Co jaki czas go aktualizujesz, albo czy od razu zczytuje on konkretne dane? Wiele osób zachęciłeś do inwestowania więc pokazanie im narzędzia do jego kontroli na pewno byłoby przydatne.

Dzięki za Twoją pracę.
Pozdrawiam,
Krzysztof

Bartek

Powodzenia w drodze do niezależności finansowej 🙂 Mam nadzieję, że coraz więcej programistów i project managerów będzie wybierać Twoją ścieżkę, a pensje pozostałych dzięki temu będą wciąż na dobrym poziomie 🙂

Chętnie doważyłbym swój portfel obligacjami. Myślę czy najlepiej kupić ETFa na obligacje skarbowe czy kupić obligacje bezpośrednio u brokera. W Lynx / IB widzę, że mogę brać bezpośrednio obligacje USA i w takim wypadku nie musiałbym się martwić spadkiem wartości nominalnej jednostki etfa. Czy to dobry plan? Jeszcze nigdy nie kliknąłem tam kupuj, więc nie wiem nawet czy mnie nie odrzuci jako nierezydenta USA.

Czy lepiej brać obligacje 10 letnie z USA czy może podobne ze strefy EURo? A może szukać tylko obligacji indeksowanych inflacją? Są takie ETFy, które mają właśnie takie obligacje.

Dziękuję za wskazówki. Obecnie posiadam polskie obligacje skarbowe.

Bartek

A nie lepiej brać obligacji antyinflacyjnych? Będę miał zawsze gwarancję, że nie stracę wartości pieniądza w czasie.

Konrad

Hej Mateusz,

Nie wiem czy dobrze zrozumiałem ale ostatnimi czasy IDTL czy odpowiednik TLT poruszał się odwrotnie do kursu dolara także nie jestem przekonany czy to taki oprocentowany dolar

Konrad

Hej Mateusz,

Temat jest tutaj trochę zawiły bo patrząc w perspektywie dekady TLT i dolar są pozytywnie skorelowane ale już analizując 2 dekady wygląda to trochę inaczej.
Jedno co jest pewne to dodatnia korelacja tych aktywów w czasie zawirowań rynkowych gdzie kapitał ucieka do dolara, w tym do obligacji amerykańskich dlatego to ważny składnik portfela defensywnego który dobrze się sprawdza w okresie paniki i spadków
Pzdr
Konrad

Konrad

Wszystko co piszesz to prawda i zgadzam się z tym co nie zmienia absolutnie tego co ja napisałem.
Oczywiste jest że spadek rentowności to wzrost ceny i na odwrót
Szczególnie ciekawym okresem do obserwacji był poczatek marca – połowa marca 2020 😉

Konrad

Otóż to i mam identyczne zdanie, moje wątpliwości i komentarz wynikał z tego że pamiętam jak pod koniec roku na którymś z blogów finansowych ktoś podważył ta prawidłowość wklejając wykres właśnie z okresu 1-15 marzec i czerwiec – sierpień gdzie był rozjazd TLT i USD_I i szczerze nie byłem w stanie tego wytłumaczyć bo nigdy sam nie analizowałem tej korelacji ale zawsze staram się pochylić nad czyjąś wizja jako że biorę pod uwagę fakt że wszystkiego nie wiem i mogę się mylić w najbardziej oczywistych kwestiach 😉

michau

Bardzo ciekawy wpis. Z chęcią i uwagą prześledziłem Twoją drogę do obecnego etapu.
Szczerze mówiąc, niedawno szacowałem Twój portfel inwestycyjny i niewiele się pomyliłem 🙂 Szacowałem go na około 600-750k zł, więc mieszczę się we wspomnianych przez Ciebie widełkach 🙂
Druga sprawa, odnośnie rokrocznego pomnażania przychodu. Z komentarza powyżej poznałem Twoją sytuację osobistą (rodzinną), ale jestem ciekaw, jak zmieni się wykres wydatków, gdy założysz rodzinę, pojawi się dziecko itp. Choć z drugiej strony, zacznie wpadać 500+, taka ładna dywidenda z pociechy ;p
I przychód z etatu partnerki również pojawi się na wykresie, chyba że na wykresie zamierzasz uwzględniać tylko siebie, a wydatki rodziny 🙂
W każdym razie, powodzenia i trzymam kciuki, żebyś dobrnął do swojego celu o niezależności finansowej. Jestem z tego samego rocznika, do tej pory pomnażałem oszczędności tylko na procentach z lokat, a dzięki Tobie mam już dywidendowe polskie GPW oraz kilka ETF-ów. Oczywiście na IKE/IKZE. Oraz dotarłem do punktu 3.1 🙂

michau

Jak najbardziej Cię rozumiem, że nie chcesz dawać wszystkiego na tacy.
Owszem, są inni autorzy w internetach, którzy się tym jawnie dzielą. Aż dziwnie się to czyta, bo jednak wg mnie Polacy mają wciąż problem z rozmawianiem o pieniądzach/pensjach/premiach. Zwłaszcza pokolenie moich rodziców.
Ja z kumplami ze studiów (budownictwo) już nie mamy z tym problemu i wiemy mniej więcej, kto ile zarabia (choć jeden kolega w branży IT tak się zachłysnął $, że epatuje tymi tysiącami aż za bardzo ;p). Pomaga to podczas kolejnych rozmów rekrutacyjnych i rozmów z przełożonym, bo znam rynek i wiem, ile się zarabia w innych firmach na podobnych stanowiskach.
Wracając do Twojego ekshibicjonizmu. Uważam, że ważniejsza jest wędka, niż ryba (jak większość komentujących oraz Ty) i sprawdza się to również w dzisiejszym wpisie.
A i tak największy ekshibicjonizm będzie wówczas, kiedy ogłosisz, że osiągnąłeś swój cel 😀

Mati

Hej,
Dzięki za wpis, oby częściej pojawiały się tak osobiste przemyślenia!
Ciekawi mnie w jakiego typu spółki growth inwestujesz?
Te największe jak FAANG, średnie jak SE, TDOC, czy mniejsze, które są teraz na topie typu MGNI, SKLZ, MWK, CCIV ?
I gdzie? GPW, Nasdaq, HK?
Pozdrawiam,
Mati

Mati

Dzięki za odp. Też unikam dużych, wyjątek zrobiłem dla Tencent i NVDA.
Pozdr.

Bartosz

Hej Mateusz,
czy inwestujesz w ADR-y na spółki z HK i SSE poprzez polskie konto maklerskie czy też poprzez jakiegoś zagranicznego brokera?

Kornelia

Dziękuję za wpis, fascynująca lektura!
Trafiłam na Twój blog kilka dni temu, czemu tak późno? 🙂
Dla mnie, począkującej, to kopalnia wiedzy. Lecę serią o EFach (tu zerowe doświadczenie), a potem wpisy po kolei. Na bok poszły książki, neflix, siedzę na Investomacie 🙂
Powoli układam w głowie, mam nadzieję, że uda mi się dokonać trafnych wyborów, chociaż przyznaję, że, jak na razie, wiekszość brzmi straszliwie skomplikowanie – tzn. nie Twój sposób pisania czy opowiadania, bo ten jest bardzo przejrzysty, ale sama wiedza dla kogoś, kto o ekonomię sie nie otarł.
Dzięki raz jeszcze!

