You are currently viewing Wolność finansowa w praktyce – floridian odpowiada na moje pytania

Wolność finansowa w praktyce – floridian odpowiada na moje pytania

Na inwestowanie nigdy nie jest za późno.

Floridiana nie trzeba przedstawiać żadnemu aktywnie komentującemu wpisy na moim blogu, bo jeśli należysz do tej grupy, to prawie na pewno kiedyś wziąłeś udział w dyskusji z nim. Powiem więcej – jeśli czytujesz moje wpisy i komentarze pod nimi, to prawdopodobnie natknąłeś się na jeden z treściwych komentarzy użytkownika kryjącego się pod tym nickiem, bo wiele z nich mogłoby być samoistnymi wpisami na blogu. W chwili pisania tego wpisu – wywiadu, floridian był 4 najczęściej komentującym użytkownikiem na inwestomat.eu, a zarazem osobą, o której „przepytanie” prosiło mnie kilkunastu stałych bywalców.

Naturalnie bardzo się zatem ucieszyłem, gdy przyjął on moje zaproszenie do tego gościnnego wpisu, w którym przedstawię jego odpowiedzi na ponad 20 zadanych przeze mnie pytań dotyczących jego życia, inwestowania oraz podejścia do wolności finansowej. Nazwałem ten wpis „wolność finansowa w praktyce”, ponieważ floridian mógłby (gdyby chciał) rzucić pracę i zająć się czymś innym, ale – jak zaraz zrozumiesz – jest on człowiekiem dosyć zajętym, więc nie stosowałby do określenia samego pojęcia osoby, która osiągnęła FIRE.

wolność finansowa w praktyce - floridian

Mimo że na blogu „znamy się” od dawna, to floridiana naprawdę poznałem dopiero kilka tygodni temu podczas rozmowy na Skype. Pomimo sporej różnicy wieku (jestem ponad 2 razy młodszy od mojego rozmówcy), od razu złapaliśmy to, co millenialsi określają mianem „dobrego flow” i rzuciliśmy się w wir pytań i odpowiedzi. Na podstawie rozmowy ułożyłem bardziej szczegółowe pytania, które następnie wysłałem naszemu gościowi, otrzymując bardzo ciekawe odpowiedzi, które tu zaraz przedstawię.

Bardzo ważne! Nie nagrywaliśmy tego w formie podcastu celowo, aby opublikować to w wersji pisanej, pod którą będziemy zbierać pytania, na które floridian odpowie podczas kolejnej sesji, którą nagramy jeszcze w tym roku. Serdecznie zachęcam do zadawania pytań w komentarzach pod wpisem, a tymczasem zacznijmy pierwszy wywiad, który poprowadziłem.

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kim jest floridian i jaka jest jego filozofia inwestycyjna.
  • Jak wygląda inwestowanie w akcje i nieruchomości w USA w praktyce.
  • Czy warto zacząć oszczędzać późno i mimo wszystko osiągnąć wolność finansową.

Wstęp floridiana

(Od teraz tekst Floridiana pisany będzie normalną czcionką, a moje pytania pogrubioną kursywą).

Na wstępie chciałbym Ci podziękować za poświęcenie uwagi mojej skromnej osobie i za możliwość podzielenia się z Czytelnikami Inwestomatu swoimi uwagami na temat wolności finansowej. Uważam, że Twój blog (a czytałem kilka innych) jest najlepszy w Polsce pod względem merytorycznej treści, a także dyskusji. Chciałem też przeprosić Czytelników, jeśli okaże się, że moja polszczyzna nie jest najlepsza. Po 40 latach pobytu za granicą mój polski trochę zardzewiał. Dlatego na wstępie chciałem przeprosić, jeśli w swoich odpowiedziach nie zawsze używam odpowiedniego słownictwa.

To ja dziękuję za to, że poświęciłeś czas dla mnie i reszty czytelników, aby podzielić się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami. A polszczyzną się naprawdę nie przejmuj, bo skoro jest wystarczająca do wymieniania się setkami komentarzy, to na pewno podoła osobnemu wpisowi :).

Kim jest floridian i jak trafił na mój blog?

