Budżet 2021

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok

Plan wpływów i wydatków w kolejnym roku pandemii.

W zeszłym tygodniu opublikowałem wpis „Budżet państwa w 2020 roku – jego zmiany i wykonanie„, w którym uważałem na to, by nie pisać zbyt wiele o ustawie budżetowej na 2021 rok. Zrobiłem to celowo, bo sądzę, że plan budżetowy na obecny rok jest sam w sobie na tyle interesujący, że zasługuje na poświęcenie mu osobnego tekstu, co zresztą zaraz zrozumiesz. Moja analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok będzie formą przypominała tę dotyczącą roku ubiegłego, z tym że w tym przypadku znamy tylko początkowy, moim zdaniem nieco zbyt optymistyczny plan, nie wiedząc co przyniesie reszta roku 2021. Dobrym wstępem do tego tekstu będzie przypomnienie kilku faktów i ciekawostek dotyczących budżetu państwa z roku ubiegłego, które z pewnością pomoże Ci lepiej zrozumieć kontekst, w którym znaleźli się odpowiedzialni za finanse państwa politycy.

Po pierwsze: jak pokazuje szacunkowe wykonanie budżetu z 2020 roku, pomimo pandemii, wpływy do budżetu (około 420 mld zł) były bliższe oryginalnemu planowi (435 mld zł), niż jego październikowej modyfikacji (398 mld zł), co świadczy o ukrytej i niespodziewanej sile polskiej gospodarki, która pomimo lockdownów ciągle płaci podatki, zasilając centralny budżet naszego kraju. Po drugie: pomimo deficytu budżetu centralnego na poziomie około 88 mld zł, nasz kraj nie zwiększył swojego zadłużenia między rokiem 2019, a rokiem 2020 z 1040 mld zł do 1128 mld zł. Jak to możliwe? Otóż większość wydatków na tzw. „tarcze antykryzysowe” zostało przeniesionych do różnych agencji rządowych, zakrzywiając obraz rzeczywistości, w której Polska zadłużyła się w ubiegłym roku nie o 88 mld złotych, ale o blisko 340 mld złotych, czyli sumarycznie więcej niż przez ostatnie 10 lat (2000-2019)!

Z troski o stan finansów publicznych, bardzo dużą część tego wpisu poświęcę właśnie wzrostowi polskiego zadłużenia sektora finansów publicznych i próbie przewidzenia jego kosztów w przyszłości. Pamiętajmy, że każda pożyczona przez skarb państwa, PFR (Państwowy Fundusz Rozwoju), czy BGK (Bank Gospodarstwa Krajowego) złotówka będzie musiała być spłacona przez przyszłe pokolenia rękoma przyszłych ekip rządzących. Naszym krajem będzie zatem coraz trudniej zarządzać, a następne pokolenia będą musiały zacisnąć pasa i żyć o wiele skromniej niż my, nie otrzymując świadczeń typu 500+, a wraz z zakupem produktów i usług być może płacić jednolitą stawkę VAT wynoszącą 30% (zamiast dzisiejszych 0/5/8/23%), aby spłacić zadłużenie, które zaciągnęli ich krótkowzroczni ojcowie i matki. Biorąc pod uwagę małą popularność wpisu o budżecie z 2020 roku spróbuję napisać ten wpis krócej i konkretniej od poprzedniego, by nie „odstraszyć” osób, które na co dzień nie interesują się finansami państwa, a mimo to chciałyby dowiedzieć się więcej o budżecie państwa w 2021 roku.

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wysokie są planowane wpływy i wydatki budżetu państwa polskiego w 2021 roku.
  • Jakie są największe różnice w ustawie budżetowej na 2021 rok, a tej z roku 2020.
  • Jaki jest plan lockdownów na 2021 rok i ile mogą wynieść Polskę koszty walki z pandemią w 2021 roku.
  • Czy polski dług publiczny nie wyrwał się spod kontroli. Ile może kosztować nas obsługa długu w przyszłości.

Planowany kształt budżetu na 2021 rok

Budżetu państwa w roku 2021 z uwagi na bardzo wyjątkową sytuację, w której się znajdujemy, z pewnością nie należy analizować w oderwaniu od tego z ubiegłego roku. Liczby z ustawy budżetowej z roku 2020 będą się zatem przewijać w wielu fragmentach tego tekstu, ale w rozdziale o wpływach do budżetu będą one miały dość szczególne znaczenie. Dlaczego? Otóż skoro mamy za sobą już jeden „pandemiczny rok” pełen lockdownów to co może być lepszym prognostykiem dotyczącym wpływów do budżetu państwa niż bliźniaczy rok?

Życzę nam wszystkim, by w 2021 lockdowny trwały krócej niż w roku ubiegłym, ale w chwili, gdy piszę te słowa raczej się na to nie zapowiada, a niektóre sektory gospodarki już straciły kilka miesięcy działalności. Piszę tu o gastronomi, rekreacji, hotelarstwie, czy krótkoterminowym wynajmie mieszkań, które – pomimo obecnego „luzowania obostrzeń” – prawie na pewno nie zaliczą zbyt dobrego roku. Zacznijmy od omówienia planowanych w ustawie budżetowej z dnia 20 stycznia 2021 roku wpływów do budżetu państwa, czyli tego ile państwo „zarobi” z podatków i innych źródeł w trwającym obecnie 2021 roku.

Planowane wpływy do budżetu 2021

Choć plan wpływów budżetu na 2021 rok jest w swojej skali i wielkości bliźniaczo podobny do znowelizowanego planu wpływów na 2020 rok (z października 2020 roku), to jego założenia mogą być moim zdaniem lekko zbyt optymistyczne. W pierwszych czterech miesiącach 2021 roku mieliśmy do czynienia z bardzo głębokim lockdownem gospodarki, który w długości trwania był podobny do całkowitego okresu lockdownu w roku ubiegłym. Co przez to rozumiem? Choć pisząc ustawę budżetową na 2021 rok, eksperci Ministerstwa Finansów mieli pełne prawo nie wiedzieć jak pod kątem lockdownów będzie wyglądał rok 2021, to już w kwietniu 2021 roku możemy z dużym prawdopodobieństwem orzec, że nie uda się osiągnąć w tym roku 405 mld zł wpływów do budżetu. O tym jak wyglądał przekrój zaplanowanych w styczniu tego roku 405 mld wpływów do budżetu przekonasz się oglądając poniższy wykres:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - wpływy 2021

Już na pierwszy rzut oka dostrzec można podobieństwo struktury wpływów do tej z poprzednich 5 lat, a zwłaszcza do roku 2019. Pod względem planu wpływów do budżetu państwa świetnie działa stwierdzenie „cofnęliśmy się o 2 lata”, gdyż ich łączna wysokość i struktura do złudzenia przypomina tę planowaną dla roku 2019. Niestety, znacznie wyższe niż w 2019 roku okażą się wydatki budżetu państwa, które bez uwzględnienia tarcz antykryzysowych wynoszą w planie na 2021 rok prawie 490 mld złotych, czyli niemal tak samo dużo jak w roku 2020, który podsumowaliśmy z wydatkami budżetu centralnego rzędu 505 mld złotych. Omówmy teraz różnice w wysokości i strukturze wpływów do budżetu centralnego państwa planowanych na rok 2021.