Kamil

Świetny artykuł, mam tylko mieszane uczucia co do poniekąd ascetycznego życia dążąc do FIRE. Rozumiem, że to nie jest odmawianie sobie jakichkolwiek przyjemności, bo zgaduje, że podróżujesz wraz z rodziną po całym świecie i twoje dzieci mają wszystko, czego im potrzeba, ale gdzie tu miejsce na relatywnie wysoki poziom życia dla Ciebie samego? Chyba po to ciężko się uczyliśmy i mądrze pracujemy, aby żyć na poziomie lepszym, niż średnia krajowa.

Kamil

Mam podobnie, nie chcę pieniędzy przepić i przebalować, ani wydać na modne ciuszki czy najnowszego smartfona co rok. Ale jako petrol head nie wyobrażam sobie jeździć Toyota Corollą 🙂 Dla mnie auto bynajmniej nie służy do lansu, ale to coś, co sprawia mi niesamowitą satysfakcję. Stąd moje obiekcje względem całkowicie rozsądnego i przekalkulowanego co do joty życia.

Ania

Kamil, jak widac kazdy jest inny i co inneg go kreci 🙂

Ja zarabiam ponad srednia krajowa i nie zyje super ascetycznie w zadnym wypadku. Ale np wydanie 30 czy 50 tys zlotych na samochod (nie mowiac juz o wiekszej kwocie) z mojej perspektywy sensu nie mialo.

Wydalam niedawno 4 tys na auto i tez jezdzi i na moje potrzeby jest ok i sprawia mi radosc…choc pewnie dla czesci osob to absurdalna kwota na auto 😉

Ja wole te kase przeznaczyc na to by kiedys szybciej nie musiec pracowac na pelny etat albo na to by moc sobie zrobic kilkumiesieczna przerwe od pracy.

Kazdy z nas musi sam okreslic jakie ma priorytety i na ile wazne dla niego jest to na co kase wydaje 🙂

Szczepan

Hej Mateuszu!

Dziękuję, żę dzielisz się swoją drogą do niezależności finansowej. Życzę Ci osiągnięcia celu znacznie wcześniej niż w wieku 40 lat!

Widzę, że koncentrujesz się na spółkach dywidendowych. Ja przychylam się do opinii, że ograniczanie się do nich obniża potencjalne zyski (t.j. warto inwestować również w spółki nie wypłacające dywidendy).

Polecam: https://www.youtube.com/watch?v=f5j9v9dfinQ

W dodatku jeśli dywidendy są wypłacane z ETF (poza IKE/IKZE) to tracimy na podatku Belki. Jeśli dany ETF wypłaca 1% dywidendy w roku to, zakładając, że i tak reinwestujemy te dywidendy, tracimy 0,19% z całego zainwestowanego w ten ETF kapitału. Gdyby dywidenda wynosiła 2% to tracimy 0,38%. To na prawdę sporo. ETF akumulujący pozwala aby te pieniądze nie trafiły do US tylko dalej dla nas pracowały.

floridian

Cześć Mateusz,

Skoro wspomniałeś o Ameryce to pozwolę sobie dodać jeszcze parę liczb. To prawda, że 55% w Amerykanów posiada akcje (stan na czerwiec 2020), ale znaczna większość z nich w te akcje bezpośrednio nie inwestuje. Posiadają je bowiem pośrednio poprzez fundusze inwestycyjne, oraz rachunki emerytalne w miejscu pracy czyli w ramach planów 401k. Bardziej miarodajną statystyką jest to, że 10% najbogatszych Amerykanów w 2019 było właścielami aż 84% akcji na rynku. Innymi słowy tu leży prawdziwa droga do bogactwa. Z drugiej strony 78% zatrudnionych w Ameryce, żyje od wypłaty do wypłaty. Te pozostałe 22% natomiast to ci którzy oszczędzają dziś po to żeby lepiej żyć jutro.

To bardzo dobrze, że stworzyłeś fascynujący program osiągnięcia samodzielności finansowej. Anatol France mawiał żeby osiągnąć wielkie cele należy nie tylko działać, ale także marzyć. Marzenia bowiem będą te cele będą określać. Twój największy atut to jest to, że zacząłeś wcześnie ten program realizować. Najważniejszy jest w tym bowiem czas. U mnie tego rodzaju przebudzenie nastąpiło niestety o 20 lat za późno. Co prawda na inwestycje za późno nie jest nigdy. Porzez wytrwałość i dyscyplinę oraz odrobinę szczęścia można zawsze dojść do dobrych rezultatów. Chociaż w naszym przypadku to zostało tylko FI, a nie żadne RE.

Na koniec chciałbym jeszcze dorzucić, że w USA niektórzy szacują tą magiczną liczbą FIRE dla 40 latków na ok. 5m USD, chociaż w inni twierdzą, że powinna wystarczyć mniej więcej połowa tej sumy.

Pozdrowienia.

floridian

Z prawdziwą przyjemnością czytam ten blog, a także Twoje komentarze. Pozwól jednak, Mateusz, ze podzielę się jeszcze jedną uwagą.

To dobrze, że stawiasz przed sobą poważne cele i serdecznie życzę powodzenia w ich realizacji. Wydaje mi się, że zapatrujesz się zbyt optymistycznie na 8 lub 10-krotny wzrost portfela inwestycyjnego w 8,5 roku. Żeby do dojść ok 5 millionów w roku 2029, to musisz nie tylko odkładać co najmniej 100-150k rocznie, ale także mieć przynajmniej 15-20% średnioroczny zwrot na inwestycjach. Ten pierwszy próg jest chyba znacznie łatwiejszy niż ten drugi szczególnie, że w tej chwili rynek akcji po 12 latach hossy jest bardzo przegrzany i 5% rocznie w obecnym 10-leciu powinno być dobrym wynikiem.

Obawiam się, że rok 2008 to było nic w porównaniu z tym co nas czeka w ciągu najbliższych 5 lat. Krachów się nie boję, bo raczej dobrze wychodziliśmy na nich przez ostatnie 25 lat kupując kiedy sprzedawali inni (i na odwrót), ale takiej spekulacji jaka jest teraz na giełdach nie widziałem jeszcze nigdy.

Obym się mylił, ale przy zwrocie 14% przez prawie 30 lat jak do tej pory myliłem się raczej rzadko.

Pozdrowienia

floridian

No patrz, ale ucieliśmy sobie pogawędkę. Temat niezależności finansowej to temat rzeka, gdzie poglądy ma każdy tylko nie każdy ją osiąga.

Tak, to zmienia postać rzeczy. Bo widziałem Ciebie mniej więcej w miejscu gdzie byłem 25-30 lat temu kiedy zaczynaliśmy inwestowanie. Z tą mała różnicą że już wtedy mieliśmy nasz pierwszy i prawie spłacony dom. Tego etapu na swojej drodze do FIRE nie unikniesz. Potem za 15-20 lat prawdopodobnie przyjdą inne. Mój kolega z klasy w podobnej sytuacji kupił jeszcze mieszkanie w Alpach (bo lubi w zimie narty) i dom na południu Włoch (bo lubi w lecie ciepło). Ja zrobiłem odwrotnie chociaż przy innej geografii bo śnieżnej zimy nie cierpię a gorącego lata też. Może kiedyś napiszesz w blogu o dalszych planach zakładając, że założenie rodziny to będzie Twój cel #1. Pieniądze bardzo pomagają w osiągnięciu dalekosiężnych celów, ale nic nic zastąpi szczęścia rodzinnego i udanego małżeństwa.

Wracając do tematu to trochę dziwię się, że pomimo tak młodego wieku jesteś aż 80-85% w fixed income. Osoby w Twoim wieku powinny być długookresowo 80-85% w akcjach (na ten temat mam nadzieję jeszcze kiedyś porozmawiamy, może prywatnie). Poprzez systematyczne inwestowanie (DCA), reinwestycję dywidend, i rezerwę gotówkową na zwiększenie zakupów w sytuacji kryzysowej, nawet kilkuletnie obsunięcia rzędu 50 i więcej procent nie powinny być problemem. Pomimo sporych strat (na szczęście tylko na papierze) w 2008, dzięki kupnie w dołku już w 2010 byliśmy do przodu. (To samo zrobiłem w 2001, 2002 i 2020). Po sprzedaniu nieruchomości za kilka lat mamy zamiar być co najmniej 90% w akcjach bo nasz horyzont czasowy jest w zasadzie nieskończony (spuścizna dla dzieci i wnuków, fundacja charytatywna), a stałe dochody (zamiast kupna auta typu Maybach) pozwolą nam na komfortowe życie (i dalsze inwestowanie) za oceanem gdzie korzystajac z podwójnego obywatelstwa spędzimy „złote lata.” I taka byłaby moja definicja FI. Więc da się to zrobić pomimo trwania do dziś na średnio płatnej posadzie i braku worka pieniędzy pod poduszką.

Przepraszam za długie wynurzenia, ale jestem pod wrażeniem Twojej dalekosiężnej strategii do której doszedłeś wieku 31 lat! Pozdrawiam i jeszcze raz życzę powodzenia na tej fascynujacej drodze.

floridian

Dzięki za miłe słowa i życzę sukcesu w rozwijaniu własnego biznesu. Biznes i inwestycje to moim zdaniem najszybsza droga do FIRE, chociaż na posadzie też można tylko wolniej.

Czytam blogi finansów osobistych po polsku in angielsku bo jest moja pasja. Żona jest ma certyfikat planisty finansowego (CFP). Ponadto w miarę możliwości dzielę się doświadczeniemi i sam przy okazji też się czegoś nauczę.

Ukończyłem studia doktorancke w USA i potem znalazłem pracę stąd obywatelstwo. Pracowałem na uczelniach w USA i w Polsce. Chciałbym jeszcze popracować z 10 lat bo kocham młodzież, ale niestety głowa już nie ta.

Daniel

Witam,

Floridian czy moglbys podzielic sie struktura swojego portfela inwestycyjnego ?

Z tego co mi sie wydaje jestes osoba w wieku >50 lat i z tego co czytam posiadasz spora wiedze na temat inwestycji .

Juz nie bede nawet wspominac o zwrocie 14% w ciagu 30 lat bo tego potrafia dokonac pewnie ok 1% osob ktore inwestuja .

Zastanawia mnie jedna sprawa czy sa w PL rodzinny ktore sa w stanie odlozyc 100-150 K rocznie pracujac w PL legalnie i placac wszystkie podatki ?

Dodam tylko ze w Holandii jest to nie do wykonania nawet jak pracuja 2 osoby na pelne etaty ( kobiety pracuja przewaznie max 2-3 dni w NL ) i zarabiaja statystycznie powyzej sredniej krajowej ktora w 2020 wynosila ok 2800 euro brutto na osobe.

Pozdawiam
Daniel

Greg

Czy sa w PL rodzinny które sa w stanie odłożyc 100-150 K rocznie pracując w PL legalnie i płacąc wszystkie podatki ?

Żebyś się nie zdziwił. Daleko nie szukając – ja odkładam dużo więcej, nie ukrywając przed fiskusem złamanego grosza. I nawet nie dlatego, że „jestem w stanie” – ale muszę. Po prostu nie ma na co w pandemii wydawać pieniędzy. Nie mierz wszystkich swoją miarką.

Ostatnio edytowano 4 miesięcy temu przez Inwestomat
Marcin

Dokładnie tyle w 2020 roku odłożyliśmy (150k), rodzina 2+2. Obydwoje na etatach, II próg podatkowy. Wszystko oczywiście legalnie. Da się 🙂

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Marcin
floridian

Nasz obecny portfel to 63% fundusze i ETF (duże, średnie i małe firmy, technologia, oraz zdrowie). Mogę jak chcesz podać ich symbole, ale większość z nich albo nie jest dostępna w Polsce albo jest już zamknięta dla nowych inwestorów. Ich długoletni zwrot wyjaśni Ci skąd wziąło się te 14% (lub 17.4% przez ostatnie 10). Kolejne 25% to nieruchomości i 12% gotówka. Gotówkę wkrótce dociągnę do 15% kosztem akcji bo liczę się ze sporą korektą. Większość gotówki jest ulokowana w krótkoterminowych lokatach na 3.1%. Co do wieku jesteśmy już obydwoje po 60-tce.

W USA przez długi okres obydwoje zarabialiśmy poniżej średniej co nie przeszkodziło nam w dojściu do pierwszego miliona po 17 latach. Teraz kiedy doszedł do tego dochód pasywny to zupełnie inna historia co wyjaśnia dlaczego pomimo osiągnięcia samodzielności finansowej ciągle jeszcze trwamy na posadach.

Olek

Sprostuję tylko jedną rzecz: nie „10% najbogatszych Amerykanów w 2019 było właścicielami aż 84% akcji na rynku”, a 10% najbogatszych (pod względem wartości netto) amerykańskich rodzin.comment image

floridian

Dzięki za sprostowanie. Ale wniosek jest ten sam. Bogaci inwestują a biedni nie.

floridian

Jest to zależność przyczynowo-skutkowa. Bogactwo budujesz poprzez inwestycje, a nie zaczynasz inwestować dopiero wtedy kiedy jesteś bogaty.

Wracając do Twojego pytania to zacząłem inwestować dopiero w wieku 39 lat.

Olek

Bogactwo budujesz poprzez inwestycje, a nie zaczynasz inwestować dopiero wtedy kiedy jesteś bogaty.”

Jeśli przez „inwestycje” nie masz na myśli inwestowania na rynku kapitałowym, to zgadzam się. Jeśli masz je na myśli, to zgodzić się ciężko, ponieważ są osoby, które mają worek pieniędzy, ale trzymają go pod poduszką czy na lokatach, gdyż o inwestowaniu pojęcia nie mają.

Bartek

Dzięki, za (jak zwykle) cenny wpis!
Plan oczywiście brzmi rozsądnie, szczególnie część o kontynuowaniu pisania bloga 😉
Poleciłbyś jakiś artykuł/lekturę dla osoby na etapie szukania spółek po niskich C/Z, C/WK, czy zwiększaniu zysków od kilku lat? Bo na razie oprócz tego i historii z wysokością dywidend nie mam pomysłu na dalszą edukację. No chyba, że nie warto się w to zagłębiać a lepiej na czymś innym się skupić ?
Pozdrowienia i dzięki za wiedzę 😉

Bartek

Dzięki,
w takim razie biorę się za ,,Świadomego Inwestora” bo ,,Inteligentnego” już czytałem 😉

Marek

Hej,
bardzo przyjemny wpis do przeczytania i do porównania sobie jak to wyglada u kogoś.
Mam pytanie do ciebie – jak oceniasz banki średnio/długoterminowo? Prędzej czy później powinny wypłacić dywidendę i wrócić na jakieś wyższe poziomy, myslisz, że warto jest się trochę zaopatrzyć w sektor bankowy dywidendowy?

Piotrek

Z bankami jest ten problem, że w ostatnich kilku latach dostały trzy ciosy w postaci podatku bankowego, pandemii (zmiana zasad prowadzenia biznesu oraz problemy ich klientów) oraz praktycznie zerowych stóp procentowych. Do tego wisi nad nimi potężny potencjalny cios w postaci kredytów frankowych. Trzeba również pamiętać o zapędach polityków na repolonizacje / nacjonalizację tego sektora. Udało im się odkupić Pekao, Aliora i przejąć IDEA Bank, a także mieli wielką ochotę na mBank.

Zgadzam się tutaj z Mateuszem, że banki raczej przeżyją (Leszek Czarnecki mógłby tu polemizować) ale trzeba być ostrożnym. Według mnie warto analizować każdy z nich osobno (portfel kredytów frankowych, wielkość, wyniki, potencjał rozwoju, profil klientów itp), a nie wrzucać wszystkiego do jednego sektora pod nazwą „banki”.

Sam wszedłem rok temu w ten sektor w ramach spekulacji pod przyszłe dywidendy, ale tu wybrałem właściciela dwóch banków a nie same banki bezpośrednio.

Ppp

W sprawie artykułu:
Nieco mnie dziwi Twoja otwartość, jeśli chodzi o podawanie sum. Osobiście stosuje zasadę „Nie przyznaj się, że masz pieniądze – a jak nie da się tego ukryć, to nie przyznaj się do posiadanych ilości!”. Tak jest po prostu bezpieczniej.
W sprawie wywiadu u „System Tradera”:
Chciałem Ci przekazać, byś się NIE MARTWIŁ, że nie dajesz rady publikować dwa razy w miesiącu – mówiłeś o tym na początku rozmowy. Twoje artykuły opierają się na wielkiej pracy analitycznej i są zwykle długie – normalne jest zatem, że potrzebujesz więcej czasu na ich pisanie. Tym bardziej, że nie jest to Twoja podstawowa praca, lecz hobby. Jeśli nadal planujesz tak pisać, to 1-1,5 artykułu miesięcznie będzie OK.
Pozdrawiam. 

Mateusz

Świetny tekst, jak i cały blog. Dzięki za jego prowadzenie i możliwość czytania i słuchania Twoich tekstów.
Widząc jak dużą przywiązujesz wagę do „kuponów”, czyli szeroko pojętych czyli odsetek i dywidend chciałem zapytać, czy nie jest tak, że świadomie nie chcesz kupować polskich obligacji EDO, które wypłacą Ci zysk z odsetkami za 10 lat i wolisz mieć namacalne kupony co roku, czy po prostu uważasz że bardziej opłacalne są obligacje korporacyjne?
BTW. szkoda, że w Batad nie trafiłeś na słoneczną pogodę 😉 widok tarasów i tej zieleni fascynuje dużo bardziej 😉

Agata

Odkryłam Twój blog w tym roku i sukcesywnie nadrabiam wpisy. Robisz świetną robotę! Na co dzień zajmuję się analizą danych, więc bardzo szanuje ilość wiedzy, którą można znaleźć w tych wpisach (i google sheets 🙂 Dzięki Tobie dowiedziałam się, że nieświadomie działam zgodnie z ruchem FIRE oszczędzając ponad 50% wynagrodzenia. Teraz pora to mądrze zainwestować. Pierwsze kilka miesięcy szło mi nieźle, ale to raczej więcej szczęścia niż rozumu. Z czasem (m.in. dzięki Twoim wpisom) za moimi wyborami, będzie stać więcej wiedzy. Dzięki wielkie!

DamianS

Cześć Mateusz,

Przeczytałem większość Twoich wpisów i wielkie dzięki za świetną robotę jaką robisz dzieląc się swoją wiedzą. Przyznam że Inwestuję na giełdzie dopiero od roku a większość czego się do tej pory nauczyłem pochodzi od dwóch osób:

1.Graham
2.Mateusz

Uważam że to dobry pomysł trzymać minimalną część portfela w spekulacjach ale z jasno postawionymi zasadami i ograniczeniami gdyż próby całkowitej eliminacji spowodują nudę w naszym portfelu a tym samym zmniejszy chęci do zdobywania wiedzy w zakresie inwestowania. Swoją drogą wartość 5% sugerował Graham dodając że pewnie i tak je prędzej czy później stracimy:)

Podoba mi się Twój skład w IKE i IKZE ale pewnie dlatego że sam mam podobny:). Skoro pieniądze z niego wyjdą za 30 lat to najłatwiej (i pewnie najskuteczniej) systematycznie co roku wpłacać i kupować globalny index wypłacający odsetki nie specjalnie przejmując się bessami które z pewnością wystąpią w tym okresie nie raz.

Co do mojego portfela to aktualnie mam 50% w polskich obligacjach skarbowych indeksowanych inflacją (pochodzą jeszcze z czasów kiedy nie posiadałem konta maklerskiego) i mam nadzieję dużą ich część wykorzystać na promocje w czasie najbliższej bessy a do tego czasu pogłębiam wiedzę.
20% trzymam w polskich akcjach (dywidendowe/wzrostowe 50/50)
15% zagraniczne ETF na akcje dywidendowe
5% kruszce (moja spekulacja)
10% gotówka

Pozdrawiam
Damian

Daniel

Witam,

Bardzo ciekawy artykul i jaki osobisty 😉

Rowniez uwazam iz polaczenie spolek dywidendowych oraz obligacji indeksowanych inflacja + obligacji koorporacyjnych idealnie pasuje w portfelu pasywnym.

Aktualnie jestem na podobnym „poziomie” niezaleznosci finansowej jednak jeszcze rok temu nie inwestowalem wcale tylko szukalem ciekawych lokat dla kapitalu a aktualnie tylko okolo 30% kapitalu jest w gotowce a reszta to obligacje skarbowe indeksowane inflacja + akcje spolek dywindendowych + kilka % w portfelu ofensywny 😀

Akualnie staram sie zwiekszac wiedze odnosnie obligacji koorporacyjnych bo jeszcze ich nie posiadam w swoim portfelu a emisja obligacji Kruka juz trwa 😉

Od ponad 10 lat mieszkam za granica i powoli ciagnie mnie do Polski jednak mam dylemat jak uda mi sie przekonac Zone aby nie przeznaczyc wiekszosci oszczednosci na zakup dzialki + budowe domu.

Widze ze nie jestem sam z przekonaniem iz lepiej kupic mieszkanie na kredyt i nadal inwestowac swoje oszczednosci – oczywiscie nie licze na 10% rocznie bo jeszcze sie musze sporo nauczyc ale wydaje mi sie iz 5% jest realne przy pasywnym inwestowaniu .

Mateusz jak odnalazles sie w Polsce po emigracji i czy jestes zadowolony z tego ze wrociles do Pl ?

Zdaje sobie sprawe z tego iz we Szwecji zarabiales pewnie duzo wiecej niz w PL jednak koszty zycia byly pewnie tez sporo wyzsze .

Pozdrawiam
Daniel

Greg

Temat wpisu prowokuje do wypowiedzi z pogranicza finansów i filozofii. Pozwolę sobie zatem na własną uwagę w tym nurcie.

Jestem po pięćdziesiątce, czyli w wieku, kiedy większość komentujących oczekuje niezależności finansowej. Zgodnie z Twoją definicją już ją osiągnąłem – choć na wymagane 4 mln PLN składają się oprócz aktywów płynnych także mieszkania i… kapitał w ZUS. Ciągle jednak pracuję – bo to co robię sprawia mi przyjemność, a do tego zarabiam naprawdę przyzwoite pieniądze i wobec braku sensownych możliwości ich wydawania w obecnych czasach prawdopodobnie niedługo osiągnę równowartość symbolicznego miliona dolarów tylko w aktywach płynnych.

Jednak jestem zaprzeczeniem tezy, żeby od początku kariery zawodowej jak największą część bieżących dochodów odkładać i inwestować. Największy przyrost kapitału miałem w ostatnich latach, kiedy moja wiedza i doświadczenie pozwalała mi na negocjowanie naprawdę bardzo dobrych warunków zatrudnienia. To prawda, gdybym wcześniej zaciskał pasa, miałbym teraz więcej na koncie. Tyle, że mając świadomość, że stało się to kosztem realizacji pasji i spełniania marzeń – czułbym się przegrany życiowo. Pieniądze szczęścia nie dają. Człowiek, który ma 10 milionów dolarów nie jest szczęśliwszy od tego, który ma 9 milionów dolarów.

Mxxxx

Ja już się zastanawiam czy nie zrezygnować z pracy a jestem między etapem 4 a 5, z portfelem ok. 1,15 mln PLN Średnie miesięczne dochody z inwestycji 5-krotnie przebijają dochody z pracy. Jest to inwestowanie cykliczne hossa/bessa:akcje+kryptowaluty /USD+CHF+JPY

Mxxxx

Ja mam 46 lat, zarobki niewielkie (5200 netto) ale z inwestycji mam,tak jak wspominałem, 5-6 razy więcej. Wyliczyłem że pensja roczna netto nie wystarczy na podatek Belki. No ale nie ożeniłem się i nie mam dzieci to i oszczędności i inwestycje są;) Pozdrawiam.

floridian

Tu chyba nie chodzi o dochód z inwestycji a raczej z tradingu i spekulacji. Bo czy ja kupię dziś krypto i sprzedam z zyskiem za 8 godzin to trudno uważać za inwestycję. Ale może się mylę. W każdym razie z rzucaniem pracy bym jeszcze poczekał.

Marcin

Cześć,

wnioskując z Twoich poprzednich wpisów oraz komentarzy poniżej przypuszczam, że masz już dobraną strategię zakupu swojego mieszkania i nie mam tu na myśli aspektów finansowych. Też czeka mnie taki zakup w okresie 1-2 lat. Czy podzielisz się swoją strategią? Na co zwracasz uwagę np. od weryfikacji rentowności developerów, podwykonawcy, historię budynku (jeśli to rynek wtórny), plany zagospodarowania przestrzennego, aż po dołączanie do grupek osiedlowych na facebooku itp. Czy mamy podobny kierunek myślenia? Ewentualnie coś jesteś w stanie w tej tematyce polecić?

Marcin

Określenie „w tym siedzisz” jest mocno na wyrost 😀 Po prostu dużo moich znajomych obecnie kupiło/kupuje mieszkanie dla siebie więc dyskutujemy sobie o różnych możliwościach i problemach jakie się pojawiają czy to w trakcie zakupu czy samego wykończenia. Osobiście brakuje mi takiego bloga gdzie można znaleźć tak dużo informacji jak np. u Ciebie o finansach.

Wiktor

Hejka!
Dopiero dziś przesłuchałem podcast i przychodzę na bloga z pytaniem.
Otóż mam 19 lat i portfel buduje małymi krokami z nadwyżek finansowych. Stwierdziłem, że będąc młodym, mając poduszkę finansową oraz rodziców, którzy w razie co mi pomogą to będę inwestować 100% w akcje dywidendowe z GPW. Rozumiem, że polecałbyś zdywersyfikować mój portfel? Myślę dokupić zagraniczne dywidendowe ETFy, tak żeby mieć ekspozycję na zagraniczne rynki i inne waluty.
Czy dobrze myślę?

Wiktor

Dzięki za odpowiedź, jak u ciebie wyglądają różnice w zwrotach jeśli porównasz Etf a akcje dywidendowe z GPW? Gdzie są lepsze dywidendy?

Marek

Cześć Mati,

tak się zastanawiam, bo często mówisz o Szwecji – Skoro miałeś tak dobre zarobki i po powrocie do polski tak znacząco spadły to dlaczego postanowiłeś wrócić i zostać w Polsce? Sam zastanawiam się nad emigracją i jestem ciekaw co cię skłoniło.

Trzymaj się!!

Marek

Szczerze powiedziawszy sam się zastanawiam czy nie wyjechać, mam 20 lat jestem na ostatnim roku technika logistyka i szlifuje angielski (na tym kierunku angielski to podstawa). Zastanawiam się czy nie wykorzystać tego angielskiego w innym kraju. Myslisz ze Polska nie jest jednak taka zła? Masz jakieś zdanie na ten temat?

Paweł

Cześć Mateusz. Czy podzielisz się kiedyś z nami dokładniej, jak wygląda twoja aktywna cześć portfela. Pozdrawiam🙂

Robert

Świetny wpis Mateusz, pokazujący bardziej ludzką stronę osoby, która kryje się za blogiem 🙂 Blog odkryty przeze mnie niedawno, ale z pewnością znajdzie się w gronie ulubionych. Sam jestem w trakcie budowania własnej strategii i Twoje przemyślenia i doświadczenia są bardzo pomocne. Czy zastanawiałeś się nad wprowadzeniem szkoleń online dla swoich czytelników?

Robert

Hej Mateusz,

dla przykładu śledzę od pewnego czasu portfel Marcina I. i ostatnio Michała Sz. starając się stworzyć coś własnego: tak aby poświęcać na to max 5h/tydzień plus z akceptowalnym poziomem ryzyka (części ofensywnej) do 30%. Chciałbym również mieć część dywidendową, dzięki której będę mógł powoli dywersyfikować dochody. Poduszkę bezpieczeństwa na okres kilku lat już posiadam i zależy mi porządnym portfelu, do którego będę systematycznie dopłacał określone kwoty.

Pozdrawiam,
Robert

Tomasz

Cześć Mateusz – super wpis – jak zawsze – duża jakość i w punkt jeśli chodzi o merytorykę !
Chciałem dopytać o szczegóły twojego portfela pasywnego, w odniesieniu do FIRE – czy kiedy piszesz o regularnych źródłach przychodu z dywidend, to dotyczy to ETFów, czy konkretnych spółek (tutaj, chciałem dopytać o pochodzenie GPW, czy spoza GPW)? Obecnie rozważam ulokowanie bardzo dużej części portfela w większości w ETF o typie Distributing i zastanawiam się, czy dywidendy, które dany ETF wypłaca są w stanie zapewnić mi regularny przypływ gotówki, czy raczej nie i powinienem – podobnie jak Ty – dążyć do poszerzenia bądź dywersyfikacji portfela o akcje dywidendowe.

Dziękuję za odpowiedź

Tomasz

Hej Mateusz,

Bardzo dziękuję za odpowiedź i linki do odpowiednich wpisów – zdecydowanie się z nimi zapoznam.

Chciałem jeszcze dopytać o twój plan, oczekiwania co do stabilnego przypływu gotówki i niezależności finansowej w ramach FIRE, a mianowicie, w świetle przytoczonego twojego składu portfelowego, czyli 30% ETFy dywidendowe oraz obligacje korporacyjne, to stanowi główne źródło regularnych wpływów, prawda? Stąd moje pytanie jest następujące, czy to jest wystarczające, czy zakładasz również odpowiednio od czasu do czasu sprzedaż i spekulację, czyli jednak aktywne zarządzanie portfelem, czy te wagi portfelowe przy założeniu odpowiednio wysokiego kapitału pieniężnego są wystarczające.

Pozwolę sobie jeszcze dopytać o drugą część twojej odpowiedzi, a mianowicie – kiedy piszesz o reszcie,że to spółki growth z EM i ETF-y niedywidendowe, to zakładam, że masz na myśli Emerging Markets, tak? Czy możesz proszę to rozwinąć, tj. gdzie dokonujesz zakupu tego typu spółek, skoro to nie GPW i nie ETFy (dywidendowe lub niedywidendowe)? Pamiętam wpis o ETfach, więc spytam retorycznie, że wszystkie ETFy w twoim portfelu mają siedzibę w Lux lub Irl, tak, aby odpowiednio optymalizować zyski od strony podatkowej?