Na moim blogu znany jesteś jako floridian, czyli w wolnym tłumaczeniu mieszkaniec Florydy. Kim jesteś? Gdzie mieszkasz, jakie masz wykształcenie i czym się na co dzień zajmujesz?

Z zawodu jestem nauczycielem akademickim i wykładam ekonomię na Uniwersytecie Północnej Karoliny. Z wykształcenia jestem ekonomistą oraz inżynierem mechanikiem, bo przed SGPiS (obecnie SGH) skończyłem jeszcze w latach siedemdziesiątych samochodówkę na Politechnice Warszawskiej. A floridian jestem (małą literą), bo na emeryturze zamierzamy tam spędzać zimy. Floryda oprócz ciepłego klimatu ma dodatkową zaletę, a mianowicie brak podatku dochodowego co ma duże znaczenie dla ludzi o większych dochodach.

Skąd trafiłeś na mój blog (jeśli pamiętasz) i dlaczego tak chętnie się na nim udzielasz, pomagając innym w komentarzach?

Na Twój blog trafiłem ponad rok temu. Pamiętam, że na blogu Marcina Iwucia ktoś dał link do Ciebie z komentarzem, że dogłębne tematy inwestycyjne poruszane są właśnie tu. Od razu bardzo mi się spodobało, że zadajesz sobie trud odpowiadania na każdy komentarz.

Początki na giełdzie

Jak to się stało, że „na poważnie” inwestować zacząłeś dopiero po czterdziestce?

Kiedy przyjechałem do USA, byłem już po trzydziestce, a pierwszą pracę na pełnym etacie dostałem dopiero po ukończeniu studiów doktoranckich w wieku 39 lat. Wtedy dopiero zdecydowaliśmy, że zostaniemy tu na stałe i trzeba było nadrobić stracony czas, bo zaczynaliśmy dosłownie od zera w nowym kraju, nie mając wtedy ani obywatelstwa, ani nawet stałego pobytu.  Nie mieliśmy też żadnych praw emerytalnych, a do emerytury zostało już niewiele lat. Bardzo pomogły w tym pracownicze plany emerytalne (401k) dostępne w USA, do których dokładaliśmy co miesiąc.

Jak wyglądały Wasze pierwsze inwestycje na giełdzie?

Pierwsze małe inwestycje na giełdzie zaczęliśmy, będąc jeszcze na studiach bodajże w 1987. Otworzyliśmy rachunki w firmie Vanguard, nabywając dwa fundusze: wzrostowy Windsor  i konserwatywny Wellington (70% akcji, 30% obligacji). Fundusz Wellington jest jednym z najstarszych funduszy inwestycyjnych i został założony w 1929. Z czasem doszło wiele innych.

Jakich kont używaliście z Żoną od początku swojego inwestowania i dlaczego? Chodzi mi o preferencyjne podatkowo konta typu 401k czy może programy w rodzaju ESPP (Employee Stock Purchasing Programme) w pracy.

Od momentu rozpoczęcia pracy na pełnym etacie na uniwersytecie miałem dostęp funduszy w ramach planu emerytalnego typu 401k gdzie zainwestowane pieniądze nie tylko zwolnione były z podatku dochodowego, ale dokładał do nich mój pracodawca. Żona dostała stałą pracę w 1991 r. i tam oprócz emerytury pracowniczej również miała plan 401k. Na początku były to stosunkowo małe sumy rzędu 10 – 12 tys. USD rocznie, potem w miarę upływu czasu kiedy zwiększano dopuszczalne limity, zaczęliśmy obydwoje wypełniać je do maksymalnego poziomu. Oprócz tego zaczęliśmy po 1999 roku inwestować w plany indywidualne Roth (podobne do IKZE), gdzie po osiągnięciu wieku 59 1/2 lat pieniądze zwolnione są od jakiegokolwiek podatku. Od mniej więcej 20 lat obydwa plany wypełniamy pod „korek.”

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam mnóstwo przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu

Czy późny start w oszczędzaniu i inwestowaniu to problem?

Co chciałbyś przekazać osobom, które boją się, że jest za późno na inwestowanie? Na co dzień pisze do mnie mnóstwo 40-, 45- i 50-latków, sądząc, że „pociąg odjechał” i jest już za późno, by zacząć inwestować, od czego oczywiście ich odwodzę, ale może Twój komentarz ich zmotywuje bardziej od moich.

Pociąg nigdy nie odjechał i nie odjedzie, bo na oszczędzanie, a tym bardziej inwestowanie nigdy nie jest za późno. Inwestować trzeba zawsze, nawet na emeryturze, bo nic bowiem nie przeszkadza, aby nasze inwestycje dalej dla nas pracowały. Ludzie po sześćdziesiątce mają w tej chwili ponad 50% szansy dożycia do 90 lat i trzeba o tym pamiętać i w wieku 50 lat trzeba myśleć o 35 – 40-letnim horyzoncie czasowym, a nie o tym, że pieniądze będą potrzebne już za 10 lat. Dlatego powiedzenie „mi wystarczy 5 tys. miesięcznie” to nonsens. Mam na myśli nie tylko wzrost standardu życia, bo trudno sobie wyobrazić, że w miarę wzrostu majątku będziemy żyć przez cały czas na tym samym poziomie, ale także potrzeby zdrowotne związane z wiekiem, które będą rosły z upływem czasu.

Filozofia inwestycyjna floridiana

W naszej prywatnej rozmowie wspomniałeś o tym, że gdy w 1987 roku amerykańska giełda runęła to Wy – zamiast panikować, zdecydowaliście się przeznaczyć wolne środki na większe zakupy na giełdzie. Jakie są trzy główne zasady Waszej filozofii inwestycyjnej?

Byliśmy obydwoje na studiach i chociaż pracowaliśmy dorywczo, tych wolnych środków nie było dużo, ale zainwestowaliśmy wtedy więcej i szybko nie tylko odrobiliśmy straty, ale powiększyliśmy nawet nasz stan posiadania, pomimo że giełda odrobiła straty dopiero na jesieni 1989 roku. Od tego czasu kierowaliśmy się następującymi zasadami: a) systematyczne inwestowanie co miesiąc do planów emerytalnych i wykorzystanie limitów do pełna; b) zwiększanie zakupów podczas korekt większych niż 10%; c) posiadanie odpowiedniej rezerwy na takie okazje, bo kiedy w 2009 roku giełda spadła prawie 50% i była świetna okazja do kupna, my wykorzystaliśmy rezerwy już na początku spadku i potem poza miesięcznymi wpłatami nie mieliśmy tej możliwości. Teraz jesteśmy przygotowani na jeszcze większe spadki.

Inwestowanie w mieszkania w ujęciu amerykańskim

Wiem, że przez pierwsze lata w Stanach Zjednoczonych – podobnie jak ja w Szwecji i Polsce – wynajmowaliście mieszkania. Kiedy i dlaczego podjęliście decyzję o zakupie pierwszego lokum i co znaczyło to dla Was w kontekście dążenia do FIRE?

Tak, wynajmowaliśmy przez kilka lat, ale kiedy dostałem pierwszy kilkuletni kontrakt w pracy, żona zdecydowała, że koniec z wynajmowaniem, bo chce mieć własny dom. Budowa była tańsza niż kupno gotowego domu ze względu na recesję i kompletny zastój w budownictwie. Ponadto sami pracowaliśmy przy budowie domu, malując i szpachlując ściany. Sporo się wtedy nauczyliśmy. Ja też sam założyłem instalację elektryczną na dolnej kondygnacji, kopiując to, co zrobił elektryk na piętrze. Dom ten spłaciliśmy w niecałe 9 lat. Wtedy jeszcze o żadnym FIRE nie było mowy, ale kiedy mieliśmy nadwyżki, to spłacaliśmy więcej, bo stopa hipoteki wynosiła wtedy 7,375%, więc była to niezła inwestycja.

Nieruchomości są dla Was sposobem na dywersyfikację aktywów i zwiększenie swoich cashflowów. Na czym polegała Wasza pierwsza inwestycja w nieruchomości i przy jakiej skali portfela inwestycyjnego (giełdowego) się na nią zdecydowaliście?

Pierwsza inwestycja w nieruchomości to było kupno lokalu komercyjnego, gdzie dzierżawca miał umowę wynajmu na kilka lat. To było bodajże w 2004, kiedy nasz portfel jeszcze nie osiągnął miliona. Po paru latach zaczęły się kłopoty z płatnościami i musieliśmy obniżyć czynsz, jednak okazało się, że i to nie wystarczało, zaległości były coraz większe i w końcu lokator ogłosił bankructwo.  W końcu, kiedy odzyskaliśmy lokal, postanowiliśmy urządzić tam biuro, które żona używała aż do emerytury. Potem już w kryzysie kupiliśmy okazyjnie parę bliźniaków na wynajem, a także doszły domy na własny użytek.  

Wiem, że Wasze kolejne inwestycje w domy i mieszkania często polegały na okazyjnym ich zakupie. Jak udało Wam się mieć gotówkę na wkład własny i (ewentualną) zdolność kredytową w czasach kryzysu? Czy mógłbyś krótko opisać kilka przykładów korzystnych zakupów nieruchomości?

Kiedy kupowaliśmy okazyjnie to wkład własny 20-25% nie był specjalnie duży, bo tylko kilkadziesiąt tysięcy. Pierwszy lokal z lokatorem kupiliśmy za gotówkę, resztę na kredyt. Po spłaceniu pierwszego domu przed terminem mieliśmy bardzo dobrą zdolność kredytową. W 2001 uzyskaliśmy kredyt obrotowy na 20 lat na 2,5% pod zastaw domu, za który kupiliśmy akcje i mieliśmy pieniądze na wkład własny na dalsze zakupy nieruchomości. Kredyt ten spłaciliśmy kilka lat przed terminem, bo kupowanie dalszych nieruchomości pod zastaw własnego domu to jednak ryzyko i niestety potem nie dostaliśmy podobnej oferty.   

Czy kiedyś sprzedaliście swoje akcje (lub fundusze/ETF-y na akcje), by móc np. okazyjnie kupić nieruchomość? Jeśli nie to skąd bierzecie cashflowy?

Bywało, że czasami trzeba było sprzedać trochę funduszy czy ETF, żeby mieć środki na kolejne zakupy, ale to raczej wyjątkowo, bo domy i samochody staraliśmy się kupować za bieżący cashflow bez sięgania do oszczędności. Był też okres, kiedy jednocześnie mieliśmy 5 hipotek i do tego kontrakt na dodatkowe bliźniaki, które planowaliśmy kupić za gotówkę. Dave Ramsey nie byłby z nas dumny, ale lokatorzy spłacali nam kredyt, do tego mieliśmy niezły cash flow i spore odpisy podatkowe. Potem sprzedaliśmy pierwszy dom i nabyliśmy okazyjnie większy, w którym żona mieszka do dziś. Dzięki temu zostały jeszcze środki na wkład własny na dom na Florydzie.

Z tym ostatnim była trochę napięta sytuacja, bo ja miałem kłopoty zdrowotne, przeszedłem dwie operacje i chociaż uczelnia dała mi wtedy 6-miesięczny płatny urlop to kiedy bank, z którym robiliśmy od lat interesy, zaczął mnie prześwietlać pod kątem zdolności kredytowej, zaczęły się problemy. W końcu kredyt na ten dom dostaliśmy po olbrzymich przeprawach już po jego wybudowaniu, gdy wróciłem do pracy i dopiero kiedy po trzech miesiącach przepychanek zadzwoniłem do banku i powiedziałem, że jeśli kredytu nie dadzą do jutra, spłacamy im pozostałe cztery hipoteki, a piątej nie potrzebujemy, bo dom kupujemy za gotówkę. Nigdy jednak nie czuliśmy, że kupiliśmy więcej nieruchomości, niż trzeba. Kredyty braliśmy zawsze na 15 lat i stałe raty. Teraz mamy tylko jedną hipotekę na stałą ratę 2,25% co w warunkach 8% inflacji jest znakomitą inwestycją.

Życie w USA i praca floridiana

Mieszkając w USA, kilkukrotnie zmienialiście miejsce zamieszkania. Jak znaleźliście się w Północnej Karolinie i jakie są zalety mieszkania tutaj?

W czasie naszego pobytu w USA przeprowadzałem się kilkakrotnie ze stanu do stanu, bo początkowo miałem tylko roczne kontrakty. Po przeprowadzce do Michigan żona powiedziała dość: czas się ustatkować i mieć własny dom. Do Północnej Karoliny tylko ja się przeprowadziłem, bo żona mieszkała w Michigan, mając tam pracę, a dzieci chodziły tam do szkół. Ja za północą USA nigdy nie przepadałem, bo zawsze lubiłem południe. Otóż w Michigan mieszkamy nad jeziorem o tej nazwie i zimy są tam bardzo śnieżne ze względu efekt jeziorny, czyli gdy masy zimnego powietrza z zachodu zbierające wilgoć nad jeziorem o długości ponad 500 km i szerokości dochodzącej do 150 km powodują opady śniegu w strefie przybrzeżnej.

Z przeprowadzką do Północnej Karoliny związana jest następująca historia. Pracowałem wtedy na małej prywatnej uczelni 85 km od domu, czyli mniej więcej godzinę jazdy. Jazda po śniegu bocznymi drogami o trzeciej kolejności odśnieżania była dosyć niebezpieczna. Rano jechałem po asfalcie, bo śnieg topniał, a po zachodzie słońca mokra jezdnia zamarzała i parę razy były przygody. Bywało też, że wyjeżdżałem rano do pracy po suchej nawierzchni, a wracałem wieczorem po śniegu i lodzie. Dlatego też dwukrotne odśnieżanie podjazdu do garażu, żeby rano wyjechać z domu, a wieczorem po całodniowym dniu pracy, aby móc wjechać do garażu to była średnia przyjemność. Wynajmowaliśmy ludzi do odśnieżania, ale oni przyjeżdżali dopiero kiedy przestawało padać. Mówiąc o śniegu, to bywało, że potrafiło napadać kilkaset centymetrów w ciągu miesiąca. Raz, kiedy w nocy spadło 50 cm, wstałem wcześniej, żeby odśnieżyć wyjazd z garażu, bo miałem wykłady o 12:45, a przecież trzeba było dojechać 85 km po śniegu, więc planowałem wyjazd sporo wcześniej.

Po godzinie pracy ok. 10:30 udało się oczyścić wyjazd na tyle, żeby móc wyjechać na ulicę. Poszedłem się przebrać i szybko odświeżyć. Kiedy wyszedłem na dwór po jedenastej, nie poznałem krajobrazu. Otóż przyjechał miejski pług, żeby odśnieżyć ulicę i pchając przed sobą śnieg, postawił mi na wyjeździe z garażu na 1,5 m wysoką i ponad metr grubą ścianę śniegu i lodu. Zanim przekopałem wyjazd na ulicę, była już 12.30 i zajęcia trzeba było odwołać. Następne miałem o piętnastej, więc kiedy dojechałem do pracy, zostało jeszcze trochę czasu. Postanowiłem wtedy, że koniec ze śniegiem i zacząłem szukać  ogłoszeń o pracę.

Napisałem wtedy 10 podań głównie do szkół na południu, z których przyszło 7 odpowiedzi z
zaproszeniem na interview. Z tego otrzymałem 5 ofert pracy w tym dwie w Karolinie. To jest piękny krajobrazowo stan, jedyny obok Kalifornii, gdzie rano można w górach jeździć na nartach, a po południu leżeć pod palmami nad oceanem. Jednak w lecie zawsze wolałem być w Michigan, bo temperatury powyżej 30 stopni przez 90 dni w roku w Karolinie lub ponad 150 dni na Florydzie przy wilgotności 90-100% to nie jest wcale taka frajda.

Większość czytelników pomyśli, że na typowej pracy akademickiej nie zarabia się zbyt wiele. Czy nie kusiło Was kiedykolwiek, by zacząć pracę w korporacji i jak bez niej udało się osiągnąć pierwsze nadwyżki na inwestowanie?

Żona zaczęła pracę w korporacji, a mnie to nie kusiło, bo jednak praca na uczelni, chociaż nie zawsze najlepiej płatna miała wiele zalet. Jedną z nich to dużo wolnego czasu, żeby móc spędzać go z rodziną. Ponadto praca oferowała spore bezpieczeństwo, bo w czasie recesji, kiedy korporacje zwalniały na potęgę, uczelnie przyjmowały, bo ludzie wtedy szli na studia. Po trzecie bardzo lubiłem uczyć (dlatego też pomimo niezależności finansowej ciągle pracuję). Zresztą na uczelni też można było zawsze trochę dorobić. Moim początkowym problemem nie było stosunkowo niskie wynagrodzenie, ale brak stałego pobytu więc nie każdy chciał przyjmować nas do pracy. Dopiero praca w szkole wojskowej, o czym napisałem kiedyś na blogu, zaowocowała stałym pobytem i obywatelstwem.

Planując swoje kariery, ludzie często przeceniają walor wynagrodzeń, nie doceniając waloru wolnego czasu. Jak obecność wolnego czasu, brak nadgodzin i elastyczne godziny pracy wpłynęły na Wasze inwestowanie?

Jak napisałem poprzednio, zawsze lubiłem pracę ze studentami. Dlatego też pomimo osiągnięcia  niezależności finansowej ciągle pracuję. W czasie pracy na uczelni dosyć szybko odkryłem, że wynagrodzenie z pracy, chociaż ważne, nie musi być głównym źródłem zdobywania bogactwa. A źródła są w zasadzie trzy: własny biznes, talent (np. artystyczny, sportowy, menedżerski), oraz inwestycje, a nie praca na etacie. Ta ostatnia sama przez się nie wykreuje bogactwa. Zalety pracy na etacie to przede wszystkim plan emerytalny, ubezpieczenie lekarskie, i budowanie résumé, a od budowania bogactwa są inwestycje.

Jest to moim zdaniem jedyna możliwość, dzięki której osoby pracujące na etacie mogą zdobyć niezależność finansową. Nie oznacza to, że pomniejszam rolę wynagrodzenia, które w naszym przypadku rosło, ale od pewnego momentu jeszcze szybciej rosły dochody pasywne. Kiedy nie żyje się ponad stan i wydaje się mniej, niż się zarabia, znajdą się nadwyżki na inwestycje. W naszym przypadku od początku kariery zawodowej było to około 25% dochodu brutto.

Inwestowanie pośrednie a bezpośrednie

Wiele osób pyta mnie o możliwość pozyskania doradztwa inwestycyjnego. Jakie jest Twoje zdanie o takich usługach i czy kiedyś próbowałeś skorzystać z usług inwestowania indywidualnego (z doradcą)? Z jakim skutkiem?

Nigdy z czegoś takiego nie korzystaliśmy i nie było takiej potrzeby. Zresztą żona w ramach pracy w firmie zdobyła dyplom CFP (Certified Financial Planner) i założyła własną praktykę, więc doradztwo finansowe niejako mieliśmy w domu. Ja też prowadziłem kursy z zakresu rynków finansowych i podstaw inwestowania. Dzięki temu byliśmy w stanie praktykować to, czego uczyliśmy innych i to z bardzo dobrymi wynikami.

Kiedy, dlaczego i w jaki sposób zacząłeś wykorzystywać ETF-y i fundusze pasywne w swoim inwestowaniu? Jaka jest według Ciebie ich największa zaleta i komu sugerowałbyś inwestowanie w nie?

Nasza strategia inwestycyjna w większości opierała się o fundusze i ETF-y. Mieliśmy także spółki dywidendowe, ale od lat preferujemy strategię wzrostową. Jeśli chodzi o fundusze i ETF wybieraliśmy takie, które miały najlepszy długookresowy rating i zwroty wg rankingu Morningstar. Bardziej zwracaliśmy uwagę na długo i krótkookresowe zwroty netto niż koszty zarządzania. Zresztą jest to skorelowane, bo fundusze o wyższych długookresowych zwrotach mają z reguły niższe koszty własne. W rachunkach emerytalnych były to głównie fundusze, bo zyski kapitałowe i dywidendy były reinwestowane i zwolnione z podatku. W inwestycjach poza rachunkami emerytalnymi, czyli tzw. opodatkowanych używamy głównie wzrostowych ETF o dywidendach na niskim poziomie poniżej 1%, a zyski kapitałowe w odróżnieniu od funduszy, które zgodnie z prawem muszą być dystrybucyjne, są realizowane tylko wtedy kiedy się je sprzedaje, a takiej potrzeby nie ma. Inwestowanie w ETF pozwala na minimalizację podatków.

Kilka domów i mieszkań, dwa etaty, zdywersyfikowany portfel giełdowy przez wiele kont i prawdopodobnie kiedyś aktywne kredyty hipoteczne. W jaki sposób udało Wam się tak sprawnie tym zarządzać?

Do czasu ogarnialiśmy to bez problemu, bo od kilku lat zarządzanie inwestycjami było naszym głównym zajęciem. W moim przypadku duża ilość wolnego czasu bardzo w tym pomogła. Niemniej jednak przechodząc na emeryturę w tym roku, postanowiliśmy uwolnić się od znacznej części nieruchomości szczególnie wynajmowanych ze względu na kłopoty z ich aktywnym zarządzaniem, kiedy jest się od nich oddalonych setki lub tysiące kilometrów. W tym celu niestety trzeba być na miejscu. Dlatego będąc na emeryturze, wolimy inwestować w nieruchomości pasywnie przy pomocy REIT-ów.  

Wolność finansowa w praktyce

W naszej korespondencji żartobliwie stwierdziłeś, że niby osiągnąłeś wolność finansową, ale roboty masz więcej niż kiedykolwiek. Co trzyma Cię w pracy i w jaki sposób uczysz w czasach pandemii?

Pod względem finansowym na emeryturę mogliśmy przejść znacznie wcześniej, ale skoro nasze dochody z roku na rok znacznie wzrastały, to postanowiliśmy jeszcze popracować przez kilka lat przy mniejszym nakładzie pracy (rok 2021 jak do tej pory był rekordowy zarówno pod względem dochodów, jak i stopy wzrostu wartości netto). Posiadanie sporych inwestycji i nieruchomości w kilku stanach spowodowało, że ogarnięcie tego wszystkiego zrobiło się czasowo bardzo trudne. A jak gospodarza brak to zawsze są problemy. Po kilku latach pracy online od jesieni będę uczył znowu w klasach, a mając kursy zdublowane online, pozwoli na lepsze gospodarowanie czasem. A w pracy poza tym, że lubię to, co robię, trzymają mnie bardzo dobry plan emerytalny i ubezpieczenie lekarskie.

Na blogu często polecam znalezienie tzw. „sparring partnera” do inwestowania, czyli osoby, z którą podzielić moglibyśmy się swoimi pomysłami na portfele, konkretne inwestycje, a także kogoś, kto mógłby rozliczyć nas z naszych decyzji. Czy masz takiego sparring partnera, kim jest i jak wygląda Wasza relacja na co dzień?

Oprócz żony, która jest doradcą finansowym, mam jeszcze dodatkowego partnera. Parę lat temu poznałem online człowieka, który pracował jako portfolio manager w wielkich firmach inwestycyjnych, a teraz w wieku 52 lat jest na FIRE. Jesteśmy w codziennym kontakcie i dyskutujemy nie tylko o wydarzeniach na giełdzie, wskaźnikach ekonomicznych, ale także o polityce, bo mamy bardzo zbliżone poglądy. Mamy również zbliżone co do wielkości portfele, chociaż różne, jeśli chodzi o skład, bo on ma w portfelu 30% obligacji municypalnych (dochód, z których w USA jest całkowicie zwolniony od podatku), z których się utrzymuje, my natomiast jeszcze do niedawna 30% mieliśmy w nieruchomościach.

Niezwykle zainteresowałeś mnie Twoją strategią opcyjną. Jako że na blogu jeszcze nie pisałem o opcjach i ze względu na aktywny etat niewiele mam czasu na trading, tym bardziej chciałbym, abyś podzielił się (skrótowo) swoją strategią opcyjną.

Ponieważ sporą część portfela trzymam w rezerwie (Nasdaq jest teraz w okresie głębokiej bessy i stracił od listopada prawie 30%) czekając na dobrą okazję do zainwestowania używam jej części w celu pisania opcji typu call. Kiedy jest na rynek jest w okresie wzrostowym używam do tego opcji typu put. Kiedy się wie co się robi ryzyko nie jest duże, a strategia opcyjna przynosi nam kilka tysięcy dolarów tygodniowo.

Rady dla innych czytelników i czytelniczek

Najliczniejsza grupa wiekowa wśród odwiedzających Inwestomat.eu to osoby w wieku pomiędzy 25 a 35 lat, czyli ludzie rozpoczynający swoje kariery i oszczędzający swoje pierwsze pieniądze. FIRE, czyli filozofia inwestowania w celu osiągnięcia finansowej niezależności i przejścia na przyspieszoną emeryturę staje się w Polsce coraz bardziej popularne, więc pojawia się coraz więcej pytań na jego temat. Jakie dwie rady dałbyś młodej osobie mieszkającej w Polsce, która dopiero zaczyna swoją karierę, trafiła na Inwestomat i zainteresowała się tematem FIRE?

Ruch FIRE narodził się w USA wśród dobrze zarabiających młodych ludzi pracujących w korporacjach i zmęczonych pracą 60-70 godzin tygodniowo w niekończącym kołowrotku. Dlatego starają się w wieku 40-45 osiągnąć niezależność finansową, aby tę pracę jak najprędzej rzucić i żyć ze zgromadzonego kapitału. Natomiast gdy jesteście w sytuacji podobnej do mojej, czyli lubicie swoją pracę, która przynosi oprócz dochodu dużo satysfakcji, to nie widzę potrzeby, aby ją rzucać. W moim przypadku uczenie 2-3 dni w tygodniu, częściowo online, 4 miesiące płatnych wakacji to nie praca a przyjemność.

A niezależność finansową budować zawsze warto, bo pozwala ona na wiele opcji i wybór stylu życia, który nam najbardziej odpowiada. Niektórzy lubią podróże, inni będą zajmować się hobby, albo spędzać czas w gronie rodzinnym lub z przyjaciółmi. Naszym marzeniem na emeryturze jest bycie zajętym, zimowanie w ciepłym klimacie, spędzanie czasu z wnukami, czy spacery po plaży i to mamy już zrealizowane, bo zarówno na południu na Florydzie, jak i na północy w Michigan mamy tylko kilka minut od pięknych plaż. Oprócz tego mając niezależność finansową, możemy też zająć się aktywnym inwestowaniem i przy okazji mogę ulepszać swoją strategię opcyjną. Niektórzy wybiorą FIRE i dysponowanie własnym czasem, a inni pracę na pół etatu lub dostatnią emeryturę

Czy chcesz przekazać mi i czytelnikom coś jeszcze? Przypominam, że można naszemu rozmówcy zadawać w komentarzach pytania i co ciekawsze z nich poruszymy na kolejnej sesji, tym razem w formie podcastu audio.

Tu pozwolę sobie na kilka rad, o które pytałeś wcześniej. Po pierwsze dobrze jest zacząć inwestowanie jak najwcześniej tak bardzo, na ile kogoś stać po zgromadzeniu poduszki finansowej.  Po drugie dobrze jest inwestować systematycznie, bo to pozwala na tzw. DCA (dollar cost averaging), czyli uśrednianie cen. Kiedy akcje są wysoko, wtedy stała suma np. 1000 PLN będzie ich kupować mniej, a kiedy ceny spadają, wtedy będziemy kupować ich więcej. Po trzecie przed pięćdziesiątką dobrze jest trzymać jak najwięcej w akcjach, optymalnie 80% lub więcej. My pierwsze 20 lat mieliśmy w akcjach 100%, potem doszły nieruchomości, więc ten procent spadł do 70%, a pod koniec ubiegłego roku nawet do 60%, bo liczyliśmy się z głęboką korektą, która dzięki Bidenowi prawdopodobnie zamieni się w stagflację.  

Obserwuj mnie na Twitterze:

Subskrybuj mój kanał na YouTube:

Podsumowanie

Na zakończenie chciałbym raz jeszcze przypomnieć, że wspólnie z floridianem będziemy odpisywać na komentarze dotyczące tego wywiadu, a najciekawsze znajdujące się w nich pytania zostawimy sobie na sesję Q&A, która dla odmiany przeprowadzona zostanie w formie podcastu. Floridianowi chciałbym z mojej strony bardzo podziękować za to, że mimo swojego „obłożenia”, znalazł czas na odpowiedzenie na moje, często dość osobiste pytania. Mam nadzieję, że się podobało i do zobaczenia w komentarzach oraz w kolejnym wpisie na blogu.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.5 53 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest

198 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze