You are currently viewing Jak nie martwić się o swoje pieniądze? Finansowe zen

Jak nie martwić się o swoje pieniądze? Finansowe zen

Siła spokoju w otoczeniu zmienności.

Przeczytałeś większość wpisów o inwestowaniu na moim blogu, ale sama czynność stale budzi w Tobie silne, głównie negatywne emocje? A może inwestujesz od lat, ale nie potrafisz kontrolować swojego strachu i chciwości, dając się ponieść zyskom w czasie hossy i panikując podczas korekt i kryzysów? Jeśli tak, to będzie to dla Ciebie niezwykle przydatny tekst, bo postaram się w nim zracjonalizować proces inwestowania, którym większość osób się bardzo mocno emocjonuje, spalając zarówno swoje nerwy, jak i swój kapitał. Sednem wpisu będzie poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „jak nie martwić się o swoje pieniądze?”, na co recepta kojarzy mi się z wywodzącym się z buddyzmu, często używanym zamiennie do „spokoju” słowem „zen”.

Według definicji słowa zen z Wikipedii jednym z jego znaczeń jest „spokojny umysł” i „kontrolowanie procesu myślenia”, czyli dokładnie to, czego musi nauczyć się każdy inwestor pragnący długoterminowo pomnażać (a nie redukować) swój majątek. Wpis ten będzie dość łatwy w odbiorze, bo jedyne dane, które tu przedstawię będą dotyczyły ankiet wypełnianych przez naszych rodaków oraz historycznych stóp zwrotu z indeksów giełdowych. Tekst podzieliłem na dwie części, z czego w pierwszej opisuję źródła emocji, które towarzyszą inwestowaniu, a w drugiej sugeruję jak sobie z nimi radzić, przestając notorycznie martwić się o zainwestowane pieniądze, by zamiast tego oddać się radościom życia, swojemu hobby, lub czemukolwiek bardziej produktywnemu i sprawiającemu nam większą frajdę niż odświeżanie naszego arkusza inwestycyjnego.

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co sprawia, że ludzie boją się inwestować i jak temu zaradzić.
  • Jak swoją wiedzę finansową i wiedzę o giełdzie oceniają Polacy.
  • Jak zmienne i ryzykowne były rynki finansowe w przeszłości i dlaczego nie powinno się tym zanadto przejmować.
  • Kto i po co robi z inwestowania wiedzę tajemną i dlaczego najlepiej to ignorować.
  • Jakie kroki warto podjąć, by przestać notorycznie martwić się o swoje pieniądze.

Co sprawia, że ludzie boją się inwestować?

Odczuwanie emocji jest w życiu zjawiskiem całkowicie normalnym, więc ciężko się dziwić, że towarzyszy ono także naszemu inwestowaniu. Strach i chciwość stają się problematycznie nie tyle, co gdy je odczuwamy, ale gdy stają się głównym motorem naszych decyzji związanych z zarządzaniem finansami. Zaczyna się od braku wiedzy lub jej niewystarczającego do rozpoczęcia samodzielnego inwestowania poziomu, a kończy na nadmiernej pewności siebie, pomimo braku pełnego zrozumienia przedmiotu naszej inwestycji. Zwykle, gdy ktoś pyta mnie „czy powinienem sprzedać teraz akcje firmy XYZ?” to zadaję pytanie zwrotne w rodzaju „a czy wiesz dlaczego w ogóle kupiłeś te akcje?”. Zazwyczaj otrzymuję odpowiedź, że nie, ponieważ stało się to pod wpływem emocji, sugestii innych inwestorów lub bodźca w postaci tekstu lub klipu na YouTube wydanego przez jednego z internetowych „guru inwestowania”. Moim zdaniem każdy z powyższych jest bardzo kiepskim powodem do zainwestowania swoich ciężko zarobionych pieniędzy, ale jeszcze do tego wrócimy.

Powyższy problem dotyczy prawie każdego, kto chce nie tylko pobijać indeks i maksymalizować zyski, ale też – zamiast doskonalić swój warsztat inwestycyjny – stale porównuje się do innych inwestorów, co bywa znacznie bardziej destruktywne niż produktywne. Zacznijmy jednak od największego problemu, czyli braku wiedzy o inwestowaniu, który dotyczy Polaków tak jak mało której innej nacji świata. Na nauce podstawowej i średniej nasze dzieci spędzą obecnie przynajmniej 12 lat, a w programie 4-letniego nauczania średniego będą miały setki godzin biologii, chemii, geografii, historii, języka polskiego i matematyki. Dowiedzą się wszystkiego o rzekach i jeziorach w Polsce, a także o poezji klasycznej, tym jakie hormony wydziela ciało ludzkie oraz które pierwiastki są promieniotwórcze, a które nie. Brakuje tu jednak budowania podstawowej wiedzy o jakże przydatnym zarządzaniu swoimi finansami.

Niestety, po standardowej edukacji na poziomie średnim nasze pociechy nie będą wiedziały niczego o podstawowych klasach instrumentów finansowych, ani o tym jak samemu policzyć całościowe koszty kredytu hipotecznego. Nie wspominając o korzyściach z oszczędzania i inwestowania pieniędzy, dzięki którym miałyby je w ogóle zacząć oszczędzać. Brak wiedzy finansowej łatwo jest zaobserwować, ale okazuje się, że sami Polacy są jego świadomi i w ankietach uczciwie się do niego przyznają. Zacznijmy zatem od wyników ankiet, by następnie poszukać reszty źródeł problemu, czyli tego, co z owego braku wiedzy finansowej wynika.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Brak wiedzy finansowej

Pewnie kojarzysz badania przeprowadzone w roku 2012 wśród szwedzkich kierowców, z których wynika, że 78% szwedzkich kierowców uważa siebie za jeżdżącego bezpieczniej od 50% kierowców, co oczywiście byłoby matematycznie niemożliwe. Zjawisko to nazywamy w psychologii nadmierną pewnością siebie i w przypadku zdolności finansowych Polaków na szczęście nie występuje ono tak powszechnie.

Według badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2021” wykonanego przez Fundację GPW oraz Warszawski Instytut Bankowości tylko 13% Polaków uważa swoją wiedzę finansową jako „raczej dużą” lub „bardzo dużą”. Co więcej, jedynie 50% ankietowanych oceniło swoją wiedzę finansowa jako „bardzo małą” lub „raczej małą”, co prawdopodobnie ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Pełne wyniki tego badania dla lat 2019, 2020 i 2021 wyglądają następująco:

Jak nie martwic sie o swoje pieniadze samoocena poziomu wiedzy finansowej Polakow2

Warto wspomnieć, że to badanie zostało przeprowadzone na grupie losowo wybranych 500 osób w sposób telefoniczny, więc może ono być mocno zaburzonym obrazem samooceny wiedzy finansowej Polaków. Przygotowując ten wpis nie znalazłem jednak niczego lepszego, więc postanowiłem posiłkować się wynikami właśnie tej ankiety, która ze względu na intuicyjną zgodność z moją własną oceną wiedzy finansowej ogółu moich rodaków wydaje się mniej lub bardziej trafna. Dużo gorzej będzie z drugim pytaniem, które zadano ankietowanym, które dotyczyło poziomu ich wiedzy o giełdzie papierów wartościowych. Tutaj już nie ma złudzeń, że jest dobrze, ponieważ tylko 17% społeczeństwa ocenia swoją wiedzę o giełdzie jako co najmniej „przeciętną”:

Jak nie martwic sie o swoje pieniadze samoocena poziomu wiedzy o gieldzie Polakow1

Wyniki tego badania sprawiają, że coraz bardziej zaczynam wierzyć w misję mojego bloga, którą opisałem na stronie O blogu. Jeżeli jesteś tu nowy i kompletnie nie wiesz od czego zacząć to zachęcam do zajrzenia na stronę Zacznij tutaj i przeczytania artykułów „z góry do dołu”, a kiedy to zrobisz prawie na pewno poczujesz, że Twoja wiedza o giełdzie stała się „przeciętna” lub „raczej duża”. Taką przynajmniej mam nadzieję, bo w społeczeństwie, w którym odpowiednio 26% i 24% nie ma wiedzy o giełdzie w ogóle lub taką wiedzę ocenia jako „bardzo małą” naprawdę warto odrobić pracę domową i poznać zasady funkcjonowania podstawowych klas aktywów w rodzaju akcji czy obligacji.

Brak wiedzy o giełdzie sprawia, że 90% „inwestujących” wśród Polaków wybiera drogie usługi w rodzaju TFI pobierających 3-4% opłat rocznych zamiast zabrać się za proste i tanie inwestowanie, które opisałem m.in. we wpisie „Jak inwestować 500 złotych miesięcznie? Średnie kwoty na giełdę„. Nie jest to co prawda moja osobista tragedia, bo sam od lat nie inwestuję poprzez drogie fundusze aktywne, ale „serce mi się kraje”, gdy widzę jak nieświadomi ludzie przepłacają za wątpliwej jakości usługi zarządzania ich ciężko zarobionym kapitałem. Kolejną rzeczą, która odstrasza początkujących od giełdy jest jej legendarna zmienność i ryzyko związane z inwestowaniem. Omówmy krótko kwestię zmienności rynków ze szczególnym podkreśleniem okresów kryzysowych, w których można było stracić naprawdę wiele.

Zmienność rynków i historia kryzysów

Zasadniczym problemem rynków finansowych jest to, że co kilka/kilkanaście lat można na nich stracić naprawdę dużo pieniędzy. Prawda jest jednak taka, że inwestorzy tracą pieniądze nawet w latach zyskownych (hossy), bo nie potrafią opanować swoich emocji, sprzedając akcje nawet na małej stracie, nie mogąc tolerować czerwonego koloru w swoim pliku inwestycyjnym. Jak wobec tego wytrzymać okresy kiedy na całej giełdzie „leje się krew” i tracą praktycznie wszyscy? Jest to trudne, biorąc pod uwagę fakt, że bywały okresy zaledwie miesięczne, w których traciło się w skali całych indeksów nawet między 10, a 15%. Najgorsze 10 okresów dla amerykańskiego indeksu DJIA (Dow Jones Industrial Average) zamieściłem w poniższej tabeli:

Jak nie martwic sie o swoje pieniadze miesieczne spadki w kryzysach1

Wygląda przerażająco, prawda? Pomocniczo dodałem też stopy zwrotu dla niemieckiego indeksu DAX oraz dla polskiego WIG-u, które w tych okresach bywały nawet gorsze od tych amerykańskich. Skoro inwestowanie w akcje jest tak ryzykowne to dlaczego ktoś racjonalny miałby się w ogóle tym zajmować? Z prostego powodu: nawet jeśli celowo wybierzemy „taki sobie” okres na giełdach, umieszczając w 26 letnim czasie 2 duże kryzysy to i tak większość okresów będzie na plus, a tylko niektóre na minus. Co z tego, że nie przewidzisz największych „dołków”, skoro na giełdzie będziesz również w okresach największych „górek”/”zwyżek”? Piękno pasywnego inwestowania w indeksy widać na wykresach podobnych do tego poniżej, na którym naniosłem liczbę okresów miesięcznych o konkretnym wyniku inwestycyjnym dla amerykańskiego indeksu Dow Jones Industrial Average:

Jak nie martwic sie o swoje pieniadze rozklad stop zwrotu DJIA2

Na powyższym wykresie na pierwszy rzut oka widać, że w 25-letnim okresie dominowały (jakieś 2/3) okresy miesięczne o dodatniej stopie zwrotu, nie wspominając o ich średniej zmienności, która wcale nie była taka wysoka, gdyż odchylenie standardowe wynosiło 4,2%, a średnia wyniku miesięcznego +0,79%. Jeśli koncentrujemy się zatem na długim terminie i nie patrzymy tylko na najgorsze miesiące to giełda przestaje być taka straszna. Podobnie wygląda to dla polskiego WIG-u, dla którego okresów negatywnych było jednak w ostatnim 25-leciu relatywnie więcej niż w przypadku amerykańskiego indeksu:

Jak nie martwić się o swoje pieniądze - rozkład stóp zwrotu WIG

Tym razem już na pierwszy rzut oka widać, że okresów pozytywnych było około 55%, zaś skrajnie złe i skrajnie dobre miesiące sięgały nawet +/- 25%-30%, co dla amerykańskiego DJIA się w ostatnim 25-leciu nie zdarzyło. Wyższą zmienność polskiego indeksu widać też po standardowym odchyleniu wyników miesięcznych, które wynosi tutaj 7%, czyli aż o 2,8 pp. więcej od tego, które cechuje amerykański indeks. Średni wynik miesięczny wynosił jednak 1,11%, co zostało mocno wywindowane przez kilka najlepszych miesięcy w historii WIG-u.

