Dlaczego w Polsce nie rozmawia się o swoich zarobkach

Dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach? Finansowe tabu

Nie rozmawiamy, choć nam się to nie opłaca.

Jednym z pierwszych wpisów na moim blogu był wydany w pierwszym miesiącu jego prowadzenia, czyli w październiku 2019 roku „Czy nie zarabiam za mało? Twoje zarobki na tle rynku„. Pisząc tamten tekst, nie miałem pojęcia o tym, w którą stronę zdryfuje mój blog, ale wiedziałem, że podstawą do oszczędzania i inwestowania jest zarabianie odpowiednich pieniędzy, a więc to na nim powinniśmy się skupić najbardziej, zwłaszcza na początku naszej kariery. Gdy w 2017 roku wróciłem ze Szwecji do Polski, nie mogłem pojąć dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach, a odkąd dowiedziałem się, że w zasadzie nie istnieją w naszym kraju przepisy tego zakazujące, to od dawna chciałem napisać o tym wpis na blogu.

Co robi wpis o rozmawianiu o zarobkach na blogu dotyczącym głównie rozsądnego inwestowania w kontekście wolności finansowej? Tak jak w kategorii „gospodarka” lubię przyglądać się sferze makroekonomii, to w kategorii „zarabianie”, którą niestety trochę osierociłem, chciałbym omówić dbanie o swój los finansowy w skali mikro. Z moich obserwacji wynika, że mój blog odwiedzają raczej osoby, które już generują nadwyżki finansowe, a więc „stać je na inwestowanie”, jednak zależy mi na tym, by pomóc także osobom, które nie mają zbytnio możliwości do oszczędzania lub chciałby zwiększyć swój potencjał inwestycyjny. Postawię więc tezę, że warto znać zarobki innych osób w swoim miejscu pracy i to nie po to, by jakkolwiek krzywdzić swojego pracodawcę, ale by zrozumieć czy nasza praca opłacana jest sprawiedliwie (rynkowo) oraz czy istnieje tu odpowiedni potencjał do wzrostu wynagrodzenia w przyszłości.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy w Polsce można rozmawiać o wynagrodzeniach ze swoimi współpracownikami.
  • W jakich okolicznościach, rozmawiając o zarobkach, łamie się prawo.
  • Dlaczego moim zdaniem warto znać zarobki na podobnych (i wyższych) stanowiskach.
  • Z czego wynika fakt, że finanse, w tym zarobki, są w Polsce tematem tabu.

Czy o wynagrodzeniach można rozmawiać?

Na to pytanie, zupełnie jak na większość innych dotyczących aspektów prawnych w Polsce, odpowiedzieć można jedynie sformułowaniem „to zależy”. Zacznijmy zatem od tego, że w polskim prawie pracy nie znajduje się żaden zapis stanowiący bezpośrednio o tym, że pracownicy są zobowiązani do traktowania swoich zarobków jako sekretu i kategorycznie zabrania się im rozmawiania o nich. Istnieje jednak coś takiego jak tajemnica wynagrodzenia, ale do jej przestrzegania zobowiązany jest pracodawca, a nie pracownik.

Wynagrodzenie pracownika jest jego dobrem osobistym w rozumieniu art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego i jego ujawnienie bez zgody pracownika stanowi naruszenie tego dobra. Dowodzi tego również uchwała sądu najwyższego I PZP 28/93, w której w 1994 roku orzekł on, że wynagrodzenie jest dobrem osobistym i nie można dzielić się tą informacją z nikim, włączając w to innych pracowników. Czy zatem istnieje sposób na przekazanie pracownikowi przez pracodawcę informacji o możliwych zarobkach w firmie? Tak, ale jeśli robi to w formie widełek, nie przywołując konkretnych pracowników firmy. A co jeśli pracownik nie jest przekonany o tym, że pracodawca udziela mu prawdziwych informacji lub są one zbyt ogólnikowe?

