Na razie wygrywają optymiści.
Chyba nie pamiętam żadnego półrocza w ostatnich 6 latach (czyli mniej więcej czasie, w którym prowadzę tego bloga), w którym inwestorzy nie baliby się nowych rekordów cen akcji i nie przewidywali, że bańka zaraz pęknie. Jednak jeśli ktoś dołączyłby 6 lat temu do giełdowych optymistów i po prostu zainwestował swoje pieniądze w jeden z ETF-ów na indeks akcji z całego świata, to w tym 6-letnim okresie (mniej więcej odkąd wyszła seria o ETF-ach do teraz), to zarobiłby licząc w polskim złotym od 121% do 123%, czyli przeciętnie 14,2% rocznie. Oczywiście w długim terminie bywało różnie, ale jest to zdecydowanie wyróżniający się na plus wynik jak na burzliwe czasy w geopolityce i liczbę krzykliwych, negatywnych nagłówków o tym, że będzie bańka. Wygląda na to, że optymiści na razie wygrywają, a my sprawdzimy dziś, czy nie przesadzają i czy te wzrosty mogą być jakkolwiek podparte danymi.
Dzisiejszy wpis zacznę od dwóch dobrych wiadomości, począwszy od tej, która jest dla mnie najważniejsza. Spodziewamy się drugiego dziecka (tym razem córeczki, więc będziemy mieli „parkę” :D), co ogłosiłem wraz ze zdjęciem w tym poście na social media, dostając od Was mnóstwo miłych słów, gratulacji. Bardzo się z moją ukochaną Żoną Mariką (która współprowadzi ze mną inwestomat) cieszymy, że trzymacie za nas kciuki i że dobrze nam życzycie. Dziękuję <3! Oczywiście oznacza to, że wpisy na blogu mogą już niebawem wychodzić jeszcze rzadziej, ale mam nadzieję, że z takiego powodu wybaczycie mi niską aktywność (dalej staram się odpisywać na wszystkie komentarze i maile, ale czasem zajmuje mi to całe tygodnie).
Druga dobra wiadomość to to, że moja druga książka „Wolność Finansowa” opisująca kompleksowo wolność finansową i wczesną emeryturę w polskich warunkach prawie na pewno wyjdzie jeszcze w tym roku. Początkowo miała być krótka, prosta i przyjemna, a wyszło, że będzie miała przynajmniej około 600-650 stron, a więc będzie dużo grubsza od „Inwestowania dla każdego” („tylko” 470 stron), ale tego wymaga ode mnie profesjonalne omówienie tej tematyki. Jeśli nie chcesz przegapić jej premiery, to koniecznie zapisz się do mojego newslettera, w którym na bieżąco wysyłam informacje o nowych wpisach, ale i postępach w pisaniu książki. Jeśli ominęły Cię dwa pierwsze maile zapowiadające książkę (mają m.in. jej dokładny spis treści), to ich treść znajdziesz tutaj:
- Newsletter „Wolność finansowa” #1 – cele, plany, zarys książki
- Newsletter „Wolność finansowa” #2 – dokładny spis treści (planowany)
Mam nadzieję, że nie możesz się doczekać jej premiery. Przedsprzedaż prawdopodobnie w okolicach września lub października (ew. listopada), a wysyłka tak, by dotarły przed Świętami (oczywiście im wcześniej, tym lepiej, ale obiecam tylko „przed Świętami 2026”), by później nie umierać ze stresu, gdy będą obsunięcia w drukarni.
Podcast
YouTube
W skrócie
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie stopy zwrotu przyniosły różne indeksy akcji, obligacje, towary i kryptowaluty w pierwszej połowie 2026 roku.
- Czy rynki akcji są obecnie tanie, czy drogie. Czy to hossa AI, czy bańka AI.
- Co z inflacją i obligacjami w połowie 2026 roku.
- Jaki potencjał do wzrostu mają poszczególne klasy aktywów w drugiej połowie 2026 roku.
Czy w drugiej połowie 2026 warto inwestować w akcje?
Gdybyś zadał mi to pytanie, to odpowiedziałbym, że zdecydowanie tak, bo sam od lat nie robię niczego innego i wychodzę na tym bardzo dobrze. Jednak gdybyś zapytał mnie równolegle o to, czy akcje powinny stanowić całość portfela inwestycyjnego, to byłbym do tego sceptyczny, co jest związane po części z sytuacją rynkową (wyceną akcji), a po części z moim temperamentem i samoświadomością. Jestem inwestorem, który zawsze będzie dążył do przynajmniej 5-10% kapitału w obligacjach (choć w bardzo głębokiej bessie być może zmienię kiedyś zdanie i pokieruję 100% kapitału w akcje spółek giełdowych), co wynika z moich dość defensywnych preferencji. Obecnie mam około 55% akcji w portfelu i czuję się z tym bardzo dobrze, pomimo faktu, że główne indeksy co rusz osiągają nowe szczyty wszech czasów (ATH), dlatego bardzo interesuje mnie czy warto inwestować w akcje w drugim półroczu 2026 roku z perspektywy ich obecnych wycen i stóp zwrotu z ostatnich lat.
Jakie nominalne stopy zwrotu dały indeksy akcji w pierwszej połowie 2026?
Przypominam, że wszystkie stopy zwrotu w tym wpisie przedstawiam z perspektywy Polaka i polskiego złotego, a więc w przeliczeniu na PLN (zresztą wyniki mojego portfela, które znajdziesz w dalszej części wpisu także).
Chciałbym napisać, że w pierwszej połowie 2026 roku na giełdę akcji wróciły wzrosty, ale prawda jest taka, że one od kilku lat z niej nie odeszły. Nawet pomimo dość słabego ubiegłego roku 2025, w którym kurs dolara spadł wobec polskiego złotego o około 13%, co naturalnie bardzo negatywnie wpłynęło na stopy zwrotu liczone w PLN, to i tak trudno było w ubiegłym roku nie zanotować zysku z inwestycji w akcje. Tak naprawdę od 2019 do (początku drugiej połowy) 2026 roku mamy nieprzerwane wzrosty cen akcji z jedną przerwą/korektą w postaci 2022 roku, w którym spadki liczone w USD były głębsze, ale dane z tabeli nominalnych stóp zwrotu ratuje fakt, że kurs USD/PLN w tamtym roku wzrósł o około 8,5%.