Wnioski są jednak podobne dla obydwu indeksów: kryzysy są naprawdę straszne, a w momencie krachu na giełdzie nikt nie chciałby posiadać 100% akcji. Dokładnie z tego powodu portfel można zabezpieczać innymi aktywami (w tym obligacjami), a gdy rynki są (lub wydają nam się być) drogie nic nie stoi na przeszkodzie, by redukować akcje, które mamy w portfelu kosztem innych aktywów, w tym nawet gotówki. W rozpoczęciu spokojnego inwestowania na pewno nie pomagają też doradcy, guru i inni eksperci, którzy twierdzą, że za odpowiednią opłatą pomnożą Twoje pieniądze, przekonując Cię, że samodzielne inwestowanie jest trudne, a nawet niemożliwe dla nie-profesjonalisty. Jako, że uważam to za działanie destruktywne to zadedykowałem jemu cały kolejny akapit tego tekstu.

Otoczka wiedzy tajemnej ekspertów

Inwestować swoje pieniądze można samemu lub z pomocą doradcy/eksperta inwestycyjnego, który zwykle jest pracownikiem banku lub domu maklerskiego. Możliwe jest też „kopiowanie ruchów” innych inwestorów albo poprzez sugerowanie się ich (darmowymi bądź płatnymi) materiałami, a nawet kupowaniu i sprzedawaniu tego, co oni w sposób automatyczny (oferuje to np. broker eToro). Choć eksperci różnią się poziomem wiedzy o rynkach, atencją do klienta, cenami usług oraz osiąganymi wynikami inwestycyjnymi to wszyscy z nich mają wspólny atrybut: starają się zrobić z inwestowania czarną magię i coś „tylko dla wybranych”.

W tym momencie warto się na chwilę zatrzymać i zastanowić w kontekście sensowności słuchania tego typu guru. Skoro – tak jak pisałem w serii o ETF-ach – 90% aktywnych funduszy inwestycyjnych ma w długim terminie problem z pobiciem indeksu, to dlaczego ta konkretna osoba miałaby sprzedać Tobie pomysł na gwarantowany sukces? Nie mówiąc o tym, że jeśli ktoś jest tak błyskotliwym inwestorem to po co sprzedaje swoje usługi innym zamiast otworzyć fundusz inwestycyjny i samemu za pewną roczną opłatą inwestować pieniędzmi innych?

Pamiętaj o tym i nie daj się nabrać, że „inwestowanie jest trudne” i należy za nie płacić. Treści, które tu publikuję są i zawsze będą darmowe i nawet jeśli kiedyś będę sprzedawał kursy czy książki (które widzę jako takie „wszystko w jednym miejscu”), to zawsze stawiać będę na walor edukacyjny, a nie na nachalne podsuwanie innym swoich „genialnych pomysłów inwestycyjnych” i innych gotowców. W każdym razie: inwestowanie nie jest wiedzą tajemną i w sposób pasywny może to robić każdy, ale tak długo jak nie wierzy on w zysk bez ryzyka.

Wiara w zysk bez ryzyka

Większość czytelników i czytelniczek mojego bloga z pewnością słyszało o aferze AmberGold, ale dla tych, którzy jej nie pamiętają dokonam tu krótkiego opisu ich dawnej oferty. Spółka ta działała w latach 2009-2012 na zasadach spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, oferując swoim klientom „umowy składu metali szlachetnych” z „gwarantowaną” stopą zwrotu w wysokości od 6% do 15%. Archiwalny zrzut ekranu z ofertą Amber Gold znajdziesz poniżej, ale przypomnę, że takie stopy zwrotu spółka ta oferowała w czasach, gdy rentowność polskich obligacji skarbowych była na poziomie 5-5,5%. Widoczne poniżej „gwarantowane” stopy zwrotu były zatem absurdalne, co „wyczułaby” każda osoba, która choć trochę orientuje się w temacie inwestowania na giełdzie:

Oferta Amber Gold

Jednego jeszcze nie powiedziałem. Ta oferująca „zysk bez ryzyka” inwestycja miała polegać na zakupie i składowaniu złota, srebra lub platyny, które w latach 2008-2012 istotnie mocno zyskiwały na wartości wobec złotego. Problemem było zagwarantowanie konkretnej stopy zwrotu z bardzo zmiennej inwestycji w metal szlachetny. Każdy z nawet minimalną wiedzą o inwestowaniu powinien rozumieć, że nie ma zysku bez ryzyka i nawet najlepszy analityk na świecie nie potrafiłby przewidzieć ze stuprocentową dokładnością kierunku zmian cen złota, srebra czy platyny.

Niestety, tysiące Polaków dały się nabrać, powierzając swe pieniądze spółce z o.o. i nie zobaczyli ich już nigdy więcej. Po takiej traumie każda wzmianka dotycząca inwestowania wprawia ich w drgawki, ale nie powinna tak długo jak robi się to świadomie i rozumie w co się inwestuje. Dlatego w drugim rozdziale tego wpisu wyjaśnię Ci jak nie martwić się o swoje pieniądze.

Jak nie martwić się o swoje pieniądze?

Wiem, że łatwo jest mi o tym mówić i że w martwieniu się w kontekście „dbania” o swoje pieniądze właściwie nie ma nic złego. Zdecydowałem się jednak napisać rozdział, który wyjaśni Tobie jakie są moje sposoby na osiągnięcie finansowego zen, a więc kompletne nie martwienie się z dnia na dzień o moje zainwestowane pieniądze. Zaczniemy od skali makro, a więc sprawdzenia tempa wzrostu gospodarek światowych i przeszłych ruchów kilku głównych indeksów giełdowych świata, które na pewno dodadzą nam trochę otuchy na start. Kolejno przejdziemy do skali mikro, a więc sposobów na opanowanie swojego „zwierzęcego ja” w kontekście uodpornienia się na niemądre decyzje inwestycyjne.

Sprawdź jak rosną gospodarki

Poszczególne spółki mogą w dowolnym terminie bardzo fluktuować, a ich ceny akcji mogą spaść nawet o 95% lub zniknąć z giełdy, ale też wzrosnąć o kilka tysięcy procent jakby nigdy nic. Takich zdarzeń (bankructw oraz wzrostów cen „jednorożców”) było w historii giełdy setki tysięcy, a zaakceptowanie ich jest czymś normalnym. Z tego właśnie powodu inwestowanie aktywne, które polega na samodzielnej selekcji spółek jest przez wielu nazywane „hazardem” i sugerują oni alternatywę w postaci pasywnego inwestowania w indeksy, co ma według mnie sens dla osób, które nie mają czasu na wybieranie spółek według pewnych, ustalonych wcześniej kryteriów.

Dlaczego wieloletnie, pasywne inwestowanie w całe indeksy akcji nie przeraża mnie, a – wręcz przeciwnie – ma dla mnie sens? Bo wierzę w długoterminowy wzrost światowych gospodarek, a więc kontynuację trendu z ostatnich kilkudziesięciu lat. Aby pozbyć się strachu przed inwestowaniem wystarczy sprawdzić dane z ourworldindata.org zawierające zmianę PKB per capita dla różnych regionów świata w ciągu ostatniego (ponad) stulecia:

Jak nie martwić się o swoje pieniądze - PKB per capita 1900 2018

Tak na chłopski rozum: czy może być lepszy sposób na leniwe i pasywne zainwestowanie pieniędzy niż kupowanie wszystkich notowanych na danej giełdzie/w danym indeksie spółek? Zakładając dalszy wzrost światowej gospodarki ten sposób inwestowania powinien sprawdzić się przez jeszcze długie lata, mimo, że (wróć do tabeli sprzed kilku akapitów) okresowo tracić będziemy nawet do kilkunastu lub kilkudziesięciu procent miesięcznie, a więc okrętem będzie „bujało”, ale dopłynie on w końcu do docelowego portu. Poza przeanalizowaniem statystyk dotyczących wzrostu PKB wybranych regionów świata warto też „poznać przeciwnika”, zaznajamiając się z historycznymi przebiegami największych rynków finansowych świata.

Poznaj giełdowe dane historyczne

Z jednej strony wiemy, że przeszłość w żaden sposób nie warunkuje przyszłości i tylko osoba nierozważna zakłada, że na bazie przeszłości można z dużą precyzją przepowiedzieć nadchodzące wydarzenia. Z drugiej strony przez lata uczono nas powiedzenia „historia jest nauczycielką życia” i myślę, że robiono to nie bez powodu. Jeśli światowa gospodarka w długim terminie rozwija się, a tylko czasami łapie „czkawkę”, to rynki akcji możemy widzieć jak taki miernik badający obecną i przyszłą kondycję poszczególnych firm oraz – wynikowo – całych gospodarek.

Paradoksem jest to, że giełdy prawie zawsze będą się mylić, gdyż setki milionów inwestorów są masą zbyt wielką (i zbyt emocjonalną), by precyzyjnie określić wielkość i siłę światowej gospodarki. Chciałbym tutaj pozdrowić zwolenników hipotezy efektywnego rynku, pisząc tylko tyle, że gdyby rynki były zawsze efektywne to bańka internetowa z 2000 roku nigdy nie powinna mieć miejsca. Mimo to, choć w krótkim terminie rynki prawie zawsze będą popełniać mniejsze lub większe błędy to w długim terminie zmiana cen akcji w indeksie naprawdę dobrze aproksymuje wzrost gospodarczy danego kraju. Nie mówiąc już o oczywistej, wieloletniej tendencji wzrostowej na rynkach akcji:

Jak nie martwić się o swoje pieniądze - indeksy zachodnie 50 lat

Pisząc ten wpis celowo stosuję pewne upraszczanie i nie piszę wszystkiego, bo gdyby powyższe wykresy indeksów S&P500 (USA), DAX (Niemcy), CAC (Francja) i FTSE250 (Wielka Brytania) skorygować inflacją na poszczególnych walutach to nie rosłyby one o 2400 – 4000% w ciągu 5 dekad, a ponad dwukrotnie wolniej, niemniej dalej pięły by się do góry i to w sposób naprawdę spektakularny, zwłaszcza, że powyższe wykresy nie uwzględniają reinwestycji dywidend. No dobrze – wiesz już, że w długim terminie rosną (a przynajmniej rosły) gospodarki, związane z nimi rynki finansowe, ale co zrobić z tą informacją? Czy trzeba kupować w 100% akcje i brak udział w tych rollercoasterach (-60% w ciągu kryzysu z 2000 roku)? Nie, ponieważ istnieje alternatywa w postaci mieszanego portfela akcji i obligacji, którą teraz przedstawię.