Pytanie pracodawcy o zarobki

No właśnie, wyobraź sobie sytuację, w której pracujesz dla tego samego pracodawcy przez przynajmniej kilka lat, a Twoje zarobki prawie nie uległy zwiększeniu. Oliwy do ognia dodaje fakt, że zasłyszałeś od młodszych stażem pracowników, że ich początkowe pensje na podobnych do Twojego stanowiskach są o wiele wyższe od Twojej obecnej, więc decydujesz się porozmawiać o tym ze swoim pracodawcą.

Samo zapytanie pracodawcy o wynagrodzenia w firmie, a zwłaszcza te na Twoim i podobnych do Twojego stanowiskach jest jak najbardziej na miejscu, ale nie spodziewaj się uzyskania konkretnych odpowiedzi. Ze względu na wspomnianą w poprzednim akapicie tajemnicę wynagrodzeń, pracodawca nie będzie niestety uprawniony do przekazania Ci konkretnych liczb dotyczących Twoich kolegów. Powinien, a nawet musi przekazać Ci jednak tzw. widełki, a więc zakres wynagrodzeń dla Twojej obecnej pozycji, doświadczenia i obowiązków, czego odmowa lub zignorowanie może świadczyć o tzw. dyskryminacji płacowej.

Dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach - pytanie pracodawcy

Co zrobić, jeśli uzyskane odpowiedzi są zbyt ogólnikowe lub przedział płac zbyt szeroki? Jeśli zarabiasz np. 5000 złotych brutto miesięcznie, a pracodawca podaje Ci przedział zarobków w granicach 3000 a 7000 złotych miesięcznie, to możesz poczuć się nieco rozczarowany. Nie można jednak uzyskać od pracodawcy konkretnych liczb dotyczących innych pracowników, ale można spróbować poznać liczby dotyczące innych stanowisk. Ich pozyskanie jest jednak zależne od polityki firmy i pracodawca nie ma żadnego zobowiązania do przekazania ich pracownikowi.

Możliwe jest jednak spytanie pracodawcy o „widełki płac” dla innych stanowisk, którymi jesteśmy zainteresowani, ponieważ każdy pracownik powinien znać swoją sytuację w firmie i możliwości awansu i atrybuty, które się z nimi wiążą. Podobnie jak w przypadku wynagrodzeń dotyczących innych pracowników, tak w przypadku wynagrodzeń dotyczących innych stanowisk pracodawca nie ma obowiązku przekazywania ich zainteresowanemu pracownikowi. Jeśli pracownik podejrzewa dyskryminację płacową, to może zasięgnąć informacji także wśród swoich współpracowników.

Pytanie współpracowników o zarobki

Poza względami kulturowymi duża część z nas boi się pytać współpracowników o ich zarobki ze względu na klauzulę w umowie dotyczącą poufności wynagrodzenia, której rzekomo dochować musi podpisujący umowę pracownik podczas całego okresu jej trwania. Prawda jest taka, że taka klauzula w umowie działa warunkowo i tylko, gdy pracownik działa wbrew interesom firmy, np. informując o swoich zarobkach szefostwo konkurencyjnej firmy w tej samej branży. Poinformowanie działającego w dobrej wierze i we własnym zakresie współpracownika o swoich zarobkach nie jest i nie może być zabronione przez pracodawcę, bo pogwałcałoby to prawo do równości pracowników i przeciwdziałaniu dyskryminacji.

Najprościej i najbardziej taktownie jest zapytać współpracownika o przedział płac na dowolnych stanowiskach, ponieważ – zakładając że dysponuje on taką wiedzą – odpowiadając na to pytanie nie podejmuje on żadnego ryzyka, a Ty otrzymujesz potrzebne Ci informacje. Większość pracowników firm nie ma jednak konkretnych danych dotyczących widełek na różnych stanowiskach, więc pozostaje zapytanie współpracownika bezpośrednio o wysokość jego wynagrodzenia. Przez wielu uznawane za nietaktowne, z pewnością jest ono skuteczną metodą dowiadywania się czy nasze pensje są uczciwe, czy nie.

Dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach - pytanie innych pracowników

Wgłębiając się w temat i poszukując odpowiedzi na pytanie „dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach?” trafiłem na kilka ciekawych materiałów, z których najbardziej pomocny był jeden z wyroków Sądu Najwyższego z 2011 roku. Dotyczył on sprawy ujawnienia przez pracownika omyłkowo przez niego otrzymanych informacji o zarobkach pracowników swojego działu, którego dokonał, wykrywając jawną dyskryminację zarobkową w swoim dziale.

Zanim jeszcze opiszę ten przypadek, chciałbym przypomnieć, że pytanie współpracownika o konkretne pensje innych pracowników grozi złamaniem poufności dóbr osobistych, o którym wspomniałem wcześniej. Należy wobec tego rozróżnić dobrowolne przekazanie informacji o zarobkach własnych przez pracownika z rozprzestrzenianiem informacji o zarobkach innych pracowników firmy. Z jednym wyjątkiem, którym jest właśnie kwestia przeciwdziałania dyskryminacji płacowej w przedsiębiorstwie, która jest jednoznacznie zakazana w polskim kodeksie pracy (Rozdział 2a – Równe Traktowanie w Zatrudnieniu).

Czy można zostać zwolnionym za ujawnienie swoich zarobków innym pracownikom?

Odpowiedź brzmi: raczej nie, choć polscy pracodawcy już próbowali. Bardzo ciekawą lekturą dla bardziej zainteresowanych tematem jest treść wyroku Sądu Najwyższego II PK 304-10-1 z dnia 26 maja 2011 r., w której znajdziemy opis dość niejednoznacznej sytuacji związanej z ujawnieniem zarobków przez pracownika szerszemu gronu współpracowników oraz jednej osobie bliskiej spoza firmy. W podlinkowanym wyroku przeczytamy historię pracownika firmy, który omyłkowo otrzymał drogą elektroniczną informację o pensjach współpracowników ze swojego działu i postanowił się nią podzielić z szerszym gronem kolegów i koleżanek z pracy.

Aby nie cytować treści całego wyroku, chciałbym wspomnieć tylko jego sedno, czyli to, że nie wolno karać pracownika, który ujawnia dane o wynagrodzeniach w intencji przeciwdziałania dyskryminacji płacowej w firmie. Choć moim zdaniem wysłanie maila z tabelą płac wszystkim pracownikom było przynajmniej lekko nierozsądne, to samo wykorzystanie tej informacji do przeciwdziałania dyskryminacji płacowej zostało ocenione przez Sąd Najwyższy jako czyn jak najbardziej zgodny z prawem i niebędący podstawą do zwolnienia tego pracownika przez pracodawcę.

Brak transparentności płacowej jest w Polsce ogromnym problemem i z pewnością nie pomagają tu pracownicy, którzy „boją się o własną skórę” za bardzo, by poinformować innych o swoich zarobkach. W tym wszystkim wydaje mi się, że nie dostrzegają oni tego, że taka wiedza może się po prostu przydać, a jej posiadanie daje świetny argument do przyszłych negocjacji płacowych z pracodawcą. Tym bardziej nie mogę zrozumieć tego, dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach, które, choć są tematem delikatnym, to świadomość ich wysokości może poprawić nasze samopoczucie, jakość życia i (co najważniejsze) nasze wewnętrzne poczucie sprawiedliwości.

Pamiętajmy jednak, że rozmawianie o zarobkach jest OK w przypadku typowych umów o pracę, ale już może być penalizowane w przypadku umów cywilnoprawnych i umów B2B (business 2 business), więc zanim udzielimy komuś informacji, koniecznie przeczytajmy od deski do deski nasze kontrakty.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam mnóstwo przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu

Dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach?