Tomasz

Cześć Mateusz,

Bardzo dziękuję za wyjaśnienia i odpowiedzi.

Każda ż nich nasuwa mi kolejne pytania ;), więc może uda mi się też Ciebie namówić do poruszenia i opisania szerzej właśnie tego wątku na kolejny wpis na blogu, a mianowicie – tj.

  1. Inwestycje z wykorzystaniem ADR / GDR – co to w ogóle jest, do czego i dlaczego, bo to przecież nie to samo co ETF, a już nasuwa mi się cała masa pytań w związku z zarówno kwestiami podatkowymi, jak i przede wszystkim co Ciebie skłania do dodania takich typów aktywa do portfela, czym się kierujesz i na czym to polega?
  2. Inwestycje w EM i w spółki typu Growth- jak najlepiej to robić – jakie kraje brać pod uwagę, jakie spółki, jakiej analizy dokonać itd.
  3. Interesujące ETFy, które nie mają siedziby w krajach, gdzie można liczyć na optymalizację podatkową z perspektywy inwestora z Polski – podatek u źródła itd. itd.

Tak się zainteresowałem, więc może nie będę / jestem osamotniony w tym temacie …. 😉

Dziękuję
Pozdrawiam,
Tomek

Filip

Niedawno odkryłem twój blog. Okazuje się, że mamy bardzo podobną strategię inwestowania (wliczając w to 10% na spekulacje i średnioroczny zysk w okolicach 10%). Dziś dowiedziałem się, że jesteś ode mnie 2 lata starszy i że jednocześnie 2 lata temu twój portfel był wart mniej więcej tyle co mój obecnie. Dzięki czytaniu tego bloga mam wrażenie podglądania przyszłości przez kryształową kulę 😁

Piotr

Hej Mateusz,

Dzięki za super post!

~25 lat, > 200k oszczędności i rośnie, ~30k w inwestycjach. Moje aktualne portfolio to 75% LSE:IWDA i 25% LSE:AGGU. Ciekaw jestem usłyszeć Twoje przemyślenia dot. ewentualnych modyfikacji portfolio w celu osiągnięcia FI do czasu 40 lat i czy warto wchodzić w stock-picking indywidualnych akcji? Dzięki za wspaniałego bloga jeszcze raz!

Piotr

Cześć Mateusz, dzięki za odpowiedź!

Ano właśnie tylko 30k bo reszta idzie na studia magisterskie w US, których celem jest jak najbardziej znaczne zwiększenie zarobków, żeby można było więcej spowrotem włożyć w inwestycje 😀 Ale to się oczywiście zmieni w niedalekiej przyszłości.

ROI 1-rocznych studiów na dobrym uniwersytecie jest sporo większe niż ROI tych samych pieniędzy włożonych w jakikolwiek sensowny ETF – stąd moja decyzja.

Ciekaw jestem – ile mniej-więcej zwrotu (%) z inwestycji osiągasz z dywidend? Ja poszedłem w accumulating ETF głównie dlatego że w kraju którym mieszkam są one dość srogo opodatkowane, ale obecnie zastanawiam się nad jakimiś ETF-ami z dywidendami właśnie…

Piotr

Piotr

Georgia Tech – super jeśli chodzi o kierunki związane z CS i inżynierią. Dostałem też ofertę z Cornell ale nie lubię NYC i studia tam są po prostu za drogie w stosunku do tego co oferują.

Hmm, no to faktycznie not bad z dywidend… chyba dorzucę jakiegoś ETFa, ale poczekam aż mój dochód z inwestycji osiągnie większy udział % całkowitego dochodu. Wtedy zamiast sprzedawać akcje będzie można jechać głównie na dywidendach, a resztę akcji sprzedawać tylko wtedy kiedy naprawdę zajdzie potrzeba.

Piotr

Piotr

Wierzę że „marka” uniwersytetu pomaga, ale jednak zapał i inicjatywa liczą się zdecydowanie bardziej u dobrych pracodawców – mówię z doświadczenia, bo też nie studiowałem na super-mega uni robiąc licencjat. „Marka” daje jedynie większe szanse na otwarcie niektórych drzwi i dostęp do sieci absolwentów. To pomaga, tak, ale z obserwacji widzę że to zdecydowanie nie jest najważniejsze.

Dzięki! Zobaczymy – plany to jedno, a życie to drugie i lubi płatać nam wszystkim figle jak ostatnio z COVID-em 😉

Również życzę Ci powodzenia, chociaż widzę że już w sumie nie muszę – masz super blog który jest treściwy, do rzeczy, i prowadzisz go własnoręcznie, co się bardzo ceni. Dedykacja na 110% dużo Ci jeszcze da oprócz wszystkiego co już osiągnąłeś.

PS. Co powiesz na piwo w PL/US jak skończę studia? Z chęcią zrobiłbym podsumowanie tego okresu i ustalenie jakiegoś małego finansowego challenge dla motywacyjnego kopa 😀

Piotr

floridian

Cześć Piotr,

Pozwolę sobie wtrącić parę groszy bo też ukończyłem studia w USA. Georgia Tech to renomowany uniwersytet stanowy w Atlancie. Ukończył go między innymi prezydent Jimmy Carter. Cornell to prywatna uczelnia Ivy League czyli „top of the cream.” Nie jest w samym Nowym Jorku, ale w stanie Nowy Jork w mieście Ithaca położonym nad pięknym jeziorem na północy stanu. Masz stamtad godzinę jazdy do gór wielkości naszych Karkonoszy. Zimy tam są raczej srogie.

Co do kosztów studiów to prawdopodobnie gdybyś zamiast studiów magisterskich poszedł na doktoranckie w Georgia Tech (jest to łatwe do zrobienia już na miejscu) to miałbyś stypendium jako asystent i mógłbyś studiować za darmo i jeszcze wystarczy by Ci na utrzymanie i może na samochód. Oprócz tego trochę dojdzie trochę innych możliwości zarobkowych jak letnie uczenie (niekiedy wymagane dla asystentów) i inne możliwośc jak praca nad projektami lub grantami. Po ukończeniu kierunków takich jak CS lub industrial engineering (czyli organizacja produkcji) to o Ciebie pracodawcy będą się bili. A co za tym idzie stały pobyt i sześciocyfrowe zarobki. Wtedy będziesz miał wybór albo zostać albo wrócić do Polski.

Jest jeszcze dodatkowy bonus związany ze studiami w USA to po uzyskaniu numeru Social Security (tamtejszy PESEL) będzisz mógł bez problemu otworzyć konto brokerskie np. w Ameritrade lub ETRADE gdzie wszystkie transakcje kupna i sprzedaży akcji, funduszy, i ETF (mają ich tysiące) są wolne od wszelkich kosztów transakcyjnych. Możesz kupić i sprzedać akcje Apple lub Microsoft 100x na dzięń i nie zapłacisz centa komisyjnego. Mają znakomite platformy tradingowe. W podaniu napiszesz, że jesteś rezydentem (nie musisz być stałym) i wtedy nie podlegasz podatkowi u źródła (withholding at the source) jeśli chodzi o dywidendy. Rozliczysz się wtedy z IRS – 15%. Na podstawie umowy z Polską zyski kapitałowe oraz duża częśc stypendium przez pierwsze kilka lat będzie zwolniona od podatku. Nieźle co?

Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Piotr

Hej floridian!

Dzięki za odpowiedź, fajnie poczytać słowa kogoś, kto przez to wszystko już przeszedł 🙂

Nie jest w samym Nowym Jorku, ale w stanie Nowy Jork w mieście Ithaca położonym nad pięknym jeziorem na północy stanu.

Tak, pisałem Nowy Jork bo tam realistycznie najłatwiej jest pójść po uni, tak jak po Georgia Tech do Atlanty albo po Stanfordzie do SF/LA. Ogólnie położenie Cornell mi się podoba, aczkolwiek zdecydowanie wolę kalifornijskie krajobrazy 😉

Co do kosztów studiów to prawdopodobnie gdybyś zamiast studiów magisterskich poszedł na doktoranckie w Georgia Tech (jest to łatwe do zrobienia już na miejscu) to miałbyś stypendium jako asystent

Myślałem nad studiami doktoranckimi ale po prostu nie widzę w nich wystarczająco dużej wartości. Są długie i, jeśli dobrze rozumiem, faktycznie potrzebne do stosunkowo małej ilości bardzo wyspecjalizowanych zawodów. Gdybym planował pracę w DeepMind albo Facebook AI Research – doktorat to must have. Ale w znakomitej większości innych przypadków to overkill. Fakt, to że za darmo to plus, ale „opportunity cost” wielu więcej lat w porównaniu do 1-letnich magisterskich jest dla mnie za duży + tak się składa że dostałem Teaching Assistantship na GATech, więc też aż tak drogo nie jest 😉

o Ciebie pracodawcy będą się bili

Po części się zgadzam, mając tam znajomych z zagranicy którzy teraz tam pracują. Aczkolwiek trzeba mieć na uwadze że konkurencja jest ogromna, czy to ze strony studentów z Chin lub Indii (jest ich po prostu dużo i są mega zmotywowani), czy to z powodu tego że łatwiej jest zatrudnić Amerykanina niż świeżo upieczonego studenta i przechodzić przez długi, żmudny, kosztowny proces sponsorowania wizy H-1B. Tak więc pracodawcy się biją, i owszem, ale biją się o wszystkich.

Możesz kupić i sprzedać akcje Apple lub Microsoft 100x na dzięń i nie zapłacisz centa komisyjnego. Mają znakomite platformy tradingowe.

Jak najbardziej – aczkolwiek to jest chyba głównie zaleta dla osób które wykonują dużo transakcji. W moim przypadku kupuję te same ETFy co miesiąc za ~$500, tak więc mam 24 transakcje w roku. Mam konto w Interactive Brokers i nie są to jakieś duże pieniądze nawet w porównaniu do mojego obecnie skromnego portfolio. Gdybym się bawił w day trading – to inna bajka, wtedy to ma duże znaczenie. To co mi najbardziej imponuje to ogromny wachlarz różnorakich ETF-ów i innych instrumentów finansowych, których w Polsce (i ogólnie często gdzie indziej w Europie) po prostu nie ma na platformach takich jak IBKR, DEGIRO, itp. Aczkolwiek, znowu, to jest głównie przydatne kiedy ma się pieniądze na „zabawę” bardziej egzotycznymi instrumentami jak options, CFDs, itp.

Piotr

Mateusz

Mati dzięki, że jesteś Czytam już jakiś czas Twojego bloga z jak to się mówi wypiekami na twarzy. Jesteś dla mnie wielką inspiracją. Pozdrawiam 🙂

Tomek

Jak zwykle bardzo ciekawy i inspirujący artykuł.

Odniosę się do jednej rzeczy, którą napisałeś:
Wielu polemizowałoby, że „bawiąc się” w inwestowanie tak małych kwot na studiach traciłem czas, ale w perspektywie czasu wczesne rozpoczęcie inwestowania było jednym z najlepszych ruchów w moim dotychczasowym życiu”

Mam dokładnie takie samo zdanie. Również zaczynałem od kupna pierwszych akcji za ok 800 zł, które było wtedy dla mnie wcale nie taką małą kwotą, więc już odczuwałem emocje przy każdych wahaniach. Dzięki regularnym oszczędnościom cały czas zwiększam stan inwestycji, ale ponieważ jest to robione płynnie, nie występuje u mnie coś takiego jak „scary money”, które może negatywnie wpływać na nasze decyzje podejmowane pod wpływem emocji.

Jeżeli mogę poradzić coś osobom na początku swojej drogi, to nie ma znaczenia z jakim kapitałem startujesz. Ważne żeby zacząć i uczyć się na błędach.

Sun Tzu

Nie przeżyłeś żadnego poważniejszego kryzysu, więc elo xD
Następna bessa zmiecie cię z planszy.

Bartek

Mateusz,

Mam trochę mieszane uczucia po znalezieniu Twojego bloga.

Dlaczego? Ano dlatego, że dotąd wydawało mi się, że jestem w super sytuacji życiowej – mam żonę, dziecko, jedno spłacone mieszkanie w górach, drugie w Warszawie, na które właśnie zaciągnąłem kredyt na 15 lat, fajny samochód w leasingu, który już niedługo się kończy, a nade wszystko, mieszkając w Polsce zarabiam między 11 a 15 tysięcy złotych miesięcznie na B2B robiąc to, co kocham, a mam dopiero 30 lat. Żona z kolei zarabia około 6 tysięcy, więc budżet rodzinny mamy całkiem niezły, a do tego staramy się oszczędzać na własny biznes.

No i teraz zderzyłem się z Twoim blogiem, na którym piszesz, że Twoje aktywa i pasywa, to ponad milion złotych w „żywej gotówce” bo trochę tak rozumiem giełdę i jestem w szoku 😂

Muszę przyznać, że trochę postawiłeś mnie do pionu i niejako zobligowałeś do zainteresowania tematem giełdy, bo czuję, że nie wykorzystuję w pełni swoich możliwości. Dotąd wydawało mi się, że giełda jest tylko dla wtajemniczonych, bo sam nie mam o tym pojęcia, dlatego w mojej głowie droga do FIRE była jedna – własny biznes, szybki rozwój przez 10 lat, a później sprzedaż lub zatrudnienie Managing Directora.

Teraz odkryłem nową drogę. Dziękuję Ci za tego bloga i raz jeszcze napiszę – jestem pod piorunującym wrażeniem Twojego sukcesu i muszę zacząć odrabiać tę lekcję, bo chyba dużo nauki przede mną.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Bartek
Bartek

Hej Mateusz,

Bardzo dziękuję za Twoją wartościową odpowiedź.

Jestem pewien, że to, o czym piszesz, to nie jest łudzenie się, lecz czysta kalkulacja biznesowa, która z całą pewnością przyniesie wymierne korzyści, zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Kibicuję Ci w tym!

Dziękuję za protip dotyczący ETFów, zapoznam się z tematem 🙂

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Bartek

floridian

Witaj Bartek,

Jesteś w super sytuacji życiowej mając takie możliwości finansowe. Ja w Twoim wieku byłem jeszcze wiecznym studentem bez mieszkania i samochodu, a za to z żoną i z dzieckiem. Biedy nie klepaliśmy bo rodzice byli zamożni, ale motywacji nie było żadnej. Dopiero wyjazd do USA spowodował, że bycie tam biedakiem już bez pomocy rodziców okazało się niezbyt przyjemne. Wróćmy jednak do tematu.