Określ swoją tolerancję na ryzyko

Ze względu na ich konstrukcję, w długim terminie akcje oferują wyższą stopę zwrotu od obligacji. Jeśli nie rozumiesz tych dwóch klas aktywów to koniecznie przeczytaj dwa krótkie wpisy zatytułowane Co to są akcje i jak działają? Wyjaśnienie akcji giełdowych oraz Co to są obligacje i jak działają? Wyjaśnienie obligacji skarbowych i korporacyjnych, a na pewno zrozumiesz ich zasady działania.

Nie zmienia to faktu, że obligacje – zwłaszcza skarbowe – od dziesiątek lat pełniły, pełnią i będą pełnić rolę stabilizatora portfela i bezpośrednia inwestycja w nie z zamiarem doczekania do ich dojrzałości i spłaty przez emitenta nie może przynieść nominalnej straty (uwaga tylko na ETF-y obligacyjne o czym pisałem tutaj: „Dlaczego ceny funduszy ETF na obligacje zmieniają się dynamicznie?„). Jaki efekt na portfel inwestycyjny miałoby uzupełnienie akcji obligacjami? Zmniejszający stopę zwrotu, ale stabilizujący, co doskonale widać na poniższym wykresie:

Jak nie martwić się o swoje pieniądze - skłonność do ryzyka

Widzimy tu długoterminową, bo ponad 40-letnią zmianę wartości inwestycji wynoszącej 1000 dolarów miesięcznie w indeks S&P500 i 30-letnie obligacje skarbowe USA w zależności od proporcji portfela. Sumarycznie wpłaciliśmy tu zatem 500 000 dolarów, kończąc – w zależności od składu portfela na kwocie pomiędzy 4, a 8 milionów dolarów. Przyglądając się bliżej okresowi 1995-2002 oraz 2007-2011 trudno jest nie zauważyć jak zmienny wobec innych wariantów był portfel czysto akcyjny, oznaczony na wykresie jako 100/0.

Gołym okiem widać, że uzupełnienie go nawet o 20% obligacji (80/20) znacząco redukuje jego zmienność w długim terminie. Wiesz w czym tkwi według mnie prawdziwa inwestycyjna mądrość? W zrozumieniu, że lepiej jest wybrać celowo portfel oferujący niższą stopę zwrotu w długim terminie, ale zmienny na tyle mało, byśmy nie „robili głupot” sprzedając nasze akcje w kryzysach. Lepiej jest świadomie i konsekwentnie prowadzić portfel 60/40, niż mając 100/0 pozbyć się akcji ze stresu w najgorszym możliwym momencie, czyli zwykle na samym dnie lub w jego pobliżu. Poza wcieleniem do portfela pewnej ilości obligacji warto także trzymać się swojej niszy w inwestowaniu w akcje, co wyjaśnię w kolejnym akapicie.

Potrzebujesz taniego konta maklerskiego?

A może bogatszej oferty ETF-ów na IKE/IKZE?

Szukasz ETF-ów niedostępnych gdzie indziej?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Trzymaj się znajomego gruntu

Nie ma niczego gorszego niż początkujący inwestor, który nie umiejąc czytać sprawozdań finansowych (lub w ogóle nie będąc świadom, że spółki takie dokumenty co kwartał publikują) zaczyna kupować akcje pojedynczych spółek. Oczywiście jest tu element losowości, gdyż całkiem często zupełnie początkujący inwestorzy radzą sobie na giełdzie świetnie, ale wierz mi, że bez świadomości dlaczego inwestujesz w wybraną spółkę oraz bez zasad dotyczących jej późniejszej ewentualnej sprzedaży jesteś na dobrej drodze do osiągania na giełdzie głównie strat. Według mnie warto posłuchać jednego z moich największych giełdowych idoli – Warrena Buffeta – w kwestii zdolności świadomej oceny swoich  umiejętności, którą ocenia on w jednym z cytatów jako ważniejszą od samych kompetencji:

Jak nie martwić się o swoje pieniądze - sfera kompetencji buffett

Świadomość ograniczeń jest kluczowa zarówno w inwestowaniu, jak i w całej reszcie życia i według mnie nie da się bez niej być naprawdę szczęśliwym. Aspirującym inwestorom, którzy nie chcą się martwić o swoje pieniądze polecałbym zatem:

  • Nie masz żadnej wiedzy finansowej? Inwestuj w ETF-y indeksowe, przeplatając je z detalicznymi obligacjami skarbowymi, np. COI lub EDO lub ROS/ROD jeśli przysługuje Ci świadczenie 500+.
  • Masz podstawową wiedzę giełdową? Inwestuj w ETF-y indeksowe i powoli wybieraj „proste do analizy” spółki z tradycyjnych branż. Z daleka od spółek technologicznych/growth.
  • Poświęciłeś przynajmniej 100 godzin na naukę czytania sprawozdań finansowych? Myślę, że spokojnie możesz zacząć inwestować w pojedyncze spółki, z tym, że dalej polecam wyspecjalizować się w 1-2 branżach i póki co nie wychodzić poza nie.

Poza trzymaniem się swojej specjalizacji pamiętaj też o ustaleniu sobie kryteriów kupna/sprzedaży, by decyzje podejmował algorytm, a nie człowiek. Wszystkie najlepsze inwestycje, które dotychczas zamknąłem z najwyższym zyskiem były efektem obliczeń, a nie mojej – często emocjonalnej – percepcji czy namów innych inwestorów. Załóżmy, że już wiesz czy chcesz inwestować indeksowo, czy znajdziesz czas na wybieranie poszczególnych spółek do portfela. Kolejna czynność, która napawa strachem większość początkujących inwestorów to fakt, że na giełdzie można stracić pieniądze. Warto z tego powodu starannie „wybierać” które pieniądze inwestujemy, upewniając się, że nie są to środki, których inwestować na giełdzie nigdy nie powinniśmy.

Inwestuj tylko środki, których nie potrzebujesz do życia

Nie lubię powiedzenia „inwestuj tylko środki, które możesz stracić”, bo nikt nie powinien zakładać, że inwestując mądrze i długoterminowo straci swoje środki. Kluczem jest tu słowo „możesz”, ale całe powiedzenie zamieniłbym na „inwestuj tylko środki, których nie potrzebujesz do życia”. Co to oznacza w praktyce? To, że środków, których wiesz, że będziesz potrzebował w ciągu kolejnych 2-3 lat raczej nie inwestuj, a zamiast tego spokojnie odłóż je na czymś bezpiecznym (szczegóły we wpisie „Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?„). Których oszczędności raczej bym nie inwestował? Zamieściłem je na poniższym diagramie:

Jak nie martwic sie o swoje pieniadze nie inwestuj potrzebnych srodkow

Najprościej rzecz ujmując poza giełdą trzymałbym przede wszystkim kwoty odłożone na konkretny cel/wydatek, który będę miał ponieść w ciągu najbliższych 12-36 miesięcy. Jako, że otrzymuję mnóstwo pytań od czytelników o to dlaczego nie lokować krótkoterminowych oszczędności na giełdzie „skoro rośnie” to przypominam, że zainwestowane w ten sposób w indeks S&P500 w 2000 lub 2008 roku środki na odrobienie strat musiałyby czekać odpowiednio 6 i 5 lat, a więc znacznie dłużej niż wynosi Twój horyzont oszczędnościowo-inwestycyjny dla tych środków. Dlatego zasada „oszczędności krótkoterminowe z dala od giełdy” świetnie się sprawdza na każdym poziomie finansowego zaawansowania. Na sam koniec wpisu zostawiłem najciekawsze, czyli jak sam radzę sobie z finansowym stresem, nie martwiąc się (prawie) wcale o swoje pieniądze.

Dlaczego nie martwię się o moje zainwestowane pieniądze?

Choć jeszcze kilka lat temu dzienne ruchy indeksów giełdowych wynoszące +/- 5% bardzo mnie emocjonowały, to dziś są mi równie obojętne jak dni, w których rynki stoją w miejscu. Taki stan rzeczy ma kilka przyczyn, z czego najważniejszymi dwiema są:

  • To, że zawsze mam w portfelu tzw. „część bezpieczną”, głównie w postaci obligacji.
  • To, że w części ryzykownej (akcje, ETF-y na akcje) poruszam się tylko w swojej sferze kompetencji, unikając aktywów, rynków i segmentów, na których się „nie znam”.

To drugie oznacza dla przykładu to, że unikam selekcjonowania spółek biotechnologicznych czy farmaceutyczno-medycznych, bo nie potrafiłbym ich prosto wycenić. Podobnie ze spółkami e-commerce i większością spółek technologicznych, których rozwoju zwykle nie umiem przewidzieć i czuję, że inwestowałbym w nie „po omacku”. Zupełnie inne „uczucia” mam wobec firm produkcyjnych i inżynieryjnych, spośród których od ładnych kilku lat staram się wyszukać te najlepsze. Na poniższym diagramie zaznaczyłem zielonym kolorem to, co nazywam częścią bezpieczną swojego portfela, która sprawia, że prościej mi jest przeżyć gorsze chwile na giełdzie:

Jak nie martwic sie o swoje pieniadze dlaczego sie nie martwie

Mimo, że na diagramie zielony prostokąt zajmuje tylko jakieś 20% przestrzeni to absolutnie nie oznacza to, że w każdym momencie mam (tylko) tyle mniej zmiennych aktywów. Osoby zaznajomione z moimi wpisami portfelowymi doskonale wiedzą, że „gustuję” w mniej zmiennych aktywach, którymi uzupełniam sobie portfel w czasach, gdy coraz ciężej jest mi znaleźć giełdowe perełki, czyli rozsądnie wycenione spółki z potencjałem. Najlepiej jeśli te płacą akcjonariuszom dywidendy, co jest dla mnie swoistym „dowodem” na to, że osiągnęły zysk, który przedstawiają w swoich księgach.

To właśnie obecność części bezpiecznej portfela oraz wybieranie spółek z sektorów na których się „znam” (nie jest to, rzecz jasna, tylko inżynieria i produkcja/przemysł) sprawia, że mimo ogromnej zmienności giełdy udaje mi się spać spokojnie. Osoby, które znają mnie bliżej często dziwią się z jaką łatwością przychodzi mi trzymanie coraz większych aktywów na giełdzie, ale dla mnie – przy spełnieniu warunków, które opisałem w tym wpisie – w inwestowaniu na giełdzie nie ma nic bardziej ryzykownego niż w kupowaniu nieruchomości na wynajem. Tak długo jak robisz to świadomie i – przede wszystkim – ze świadomością swoich ograniczeń. Przejdźmy do podsumowania tego lekkiego i – mam nadzieję – przyjemnego wpisu.

Podsumowanie

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu czujesz pewien niedosyt w sferze inwestowania behawioralnego to serdecznie polecam Ci sprawdzenie także artykułów „Psychologia inwestowania, czyli jak inwestować, by nie zwariować” oraz „Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności„, które jeszcze lepiej przybliżą Ci sposób myślenia, którym posiłkuję się w inwestowaniu na giełdzie. Mam nadzieję, że ten i inne moje wpisy uczą Cię jak nie martwić się o swoje pieniądze, a „finansowe zen” jest coraz bardziej w Twoim zasięgu. Jeśli podobają Ci się moje treści to zapraszam także do polubienia mojej strony na Facebooku oraz do obserwowania mnie na Twitterze. Jeśli lubisz słuchać moich podcastów, a jest ich naprawdę sporo, bo nagrywam je do praktycznie każdego wpisu, to serdeczna prośba o zrecenzowanie i ocenienie ich na platformie Apple Podcasts, co bardzo pozytywnie wpływa na rozprzestrzenianie się wiedzy, którą staram się dzielić na co dzień. Dzięki!

