Kradzież środków czy dobra reforma?
Chyba żaden inny temat nie wzbudził takich negatywnych emocji jak Reforma OFE z 2014 roku. Przeprowadzona przez rząd PO, a zaplanowana przez ekipę Jacka Rostowskiego, który w 2013 roku był Ministrem Finansów, reforma OFE jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych, ale i najbardziej niezrozumiałych zdarzeń w historii polityki ekonomicznej Polski XXI wieku. Mimo powszechnego braku zrozumienia, na czym polegała reforma OFE, Polacy zabierają głos w dyskusji o to, czy była to kradzież środków Polaków, czy sensowna lub wręcz konieczna zmiana wadliwego systemu. Środowiska wolnościowe wskazują, że był to „zamach na oszczędności emerytalne Polaków” lub „zagarnięcie kapitału z OFE”, a środowiska lewicowe chwalą reformę za to, że ograniczyła działalność drogich funduszy OFE i zwiększyła rolę ZUS w kreowaniu emerytur Polaków. W tym wpisie wyjaśnię Ci, co się stało z pieniędzmi z OFE, na czym polegała reforma w kontekście tego, jak działały OFE przed oraz po niej, a także podzielę się moją opinią na temat skutków tej reformy po przeszło 10 latach od jej przeprowdzenia.
Wiem, że może to być jeden ze wpisów, pod którymi ciężko będzie niektórym zachować odpowiedni poziom kultury, więc pozostaje mi uprzedzić, że skupię się tu (jak zwykle) na liczbach oraz ocenię reformę przez pryzmat jej efektu po ponad dekadzie od przeprowadzenia. Miłej lektury i do zobaczenia w komentarzach pod wpisem!
Podcast
YouTube
W skrócie
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polegała reforma OFE z 2014 roku.
- Jak działały OFE przed i po reformie z 2014 roku.
- Czy pieniądze Polaków (z OFE) zostały skradzione przez rząd.
- Jak ówczesny rząd tłumaczył tę reformę.
- Czy 10 lat po jej przeprowadzeniu można uznać ją za udaną.
- Co było (i jest) z OFE nie tak i jak mogłoby się skończyć to, gdyby rząd w 1999 roku wprowadził „lepsze OFE”.
Powiązane wpisy
Jak działało OFE przed 2014 rokiem
OFE, czyli Otwarte Fundusze Emerytalne zostały utworzone w 1999 roku jako II, „kapitałowy” filar nowego polskiego systemu emerytalnego. OFE miały być „kapitałową” siłą napędową przyszłych emerytur Polaków, bo (przynajmniej w teorii) środki zainwestowane na giełdzie (w akcje i obligacje) miały dać stopy zwrotu przynajmniej tak dobre, jak waloryzacja na kontach w ZUS, co sprawiłoby, że emerytury Polaków byłyby wyższe, a ZUS byłby w przyszłości trochę odciążony, bo emerytury płaciłyby równolegle ZUS i OFE. Tyle z teorii.
Przed reformą OFE z 2014 roku, czyli przez blisko 15 lat istnienia OFE, ubezpieczeni, którzy byli do nich zapisani, przeznaczali w każdym miesiącu około 37% składki emerytalnej (7,3% wynagrodzenia brutto) na składkę w OFE, a około 63% składki emerytalnej (12,22% wynagrodzenia brutto) na składkę do ZUS. Pod względem wpłat i dzielenia składek był to system dość prosty do zrozumienia. I filarem był ZUS, a II filarem były OFE, przy czym większość składki emerytalnej szła do ZUS (jako zapis na konta ubezpieczonych, a „faktyczne środki” szły na wypłaty emerytur bieżących), a mniejszość składki szła do OFE (prawdziwe pieniądze były inwestowane w akcje i obligacje).
Choć dla wielu było to niejasne, to od początku w kwestii „prywatności” środki zainwestowane w OFE były na równi ze środkami z ZUS z tą różnicą, że zgromadzone środki w OFE były połowicznie dziedziczne na wypadek śmierci oszczędzającego. Innymi słowy: nie były to środki prywatne z wyjątkiem sytuacji, w której oszczędzający w OFE zmarł, bo wtedy dziedziczone były prawie na równi (bo połowicznie) ze środkami prywatnymi (w przeciwieństwie do środków na kontach w ZUS, które tego typu „prostemu” dziedziczeniu nie podlegają, a system rent wdowich jest dość skomplikowany, więc nie będę go tutaj opisywał).
Przed 2014 rokiem OFE jako jedyny składnik II filaru (nie było wtedy jeszcze subkont w ZUS) były też odrębnymi organami wypłacającymi emerytury „kapitałowe” równolegle ze środkami, które wypłacał ZUS w formie emerytury ZUS-owskiej. To szczegół, który jeszcze rozwinę w dalszej części wpisu, przy okazji porównywania OFE do subkonta w ZUS.
Pozostało nam najważniejsze pytanie o to, dlaczego w ogóle doszło do reformy OFE z 2014 roku. Zacznijmy od „głównego grzechu OFE”, jakim były wysokie koszty inwestowania.
Główny problem z OFE przed 2014? Koszty!
Jeśli znasz moje podejście do inwestycji, to prawdopodobnie już wiesz, co sądzę o polskich TFI (Towarzystwach Funduszy Inwestycyjnych) oraz PTE (Powszechnych Towarzystwach Emerytalnych), czyli firmach zarządzających OFE. Jeśli nie to polecam nadrobić mój wpis o kosztach TFI oraz ten, w którym porównuję je do ETF-ów, bo stworzy to doskonały kontekst do opisania kosztów funduszy OFE. Ustawa o OFE z 1999 roku nie wprowadzała górnego limitu opłaty od składki (opłaty za zakup), co pozwalało PTE pobierać nawet 10% każdej składki wpłacanej do OFE! W praktyce oznaczało to, że łudzony wizją wysokiej emerytury kapitałowej z OFE, polski przyszły emeryt tracił 10% już na wejściu (za „trzaśnięcie drzwiami”) przy inwestowaniu każdej kolejnej składki emerytalnej w OFE. To jakiś absurd i nie wiem, jakim cudem nie wywołało to natychmiastowego uregulowania tego w ustawie. Wizualnie przedstawiłbym to następująco:
Koszt „transakcyjny” (na wejściu) rzędu 10% dla prostego funduszu emerytalnego to kompletny absurd i coś, co powinno zostać ukrócone jak najszybciej. W pierwszych kilku latach istnienia OFE (1999 – 2003) fundusze pobierały prowizje w przedziale od 6,5% do 10% każdej wpłaconej składki! Z czasem średnia wysokość opłaty stopniowo spadała do 6,63% w 2004 roku, kiedy to wprowadzono pierwszy horrendalnie wysoki limit ustawowy – maksymalnie 7% składki. Od 1 stycznia 2010 roku, czyli dopiero po przeszło 10 latach istnienia OFE, opłata na wejściu została obniżona do maksymalnie 3,5% składki, czyli stale była zdecydowanie za wysoka. Niestety jest to dowód na to, że lobby funduszy inwestycyjnych było w Polsce bardzo silne już w tamtych latach i mimo tego, że w tych latach mieliśmy rządy w Polsce 3 różnych partii, to nikomu nie przeszkadzało, że przyszły polski emeryt oddaje funduszom 3,5 – 10% swoich pieniędzy „za fatygę” (właściwie za nic) na samym początku ich inwestowania.
