Obligacje (2/6) – Co to jest rynek obligacji Catalyst i skąd jego zła sława?

Obligacje (2/6) – Co to jest rynek obligacji Catalyst i skąd jego zła sława?

Cudze chwalicie, swego nie znacie.

Zadziwia mnie jak wielu znajomych inwestorów nawet nie wie co to jest rynek obligacji Catalyst i słyszy o nim po raz pierwszy, gdy wspominam o swoich inwestycjach w obligacje korporacyjne. W dzisiejszym wpisie, będącym zarazem drugą częścią długo zapowiadanej serii o obligacjach wprowadzę Cię w polski rynek Catalyst, na którym od ponad dekady możliwy jest obrót polskimi papierami dłużnymi. Powstał on w roku 2009, a więc aż 18 lat po reanimowaniu polskiej Giełdy Papierów Wartościowych w okresie polskiej transformacji ustrojowej, więc ani trochę nie dziwi fakt, że jego skala działalności i kapitalizacja są o wiele mniejsze od tych dotyczących polskiej giełdy akcji. Problem w tym, że Catalyst rósł, ale jego wzrost się zatrzymał i to nie bez powodu.

Wśród polskich inwestorów panuje przekonanie, że inwestowanie na rynku Catalyst jest bardzo ryzykowną „grą”, która jest nie warta świeczki, a na pewno nie ryzyka, które ono za sobą niesie. Sam inwestuję na Catalyst od około 2014 roku, czyli od 6 lat i jeszcze się na tym nie „przejechałem”, ale staram się wybierać tylko papiery firm, których sprawozdania finansowe uprzednio samemu skrupulatnie analizuję. W tym tekście poza podsumowaniem historii i statystyk dotyczących rynku Catalyst wykonam też analizę ryzyka i sprawdzę czy polski rynek obligacji naprawdę jest tak niebezpieczny jak mówią. Czy zła sława rynku Catalyst potwierdzi się w statystykach? A może inwestowanie w polskie obligacje korporacyjne jest jednak bezpieczniejsze niż lokowanie pieniędzy w akcjach z GPW? Kontynuuj czytanie, a zaraz wszystkiego się dowiesz :).

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym jest, od kiedy istnieje i kto zarządza polskim rynkiem obligacji Catalyst.
  • Jak radził sobie historycznie rynek Catalyst pod względem liczby i kapitalizacji notowanych papierów.
  • Dlaczego rynek Catalyst przedstawiany jest jako bardzo niebezpieczny.
  • Jak regulator i zarządzający rynkiem mogliby zwiększyć bezpieczeństwo, a zarazem popularność rynku Catalyst.

Co to jest rynek obligacji Catalyst?

Na początku artykułu wspomniałem o rynku Catalyst (tu oficjalna strona), który od ponad dekady umożliwia polskim inwestorom indywidualnym wejście w świat obligacji. Catalyst to rynek wszechstronny, gdyż oferuje on polskim inwestorom zakup każdego z pięciu typów obligacji, o których pisałem w pierwszej części cyklu. Szczegóły dotyczące sposobów ich zakupu znajdziecie w częściach trzeciej i czwartej, więc nie będę się tu o tym rozpisywał. Zanim przejdę do oceny historycznych „osiągów” związanych ze statystykami rynku Catalyst podrzucę Ci kilka przydatnych linków, które pomogą Ci w jego zrozumieniu i choć trochę zaspokoją ciekawość przed kolejnymi wpisami z tej serii.

Przydatne linki i narzędzia związane z Catalyst

Skaner rentowności obligacji

Skaner rentowności obligacji z rynku Catalyst to podstawowe narzędzie każdego łowcy obligacji. Pomocny w „skanowaniu” trwających emisji w poszukiwaniu obligacji do swojego portfela. Inwestora indywidualnego zainteresują zwłaszcza poniższe zakładki i parametry:

Skaner obligacji Catalyst jak używać

Ze względu na bardzo niskie obroty na obligacjach spółdzielczych, komunalnych i listach zastawnych (będzie o tym w kolejnych dwóch częściach cyklu) inwestor skupi się raczej na papierach skarbowych i korporacyjnych. W zakładce „rynek” inwestor wybierze raczej „GPW Regulowany” oraz „GPW alternatywny”, bo są to rynki detaliczne, na których w przeciwieństwie do BondSpot można kupować pojedyncze obligacje.

Rynek regulowany to zwykle obligacje „bezpieczniejsze”, które przeszły pełną procedurę weryfikacji przez regulatora (prospekt emisyjny, wyższe wymogi kapitałowe), a rynek alternatywny to uproszczona droga do zaciągnięcia korporacyjnej pożyczki. Co ciekawe w ten sposób nawet spółki z o.o. mogą wprowadzić na Catalyst swoje obligacje, ale na takie bym raczej uważał.