Różnice pomiędzy wpływami 2021, a 2020

Głównymi różnicami między wpływami planowanymi w 2021 roku, a tymi, z którymi zamknęliśmy zeszły rok polegają na znacznej redukcji dochodów z państwowych jednostek budżetowych, zysku NBP i dywidend spółek skarbu państwa. Żadna z trzech wymienionych pozycji nie jest na tyle znacząca, by dokonać uszczerbku na całościowej kwocie, która według autora ustawy wpłynie w 2021 roku do budżetu, a najważniejsze pozycje, czyli wpływy z VAT, PIT i akcyzy mają być znacząco wyższe niż w roku 2020, co według mnie może być założeniem optymistycznym.

Tu właśnie uwypukla się największy problem tego planu, którym jest założenie, że rynek pracy niemal wróci (lub już wrócił) do normy, a Polacy – pomimo restrykcji, „postojówek” i ogólnie gorszej koniunktury – zapłacą łącznie wyższe podatki niż w roku ubiegłym. Moim zdaniem może to być założenie błędne, biorąc pod uwagę jak wiele branż ma obecnie odgórnie zakazane prowadzenie działalności i utrzymuje się tylko dzięki „kroplówce” w postaci tarcz antykryzysowych, na które wydatki nawet nie są ujęte w budżecie centralnym naszego kraju, a więc są one ukryte z zasięgu wzroku przeciętnego podatnika. Wróćmy jeszcze na moment do struktury wpływów państwa polskiego w 2021 roku wobec lat ubiegłych, gdzie doskonale widać wspomniany przeze mnie problem, a mianowicie założenie „wzrostu dla wzrostu” bez dokładnej analizy i próby przewidzenia czy jest to właściwie wykonalne:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - wpływy 2015 - 2021

Pozwól, że swoje wątpliwości wypiszę w punktach, podając konkretne liczby, które wzbudziły moje niemal natychmiastowe zdziwienie podczas przygotowywania materiału do tego wpisu:

  • Skoro w znowelizowanym, czyli biorącym pod uwagę pandemię COVID-19, budżecie z 2020 roku zakładano 170 mld złotych wpływów z tytułu podatku VAT, to dlaczego w 2021 roku jest to znacznie więcej, bo aż 181 mld złotych? Po części odpowiadam sam sobie we wpisie „Budżet państwa w 2020 roku – jego zmiany i wykonanie„, w którym opisałem zaskakująco wysokie wpływy faktyczne (patrz: część o „wykonaniu” budżetu) jako 187 miliardów złotych w ciągu całego roku.
  • Odwróćmy zatem moją wątpliwość o 180 stopni. Dlaczego pomimo wiedzy o tym, że w 2020 roku na VAT „zarobiliśmy” 187 mld złotych, to w 2021 roku (przy masowych szczepieniach, a więc z założeniem „powrotu do normalności”) nie zakładamy bardziej optymistycznego planu wpływów z tytułu VAT? Nie chcę być tutaj nieufny, ale czyżby państwo planowało jednak szeroko zakrojony plan lockdownów i w 2021 roku nie było pewne o konsumpcji tak dużej jak w roku 2020?
  • Drugim, równie problematycznym punktem jest podatek PIT, z którego wpływy bazują bezpośrednio na liczbie zatrudnionych i samozatrudnionych, którzy rozliczają się w ramach Jednoosobowych Działalności Gospodarczych. Skoro w znowelizowanym budżecie z końca 2020 roku znalazła się liczba 64,1 mld zł, z której faktycznie pobrano od podatników „tylko” 63,8 mld zł, to dlaczego w kolejnym roku pandemii zakłada się wpływy z tego tytułu… wyższe o 8% od tych planowanych rok wcześniej? Tutaj planiści byli dosyć optymistyczni, biorąc pod uwagę groźbę „trzeciej fali koronawirusa”, o której mówiło się długo przed początkiem 2021 roku i spora część ekspertów była o niej przekonana na długo zanim ta stała się faktem.

Oto jak ta nieco dziwaczna moim zdaniem struktura wpływów wygląda w pełnej formie tabelarycznej:

Wpływy budżetu państwa 2021

Tabelę z danymi wkleiłem tu głównie dla bardziej zainteresowanych tematem. Również dla nich przygotowałem kolejny akapit, w którym plan budżetowy będzie dodatkowo uwzględniał bezpośrednie wpływy samorządów z tytułu podatku PIT i CIT.

Wpływy z uwzględnieniem samorządów

Jednym z największych problemów w opisywaniu ustawy budżetowej, a zwłaszcza jej wpływów, jest fakt, że samorządy otrzymują w Polsce około 50% wpływów z PIT oraz około 25% wpływów z CIT od firm ze swojego regionu bezpośrednio. Sprawia to, że wpływy z tytułu podatku PIT i CIT są w ustawie budżetowej zaniżone i nie pokazują faktycznego stanu rzeczy, sprawiając, że populiści krzewią postulaty typu „wpływy z PIT są tak niskie, że można by go zlikwidować”. Prawda jest jednak taka, że stosunek wpływów (w skali państwa, a więc budżetu centralnego i budżetów samorządów lokalnych) podatku PIT do podatku VAT wynosi nie 38% jak świadczyłaby o tym ustawa budżetowa, zaś 78%, co przedstawiłem na wykresie poniżej:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - wpływy 2015 - 2021 skorygowane o wpływy samorzadów

Jak czytać ten wykres i dlaczego go tu umieściłem? Prawnie, wpływy do budżetu samorządów nie należą do wpływów do budżetu państwa, więc jest on „świadomie niepoprawny”, ale bardzo zależy mi byś zrozumiał ile pieniędzy państwo czerpie z jakiego źródła. Prawda jest taka, że PIT i CIT dają państwu ogromne wpływy i – nieco w kontrze do mojego własnego wpisu „Czy w Polsce można zlikwidować podatek dochodowy PIT?” napiszę, że w obecnej sytuacji nie widzę alternatywy dla tych podatków. Postulat, że więcej zarabiający Polacy konsumowaliby więcej, płacąc VAT i akcyzę jest poprawny, ale pomija fakt, że z oszczędzonego na PIT 1000 zł miesięcznie VAT i akcyza wyniosłyby maksymalnie 25%, a więc do budżetu wpłynęłoby 250 zł zamiast 1000 zł, sprawiając, że jego łączne wpływy (po uwzględnieniu samorządów) wyniosłyby nie 400 mld, a 300 mld złotych, co stanowczo nie starcza na zaspokojenie obecnych potrzeb (w sensie „wydatków”) naszego kraju. Przejdźmy zatem płynnie do omówienia wydatków, które w budżecie na 2021 zaplanowało Ministerstwo Finansów.