Jeśli czytałeś wpis „Ile naprawdę kosztuje przepłacanie prowizji maklerskiej?„, to wiesz, że w długim terminie istotniejsze od kosztów jednorazowych (na wejściu) są koszty roczne, które w przypadku OFE też do najniższych nie należały. Choć na tle funduszy TFI kosztujących w tamtych latach nawet 3-5% rocznie (!), prowadzone przez PTE fundusze OFE były dość tanie (koszt w granicach 1% rocznie), to stale jest to bardzo wysoki koszt roczny jak na powszechne rozwiązanie emerytalne, do którego napływały ogromne aktywa przyszłych emerytów. Jednak koszty bieżące OFE jak na lata 1999 – 2014 są tolerowalne, więc z perspektywy kosztowej dużo większym problemem były koszty na wejściu. Kolejnym problemem OFE były od początku ograniczenia ustawowe dotyczące przedmiotu inwestycji.
Drugi problem OFE sprzed 2014? Skład portfeli i wysoki udział obligacji
Dobrze więc, wiemy, że płaciliśmy za OFE horrendalnie dużo na początku inwestycji i dość dużo w każdym roku, więc teraz przyjrzymy się temu, za co właściwie płaciliśmy. Zasadniczym problemem OFE od początku ich funkcjonowania jest to, że według mnie były (podobnie zresztą do PPK, które opisałem w tym wpisie) programem głównie politycznym, który niestety miał inne cele niż zapewnienie dobrobytu w formie wysokich emerytur przyszłym polskim emerytom. Jednym z takich ukrytych, ale bardzo złych z perspektywy przyszłego emeryta celów OFE było wspieranie polskiego rynku kapitałowego, które objawiało się ograniczeniem inwestowania kapitału na rynkach zagranicznych do 5%. Politycy i autorzy programu OFE tłumaczyli to brakiem ryzyka walutowego, ale każdy świadomy inwestor wie, że zbyt dużo akcji z danego kraju w portfelu (czyli tzw. home bias) zwykle przynosi raczej słabe rezultaty, dlatego powinno się było postawić na większą dywersyfikację. Zresztą każdy, kto zna historię indeksów z tego czasu wie, że globalny MSCI ACWI (w PLN) znacznie pokonał szeroki polski indeks WIG, do spółek z którego ograniczone były od początku fundusze OFE (zresztą analizy.pl podają, że fundusze OFE w tym czasie miały stopę zwrotu podobną do indeksu WIG):
Tylko że OFE nie inwestowały tylko w akcje. Oryginalna ustawa o OFE nie narzucała udziałów akcji i obligacji w portfelu, ale regulacje branżowe wśród PTE ustaliły udział akcji w OFE na jakieś 30-40%, a obligacji skarbowych na około 50% (z czasem ta różnica zmieniała się na korzyść akcji). Płaciliśmy więc 10% na wejściu i około 0,8% w każdym roku za fundusze inwestujące w większości w polskie obligacje skarbowe i w mniejszości w polskie akcje notowane na GPW, a więc opłaty były bardzo wysokie jak na to, co otrzymywaliśmy w zamian, czyli:
- gigantyczny home bias (prawie same instrumenty polskie w portfelu),
- brak „glide path”, czyli zmiany proporcji portfela na korzyść obligacji wraz ze wzrastającym wiekiem oszczędzającego w OFE (ani żadnego innego mechanizmu kontroli ryzyka wraz ze zbliżającą się wypłatą emerytalną),
- „zróżnicowanej” (ale zwykle wątpliwej) jakości aktywne zarządzanie portfelem polskich akcji wykonywane przez zarządzających funduszami TFI.
OFE od początku powinny były mieć więcej aktywów zagranicznych (przecież, żeby zredukować ryzyko walutowe, można było je całkowicie lub częściowo zabezpieczyć hedgem walutowym – kontraktami terminowymi). Niemądre było według mnie stawianie na polskie akcje i obligacje, skoro OFE miało być uzupełnieniem emerytur z ZUS opartych w 100% o dobre funkcjonowanie polskiej gospodarki.
Co było złe w OFE przed 2014 rokiem i dlaczego przeprowadzono ich reformę
Przed 2014 rokiem mieliśmy zatem podwójne ryzyko na Polsce (zarówno ZUS, jak i OFE), wszystkie jaja w jednym koszu (PLN) i wysokie opłaty na wejściu (nawet 10%!), więc prostą receptę na nieefektywny system emerytur kapitałowych. Ciekawe, czy obrońcy OFE w ich pierwotnym kształcie wiedzą o tych mankamentach, ale jeśli nie, to cieszę się, że mogłem rzucić światło na to, jak działały OFE pomiędzy 1999 a 2014 rokiem.
Przyszły emeryt ponad 1/3 swojej składki emerytalnej kierował do firm, które brały 5 – 10% za sam zakup jednostki, następnie 0,6-0,8% rocznie za zarządzanie aktywami, przy czym większość tych aktywów stanowiły… polskie obligacje skarbowe. Rozwiązanie dość drogie, skrajnie nieefektywne i nieprzemyślane, biorąc pod uwagę to, że portfel (około 50/50 akcje/obligacje) niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem dla osoby przechodzącej za chwilę na emeryturę (choć nie proporcja jest tu największym problemem, a polska „narodowość” 95% instrumentów finansowych w portfelach OFE). Zaproponowano więc reformę OFE, która do dziś budzi gigantyczne kontrowersje w internecie, mimo tego, że mam wrażenie, że 95% dyskutujących na ten temat nie ma pojęcia, na czym dokładnie polegała ta reforma. Pora to zmienić :).