Rentowność YTM (ang. yield to maturity) to oprocentowanie brutto, na które po obecnej cenie na giełdzie i przy obecnych stopach procentowych może liczyć inwestor po zakupie papieru dłużnego. Zapadalność to nic innego jak liczba lat, po których od dnia dzisiejszego nastąpi wykup obligacji przez emitenta, a więc zwrot wartości nominału na konto inwestora. Z pozostałych parametrów interesuje Cię głównie rodzaj oprocentowania, które zwykle w przypadku obligacji korporacyjnych jest stałe lub zmienne, czyli zależne od stopy procentowej.

W teorii warto też inwestować w obligacje zabezpieczone, choć jak pokazuje historia nie jest to gwarancją bezpieczeństwa i przyszłego wykupu papieru. O wiele lepszą okazuje się zdrowy bilans w sprawozdaniu finansowym i wartość kuponu nie wyższa od średniej dla całego rynku w danym roku, o czym jeszcze w tej serii napiszę.

Repozytorium dokumentów związanych z emitentami i seriami obligacji

Link do dokumentów związanych z emitentami obligacji zawiera „noty informacyjne”, czyli dokumenty porównywalne do prospektów emisyjnych funduszy ETF, o których informowałem Cię w serii o ETF-ach. Jest to świetne źródło informacji dla każdego inwestora, który poważnie rozważa zakup obligacji na rynku Catalyst, a mnie samego niejednokrotnie uchroniło przed zakupem długu przyszłego bankruta. Przykładem może być mała spółka, która chciała zadłużyć się na 6 mln złotych, nie posiadając w kasie ani grosza przy zobowiązaniach krótkoterminowych (o zapadalności w ciągu 12 miesięcy od dnia bilansowego) w wysokości ponad 25 mln złotych i wątpliwym zysku rocznym w wysokości około 0,6 mln zł. Swoją drogą: kto takim firmom zezwala na wyemitowanie obligacji na rynku Catalyst i sprzedanie ich inwestorowi indywidualnemu?

Kolejnym przydatnym linkiem będzie ten do materiałów informacyjnych i raportów przygotowanych przez pracowników GPW Catalyst. Jest tam kilka historycznych rocznych podsumowań związanych z szerokim rynkiem, które niestety nie są już od kilku lat sporządzane. Całkiem ciekawym dokumentem jest „przewodnik dla inwestorów”, który sam lata temu z zainteresowaniem czytałem, więc polecam go również Tobie. Jeśli już pobawiłeś się skanerem rentowności obligacji i sprawdziłeś kilka not informacyjnych dla różnych serii obligacji to przejdźmy do oceny historycznej liczby emitentów i serii obligacji na rynku Catalyst.

Historyczna liczba emitentów i serii obligacji notowanych na rynku Catalyst

W moim mniemaniu nic nie pokazuje czy rynek się rozwija lepiej niż dynamika wzrostu liczby emitentów i serii notowanych na nim papierów. Dokładnie z tego powodu zaczynamy od aspektu szerokości rynku, który będzie świetnym punktem zaczepienia dla całej dalszej analizy. W roku 2014 przypadł szczyt popularności rynku korporacyjnego Catalyst zarówno jeśli chodzi o liczbę emitentów, jak i notowanych na nim serii obligacji. Niestety od tego momentu robi się na tym rynku z roku na rok coraz puściej. Podobną tendencję obserwujemy dla obligacji spółdzielczych, czyli dla równie ryzykownych papierów dłużnych, co obligacje korporacyjne. Zacznijmy od oceny zmiany liczby emitentów obligacji każdego typu obecnych na rynku Catalyst w ciągu ostatnich 8 lat:

Jakie są rodzaje obligacji - liczba emitentów historia

Jak wyżej wspomniałem: o ile spółki i banki spółdzielcze coraz mniej chętnie emitują swoje papiery dłużne na tym rynku to miast i gmin wydających obligacje komunalne z czasem przybywa. Co prawda są one bardzo mało płynne, a więc prawie niemożliwe do zakupu na rynku wtórnym, ale o obrotach za chwilę. Prześledźmy jeszcze liczbę serii obligacji obecnych na Catalyst. Gwoli wyjaśnienia: każdy emitent obligacji może wyemitować dowolną liczbę ich serii, która odnosi się do parametrów oferty i daty wykupu. Konkrety w temacie znajdziesz w trzeciej i czwartej części cyklu, a póki co zerknijmy na statystykę liczby serii obligacji, która odpowie na pytanie: „ile różnych papierów dłużnych, bez względu na emitenta, notowanych było w danym roku na rynku Catalyst?”:

Jakie są rodzaje obligacji - liczba serii obligacji historia

Rzuca się w oczy spory wzrost liczby serii obligacji komunalnych. Czyżby gminy i miasta coraz chętniej zaciągały dług na rynku polskich obligacji? Jest on o tyle atrakcyjny, że oferowane przez nie oprocentowanie musi być jedynie trochę wyższe od długu emitowanego przez skarb państwa. Niestety jak zaraz zobaczysz bardzo trudno jest w takie obligacje na rynku wtórnym zainwestować. Smuci ogromny spadek liczby serii obligacji korporacyjnych, który wskazuje na spadek zainteresowania tym rodzajem pozyskania kapitału przez spółki, ale i wzrost niechęci i nieufności, którą Catalyst wzbudza u inwestorów od czasu „afery GetBack”, której skutki przybliżę Tobie za chwilę. Jak duży pod względem wartości notowanych obligacji, czyli ich łącznej kapitalizacji jest polski rynek obligacji?

Zmiany kapitalizacji rynku Catalyst

Jeśli o wielkość emisji chodzi to rynek Catalyst zdecydowanie dominują obligacje skarbowe i korporacyjne, przy czym wartość rynkowa tych drugich jest ok. dziesięciokrotnie mniejsza niż tych pierwszych. Listy zastawne i obligacje komunalne stanowią malutki ułamek wartości obligacji skarbowych, a obligacje spółdzielcze opiewają na tak niską kwotę, że są w statystyce praktycznie pomijalne. Na wykresie poniżej celowo zastosowałem skalę logarytmiczną, dzięki której obligacje inne od skarbowych są w ogóle widoczne. Prostym językiem: przedstawia on całkowitą wartość (w mld złotych) wszystkich serii obligacji notowanych na Catalyst według typu obligacji i roku notowań giełdy:

Jakie są rodzaje obligacji - kapitalizacja Catalyst

Jak zaraz zobaczysz, pomimo dominacji obligacji skarbowych pod względem wielkości emisji notowanych na Catalyst obligacji jest on w sporej stagnacji i mało kto handluje na rynku wtórnym obligacjami skarbowymi. Większość inwestorów indywidualnych nabywa obligacje bezpośrednio od PKO na rynku pierwotnym, nie interesując się zanadto rynkiem wtórnym, a nawet nie wiedząc o jego istnieniu. Spokojna głowa, będzie o nim dość sporo w kolejnej, trzeciej części cyklu o obligacjach. Zobaczmy teraz jak kształtowały się historyczne obroty papierami dłużnymi na rynku Catalyst, czyli jaka wartość papierów zmienia właściciela w każdym roku.

Wartości obrotów na rynku Catalyst

Kapitalizacja rynku obligacji korporacyjnych Catalyst w roku 2019 wyniosła około 45 mld złotych, ale naprawdę ciekawe będzie sprawdzenie wielkości obrotu na tym rynku. Odliczając transakcje pakietowe wyniósł on 1,68 mld złotych, co oznacza, że jedynie 3,7% notowanych na nim obligacji zmieniło w ciągu roku właściciela. Dla porównania dla rynku akcji GPW stosunek obrotu do kapitalizacji rynku w 2019 roku wyniósł około 25%. Oznacza to, że na Catalyst z zakupem większości papierów mogą być problemy, gdyż tylko niektóre z nich są wystarczająco płynne, by kupić je po pożądanej cenie. Zerknijmy zatem na statystykę płynności, która odpowie na pytanie „jaka wartość papierów jest wymieniana między inwestorami w każdym roku notowań?”:

Oceniając zarówno po obrocie, jak i po kapitalizacji rynku obligacji korporacyjnych wygląda na to, że lata świetności ma on niestety za sobą. Choć nadzieję budzi lekki wzrost obrotów na korporacyjnym Catalyst obserwowany od 2016 roku. Równie ciekawy jest minimalny wzrost zainteresowania zakupem obligacji skarbowych na rynku wtórnym, wynoszący już ok. 1 mld zł rocznie. Bezpośredni zakup „skarbówek” na rynku pierwotnym poprzez stronę obligacjeskarbowe.pl jest stale nieporównywalnie bardziej popularnym modelem ich zakupu. Bazując na informacjach z biura prasowego PKO dojdziemy do wniosku, że na rynku pierwotnym inwestorzy detaliczni zakupili w 2019 roku obligacje o wartości aż 16,5 mld złotych! Spory kontrast, prawda?