Planowane wydatki budżetu 2021

Wedle reguły „wydać należy wszystko, co zostało zaplanowane” w znowelizowanym budżecie na 2020 rok rekordowo wysokie wydatki wynoszące 508 mld zł zostały zrealizowane praktycznie w całości. Analizując zaplanowane na 2021 rok wydatki martwię się, że planiści z MF nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i te „skromne” 487 mld złotych wydatków (w zeszłym roku było to oryginalnie 435 mld zł, powiększone do 508 mld zł) zostanie przed końcem roku zwiększone w ramach nowelizacji ustawy. Zakładając, że „zmieścimy się” w 487 miliardach złotych, „wydatki” naszego państwa wyglądałyby w 2021 roku następująco:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - wydatki 2021

O ile budżet w 2020 roku rozciągnięty został głównie wydatkami na obietnice wyborcze, a wsparcie dla przedsiębiorców zostało prawie w całości przesunięte poza budżet centralny kraju to w planie wydatków na 2021 rok widać już część pakietu pomocowego związanego z pandemią COVID-19. Mówię tutaj o znacznie zwiększonych wydatkach na ochronę zdrowia (20 mld wobec 10 mld rok do roku), bo inne pozycje wzrostowe w świeżo uchwalonym budżecie na 2021 rok również przypominają bardziej obietnice wyborcze niż realną walkę z kryzysem, który dotknął nasz kraj. W ujęciu rok do roku wydatki wyglądają nieco bardziej optymistycznie, a ich łączna wysokość jest widocznie mniejsza niż w znowelizowanym budżecie z ubiegłego roku:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - wydatki 2015 - 2021

Wzrost wydatków na ZUS i KRUS jest prawdopodobnie wynikiem założenia, że w związku z rosnącą stopą bezrobocia i „postojówkami” w pracy spora część osób nie będzie uiszczać pełnych składek na ubezpieczenia społeczne, a więc mogą one (a konkretnie FUS, czyli Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury) wymagać więcej środków bezpośrednio z budżetu państwa. Osobiście dziwi mnie zmniejszony wobec roku 2020 koszt straży pożarnej i policji, bo zakłada on jakby wygaszanie pandemii, na które w chwili, gdy piszę ten wpis, a więc w kwietniu 2021 roku się nie zanosi. Przejdźmy do opisu różnic między wydatkami budżetu państwa w 2021 i 2020 roku w szczególe.

Różnice pomiędzy wydatkami 2021, a 2020

W celu zwiększenia czytelności tabeli poniżej dodałem do niej kolumnę „Różnica”, przedstawiającą dynamikę zmian między 2021, a 2020 rokiem. Do największych redukcji kosztów między obecnym, a ubiegłym rokiem należą:

  • Spadek wydatków na transport i łączność o 66% (z 26 mld do 8,9 mld złotych).
  • Spadek wydatków na „Pozostałe działania społeczne” o 95% (z 27,8 mld do 1,5 mld złotych).
  • Spadek wydatków na policję i straż pożarną o 10% (z 18,7 mld do 16,8 mld złotych).

Jeśli o wzrosty kosztów chodzi to do najbardziej znaczących należą:

  • Wzrost wydatków na ochronę zdrowia o 91,7% (z 10,5 mld do 20,1 mld złotych).
  • Wzrost wydatków na ZUS o 13% (z 91,9 mld do 103,7 mld złotych).
  • Wzrost wydatków na wymiar sprawiedliwości o 4,6% (z 15,1 do 15,8 mld zł).

O ile wydatki na ochronę zdrowia rosną z wiadomych powodów to już nieco ciężej jest mi wyjaśnić wydatki na wymiar sprawiedliwości, ale widać podwyżki inflacyjne nie omijają też sądownictwa. Poniżej przedstawiam pełną tabele wydatków polskiego budżetu w 2021 roku:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - 2021 a 2020 wydatki 1

W wydatkach, które prezentuję powyżej, a więc tych z ustawy budżetowej, nie znajdziemy jednak kosztów tzw. tarcz antykryzysowych, które wg rządu Prawa i Sprawiedliwości mają „ratować miejsca pracy”. W wolnorynkowej nomenklaturze jest to taka „kroplówka”, która sztucznie utrzymuje pracowników nie mogących obecnie wykonywać swoich normalnych obowiązków. Pytania brzmią: jakim kosztem oraz czy i jak długo będzie nas na to stać? Spróbujmy teraz na nie odpowiedzieć, mając na uwadze, że już w budżecie centralnym państwa zaplanowana jest luka wynosząca 80 mld złotych, czyli tyle o ile zadłużaliśmy się zwykle w ciągu przynajmniej 2 lat.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Co z tarczami antykryzysowymi 2021?

Według minister rodziny i polityki społecznej, Pani Marleny Maląg dotychczas (czyli od marca 2020 roku do marca 2021 roku) w ramach wszystkich tarcz antykryzysowych do polskich przedsiębiorców trafiło 187 mld złotych. Wydatki na nie nie zostają jednak ujęte w budżecie centralnym państwa, a w specjalnym funduszu PFR, który emituje obligacje a’la skarbowe, których szczegóły możemy znaleźć tutaj. Jako analityka (który często czuje się bardziej jak detektyw) interesuje mnie raczej to na ile polskie państwo się zadłużyło, niż to ile środków trafiło stricte do przedsiębiorców, a więc prześledzimy emisje obligacji skarbowych i quasi-skarbowych z roku 2020, by próbować odgadnąć ile mogą wynosić koszty walki z pandemią w 2021 roku.

Koszty walki z pandemią w 2020 roku

We wpisie „Skąd rząd weźmie pieniądze na tarczę antykryzysową?„, który pisałem na początku kwietnia 2020 roku, czyli gdzieś na początku „pierwszej fali koronawirusa” i związanej z nią pierwszej fazy polskiego lockdownu wysnułem tezę, że tarcze antykryzysowe (wtedy tylko 1.0 i 2.0) mają kosztować budżet w 2020 roku łącznie około 320 mld złotych. Okazuje się, że nie myliłem się wcale tak mocno, bo całkowity deficyt sektora publicznego wzrósł w 2020 roku o niemal 340 mld zł (oryginalny plan zakładał budżet bez deficytu). O kosztach zastoju w gospodarce najlepiej powiedzą nam emisje obligacji z roku 2020, które postaram się wypisać poniżej:

  • PFR0324 o kwocie emisji do 16,325 mld zł.
  • PFR0325 o kwocie emisji do 18,500 mld zł.
  • PFR0925 o kwocie emisji do 15,175 mld zł.
  • PFR0627 o kwocie emisji do 10 mld zł.
  • PFR0330 o kwocie emisji 2 mld zł.
  • PFR1227 o kwocie emisji 0,5 mld zł.
  • PFR0927 o kwocie emisji 2 mld zł.
  • PFR092027 o kwocie emisji 0,9 mld zł.

W sumie 65,39 mld zł w roku 2020. Cytując stronę rządową dotyczącą zadłużenia finansów publicznych do największych zmian w II kwartale 2020 roku należały:

  • Wzrost zadłużenia Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) o 0,92 mld zł.
  • Emisje obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego na rzecz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 (FPC) o wartości 42,65 mld zł.
  • Emisje obligacji przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR) na sfinansowanie tarczy finansowej o wartości 62 mld zł (szczegóły powyżej).
  • Wzrost stanu posiadania skarbowych papierów wartościowych (SPW) Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wraz z funduszami ochrony środków gwarantowanych o 1,8 mld zł.
  • Wzrost zadłużenia przedsiębiorstw zaliczonych do sektora instytucji rządowych i samorządowych o 2,82 mld zł.

Dodatkowo w III kwartale 2020 roku zadłużyliśmy się w następujący sposób:

  • Emisje obligacji Banku Gospodarstwa Krajowego na rzecz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 (FPC) o wartości 39,34 mld zł.
  • Wzrost zadłużenia Krajowego Funduszu Drogowego o 2,95 mld zł.
  • Wzrost stanu posiadania skarbowych papierów wartościowych (SPW) Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wraz z funduszami ochrony środków gwarantowanych o 1,27 mld zł.