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.3 19 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
110 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Łukasz

Cześć Mateusz,

Przydatny i fajny wpis zwłaszcza dla mnie… Ja mam niestety ten problem ze w obecnej sytuacji gdzie wydaje mi się że rynki są mocno przegrzane boje się po prostu wejść na giełdę bo nie mogę wykluczyć że trafię na taki październik 2008 i co wtedy ??? Nie chciałbym zaczynać przygody od pokaźnej straty na której odrobienie będę czekał 5-6 lat ??
Nie za bardzo wiem jak sobie z tym poradzić ?!

Martyna

Pytanie czy to są oszczędności życia. Jeśli wchodzisz pieniędzmi które aktualnie był byś w stanie odłożyć w rok czy dwa to proponuję po prostu wejść. Przy oszczędzaniu przez np. 30 lat i potem wydawaniu przez 20 lat timing nie ma najmniejszego znaczenia. A jeśli to są większe pieniądze to może powinieneś zwiększyć część bezpieczną i zamiast głównie w akcje zainwestować np. 40/60?

Co nieco o określaniu „apetytu na ryzyko”:
https://stockbroker.pl/jak-okreslic-swoj-profil-ryzyka-inwestycyjnego/

Ps. Mam nadzieję Mateuszu że nie masz nic przeciwko podlinkowaniu „konkurencji” 😉

Piotrek

Trochę dopisując do tego co napisała Martyna, zawsze można podzielić sobie taką kwotę na paczki i wchodzić w ratach co miesiąc / kwartał w zależności od zgromadzonej sumy. Chociaż niektórzy podważają matematyczny sens takiej operacji, to z psychologicznego punktu widzenia ułatwia ona wejście na rynek.

Łukasz

Tak ale obecnie ogranicza mnie fakt posiadania konta w Bossa gdzie pomimo obniżki prowizji minimalny próg wejścia jest dość wysoki na dzielenie sobie przeznaczonego kapitału na wiele części — około 5000pln jeśli dobrze pamiętam z głowy ?!
Rozumiem Was że w długim terminie timing nie ma aż takiego znaczenie ale jednak bolesny początek może mocno zniechęcić a obecne wyceny nie wyglądają zachęcająco stąd pisze o moich dylematach i przemyśleniach …

Piotrek

Około 6500zł jeżeli chcesz dokładnie wstrzelić się w minimalną, ale nie podchodziłbym do tego tak dogmatycznie jeżeli to ma być bloker.

Rozumiem, że to konto IKE / IKZE skoro Bossa? Bo jeżeli nie to taki XTB z minimalną transakcją 500zł mógłby pomóc 😉

W pełni rozumiem Twoje wątpliwości. Pewnie gdybym dzisiaj miał zainwestować swoje oszczędności w sposób jednorazowy to miałbym podobny dylemat. Dlatego ważne jest to co napisała wyżej Martyna. Czy to będzie jednorazowa inwestycja, czy co miesiąc / kwartał będziesz dorzucał kolejne nadwyżki do portfela. Czy chcesz te środki wyjąć za 2-3 lata czy za 10,20 lub 30. Jak zaczynałem to mi pomogło właśnie wchodzenie ratami i mniejszymi kwotami, nawet kosztem prowizji. Jeżeli wydane 19zł miało mi zapewnić spokojniejszy sen to nie miałem z tym większego problemu (oczywiście pilnowałem by procentowo ta prowizja nie była jakaś straszna, np 19zł od 200zł wygląda źle). Przeczytaj sobie tekst Mateusza o inwestowaniu małych kwot, szczególnie ten 500zł miesięcznie.

Ppp

Jeśli jesteś w stanie zainwestować na 10 lat, to najprawdopodobniej zaliczysz i wzrost i dołek i odrabianie na kolejnym wzroście – na końcu będziesz do przodu, choć niekoniecznie dużo.
Odwagi i powodzenia!
Pozdrawiam.

Lucky

Skoro boisz się zainwestować na raz całość środków, to możesz rozważyć podzielenie ich pomiędzy :
1. rachunek Bossa (zwykły i IKZE)
2. IKE Obligacje ..o ile masz taką możliwość.

Na tym drugim mógłbyś zapakować pod korek EDO 10-latki w tym roku i w następnym – wyjdzie ok. 32 tyś.
Kolejno, po głębszej korekcie, albo kiedy uznasz, że rynki są już odpowiednio przecenione, mógłbyś zlecić wypłatę transferową z IKE Obligacje na IKE Bossa.
Niezależnie, kiedy to nastąpi nie utracisz naliczonych odsetek od obligacji i nie zapłacisz opłaty za ich umorzenie – 2zł za obligację. W ten sposób z jednej strony, będziesz na rynku akcji dzięki IKZE i zwykły rachunek w Bossa, a z drugiej, będziesz miał dodatkowy kapitał w IKE Obligacje, zabezpieczony przed inflacją, z którym będziesz mógł za rok, dwa w zasadzie w każdej chwili wejść na rynek po głębszej korekcie, czy w trakcie bessy.
Pozdrawiam.

Ania

„nie zapłacisz opłaty za ich umorzenie – 2zł za obligację.” Jesteś tego pewien?

Zawsze mi się wydawało, że transfer wiąże się z normalną sprzedażą aktywów, a jedyne co odpada to podatek belki.

Lucky

Tak, poniżej cytuję źródło ze strony obligacjeskarbowe.pl

„Przy przedterminowym wykupie obligacji, wynikającym ze złożenia dyspozycji wypłaty (lub wypłaty transferowej) z IKE-Obligacje nie dokonuje się potrącenia, wskazanej w liście emisyjnym, opłaty i narosłe odsetki od obligacji oszczędnościowych wypłacane są w całości. Zysk od zgromadzonych oszczędności nie podlega też opodatkowaniu (podatek od zysków kapitałowych).”

Pozdrawiam.

Piotrek

Potwierdzam, bo przerobiłem to w praktyce. Jedyne co, to jest opłata jeżeli zamyka się IKE Obligacje w ciągu pierwszych 12 miesięcy. Chyba 150zł (ale to do sprawdzenia dokładnie). Ale opłaty umorzeniowej nie ma w przypadku wypłaty transferowej.

Lucky

Tak , zgadza się. Najlepiej taki transfer wykonać najwcześniej po roku od założenia IKE, żeby uniknąć opłaty, o której wspomina Piotrek.

Ania

Nie patrzylabym aż tak na te minimalne prowizje. Ok, inwestując mniejszą kwotę zapłacisz procentowo odrobinę więcej opłaty ale dalej to jednorazowa opłata i nie jest jakaś ogromna.

Marx

inwestujac na polskiej gieldzie minimalne wejscie aby nie przeplacic prowizji to ok. 1300zl

Janek

Jak będziesz tak podchodził to możesz nigdy nie zacząć inwestować 🙂 Co gdy ten słynny i oczekiwany „krach” nie nadejdzie przez kolejne 2-3 lata i zamiast zarobić ileś tam % (np 20%) to tylko będziesz patrzył jak inflacja zjada oszczędności? 🙂

Strategię można zmieniać z czasem, ale trzeba zrobić ten pierwszy krok 🙂

Łukasz

@Janek

Moim zdaniem czasami lepiej stracić okazję niż pieniądze…
Generalnie zgadzam się z Twoim podejściem ale w tym przypadku widzę to inaczej i nawet jeśli dzisiejszy dzień weźmiemy jako odnośnik tak żeby jakiś był ustalony to czas pokaże czy miałem rację czy jednak inflacja była tym większym problemem 😉

Janek

Spoko. Aczkolwiek o to chodzi, że nie inwestując w ogóle też tracisz pieniądze 🙂 Może tego nie widzisz, bo codziennie na koncie masz np 5000 zł i wydaje Ci się, że ich nie tracisz. Za rok nadal będzie 5000, za 10 lat też. Jakby bank odejmował inflację na żywca to byś dopiero zobaczył co się dzieje 😀

W każdym razie do niczego nie namawiam, też miałem takie dylematy, ale kupiłem trochę etfów stosunkowo niedawno i jestem na coraz wiekszym plusie, aż żałuję, że nie zainwestowałem więcej 😛

Rer

Polemizowałbym z tą popularną maksymą. Jej zastosowanie w praktyce dla wielu oznaczałoby, że nigdy nie zaczną inwestować, bo zawsze znalazłby się jakiś powód, aby nie zaczynać. Przykładowe powody mogłyby być następujące:

  • nie inwestuję, bo teraz rynki są rozgrzane
  • nie inwestuję, bo przecież w ciągu najbliższych 5 lat będę potrzebował tych pieniędzy
  • nie inwestuję, bo jeszcze nie mam wystarczającej wiedzy (tzw. rozwojowe ćpuny mogą zdobywać wiedzę w nieskończoność i nigdy, przenigdy nawet nie zacząć)
  • nie inwestuję, bo kiedyś mama/ciocia/dziadek stracił
  • nie inwestuję, bo i tak będzie Wielki Reset i i tak wszystko wszystkim zabiorą w ciągu najbliższych lat
Konrad

Co do tej dyskusji @Rer nie do końca masz rację bo akurat fakt czy rynki są rozgrzane czy nie, ma znaczenie może nie tyle w kwestii samego faktu inwestowania lub nie ale w kwestii proporcji inwestycji w danym momencie.
Drugi punkt to samo, jeśli będziesz potrzebował pieniędzy w okresie 3-5 lat to kompletnym nieporozumieniem jest podejmowanie działań długoterminowych i jeśli choc czasami czytasz/słuchasz Mateusza to bardzo często o tym wspominał.
Kolejny punkt to samo, jeśli brak odpowiedniej wiedzy nie jest dla Ciebie wustraczajcym argumentem do nieinwestowania to nie wiem co nim może być ?!

Ostatnie 2 argumenty ok.

Marx

wejscie transzami ulatwia sprawa. Jak juz wybierzesz ETF/akcje to kupujesz co miesiac. Jak spada to sie cieszysz bo usredniasz cene w dol, jak rosnie to mozesz kupowac to samo, albo wybrac cos tanszego. Wchodzac w transzach nie zarobisz matematyznie max tego co bys mogl (jesli ceny szly by w gore) ale tez nie stracisz bardzo duzo (gdyby ceny szly w dol).
Sam probowalem ocenic czy jest tanio czy drogo. Bez szans. Mateusz w podkastach sprzed 1,5 roku juz mowil ze jest drogo. I co? I nic. Jest jeszcze drozej 🙂 Jak taka tega glowa nie jest w stanie tego ocenic, to ja nawet nie proboje. A jesli zainwestuje i ceny spadna? Trudno. Kiedys wzrosna. Byle dywidendy splywaly.

floridian

Rezerwa Federalna (FED) wypuszcza corocznie do obiegu biliony dolarów. Te pieniądze idą w rynek, nieruchomości, kryptowaluty. Jest wysoko ale może być jeszcze wyżej. Kiedyś ten domek z kart runie ale kiedy nikt nie wie. Ja przypuszczałem, że w tym roku, ale jak do tej pory S&P500 jest w górze 25%. Dlatego ważne jest żeby mieć zainwestowaną przynajmniej część kapitału.