Wynika z tego, że handel obligacjami na rynku wtórnym jest stale o wiele mniej popularny niż bezpośredni zakup u emitenta i trzymanie ich na rachunku w PKO BP. Swoją drogą: czy wiedziałeś wcześniej, że „skarbówkami” da się handlować na Catalyst? W drugiej części opiszę dokładnie jak to robić, a póki co spróbujmy ocenić bezpieczeństwo inwestowania w okryte ostatnio złą sławą obligacje korporacyjne polskich spółek.

Jak bezpieczne jest inwestowanie w obligacje korporacyjne na rynku Catalyst?

W ostatnich latach eksperci i blogerzy finansowi prześcigają się w ocenach (nie)bezpieczeństwa inwestowania w obligacje korporacyjne na rynku Catalyst. Jest to związane po części z aferą GetBack, w której niczego nie świadomi, zwykle niedoświadczeni inwestorzy zostali masowo nakłaniani do zakupu „bezpiecznych” obligacji przyszłego bankruta. W efekcie wielu inwestorów indywidualnych straciło przez to często sporą część swoich ciężko zarobionych oszczędności i już nigdy potem nie wróciło na Catalyst. Abstrahując od tego, czy zawinił regulator, czy sprzedawcy w bankach, fakty są takie, że ludzie masowo tracili pieniądze, a kolejne serie obligacji tego windykatora pozostają do dziś niespłacone.

Spowodowało to ogromną rysę na reputacji całego rynku Catalyst oraz do dziś wpływa na statystyki niewypłacalności obligacji, tym samym zaburzając je trochę i sprawiając, że cały rynek wygląda mniej bezpiecznie niż w rzeczywistości jest. Przeprowadziłem zatem małą analizę, która miała na celu „oczyszczenie” danych z dwóch gigantycznych bankrutów, by przedstawić Tobie bardziej prawdziwy obraz ryzyka związanego z inwestowaniem w obligacje korporacyjne na rynku Catalyst. Zacznijmy od liczby bankrutów, czyli omówienia liczby niespłaconych historycznie obligacji.

Jak wielu było na Catalyst bankrutów? Odsetek niespłaconych obligacji.

Bazując na corocznych danych z rynku Catalyst sporządziłem przybliżoną statystykę dotyczącą nominalnej wartości oraz odsetka niespłaconych obligacji. Na pierwszy rzut oka w każdym z poprzednich 6 lat około 4% wszystkich obligacji było niespłacanych, a więc ich emitenci stawali się niewypłacalni, czyli bankrutowali. Nie wygląda to najlepiej i czytając tylko tą statystykę zupełnie nie dziwię się, że inwestorzy indywidualni stronią od tego rynku, bo jedynie trochę wyższe oprocentowanie niż na obligacjach skarbowych nie uzasadnia ryzykowania aż 4% szansy, że nasze obligacje pozostaną niespłacone. Oto pełna statystyka dla lat 2014-2020 (do lipca br.):

Jeżeli myślisz, że to przeciętne 4% bankructw wśród emitentów obligacji (mierzone ich kapitalizacją) to dużo to zapraszam Cię do zapoznania się z podobną statystyką, ale uwzględniającą tylko małe emisje, czyli te do 10 mln złotych. Zastrzegam jednak, że wielkość emisji nie ma nic do tego, czy emitent jest łącznie mocno zadłużony czy nie. Przykładowo: dwóch głośnych bankrutów ostatnich lat, czyli spółki PBG i GetBack emitowało naprawdę wiele serii obligacji (łączne wartości ich długu liczone były w setkach milionów), a mimo to niektóre serie ich obligacji opiewały na kwoty poniżej 10 mln złotych, a więc zawierają się w tej statystyce! A wynika z niej, że przeciętnie blisko aż 21% małych emisji obligacji było w każdym z ostatnich lat niespłacane:

Widząc coś takiego przestaję się dziwić, że rynek obligacji Catalyst jest obecnie tak mało popularny, a polscy inwestorzy od niego stronią, często wygłaszając opinie, że „inwestowanie w akcje jest bezpieczniejsze od inwestowania w obligacje”. Z drugiej strony muszę przyznać, że w mojej kilkuletniej historii inwestowania w obligacje korporacyjne na Catalyst nie zdarzyło mi się (jeszcze :D) trafić na żadnego bankruta. Sprawdźmy więc czy miałem szczęście, czy może moje analizy emitentów okazywały się skuteczne, dokonując lekkiej modyfikacji powyższego wykresu. Będzie ona polegała na usunięciu ze statystyki „pewnych bankrutów, o których wszyscy od lat wiedzą”, a więc spółek GetBack i PBG. Dzięki temu zyskamy lepszy obraz prawdopodobieństwa przyszłego bankructwa każdego nowego emitenta na Catalyst.