Pamiętaj, że zarobki to dopiero pierwszy filar prowadzący do samodzielności finansowej. Potem konieczność ustalenia priorytetów w wydatkach (budżet) i wygospodarowanie odpowiedniej stopy oszczędności pozwalającej na akumulację kapitału. Inwestycje to czwarty i kolejny krok do samodzielności finansowej gdzie nasze oszczędności muszą się pomnażać. I to jest pierwsze prawo kapitalizmu.

Pamiętaj, że inwestycje pozwolą osobie pracującej na posadzie (nawet tej średnio płatnej) osiągnięcie wartości netto sięgającej kilka, kilkanaście, lub nawet kilkadziesiąt milionów. Jak mawiaja Amerykanie „Sky is the Limit”!

Trafiłeś pod tym względem znakomicie bo Mateusz oraz inni obecni na tym blogu bez wątpienia Ci w tym kierunku pomogą.

Bartek

Witaj Floridian,

Dziękuję za Twoją wiadomość.

Zwróciłem uwagę, że Twoje komentarze są bardzo mocno merytoryczne, a jednocześnie niezwykle „w punkt” dlatego tym bardziej czuję się zaszczycony, że poświęciłeś część swojego czasu na odpowiedź na mój komentarz – dziękuję Ci za to.

Mogę sobie wyobrazić, jak wyjazd do USA zmienił Twoją percepcję, ponieważ sam dotychczas byłem w USA tylko raz – na Florydzie i choć było to ledwie kilka dni i był to wyjazd biznesowy, poczułem na własnej skórze, że to kraj ogromnych możliwości oraz Eldorado dla ludzi o wysokich ambicjach, z wyznaczonym celem i ścieżką do jego osiągnięcia.

Dotychczas byłem dość oszczędny w inwestowaniu, o którym piszesz, chyba że mowa o inwestowaniu w doświadczenia, które też niewątpliwie mi pomogły, ponieważ dzięki nim jestem tym, kim jestem, a finalnie tu, gdzie jestem. Cieszę się, że w tym wszystkim udało mi się szybko spłacić kredyt na pierwsze mieszkanie i ostatnie kilka lat u mnie, to szybki wzrost wartości na rynku pracy. Myślę, że jestem obecnie w TOP5% specjalistów w mojej branży.

Swoją drogą, podczas spotkania biznesowe na rzeczonej Florydzie, mój partner biznesowy, emigrant, który prowadzi w US firmę od wielu lat, powiedział mi, że „In the US, it’s all about the stock exchange” – to śmieszne, że dopiero teraz to zaczynam rozumieć.

Będę zaszczycony mogąc rozmawiać z Tobą oraz innym obecnymi na blogu o tym, jak wystartować i osiągać zakładane wyniki.

Mateusz napisał o ETFach – czy Ty ze swojej strony byś coś dodał takiemu żółtodziobowi, jak ja?

Serdecznie pozdrawiam,
Bartek

floridian

No już nie przesadzaj, Bartek, z tymi komplementami. Podziękuj raczej Mateuszowi, że stworzył tak dobrą platformę do wymiany poglądów i kontynuowania nauki własnej.

Przede wszystkim przyjmij gratulacje z powodu udanej kariery zawodowej i płynącej z tego powodu satysfakcji.

Co do inwestowania w ETFy to sam musisz podjąc tą decyzję. Mogę podać tylko kilka rad ogólnych a resztę sobie wydedukujesz sam albo najlepiej zrobisz to naradzając się wspólnie z żoną.

Przy długokresowych decyzjach inwestycyjnych Żona i Ty musicie być zgodni jeśli chodzi o wielkość inwestycji i stopień ryzyka. Ale zanim cokolwiek zrobicie to powinieneś mieć odłożone co najmniej równowartość 6 miesięcy wszystkich domowych wydatków.

Musisz też ustalić cele długoterminowe. Czy będzie to oszczędzanie na wczesną emeryturę, nowy dom, budowę dochodu pasywnego żeby podwyższyć standard życiowy, każde z nich będzie wymagać innego podejścia. Jeśli usłyszysz, że trzeba oszczedzać na wyjazd wakacyjny na Malediwy bo Dąbrowscy właśnie stamtąd wrócili, to jeśli nie możesz sfinansować tego z dochodów bieżących to na takie wakacje Was po prostu nie stać.

Zróbcie analizę wydatków żeby mniej więcej wiedzieć na jakie inwestycje Was stać. My z żoną lubimy inwestować stałą sumę co miesiąc. Do tego też dokładają nasi pracodawcy więc ładujemy ile maksymalnie pozwala ustawa. W przypadkach dużych obsunięć (jak rok temu) wtedy dorzucamy (już poza systemem) 2-3x więcej.

Skoro masz dopiero 30 lat uważam, że możesz spokojnie zacząć od alokacji 80/20. Załóż konto i zacznij dokładać systematycznie. Nie muszą być to duże sumy, ale rozpocznij to w miarę wcześnie żeby się oswoić. Za 2-3 lata oceń jak Ci idzie i albo dokonaj zmian na przyszłość albo nie. Masz przed sobą jeszcze dużo czasu i czy zrealizujesz postawione cele za 10 czy 13 lat nie ma dużego znaczenia.

Gdzie i jak zacząć? Przeczytaj ostatni artykuł na temat oferty Vanguard oraz komentarze. Z nich też można się sporo dowiedzięć. Zacznij czytać inne artykuły Mateusza na temat ETF, funduszy, spółek dywidendowych, obligacji, TIPSów, rynków rozwiniętych, krajów rozwijających się, Nasdaq i technologii, cyklów koniunkturalnych, analizy technicznej i fundamentalnej, itp.

Nie zapominaj, że macie jeszcze mieszkanie do spłaty. Jeśli Wasza rata wynosi np. 5% to nadpłacając hipotekę to tak jak gdybyś inwestował mając zagwarantowany 5% zwrot. Jeśli możesz to inwestuj i jednocześnie nadpłacaj kredyt mieszkaniowy. Jeśli nie, to musicie zdecydować co przyniesie nie tylko wiekszy zysk, ale również spokój ducha.

I ostatnia może najważniejsza rada. Nigdy nie zapominaj, że pieniądze są też po to żeby cieszyć się z ich wydawania. Dlatego miej na uwadze również płynące z tego szczęście rodzinne.

Rownież serdecznie pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Przemek

Bartek,
a teraz pomyśl, że masz swoje 30 lat, 1 mieszkanie na kredyt na 30 lat i kiepską pracę 😉 Czasu nie cofniesz i ciesz się tym co osiągnąłeś do tej pory. Ja mogę żałować, że takiego bloga nie było 10 lat temu.
Też myślałem, że inwestowanie jest dla wtajemniczonych, ale znów po niektórych wpisach Mateusza wydaje mi się, że przecież nie może być tak prosto 😉
Rób dalej swoje i miej zdrowe podejście do inwestowania, bo czy to ważne czy pierwszy milion osiągniesz w wieku 40 czy 45 lat? Różne rzeczy pod drodze mogą nas spotkać. Więc byle do przodu!!!
Aaaa… pamiętaj, że drugie mieszkanie będziesz miał spłacone już wieku 45 lat 😉

asas

Czesc Mateusz,
Chciałbym bardzo podziękować tobie za wszystko co robisz – naprawdę !!
Mam do Cb ogromy szacunek.
W ramach podziękowania, chciałbym abyś założyć konto na PATRONIE tak abym mógł wynagrodzić tobie prace która wykonujesz drobna subskrypcja ?
Pozdrawiam

asas

Myślałeś może o grupie na Discord ? Wiem ze to niby kolejny kanał do przeglądania i administracji ale myśle ze cześć użytkowników mogła by być tam bardziej aktywna
Pozdrawiam