Rynki wschodzące w 2025 i 2026 powoli wracają do łask, co objawia się tym, że na razie w tym 1,5 roku (2025 – 06.2026) indeks MSCI Emerging Markets pobija stopą zwrotu indeks MSCI World, czego nie mogłem napisać od 2020 roku. Gdy myślimy o rynkach wschodzących, to automatycznie na myśl przychodzą (przynajmniej mi) Chiny i Indie, ale sytuacja się w ostatnich 18 miesiącach zmieniła i prym w indeksie wiodą teraz Tajwan (ponad 26%) i Korea Południowa (około 23%). Dlatego dodałem je do mojej tabeli stóp zwrotu, uzupełniając wyniki wstecz, by sięgały do 2017 roku, co dobitnie pokazuje, że zysk indeksu MSCI Emerging Markets z ostatnich 2 lat wynika głównie ze wzrostu cen spółek tajwańskich i koreańskich.
Jeśli rynki wschodzące kojarzyły Ci się dotychczas z konserwatywnymi branżami, to zapomnij o tym, bo obecnie aż 43% tego indeksu stanowi technologia, z czego 7 największych pozycji to technologiczne giganty, które łącznie stanowią 35% wartości indeksu, przy czym największa firma – gigant półprzewodników Taiwan Semiconductor Manufacturing to teraz około 15% indeksu MSCI EM (i około 55% indeksu spółek tajwańskich MSCI Taiwan). Problem wysokiej koncentracji gigantów w indeksach nie dotyczy już zatem wyłącznie rynków rozwiniętych lub samego USA, ale „rozlał się” na rynki wschodzące, które pośrednio stały się beneficjentami hossy AI. Dlatego najlepsze nominalnie wyniki zarówno w 2025, jak i w pierwszej połowie 2026 roku osiągnął nie amerykański NASDAQ 100 (odpowiednio +4,6% i +22,4%), a tajwański MSCI Taiwan (odpowiednio +15,8% i +78,1%) oraz koreański MSCI Korea (odpowiednio +73,4% i +107,9%). Polska nie zostaje daleko w tyle, bo szeroki indeks WIG dał w tych 2 okresach odpowiednio +47,3% i 16%, czyli naprawdę niezłe wyniki.
Jakie realne stopy zwrotu dały indeksy akcji w pierwszej połowie 2026?
Jeszcze ciekawsze będzie spojrzenie na wyniki realne, czyli skorygowane o polską inflację. Przykładowo, co z tego, że w 2023 roku większość indeksów akcji dała pozytywne wyniki, jeśli ze względu na wysoką inflację tego okresu tak naprawdę (realnie) tracilibyśmy wtedy pieniądze? Skorygowanie stóp zwrotu z indeksów akcji o inflację odkrywa smutną prawdę o inwestowaniu w akcje w ostatnich niespełna 10 latach. Wiele indeksów akcji (m.in. japoński, brytyjski, niemiecki, francuski, kanadyjski, indyjski, rynków wschodzących) dałyby średnie roczne stopy zwrotu tylko nieznacznie wyższe (1,2 – 2,2 p.p. rocznie) od inflacji. Inwestycja w chińskie akcje w postaci indeksu MSCI China przyniosłaby w tym okresie nawet realną stratę w wysokości średnio -3,7% rocznie.
Dobre realne wyniki szerokich indeksów (+5,4% rocznie ponad inflację dla światowego MSCI ACWI i +5,7% rocznie ponad inflację dla MSCI World na rynki rozwinięte) wynikają w dużej mierze z wyników najlepszych krajów w indeksach, czyli w tym przypadku USA wśród rynków rozwiniętych oraz Tajwanu i Korei wśród rynków wschodzących, (choć dwa ostatnie nie zdołały uratować w tym okresie całego indeksu MSCI EM, który „wyciągają” dopiero od 18 miesięcy). Polska też nie ma się czego wstydzić, bo nasze średnie +5,3% rocznie błyszczy na tle +2,2% dla rynków wschodzących, dając nam satysfakcję i powód do dumy. Zarząd polskiej giełdy powinien jednak pamiętać, że nie można osiadać na laurach i że mamy jeszcze sporo pracy przed sobą, jeśli chcemy ściągnąć nad Wisłę więcej kapitału niż obecne niespełna 0,15% (1 z 667) udziału w światowym indeksie akcji MSCI ACWI.
W całym okresie 9,5 lat (2017 – 06.2026) najlepsze realne wyniki (ponad polską inflację) dałyby następujące indeksy akcji z mojego zestawienia:
- MSCI Taiwan: +15,3% rocznie lub +287% w całym okresie (ale to inwestycja w dużej mierze w jedną spółkę produkującą półprzewodniki).
- NASDAQ 100: +14% rocznie lub +247% w całym okresie (tu przynajmniej mamy jakąś dywersyfikację, bo to 100 innowatorów [głównie IT/technologia] z USA).
- MSCI Korea: +9,9% rocznie lub +145% w całym okresie, ale nie daj się zwieść pozorom, bo bez lat 2025 i 2026 byłaby to realna strata w wysokości -28% lub około -4% rocznie, a wzrost napędzany jest głównie przez producentów wysokoprzepustowej pamięci.
- S&P 500: +6,9% rocznie lub +89% w całym okresie. Największe 500 spółek notowanych w USA po raz kolejny nie zawodzi, choć wzrost uzyskany jest w dużej mierze dzięki technologii, której usunięcie obniżyłoby ten dobry wynik o kilka punktów procentowych rocznie.
- MSCI ACWI i MSCI World (+5,4% i +5,7% rocznie lub +65% oraz +69% w całym okresie). Szerokie indeksy, co pokazuje, że średnia ważona kapitalizacją dalej ma się dobrze (USA rosło szybciej od innych, więc teraz dominuje te indeksy, ale to dzięki temu miały solidną stopę zwrotu w przeszłości).
- WIG (Warszawski Indeks Giełdowy): +5,3% rocznie lub +63% w całym okresie. Niestety jakbyśmy odsiali lata 2025 i połowę 2026, to wynik byłby dużo gorszy: +0,13% rocznie lub około +1% w całym okresie. Cierpliwość w inwestowaniu popłaca, zwłaszcza jeśli inwestujesz na GPW ;).
Czy tak wysokie stopy zwrotu (przynajmniej z niektórych indeksów) oznaczają, że wyceny akcji są teraz bardzo wysokie, więc ostrzeżenia o bańce spekulacyjnej są uprawnione?
Wyceny indeksów akcji po pierwszej połowie 2026 roku
Rynek akcji to ciekawe miejsce, na którym kursy spółek mogą rosnąć, a mimo to wycena może się obniżać. Sekret wyjaśnię już zaraz, a na razie omówię wyceny wyprzedzające (forward P/E, czyli obecna cena dzielona na prognozowane w kolejnych 12 miesiącach zyski) kluczowych indeksów akcji:
- globalny MSCI ACWI: 17,4 wobec 19,1 w grudniu 2025 (pół roku temu),
- Stany Zjednoczone – MSCI USA (podobny do S&P 500): 20,7 wobec 22,4 w grudniu 2025,
- świat bez USA – MSCI ACWI ex-US: 13,8 wobec 14,9 w grudniu 2025,
- rynki wschodzące – MSCI EM: 11,7 wobec 13,2 w grudniu 2025.