Na czym polegała reforma OFE w 2014 roku
To najważniejszy fragment tego wpisu, więc proszę o skupienie, bez którego bardzo trudno będzie zrozumieć z pozoru prostą reformę OFE, która polegała na umorzeniu obligacji skarbowych w portfelach OFE i przeniesieniu „zapisu księgowego” o tożsamej kwocie na nowo utworzone subkonta w ZUS.
- Dlaczego w ogóle doszło do reformy OFE?
- Oficjalny powód reformy OFE: politycy tłumaczyli to dbaniem o dobro przyszłych emerytów (głównie ryzykiem sekwencji stóp zwrotu), wskazując, że OFE nie ma żadnego mechanizmu kontroli ryzyka wraz z wiekiem oszczędzającego. Problem? Tylko to oni (politycy) mogli ten mechanizm wprowadzić do OFE (bez „zabierania” ich środków).
- Nieoficjalny (ale moim zdaniem prawdziwszy i bardziej bezpośredni) powód reformy OFE: dług publiczny w 2013 roku był niebezpiecznie blisko limitu konstytucyjnego/UE 60% PKB (wynosił ponad 57%). Umarzając ponad 150 mld zł obligacji Skarbu Państwa i BGK, rząd po prostu znacząco zredukował ówczesny dług publiczny, a z nim też wskaźnik wysokości długu publicznego do PKB.
- Co (technicznie) stało się w ramach reformy OFE (dla zainteresowanych)?
- Ustawa z 6 XII 2013 (Dz.U. 2013 poz. 1717) nakazała OFE przekazać 3 II 2014 r. ponad połowę aktywów (51,5%) do ZUS według wyceny na 31 I 2014 r.:
- Obligacje Skarbu Państwa: 134 084 mln zł,
- Obligacje BGK gwarantowane przez Skarb Państwa: 16 944 mln zł,
- Inne papiery wartościowe gwarantowane/poręczone przez Skarb Państwa: 261 mln zł,
- Środki pieniężne PLN: 1 862 mln zł,
- Łącznie ponad 153 mld złotych.
- Przekazane do ZUS papiery wartościowe zostały następnie:
- Przekazane do Skarbu Państwa i umorzone (obligacje skarbowe). Tak obniżono dług publiczny.
- Utrzymane do terminu wykupu w FRD (Fundusz Rezerwy Demograficznej), zasilając później budżet ZUS (a dokładniej FUS, czyli ciało „wypłacające emerytury”. Patrz: moja seria emerytalna).
- Mimo że obligacje zostały „wyprowadzone” z OFE, a potem w większości od razu przestały istnieć (umorzenie) to członkowie OFE nie zostali okradzeni, bo równowartość „wyciągniętych z OFE” obligacji została zapisana na nowo powstałych subkontach w ZUS, które od tego momentu stały się „filarem II filaru systemu emerytalnego w Polsce”.
- Oznacza to, że „zapis cyfrowy” na subkontach w ZUS jest waloryzowany corocznie aż do decyzji o przejściu na emeryturę ubezpieczonego, co w praktyce daje nawet lepszą stopę zwrotu (udowodnię to później), niż inwestycja w obligacje skarbowe poprzez OFE!
- Ustawa z 6 XII 2013 (Dz.U. 2013 poz. 1717) nakazała OFE przekazać 3 II 2014 r. ponad połowę aktywów (51,5%) do ZUS według wyceny na 31 I 2014 r.:
Środki z umorzonych lub przeniesionych obligacji z OFE zostały zaewidencjonowane na subkontach ubezpieczonych w ZUS, tworząc podstawę dla przyszłych wypłat emerytalnych. Każdy członek OFE automatycznie otrzymał subkonto w ZUS z zapisem równowartości umorzonych 51,5% środków. Całość reformy w formie graficznej przedstawiłbym następująco:
Mimo że OFE zostały pozbawione części obligacyjnej (a zatem większości aktywów z początku 2014 roku), to naprawdę nie można powiedzieć, że obywatele zostali okradzeni przez państwo, ponieważ środki z OFE zostały zapisane na ich subkontach w ZUS. Przybliżenie perspektywy ubezpieczonego w ZUS (i członka OFE) wyglądałoby następująco dla kogoś, kto miał pod koniec 2013 roku 350 tys. zł na koncie w ZUS (I Filar) i 100 tys. zł na OFE:
Mimo przeniesienia części środków z OFE na subkonto w ZUS, zakładając waloryzację subkonta podobną do stopy zwrotu z obligacji skarbowych (w praktyce jest nawet lepsza, bo subkonto jest oprocentowane średnim nominalnym wzrostem PKB w ost. 5 latach, a ten zwykle pobija inflację bardziej od zysku obligacji skarbowych), obywatele niczego nie stracili. Tyle że wraz z przeniesieniem tych środków z OFE do ZUS zmieniły się także inne niuanse dotyczące funkcjonowania I i II filaru polskiego systemu emerytalnego, o których chciałbym teraz napisać.
Co dokładnie zmieniła reforma OFE?
Reforma OFE była znacznie głębsza, niż na razie opisałem, bo poza usunięciem ponad połowy środków z OFE bardzo mocno ograniczyła jego rolę w obecnym systemie emerytalnym. Wypiszę wszystkie różnice w kolejności od najważniejszych do najmniej ważnych zmian „technicznych” w funkcjonowaniu OFE, które zostały wprowadzone w 2014 roku:
- Dobrowolność OFE: Aktywne uczestnictwo w OFE (czyli wpłacanie nowych środków), wcześniej obowiązkowe, stało się dobrowolne dla wszystkich.
- Zmiana głównego składnika II filaru polskiego systemu emerytalnego na subkonto w ZUS. Dodatkowo, nową domyślną opcją było wpłacanie całości składki na II filar (7,3% pensji brutto) na subkonto w ZUS (a alternatywą, którą trzeba było aktywnie wybrać – 4,38% składki na subkonto w ZUS i 2,92% składki do OFE). Jako że domyślną opcją było subkonto w ZUS, to z ponad 16 mln aktywnych uczestników OFE zostało po reformie tylko około 2,5 mln.