Łukasz

Hej Mateusz,

Dzięki, problem jest taki że właśnie chciałem spróbować wchodzić od małych kwot żeby nie mieć poczucia że pociąg odjechał a jednocześnie nie angażować się na maxa.
Tylko mając na aktywa akcyjne przeznaczone 20 tys nie podzielę tak bardzo bo minimalnie jak już ktoś pisał dobrze by było wejść nie mniej niż za 6500 PLN czyli byłyby to zaledwie 3 transze

P_Floyd

A może wykorzystać XTB i wchodzić małymi kwotami co jakiś odcinek czasu? Jak się uzbiera większa kwota to sprzedać i przelać na rachunek IKE/IKZE.

floridian

O zainwestowane pieniądze troszczyć powinniśmy się zawsze. Również ważne jest to czy w zależności od sytuacji na rynkach światowych będziemy podejmować racjonalne decyzje. Wtedy odpadnie kwestia zamartwiania się co będzie dalej gdy dotknie nas długookresowa recesja lub krach na giełdzie. Oprócz tego musimy być przygotowani na sytuacje losowe tak jak utrata pracy, niespodziewany spadek wpływów z działalności gospodarczej, niezdolność do pracy na skutek choroby czy wypadku, niespodziewane wydatki, itp. Konieczność spłaty zobowiązań w powyższych warunkach takich jak mieszkanie, samochód, czy dług konsumencki pogarsza tylko sytuację. Wiem coś o tym bo doświadczyliśmy każdego z powyższych scenariuszy. Przed takimi wypadkami powinna zabezpieczać nas poduszka finansowa czyli bezpieczna część portfela, która powinna zapewniać środki na życie w granicach 4-6 miesięcy. Moje osobiste preferencje po w/w przejściach to okres znacznie dłuższy, ale do tego jeszcze wrócę.

Osoby które żyją od wypłaty do wypłaty lub mają niewielkie oszczędności, a takich jest niestety sporo znajdują się wtedy w sytuacji podbramkowej. Może się też zdarzyć, że osoby o znacznej wartości netto i sporych inwestycjach mogą być zmuszone do likwidacji części portfela akcyjnego podczas bessy w sytuacji kiedy wytrawny inwestor powinien robić dokładnie na odwrót. Takich sytuacji też należy unikać. Dlatego im większe wydatki stałe tym większa powinna być poduszka (co jest oczywiste), ale także należy zwracać uwagę na fazy cyklu koniunkturalnego. Dlatego rezerwę należy trzeba stopniowo powiększać w czasie hossy nie rzucając na rynek wszystkich środków tak żeby w czasie bessy posiadać oprócz poduszki także rezerwę finansową na inwestycje. A czy tą płynność zapewnią konta bankowe czy obligacje to już jest mniej istotne.

Oprócz poduszki finansowej czyli zabezpieczenia środków na życie istnieje konieczność odkładania środków na zakupy wielobudżetowe jak mieszkanie i samochód i inne przewidywane wydatki. Te środki lokujemy w wehikuły pozbawione wahań rynkowych czyli bezpośrenie obligacje krótkoterminowe lub lokaty. Inwestować w rynki finansowe lub nieruchomości powinno się tylko środki które nie będą nam potrzebne przez minimum 10-15 lat. Zwraca na to uwagę w tekście Mateusz.

Od początku naszego inwestowania zawsze preferowałem systematyczne oszczędzanie zamiast rzucania wszystkich oszczędności na jedną szalę. To zabezpiecza nas przed bessami nie tylko dlatego że inwestując stałą sumę co miesiąc kupujemy więcej aktywów kiedy są na dużej wyprzedaży. Ponadto dobrze mieć dostępne środki żeby w czasie dużej korekty zwiększyć zakupy stąd moja preferencja do posiadania większej rezerwy gotówkowej. Działanie racjonalne to również inwestowanie kiedy wydaje się nam, że rynek jest jest już bardzo wysoko. Zawsze bowiem może się wydarzyć, że będzie szedł jeszcze wyżej. Dlatego powinniśmy być zainwestowani przynajmniej 75-80%. Jest to lepsze i bardziej racjonalne podejście niż tzw. „market timing” i czekanie na spadek. Może się okazać, że na korektę możemy czekać miesiącami lub nawet latami, a rynek na przekór wszystkim prognozom ekspertów będzie szedł nieublaganie w górę. Racjonalne działanie w takim wypadku to inwestowanie stałych sum określonego dnia miesiąca bez bawienia się w zgadywanie czy rynek jest wystarczająco drogi czy nie. Takie podejście umożliwiło nam dojście do samodzielności finansowej bez podejmowania zbytniego ryzyka. Przy czym jako niezależność finansową rozumiem sytuację, kiedy zgromadzone środki i dochody pasywne pozwola nam na utrzymanie określonego komfortu i poziomu wydatków do końca życia bez dochodów z pracy.

Jaki rodzaj inwestowania zapewnia nam spokój ducha? Przede wszystkim dywersyfikacja i branie pod uwagę sytuację makroekonomiczną. Oprócz sporych inwestycji w nieruchomości oraz funduszy Vanguard opartych o indeksy S&P 500 i szerokiego rynku jak VTI posiadamy fundusze i ETFy agresywnego wzrostu. Inwestujemy także faktorowo w duże, średnie i małe firmy, a także sektory jak zdrowie i farmaceutyka, technologia, oraz finanse. W zależności od trendu zmieniajają się tylko proporcje.

Pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 25 dni temu przez floridian
Rer

Mądre podejście. Współcześnie, tu w Polsce jest tylko jeden problem: powoli nie ma gdzie trzymać bezpiecznej części portfela. Jeszcze do niedawna opcją do zaakceptowania były polskie antyinflacyjne obligacje skarbowe, ale w tej chwili ktoś, kto je kupi:

  • w pierwszym roku dostanie jakieś 1%, przy obecnej oficjalnej inflacji 7%, która prawdopodobnie dalej będzie rosła, więc na dzień dobry tracimy sporo
  • w kolejnych latach będzie to inflacja+1% (upraszczam), ale nawet w przypadku 10-latek sporą część nominalnego zysku zje na końcu podatek Belki.
  • ponadto spora część ludzi zerwie (a nawet będzie zmuszona zerwać) te obligacje wcześniej, więc zysk będzie tu jeszcze niższy

A alternatywy? Złoto nie bardzo jest alternatywą (ewentualnie można bawić się w jakieś połączenia typu 80% obligacje skarbowe+20% złota), zagraniczne obligacje skarbowe sa praktycznie do do kupienia, ETF na zagraniczne obligacje skarbowe to ryzyko walutowe plus prawdopodobny ciąg podwyżek stóp procentowych i dodatkowe koszty transakcyjne.

Istnieją jeszcze obligacje korporacyjne, ale one mają kilka poważnych wad, są dość skomplikowanym instrumentem, a w pewnym sensie są nawet bardziej ryzykowne niż akcje.

Jakimś pomysłem wydaje być się kupno nieruchomości, ale to opcja dla tych z dużo większym kapitałem. Ja obecnie w tej chwili nie bardzo wiem jak trzymać 100 000 – 200 000 bezpiecznej części portfela. Może ktoś ma jakąś radę?

Stefan

Pożyczki prywatne na deweloperke itd. płacą około 6% z umową na 1,2 lub 3 lata.
Pozdrawiam,
Stefan

Rer

To nadal poniżej inflacji, ale przede wszystkim: gdzie znaleźć odpowiednie firmy?

Dominik

Masz projekty np. Wojciecha Orzechowskiego w kamienice. Dawały po zamknięciu nawet 15% + w skali roku. Okres około 3 lata. To jest wymiatacz w nieruchomosciach. Bierze on też środki na 12% w skali roku jak nie chcesz projektów.

Podobnie Daniel Siwiec zbiera srodki czy Filip Kowarski. Dają bodajże 7% +.

Osoby co robią flipy w podziale 50:50. Dajesz 300 k za mieszkanie o wartości 330 k. Po remoncie macie np. 40 k zysku do podziału 50% i masz finalnie 20k. 10k zarabiacie na remoncie. Czas to od 6 miesięcy – 12. Mieszkanie na ciebie. Będzie od 6% do 12%.

A alternatywa to jak akceptujesz spadki na bezpiecznej cześci portfela to portfel mało zmienny alokacja w niego. np. 4 pory roku Harry Browne’s Permanent Portfolio. Chcąc mieć zawsze 200k bezpieczne ja osobiście bym wolał wrzucić 250k. (50k zabrać z inwestycji żeby całośc środków pracowała). Wg historii od 01 Jan 1978 to maksymalny spadek to -12.62%. Więc wg mnie mega mało, dajac ponad 8% pasywnie.

Oczywiście to nie jest w PLN stopa zwrotu dlatego dałbym większy bufor. No i tutaj 50% to obligacje więc pewnie realnie bliżej 5-6% będzie w najbliższym czasie. No ale inny portfel to testów by wymagał i użycia ST System Trader i sporej ilości wiedzy. np. ryzyko przeoptymalizowania

http://www.lazyportfolioetf.com/allocation/harry-browne-permanent/

Ostatnio edytowano 24 dni temu przez Dominik
Ania

Ciężko to nazwać bezpieczna forma. Trochę jak obligacje korporacyjne. Wszystko fajnie dopóki druga strona jest wypłacalna.

Stefan

Nie jest ciężko jeśli zna się biznes i osoby za nim stojące. Przykładowo w deweloperce, w przypadku rentowności budynku mniejszej niż koszt kredytu zwyczajnie upłynnia się nieruchomość celem spłaty pożyczki i tyle. W innych przypadkach jawne są dane o przepływach miesięcznych i środkach firmy zabezpieczających pożyczkę. Dlatego prywatne oferty pożyczek uważam za bardzo bezpieczne. Rozumiem Aniu, że nie masz w tym doświadczenia, ale proszę o niepowielanie błędnych populizmów jeśli czegoś nie znasz. To nie jest kształcące.

Anna

Kluczem jest tu „ jeśli zna się biznes i osoby za nim stojące”

Pytanie było raczej o ogólne alternatywy a nie dla osób z doświadczeniem znające biznes i osoby za nim stojące. Jak się zna osobiście kogoś kto taki biznes prowadzi to nieco inna sytuacja.

w przypadku rentowności budynku mniejszej niż koszt kredytu zwyczajnie upłynnia się nieruchomość celem spłaty pożyczki i tyle. 

Ok, w takim razie potrzebowałabym więcej info by zrozumieć jak to działa. Rozumiem, że te firmy wykazują wcześniej formalnie jakoś, że mają 100% środków na zabezpieczenie spłaty całości pożyczki?

Nawet jeśli nagle w trakcie budowy firma zbankrutuje. Czy zostaje wtedy jednak dochodzenie swojego w sądzie?

Filipa Kowarskiego obserwuję od dość długiego czasu ale dalej nie wydaje mi się bezpieczne to co on robi. Mam wrażenie, że głównie nakręca ludzi na swoje produkty ale może to tylko wrażenie.

Zajrzałam na stronę Daniela Siwca ale wyszłam szybko bo zwyczajnie nie trawię takiego rodzaju „naganiania” w stylu „Pokażę Ci jak możesz zmienić swoje życie!” ( cytat ze strony).

Ula

Hej Rer, tak na dobrą sprawę to nie ma czegoś takiego jak bezpieczna część portfela. To tak jakby życzyć sobie żeby bez podejmowania ryzyka ktoś lub coś zapewniło nam komfort przechowania gotówki bez kompletnie żadnej straty. Żeby dal nam pewność ,że jeśli ulokujemy kapitał ,to jego wartość przynajmniej nie straci . Czego by się nie podjąć to ryzyko jest nieodłączne. Nawet nie mając pomysłu na alokacje kapitału ryzykujemy utrata wartości czy siły nabywczej. Wyborów dokonujemy pomiędzy ryzykiem i ryzykiem. Jedyna różnicą jest jego skala. W finansach trudno jest doszukać się pewności czy bezpieczeństwa. Trudno też udzielić jednoznacznej odpowiedzi , ponieważ jedno zależy od kolejnego. Można się trochę przybliżyć do oczekiwanego wyniku posiadając plan , strategię, zasób wiedzy i własnych przemyśleń. Można zdobyć doświadczenie jedynie poprzez przemyślane działanie. Podejmując decyzję ryzykuje się zarówno sukces jak i porażkę. Można bez końca szukać za i przeciw. Te za i przeciw dobrze jest zestawić razem i szukać i próbować i zmieniać to co nie działa i trwać póki działa.