Oto szczegółowe wyceny mierzone wyprzedzającym C/Z (forward P/E) dla głównych światowych indeksów akcji (źródło danych: yardeni.com):
Jest zatem drożej (ceny/kursy akcji i indeksów akcji), ale jednocześnie taniej (wyceny wyprzedzające). Każdorazowo, gdy obawiasz się o pęknięcie bańki AI, pamiętaj, że prosta wycena akcji ma dwie składowe: cenę oraz zysk, w tym przypadku prognozowany. Zgodnie z Yardeni.com, prognozowane (przyszłe) 12-miesięczne zyski dla spółek z indeksu MSCI ACWI (czyli obecnie prawie 64% USA) rosną w rekordowym tempie, co widać na poniższym wykresie:
Wzrost z około 47 USD do a około 64 USD wyprzedzającego zysku na jednostkę indeksu w 1,5 roku, to bezprecedensowy wzrost o 36% w bardzo krótkim okresie. Dla porównania w całej dekadzie 2010 – 2020 wyprzedzający zysk na akcję dla MSCI ACWI wzrósł z 20 do 36, czyli o około 80%.Od 2020 do połowy 2026 mamy już wzrost tego wskaźnika z poziomu 36 do 64, czyli o prawie 78%, a więc w niespełna 6,5 roku więcej niż w ciągu całej poprzedniej dekady. A wzrost przyspiesza, tak jakby analitycy spodziewali się dwukrotnego zwiększenia zysku na akcję indeksu w tym dziesięcioleciu wobec ubiegłego. Mamy tu 2 potencjalne problemy, przez które nazwałem ten wpis „hossa AI czy bańka AI”.
Pierwsze (niespełna) 4 lata publicznie dostępnych LLM-ów
Gdy niespełna 4 lata temu, bo pod koniec 2022 roku debiutowała pierwsza publiczna wersja narzędzia chatGPT, to wielu spodziewało się po niej cudów. Wieszczono rewolucję na rynku pracy, ogromne zmiany gospodarcze oraz gigantyczny wzrost efektywności. LLM-y (duże modele językowe) przedstawione zostały jako coś, co ułatwi pracę, zautomatyzuje ją i uczyni nasze życie łatwiejszym. Nazwano je nagle „sztuczną inteligencją”, choć wcześniej były znane jako sieci neuronowe i wyraźnie rozróżniane od „prawdziwej sztucznej inteligencji” (ang. AGI – Artificial General Intelligence), czyli tego, co znamy z filmów Sci-Fi, czyli inteligencji umiejącej rozwiązywać nowe i nieznane wcześniej ludzkości problemy i posiadającej własne niezależne rozumowanie. Był to moim zdaniem przede wszystkim zabieg marketingowy, który sprawił, że coraz więcej ludzi zaczęło korzystać z darmowych lub płatnych wersji różnych modeli językowych. Niektórzy używają jej do codziennych „pierdół” typu sprawdzanie rozkładów pociągów, a inni tworzą z jej użyciem programy, strony internetowe, a nawet strategie rozwoju firm (z różnym skutkiem). Fakt jest taki, że „sztuczna inteligencja” na dobre zagościła w dzisiejszym świecie i warto tę myśl przynajmniej zaakceptować.
Od tej premiery niebawem miną 4 lata i dla przeciętnej osoby zmieniło się bardzo niewiele. Nieco prościej i szybciej wyszukuje się rzeczy w internecie, choć za tą szybkością nie zawsze nadąża precyzja i poprawność informacji. Hipotetyczny przeciętny Kowalski ma o „AI” niemal zerowe pojęcie, nie umie i raczej nawet nie chce niczego tworzyć z jej użyciem (może pomijając śmieszne zdjęcia lub przeróbki piosenek). A nawet jeśli próbuje coś stworzyć, to robi to nieumiejętnie, korzystając z darmowego modelu i ufając mu bezgranicznie (nie sprawdzając źródeł oraz nie weryfikując sposobu np. liczenia), lub „na odwal”, przez co wartość dodana jest praktycznie zerowa. Bardzo wiele się mówi o umiejętności „promptowania”, ale dodałbym coś, bez czego nawet najlepszy prompt będzie bezużyteczny: kreatywność, pomysł i wiedza dziedzinowa, która skieruje dobry prompt w odpowiednim (użytecznym kierunku). Tak, aby to, co nazywamy AI, faktycznie przyspieszało pracę i dodawało nam efektywności w zajęciu, które się liczy, czyli popchnie rozwój (nasz i świata) we właściwym kierunku. Właśnie tego nie potrafi (i być może nigdy nie będzie umiał) przeciętny Kowalski, który używa LLM-ów może i często (bo np. zastąpiły mu wyszukiwarkę), ale w sposób raczej mało produktywny i bardzo ograniczony.
2026 - Hossa AI czy bańka AI?
Jednak zanim potraktujesz moje słowa jako krytykę AI lub jego użytkowników, zauważ, że dokładnie to samo można napisać o internecie oraz o jego najpotężniejszym narzędziu, czyli wyszukiwarce (którą teraz właściwie zastępują LLM-y). Po około 35 lat rozwoju internetu przeciętny użytkownik dalej korzysta z niego głównie jako z narzędzia do „zabijania czasu” i rozrywki. W nieskończoność przewija social media, czyta „newsy” na portalach plotkarskich, gra w gry online lub robi zakupy, zastanawiając się, na co tym razem wydać pozostałe kilkaset złotych w miesiącu. Internet dał niemal nieograniczone możliwości osobom, które chcą się czegoś nauczyć, dowiedzieć lub podyskutować, ale mimo to większość używa go do wyszukiwania „zdjęć śmiesznych kotków” lub filmików na YouTube, które obejrzą w celu „odmóżdżenia się” po całym dniu pracy. LLM-y, podobnie jak wcześniej internet, raczej nie zmienią natury ludzkiej i nie sprawią, że zamiast np. 5%, nagle 70% ludzi będzie efektywnie wykorzystywać swoje zasoby.
- Jeśli o LLM-y chodzi, to większość nie wie, po co miałaby ich używać (produktywnie). Przykładem są dziesiątki ludzi z różnych branż, których pytałem o zastosowanie AI w pracy i zwykle podawali tylko proste „taski” typu organizacja kalendarza lub pisanie maili.
- Jeśli nawet wie po co, to raczej nie wie, jak i którego modelu użyć.
- A jeśli wie po co, jak i którym modelem i potrafi napisać dobry prompt, to zwykle za bardzo ufa technologii i nawet nie weryfikuje tego, co „wypluwa”, myląc AI z AGI, czyli niestworzonym i na razie nieosiągalnym wzorem sztucznej inteligencji, który faktycznie zastąpi i zmarginalizuje inteligencję ludzką.
Uważam, że używanie sformułowania „sztuczna inteligencja” wobec LLM-ów przy ich obecnym rozwoju daje im fałszywy i niezasłużony kredyt zaufania i jest raczej hasłem marketingowym niż naukowym sformułowaniem tego, czym są te modele.
Jednocześnie (uwaga, uwaga!) stwierdzam, że rozwój tych narzędzi postępuje bardzo szybko i w umiejętnych i kreatywnych rękach są one w stanie tworzyć coraz więcej, liczyć coraz szybciej i precyzyjniej i jest z nich jakiś użytek, jeśli oczywiście wystarczy „tokenów” :). Jestem do hossy AI nastawiony „umiarkowanie byczo” w tym sensie, że ta technologia wcale nie musi zwiększyć efektywności pracy większości społeczeństwa, byśmy dzięki niej odczuli solidne wzrosty na giełdzie. Sądzę, że AI raczej pogłębi różnice międzyludzkie w tym sensie, że osoby o większych zasobach (nie tylko finansowych, ale i intelektualnych) będą w stanie dzięki LLM-om jeszcze bardziej zwiększyć skuteczność swojego działania. Dochodzimy zatem do najważniejszych dwóch pytań:
- Czy analitycy, prognozując obecnie przyszłe zyski spółek (związanych z AI) są zbyt optymistyczni?
- Jaka jest jakość zysków tych spółek? Czy wielkie inwestycje spółek technologicznych (CAPEX) zwrócą się w realnym przyspieszeniu wzrostu gospodarczego?
Słowem: budujemy infrastrukturę za biliony (tysiące miliardów) dolarów, nie wiedząc, czy gospodarka wygeneruje z niej później biliony dolarów trwałej i rzeczywistej wartości dodanej. Na razie AI jest źródłem zysków dla niektórych (głównie kilku największych) firm z branży i „bańką inwestycyjną” w tym rozumieniu, że rynek zakłada bardzo szybki i szeroki wzrost produktywności, podczas gdy (uwaga, uwaga) w badaniu „State of AI In Business 2025” szokujące 95% organizacji nie potrafi zauważyć mierzalnego wpływu na zwiększenie przychodów lub zysków dzięki korzystaniu z LLM-ów. Kluczowe pytanie brzmi więc nie czy przeciętny Kowalski lub Smith zrewolucjonizuje swoje życie dzięki AI (bo to się raczej nie stanie), tylko czy to, co nazywamy AI podniesie produktywność wielu (wszystkich?) sektorów gospodarki szybciej niż rosną koszty infrastruktury, sprzętu, energii i jego finansowania?
Nie wiem, ale pragmatyczny inwestor potrafi złapać trend i na nim skorzystać. Czasami warto inwestować, gdy coś rośnie i wcale nie trzeba wierzyć, że odmieni to (przynajmniej już teraz) losy ludzkości. I nie chodzi mi o skakanie z kwiatka na kwiatek, próbując łapać najzyskowniejsze ETF-y (co jest niemożliwe), ale jeśli inwestorzy uznali coś za rewolucję, to może coś w tym jest i „rośnie”, bo większosć się z tym zgadza i to nam powinno wystarczyć? Zwłaszcza, jeśli nie mamy w portfelach 100% akcji (a też np. obligacje), dzięki czemu powinniśmy wytrzymać każdą potencjalną zawieruchę na rynkach.
Co o tym sądzisz? Daj znać w komentarzach, po której stronie sporu o AI (w kontekście życiowym oraz inwestycyjnym) jesteś, bo to bardzo ciekawy temat (być może na osobny materiał, jeśli Cię to ciekawi).
Czy w drugiej połowie 2026 warto inwestować w obligacje?
W dzisiejszym wydaniu wpisu portfelowego, zgodnie z doskonałą sugestią jednego z czytelników mojego bloga, przedstawię nie tylko wartości inflacji oraz rentowności obligacji 10-letnich dla różnych krajów świata, ale i historyczne stopy zwrotu ze zróżnicowanych funduszy ETF na obligacje. Nie wiem, dlaczego na to wcześniej nie wpadłem, ale fakty są takie, że bardzo pomoże mi to pokazać problem wizerunkowy, na jaki cierpią od kilku lat obligacje.
Jednak tradycyjnie zacznę od inflacji i rentowności obligacji, a później zepsuję Twój nastrój prezentacją prawie 10-letnich wyników ETF-ów obligacyjnych różnego rodzaju.
Czy to powrót inflacji?
Wraz z początkiem konfliktu na Bliskim Wschodzie wróciły obawy o inflację. Choć obecnie mamy stan rozejmu, to sytuacja dalej jest dość napięta i nie wiadomo, co dokładnie przyniesie przyszłość. Wraz z nagłym wzrostem cen kontraktów na ropę, wróciły rozmowy o inflacji, która od około dwóch lat była dość rzadko omawiana w mediach. Choć kilka lat temu dwucyfrowa inflacja była ogromnym problemem i wszyscy bali się, że potrwa przynajmniej kilka lat, to gdy spadła równie dynamicznie, co wcześniej wzrosła, prawie wszyscy założyli, że już się z nią uporaliśmy. Ale czy na pewno tak jest?
Od lutego do maja b.r. roczna inflacja w USA wzrosła z 2,4% do 4,2% (to najwyższy odczyt od kwietnia 2023 roku). Inflacja w Strefie Euro też rośnie, w styczniu b.r. wynosiła 1,7%, a w maju jest już na poziomie 3,2% (najwyższa od września 2023 roku). W latach 1973-1982 w USA, znanych także jako lata stagflacji, inflacja miała dwa szczyty. Pierwszy szczyt wyniósł 12,3%, po czym inflacja spadła do poziomu 4,9% i myślano, że już nie wzrośnie. Niestety mylono się, wzrosty cen wróciły i drugi szczyt okazał się jeszcze wyższy od poprzedniego i wyniósł 14,8%. Od tamtych czasów mówi się o uporczywej inflacji. Czyli o tym, że jak już inflacja wzrośnie, to potrzeba wielu lat, żeby na dłużej wróciła na niskie poziomy. W latach 2021-2023 obawiano się tego zjawiska, ale późniejszy spadek inflacji obniżył czujność ekonomistów.
Co ciekawe, większość polskich analityków prognozowała w maju b.r. wyższą inflację, niż okazała się w rzeczywistości. Spodziewano się inflacji nawet na poziomie 3,7%, jednak wg odczytu GUS wyniosła ona w Polsce tylko 3,1%. Ciekawe co pokażą kolejne miesiące, ale na razie nie jest tak źle.
W reakcji na rosnącą w Strefie Euro inflację Europejski Bank Centralny podjął decyzję o niewielkim podniesieniu stóp procentowych o 0,25 p.p. (z 2,15 do 2,40), która w pewnym sensie otwiera drogę innym bankom centralnym. Choć w Polsce się na to nie zanosi, to nie jest wykluczone, że Stany Zjednoczone będą musiały zrobić coś podobnego. Jednak co nie jest na rękę Donaldowi Trumpowi, prawdopodobnie nie zostanie przez FED zrobione i nie sądzę, że nowy szef Fed Kevin Warsh zgotuje rewolucję w amerykańskich stopach procentowych.
Rentowności obligacji po pierwszej połowie 2026
Wobec rosnącej w USA inflacji tamtejsze rentowności obligacji 10-letnich (średnioterminowych) rosną, bo obecnie wróciły do poziomów z końca 2024 roku. Podobnie jest z rentownością obligacji niemieckich i francuskich, które są blisko swoich maksimów z ostatnich lat. Polskie obligacje 10-letnie trzymają się na „płaskowyżu” rejonu 5,3% – 6,0% już od dobrych kilku lat i na razie nie zanosi się tutaj na zmiany. Mimo że stopy procentowe między grudniem 2024 roku a czerwcem 2026 roku spadły z 5,75% do 3,75%, to rentowność polskich obligacji jest na dość podobnym poziomie (spadek z 5,8% na 5,4%). Dowodzi to, że inwestorzy nie wierzą w to, że inflacja spadła na dobre i są sceptyczni wobec stabilności gospodarczo-fiskalnej naszego kraju, o czym planuję napisać wpis, bo bardzo dużo osób mi to sugeruje (kiedyś pisałem takie wpisy regularnie i możesz je znaleźć w kategorii „gospodarka”).
Jest to bardzo ciężki czas dla inwestujących w obligacje skarbowe, bo długo utrzymujące się wysokie rentowności obligacji z jednej strony są dobre, bo dzięki nim można sporo zarobić na regularnie otrzymywanych kuponach, ale z drugiej strony są złe, bo nie pozwalają zarobić na wzroście ceny tych trwających (czytaj: spekulacja na obligacjach długoterminowych zamienia się w długoterminową inwestycję). Zresztą mnie też skłoniło to kilka kwartałów temu do dużej roszady obligacji w moim portfelu, w którym zamieniłem ETF-y obligacyjne na szereg samodzielnie wybranych emisji obligacji o różnej zapadalności, który lepiej odpowiada moim obecnym i przyszłym potrzebom.
A jak już przy ETF-ach obligacyjnych jesteśmy, to pora na bardzo brutalny fragment o ich stopach zwrotu w ostatnich latach.
Stopy zwrotu różnych ETF-ów na obligacje z ostatnich lat
Prawdopodobnie jesteś świadomy tego, że ETF-y obligacyjne nie mają w ostatnich latach zbyt dobrej prasy, co bierze się bezpośrednio z ich wątpliwych wyników. Podobnie, jak inne klasy aktywów, tak i wszystkie ETF-y obligacyjne sprowadzę tu do wspólnego mianownika, pokazując ich roczne wyniki w PLN, uwzględniając reinwestycję dywidend (ETF-y obligacyjne wypłacają dywidendy, choć środki na nie czerpią z odsetek spływających z obligacji, więc jest to tylko nomenklatura), aby wyniki uwzględniały odsetki, na których przecież głównie zarabiają obligacje. Zacznę od nominalnych stóp zwrotu, czyli nie uwzględnię tu jeszcze polskiej inflacji.
To porównanie będzie druzgocące dla większości zagranicznych obligacji skarbowych, bo w ujęciu nominalnym bardzo wiele z ETF-ów w tej kategorii przyniosło stratę w całym okresie 9,5-letnim od 01.2017 do 06.2026. Oto ranking ETF-ów obligacyjnych o najgorszych wynikach w PLN:
- ZROZ (skarbowe USA o najwyższej duracji): średnio -4% rocznie lub -32% w całym okresie,
- IBGL (skarbowe UE o najwyższej duracji): średnio -2,1% rocznie lub -18% w całym okresie,
- TLT (skarbowe USA o wysokiej duracji): średnio -1,7% rocznie lub -15% w całym okresie.
Jednocześnie (zupełnie szczerze) nie rozumiem osób, które inwestowały w takie fundusze w latach 2020 – 2021 przy niskich, niemal zerowych stopach procentowych, podejmując ogromne ryzyko ich wzrostu, które zmaterializowało się, powodując bardzo duży spadek cen tych funduszy w latach 2022 – 2023 (stąd aż tak słabe wyniki). Pozostałe ETF-y na obligacje skarbowe USA przyniosły przynajmniej niewielki nominalny zysk w tym okresie, a im niższa duracja, tym lepszy wynik, co wskazuje na turbulentne czasy, w których inwestorzy nie chcą pożyczać państwom środków na długi termin.
O wiele lepiej poradziły sobie ETF-y na obligacje korporacyjne, zwłaszcza te wysokiego ryzyka, a także ETF-y na obligacje skarbowe i korporacyjne z rynków wschodzących. Niestety „dużo lepiej” nie oznacza „fenomenalnie”, bo ich wyniki dalej są dalekie od satysfakcjonujących, ponieważ większość obligacji korporacyjnych w indeksach bazowych dla tych ETF-ów to obligacje korporacyjne stałoprocentowe, na które podwyżki stóp procentowych wpłynęły niemal równie źle, co na obligacje skarbowe o podobnej konstrukcji oprocentowania. Zresztą sam oceń, czy wynik rzędu +3,4% rocznie lub +2,6% rocznie jest wart ryzyka inwestycji w obligacje korporacyjne. Tak dla kontekstu – mój portfel obligacji korporacyjnych przynosił stabilne 4-5% rocznie w czasach niskich stóp procentowych w Polsce (2017 – 2021). Oczywiście zagranicznym obligacjom nie pomaga ryzyko walutowe, które jest widoczne zwłaszcza dla ETF-ów obligacji krótkoterminowych, np. SHV, który w ujęciu PLN jest dość zmienną inwestycją, a w swojej walucie bazowej (USD) przynosił pomiędzy -0,1% a 5,1% w każdym z omawianych tu lat.
Dlatego w porównaniu uwzględniłem też dwa ETF-y na polskie obligacje skarbowe od Beta ETF (niebawem PZU też ma stworzyć swoje, być może tańsze ETF-y na polskie obligacje). Jako że powstały odpowiednio w 2022 roku (ETF BETA TBSP) i w 2024 roku (ETF BETA CASH), to dla wcześniejszych lat „odtworzyłem” ich wyniki korzystając z indeksów, na których bazują i obniżając ich roczny wynik o 0,8% kosztu rocznego. Co ciekawe, lepszy wynik dałby ETF na mniej ryzykowne obligacje zmiennoprocentowe o niskiej duracji, bo badane 9,5 roku dałoby +2,2% rocznie lub łącznie +36% w całym okresie. ETF na indeks TBSP (obligacje stałoprocentowe i zerokuponowe o duracji wynoszącej około 3,5 – 4 lata) dałby gorszy zwrot wynoszący +1,1% rocznie lub +25% w całym okresie.