Brakuje póki co danych o IV kwartale 2020 roku, ale dane, które posiadamy wystarczają, by oszacować łączny wzrost zadłużenia sektora publicznego w 2020 roku o jakieś 330-360 mld zł (ciężko powiedzieć dokładnie bez pełnych danych), z czego około 100 mld zł obciążyło budżet centralny kraju, a pozostałe 230-260 mld zł instytucje rządowe takie jak BGK, KFD, czy PFR.

Jak plan budżetu 2021 zwiększy polski dług publiczny?

Ze względu na trwający w zasadzie od początku 2021 roku lockdown gospodarki Polska ponownie poniesie koszty utrzymania miejsc pracy w firmach, których działalności zostały zamknięte. Sądzę, że podobnie jak w ubiegłym roku, koszty lockdownu nie zostaną (zostały?) ujęte w budżecie centralnym a zamiast tego zostaną „oddelegowane” do instytucji państwowych, o których pisałem w poprzednim akapicie. Dzięki temu prognoza wzrostu zadłużenia Polski, a właściwie polskiego długu publicznego jedynie na bazie ustawy budżetowej 2021 wyglądałaby następująco:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - dług publiczny 2021

Powyższy obrazek ukazuje (pomarańczowe słupki) roczny wzrost wartości (lub jej spadek, udało się to w 2014 roku rządowi PO poprzez niesławną „reformę OFE) polskiego długu publicznego, czyli roczny deficyt lub nadwyżkę sektora finansów publicznych. Wartość, którą przedstawiłem dla roku 2020 to wg mnie maksymalna wartość wzrostu polskiego zadłużenia, a jej przedział to 330 – 365 mld złotych (końcową liczbę poznamy prawdopodobnie bliżej czerwca 2021 roku). Skoro około 5 miesięcy lockdownu w 2020 roku „kosztowało” budżet dodatkowe 300 mld złotych to jaką „dziurę budżetową” zaliczy Polska w 2021 roku? Dowiemy się tego poprzez estymację bazującą na roku 2020 i próbie przewidzenia planu zamknięć gospodarki na rok 2021.

O ile może wzrosnąć dług publiczny w 2021 roku?

Na chwilę obecną praktycznie nie da się przewidzieć jak bardzo wzrośnie w 2021 roku polski dług publiczny, ale jestem przekonany, że będzie to liczba wyższa niż sam deficyt budżetu centralnego państwa. Skąd moje przypuszczenia? W chwili obecnej na stronie MF dotyczącej przetargów obligacji hurtowych widnieje już sporo emisji zrealizowanych w 2021 roku i choć póki co wszystkie dotyczą budżetu centralnego państwa to już ich kwota nie pokrywa się z pieniędzmi potrzebnymi na tarcze antykryzysowe w 2021 roku. Biorąc pod uwagę obecną sytuację w polskiej gospodarce, na walkę z COVID-19 w 2021 roku będziemy potrzebować przynajmniej 100 mld dodatkowych środków, a bezpiecznie jest założyć nawet do 120 mld, co sprawiłoby, że dług publiczny wzrósłby nie o 82, a o około 200 mld złotych. Przedstawiłem to na poniższym wykresie, który świetnie obrazuje w jak kiepskiej sytuacji mogą znaleźć się polskie finanse publiczne nie tylko w roku 2020, ale też w 2021:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - dług publiczny 2021 szacunki własne

Dwieście miliardów złotych deficytu to stanowczo za dużo, by nazwać budżet zbalansowanym. Biorąc pod uwagę moją estymację, niektórzy mogą oskarżyć mnie tutaj o czarnowidztwo, kwitując, że niedługo na pewno poradzimy sobie z pandemią COVID-19, o czym jednak nikt nie może być przekonany. Akurat tutaj wolałbym być ostrożny i założyć scenariusz pesymistyczny, niż udawać, że sztuczne „utrzymywanie przy życiu” zamkniętych biznesów może trwać wiecznie i nic nie kosztuje. No właśnie – ile właściwie kosztuje nas obsługa obecnych ~1,4 bln (1 400 mld) złotych długu publicznego?

Obecny koszt polskiego długu publicznego

Dług kosztuje. To truizm i wie o tym każdy kredytobiorca lub pożyczkobiorca, a emitent obligacji jest w dużym uproszczeniu właśnie kredytobiorcą. Jeśli nasze państwo posiada 1,4 bln złotych aktywnego zadłużenia to jego roczna obsługa na pewno nie jest, ani nie będzie darmowa. Z perspektywy państwa im mniejsze będzie oprocentowanie (rentowność) tego długu, tym lepiej, bo może się w takim klimacie bardziej zadłużyć, realizując więcej obietnic wyborczych. Nie znaczy to jednak, że zadłużać się można w nieskończoność, a dług państwowy jest OK i nie należy się nim przejmować, bo „w dużej jest w rękach obywateli”.

Świadomi rządzący i świadomi wyborcy powinni zrozumieć, że przyszłe pokolenia będą musiały płacić odsetki od obecnego oraz od nowo-zaciągniętego długu, nawet jeśli nikt nie wymaga jego całkowitej spłaty i zakładamy, że będzie on trwał „wiecznie” (lub dopóki nasza waluta istnieje w obecnej formie). Wyjaśnienia typu „przyszłe tempo wzrostu polskiej gospodarki z pewnością pozwoli na budżet bez deficytu lub na bezproblemową spłatę odsetek z niego” nie są dla mnie poważną deklaracją dorosłej osoby, a zwykłym tłumaczeniem swojej nieudolności. Historyczne emisje polskich obligacji znajdziesz na tej stronie Ministerstwa Finansów, a według danych Ministerstwa obsługa długu kosztowała Polskę średnio 2,05% w roku 2020 i może być jeszcze tańsza w trwającym właśnie roku 2021:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - koszt obsługi polskiego długu publicznego

Obniżające się koszty obsługi polskiego długu wynikają ze stale obniżanych stóp procentowych WIBOR, które warunkują wysokość kuponów od nowych emisji bonów skarbowych i obligacji emitowanych przez polski skarb państwa. Objawia się to tym, że np. wg tworzącej indeksy akcji agencji FTSE, Polska należy już do rynków rozwiniętych (ang. Developed Markets), a nie do rynków wschodzących (ang. Emerging Markets). Rentowność polskich obligacji 10-letnich od 10 lat jest w wyraźnym trendzie spadkowym, a ostatnio doszło nawet do tego, że bardziej opłaca się trzymać obligacje dolarowe od złotówkowych:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - rentowność polskich obligacji 10letnich

Sama informacja o wysokości długu publicznego i kosztach jego obsługi niewiele nam daje, więc postaram się pokazać Ci na przykładach dlaczego dług publiczny powinniśmy spłacać, a nie zaciągać:

  • Obecny dług publiczny wynosi 1,4 bln złotych, a więc 1 400 mld złotych. Jego koszt obsługi to obecnie 1,86%, więc w budżecie na 2021 rok jest na niego przeznaczone 28 mld złotych.
  • Jeśli koszt obsługi długu wzrósłby do 3% (wynosił tyle jeszcze w 2016 roku) to roczne koszty wyniosłyby nie 28 mld zł, a 42 mld zł. Jest to więcej niż rocznie wydajemy na program 500+. Ale to jeszcze nie wszystko, bo dług publiczny w 2021 na pewno znacznie się zwiększy.
  • Zakładając wzrost zadłużenia sektora finansów publicznych do 1,6 bln zł i wzrost kosztów obsługi długu do 3%, Polska będzie spłacała odsetki wynoszące 48 mld zł rocznie. Jest to obecnie 1/8 wszystkich wpływów do budżetu centralnego naszego państwa.