Ostatnio edytowano 24 dni temu przez Ula
Ula

Hej Mateusz,

Tak wyjaśnia kwestie bezpieczeństwa poniższy artykuł:

Ryzyko obligacji a ryzyko akcjiJednak nawet najbardziej ryzykowny typ obligacji, a więc obligacje korporacyjne, jest bezpieczniejszy niż inwestowanie w akcje. W obydwu przypadkach działa zasada, im większe ryzyko, tym większy zysk. Jednak jeśli chodzi o akcje zawsze zarówno ryzyko, jak i zysk mogą być o wiele większe. Można jednak nieco wyrównać poziom ryzyka, jeśli inwestor zdecyduje się na dywersyfikację swojego portfela. Poziom będzie wtedy podobny do ryzyka związanego z inwestowaniem w obligacje korporacyjne.
Przy tym warto pamiętać, że jedynie pozornie obligacje są bezpieczną formą inwestowania. Nie ma gwarancji braku ryzyka w przypadku żadnego papieru wartościowego. Obligacje są obarczone zagrożeniami związanymi z reinwestycją otrzymanych odsetek, zmianami cen oraz stabilnością kredytową emitenta. Ryzyko, że wystawca obligacji w pewnym momencie straci płynność, będzie ciążyło nam inwestorem zawsze, nawet – jak już zostało wspomniane – w przypadku emitentów tak stabilnych jak skarby państw. Nie powinno się więc mówić o bezpieczeństwie inwestowania w obligacje, lecz raczej o poziomie zaufania co do stabilności finansowej emitenta.

Mi chodzi głównie o to zdanie:

„Nie ma gwarancji braku ryzyka w przypadku żadnego papieru wartościowego”

Tu cały artykuł:

https://businessinsider.com.pl/poradnik-finansowy/czy-inwestowanie-w-obligacje-jest-ryzykowne/mzlbg1s

Moim zdaniem , odnośnie sformułowania ” bezpieczna część portfela”, brakuje precyzji , którą ja na własny użytek stopniowałabym , nazywając : bezpieczniejszą częścią portfela są np…itd.,. Tak ja piszesz , …… występuje mniejsza zmienność, czyli małe ryzyko, ale jednak….zatem gdzie tu bezpieczeństwo środków?.
W nomenklaturze finansowej wszystko jest jasne, jeśli się wie o co w tym chodzi.
Pozdrawiam Ula

floridian

Wiele osób w Polsce ma podobne rozterki gdzie zaparkować bezpieczną część portfela w sytuacji gdzie oprocentowanie obligacji jest niewielkie, groźba wzrostu stóp procentowych realna, a inflacja wynosi 6%. To wszystko prawda. Ale zapominasz o jednej możliwości a mianowicie, że przy napiętym rynku akcji i nieruchomości gdy istnieje niepewność i możliwość załamania zawsze istnieje jeszcze jedna opcja a mianowicie „cash is king.” Może ja patrzę z innej perspektywy czyli gospodarstwa domowego gdzie obydwoje jesteśmy aktywni zawodowo, prowadzimy biznesy, inwestujemy, oraz jesteśmy też aktywni na rynku nieruchomości. W związku z tym dla nas bardzo ważna jest płynność bo może trzeba zrobić nagły remont mieszkania, wymienić dach, albo też może być dobra okazja zakupu na giełdzie. Dlatego gotówka dla nas jest bardziej ważna niż wyciśnięcie 2-3% gdziekolwiek. Ale nawet w sytuacji straty wartości realnej pieniądza czy spadek wartości nabywczej jest problemem kiedy nadarzy się możliwość kupna znacznie bardziej przecenionych aktywów?

Dla inwestorów w USA istnieją też inne możliwości jak inwestowanie w fundusze oparte na obligacjach o zapadalności rok lub mniej gdzie zwroty są na poziomie 2-3% rocznie oraz REITY, które płacą odsetki w granicach 5-7%, a przy nagrzanym rynku nieruchomości można osiągnąć też niezły zwrot. Np. CSRIX osiągnąl w tym roku 33%. Niestety giełdowe REITY wystawione są na ryzyko chyba że firma jest bezpośrednim inwestorem. Mój fundusz emerytalny to robi przy dosyć stałym kapitale. Zwroty są bardzo stabilne: w tym roku 13.5%, a przez 5 lat 7.5%. Fundusz obligacji oparty na rządowych bonach w tym roku 5.3% a w długim okresie 3.9%. Więc możliwości są, ale trzeba inwestować globalnie. Istnieje wtedy ryzyko walutowe, ale trend długookresowy jest taki, że złotówka traci w stosunku do EUR, USD, i CHF więc inwestowanie w innej walucie niż PLN jak to robi Greg ma duży sens.

Pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 23 dni temu przez floridian
Ania

Ciekawa ta opcja zamiany. Nie dopatrzyłam, się wcześniej, że jest coś takiego. Chyba muszę to kilka razy przeczytać, żeby zrozumieć jak to w założeniu dziala

Chris

Co masz na myśli przez „ETF-y agresywnego wzrostu”?

floridian

Jest to tłumaczenie z angielskiego oznaczające fundusze i ETFy specjalizujące się w strategii Aggressive Growth czyli wyróżniające się agresywnym sposobem inwestowania w szybko rosnące firmy o wysokim wspólczynniky beta co związane jest też z dużym stopniem ryzyka i sporymi wahaniami rynkowymi. Przykład takich funduszy to EGFIX i PXSGX, a jeśli chodzi o ETF to jako przykład można podać XLK, MGC, VGT, FNY, IWY. Ze względu na spore zwroty a jednocześnie duże wahania rynkowe fundusze te są dobrymi kandydatami do strategii uśredniania czyli dollar cost averaging (DCA).

Ostatnio edytowano 22 dni temu przez floridian
Ppp

Zaczynałem w czasach, kiedy mieliśmy wysokie stopy procentowe i lokata na 5% nie była niczym nadzwyczajnym (2006r). Wystarczyło inwestować tyle, by procent z oszczędności nadrobił ewentualną stratę np. za 2 lata – przy założeniu bankructwa inwestycji. 
Oczywiście teraz możemy rozmawiać o dywersyfikacji, ale jak miałem dwa pokrewne fundusze plus lokaty i obligacje skarbowe (2 letnie). Przed kryzysem w 2008r udało mi się uciec z zarobkiem rzędu 25%, chociaż kwotowo było to niewiele (kilkaset zł).
Pozdrawiam.

Greg

Chciałbym się odnieść do obligacji jako pomysłu na stabilizację portfela. Przez ostatnie 40 lat to działało: najpierw stopy procentowe były całkiem spore, potem mieliśmy trend malejący – ale dzięki niemu wartość już posiadanych obligacji rosła. Ale teraz rentowność obligacji jest żałosna , a stopy mogą tylko rosnąć – co implikuje spadek wartości obligacji w posiadaniu inwestorów.

Wiem, wiem, ktoś mi podsunie obligacje skarbowe indeksowane inflacją. Niestety, dla mnie nie wchodzi w grę. Podstawą mojego zen jest inwestowanie wyłącznie w instrumenty zagraniczne, na których wartość nie ma wpływu sytuacja społeczno-polityczna w tym kraju. I śpię spokojnie. Po krachu na Wall Street rynek się odbuduje. Po załamaniu u nas może nie być czego zbierać.

Nemo

Obligacje zagraniczne nie nadają się do stabilizacji portfela ze względu na zmienność walutową – zmienność zagranicznych obligów w złotówkach jest podobna jak przy akcjach, a oczekiwany zysk o wiele mniejszy.
Dlatego kupowanie zagranicznych obligów sensu nie ma.
Chyba, że wprowadzą euro w powiedzmy 2 dekadach. Ale to inna opowieść.

Ania

Ten wykres CAC to trochę pokazuje, że niestety jeśli ktoś zainwestowałby sporo koło 2000 to do teraz nie odrobilby tego.

Wykres z Japonii też pokazałby coś podobnego za dłuższy okres.

Ale wiadomo, co innego jak inwestujemy kwoty systematycznie przez długie lata i na górkach i na dołkach.

Nemo

Statystyka pokazuje coś innego – bycie poza rynkiem to prawdopodobna strata (podkreślam słowo „prawdopodobna”).

Nemo

Lubię te cytaty z Buffetta – on gada tyle, że w sumie można go używać jak uzasadnienie wszystkiego.

Jestem jak najbardziej za przekonywaniem jak najszerszej grupy ludzi do tezy, że jak poświęcą x godzin na czytanie sprawozdań finansowych to mogą kupować pojedyncze spółki. Dawcy kapitału są zawsze potrzebni.

Marx

Jesli zrobia to dobrze, to liczby to potwierdzaja
https://www.youtube.com/watch?v=Yezu9DHWOEg

Marx

Zauważyłem że inwestycje to kopalnia cytatów. Chyba nie ma żadnej innej dziedziny tak nimi naszpikowanej. Ja staram się ich unikać, choć widzę że wszyscy nimi rzucają 🙂
A nowi inwestorzy są dawcami kapitału. Giełda nie ma żadnych pieniędzy. Pieniądze mają inwestorzy i firmy.

Dawid

Zgodnie z moim poczuciem ZEN, w ramach części akcyjnej mojego portfela chciałbym inwestować 6000 złotych rocznie z przeznaczeniem na emeryturę. Zastanawiam się, czy z takim kapitałem warto rozważyć zakup ETF’a ACWI raz w roku, czy skupić się jednak nad inPZU akcji rynków rozwiniętych, a może Aion Bank i Globalne Inwestycje?

Byłbym wdzięczny za każdy głos w tej sprawie.

Piotrek

Aion umożliwia inwestowanie chyba tylko w płatnych pakietach. Jeżeli miałbyś mieć płatny pakiet tylko w tym celu to chyba mało opłacalny biznes, szczególnie przy tak niskiej kwocie.

Jeżeli to nie jest konto IKE / IKZE to do rozważenia jeszcze jest XTB, który pozwala inwestować mniejsze kwoty. Jeżeli nie masz mentalnego problemu z inwestowaniem raz do roku to najlepszą opcję będzie pewnie ETF. Natomiast jeżeli wolałbyś rozkładać to w czasie to wtedy na pewno takie inPZU może tutaj pomóc. Poczytaj sobie artykuły Mateusza o inwestowaniu małych kwot. Szczególnie ten o 500zł miesięcznie bo ten odpowiada idealnie Twojej sytuacji.

Dawid

Nie ukrywam, że najbardziej zależałoby mi na opakowaniu tego w IKE w Bossie. Dlatego pytanie, z jakim kapitałem do zainwestowania opłacałoby mi się stworzyć tzw. one ETF ACWI portfolio? Czy kwota 10 tysięcy rocznie sprawi, że to już będzie się opłacać?

Piotrek

Obecnie prowizja maklerska to 0,29% ale nie mniej niż 19zł, co powoduje, że musisz zrobić zakupy za około 6,5k by załapać się na minimalną prowizję. Oczywiście możesz kupić za mniej, ale wtedy prowizja będzie stanowiła większy procent transakcji. Przy zakupach raz w roku i początkowe 6k są dobre. Gorzej jakbyś chciał dokupować za mniejsze kwoty i częściej, wtedy musisz albo przepłacać prowizję albo dysponować większym kapitałem.