- OFE straciły więc nie tylko 51,5% aktywów, ale i większość aktywnych (wpłacających na bieżąco) klientów, a nawet jeśli ci pozostali w OFE, to ich wpłaty były na poziomie 2,92% wynagrodzenia brutto, a nie na poziomie 7,3% wynagrodzenia brutto jak wcześniej.
- Obniżono opłaty transakcyjne (na wejściu) OFE do maksymalnie 1,75% każdej składki. Był to dobry, ale zbyt późny ruch, bo OFE przez ponad 15 lat „grabiły” polskich przyszłych emerytów. Nie mówiąc o tym, że 1,75% składki to stale bardzo wysoka opłata dystrybucyjna.
- Zakazano OFE inwestować w obligacje skarbowe, co sprawiło, że OFE stopniowo zaczęły się zmieniać w fundusze inwestujące głównie w akcje.
- OFE przestało wypłacać „emerytury kapitałowe”, zamiast tego wprowadzono „suwak bezpieczeństwa”, który na 10 lat przed wiekiem emerytalnym ubezpieczonego zaczyna powoli i stopniowo (proporcjonalnie) przenosić jego środki z OFE na subkonto w ZUS. Gdy suwak bezpieczeństwa działa, to przyszły emeryt już aktywnie nie uczestniczy w OFE (czyli nie wpłaca do OFE).
Efekt reformy OFE z 2014 roku był taki, że rola OFE została zmarginalizowana – dobrowolność, niższe składki, brak emerytur kapitałowych i mechanizm suwaka bezpieczeństwa, który stopniowo „pochłania” zgromadzone wcześniej aktywa OFE. Większość członków OFE po 2014 roku to osoby, których kapitał tam pozostał (świadomie lub nie), ale które już tam nie wpłacają nowych środków, bo w 2014 roku automatycznie podjęto za nich decyzję o wpłacaniu 7,3% wynagrodzenia na subkonto w ZUS (dlatego, że sami nie złożyli dyspozycji pozostania w OFE) i w kolejnych okienkach transferowych (są co ok. 4 lata, ostatnie z nich opisałem kompleksowo we wpisie „Okno transferowe 2024: OFE czy ZUS?„) nie decydował się na zmianę przeznaczenia składek na subkonto + OFE.
Poza marginalizacją OFE, reforma miała wprowadziła też szereg korzystnych zmian w tych funduszach, czyli obniżenie ich kosztów oraz skupienie się na akcjach i „otwarcie” (częściowe) ich portfeli na zagranicę (do 30% aktywów, choć w praktyce zwykle mają tak między 10 a 20% aktywów zagranicznych, czyli bardzo mało). Jednak to nie wystarczy i w jednym z kolejnych rozdziałów opiszę, co według mnie powinno było zostać zmienione w OFE już w 1999 roku, by do reformy z 2014 nawet nie musiało dochodzić. Ale skoro do niej doszło, to porównajmy podobieństwa i różnice OFE i subkonta w ZUS, które de facto przejęło rolę głównego składnika II filaru polskiego systemu emerytalnego po zmarginalizowanych od 2014 roku funduszach OFE:
- subkonto w ZUS to „zapis księgowy”, a nie „prawdziwe/zainwestowane pieniądze”, choć wielu polemizowałoby, że zdematerializowane obligacje skarbowe też były zapisem księgowym i zobowiązaniem państwa (podobnie jak emerytury),
- zarówno środków z OFE, jak i środków z subkonta w ZUS nie da się wypłacić (za życia) przed osiągnięciem wieku emerytalnego. To tak à propos częstej opinii, że OFE to środki prywatne, a subkonto w ZUS już nie ;). Żadne z nich nie jest prywatne (poza dziedziczeniem, bo w przypadku śmierci członka OFE/posiadacza subkonta połowa środków trafia do spadkobierców w formie wypłaty, a druga połowa trafia na subkonto/do OFE pozostałego przy życiu małżonka),
- pieniądze w OFE są zainwestowane na giełdzie (głównie w akcje). Mogą więc zyskiwać lub tracić. Pieniądze na subkoncie to właściwie nie pieniądze, tylko „zapis”, który jednak jest co roku waloryzowany tak, że w długim terminie powinien pobijać inflację (jak nominalny wzrost PKB),
- subkonto w ZUS jest opcją „domyślną” dla osoby nowo wchodzącej na rynek pracy. Do OFE trzeba się aktywnie zapisać (ma się na to 4 miesiące po rozpoczęciu pierwszej pracy lub co 4 lata jest okno transferowe).
Tak naprawdę głównym zarzutem do reformy OFE jest to, że państwo rzekomo zagarnęło prywatne środki oszczędzających (z czym się nie zgadzam, co zaraz wyjaśnię). Reforma OFE spowodowała w wielu środowiskach zmniejszenie zaufania do państwa i do polskiego systemu emerytalnego, bo w internecie bardzo często widzi się wypowiedzi w stylu:
- „nie oszczędzam na IKE i IKZE, bo czeka je los OFE”,
- „nie ufam PPK, bo jest to kolejne OFE i państwo też zabierze mi te środki”,
- „państwo może zrobić z ZUS to samo co zrobiło z OFE. Emerytury będą głodowe”.
Internet jest wręcz naszpikowany takkimi treściami, dlatego poza odpowiedzią na pytanie, co stało się z pieniędzmi z OFE (bo to już wiesz, po prostu umorzono obligacje, zmniejszając dług publiczny), odpowiem teraz na pytanie, czy wszyscy zostaliśmy w 2014 roku okradzeni przez państwo polskie.
Czy środki w OFE były lub są prywatne?
Moja definicja środków prywatnych jest bardzo prosta: są to środki pochodzące z legalnych źródeł (praca, działalność, darowizna, spadek, dotacja), do których mamy natychmiastowy lub prawie natychmiastowy dostęp i możemy je wydać, na co chcemy, kiedy chcemy, czyli zgodnie z naszą wolną wolą. Środki, które w latach 1999 – 2014 (i później) były wpłacane do OFE, nigdy nie spełniały definicji środków prywatnych, bo nie dało się ich wypłacić na wniosek właściciela konta przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Zresztą po jego osiągnięciu też nie dało się ich wypłacić w całości, a „emerytura kapitałowa” była liczona podobnie jak w ZUS, czyli dzieląc uzbieraną kwotę na prognozowaną pozostałą długość życia oszczędzającego w OFE.