W ostatniej części wpisu poruszę temat długu do PKB, którym zasłaniają się często politycy, mówiący, że „z naszym długiem wcale nie jest tak źle”. Sprawdźmy jak zmienił się ten często przywoływany wskaźnik na przełomie lat 2019 i 2020.

Dług publiczny do PKB w 2020 i 2021 roku

Aby policzyć wskaźnik długu publicznego do PKB naturalnie będziemy potrzebować prognozy PKB na 2021 rok i wstępnych danych o PKB z roku 2020. Według wstępnych szacunków PKB Polski w roku 2020 spadło o 2,8%, co wcale nie jest tak tragicznym wynikiem biorąc pod uwagę czas częściowego zamknięcia naszej gospodarki. Według szacunków IPAG PKB Polski wzrośnie w roku 2021 o około 4,3%, co wg mnie jest prognozą dosyć optymistyczną, ale jeśli ufać tej prognozie to polskie PKB wyniesie w 2021 roku około 2,32 bln złotych wobec 2,22 bln złotych w roku poprzednim. Biorąc pod uwagę dług sektora finansów publicznych (ang. General Government) możemy znaleźć się w 2021 roku w następującej sytuacji:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - Dług publiczny i PKB 2021

Zarówno wysokość długu publicznego pod koniec 2020 roku, jak i jego prognoza na rok 2021 to liczby niepotwierdzone, opierające się na wartościach ze strony www.dlugpubliczny.org.pl oraz na szacunkach własnych. Oznaczałoby to, że z umiarkowanych 46% długu do PKB w roku 2019 możemy po 24 miesiącach znaleźć się w sytuacji, gdy dług będzie wynosił aż 69% PKB, sprawiając, że znaleźlibyśmy się w „strefie zagrożenia niskim wzrostem gospodarczym”. Bazując na „materiałach Banku Światowego„, kraje, których dług publiczny do PKB w długim okresie przekracza 77% mają problem z dalszym rozwojem gospodarki, a ich wzrost PKB znacznie spowalnia wobec mniej zadłużonych państw. Gdyby ziściła się moja pesymistyczna prognoza to stosunek zadłużenia do PKB Polski wyglądałby w grudniu 2021 roku następująco:

Analiza budżetu państwa polskiego na 2021 rok - Dług publiczny do PKB

Według nowoczesnej teorii monetarnej zadłużania się rządów to nic złego, a wg niektórych jest to rzecz nawet wskazana to ja polemizowałbym, że w finansach publicznych – podobnie jak w finansach prywatnych – lepiej jest zachowywać dyscyplinę finansową i nawet liberalne państwa z rozbudowanym systemem socjalnym pokroju Szwecji decydują się redukować deficyt sektora finansów publicznych, powoli spłacając swój dług. Czy zatem powinniśmy się martwić? Z całą pewnością. Teza, że można zadłużać się bardziej tylko dlatego, że inne kraje Europy są zadłużone (w stosunku do PKB) nawet bardziej jest niepoważna i nie zaprowadzi nas do niczego dobrego, a jeśli się z tym nie zgadzasz to prośba o zaprezentowanie mi planu spłat istniejącego zadłużenia finansów publicznych z realnymi założeniami dotyczącymi dat i przyszłego tempa wzrostu polskiej gospodarki.

Podsumowanie

Słowem podsumowania: jestem tym razem naprawdę zadowolony z tego, że udało mi się napisać relatywnie krótki wpis o budżecie państwa. Wraz w poprzednim wpisem, czyli „Budżet państwa w 2020 roku – jego zmiany i wykonanie” tworzą one mini-serię wpisów o stanie polskich finansów publicznych w obliczu pandemii choroby COVID-19. Najważniejsza „lekcja”, którą wyciągnąłem z tych wpisów to to, że w obliczu katastrofy nie da się trafnie przewidzieć wydatków i wpływów budżetu państwa, a więc plan budżetu na 2021 rok traktowałbym raczej jako tymczasowy. Jestem niezwykle ciekaw czy podobnie jak ja, Ty też martwisz się o stan polskich finansów publicznych, a zwłaszcza fakt, że w latach 2020 i 2021 dług publiczny Polski może wzrosnąć łącznie o 50%, czyli mniej więcej o tyle, o ile wzrastał w sumie w latach 2007-2019.

Na koniec przypomnę, że pisząc ten wpis starałem się odsunąć na bok wszelkie sympatie polityczne i o coś podobnego prosiłbym potencjalnych komentujących. Długu publicznego nie obchodzi czy identyfikujemy się jako lewica, czy jako prawica. On po prostu jest i będzie wymagał w przyszłości spłaty, co albo obciąży wydatki budżetu państwa, albo rozkręci inflację.

Zapisz się do mojego newslettera:

.

Zdjęcie główne wpisu pochodzi z Kancelarii Sejmu RP (Fot. Kancelaria Sejmu/Rafał Zambrzycki).

Źródła danych

4.7 16 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
36 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Marika

Hej Mateusz, jak zawsze świetny wpis! Podoba mi się, że poruszasz takie tematy na swoim blogu. Ta skala zadłużenia naszego państwa mnie przeraża… Czy mógłbyś podać mi jakieś źródła gdzie znajdę więcej informacji?

Pozdrawiam!

Ostatnio edytowano 4 miesięcy temu przez Marika
Marika

Dziękuję bardzo! Biorę się za lekturę.

floridian

Ciekawe, że wiekszość deficytu państwowego za rok 2020 i 2021 (tarcza antykryzysowa) pokaże się jako ukryty element pozabudżetowy. Czyli oznacza to jak słusznie zauważyłeś nie będzie to 82 mld, a raczej ok. 180-200 mld, czyli zamiast planowanego 3.5% w relacji do PKB deficyt wzrośnie 8.6%. I tak lepiej od tego co wyrabia administracja Bidena gdzie ten wskaźnik w 2021 będzie oscylował już drugi rok w granicach 15%, a cały dług federalny w stosunku do PKB to już 128.0%(usdebtclock.org). Zgroza.

Ostatnio edytowano 4 miesięcy temu przez floridian
Daniel

Witam,

Jak zawsze ciekawy art 😉

Czytając poprzedni wpis o budżecie za 2020 i ten obecny za rok 2021 zaczynam się trochę martwić jedna kwestia tzn obligacjami rządowymi .
Aktualnie posiadam ponad 50% swojego portfela w tych aktywach tzn w obligacjach COI – tą grupę aktywów traktowałem jako alternatywę do lokat bankowych i wg mnie miała być bardzo bezpieczna opcja inwestowania kapitału…
Czy twoim zdaniem aktualnie jest sens dobierać COI czy lepiej zwiększyć zaangażowanie w obligacje korporacyjne lub poczekać na spadki na GPW czy może pozwolić gotówce poleżeć na zwykłym rachunku bankowym ?