Anna

Tak, tylko przy 10 000 to raczej maks dwie wpłaty w roku albo jedna.

Rafał

Wolałbym robić co np. 4 wpłaty, aby pieniądze szybciej pracowały. Jeśli inwestycja daje średnio 8% w skali roku, to na kwartał mamy 2%. Minus podatek Belki to 1,62%. Te 2500 zł zarobiłoby w takim razie ~40 zł w ciągu kwartału, a więc prowizja byłaby „odrobiona”.

Ania

No tylko dany rok równie dobrze może skończyć się plus 8 jak i połowie tego lub na zerze czy minus kilka. Nie ma reguły, a w każdym przypadku wyliczenia będą inne.

Ale co do zasady się zgadzam nie ma co tak dokładnie wyliczyć tej prowizji kiedyś one opłaca a kiedy nie biorąc pod uwagę, że jest ona jednorazowa.

Oczywiście przy założeniu inwestowania na wiele lat.

Dużo ważniejsze jest skupienie się na minimalizacji opłat stałych corocznych.

Nemo

Przecież ACWI a inPZU RR to fundusze oparte na różnych indeksach. Jeden nie zastępuje drugiego.
Pomijam to, że inPZU jest funduszem aktywnym i droższym.

Dawid

Dlatego też napisałem, że zależy mi na efektywnym inwestowaniu w ETF na IKE. Mam świadomosc tego, ale przy moim ograniczonym budżecie to chciałem zapytać, czy inPZU może być odpowiednim zamiennikiem na ekspozycję akcyjna skoro jego benchmark to MSCI World.

Piotrek

MSCI World to myląca nazwa, bo to oznacza właśnie rynki rozwinięte. W inPZU zawsze można sobie zbudować portfel z dwóch funduszy, ale samemu trzeba pilnować proporcji między DM / EM.comment image

Ale oczywiście trzeba mieć świadomość tego co napisał Nemo, że są to droższe fundusze (chociaż raczej pasywne niż aktywne). ETFy mają TER około 0,2%, a w inPZU dochodzi to nawet do 1%. Plus masz tam hedge do PLN co niekoniecznie musi być zaletą.

Ostatnio edytowano 24 dni temu przez Piotrek
Nemo

6k to nie taki znowu ograniczony budżet. Skup się na zwiększaniu zarobków, a nie na szukaniu jakiś marginalnych kilkuzłotowych oszczędności na prowizjach. Przy takim budżecie spokojnie można kupować ETF ACWI raz na rok (albo co pół roku).

Anna

Moim zdaniem nie ma sensu iść w inPZU tylko po to by oszczędzić na prowizji za zakup na IKE , która wynosi te min. 19zł

Biorąc pod uwagę, że inPZU ma roczne wyższe opłaty.

Daniel

Czesc Mateusz,

Kolejny wpis ktory wg mnie jest obowiazkowy przed rozpoczeciem przygody z inwestycja wlasnych srodkow.

Z wlasnego doswiadczenia wiem iz czuje sie o wiele lepiej majac jedynie np 25% w akcjach a reszte w obligacjach skarbowych indeksowanych inflacja oraz obligacjach koorporacyjnych poniewaz nawet jak bedzie powtorka z marca 2020 to moj portfel calosciowo spadnie moze z 10% -12 % .

Jakby bylo zabawniej od nastepnego roku obligacje skarbowe indeksowane inflacja(COI1124 lub COI 1224) beda placic ok 6,5 – 7,0 % a biorac pod uwage fakt iz stanowia u mnie ponad 55% portfela to calosciowa stopa zwrotu moze byc ciekawa(jak na tak bezpieczne aktywo).

Uwazam iz ten akapit powinien byc kluczowy dla kazdego poczatkujacego inwestora :

Gołym okiem widać, że uzupełnienie go nawet o 20% obligacji (80/20) znacząco redukuje jego zmienność w długim terminie. Wiesz w czym tkwi według mnie prawdziwa inwestycyjna mądrość? W zrozumieniu, że lepiej jest wybrać celowo portfel oferujący niższą stopę zwrotu w długim terminie, ale zmienny na tyle mało, byśmy nie „robili głupot” sprzedając nasze akcje w kryzysach. Lepiej jest świadomie i konsekwentnie prowadzić portfel 60/40, niż mając 100/0 pozbyć się akcji ze stresu w najgorszym możliwym momencie, czyli zwykle na samym dnie lub w jego pobliżu. Poza wcieleniem do portfela pewnej ilości obligacji warto także trzymać się swojej niszy w inwestowaniu w akcje, co wyjaśnię w kolejnym akapicie.

Druga wazna kwestia jest tez taka jakimi srodkami inwestujemy czy np 10 K zl , 100K zl czy moze np 500 k zl bo wg mnie im wieksze srodki tym bardziej zalezy nam na tym aby portfel byl bezpieczniejszy.

Oczywiscie to tylko moje zdanie i nie kazdy sie musi z nim zgodzic.

Pozdrawiam serdecznie
Daniel

Daniel

Czesc Mateusz,

Inwestuje bardzo ostroznie poniewaz stracilem wiekszosc swojego kapitalu(dobrze ze byla to mala kwota ) w 2008/2009 i przerwa od inwestowania trwala u mnie az dekade.

Do inwestowania wrocilem pod koniec 2020 ale z calkiem innym nastawieniem niz na poczatku przygody z inwestowaniem.

Przy aktualnej inflacji nie licze nawet na zarobek 5% ponad inflacje a raczej na utrzymaniu wartosci srodkow – zysk 2-3% to juz bedzie dla mnie sukces 😉

Pozdrawiam serdecznie
Daniel

Raf

Ja mam od lat prostą filozofię, która została przetestowana wiosną 2020 roku, gdy wybuchła pandemia. I ten test przekonał mnie o słuszności mojego podejścia.
Portfel buduję od mniej więcej 2014 roku – udało mi się wtedy uzbierać 12 miesięczną poduszkę bezpieczeństwa, więc uznałem, że teraz mogę zacząć inwestować. Od tamtej pory każdego miesiąca przeznaczam pewną kwotę „na przyszłość” – 10% tej kwoty okładam na późniejszą inwestycję (zaraz do tego wrócę), a resztę inwestuję od razu. Portfel mam mocno zróżnicowany, zdywersyfikowany – mam inPZU, mam Finaxa, mam fundusze inwestycyjne w ING, mam IKE i IKZE, no i rachunek maklerski, na którym mam akcje (obecnie większość z USA) oraz ETF-y. Co miesiąc coś dorzucam do tego portfela, kupuję jednostki uczestnictwa, zasilam rachunki inPZU i Finaxa, itd. Wspomniane wcześniej 10% co parę miesięcy przeznaczam na zakup akcji w USA – wyższe prowizje, więc kupuję rzadziej, ale za większą kwotę, którą uzbieram. Z tej kasy też coś zostawiam na tzw. okazje inwestycyjne, jakieś nagłe przeceny akcji – niedużo, ale zawsze coś mam w zanadrzu. Ile mogę ładuję też w IKE i IKZE, wszystkie dywidendy ładuje też w IKE, a zwrot podatku z IKZE ponownie ładuję w IKZE. Wszelkie dodatkowe przychody – np. premie w pracy też ładuje w IKE/IKZE. Budżet domowy mam pod kontrolą od lat, wiem na ile mnie stać i wiem ile mogę zainwestować. I to się przez te wszystkie lata sprawdza, działa. A filozofia, od której zacząłem jest banalnie prosta. Jak na rynkach jest zielono, to mój portfel po prostu rośnie, a jak robi się czerwono, to traktuję to jak okazję i dokupuję to co akurat jest na mocnej korekcie i uśredniam cenę zakupu. Po wybuchu pandemii w 2020 (mniej więcej do sierpnia) zrobiłem spore zakupy, które dziś (po ponad roku) wypracowały bardzo ładny zysk. Od 2014 roku średnioroczny wzrost wartości portfela mam na poziomie 17% co jest dla mnie wynikiem satysfakcjonującym. Ale – i tutaj najważniejsze – tę filozofię polecam tylko tym, którzy planują inwestycje długoterminową. Mój horyzont czasowy to minimum 2034 rok (20 lat), dlatego też z czystą głową i spokojem przechodzę przez wszelkie zawirowania na rynkach.

floridian

Można tylko przyklasnąć. Trzymaj tak dalej z tym, że bądź przygotowany na dużo większe zawirowania przy których recesja covidowa i bessa w pierwszej połowie 2020 może być małą przygrywką.

Ostatnio edytowano 22 dni temu przez floridian
Raf

Jasne, liczę się z tym, że będzie głębsza, a zwłaszcza dłuższa korekta, taka nawet 2-3 letnia. Nawet na to liczę 😉
Nawet wtedy jednak moja strategia się nie zmieni – jednostki uczestnictwa nadal regularnie będę dokupował, wtedy po niższych cenach, a na rynku akcji na pewno będą jakieś okazje.

Raf

Rozumiem pytanie 🙂
Gdy zacząłem inwestować w inPZU, nie było jeszcze Finaxa. A raczej nie znałem jeszcze Finaxa wtedy. Alokację w inPZU ustawiłem bardzo ostrożnie (tylko 25% instrumentów agresywnych) i traktuję tę inwestycję długoterminowo. Gdy pojawił się Finax, postanowiłem spróbować – ustawiłem strategię 50:50 na 5 lat i zobaczymy ile tu uzbieram, a potem mm zamiar tę kwotę z Finaxa przerzucić gdzie indziej, lub ustawić inną strategię. W Finaxie nie mam jednak wpływu na to w co moje środki są inwestowane, sami wybierają ETF-y – i to jest OK, bo to jest w końcu robodoradca i byłem tego świadomy. Ale chcę też sam lokować jakąś część kasy w ETF-y wedle własnego uznania, dlatego np. mam w portfelu ETF-y z GWP (SP500 i mWIG40), ale też mam ETF z Londyńskiej giełdy (branża szeroko pojętej wody), a ostatnio kupiłem – ale bardzo symbolicznie, aktualnie stanowi to 1,8% portfela – ETF na bitcoina na niemieckiej giełdzie. Do kryptowalut mam duży dystans i wciąż małe zaufanie, dlatego tak bardziej bezpiecznie postawiłem właśnie na tę formę. No i stąd właśnie taki może pozorny chaos z tymi instrumentami u mnie 😉

Adam

Drodzy, chciałem zapytać o waszą opinię.

Otóż… w ramach IKE mam obecnie ETFy na:

  • EM (który od momentu zakupu tylko przynosi straty)
  • półprzewodniki (ze stajni VanEck)

Poza IKE mam środki w inPZU (w zasadzie MSCI na cały świat) i to tutaj moje zyski były najlepsze jak dotąd, ze wszystkich inwestycji, co niewątpliwie mnie zaskakuje. Do tego środki w obligacjach korpo i skarbówki.

Zastanawiam się czy warto dodać do portfela IKE ETFa na S&P500 lub NASDAQ. Wydaje mi się, być może naiwnie, że jeśli coś się wybroni od spadków, to spółki technologiczne, a to by przemawiało za NASDAQiem, który co prawda oferuje mniejszą dywersyfikacje (i pokrywa też po części spółki produkujące półprzewodniki), ale też i radzi sobie historycznie lepiej od szerokiego S&P500. Wiem, że pewnie powiecie, że za dużo mam środków w akcjach, ale w ramach IKE takie było moje założenie, żeby nie mieć tu żadnego rodzaju obligacji (co może jest błędnym założeniem.) Nie wiem tylko czy taka ekwilibrystyka nie prowadzi do zbyt dużej liczby ETFów i koncentracji…

Będę wdzięczny za wszelką krytykę i przemyślenia.

Pozdrawiam

floridian

Bardzo ciekawe pytanie. Wygląda na to Adamie, że jesteś bardzo zbliżony do mojego stylu inwestowania który pomija obligacje chociaż uznaję ich rolę jako stabilizator portfela. Zamiast obligacji preferuję nieruchomości gdzie zwrot który osiągamy kompensuje brak płynności.

Wracając do Twojego pytania VanEck Semiconductors (SMH) to jedna z najlepszych inwestycji na giełdzie przez ostatnie 5 lat. Trzymaj to dalej bo braki na rynku pólprzewodników będą trwały jeszcze przez długi okres, a firmy które je produkują mogą dalej dyktować ceny.

Chociaż największe firmy Nasdaq są w S&P500 to S&P ma też sporo spółek z sektora defensywnego więc wystawiony będzie na mniejsze wahania. Historycznie w długim okresie Nasdaq ma większe zwroty ze względu na duży udział firm rozwojowych, ale za to ma dużo większe ryzyko. Nie zapominaj że w czasie długotrwałej bessy 2000-2002 Nasdaq stracił w pewnym momencie prawie 80% wartości. Wyjście z dołka trwało 15 lat. Trzeba być przygotowanym, że w sytuacji kryzysowej spadki tego indeksu mogą być znacznie większe niż S&P. Z drugiej strony innowacyjność firm technologicznych w okresie hossy spadki te zrekompensuje z nawiązką. Inwestowanie w Nasdaq ma szczególny sens gdy zamierzasz inwestować systematycznie co miesiąc przez minimum 10-20 lat. Zaletą tego podejścia jest to, że wydając stałą sumę miesięcznie kupujesz więcej akcji w dołkach. Nie wiem czy IKE jest dobrym rozwiązaniem bo jesteś ograniczony rocznie do ok 16 tys. Kiedy nastąpi duży spadek dobrze jest posiadać rezerwę na boku. W tym wypadku musiałbyś dokładać także poza IKE lub mieć do dyspozycji więcej niż jeden rachunek (np. współmałżonka).

Jeśli zdecydujesz się na Nasdaq to wybrałbym jego trzon czyli QQQ ze względu na jego płynność i niskie koszty. Innym rozwiązaniem mógby być bardziej zrównoważony wzrost, który obejmuje też firmy z NYSE reprezentowany przez Vanguard Growth ETF (VUG). Nie wiem czy jest dostępny w Polsce, ale na chyba istnieją substytuty.

Ostatnio edytowano 22 dni temu przez floridian
Adam

Dzięki za obszerną odp. flordian. Wspomniałeś o kilku ciekawych rzeczach. Nie wiem co dodać do tego portfela w IKE, żeby zmniejszyć jego przyszłe wahania. I masz rację, będę musiał pomyśleć o ulokowaniu gotówki poza IKE. Na razie mam ją w obligacjach SP i korpo, bo nie mam pomysłu co z nimi zrobić. Nieruchomości przerażają swoimi cenami… a ponoć będzie tylko gorzej.

Poza tym, powstaje pytanie… czy czasem nie powielam zanadto aktywów mając np. ETFa na półprzewodniki i ew. NASDAQa? Wszak ten drugi ma spory komponent tego pierwszego. Nie mówiąc już o ew. nagromadzeniu liczby ETFów. Aż mi się w głowie kręci od wątpliwości 😉

Ostatnio edytowano 21 dni temu przez Adam
Adam

Chciałem dodać jeszcze takie pytanie… czy miałoby sens posiadanie zarówno NASDAQa i S&P500?

floridian

Odpowiedź jest krótka: nie. Nie wiem który masz indeks MSCI, ale jeśli jest to World to rynek USA ma tam już 68,5% reprezentacji. Van Eck półprzewodniki które już masz to jest około 15% Nasdaq plus kilka firm z NYSE. Chociaż Nasdaq 100 czyli QQQ ma ostatnio lepsze zwroty niż S&P 79% firm indeksu Nasdaq 100 jest w S&P 500. Współczynnik korelacji między obydwoma indeksami jest 0.97. Innymi słowy będziesz miał niebezpieczną koncentrację zamiast dywersyfikacji. W tej sytuacji jeśli pomimo wszystko chcesz obstawiać rynek USA to wybrałbym tylko S&P 500. A jak boisz się gwałtownych spadków (bo takie nastapią) trzymaj częśc portfela w obligacjach. Jaka będzie to część to zależy od Ciebie, ale w obecnej sytuacji wydaje mi się że 30% nie będzie za dużo.

Ostatnio edytowano 21 dni temu przez floridian
Nemo

Portfel agresywny i spekulacyjny. Jak Ci to odpowiada to ok, ale na pewno wytrzymasz spadki? Bo na razie to na giełdzie zwykłej porządnej korekty nie było.

I czemu inPZU zamiast jakiegoś ETFa MSCI? Przecież inPZU drogie jest.

Założenie, żeby nie mieć obligacji w ramach IKE jest słuszne, bowiem oczekiwana stopa zwrotu z obligacji jest niższa niż z akcji, zatem bardziej opłaca się wszystko na IKE/IKZE ładować w akcje, a obligi mieć poza.

Adam

Dzięki za odp. Nemo.

Portfel agresywny i spekulacyjny. Jak Ci to odpowiada to ok, ale na pewno wytrzymasz spadki? Bo na razie to na giełdzie zwykłej porządnej korekty nie było.

Właśnie tego się obawiam, ale zupełnie nie wiem co do niego dodać (zaznaczam – w ramach IKE), żeby zmniejszyć ew. upadek…

I czemu inPZU zamiast jakiegoś ETFa MSCI? Przecież inPZU drogie jest.

Szczerze? Zacząłem od nich moje inwestowanie i wrzucałem tam mniejsze kwoty, które… po prostu do tej pory rosły, i to jakoś psychologicznie na mnie zadziałało. Nie mam tam jakichś dużych pieniędzy, ale jak dotąd to ten właśnie fundusz indeksowy przyniósł najlepsze wyniki.

Nemo

Jak masz EM to może tytułem zrównoważenia VHVE (czyli rynki rozwinięte w wersji Vanguarda)?
Ogólnie to musisz przemyśleć skład portfela – bo nie podałeś jaki % mają poszczególne jego składniki. Chyba na razie miotasz się trochę na oślep.

Martyna

Moim zdaniem nie potrzebnie mentalnie dzielisz portfele. Podkreślasz że chcesz ustabilizować IKE a jednocześnie piszesz że masz obligacje. A to przecież właśnie one są stabilizacją akcyjnego IKE. Oczywistym jest że różne klasy aktywów są na różnych kontach i traktowanie ich oddzielnie mija się z celem.

Adam

Czołem Mateuszu,

O tyle mnie dziwi Twój portfel, że ETF na półprzewodniki ma sporo spółek z EM, więc w pewnym sensie powiela się z „szerokim” EM.

Zainwestowałem w ETFa na półprzewodniki troszkę na „wiarę”. Mam przekonanie, że akurat ta branża może się bronić w przyszłości. W ogóle to wydaje mi się, że jeśli coś się obroni to technologia…,ale pewnie się mylę. Kwota zainwestowana to łącznie 4 tys. dolarów.

Dlaczego nie ACWI/All-World?

Mam ekspozycję poprzez inPZU na cały świat. Około 15 tys zł łącznie. Wiem, że pobierają większą opłatę, ale była to moja pierwsza inwestycja (nie licząc obligacji) i jakoś tak już zostało. Dodawanie tam małych kwot też do mnie przemawia. Ogólnie jednak… nie wiedzieć czemu (kwestia psychologii?) mam poczucie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest trochę… do niczego. Może stąd moja inwestycja w kierunku ETFa sektorowego na półprzewodniki?

Dlaczego nie bardziej naturalny układ DM/EM?

Nie wiem czy nie lepiej po prostu dołożyć ETFa na SP500 albo NASDAQa zamiast na cały DM.

Dlaczego nie tańsze ETF-y?

Cóż, ETF na EM jest tani (chociaż od zakupu przynosi raczej straty)
VanEck to 0,35% czyli… drogo/drożej (nie najdrożej) ale to jedyny ETF na półprzewodniki z tego co wiem.
inPZU zdecydowanie najdroższy z całej paczki, więc teoretycznie powinienem się tego pozbyć. Pytanie tylko kiedy wyjść z tej inwestycji.

Pozdrowienia

Adam

A co za różnica kiedy. Możesz jutro w ciągu dnia i potem przenieść na tańszy ETF na DM (by odpowiadał portfelowi inPZU).

Wszystko ok, tylko wycofanie całości środków i wrzucenie je na ETFa poprzez dom maklerski wiąże się z ryzykiem, że wpadnę na górkę, nieprawdaż? Musiałbym to podzielić na transze. W inPZU wrzucałem małe kwoty, po 500-1000zł w ciągu całego roku.

Seb

Jestem ciekaw waszej opinii. Zacząłem odczuwać brak cashflow z bieżących inwestycji. Mam poduszkę bezpieczeństwa oraz portfel długoterminowy (docelowo emerytalny), który jest pasywny i nie generuje mi bieżącego cashflow. I myślę, czy to dobry pomysł, żeby obok takiego pasywnego portfela długoterminowego zacząć budować portfel spółek dywidendowych. Wymagałoby to ode mnie włożenia pewnego wysiłku na zdobycie wiedzy – do tej pory w ogóle nie inwestowałem w pojedyncze spółki. Czy waszym zdaniem takie podejście ma sens?

Adam

Czołem,

Przysłuchuję się ostatnio różnym audycjom o ekonomii i raz po raz słyszę powtarzającą się informację, a właściwie dwie.

1) Rynek długu znów może pochwalić się lepszymi rentownościami i może być dobrą inwestycją. (Nie wiem czy chodzi tylko o rynek polski)

2) Inflacja i stopy procentowe przekładają się na wzmocnieniem wartości sektora bankowego.

Niestety, obie informacje nie są tłumaczone na prosty język i dlatego też chciałem zapytać… Czy i kiedy fundusze dłużne mogą zacząć oferować dobre wyniki? Rozumiem, że OBNIŻANIE stóp procentowych w przeszłych latach dawało bardzo dobre wyniki takich funduszy, ale teraz mam sytuację odwrotną, bo wszak stopy procentowe rosną. Zatem skąd takie zdanie, że rynek długu może znów być dobrą inwestycją?

No i kwestia sektora bankowego… nie chodzi mi już tu o inwestowanie w takowy, ale chciałbym zrozumieć mechanizm.

Będę wdzięczny za naświetlenie sprawy, albo ew. skierowanie do odpowiedniej literatury.

Pozdrawiam

Piotrek

2) W ogromnym uproszczeniu: Wysoka inflacja => Wzrost stóp procentowych => wzrost oprocentowania rat kredytów => wzrost zysków banków.

Dołożyłbym do tego aspekt, że w czasach prawie zerowych stóp banki podniosły lub dołożyły wiele opłat, które niekoniecznie będą teraz obniżać. Oczywiście należy też pamiętać, że giełda dyskontuje przyszłość i możliwe, że już kolejne podwyżki stóp „są w cenach”. Inną kwestią są wszelkie ryzyka jakie ciążą na bankach, o których chyba się chwilowo zapomina 😉

Ostatnio edytowano 18 dni temu przez Piotrek
Kornelia

Świetny wpis. Dziękuję!