Skoro likwidacji („zagarnięciu”) uległa część obligacyjna OFE to właśnie na obligacjach skarbowych wyjaśnię różnicę między posiadaniem ich „prywatnie” a w ramach OFE (w latach 1999 – 2013, kiedy w OFE mogły być jeszcze obligacje skarbowe). Jeśli kupujesz obligacje skarbowe bezpośrednio lub poprzez fundusz inwestycyjny, to korzyści z nich (czyli głównie odsetki, ale potencjalnie i wzrost ich ceny na giełdzie) są Twoje przez cały czas. To znaczy, że możesz je zrealizować i wrócić do gotówki w dowolnym momencie. Jeśli miałeś w latach 1999 – 2013 obligacje skarbowe w OFE to nie mogłeś ich w ogóle wypłacić, a jedyny sposób wypłaty był związany ze zgonem, kiedy to spadkobiercy zmarłego musieli wiedzieć o tym, jakie OFE prowadzi i sami się do niego zgłosić po spadek (podobnie zgłasza się po spadek do ZUS, jeśli chodzi o subkonto w ZUS, które jest dziedziczone na tych samych zasadach, co OFE).
O prywatności środków OFE rozważano przez wiele lat przed i po reformie z 2014 roku. Trybunał Konstytucyjny w wyroku K 1/14 jednoznacznie uznał, że środki zgromadzone w OFE mają charakter publiczny, a nie prywatny, ponieważ pochodzą z przymusowej składki emerytalnej, a więc to państwo ma swobodę rozporządzania nimi w celu zapewnienia emerytur. II filar nie stanowił ani nie stanowi „prywatnych oszczędności” w sensie własnościowym. Zresztą nie była to pierwsza tego typu analiza, bo Sąd Najwyższy już w 2009 roku (wyrok z 8 kwietnia 2009 r. II UK 346/08) orzekł, że odprowadzana do otwartego funduszu emerytalnego część składki na ubezpieczenie emerytalne nie stanowi własności ubezpieczonego.
W poszukiwaniu prawdy o prywatności środków w OFE warto zajrzeć też do pierwotnej ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych 28 sierpnia 1997 r., w której nigdy nie określano OFE jako środków prywatnych. Zamiast tego posługiwano się tak sformułowaniami takimi, jak:
- „składki wpłacone do funduszu […] stanowią jego aktywa” (art. 6),
- „środki pieniężne” (art. 2),
- „środki zgromadzone na rachunku członka”.
W tekście Ustawy nie było ani słowa o prywatnym charakterze środków zgromadzonych w OFE. Skąd więc zarzuty o to, że państwo zagarnęło prywatne środki Polaków? Już tłumaczę.
Skąd zarzut o kradzież środków prywatnych?
Reforma OFE jest widziana przez bardzo wielu Polaków jako „zamach na OFE” lub „zagarnięcie OFE” i myślę, że jest tak nie bez przyczyny. Mimo że TK i Sąd Najwyższy są zgodne co do tego, że OFE nigdy nie stanowiły środków prywatnych, to osoby, które pamiętają obietnice polityków sprzed wprowadzenia OFE wiedzą, że były promowane jako rozwiązania „kapitałowe”, a niekiedy nawet jako „prywatne” (choć ciężko znaleźć tego ślad w internecie, ale internet w 1999 roku dopiero w Polsce raczkował). W kreowaniu wizerunku OFE jako środków prywatnych „pomagały” też liczne kampanie reklamowe, pokazujące OFE jako „przyszłą emeryturę pod palmami”, podkreślające indywidualizm oszczędzania w OFE i niekiedy obiecujące znacznie więcej niż rozsądny inwestor mógłby się spodziewać z portfela 50% akcji i 50% obligacji.
Cytując jeden z artykułów o OFE opisujący lata ich powstawania i pierwszej promocji w mediach:
„Wtedy też rozpoczęła się nieznana dotąd na taką skalę kampania reklamowa. Zachęcając ludzi do wstępowania do Otwartych Funduszy Emerytalnych, pokazywano im np. jak będą beztrosko opalać się na plażach Bermudów. Przeciwstawieniem tego luksusu był pluskający się misce postawionej po sztuczną palmą emeryt, który zdecydował się pozostać w ZUS.”
Źródłem postrzegania OFE jako prywatnych środków mogą być więc celowe lub niecelowe wypowiedzi polityków, które mylnie wskazywały na prywatny charakter środków oraz reklamy OFE, które często obiecywały złote góry lub pokazywały, że tylko OFE mogą zagwarantować wysokie emerytury.
Reklamy OFE z 1999
O tym, jak mocna była kampania reklamowa OFE z 1999 roku świadczą reklamy, które na szczęście dla nas ktoś „wrzucił” na YouTube (zachęcam do obejrzenia przynajmniej kilku z nich):
Oczywiście same reklamy i wypowiedzi polityków nie powinny sprawiać, że większość społeczeństwa uważała i uważa OFE za środki prywatne, ale na pewno brało to udział w szkodliwym moim zdaniem kreowaniu wizerunku OFE jako „jedynej nadziei polskiego systemu emerytalnego”. Zwłaszcza że od początku były to fundusze drogie i źle zaprojektowane w kontekście składu portfela oraz nieredukowania ryzyka inwestycyjnego wraz z wiekiem.
Tyle że OFE dalej nie są „wybawieniem przyszłych emerytów” tylko nieudaną i powoli wygaszaną próbą dodania rynków kapitałowych do powszechnego systemu emerytalnego. Aby to wyjaśnić, poświęcę im cały ostatni rozdział tego wpisu, w którym trochę przybliżę obecny sposób działania OFE oraz pokażę ich wyniki wobec waloryzacji środków na subkontach w ZUS, która jako domyślna opcja II filaru jest ich bezpośrednią i największą konkurencją.
Szukasz taniego konta maklerskiego do akcji i ETF-ów?
Nota XTB: Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.
Chcesz założyć bezpieczne konto z bogatą ofertą ETF-ów?