Pozdrawiam
Daniel

Greg

Sam napisałeś, że traktujesz tegoroczny budżet jako „tymczasowy”. Prawdopodobnie nie inaczej podchodzili do niego jego twórcy. Po stronie wydatków jest tyle, ile sobie wywalczyły grupy interesów. Po stronie dochodów – które są tylko prognozą, nikogo jeszcze nie wsadzili za kratki za niewłaściwe prognozy – jest tyle, żeby z grubsza rzecz biorąc się to bilansowało. Logika poszczególnych pozycji jest niepotrzebna. Zwłaszcza, że budżet akceptuje parlament, przez co jakakolwiek odpowiedzialność zostaje totalnie rozmyta.

A co będzie z zadłużeniem? Nic nie będzie. To jest zadłużenie w walucie, którą dłużnik sam emituje. Oprocentowanie obligacji jest poniżej poziomu inflacji, zwłaszcza jeśli uwzględni się podatek od „zysków kapitałowych”. Realnie do oddania będzie mniej, niż się pożyczyło. A do spłacenia starych obligacji będą emitowane nowe, oczywiście też o ujemnym realnym oprocentowaniu. Mądrzy ludzie – którzy jak wiadomo są w mniejszości – dawno wyprowadzili wszelkie aktywa finansowe za granicę. A reszta będzie się łapała na argumentację, jakie to są bezpieczne instrumenty, i do tego lepiej oprocentowane niż najlepsze lokaty bankowe. W sumie jest w tym jakaś sprawiedliwość – za nonszalancję tego rządu będą płacić ci, którzy na niego głosowali.

Kuba

Cześć Mateusz,

dzięki za bardzo ciekawy artykuł:) Jeśli chodzi o liczbę 460, miała ona być początkowo związana z normą przedstawicelską, tj. 1 poseł na 60 000 obywateli, ale zrezygnowali z tego w kolejnym sprincie i tak się przyjęło. Oczywiście podaje za wikipedią.

Pozdrawiam

Piotrek

Według mnie powinniśmy się zastanowić co (poza ślepym głosowaniem za szefem partii) właściwie robią posłowie i (prawdopodobnie) podjąć decyzję o „ciachnięciu” ich liczby o połowę.

Ten postulat ma jedną gigantyczną wadę. To posłowie musieliby zagłosować za ograniczeniem miejsc pracy dla siebie… Ale poza tym popieram 🙂 200 posłów i 50 senatorów byłoby w zupełności wystarczające na tej wielkości kraj.

Piotrek

21,5 mln osób nieaktywnych zawodowo lub bezrobotnych

Troszkę się tu rozpędziłeś, bo spory udział w tych 21,5mln stanowią dzieci, nastolatkowie (i nie mam na myśli tylko 17-19) oraz seniorzy. Ciężko od nich oczekiwać, żeby byli aktywni zawodowo. W pewnym wieku jest to nawet nielegalne 😉

W tej budżetówce to też przydałby się podział bardziej szczegółowy, bo pewnie sporą część stanowią np nauczyciele czy służby mundurowe.


Ale poza tym to ja się z Tobą zgadzam. Posłów, senatorów, radnych w dzielnicach, gminach, powiatach, województwach mogłoby być mniej. Wiele spraw powinno być zautomatyzowanych co również pozwoliłoby na zmniejszenie tej armii urzędników. Tylko znów wracamy do realiów polityczno – wyborczych. Partia, która by coś takiego ogłosiła momentalnie straciłaby tysiące / miliony głosów (pracownicy budżetówki i ich rodziny). I koło się zamyka…

Piotrek

Cześć Mateusz,
w końcu zabrałem się za lekturę tego tekstu. Przede wszystkim wielkie brawa za wykonaną pracę i analizę tych dokumentów. Chciałbym poruszyć pewne kwestie tutaj.

Świadomy rząd i świadomy wyborca powinien rozumieć, że przyszłe pokolenia będą musiały obecny dług spłacić

Mocno bym z tym polemizował. Przyszłe pokolenia (chociaż zarówno ja, jak i Ty wcale tacy starzy nie jesteśmy) będą musiały wziąć na siebie obsługę tego długu. Raczej żaden rząd nie będzie dążył do całkowitego spłacenia zadłużenia. Dług będzie rolowany a rządy (nie tylko polski rząd) będą się skupiać na tym by trzymać koszty obsługi długu pod kontrolą.

W debacie publicznej często pojawiają się kwoty poziomu długu (pomijam populistyczny wskaźnik długu na obywatela) czy relacji długu do PKB. Wydaje mi się, że ważniejszym mimo wszystko jest roczny koszt obsługi danego długu. Posłużę się tutaj pewną analogią, która jest ogromnym uproszczeniem tematu. Jeżeli Kowalski idzie do banku po kredyt hipoteczny to bank patrzy na dwie kwestie: wartość zabezpieczenia (tutaj nieruchomość) oraz zdolność kredytową, czyli patrząc po ludzku porównuje ratę kredytu do jego zarobków i innych wydatków. Nikt nie patrzy na to jak te pożyczone kilkaset tysięcy złotych ma się do rocznej pensji Kowalskiego.

W analizie wydatków zaciekawiła mnie jedna pozycja „Pozostałe działania społeczne”, które do 2019 dynamicznie rosły z 3,5 do 5 mld złotych, a nagle spadły do 1,5mld (pomijam 2020 celowo, jako zdarzenie jednorazowe). Masz gdzieś pod ręką informacje co się kryje za tymi kwotami?

Na koniec drobna uwaga techniczna. Wzrost z 0 do 1,5 nie wynosi 100% 😉
To uwaga do tabelki z wpływami podatkowymi i podatkiem od sprzedaży detalicznej.

Rozpisałem się i nawet udało mi się uniknąć politycznych uwag 😀
Pozdrawiam,
Piotrek

Piotrek

Dzięki Mateusz!

Oczywiście. Problem w tym, że jeśli długu jest zbyt dużo, a jest on prawie całkowicie darmowy to instytucje typu banki (prywatne) i inwestorzy zagraniczni przestają mieć chęć do pożyczania i trzeba „pożyczać” z dodruku z NBP, a więc waluta „traci podwójnie”. Jest to sposób na ukryte opodatkowanie wszystkich obywateli, które obserwujemy w czasach obecnych.

Zgadzam się i żeby nie było, ja nie popieram nadmiernego zadłużania sią, ani osoby prywatnej, ani firmy ani kraju. Dług jest dobry tak długo jak mamy nad nim pełną kontrolę i nie musimy się uciekać do sztuczek księgowych by móc go spłacać.

Piotrek

Okay, to chyba muszę doprecyzować co miałem na myśli pisząc o kontrolowaniu długu. To trochę analogia do tego co pisałem w innym wątku o kredycie hipotecznym. Sprawdzam jaką mogę mieć ratę nawet przy podwyższonych stopach procentowych i porównuje to do poziomu swoich przychodów. Tutaj mogłoby być podobnie, czyli pilnowanie by koszt obsługi długi przez każdy publiczny podmiot nie przekroczył jakiegoś istotnego poziomu wszystkich wydatków publicznych. W swoich komentarzach nie próbuje bronić idei zadłużania się na potęgę, tylko raczej próbuje zastanowić się czy obecny poziom zadłużenia faktycznie stanowi dla nas problem i w niedługim czasie grozi nam na przykład drastycznie cięcie wydatków, drastyczny wzrost podatków a o bankructwie kraju nawet nie wspominając.

Ale też doprecyzowując. Jestem jak najbardziej za ograniczeniem wydatków publicznych. Osobiście wolałbym żeby nasz kraj wydawał zdecydowanie mniej (a przynajmniej zdecydowanie mądrzej), a przez co musiał mniej pożyczać i mniej zabierać w formie podatków. Niestety obaj wiemy, że to się nie wydarzy w najbliższych kilku / kilkunastu latach.

Piotrek

Dzięki za odpowiedź!

Co do drugiej części komentarza to pozostaje mi tylko się zgodzić i na tym zakończyć zanim rozpętamy tu dyskusję polityczną 😉

Angrist

Cześć Mateusz , artykuł świetny (jak zwykle ), szkoda , że dla większości naszego społeczeństwa będzie całkowicie nie zrozumiały a dla ogromnej grupy z dziedziny sci-fi ! W podstawie programowej szkół podstawowych powinna być taka analiza to mielibyśmy wreszcie świadome społeczeństwo ….

Klaudia

Czy ma Pan link afiliacyjny do DM boś? Chcę założyć tam IKE i wesprzeć Pana blog. Dziękuję za wszystkie informacje i podcasty!

Klaudia

Szkoda, dziękuję za odpowiedź

drJanek

Powiem tak w życiu nie chciałoby mi się analizować tych danych ale ponownie z ciekawością przeczytałem artykuł. Wielkie dzięki Mateusz za mrówczą robotę i podzielenie się wiedzą.

Zastanawia mnie strona http://www.dlugpubliczny.org.pl/ przyglądam sie jej od początku roku i w lutym pokazywała zadluzenie na piziomie 63% pkb i doszło bodajże jeszcze wyżej a teraz raptem 56% to o co kaman? Mało wiarygodne te skoki…

drJanek

To ma sens, ale może nadejść taki dzień że to PKD nie wydoli z korektą. Rzeczywiście dług idzie jak radziecki lodolamacz. Obserwuję tą stronę że względu na obligacje indeksowane inflacją, jestem po lekturze Finansowej Fortecy i próbuje znaleźć zloty środek 🙂.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez drJanek
drJanek

Dzięki Mateusz za wyjaśnienie, nieco mnie to uspokoiło, jestem początkujący i obligacje są dla mnie takim pierwszym krokiem, żeby uciec przed inflacją, chociaż już nieco nie zdążyłem po obniżkach zeszłorocznych…

Daniel

Witam

Już dawno nie czytałem lepszej definicji inflacji 😉

„Chcesz być milionerem? To nic trudnego. Wystarczy zaufać władzy.

Już przecież to przerabialiśmy. Kiedyś takie banknoty każdy nosił w swoim portfelu.

W 1970 r. średnie wynagrodzenie wynosiło 2 235 zł. Byliśmy wtedy biedni. Chleb kosztował 2,50 zł.

W roku 1994 byliśmy już milionerami. Średnie wynagrodzenie wynosiło wtedy 5,3 mln zł.

Tylko dlaczego znów byliśmy biedni? Ponieważ chleb kosztował już 7,4 tys. zł.

Potem była denominacja i historia zaczęła się od początku.

Chleb kosztował już tylko 0,62 zł, ale nadal byliśmy biedni.

Dlaczego? Przecież ciężko pracowaliśmy.

Dlatego, że niewolnictwo nigdy nie zostało zniesione, ono przybrało tylko inną formę.

Dzisiaj jest najlepszy moment żeby to zrozumieć.

Ten post podzielę na dwie części. Jeśli ktoś próbując przebrnąć przez część I stwierdzi, że właśnie przepalają mu się zwoje w mózgu, niech od razu przejdzie do części II, zanim zrezygnuje z czytania całości.

Część I.

Rząd ogłosił, że w najbliższym czasie obdarzy polskie przedsiębiorstwa zawrotną kwotą 100 mld zł, w celu ratowania gospodarki.

Skąd rząd weźmie te pieniądze, skoro w budżecie ich nie ma?

Istnieją co najmniej trzy sposoby, żeby zdobyć pieniądze – można je zarobić, można je pożyczyć, albo można je ukraść.

Rząd postanowił pójść tą trzecią drogą.

W tym celu Polski Fundusz Rozwoju wyemituje obligacje na kwotę 100 mld zł., gwarantowane przez państwo. Obligacje te zostaną skupione przez banki komercyjne, od których następnie odkupi je Narodowy Bank Polski.

Czyli ostatecznym wierzycielem PFR zostanie NBP, a banki komercyjne poprzez przepływ pieniądza zainkasują gwarantowane zyski. Tak więc wszystko zostanie w rodzinie i właściwie nikt nikomu nie będzie nic winien, bo kasa będzie się zgadzać.

Co prawda w księgach rachunkowych PFR powstanie zobowiązanie, ale wobec swoich, więc później się to umorzy.

Dlaczego tworzy się takie kombinacje i po prostu rząd nie pożyczy pieniędzy od NBP?

Dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszy to art. 220 ust. 2 Konstytucji RP, który zabrania przewidywania w ustawie budżetowej pokrywania deficytu budżetowego poprzez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa.

Drugim powodem jest próba ukrycia rzeczywistego długu publicznego.

Ponieważ faktycznie pieniądze do przedsiębiorców popłyną z PFR a nie z budżetu. Wcześniej zostaną wykreowane przez banki komercyjne.

Po co się tak kombinuje? Po to, żeby premier Morawiecki nadal mógł się chwalić zrównoważonym budżetem pomimo kryzysu, co będzie fikcją, ale w kwitach wszystko będzie się zgadzać.

Odbywa się tutaj właśnie kreatywna księgowość na najwyższym poziomie. Czyli wszyscy kłamią zgodnie z prawem.

Gdzie tutaj jest kradzież, o której pisałem na początku, skoro wszystko jest zgodne z prawem?

O tym właśnie będzie część II.

Część II.

Jeśli zrozumiałeś część I to znaczy, że należysz do 1% społeczeństwa i jesteś ekonomistą, albo przynajmniej pasjonatem ekonomii.

Jeśli nie zrozumiałeś tego o czym jest część I, to znaczy że należysz do 99% społeczeństwa i jesteś zupełnie normalnym obywatelem, bo nie każdy musi mieć doktorat z ekonomii albo być głównym księgowym.

Żadnej władzy nie zależy na tym żeby obywatele rozumieli jej działalność finansową, ponieważ następnego dnia wszyscy by wyszli na ulice. Dlatego w szkołach nie uczy się podstaw ekonomii.
W szkołach wychowuje się posłusznych obywateli.

Właśnie dlatego tak bardzo się to wszystko komplikuje, żebyś niczego z tego nie zrozumiał i wtedy przyjmiesz bezkrytycznie wszystko co ci wmówi władza.

Żeby pojąć co się obecnie dzieje w tym kraju, trzeba zrozumieć na czym polega funkcja pieniądza na przykładzie chłopa i krowy.

Jeśli chłop wykonał ciężką pracę, to za tę pracę mógł dostać krowę. Krowę mógł doić i mleko zamieniać na inne dobra.

Trudno jednak zamienić krowę na większą ilość mniej wartościowych dóbr, więc ludzie wymyślili pieniądze.

Za wykonaną pracę mógł więc chłop dostać pieniądze, za które mógł kupić albo krowę, albo mleko, albo inne dobra.

Krowę trudno jest podrobić ale pieniądze znacznie łatwiej. Tak więc kiedy pojawiły się pieniądze, pojawili się też ich fałszerze.

Dotychczas, żeby posiadać określone dobra, trzeba było wykonać określoną pracę. Kiedy fałszerze zaczęli podrabiać pieniądze, mogli na tym samym rynku nabywać różne dobra nie wykonując żadnej pracy. Wystarczyło, że mieli fałszywe pieniądze.

Kogoś takiego nazywamy dzisiaj pasożytem.

Czyli, jeśli ktoś się bogacił nie wykonując żadnej pracy, to oznaczało, że inni uczestnicy rynku musieli jeszcze ciężej pracować, żeby utrzymać fałszerzy pieniędzy, czyli pasożytów.

Jeśli fałszywych pieniędzy jest coraz więcej, to zaczynają wypierać pieniądze prawdziwe. To z kolei oznacza, że ludzie uczciwie pracujący muszą pracować coraz ciężej, ponieważ mają na utrzymaniu coraz większą liczbę pasożytów. Dlatego, że większość dóbr, które powstają dzięki ich pracy trafia do oszustów, natomiast im pozostaje tylko niewielka część.

Pieniądz fałszywy miesza się na rynku z pieniądzem realnym i dlatego w pewnym momencie nie można ich odróżnić i wszyscy są przekonani, że wszystkie są prawdziwe.

Jak to się ma do obecnej sytuacji w Polsce?

Polski Fundusz Rozwoju jest spółką akcyjną, której właścicielem jest skarb państwa, ale nie jest jednostką budżetową, czyli jej długi nie obciążają budżetu państwa.

PFN emituje obligacje wartości 100 mld zł, chociaż nie posiada majątku wartości 100 mld zł.

Jeśli więc te obligacje sprzeda bankom, to znaczy że pieniądze, które otrzyma od banków są „pustymi” pieniędzmi, ponieważ nie stoi za nimi żadna realna wartość, żadna praca ani żaden realny majątek, który jest efektem wykonanej pracy.

Nazywając rzecz po imieniu są to fałszywe pieniądze, które trafią na polski rynek. Ponieważ nikt tych pieniędzy nie zarobił.

Jeśli więc otrzymasz wypłatę, to część z tych pieniędzy będzie fałszywa.

Na przykład – jeśli na rynek trafia 20% fałszywych pieniędzy w stosunku do ilości, która jest w obiegu, to z 5 000 zł. wynagrodzenia, które otrzymasz, 1000 zł, będzie fałszywe.

Czyli za kwotę 5 000 zł. będziesz mógł nabyć dobra, za które dotychczas płaciłeś tylko 4 000 zł.

To zjawisko nazywa się inflacją.

Czyli jeśli ty podrobisz pieniądze, to będzie to fałszerstwo. Jeśli rząd sfałszuje pieniądze, nazywa się to inflacją.

Jedno i drugie jest jednak tym samym.

Większość ludzi się temu nie dziwi uznając, że takie są prawa ekonomii, której jednak nie znają.

Problem w tym, że rynek potrzebuje czasu, żeby uruchomić mechanizmy inflacyjne. To może potrwać kilka miesięcy albo dłużej. Kiedy zaczniesz zauważać, że potrzebujesz więcej pieniędzy, żeby żyć na poprzednim poziomie, twój umysł już wtedy nie będzie kojarzył skutku z przyczyną.

Wtedy pobiegniesz do pracodawcy po podwyżkę i będziesz się cieszył, że jesteś bogatszy gdy w rzeczywistości jest to tylko złudzenie, gdyż tak naprawdę, to tylko powróciłeś do poziomu materialnego, w którym już kiedyś byłeś.

Taka finansowa fatamorgana.

Weź kalkulator i policz. Kalkulator nie kłamie. Umysł tak.

Nie należy winić za to pracodawcy, bo to nie on sfałszował pieniądze. On również padł ofiarą oszusta.

To jest przestępstwo doskonałe, kiedy kradnie się dając.

Takiej historii nikt nie przeczyta nawet w najlepszej powieści kryminalnej..

Co się dzieje dzisiaj? Dzisiaj niewolnicy biją pokłony swojemu panu, który rzuca im pieniądze, nie zdając sobie sprawy, że w rzeczywistości on ich w ten sposób okrada.

Co się stało z waszymi pieniędzmi? Wczoraj przecież jeszcze były. Dzisiaj zostaliście bez pieniędzy i bez możliwości ich zarabiania. Nikt się temu nie dziwi?

Ktoś wam zabrał realne pieniądza a w zamian dostaniecie fałszywe. Rachunek będzie się zgadzał a wy nadal niczego nie będziecie rozumieć.

To się właśnie teraz odbywa.

Niemcy w ciągu dwóch dni wypłacili pieniądze przedsiębiorcom.

Dlatego, że je mieli. Realne pieniądze, które gromadzili w czasie koniunktury jako rezerwę na trudne czasy. To były pieniądze tych, którzy je otrzymali, ponieważ to oni je zarabiali i płacili podatki. To są prawdziwe pieniądze, które są efektem ich pracy.

Dlaczego nasz rząd tego nie zrobił? Bo musi je dopiero podrobić a to zajmuje trochę czasu.

Niemcy nie będą mieć inflacji, ponieważ ich pieniądze są prawdziwe.

Nasze dopiero się produkują, bo te które zarobiliśmy zostały przejedzone i przehulane.

Nikt nie pyta co rząd zrobił z pieniędzmi, które zabierał jako podatki?

Niedługo Morawiecki znów wyjdzie na mównicę i powie, że wszyscy będą musieli ponieść ciężar tego kryzysu. To znaczy, WY wszyscy. Nie ONI wszyscy. Wmówi wam, że niedługo potem będziecie milionerami. Będzie miał rację. Zapomni tylko dodać, że będziecie jeszcze bardziej biedni.

Kto jest złodziejem?

Wystarczy sprawdzić, kto się będzie bogacił wtedy, kiedy inni będą biednieć.

Zajrzyjcie do majątków banksterów, polityków i ich rodzin i innych cwaniaków w nimi powiązanych.

Może wtedy ktoś zrozumie, że milioner nigdy nie będzie dbał o majątek biedaka, bo gdyby tak było, to by się z nim podzielił i wtedy nie byłby już milionerem.

Znów bogaci będą tanio kupować działki i inne nieruchomości, które będą im sprzedawać biedni. Następnie za 10 lat biedni odkupią je od bogatych po znacznie wyższych cenach i historia się powtórzy. Wtedy zacznie się kolejny kryzys.”

Ryszard Tutko

Ula

Witam , odkąd dostałam po kieszeni to zaczęła mnie ekonomia interesować. Ludzka mentalność przedstawił Orwell w ” Folwark Zwierzecy”. Analizę przedstawił Staszic w dziele „Ród Ludzki”. Technologia uczyniła /umożliwiła pieniadz mechanizmem zapisu księgowego. Media oglupiaja masy. Jakie jest Pana zdaniem remedium? Pozdrawiam Ula