Czy rynek polskich obligacji korporacyjnych naprawdę jest tak niebezpieczny?

W dokonywaniu korekty powyższych wykresów z pomocą przyjdą mi dane z serwisu obligacje.pl. Spójrzmy na  pochodzące stamtąd szczegółowe informacje o niespłaconych emisjach z lat 2018-2019 oraz 2019-2020. Poniższa tabela przedstawia wszystkie (niezależnie od wielkości) serie obligacji korporacyjnych, które nigdy nie zostały spłacone między czerwcem 2018 roku, a czerwcem 2019 roku:

Być może rzuciło Ci się w oczy, że większość niespłaconych emisji obligacji dotyczyło w ciągu tych 12 miesięcy jednej firmy. Wkleiłem również tabelę dla kolejnego okresu 12-miesięcznego, czyli czerwca 2019 – czerwca 2020 i można zaobserwować dla tego okresu bardzo podobny trend. Tym razem zestawienie niespłaconych obligacji dominują dwie spore firmy, o których od lat wiadomo, że są niewypłacalne:

Z powyższych powodów pozwoliłem sobie dokonać korekty tabel dla wszystkich serii obligacji oraz osobno tylko dla tych najmniejszych (poniżej 10 mln wartości). Jak wyglądałaby statystyka niewypłacalności emitentów obligacji w latach 2018, 2019 i 2020, gdyby nie brać pod uwagę „znanych od lat bankrutów” w postaci spółek GetBack i PBG?

Po korekcie o dwóch bankrutów dochodzimy do odpowiednio 1,79% i 0,23% niespłaconych obligacji pod względem kapitalizacji odpowiednio w latach 2019 i 2020. Dla małych serii, czyli tych poniżej 10 mln złotych liczby te są trochę wyższe, bo wynoszą odpowiednio 4,06% i 4,65% niespłaconych serii. W obydwu przypadkach obserwujemy drastyczny spadek (średnio pięciokrotny!) postrzeganego przez inwestora ryzyka i – choć nie polecam modyfikowania statystyk, bo często zakrzywia to rzeczywistość – to w tym przypadku może to pomóc inwestorowi w uzyskaniu czystego obrazu i podjęciu poinformowanej decyzji. Teoria obligacji mówi, że im wyższa rentowność, czyli oferowany przez emitenta kupon, tym wyższe ryzyko inwestycji. Sprawdźmy więc jakie oprocentowanie nominalne oferowali przyszli bankruci wobec średniej dla danego roku na rynku Catalyst. Może „wychwycenie” tych spółek było łatwiejsze niż głoszą zniechęceni do tego rynku inwestorzy?

Mój fanpage na Facebooku:

Polub i udostępnij znajomym, naprawdę warto 🙂

Jak można było wykryć przyszłych bankrutów oceniając same emisje?

Ten akapit dołączam jako ciekawostkę i wisienkę na torcie całej drugiej części cyklu o obligacjach. W świecie obligacji korporacyjnych wysokość ich oprocentowania jest lub chociaż powinna być sygnałem ryzyka, które ponosi inwestując w nie. Historia dowodzi, że nie trzeba się zbytnio orientować w analizie finansowej, by skutecznie unikać przyszłych bankrutów poprzez…odsiewanie emisji o oferowanym kuponie, który znacznie przewyższa średnią dla danego okresu.

Oznacza to także to, że posiadasz obligacji spółki XYZ o stałych odsetkach 5% powinien się zaniepokoić, gdy po roku emituje ona kolejne, ale tym razem o oferowanych odsetkach w okolicy 9%. Rzecz jasna, wartość obligacji, które posiada (tych z kuponem 5%) znacznie spadnie, ale być może inwestor powinien się zastanowić nad wypłacalnością emitenta i spieniężyć na rynku wtórnym swoje obligacje jeszcze zanim ten ogłosi upadłość. W końcu lepiej jest stracić część pieniędzy, sprzedając taniej instrument finansowy niż zostać z niczym. Porównajmy historyczną wysokość oprocentowania kilku „przyszłych bankrutów” wobec średniej dla wszystkich emisji na rynku obligacji korporacyjnych:

  • Przypomnę, że w roku 2019 stopy procentowe wynosiły w Polsce 1,5%, a średnie oprocentowanie brutto obligacji korporacyjnych (bazując na danych rynku Catalyst) 3,94%.
  • Wyemitowane w 2016 roku obligacje BRA0519 oferowały oprocentowanie w wysokości WIBOR 6M + 5,70 pp., czyli w zeszłym roku 7,20%. Ponad 3 pp. więcej niż przeciętna emisja.
  • Wyemitowane w 2017 roku obligacje STA1219 oferowały oprocentowanie stałe w wysokości 7%. Jest to znowu ponad 3 pp. więcej od przeciętnej emisji obligacji z 2019 roku.
  • Wyemitowane w 2017 roku obligacje VVD0520 były oprocentowane stopą WIBOR3M + 6 pp., czyli w zeszłym roku 7,5% brutto rocznie. Ponad 3,5 pp. więcej niż przeciętna emisja.

Wszystkie trzy emisje nie zostały przez emitentów wykupione, a więc inwestorzy nie odzyskali swoich pieniędzy w początkowo obiecanym terminie. Czy widzisz tutaj pewną prawidłowość? Wychodzi na to, że wszyscy „przyszli bankruci” bez wyjątku oferowali oprocentowanie znacznie wyższe od średniej rynkowej w każdym z okresów ich notowań. Taki sygnał powinien wystarczyć zorientowanemu inwestorowi do nie kupowania ich lub akceptacji znacznie wyższego ryzyka inwestycji w przypadku decyzji o ich zakupie.

Odchodząc powoli od oceny bezpieczeństwa rynku Catalyst, który w moich oczach „nie jest tak zły jak go malują” chciałbym poświęcić kilka kolejnych akapitów, by podzielić się z Tobą pomysłami na popularyzację rynku Catalyst w Polsce. Zamierzam to zrobić, bo uważam, że jest to rynek niedoceniany i zasługuje na odrobinę uwagi więcej, ale jednocześnie dostrzegam, że pewne grupy interesów nie zrobiły wszystkiego w ich mocy, by ten rynek odpowiednio wypromować i chociaż spróbować oczyścić jego imię.

Jak spopularyzować polski rynek obligacji?

Zanim przejdziemy do pomysłów na popularyzację polskiego rynku obligacji chciałbym przedstawić Ci już ostatni wykres z danymi w tym wpisie. Samo napisanie „rynek obligacji korporacyjnych jest mały” nic nie znaczy bez porównania go do giełdy akcji, bo dopiero „ramię w ramię” okazuje się jak niewielki obecnie jest. Na poniższym wykresie zestawiłem wartość wszystkich polskich spółek notowanych na GPW wraz z wartością wszystkich wyemitowanych w danym momencie na Catalyst obligacji korporacyjnych. Różnica jest dosyć przytłaczająca:

Stosunek wartości papierów notowanych na rynku Catalyst do giełdy akcji GPW wynosił w ciągu 10 lat przeciętnie jakieś 1 do 10. Niestety, Catalyst wypadłby jeszcze bladziej, gdybym porównywał obroty, czyli miarę aktywności inwestorów na obydwu rynkach, o której wcześniej zresztą wspominałem, więc pozwól, że mu tego oszczędzę i tego raz jeszcze nie zrobię. Zamiast tego zamieszczę tu listę swoich pomysłów, które operator, regulator i uczestnicy rynku Catalyst mogliby zrobić, by nieco go w Polsce wypromować.

Jak regulator mógłby pomóc rynkowi Catalyst?

Z punktu widzenia reputacji rynku Catalyst to właśnie regulator, czyli KNF powinien odrobić największą pracę domową. Warunkiem koniecznym do powrotu inwestorów na rynek obligacji korporacyjnych jest oczyszczenie jego reputacji poprzez wdrożenie większej kontroli nad emitentami. Są na to według mnie następujące sposoby:

  • KNF powinien wyjaśnić kwestię zaniedbań w aferze GetBack i transparentnie wyjaśnić jak to się stało, że tyle ryzykownych serii obligacji było przez lata wpuszczanych na Catalyst.
  • Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w momencie bankructwa GetBack posiadał rating kredytowy B od agencji S&P oraz B+ od Fitch Ratings. Należałoby wyjaśnić jakim cudem te renomowane agencje przyznały tak wysokie oceny spółce, które kilka miesięcy później przestała spłacać swoje obligacje.
  • Dodatkowo KNF powinien przyjrzeć się procederowi promocji najbardziej ryzykownych obligacji (tych o najwyższej rentowności) przez profesjonalistów finansowych. Publicznie wiadomo, że obligacje GetBack były przez sprzedawców w niektórych bankach sprzedawane jako „papiery bezpieczne”, co powinno być w poważnym państwie srodze napiętnowane, na taki bank powinna być nałożona kara, a sprzedawca powinien dostać naganę lub nawet zostać zwolniony z pracy.
  • Trzecią rzeczą, którą warto by zrobić byłaby zmiana prawa, która wymuszałaby na emitentach obligacji uzyskanie ratingu (podobnie jak w USA) dla każdej serii obligacji. Zamiast zatrudniać zagranicznych ekspertów można by postawić na tych krajowych, których mamy naprawdę wielu, o czym świadczą ich liczne wypowiedzi znajdziesz na Twitterze. Swoją drogą: zachęcam Cię do obserwowania na Twitterze także profilu mojej strony (link), gdyż czasem zamieszczam tam różne ciekawostki.

Jak GPW mogłaby wspierać rozwój Catalyst?

 To oczywiste, ale warto wspomnieć, że poza regulatorem giełdę obligacji mogłaby promować firma, która zajmuje się jej prowadzeniem, czyli GPW. Operator rynku wielokrotnie próbował promować rynek Catalyst, ale oceniając obroty na tym rynku nie powiodło się to. Oto co operator giełdy Catalyst mógłby zrobić, by przywrócić jej dobre imię i spopularyzować ją nieco wśród inwestorów indywidualnych:

  • Niezależnie od prawa polskiego sugerowałbym zachęcenie emitentów obligacji przeprowadzania audytu przed każdą emisją, w celu przyznania ratingu poszczególnym seriom obligacji. Istnieje już strona z ratingami, ale są one nadawane niestety tylko największym firmom, które sprzedają w Polsce swój dług.
  • Poza faktem posiadania ratingu warto by odświeżyć i unowocześnić wygląd strony z notowaniami i ratingami. Mamy XXI wiek, więc inwestorzy oczekują czegoś więcej niż kiedyś.
  • Spółka GPW, będąca operatorem Catalyst powinna prowadzić bardziej aktywną promocję i edukację inwestorów indywidualnych. Mam wrażenie, że zarząd giełdy niejako „spisał rynek obligacji na straty”, wnioskując, że „nie jest on w Polsce popularny i już”. Według mnie obligacje innego typu niż skarbowe powinny być podstawą funkcjonowania zdrowego systemu rynkowego w każdym kraju i nie widzę powodu, by tej giełdy trochę nie „odczarować”, unowocześnić i sprawić, że będzie bezpieczniejsza dla drobnego inwestora.

Jak inwestorzy indywidualni i instytucjonalni mogliby pomóc rynkowi Catalyst?

  • Inwestorzy profesjonalni oraz finansowi „influencerzy” mogliby poruszać temat tego rynku nie tylko w kontekście jego słabości, ale również jego mocnych stron. Chodzi o to, by budować świadomość polskich inwestorów, którzy swoimi środkami mogą wspomóc rodzime firmy, a nie tylko przestrzegać przed ryzykiem inwestycji, głosząc że „na Catalyst są same upadłości”.
  • Inwestorzy indywidualni mogliby dać szansę temu rynkowi poprzez spróbowanie zainwestować w co bezpieczniejsze obligacje korporacyjne w Polsce zamiast stale wybierać np. fundusze obligacji zagranicznych, które przecież robią to samo, ale na masową skalę, pobierając za to często słone opłaty. 

Ciężko powiedzieć co jeszcze „maluczcy” mogliby robić, by pomóc Catalystowi, ale jestem przekonany, że jeśli żadna z tych trzech grup nie podejmie wyzwania to obroty na rynku obligacji będą malały jeszcze przez wiele lat. A szkoda, bo był to ambitny projekt z potencjałem, który mógł i dalej może dostarczać polskim spółkom względnie tani kapitał, jednocześnie pozwalając drobnym inwestorom zarobić więcej niż na obligacjach skarbowych.

Podsumowanie

Doszliśmy właśnie do końca drugiego wpisu o obligacjach, który miał za zadanie zaznajomić Cię z polskim rynkiem obligacji Catalyst zanim omówię proces ich zakupu w częściach trzeciej i czwartej. Zachęcam do komentowania wpisu jeśli tekst był dla Ciebie informacyjny, spodobał Ci się lub gdy coś jest niejasne i wymaga dalszego komentarza. W międzyczasie serdecznie zachęcam Cię do polubienia mojego fanpage’a na Facebooku, na którym zawsze publikuję delikatne spoilery przed każdym kolejnym wpisem. W ramach zapowiedzi: w kolejnych dwóch częściach cyklu pokryję wszelkie detale dotyczące kupowania i sprzedawania różnych rodzajów obligacji. Dziękuję, że ze mną jesteś i promujesz mojego bloga wśród rodziny i znajomych, którzy podobnie jak my chcą inwestować racjonalnie i przede wszystkim nie tracić swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Do zobaczenia następnym razem!

Bądź na bieżąco z moim newsletterem:

Zero spamu, maksimum wartościowej treści.

Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

5 8 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
18 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Tomasz Wikło

Hej Mateusz,
jak zwykle świetny wpis. Dużo wykresów, które obrazują to o czym mówisz.

Podajesz ciekawy pomysł na inwestycje.
Nawet te niespłacone emisje nie są straszne przy dobrej dywersyfikacji.

Tak zupełnie z innej beczki, co myślisz o REIT’ach i ich ETF’ach?

Tomasz Wikło

Masz w planach jeszcze napisać w jaki sposób dobierasz obligacje korporacyjne do swojego portfolio?

Tomasz Wikło

Będę musiał spróbować tych obligacji korporacyjnych, jestem ciekaw jak to wyjdzie.

Na razie widzę zysk netto ~4% i około ~3-4% szansy, że obligacja nie zostanie wykupiona. Także statystycznie wyjdę na niewielki plus.

W swoim artykule wyciąłeś Getin za ’19 i ’20, ale w ’14 odsetek niewykupionych obligacji wynosił 8% oraz nie wiadomo czy sytuacja Getinu się nie powtórzy 🙂

Jeśli gdzieś się mylę w założeniach, napisz proszę 🙂

Tomasz Wikło

ok dziękuję,
oczywiście miałem na myśli GetBack 😉

Magda

Ciekawi mnie, czy czytając sprawozdania finansowe GetBack dało się wykryć, że nadchodzi bankructwo? Przeprowadzałeś może takie analizy? Czytałam opinie biegłego za 2016 rok i nie mieli zastrzeżeń do sprawozdania. A w 2017 roku już odmówili wydania opinii – duża zmiana stanowiska…

Eliasz

Mateusz,
Dziękuję za kolejny wpis. Rzeczywiście szkoda, ze rynek obligacji jest tak mało plynny. Byłoby miło mieć możliwość zainwestowania wolnych środków z portfela długoterminowego…
Czekam na koleją odsłonę cyklu. 😀

Pozdrawiam

Eliasz

Alex

Ja wiele lat inwestowałem na Catalyst, rentowność „pewniaków” jest tak niska, że ma sens tylko dla tych osób, które chcą mieć dosyć pewne spółki i ciut więcej niż na lokacie. Wraz z oprocentowaniem ryzyko rośnie tak gwałtownie, że Catalyst nie ma sensu. Temu rynkowi potrzebna jest lepsza formuła weryfikująca co jest oferowane, na ile dane podawane są rzetelnie i co najważniejsze, zmiany w prawie. Co z tego, że obligacje były zabezpieczone nieruchomościami o wartości kilka razy większej niż emisja, do warunków emisji dołączone są operaty szacunkowe, jak po jakimś czasie okazuje się, że trzeba czekać latami na egzekucję długu, a operaty mogły być nawet 10-krotnie zawyżone ….
Wciąż uważam, że w najbliższych latach to surowce, akcje albo chociaż proste ETFy na indeksy – relacja zysku do ryzyka jest niewspółmiernie lepsza.
Catalyst statystycznie ma mierną płynność i nie chodzi o to, czy można kupić/sprzedać coś za 100 tys, ale to, że często nie ma żadnych transakcji – na starcie trzeba raczej zakładać, że trzymamy długo i cierpliwie.

Alex

GPW to jedno, ale sfałszowane sprawozdania GetBacku były przecież audytowane. Zarząd został aresztowany, a co z kwestią rzetelności badania sprawozdań finansowych ? To nie tak powinno działać, że można napisać co się chce ….

Janusz

W aferze Wirecard audytor przez 3 lata zapomniał wykonać rutynowego telefonu do banku. Obieca, że następnym razem o tym nie zapomni i kara go nie spotka.

„EY failed for more than three years to request crucial account information from a Singapore bank where Wirecard claimed it had up to €1bn in cash — a routine audit procedure that could have uncovered the vast fraud at the German payments group.”
https://www.ft.com/content/a9deb987-df70-4a72-bd41-47ed8942e83b

W Alior banku też ktoś z pracowników dawał Kani pożyczki na telefon bez żadnej weryfikacji. Obieca, że następnym razem o tym nie zapomni i kara go nie spotka.

„mimo że na rachunki banku nie wpływały wymagane kwoty. Pracownikom banku wystarczyło, że Henryk Kania… ustnie deklarował zwiększanie wpływów”.
https://businessinsider.com.pl/finanse/inwestowanie/zm-henryk-kania-a-finansowanie-alior-banku-nieprawidlowosci/xbk4ypx

Ta lista nie ma końca.