Szukasz dobrego zagranicznego konta maklerskiego?
Aktualny ranking kont maklerskich do akcji i ETF-ów znajdziesz tutaj.
Jak działa OFE obecnie (po 2014 roku?)
W obecnym polskim systemie emerytalnym OFE nie gra już nawet drugich, a być może dopiero trzecie skrzypce, będąc kompletnie zmarginalizowane przez ZUS (konto i subkonto), które stanowią prawdziwy „filar” systemu emerytalnego. Dla tych, którzy nie wiedzą, jak (technicznie) działa polski system emerytalny, przygotowałem poniższą grafikę, w której uwzględniłem OFE, by wpasować je w kontekst systemu.
- Pracując lub prowadząc działalność gospodarczą, płacimy składki do ZUS, w tym składkę emerytalną.
- Nasze składki emerytalne są „zapisywane” na naszych kontach i subkontach w ZUS, ale środki pieniężne idą do ZUS (a właściwie FUS), który płaci z nich emerytury obecnym emerytom.
- Obecnie (zresztą od wielu lat) ZUS/FUS nie jest samowystarczalny i częściowo (około 30%) zasila go państwo, aby w ogóle móc wypłacić obecnym emerytom ich emerytury.
- Właśnie z tego powodu ZUS jest często (głównie przez wolnościowców i liberałów) nazywany „piramidą finansową”, co nie jest słuszną nazwą, bo emerytury są zobowiązaniem państwa polskiego, a nie ZUS-u. Innymi słowy: nie ma ZUS-u bez państwa, a dopóki państwo wylicza i wypłaca emerytury tak, jak obiecało, gdy pracowaliśmy, to nie można tu mówić o byciu przez państwo oszukanym lub okradzionym.

- [Kontekst OFE]
- Jeśli jesteśmy aktywnymi członkami OFE, to niewielka część (2,92%) naszego wynagrodzenia brutto jest w każdym miesiącu przekazywana do OFE (zamiast na subkonto w ZUS).
- Jeśli kiedykolwiek wpłaciliśmy cokolwiek do OFE lub stale jesteśmy jego aktywnymi członkami, to na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego zacznie działać mechanizm „suwaka bezpieczeństwa”, czyli:
- nowe wpłaty do OFE będą zablokowane. Całość składki do II filaru (7,3% pensji brutto) będzie od teraz kierowana na subkonto w ZUS,
- środki zgromadzone na naszym rachunku w OFE, czyli głównie „prawdziwe” akcje będą co miesiąc sprzedawane, a środki z nich będą zasilać nasze subkonto w ZUS. W praktyce „prawdziwe pieniądze” są wysyłane do FUS na wypłaty bieżących emerytur, a na nasze subkonto w ZUS idzie „zapis księgowy” naszych wpłat,
- w wieku emerytalnym każdy ma 0 zł na OFE, a wszystkie środki przeniesione z OFE są już na subkoncie w ZUS. W wyliczaniu wysokości emerytury (gdy już się na nią zdecydujemy) biorą udział tylko konto w ZUS (I filar) oraz subkonto w ZUS (II filar).
Suwak bezpieczeństwa sprawi, że z czasem OFE stracą większość z około 14 mln klientów (bo większość ma konta w OFE, ale od lat nie wpłaca tam żadnych nowych środków, czyli po 2014 nigdy „aktywnie” nie zapisała się do OFE). Myślę, że jeśli za 20-25 lat w OFE będzie 1,5-2 mln aktywnych klientów, to będzie dobrze. Jeśli oczywiście któraś z przyszłych ekip rządzących nie postanowi znowu zmienić lub nawet zlikwidować OFE (ale od ich likwidacji odstrasza ryzyko negatywnego wpływu na polską giełdę, bo fundusze OFE ze swoimi ponad 200 mld zł aktywami są dużymi akcjonariuszami w polskich spółkach giełdowych).
To, że OFE będą miały za XX lat znacznie mniej klientów niż teraz zapewni system, w którym domyślną opcją jest przekazywanie 7,3% pensji brutto na subkonto w ZUS. Co prawda można rozdzielić swoją składkę na II filar na subkonto w ZUS (4,38%) i OFE (2,92%), ale trzeba to zrobić aktywnie (4 miesiące po rozpoczęciu pracy lub w jednym z okien transferowych co 4 lata), ale bardzo niewiele ludzi interesuje się swoją przyszłą emeryturą, a nawet jeśli, to po prostu nie chce się im składać (aktywnie) wniosku o zapisanie do OFE (lub nie wierzą w sens bycia zapisanym do OFE). Obecnie nasze składki emerytalne idą albo w całości do ZUS (12,22% konto w ZUS + 7,3% subkonto w ZUS), albo w 16,6% do ZUS (12,22% konto + 4,38% subkonto) i tylko w 2,92% do OFE:
Kluczowa zmiana polega na tym, że po 2014 roku członkostwo w OFE stało się dobrowolne, a wysokość składki przekazywanej do OFE znacząco spadła z 7,3% do zaledwie 2,92%. Większość ludzi będzie pasywna (niezależnie od wyników OFE) i po prostu nie zapisze się do nich z niewiedzy lub z lenistwa, przez co OFE za kilkadziesiąt lat będą miały niewielkie znaczenie dla polskiego systemu emerytalnego. To ciekawe, zwłaszcza, że obecnie są tam naprawdę duże pieniądze.
Aktywa i wyniki OFE w latach 2014 - 2024
O OFE mówi się stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę to, że obiektywnie nie są już tak ważne dla przyszłych emerytów, jak były kiedyś. Są jednak największym spośród „kapitałowych” składników II i III filaru elementem polskiego systemu emerytalnego, bo z aktywami przekraczającymi 210 mld zł (w lipcu 2025 roku było to już ponad 270 mld zł ze względu na bardzo dobre wyniki polskiej giełdy w okresie 01.2025 – 07.2025) kompletnie przyćmiewają aktywa zgromadzone na kontach w PPK, PPE, IKE i IKZE:
Siłą rzeczy OFE to ogromna machina, skoro w latach 1999 – 2013 większość oskładkowanych wpłacała tam aż 7,3% swojej pensji brutto. Nawet pomimo tego, że w 2014 roku zabrano 51,5% ich aktywów, fundusze OFE dalej stanowią dużą część polskiego krajobrazu emerytalnego (i jeśli polska giełda pozwoli, to niebawem pod względem aktywów wreszcie wrócą do poziomu sprzed reformy, czyli blisko 300 mld złotych, choć są to już „inne złote” niż wtedy, patrz: inflacja).
Aktywa OFE to jedno, ale nas, inwestorów bardziej interesują ich wyniki w porównaniu do waloryzacji subkonta w ZUS oraz do polskiego indeksu inflacji konsumpcyjnej (CPI). No i tu właśnie jest pies pogrzebany, bo mimo że od 2013 roku OFE nie mogą już inwestować w obligacje skarbowe, więc koncentrują się na akcjach i obligacjach korporacyjnych, ich wyniki w latach 2013 – 2024 były po prostu marne. Wprawdzie bezproblemowo pobiły one polską inflację, ale waloryzowane średnim wzrostem nominalnego PKB subkonta w ZUS przyniosły ubezpieczonym w tym okresie wyższy „zwrot” niż rynkowe OFE, które niegdyś były promowane jako „emerytura pod palmami”:
OFE – mimo swoich relatywnie niskich kosztów, bo 0,6% rocznie w świecie polskich funduszy akcyjnych to bardzo mało (na ogół koszty bieżące funduszy od TFI wynoszą 1,5-2,5% rocznie), nie osiągały w tym czasie zbyt dobrych wyników, co naturalnie przełożyło się na ich ograniczoną popularność wśród przyszłych emerytów. Ale czy musiało tak być? Czy OFE naprawdę musiały przez tyle lat przegrywać z dość defensywnie waloryzowanym subkontem w ZUS?
Co jest (i było) z OFE nie tak?
Wykres, który otworzy oczy niejednemu, jednocześnie jeden z najważniejszych wykresów w tym wpisie to porównanie wyników OFE, waloryzacji subkonta w ZUS i polskiej inflacji do wyników światowego indeksu akcji MSCI ACWI (oczywiście po przeliczeniu do PLN, by zachować wspólny mianownik porównania).
Powyższy wykres prosto pokazuje, czym mogłyby być OFE, gdyby polscy politycy wzięli pod uwagę dobro oszczędzających, a nie tylko dobro polskiej giełdy. Uważam, że program emerytury kapitałowej powinien zakładać odpowiednią dywersyfikację inwestycji i zamiast ograniczania udziału aktywów zagranicznych do 30% powinno się ograniczyć… udział aktywów polskich do 30%, a resztę możliwie zdywersyfikować, by przyszły polski emeryt zyskiwał na światowym wzroście gospodarczym. Dowodzą tego dane historyczne dotyczące stóp zwrotu z różnych indeksów krajowych, które przestrzegają nad nadmiernym home biasem, czyli skupieniem za bardzo na akcjach z własnego kraju, co oczywiście może czasami dać lepsze, ale często daje znacznie gorsze wyniki od średniej. Nie mówiąc o kosztach inwestowania emerytalnego, które powinny być zbite do kosztów zagranicznych funduszy ETF tego typu, czyli być w granicach 0,25% rocznie (łącznie za zarządzanie i inne wydatki funduszu).
Nasze przyszłe emerytury a nieufność wobec państwa
Polski system emerytalny (jak zresztą większość systemów emerytalnych na świecie) to system solidarnościowy, czyli polegający na tym, że obecni pracujący „zrzucają się” na wypłaty emerytur dla obecnych emerytów. Jednak wysokość obecnych emerytur nie zależy od tego, ilu jest pracujących lub jak wysokie składki emerytalne płacą obecni pracujący. Wysokość emerytur zależy wyłącznie od tego, czy państwo polskie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, bo zapisy na koncie i subkoncie w ZUS można traktować jako najważniejsze zobowiązanie państwa wobec obywatela.
No i tu wchodzi w grę powszechna nieufność wobec państwa, bo przed reformą OFE w 2014 roku te fundusze wypłacały (równolegle do ZUS) „własne” emerytury kapitałowe, co sprawiało, że człowiek nie czuł się, jakby polegał wyłącznie na ZUS. Po tej reformie ZUS (FUS) jest jedyną instytucją, która wypłaca systemowe emerytury Polakom, co sprawia, że ludzie bardziej się boją, czując, że ryzyko jest skoncentrowane na państwie i jego instytucjach, a przecież zasady gry mogą się zmienić i w teorii państwo może w przyszłości zrobić „wszystko” z systemem liczenia emerytur lub z wiekiem emerytalnym. Pisałem o tym we wpisie „Twoja emerytura (3/5) – Czy polski system emerytalny upadnie?„, który serdecznie polecam wszystkim, którzy nie wierzą w polski system emerytalny.
Tylko czy ta nieufność jest słuszna, skoro od zmiany systemu emerytury są stale wypłacane według obietnicy? I dlaczego ta nieufność „rozlewa się” także na III, czyli (naprawdę) prywatny filar polskiego systemu emerytalnego, sprawiając, że ludzie rezygnują z oszczędzania na IKE i IKZE, bo „zagarnie je państwo”? Zawsze odpowiadam na to w ten sposób: skoro państwo miałoby zagarnąć środki zgromadzone na IKE i IKZE to dlaczego miałoby nie zagarnąć znacznie większych środków zgromadzonych na lokatach, depozytach i bankowych rachunkach bieżących? W tym kontekście zapamiętaj raz na zawsze, że I i II filar nie są prywatnymi środkami (wobec czego państwo może w przyszłości modyfikować ten sytem), jednak środki zgromadzone w III filarze (IKE/IKZE/PPE/PPK/OIPE) są środkami prywatnymi, które można w każdej chwili wypłacić (lub w pewnych warunkach, patrz PPE, które do wypłaty wymaga zakończenia stosunku pracy z pracodawcą, który tam za nas wpłacał).
Według mnie osoby, które nie mają zaufania do systemu, wobec czego nie chcą korzystać z IKE i IKZE, ani z PPK i PPE, powinny być konsekwentne i w ogóle nie lokować oszczędności i nie inwestować w Polsce, czyli nie mieć tu też żadnych lokat, obligacji, akcji polskich i nieruchomości. Rezygnowanie z oczywistych i niepodważalnych korzyści kont IKE, PPE i PPK, a także bardziej sytuacyjnych, ale i tak dużych korzyści IKZE jest dla mnie dowodem na to, że czyimiś finansami rządzą emocje, a nie logika, zwłaszcza jeśli ta sama osoba trzyma większość oszczędności w PLN, np. na rachunkach bankowych, które też potencjalnie może zagarnąć państwo (tylko po co miałoby to robić, jeśli samo jest emitentem własnego pieniądza i może go po prostu „dodrukować”, ale to taka dygresja).
Argumenty w rodzaju „nie używam IKE, bo będzie z nim jak z OFE” są na tyle niemądre (nazwijmy to po imieniu), że nie dość, że błędnie przyrównują składnik II filaru do III filaru, to jeszcze wydają się nie mieć świadomości, że środki z OFE w 2014 roku nie zostały skradzione, tylko przeniesione na subkonta, gdzie od 2014 do 2024 roku procentowały lepiej od przeciętnego OFE. Polacy wychodzą na tej reformie lepiej, niż gdyby pozostali w OFE, nie mówiąc o tym, że OFE przed reformą miały tak dużo obligacji, że z pewnością miałyby gorsze wyniki od akcyjnych OFE z okresu po reformie. Największa ironia jest taka, że reforma OFE, która przeprowadzona była na szybko, bez właściwej komunikacji do społeczeństwa i prawdopodobnie z niewłaściwych powodów, mogła wyjść przyszłym polskim emerytom na dobre, bo ich subkonta mogą dać lepszy wynik od ograniczonych ustawowo i stale dość drogich funduszy OFE.
Podsumowanie
Wiesz już, co stało się z pieniędzmi z OFE i że Polacy nie zostali w 2014 roku okradzeni, ale nie zależy mi na tym, by tłumaczyć ówczesną ekipę rządzącą (bo sam nie jestem i nigdy nie byłem zwolennikiem mało eleganckiego stylu, w jakim została przeprowadzona ta reforma), ale na tym, byś zrozumiał sedno problemu, jakim jest to, że OFE są i były od początku po prostu niewłaściwie zaprojektowane w kontekście:
- Zbyt wysokich opłat: historycznie wynoszące nawet 10% opłaty na wejściu były wręcz skandalicznie wysokie. Obecne 1,75% na wejściu i 0,6% rocznie to stale za wysoki koszt jak na proste i długoterminowe fundusze emerytalne.
- Składu portfeli: żyjący w kraju, którego PKB stanowi mniej niż 1% świata Polacy powinni chcieć, by ich „filar kapitałowy” był dywersyfikowany na waluty i aktywa zagraniczne. Tymczasem OFE to prawie wyłącznie polskie akcje, co może się spodobać patriotom, ale nie powinno się podobać pragmatycznym przyszłym emerytom, którzy powinni chcieć otrzymać jak najwyższe przyszłe emerytury.
- Braku wbudowanego mechanizmu redukcji ryzyka wraz ze zbliżaniem się do emerytury, który „zastąpił” suwak bezpieczeństwa przenoszący środki przez 10 lat przed wiekiem emerytalnym z OFE na subkonto w ZUS. Suwak bezpieczeństwa to nie jest idealne rozwiązanie, bo 100% w akcjach w wieku 25 – 55 lat może się skończyć tak, że w wieku 55 – 65 lat akurat nastąpi jakiś długotrwały kryzys i przenosić na subkonto w ZUS będziemy środki w depresji/po głębokich stratach.
Ciekawym, ale dalej wadliwym wdrożeniem systemu podobnego do OFE (w zamyśle) są PPK, które opisałem we wpisie „Oszczędzać w PPK czy wypłacać środki i inwestować samodzielnie?„. Wadliwym, bo powielają one największe wady OFE (koncentrację kapitału w Polsce i PLN oraz dość wysokie opłaty) i cierpią na największe bolączki istniejących od wielu lat OFE, co nie oznacza, że uczestnictwo w PPK jest nieopłacalne, bo dzięki temu, że można ciągle dokonywać z niego zwrotu są to niemal „darmowe pieniądze” od pracodawcy.
Podsumowując: Polacy wbrew powszechnej opinii nie zostali w 2014 okradzeni ze swoich środków emerytalnych. Po prostu system „emerytury kapitałowej” był niezwykle nieefektywny i źle zaprojektowany, ale i sama reforma z 2014 nie była przeprowadzona najlepiej i w najbardziej transparentny sposób, przez co OFE pozostały mało efektywne także po tej reformie. Pozostał „smród” w postaci braku zaufania do państwa i systemu emerytalnego oraz ogólnego niezadowolenia z rozwiązań emerytalnych pomimo tego, że w Polsce można od wielu lat rozsądnie dbać o własną emeryturę poprzez wpłacanie na konta IKE i IKZE oraz inwestowanie tam w tanie i dobrze zdywersyfikowane fundusze ETF.
Polacy to naród podejrzliwy z natury, więc dodatkowo podejrzewamy, że politycy przeprowadzili reformę OFE nie dla naszego dobra, a z powodów egoistycznych, czyli po to, by Polska nie przekroczyła w 2014 roku unijnego limitu długu do PKB. Słaba komunikacja rządu o tej reformie i nagonka mediów zrobiły swoje i „zamach na OFE” już na zawsze pozostanie powodem, dla którego Polacy nie korzystają z IKE/IKZE/PPE i PPK, a szkoda, bo te rozwiązania mogą realnie zwiększyć Twoją przyszłą emeryturę (jak zresztą pisałem we wpisie „Twoja emerytura (4/5) – Jak zwiększyć swoją emeryturę?” będącym prawdziwym kompendium wiedzy o III filarze polskiego systemu emerytalnego).
Mam nadzieję, że wpis Cię zaciekawił i dzięki temu, że powstał, będziesz miał co wysyłać ludziom powielającym nieprawdę o tym, że środki z OFE skradziono i że polscy emeryci zostali poszkodowani przez rządzących. Do zobaczenia w komentarzach pod wpisem, gdzie liczę na zwyczajowo ciekawe dyskusje!
Zapisz się do mojego newslettera:
Wyraziłeś/-aś chęć zapisu do mojego newslettera. Teraz sprawdź swoją skrzynkę E-mail i potwierdź chęć zapisania się.
Zastrzeżenie
Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

