No właśnie: mamy tu wątpliwe stopy zwrotu połączone z wysokim ryzykiem walutowym. Do prawdziwego koszmaru brakuje nam uwzględnienia polskiej inflacji i sprawdzenia, jak w ujęciu rzeczywistym polski inwestor wyszedłby na inwestycji w wybrane ETF-y obligacji w ostatnich latach. Wyniki dosłownie mrożą krew w żyłach, bo inwestycja w każdy z tych ETF-ów realnie doprowadziłaby do straty w ciągu badanych 9,5 lat. Wobec polskiej inflacji najgorzej wypadłyby ETF-y na zagraniczne obligacje skarbowe o wysokiej duracji. Nieco lepiej obligacje skarbowe o niższej duracji, a najlepiej (ale dalej realnie na minusie) ETF-y na polskie obligacje skarbowe oraz ETF-y na obligacje skarbowe z rynków wschodzących lub na obligacje korporacyjne wyższego ryzyka (lub z rynków wschodzących).
Realny wynik z tego 9,5-letniego okresu wynosiłby dla ETF-u na polskie obligacje zmiennoprocentowe średnio -1,8% rocznie. Dla ETF-u na polskie obligacje stałoprocentowe i zerokuponowe byłoby to już -2,6% rocznie. Te fatalne wyniki spowodowały lata wysokiej inflacji oraz rosnących stóp procentowych, a polski inwestor mógł mieć tylko nadzieję, że w jego portfelu zamiast tych obligacji były indeksowane inflacją COI, EDO, ROS lub ROD, lub ewentualnie notowane na rynku obligacje IZ.
Celowo nie dodałem ich jeszcze do tego porównania, by zostawić sobie potencjał do ulepszenia tego w przyszłości. Od razu zaspoileruję, że akurat one wygrałyby z inflacją tego okresu, co jest wyjątkowe w skali świata ;-). Daj znać, co myślisz o dodaniu do tego zestawienia też polskich obligacji EDO w celu zaznaczenia ich wysokiej efektywności w przeciwdziałaniu inflacji.
Wyniki TFI na obligacje skarbowe - czy faktycznie lepsze od ETF-ów?
Popularny i często powtarzający się w komentarzach lub materiałach innych twórców (zwłaszcza wywodzących się z TFI) mit głosi, że fundusze TFI na obligacje różnego rodzaju, pomimo swoich wysokich kosztów, są skuteczniejsze od alternatyw w postaci ETF-ów. Wierzą w to oczywiście sprzedawcy drogich funduszy TFI, m.in. doradcy i planerzy finansowi, których ostro (ale słusznie) skrytykowałem w tym wpisie na blogu, którym wydaje się, że słowo „spokojna inwestycja” lub „konserwatywny” w nazwie funduszu automatycznie oznacza, że będą to dobre wyniki przy niewielkiej zmienności. Postanowiłem to sprawdzić, porównując 10-letnie wyniki różnych funduszy obligacyjnych prowadzonych przez TFI do skumulowanej polskiej inflacji z tego okresu. Zwolennicy TFI nie będą szczęśliwi, gdy to zobaczą.
Idąc za GUS-em, skumulowana inflacja pomiędzy 06.2016 a 06.2026 wyniosła około 63%. Oto wyniki najlepszych (posortowanych pod względem stopy zwrotu, od najwyższej) funduszy TFI polskich obligacji z tego okresu (120 miesięcy /10 lat między 06.2016 a 06.2026). Źródło: analizy.pl – ten filtr (ustaw widok do 100 funduszy):
Brutalna prawda o obligacyjnych TFI jest taka, że spośród 85 funduszy z inflacją wygrał w tym okresie 10-letnim tylko jeden i to głównie dzięki temu, że stosował dźwignię. Drugi, bliźniaczy fundusz osiągnął skumulowany wynik bardzo bliski inflacji, a reszta o około 10 p.p. niższe lub jeszcze gorsze. Przeciętna suma opłat bieżących dla tych 85 funduszy wynosi obecnie 1,46% rocznie (obecnie), ale kiedyś mogła być jeszcze wyższa. Tak wysokie opłaty przy typowych zwrotach dla obligacji, zarówno skarbowych, jak i korporacyjnych, to ogromna przesada i główne źródło tego, że dosłownie wszystkie fundusze TFI przegrywają w tym okresie z inflacją.
Dodam, że w tym porównaniu są wszystkie fundusze TFI na obligacje, które istnieją (mają wyniki na analizy.pl) od przynajmniej 10 lat, w tym fundusze na obligacje korporacyjne, które w teorii powinny bezproblemowo poradzić sobie z inflacją tego okresu. Tyle że te fundusze mają na ogół wyższe koszty od funduszy obligacji skarbowych, bardzo często też dodatkową premię za wynik, wybierając bardzo wątpliwe benchmarki. Dam Ci przykład:
- benchmark WIBOR 6M + 1% dla funduszy obligacji korporacyjnych, które często płacą +3% lub +4% odsetek ponad ten wskaźnik,
- benchmark TBSP dla funduszy obligacji mieszanych lub skarbowych o wysokiej duracji.
I tym podobne, które powodują, że poza wysokimi kosztami rocznymi, mamy też „bonusy” dla zarządzających w postaci premii za wyniki dla funduszy obligacji. Jak zwykle w przypadku TFI, zarabia towarzystwo, a niekoniecznie klient. Mam nadzieję, że wystarczy to do obalenia mitu o rzekomej efektywności funduszy obligacyjnych prowadzonych przez TFI.
Szukasz taniego konta maklerskiego do akcji i ETF-ów?
Nota XTB: Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.
Szukasz maklerskiego IKE lub IKZE z bogatą ofertą ETF-ów?
Szukasz dobrego zagranicznego konta maklerskiego?
Aktualny ranking kont maklerskich do akcji i ETF-ów znajdziesz tutaj.
Czy w drugiej połowie 2026 warto inwestować w surowce lub kryptowaluty?
To fragment, na który wielu czekało, bo prawdopodobnie każdy, kto czytał poprzedni wpis portfelowy, czyli „W co inwestować w drugim kwartale 2026? Jedni panikują, drudzy inwestują” chciałby teraz poznać dalsze losy bitcoina w kontekście przeprowadzonej tam profesjonalnej analizy technicznej. Być może ciekawi Cię też temat złota i srebra, o których niektórzy „fani” zarzucają mi, że przegapiłem hossę ostatnich 2 lat, ale ja niezmiennie po prostu wolę akcje i obligacje i bardzo komfortowo się czuję w ich posiadaniu (i dość zyskownie, jak zobaczysz w ostatnim rozdziale tego wpisu). Przejdźmy do omówienia nominalnych i realnych stóp zwrotu z inwestycji w surowce, kruszce i kryptowaluty z ostatnich kilku miesięcy wobec ostatnich lat.
Jakie stopy zwrotu dały surowce i kryptowaluty w pierwszej połowie 2026?
Metale szlachetne, a konkretnie złoto i srebro miały tak dobre 2 lata (2024 i 2025), że chyba nawet najwięksi zwolennicy inwestowania w nie są tymi wzrostami nieco zmęczeni i nie spodziewają się dalszych wzrostów. Ogół inwestorów też nieco schłodził oczekiwania dotyczące przyszłych stóp zwrotu z inwestycji w złoto i srebro, bo „jak długo to może tak rosnąć?”, biorąc pod uwagę, że w przeszłości wzrosty cen kruszców były podobnie „zrywne”, a po takich zrywach bywało, że mieliśmy 9 – 30-letnią stagnację cen metali szlachetnych, co pokazałem w moim wpisie o złocie „Czy warto inwestować w złoto? Opłacalność inwestowania w złoto„.
W chwili, gdy piszę ten wpis (25.06.2026):
- cena złota jest już o około 23% niżej od szczytu wszech czasów ze stycznia 2026,
- cena srebra jest już o około 50% niżej od szczytu wszech czasów ze stycznia 2026.
Niezależnie od tego, jak dużym zapałem pałasz do inwestycji w złoto i srebro, prawdopodobnie przyznasz, że sentyment do inwestowania w nie się ostatnio nieco ochłodził i być może nie wróci aż do kolejnego krachu na giełdzie akcji lub do kolejnej geopolitycznej zawieruchy (ale przy tych cenach nawet te zdarzenia nie dają gwarancji powrotu wzrostów na rynku metali szlachetnych).
Surowce energetyczne mają obecnie dobry rok (po kilku słabszych), ale długoterminowo żadne surowce nie okazują się dobrą inwestycją, na co negatywnie wpływają też koszty rolowania kontraktów, ale przede wszystkim fakt, że nie są produktywną klasą aktywów.
Nominalnie kryptowaluty też nie dają powodów do radości, bo zarówno BTC, jak i ETH tracą drugi rok z rzędu, co jest zgodne z „4-letnim cyklem bitcoina”, którego pogłębioną analizę zrobię już zaraz.
Oto nominalne wyniki inwestycyjne (w PLN) z inwestycji w niektóre surowce, metale szlachetne i kryptowaluty:
Ciekawego obrazu doda tu uwzględnienie polskiej inflacji, które nie spodoba się osobom szerzącym narrację jakoby to surowce, kruszce i kryptowaluty były odpowiedzią na inflację. Tak, w długim terminie miedź, metale szlachetne, bitcoin i ethereum wygrały z polską inflacją, jednak warto przyjrzeć się temu, jak to wyglądało dla każdego roku. Otóż w przynajmniej połowie okresów 12-miesięcznych zarówno kruszce, jak i surowce przegrywały z polską inflacją, niekiedy o kilkanaście procent rocznie. Dowodzi to faktu, że surowce – w przeciwieństwie do np. obligacji EDO – nie mają żadnego „wbudowanego mechanizmu walki z inflacją”
Czas na krótki komentarz dot. złota i srebra w kontekście ogromnych wzrostów i trwających spadków cen.
Złoto i srebro zmęczone po wzrostach?
Pamiętasz kolejki przed sklepami ze złotem i srebrem inwestycyjnym w grudniu 2025 i styczniu 2026? Od jakiegoś czasu już ich nie widzę, a ludzie, którzy kupowali wtedy kruszce, na pewno nie są obecnie szczęśliwi. Jest to kolejne potwierdzenie tego, że na ogół nie warto czegoś kupować, gdy wszyscy się już tym interesują, wiec, jeśli taksówkarz zagai Cię kiedyś o bitcoina lub złoto, to może to być sygnał do ich sprzedaży, nie zakupu (oczywiście, jeśli nie masz własnej, lepszej strategii). Czas tylko pokaże, czy dla kupujących kruszce kilka miesięcy temu staną się one inwestycją równie długoterminową, co dla kupujących w roku 2010 i 2011:
Często narzekam na profil wzrostów metali szlachetnych, który zwykle wygląda mniej więcej tak:
- kilka (typowo 1-4 lata) dużych wzrostów -> duże spadki -> stagnacja/trend boczny przez X-XX lat i dopiero później kolejne duże wzrosty.
Bywa że złoto rośnie, gdy akcje spadają, a bywa że złoto spada z akcjami. Faktem jest, ze jest bardzo zmienną inwestycją (choć srebro jest jeszcze bardziej zmienne). Kolejnym faktem jest to, że ludzie w nie wierzą i traktują jak bezpieczną przystań, stąd we wpisie „Portfel inwestycyjny dla każdego – polski Złoty Motyl (Golden Butterfly)” przedstawiłem pomysł portfela ze złotem (byle nie za dużo), a w książce „Inwestowanie dla każdego” jego niewielki dodatek pokazałem jako jeden z najlepszych alternatywnych portfeli inwestycyjnych (zawsze podkreślając, że złoto jest opcjonalne i w żadnym wypadku nie uważam go za konieczny dodatek do portfela). Oczywiste pytanie brzmi: kiedy dodać złoto/srebro do portfela (jeśli jeszcze się ich nie ma), a odpowiedź pozostawiam Tobie. Jeśli chcesz w nie inwestować pasywnie, to nie powinno to mieć większego znaczenia, bo pasywny kupuje przecież (by mieć w danej proporcji) bez względu na obecną cenę :).
Bitcoin coraz bliżej dołka cyklu 4-letniego?
Nadeszła pora na kolejną część cokwartalnej analizy technicznej bitcoina w moim wykonaniu. Jako że mam bogate doświadczenie zarówno w analizie technicznej, jak i na rynku kryptowalut, to chciałem zaprezentować moją unikalną analizę wykresu obsunięć od szczytu bitcoina, zgodnie z którą kolejne wsparcie będzie na poziomie pomiędzy -73% a -67% od szczytu (w zależności od terminu wystąpienia). Poprzedni szczyt z października 2025 był na poziomie 125 173 dolarów, więc planowane minimum to pomiędzy 33 796 USD a 41 307 USD. Mam nadzieję, że pomogłem (i pomyśleć, że inni biorą za takie porady tysiące złotych).
Koniec żartów, bo sprawa jest naprawdę poważna. Wbrew temu, co zapowiadało wielu internetowych weteranów kryptowalut, wygląda na to, że cykle 4-letnie dalej działają i mają się dobrze. Obecnie jesteśmy już na poziomie około 59 tys. dolarów, więc już niebawem dojdzie do poziomów, po których zwykle w ciągu 1-3 lat były duże wzrosty. Zgodnie z sugestiami, powinienem napisać dokładnie wtedy (czyli gdy napływy do funduszy ETF na bitcoin są najniższe) wpis o prostym kupowaniu kryptowalut, m.in. przez ETF, ETP i ETN.
Teraz naprawdę koniec żartów (obiecuję): daj znać w komentarzach, czy przyda się wpis o kupowaniu BTC (raczej przez ETF-y/ETP-y/ETN-y, skoro niebawem z Europy wyprowadza się [przynajmniej tymczasowo] nawet Binance :/).
Mój portfel inwestycyjny - skład i wyniki w połowie 2026 roku
Czas na podsumowanie składu i wyników mojego portfela za pierwszą połowę 2026 roku. Na razie jestem bardzo zadowolony, bo po 2 umiarkowanych latach mój portfel akcji wreszcie błyszczy, a kilka spółek, które trzymałem konsekwentnie od lat wreszcie „odżyło” sprawiając, że mimo aż 45% obligacji i tylko 55% akcji w portfelu przez pierwsze sześć miesięcy 2026 roku uzyskałem wynik +15,5%, czyli o kilka punktów procentowych więcej niż w całym ubiegłym roku. Nie ukrywam, że pomaga mi rosnący kurs dolara i euro, choć stale mam aż około 40% portfela w PLN i powoli dążę do dalszych redukcji udziału polskich instrumentów finansowych.
Skład portfela przed drugą połową 2026
Największą zmianą w moim portfelu wobec poprzedniego półrocza jest spadek udziału polskich obligacji i wzrost udziału zagranicznych akcji. To w większości efekt wzrostu wartości akcji i mojej opieszałości w rebalancingu, a także „docierania” parametrów pętli histerezy, która określa, ile powinienem mieć w danej chwili akcji, a ile obligacji. Z proporcją 55/45 czuję się obecnie bardzo komfortowo i jeśli akcje wzrosną jeszcze bardziej, a wyceny nie pójdą drastycznie w górę, to może się zdarzyć, że w przyszłym półroczu zacznę prowadzić portfel 60/40.
W moim portfelu stale jest sporo polskich obligacji (25%) i polskich akcji (15%) i jeśli zmierzam do redukcji, to raczej w części obligacyjnej, bo niektóre akcje polskich spółek mam od wielu lat i z powodu narosłego zysku i tego, że wypłacają dywidendy ani myślę ich teraz sprzedawać.
- W części zagranicznych akcji są 2 ETF-y (duże pozycje) oraz poniżej 10 spółek (z przewagą sektora technologicznego przez ostatnie gigantyczne wzrosty).
- W części polskich akcji mam poniżej 10 spółek z GPW i NewConnect.
- W części zagranicznych obligacji mam obecnie miks obligacji skarbowych i korporacyjnych z USA i UE dużych i uznanych emitentów. Różna duracja, ale głównie średnio- i długoterminowe (trwa moja spekulacja na obligacjach).
- W części polskich obligacji mam kilka emisji długoterminowych obligacji skarbowych stałoprocentowych notowanych na Catalyst oraz powoli dodaję też obligacje IZ i z powrotem też polskie obligacje korporacyjne, by zwiększyć zyskowność tej części portfela (z nowych środków, nie chcę sprzedawać obligacji skarbowych, zanim rentowności nie spadną).
Omówię teraz trochę bardziej szczegółowo wyniki mojego portfela za ostatnie 6 miesięcy.
Wyniki portfela po pierwszej połowie 2026
Jest dużo lepiej, niż się spodziewałem, bo mimo że mam aż 45% obligacji, które ponownie nie przynoszą na razie zbyt dobrych wyników (te zagraniczne ratują rosnące kursy walut), to część akcyjna robi swoje, dzięki czemu udaje się w tym roku na razie zarobić aż 15,5%, co uważam za bardzo dobry wynik. Motorem wzrostu mojego portfela, a zarazem największą pozycją są akcje zagraniczne (40%), które w tym roku dały mi ponad 30% zwrotu wyrażonego w PLN. Polskie akcje też mają się nieźle, bo na razie mam na nich około +16%, czyli mniej więcej tyle, ile od początku roku dały indeksy WIG i WIG20TR. Szykuje się ósmy rok rzędu bez nominalnej straty, co uznaję za duży sukces.
Mimo że obligacje są dalej „hamulcem wzrostów” mojego portfela, to – no cóż – racjonalizuję to w ten sposób, że jeśli wydarzy się scenariusz kryzysowy, to prawie na pewno wartość moich notowanych na rynku obligacji wzrośnie (bo jednak inwestorzy w panice uciekają często do obligacji), a ja będę miał środki do zakupu taniejących akcji. Tak, trochę żałuję, że w ostatnich latach miałem tak mało akcji, ale nie można mieć wszystkiego, a przy moim profilu ryzyka, osiągane wyniki i tak są bardzo satysfakcjonujące (choć wielu influencerów pokazuje jakieś wybiórcze pozycje z trzycyfrowym zyskiem, co tworzy nierealne oczekiwania dot. stóp zwrotu z całego portfela. Nie daj się na to nabrać!).
Podsumowanie
Od kilku lat mam wrażenie, że dużo się dzieje, ale jest to spowodowane raczej tym, że prowadzę blog o inwestowaniu, przez co w pewnym sensie muszę być na bieżąco w branży i z rynkiem akcji. Gdy inwestowałem, nie mając bloga, to siedziałem nosem w Excelu, często zupełnie nie znając sentymentu inwestorów i nie przejmując się wydarzeniami na arenie politycznej.
Bardzo się cieszę, że kończę już powoli pisanie książki „Wolność finansowa” i że jak dobrze pójdzie, to w ciągu maksymalnie kilku miesięcy rozpocznę jej przedsprzedaż. Planuję rabat dla kupujących w przedsprzedaży oraz atrakcyjne ceny pakietu moich książek.
Koniecznie daj znać, czy wpis się podobał i co sądzisz o poruszonych w nim zagadnieniach, zwłaszcza potencjalnej bańce AI (lub jej braku) oraz kolejnym cyklu 4-letnim bitcoina.
Zapisz się do mojego newslettera:
Wyraziłeś/-aś chęć zapisu do mojego newslettera. Teraz sprawdź swoją skrzynkę E-mail i potwierdź chęć zapisania się.
Zastrzeżenie
Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

