Powyższe pytanie jest moim zdaniem bardzo ważne i można by je tak naprawdę rozszerzyć na kilka pokrewnych jemu pytań, do których należą także:

  • Dlaczego w Polsce praktycznie nie rozmawia się o finansach i gospodarce?
  • Dlaczego w Polsce tak mało rozmawia się o inwestowaniu?
  • Dlaczego w Polsce bogactwo kojarzy się raczej pejoratywnie, a bogacz to w naszym kraju niemal synonim oszusta?

Powodów ku temu jest wiele, ale z czasem i wraz z postępowaniem wymiany pokoleniowej obserwuję, że pieniądze przestają być tematem tabu, niejako „wchodząc pod strzechy”, o czym świadczy również popularność moich treści o prostym inwestowaniu pasywnym. Wracając do zarobków – uważam, że taktowna i dyskretna rozmowa o poziomie wynagrodzeń w swojej firmie lub w swoim zawodzie może się tylko przydać i nie powinno się od niej stronić, jeśli finanse są ważną częścią naszego życia i chcemy być za naszą pracę uczciwie opłacani. Dlaczego zatem tak niewiele osób chce i potrafi rozmawiać o swoich zarobkach?

Kwestie społeczno-kulturowe

O tym, że rozmowa o pensji jest dla większości Polaków nieprzyjemna lub wręcz niepożądana świadczyć mogą wyniki badania „Czy pieniądze szczęścia nie dają?” wykonanego w 2017 roku przez Kantar na grupie 1001 pracujących, którzy ukończyli 18 rok życia. Z raportu wynika, że ponad połowa Polaków nie rozmawia z współpracownikami o wynagrodzeniach, a im bardziej wykształcona jest osoba i im więcej zarabia, tym mniejsza szansa na to, że dzieli się z innymi informacją o swoich zarobkach. Mają na to wpływ kwestie kulturowo-społeczne, czyli pamięć o systemie socjalistycznym budowanym w ramach PRL-u i stale dominujący tradycyjny model wychowania dzieci, w którym wielu rzeczy po prostu nie wypada.

Na tle Polski bardzo transparentne w kwestii wynagradzania pracowników są kraje skandynawskie, w których pensje i dane podatkowe często są podane do publicznej wiadomości. Jako osoba, która swoją karierę zaczęła w Szwecji, dalej nie mogę się nadziwić, że w Polsce dane o wynagrodzeniach nie są publicznie dostępne i że w niektórych ogłoszeniach o pracę dalej brakuje „widełek” wynagrodzeń. Zwiększaniu transparentności płac z pewnością służy trend zwiększania równości płci w kontekście wynagrodzeń, którego nie da się badać bez publicznie dostępnych danych o wynagrodzeniach obywateli. Tak długo, jak dane są odpowiednio chronione i anonimizowane, a dostęp do nich ograniczony (np. płatny), tak długo jestem i będę wielkim zwolennikiem transparentnego systemu płac w firmie, niezależnie od branży, w której ta operuje.

Brak zaufania i obawa o niewłaściwe wykorzystanie informacji

Od rozmowy o zarobkach odstraszać mogą także obawy o intencje rozmówcy i o to, że informacja, którą jemu przekażemy, wypłynie dalej, często nie w sposób, w który byśmy sobie życzyli. Świetną metodą na przeciwdziałanie niewłaściwemu wykorzystaniu informacji o zarobkach przez naszego rozmówcę jest podanie mu informacji w postaci zbiorczej (np. widełek płac), które przecież też mogą pomóc mu w zrozumieniu potencjału do wzrostu zarobków i jego sytuacji w „łańcuchu pokarmowym firmy”. 

Inna kwestia to nie dzielenie się takimi informacjami publicznie i w dużym gronie osób i unikanie „plotkarzy”, czyli osób znanych z tzw. obgadywania, zwykle nieobecnych podczas dyskusji osób. Rozmowę o wynagrodzeniu warto też rozpocząć od podzielenia się informacją o swoich warunkach pracy, co sprawi, że rozmówca lepiej pozna nasze intencje. Sprawi to, że zrozumie on, że chcemy poznać swoją sytuację w firmie i sprawdzić, czy jesteśmy należycie wynagradzani, a nie zadziałać na jego niekorzyść.

Dla osób, które mimo wszystko nie czują się komfortowo, rozmawiając o wynagrodzeniu ani z pracodawcą, czyli np. działem HR firmy, ani ze współpracownikami poleciłbym po prostu przejrzenie raportów płac w internecie. Jednym z najlepszych źródeł danych w tej dziedzinie jest GUS, który ze swoimi raportami o nazwie „Struktura wynagrodzeń według zawodów” mogą dać Ci odpowiednią bazę do negocjacji z pracodawcą, ale pamiętaj, że obejmują one tylko firmy powyżej 9 pracowników i nie ma tam informacji o jednoosobowych działalnościach gospodarczych. Z tego właśnie powodu uważam, że mimo wszystko najlepiej zasięgnąć informacji u źródła, którym w tym przypadku są właśnie współpracownicy.

Treści się przydają? Postaw mi kawę 🙂

PK BTN WPIS

Dlaczego warto rozmawiać o zarobkach?

Brak rozmów o wynagrodzeniu i związane z nim wrażenie, że jest to temat tabu pośród pracowników firmy, sprawia, że nawet w anonimowych ankietach polscy pracownicy mają problem, by przyznać, że pracują także (lub przede wszystkim) w celu zarabiania pieniędzy. Wyniki różnych badań dokonanych wśród polskich pracowników (np. te opisane tutaj lub tutaj) dowodzą tego, że wynagrodzenie dla większości Polaków nie należy nawet do najważniejszych 5 czynników motywujących do pracy, ale osobiście naprawdę trudno mi w to uwierzyć.

Dlaczego jestem tak sceptyczny wobec wyników sond i badań dotyczących tego, co motywuje Polaków do pracy? Przede wszystkim dlatego, że niezależnie od tego czy potrafimy to przyznać, czy nie, większość z nas pracuje głównie po to, by zarobić na utrzymanie siebie i swojej rodziny, a więc to pieniądze są kluczowym powodem, dla którego codziennie chodzimy do pracy. Oczywiście dobrze mieć też inne motywacje do spędzania 8 godzin dziennie na wykonywaniu poleceń przełożonego, ale gdybym zapytał Cię o to, czy pracowałbyś dla swojego pracodawcy za darmo, to prawie na pewno musiałbyś przyznać, że nie.

Dlaczego zatem warto nauczyć się rozmawiać o poziomie zarobków w swoim miejscu pracy lub (ewentualnie) znaleźć inny sposób na ich poznanie? Z kilku powodów, ale dla mnie najważniejszym jest wewnętrzne poczucie sprawiedliwości, związane z tym, że mam pewność, że reszta mojego działu nie zarabia na przykład 2-krotnie więcej ode mnie oraz ogólnego zadowolenia z pracy, które uzyskuję wraz z tą świadomością.

Zadowolenie z pracy i poczucie sprawiedliwości

Ważne jest dla mnie, by czytający ten wpis nie zrozumiał mnie źle, gdyż zupełnie czym innym jest poczucie sprawiedliwości, a zawiść kierowana w stronę osób, które zarabiają więcej od nas. Moim zdaniem pracodawca powinien płacić pracownikom za odpowiedzialność, którą ci na siebie biorą i zupełnie normalne jest to, że na wyższych lub bardziej odpowiedzialnych stanowiskach zarabia się więcej. Toksyczna jest jednak sytuacja, w której mając ten sam zakres obowiązków, co siedzący obok kolega i wykonując je w podobny sposób, zarabiasz np. 30 lub 40 procent mniej od niego.

Z powyższego powodu sądzę, że dobry i transparentny system wynagradzania pracowników i jednoznaczne i spójne komunikowanie o możliwych do osiągnięcia w firmie wynagrodzeniach to podstawa sukcesu nowoczesnego działu kadr i płac (HR). Pracownik zwodzony w kwestii zarobków i pracodawca, który albo nie przekazuje informacji o zarobkach, albo celowo ją zniekształca, tworzą mało zgrany i bardzo mało wobec siebie lojalny duet, co w negatywny sposób przekłada się na wyniki w pracy. Nie tak dawno, bo kilka lat temu sam zostałem wprowadzony w błąd przez mojego pracodawcę w sprawie relacji wieku od wynagrodzeń, co znacząco zmniejszyło moją motywację do pracy, ostatecznie kończąc się jej zmianą.

Wyższa motywacja do pracy

Jeszcze na emigracji, bo mieszkając parę lat temu w Szwecji, postanowiłem udowodnić mojemu pracodawcy, że dyskryminuje on pracowników pod względem płac w zależności od wieku. Wszystko zaczęło się od rozmowy z koleżanką po pięćdziesiątce, która zmęczona stanowiskiem postanowiła je zmienić, sugerując mojej szefowej, by na to miejsce wybrała właśnie mnie. Jako że było to stanowisko ambitne i rozwojowe, to nie wahałem się ani chwili, ale moje wątpliwości wzbudziła dosłownie śladowa podwyżka, którą zaoferował mi pracodawca za o wiele szersze obowiązki. Postanowiłem więc spytać rezygnującej ze stanowiska koleżanki o jej zarobki i jakież było moje zdziwienie, że wykonując tę samą pracę, zarabiała ona ponad 50% więcej ode mnie!

Spowodowało to, że zacząłem drążyć, szukając sposobu na poznanie zarobków całego działu w celu sprawdzenia stawek wszystkich współpracowników na podobnych stanowiskach. W Szwecji przebiega to tak, że kupuje się taką jakby „książkę telefoniczną” z nazwiskami i adresami, w której podane są stawki podatku z pracy i źródeł kapitałowych (osobno) dla każdego rozliczającego się tam podatnika. Dzięki tym danym bezproblemowo policzyć można roczne zarobki dowolnego kolegi z pracy lub osób z innych firm z naszej branży i ocenić czy są powody do poważnej rozmowy z przełożonym. W moim przypadku były, bo okazało się, że osoby na moim stanowisku zarabiają między 370 a 800 tysięcy koron szwedzkich (SEK) rocznie w zależności od wieku, a nie od swoich osiągów, co przedstawiłem za pomocą czerwonych kropek na poniższym wykresie:

Dlaczego w Polsce nie rozmawia sie o zarobkach transparentne dane o placach1

Tak sporządzony wykres zaprezentowałem swojej szefowej, tłumacząc, że chyba każdy z zespołu docenia moją pracę i wiele osób zauważyło, że wprowadziłem sporo usprawnień wobec procesu, który stosowała poprzedniczka. Jednak gdy żadne argumenty nie działały, szefowa przyznała wprost, że chodzi o wiek (co zresztą widać po danych z wykresu) i nie będą płacić mi więcej niż 400 tys. koron rocznie tak długo, jak nie przekroczę trzydziestki. Był to dla mnie prawdziwy cios i źródło niezadowolenia, ponieważ od tego momentu było dla mnie jasne to, że w tej firmie nie opłaca się starać, a wystarczy wykonywać swoje obowiązki i po prostu poczekać, gdyż wynagrodzenie zależy od wieku, a nie od osiągów pracownika.

Wystarczyła jedna zmiana pracodawcy, bym zauważył, że może być inaczej, a stawki wynagrodzenia mogą być powiązane z jakością pracy i jej oceną przez przełożonego i innych pracowników. W tamtym okresie poprzysiągłem sobie już nigdy nie pracować dla firmy, która wynagrodzenia wiąże z wiekiem, uznając to za jeden z najgorszych pomysłów na zmotywowanie pracowników do uczciwej i solidnej pracy. Wniosek jest bardzo prosty – transparentna i rozsądna polityka płacowa może być najprostszym do osiągnięcia źródłem motywacji dla pracowników (zwłaszcza tych młodych i ambitnych). Jako że jest to blog głównie o inwestowaniu, to chciałbym wspomnieć o najważniejszym.

Więcej kapitału na inwestowanie

W komentarzach pod wpisami o inwestowaniu często pojawiają się wzmianki o tym, że ludzie nie mają czego inwestować i że „łatwo pisać o finansowej niezależności, pracując w IT”. W kontrze do takich opinii napisałem kiedyś wpis „Czy przy polskich zarobkach można osiągnąć niezależność finansową?„, w którym oceniałem czy przy minimalnej, medianie i średniej krajowej możliwe jest osiągnięcie finansowej wolności. W kontekście tego wpisu i zarabiania chciałbym pokazać to, jak kolosalną różnicę w długim terminie robi pozornie niewielka, bo wynosząca 500 złotych podwyżka, dzięki której inwestor zamiast 500 złotych, przez 51 lat (między początkiem 1971 roku a końcem 2021 roku) odkłada 1000 złotych miesięcznie:

Symulacja inwestowania 500 zl i 1000 zl miesiecznie

Arytmetyka nie kłamie. Pozornie niewielka podwyżka, wiążąca się z odkładaniem niewielkiej kwoty miesięcznie więcej może w długim terminie oznaczać portfel inwestycyjny większy o nawet kilkanaście milionów złotych. W oszczędzaniu i inwestowaniu niestety często bagatelizowana jest rola zarobków, bo przecież „i tak mało kto będzie inwestował przez 50 lat, więc procent składany nie zdąży aż tak zadziałać”. Moim zdaniem jednak dyscyplina i regularność przy małych zarobkach przebije w długim terminie wysokie zarobki i szaleństwa wydatkowe, wiążące się z brakiem możliwości na oszczędzenie nawet kilkuset złotych miesięcznie. Podobną symulację stóp zwrotu z indeksu S&P 500 Total Return możesz zrobić dla dowolnego okresu między 1900 a 2022 rokiem korzystając z danych ze strony Officialdata.org.

Wracając do sedna wpisu, gdy zastanawiam się, dlaczego w Polsce nie rozmawia się o zarobkach, to zwykle zauważam, że kiedykolwiek pytałem zaufaną osobę z pracy o jego lub jej zarobki, to w 99% uzyskiwałem to, czego szukam i nikt nigdy nie uważał mnie za osobę wścibską lub źle wychowaną. Ma to pewnie związek ze sposobem, w jaki pytałem, ponieważ zawsze otwarcie mówiłem, że chodzi o poznanie swojej sytuacji w firmie, a nie o próżne porównywanie się z innymi. Z przytoczonych w tym wpisie powodów polecałbym każdemu zorientować się lepiej w możliwych do uzyskania zarobkach, bo to one, a nie „inwestycyjny geniusz” zbudują przyszły majątek niemal każdego z nas.

Obserwuj mnie na Twitterze:

Subskrybuj mój kanał na YouTube:

Podsumowanie

Mam nadzieję, że wpis był równie lekki w odbiorze, jak sprawny w napisaniu, ale nie bagatelizowałbym jego przekazu, bo może poprawić kondycję Twoich finansów bardziej niż większość innych tekstów na blogu. Jestem bardzo ciekaw tego, czy uważasz, że pytanie innych o zarobki jest taktowne, czy preferujesz alternatywne sposoby, np. przeglądanie statystyk, wyników ankiet czy zwyczajne szukanie ofert pracy, które zawierają widełki wynagrodzeń. A może lepiej Ci się żyje w nieświadomości, a wiedza o zarobkach innych tylko zdemotywowałaby Cię do dalszej pracy, bo i tak nie poprosiłbyś szefa o podwyżkę? Daj znać w komentarzach i pamiętaj o możliwości polubienia mojej strony na Facebooku oraz obserwowania mnie na Twitterze. Dzięki i do następnego!

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

3.8 36 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
160 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze