You are currently viewing Filozofia FIRE, czyli jak dojrzeć finansowo

Filozofia FIRE, czyli jak dojrzeć finansowo

Oszczędzanie, ale nie na przyjemnościach.

Właśnie tak podsumowałbym moje podejście do zarządzania domowymi finansami. Wpis ten dedykuję osobom, którym wydaje się, że „zabawa” w FIRE (ang. Financial Independence Retire Early) wiąże się zawsze ze skrajnymi wyrzeczeniami i pozbawianiem siebie wszelkich przyjemności życia. Nie mam intencji by przekonywać sceptyków filozofii FIRE do „wkroczenia na ścieżkę” (brzmi jakby był to jakiś kult :D), a zamiast tego chcę opisać swoje zarządzanie finansami w sposób trochę dokładniejszy niż to robiłem dotychczas. Filozofia FIRE, czyli jak dojrzeć finansowo będzie wpisem o wiele mniej technicznym niż zwykle, bo jego zawartość oparłem tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach, więc nie spodziewaj się tu zbyt wielu wykresów, tabelek, ani odnośników do źródeł zewnętrznych.

Nie będzie to poradnik o tym jak się szybko wzbogacić, a raczej rodzaj prezentacji procesu mojego finansowego dojrzewania z podkreśleniem momentów, które świadomie lub mniej kierowały mnie na ścieżkę FIRE. Zaczniemy od mojego podejścia do oszczędzania, które opisałem w pierwszych wpisach na moim blogu, m.in. w „Systematyczne oszczędzanie, czyli jak nie wydać całej wypłaty” i związanym z nim minimalizmem, o którym pisałem w „Praktyczny minimalizm, czyli o wiele mniej zmartwień„. Kontynuując, poruszę tematy planowania finansowego, które zarysowałem we wpisach „Jak zmotywować się do oszczędzania? Ustal właściwy cel” oraz „Jak zaplanować swoją wolność finansową? Mój plan sprzed lat„. Temat wykonania mojego planu inwestycyjnego opisałem w artykule zatytułowanym „Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności„, a dziś chciałbym przedstawić Ci bardziej miękką i bardziej ludzką stronę mojego dążenia do wolności finansowej. Miłej lektury!

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są podstawy filozofii osiągania wczesnej finansowej niezależności.
  • Jak prosto budżetować, by nie marnować na to więcej czasu niż warto.
  • Jak nie przesadzać z liczbą posiadanych rzeczy i sklasyfikować rzeczy potrzebne oraz zbędne.
  • Jak poprawnie zaplanować swoje życie finansowe.
  • Jak zbadać swoją skłonność do ryzyka i na jej podstawie podjąć decyzję o stylu i strategii inwestycyjnej na lata.

Podstawy filozofii FIRE

FIRE, czyli ruch „przyszłych młodych emerytów” nie jest ani kultem religijnym, ani centralnie zarządzaną organizacją. Tak naprawdę nie jest on organizacją w ogóle, a większość osób, które się z nim identyfikują pozostaje „w cieniu”, niemniej łączy ich sporo wspólnego. We wpisie „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE” opisałem charakterystykę przeciętnej osoby, która dąży do osiągnięcia finansowej niezależności przed emeryturą, a tu dodam jedynie, że dla mnie FIRE to podejście do życia, a nie przynależność do żadnej organizacji. Niejeden czytelnik zresztą śmiał się w komentarzach, że do FIRE dążył nieświadomie, zwyczajnie oszczędzając i inwestując tak wiele, jak to tylko możliwe, by w pewnym momencie „móc sobie trochę odpuścić” i dalej żyć na niezłym poziomie.

Jeśli jeszcze nie czytałeś strony o blogu to serdecznie chciałbym Cię do tego zachęcić, bo zostawiłem tam sporo informacji na temat mojego podejścia do życia i do finansów, które – jak już pewnie zauważyłeś po objętości wpisów na blogu – są jego bardzo ważną częścią. W tym tekście rozwinę tematykę mojego podejścia do zarządzania czasem i środkami materialnymi o różnej płynności (dlatego, że niektórych „pozbyć się” łatwiej niż innych).

Filozofia FIRE ma swoje podłoże w idei „życia dla samego siebie”, ale nie zakrawa pod skrajny egoizm i ignorowanie potrzeb innych ludzi. W moim mniemaniu chodzi o zrozumienie na czym zależy nam w życiu najbardziej i dlaczego w ogóle chcemy osiągnąć stan finansowej niezależności. W moim przypadku „dlaczego” wyjaśniłbym następująco:

  • Wolność jest dla mnie wartością absolutnie nadrzędną i jakakolwiek zależność od pracodawcy (lub po prostu pojedynczym źródle dochodów) wywołuje u mnie reakcję „alergiczną”. Co ciekawe, gdy kilka lat temu uzbierałem równowartość moich rocznych wydatków, nie tylko poczułem się lepiej, ale też pewniej negocjowałem podwyżki z pracodawcami…sprawiając, że moje zarobki zaczęły zwiększać się jeszcze dynamiczniej.
  • Moja praca zawodowa daje mi wiele frajdy i satysfakcji, ale niekoniecznie jest rzeczą, która wg mnie może dawać najwięcej wartości innym ludziom. Z tego powodu w przyszłości chciałbym skupić się raczej na dzieleniu się wiedzą z zakresu inwestowania, a nie na „pięciu się po szczebelkach korporacyjnych”, w których jestem tylko małym trybikiem w systemie dostawy jakiegoś produktu lub usługi. Pracując w korporacji nie „czuję” bezpośredniej wartości dodanej społeczeństwu, co sprawia, że ten blog daje mi więcej satysfakcji od zatrudnienia w firmie. Podsumowując: chcę wykorzystywać swoje zdolności do maksimum, bo tylko wtedy czuję się naprawdę spełniony.

Kiedy już zrozumiesz czy FI, czyli niezależność finansowa (Financial Independence) jest dla Ciebie atrakcyjnym celem w życiu, powinieneś wykonać mały rachunek sumienia. Chodzi o zastanowienie się nad tym co sprawia Ci frajdę oraz na ile Twoje dotychczasowe życie wiązało się z realizacją Twoich życiowych pasji, a na ile z „życiem na pokaz” lub nieświadomym zaspokajaniem innych osób (np. dążeniem do spełnienia wymagań rodziców lub przyjaciół). To dobry czas na rozpisanie swoich życiowych priorytetów i zaakceptowanie, że wcale nie muszą być one „po drodze” z kimkolwiek, kto próbowałby nałożyć na Ciebie swoje oczekiwania lub w jakikolwiek inny sposób wpłynąć na Twoje życiowe decyzje. Problem jedynie w tym, że wiele osób nie znajduje swojego życiowego powołania wcale… lub nie wie jak ocenić, że je znalazła. Może pomoże Ci opis zdarzenia z mojego życia, które wpłynęło na moje dalsze losy bardziej niż cokolwiek innego.

Sprawdź co sprawia Ci radość

Chciałbym na moment wrócić do pewnego wydarzenia z mojego życia, które ma dla mnie bardzo ważne, niemal symboliczne znaczenie. Chodzi o moment, gdy jako student gdańskiej automatyki i robotyki (to kierunek studiów leżący pomiędzy informatyką, a mechaniką i budową maszyn) po raz pierwszy w życiu zostałem poproszony o udzielenie komuś korepetycji. W tym przypadku był to młodszy brat mojej dobrej znajomej, który potrzebował pomocy z fizyką na poziomie licealnym, ale dalsze szczegóły będą z perspektywy wpisu nieistotne, bo chodzi tu o coś związanego ze mną, a nie z samymi korepetycjami.

Mimo pewnych trudności w przekazywaniu wiedzy młodszemu koledze (naprawdę nie był on „asem” z fizyki), poczułem wtedy prawdziwą radość i satysfakcję, z faktu, że z moją pomocą ktoś staje się w czymś lepszy. Mimo, że udało nam się poprawić jego końcową ocenę z 1 na 3+, to po kilku podobnych sesjach podjąłem decyzję, że w przyszłości chcę uczyć ludzi, nie wiedząc jeszcze kiedy, czego i jak będę to robił. Wiedziałem po prostu, że nauczanie innych sprawia mi frajdę większą od innych czynności, a więc na tym chciałbym się w przyszłości skupić. Myślę, że podobne uczucie zna każdy, kto odnalazł w życiu swoje powołanie/pasję, ale za każdym razem, gdy się za to biorę, czas jakby przelatuje mi pomiędzy palcami (w taki pozytywny sposób). W realizacji pasji „przeszkadzają” jednak (zwłaszcza negatywne) opinie niektórych osób, z którymi też musiałem sobie jakoś wewnętrznie poradzić.

Żyj dla siebie, nie dla innych

Sformułowanie „żyj dla siebie” jest często opacznie rozumiane jako „bądź egoistą” lub „ignoruj potrzeby innych”, ale według mnie chodzi w nim o coś zupełnie innego. Sednem jest zrozumieć siebie samego, czyli jak działa nasz mózg i co sprawia nam prawdziwą, a nie tylko pozorną radość. Przeniesiemy się teraz na chwilę do czasów końca studiów, kiedy jako dwudziestoparolatek myślałem o swojej przyszłości. W tamtym okresie przeciętny znajomy z mojej „paczki” skupiał się głównie na pomyślnym zakończeniu studiów, a potem na znalezieniu dobrej pracy i założeniu rodziny, z którym wiążą się zwykle posiadanie dzieci oraz zakup mieszkania lub budowa domu. Graficznie przedstawiłbym priorytety mojego przeciętnego znajomego z czasów moich studiów następująco:

Filozofia FIRE - Żyj dla siebie nie dla innych

Kolejność baniek diagramu nie ma żadnego znaczenia, ale ich rozmiar już tak. Im większe koło, tym wyższy priorytet/większą wagę moi znajomi przykładali w tamtych czasach do danej sfery życia. Skupienie się przede wszystkim na „zakupie” własnego lokum, czyli wzięciu go na maksymalny możliwy kredyt oraz na założeniu rodziny jest w naturalny sposób pierwszym priorytetem większości osób po studiach i w żadnym wypadku mnie to nie dziwi. Sam zawsze czułem się nieco inny, bo moje „życiowe kalkulacje” wykazywały, że warto skupić się wcześnie na podniesieniu swoich umiejętności, a więc na karierze i pieniądzach, a dopiero później na znalezieniu odpowiedniej partnerki życiowej i zakupie mieszkania (abstrahując od kwestii wzrostu cen nieruchomości w Polsce, którego
nawet nie próbowałem w 2013 roku, czyli kiedy kończyłem studia
przewidzieć). Moje priorytety z tamtych lat przedstawiłbym zatem następująco:

Filozofia FIRE - Życie dla siebie

W wieku 24 lat, czyli gdy kończyłem studia, stawiałem przede wszystkim na samorozwój w kontekście kariery zawodowej i nauki inwestowania, które miały przynieść mi dochody na tyle wysokie, by bezproblemowo móc oszczędzać bez większych wyrzeczeń już od samego początku kariery. I właśnie możliwość oszczędzania bez wyrzeczeń nazwałbym w tym wpisie pierwszym filarem FIRE, a więc tym, na czym warto skupić się na samym początku kariery zawodowej. Najlepsze w całym procesie jest to, że wcale nie trzeba zarabiać astronomicznych kwot, by móc wkroczyć na ścieżkę FIRE, co opisałem we wpisie „Czy przy polskich zarobkach można osiągnąć niezależność finansową?„, do którego lektury chciałbym Cię serdecznie zachęcić i to nie tylko jeśli jesteś do tematyki FIRE sceptyczny.

Kiedy już zarabiamy na tyle dużo, by zacząć oszczędzać warto jest się dobrze zastanowić na czym możemy, a na czym chcemy oszczędzać, bo na niektórych rzeczach oszczędzać po prostu nie warto. Jednym z większych problemów z oszczędzaniem jest to, że ludzie często popadają w skrajności, które albo odbierają im zupełnie smak życia, albo sprawiają, że nie moga oszczędzić nawet 100 złotych miesięcznie, co jest kwotą, którą da się względnie tanio zainwestować (patrz: „Jak inwestować 100 złotych miesięcznie? Inwestowanie małych kwot„). Jak udaje mi się rozróżnić potrzeby od zachcianek? Jak zwykle mam na to pewną, dosyć analityczną metodę.

Twoje zachcianki to nie potrzeby

We wpisie „Częste błędy w oszczędzaniu – lista 10 największych” pisałem już, że niezależnie od wysokości zarobków większość osób ma problem z kontrolowaniem swoich wydatków. Jest to dobry moment na przyznanie, że sam nie jestem „ekstremistą FIRE”, ponieważ z kontrolą wydatków sam raczej nigdy nie przesadzałem, nie chcąc rezygnować z tego, co dla mnie ważne kosztem szybszego zwiększania moich oszczędności. Z tego powodu kilka lat temu rozpisałem sobie swoistą „mapę” sposobów wydawania pieniędzy z relatywnym podziałem na drogie i tanie oraz na mało i bardziej dla mnie istotne.

Efektem jest diagram, który obrazuje co kwalifikuje się do moich potrzeb, a co do zbędnych zachcianek, na których wcale mi nie zależy. Na potrzeby wpisu dokonałem jego „reprodukcji” (oryginał był na papierze) w postaci diagramu, który zaraz zobaczysz. Najlepszą strategią osoby dążącej do FIRE jest redukcja lub eliminacja części mało ważnej i drogiej (lewa górna cześć diagramu) przy maksymalizacji części bardzo ważnej i taniej (prawa dolna część diagramu). Sklasyfikowane przeze mnie kilka lat temu wydatki wyglądały następująco:

Filozofia FIRE - Zachcianki to nie potrzeby

Abyś mógł jeszcze lepiej poznać moje podejście do wydawania pieniędzy pozwól, że krótko omówię kilka z powyższych kategorii skupiając się przede wszystkim na tym jak wiele radości mi one sprawiają:

  • Drogie samochody i samochody ogółem są kategorią wydatków, w którą wiele osób (zazwyczaj mężczyzn) kieruje swój strumień gotówki. Dla mnie są one tylko środkiem transportu, a więc kupowanie sobie drogiego auta postrzegam jako wyrzucanie pieniędzy.
  • Wycieczki typu all-inclusive zwykle do drogich nie należą, ale kompletnie nie odczuwam przyjemności z ich odbywania. Byłem kiedyś 2 razy w Turcji w takim trybie i stale „uciekałem z hotelu” w ogóle nie korzystając z „dobrodziejstw” wszystkiego, co znajdowało się w cenie.
  • Kategorią, która może rozbawić wielu czytelników jest herbata. Pijam głównie japońskie herbaty, które jak na swoją gramaturę bywają naprawdę drogie, ale jest to dla mnie na tyle ważny wydatek, że znalazł się po prawej stronie diagramu i na pewno na nim nie oszczędzam.
  • Świetnym przykładem pozytywnego i koniecznego dla mnie wydatku są podróże w egzotyczne miejsca (póki co głównie do Azji i Ameryki). W takim podróżowaniu zwykle głównym kosztem są bilety lotnicze, a „na miejscu” staram się podróżować w sposób spontaniczny i bardzo „budżetowy”, czyli z plecakiem i prawie bez planu, pytając miejscowych gdzie warto się następnie udać. Podobne podejście skończyło się kiedyś dla mnie brakiem możliwości powrotu do Polski, który nawet opisałem we wpisie na blogu o tytule „Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa?„, który był chyba najmniej związanym z tematyką bloga wpisem, który jednak zdecydowałem się tu opublikować.

Choć niektóre z powyższych są tylko zachciankami i daleko im do potrzeb to przy określonych zarobkach można śmiało sobie na nie pozwolić i mimo to, stale oszczędzać 50% lub więcej ze swojej comiesięcznej wypłaty. Wiele osób wspomaga się w tym procesie bardzo dokładnym, wręcz maniakalnym budżetowaniem wydatków swoich gospodarstw domowych, które przypomina mi raczej skrupulatną księgowość przedsiębiorstwa niż luźny sposób ewaluacji codziennych wydatków. Absolutnie do takich osób nie należę i zwykle tylko monitoruję raz na pół roku na co wydaję swoje pieniądze i czy istnieje jakiś prosty sposób na oszczędzenie większych kwot, prędzej niż pojedynczych złotówek w skali roku.

Budżetuj, ale bez przesady

Proste budżetowanie to moja metoda na cykliczne sprawdzanie ile pieniędzy moje gospodarstwo domowe wydaje w konkretnych kategoriach. Zazwyczaj używam w tym celu wbudowanej w mBank kategoryzacji wydatków z delikatnymi modyfikacjami w Excelu, spędzając na tym maksymalnie kilka godzin każdego roku. Wyznając filozofię FIRE kontroluję wydatki zwykle poprzez odcinanie większości wypłaty zaraz po jej otrzymaniu, czego sekwencję dość szczegółowo opisałem w pierwszym wpisie, który wydałem na moim blogu, czyli „Systematyczne oszczędzanie, czyli jak nie wydać całej wypłaty„. To cały sekret mojego oszczędzania, który w parze z budżetowaniem w wersji lite sprawia, że z czasem jestem w stanie znaleźć kolejne drobne źródła oszczędności, a pomaga mi w tym właśnie zestawienie z mBanku, którego próbka wygląda następująco:

Filozofia FIRE - Budżetowanie bez przesady - kategorie wydatków

Jako, że mBank „podsuwa” zbyt wiele różnych kategorii to używam własnego Excela (jak w przypadku inwestowania) do wykonania swojej własnej, lepszej kategoryzacji moich wydatków. Robię to bardzo rzadko, dość pobieżnie i jedynie po to, by zrozumieć długoterminowy trend moich wydatków. „Obróbka” pliku .csv, który zaciągam z mBanku kończy się (stale) niezbyt szczegółowym zestawieniem, którego najważniejsze pozycje to „suma” na dany miesiąc oraz średnia krocząca, która pozwala mi zmierzyć, czy przypadkiem się nie „rozszalałem” i czy nie przydałoby się opanować swoich wydatków:

Filozofia FIRE Budzetowanie bez przesady arkusz

Powyżej podane liczby są (na potrzeby wpisu) dobrane losowo, ale na tyle dokładnie, by pokazać Ci sposób wykonywania pliku z moim domowym budżetem. Prawdę mówiąc nigdy nie miałem problemu z oszczędzaniem pomiędzy 30, a 70% mojej wypłaty, a inflacja stylu życia praktycznie mnie nie dotyczyła dzięki jednej skutecznej zasadzie, którą stosuję od lat. Chodzi o zasadę nie wydawania więcej niż 10% oszczędności na żaden jeden wydatek, wliczając w to również samochód czy wkład własny na mieszkanie.

Nie wydawaj więcej niż 10% oszczędności

Ograniczenie 10% swoich środków (wartości majątku) na jeden wydatek wiele razy uchroniło mnie przed nierozsądnym zakupem. Choć wcześniej przyznałem, że nie jestem fanem samochodów to wielokrotnie kusiło mnie, by kupić coś „ponad stan”, by móc się trochę pobawić. Dzięki zasadzie, zgodnie z którą nigdy nie wydaję jednorazowo więcej niż 10% swoich środków, oszczędzanie było dla mnie zawsze „bułką z masłem”. Ta zasada spowodowała (wymusiła?) między innymi następujące zachowania:

  • W latach 2013-2014, czyli gdy mój kapitał był niższy od 100 000 zł nie kupowałem auta. Nie chciałem jeździć samochodem wartym mniej niż 10 000 zł, więc ta zasada skutecznie odkładała zakup auta, którego i tak wtedy nie potrzebowałem.
  • Dzięki tej zasadzie zawsze miałem sporo środków na inwestowanie i nigdy nie chciałem przeznaczyć większej części środków na wkład własny na mieszkanie. Teraz gdy moje aktywa są dużo więcej warte niż w 2014-2015 roku bezproblemowo mógłbym z 10% mojego kapitału sfinansować wkład własny mieszkania, co zresztą niebawem zrobię, nie tracąc wtedy zbyt wielkiej części majątku.
  • To oczywiste, ale ta zasada bardzo pomogła mi nie kupować zbyt wielu gadżetów przy pierwszych większych wypłatach. Wiele moich znajomych, otrzymując pierwsze wielotysięczne wypłaty kupowało nowoczesne komputery, telefony komórkowe i sprzęt RTV/AGD i „tak w to wpadli”, że teraz, po wielu latach, nie mają oni ani grosza w aktywach w postaci np. akcji lub obligacji.

Poza ograniczeniem każdego wydatku do wartości maksymalnie 10% moich aktywów, żyję zgodnie z filozofią minimalizmu. Pisałem o tym we wpisie „Praktyczny minimalizm, czyli o wiele mniej zmartwień„, a chodzi głównie o to, że zamiast dokładać rzeczy do swojego „inwentarzu” raczej staram się posiadać ich określoną liczbę i jedynie wymieniać lub pozbywać się ich (zwykle sprzedając), gdy te się popsują lub nie będą już mi potrzebne.

Wymieniaj rzeczy zamiast ich dokładania

Obserwując niektórych znajomych mam wrażenie, że ich życiową misją jest gromadzenie dóbr materialnych. To trochę tak jakby więcej miejsca w mieszkaniach/domach potrzebowali nie dla siebie, ani dla swoich bliskich, ale by było gdzie przechowywać ich „majątki trwałe”. Dla mnie posiadane rzeczy mają głównie znaczenie utylitarne i jeśli np. posiadam jedną maszynkę do strzyżenia włosów to raczej kupuję taką z wyższej półki, która służy mi na lata. Jeśli po latach ulegnie ona poważniejszej awarii to zawsze staram się ją naprawić, lub sprzedać, wymieniając ją na nowszy model i unikając posiadania „zbyt wielu rzeczy”. Nie mówiąc już o pokusie kupowania gadżetów, które w teorii mnie uszczęśliwią, a w praktyce tylko zagracą mi dom. Na poniższym diagramie zobrazowałem podział rzeczy jaki mam obecny w umyśle zawsze, gdy coś kupuję:

Filozofia FIRE - Budżetowanie bez przesady - rzeczy

Najszerszą kategorią są rzeczy, które mogę kupić, czyli wszystkie przedmioty dostępne na rynku. To oczywiste, że nikt z nas nie kupi wszystkiego, co kupić można (byłoby to niemożliwe z punktu widzenia czasu i przestrzeni), więc mentalnie wydzielamy sobie „szufladkę” z rzeczami, których mniej lub bardziej pożądamy, albo po prostu chcemy kupić. Sam staram się nie dawać swojemu umysłowi sterować moimi nawykami zakupowymi, wydzielając dodatkową (bardzo rozsądną) kieszonkę z napisem „rzeczy, których potrzebuję”.

Moją metodą na niekupowanie niepotrzebnych rzeczy jest zwykle „przespanie się z planem na kupno przedmiotu”. Jeśli kolejnego dnia rano wstaję i dalej czuję nieodpartą potrzebę posiadania przedmiotu to po prostu dokonuję zakupu, upewniając się, że jego „stara wersja” w moim inwentarzu zostanie w ciągu tygodnia sprzedana. Kiedy już zrozumiesz brak potrzeby posiadania nadmiaru rzeczy bez trudu znajdziesz czas i pieniądze na inwestowanie, które należy zacząć tak szybko i tak intensywnie (pod względem środków, a nie wybieranych aktywów :P) jak to tylko możliwe.

Inwestuj młodo, dużo i konsekwentnie

Gdy już zmobilizuje się swoje środki do oszczędzania to warto zacząć inwestować jak najszybciej i jak największą częścią kapitału. Pisałem o tym już we wpisie „Jak zostać bogatym? Procent składany w praktyce„, w którym postawiłem kontrowersyjną i często niepopularną wśród polskich internautów tezę, że warto inwestować w młodym wieku, choćby przy użyciu małych środków, bo czas i procent składany zrobią swoje. Udowadniam to poniekąd we wpisie „Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?„, w którym zestawiam ze sobą osoby zarabiające przeciętnie i ponadprzeciętnie, pokazując, że wczesne inwestowanie pozwala wygrać w nawet bardzo nierównym pod względem zarobków wyścigu.

W obecnej chwili sam jestem w stanie zaoszczędzić około 70% swoich miesięcznych dochodów, z których całość przelewam od razu na konto maklerskie, na którym przy pomocy kont IKE, IKZE i „zwykłego” maklerskiego sukcesywnie buduje swój portfel inwestycyjny. W czasach, gdy akcje spółek giełdowych są wyceniane blisko ich wieloletniej średniej historycznej (C/Z S&P poniżej 20) inwestuję głównie w akcje, a w czasach, gdy na rynkach jest drogo powoli redukuję ich udział w portfelu, kosztem obligacji, gotówki i kruszców.

Co do tych ostatnich to przyznam, że traktuję je nieco po macoszemu i tymczasowo, bo zmiennością nie odbiegają one od akcji (patrz: ostatni wpis portfelowy, czyli „W co inwestuję w drugim półroczu 2021 roku? Mój portfel inwestycyjny„), ale nie będę się w tym wpisie wgłębiał w szczegóły mojego inwestowania, bo wpisów jemu dedykowanych mam na blogu dosyć sporo (kategoria: Inwestowanie). Istotną część portfela odgrywają u mnie zwykle akcje spółek dywidendowych i obligacje korporacyjne, a spływające odsetki i dywidendy nie dość, że motywują mnie do dalszego inwestowania to jeszcze przygotowują grunt pod przejście na wcześniejszą emeryturę, pokazując, że z dywidend i odsetek da się żyć (jeśli interesuje Cię to to sprawdź też wpis „Jak osiągnąć 5000 zł z dywidend i odsetek miesięcznie?„. Mój schemat działania w każdym miesiącu wygląda następująco:

Filozofia FIRE - Inwestowanie dużo młodo i z dyscypliną

Mimo, że w moim życiu często pojawiają się większe wydatki, które nierzadko wynoszą niewiele mniej niż wysokość moich miesięcznych zarobków (chodzi głównie o podróże, np. bilety lotnicze, czy koszty zakwaterowania), to na przestrzeni ostatnich 7 lat nie zdarzył się ani jeden miesiąc, w którym bym nie oszczędził i nie zainwestował ani złotówki. Podstawą w długoterminowym inwestowaniu pieniędzy jest żelazna dyscyplina i konsekwencja w działaniu, a czas, który moje środki „spędzą” na rynku to podstawa filozofii FIRE, wg której staram się żyć już od ładnych paru lat. Kolejnym nieodłącznym elementem stylu myślenia przyszłych młodych emerytów jest długodystansowe planowanie, które sam wykonuję odkąd zacząłem zarabiać pieniądze, czyli do 2013 roku.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Planowanie (bardzo) długodystansowe

Zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym często zauważam, że ludzie dzielą się pod względem planowania na dwie grupy: na tych, którzy nie planują w swoim życiu prawie niczego oraz na tych, którzy planować usiłują dosłownie wszystko. Warto przy tym wspomnieć, że ta druga grupa, czyli „planujący” mają tendencję do przesady i wpisywania w Excel każdego szczegółu i szczególiku oraz planowania w interwale dziennym, co często zajmuje im więcej czasu niż wart jest efekt tej czynności.

Jeśli o planowanie swoich finansów i inwestycji chodzi to według mnie zdecydowanie wystarczy częstotliwość miesięczna, kwartalna, a nawet roczna, bo (całościowo) planujemy kilkadziesiąt lat, a nie kilkanaście miesięcy naszego budowania majątku. Powinno to znacznie ułatwić modelowanie swoich przyszłych zarobków, wydatków i estymację (a raczej guess-tymację ze względu na wysoką niepewność przyszłości) tego kiedy będziemy zdolni osiągnąć finansową niezależność. Zacznę od opisu pliku, który przygotowałem w ramach wpisu „Jak zaplanować swoją wolność finansową? Mój plan sprzed lat„, w którym usiłowałem kiedyś zaplanować swoją finansową przyszłość.

Zdefiniuj realistyczne wydatki

Nie tak dawno, bo kilka miesięcy temu opublikowałem na blogu wpis z linkiem do uproszczonego arkuszu do planowania wolności finansowej. Choć jestem świadom niedoskonałości tego narzędzia to mentalnie bardzo mi ono pomogło z rozpoczęciem dynamicznego oszczędzania i inwestowania w latach 2013-2014 i uważam, że nie byłbym (finansowo) w miejscu, w którym jestem gdyby nie taki „prosty plik Excel”. Jednym z najtrudniejszych, ale i najważniejszych zadań przyszłego młodego emeryta jest zaplanowanie realistycznych wydatków, które najprościej robi się na bazie historii i odrobiny zdrowego rozsądku. Zakładając, że posiadasz jakikolwiek arkusz z budżetem z ostatnich lat takie zajęcie powinno być dla Ciebie bardzo proste. W moim podejściu uzależniłem wydatki od zarobków, zakładając, że w pierwszych miesiącach będę w stanie odłożyć 50% pensji, a więc wydatki wyniosą jej pozostałe 50%. W pliku Excel wyglądało to następująco:

Filozofia FIRE Zaplanuj kazdy szczegol

Do planowania wydatków jest co najmniej kilka podejść, a skategoryzowałbym je następująco:

  • Nie planuj wydatków wcale. Tak długo jak jesteś gotów oszczędzać na początku miesiąca „tak wiele jak to tylko możliwe” właściwie nie potrzebujesz długoterminowego planowania wydatków. Jeden minus to niemożliwość zaplanowania wymaganych dochodów (patrz: kolejny akapit) i ustalenia pełnego planu.
  • Planuj wydatki uzależniając je od kwoty dochodów. Podejście nieidealne, ale dzięki niemu oszczędzasz czas. Procent wydawanych środków możesz określić dla całego planowanego horyzontu jednolicie (mniej realistyczne) lub dostosowywać je do sytuacji życiowej (dzieci, zakup mieszkania) i do swoich zarobków.
  • Planuj wydatki jak najdokładniej, bazując na swojej historii finansowej. To zdecydowanie najtrudniejsza droga, ale też pozwalająca najlepiej zaplanować swoją wymaganą wysokość zarobków w każdym momencie życia oraz termin planowanego przejścia na przyspieszoną emeryturę.

Żeby nie było, że nie ostrzegałem: kolejny akapit może wydać Ci się trochę kontrowersyjny, bo w naszym społeczeństwie wciąż dominuje myśl „w mojej branży nie można dobrze zarabiać”, zamiast „mogę bardziej świadomie wybrać swoją branżę lub się przebranżowić”. Chodzi o to, że w planie – poza wydatkami – warto też spróbować zaplanować zarobki (lub całkowity dochód), który będzie wymagany, by zrealizować swój plan przechodzenia na przyspieszoną emeryturę.

Ustal wymagane zarobki

Niektórym może być naprawdę trudno w to uwierzyć, ale jednym z głównych powodów, dla których po zakończeniu studiów w 2013 roku zdecydowałem się wyemigrować do Szwecji był fakt, że miałem tam możliwość od początku zarabiać na tyle dużo, by móc odkładać znaczące kwoty. Finanse nie były jedynym powodem emigracji, gdyż chciałem się też nauczyć języka i poznać inną kulturę, ale to dzięki tym wczesnym latom za granicą mogłem zarobić i zainwestować pierwsze poważniejsze pieniądze. Może będzie to dla Ciebie trochę osobliwe, ale w momencie podpisania kontraktu wpisałem przyszłe pensje do pliku, sprawdzając, czy ich wysokość (uwzględniając inflacyjny wzrost w czasie) jest wystarczająca, by pozwolić mi osiągnąć mój plan osiągnięcia FI, czyli finansowej niezależności przed 40 rokiem życia.

Jakie są moim zdaniem zalety planowania nie tylko swoich wydatków, ale też dochodów koniecznych do realizacji planu? Jest ich sporo, ale najważniejszymi z nich są:

  • Świadomość wymaganych w realizacji planu zarobków motywuje do ich zwiększania. Gdyby nie mój plan to z pewnością nie dokształcałbym się w swojej branży tak bardzo i nie prosiłbym o podwyżki tak często, jak to robiłem (i to nie bez sukcesów).
  • Wiedza o wymaganych przyszłych zarobkach pozwala sporządzić lepszy/bardziej dokładny plan, w którym uwzględnisz każdy możliwy detal. Im lepszy plan, tym większa wiara w jego powodzenie, co daje kolejny „kop motywacyjny” komuś, kto żyje zgodnie z filozofią FIRE.

Co sądzę o deklarowaniu terminu przejścia na wczesną emeryturę? Myślę, że warto zadeklarować konkretny termin, ale z dokładnością do jednego roku i z buforem +/- 24 miesięcy. Omówię to teraz na moim przykładzie.

Ustal termin przejścia na wczesną emeryturę

Choć taka sugestia może dla Ciebie brzmieć zabawnie to według mnie ustalenie przybliżonej (lub dokładnej) daty przejścia na tryb „życia z odsetek” jest równie kluczowe, co zadeklarowanie realistycznego poziomu wydatków i wymaganego do życia poziomu dochodów dla siebie lub swojego gospodarstwa domowego. Sam deklaruję przejście w „tryb RE” w wieku 40 lat, czyli w roku 2029, ale z pewnością nie załamię się jeśli nastąpi to 1 lub 2, a nawet 3 lata później.

Nie wszystko w życiu da się przewidzieć (bardziej doświadczeni zasugerują nawet to, że w życiu nie da się przewidzieć niczego), a więc w całym ćwiczeniu chodzi raczej o przekonanie się do sensowności celu, jakim jest wolność finansowa. Poza takim przekonaniem, konkretny cel pozwoli nam wyrobić w sobie odpowiednią dyscyplinę, która do powodzenia planu będzie o wiele ważniejsza niż to jak trafnie uda nam się przewidzieć nasze życie finansowe. Swoją drogą: podobne przewidywanie raczej i tak spali na panewce ze względu na jeden lub kilka z poniższych powodów:

  • O ile krótkoterminowo da się całkiem nieźle przewidzieć swoje wydatki to już długoterminowo (zwłaszcza po przyjściu dziecka na świat) staje się to znacznie utrudnione.
  • Nie da się przewidzieć swoich przyszłych wyników inwestycyjnych. Choć historia jest nauczycielką życia to przyszłość (zwłaszcza jeśli chodzi o inwestowanie) jest zawsze niepewna i trudna do przewidzenia. Inna kwestia: nawet jeśli inwestujesz pasywnie, a więc w indeksy i według określonego planu, to pamiętaj, że będą w Twoim życiu momenty, kiedy Twoja psychika „popsuje Ci plany”, negatywnie wpływając na Twój wynik inwestycyjny.
  • Chyba najtrudniejsze w tym wszystkim jest zaplanowanie oraz zapewnienie i utrzymanie wysokich i ciągle wzrastających dochodów. Sytuację upraszcza nieco doświadczenie w jednej z modnych, niszowych i dobrze płatnych branż, ale nic nie trwa wiecznie, więc nie powinno się oszukiwać, że przewidzenie swoich przyszłych zarobków jest wykonalne z dużą dokładnością.

Ze względu na powyższe oraz wiele innych czynników próba przewidzenia/ustalenia terminu przejścia na przyspieszoną emeryturę dla większości z nas będzie kompletnie niewykonalna. Mimo to sugeruję próbować, bo nic tak nie motywuje do działania jak jasno określony cel. Gdy już zaplanujesz wydatki, dochody i ustalisz sobie termin przejścia na przyspieszoną emeryturę koniecznie dowiedz się czegoś o możliwych metodach inwestowania.

Dowiedz się o metodach inwestowania

Jeśli jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga i nie jest to pierwszy artykuł, na który u mnie trafiłeś, to z pewnością wiesz, że piszę tu głównie o inwestowaniu. Jeśli jeszcze nie inwestowałeś i nie masz o samej czynności pojęcia to warto jest zacząć od strony Zacznij tutaj, na której zostawiłem sugerowaną przeze mnie sekwencję czytania wpisów, która powinna pokryć podstawy inwestowania. Podstawowym pytaniem jest „czy powinienem inwestować aktywnie, czy pasywnie?”, a różnice między tymi dwoma sposobami opisałem we wpisie „Inwestycyjny wstęp (2/6) – inwestowanie aktywne i pasywne„. W celu krótkiego przypomnienia dodałem też małą ilustrację, która zawiera najważniejsze wg mnie różnice między dwoma stylami inwestowania:

Filozofia FIRE - Aktywnie czy pasywnie

Choć czytują mnie również osoby bardzo zaawansowane w dziedzinie inwestowania, 95 procentom moich czytelników polecałbym skupienie się wyłącznie na inwestowaniu pasywnym. Większość inwestorów indywidualnych, ze względu na towarzyszące procesowi inwestowania aktywnego emocje, w długim terminie przegrywa z rynkiem (czyli z głównymi indeksami typu S&P500), więc najczęściej dobrym pomysłem jest po prostu jego kopiowanie (If you cannot beat the market, BE the market).

Na szczęście dla nas, inwestowanie pasywne (czyli zazwyczaj w indeksy, a nie w akcje pojedynczych firm) jest to teraz prostsze niż kiedykolwiek . Sam proces opisałem w serii o ETF-ach, która zaczyna się od wpisu „ETF (1/6) – Co to są fundusze ETF i dlaczego warto w nie inwestować?„. Gdy już wybierzemy strategię to najważniejsze jest trzymanie kursu, o którym doskonale wiedział śp. Jack Bogle, założyciel i wieloletni szef towarzystwa funduszy inwestycyjnych Vanguard oraz autor kilku ciekawych książek o inwestowaniu pasywnym, z których część znajdziesz na stronie Polecane mojego bloga.

Trzymaj kurs niezależnie od sytuacji

Jack Bogle przez wielu nazywany jest „ojcem inwestowania pasywnego” i są ku temu naprawdę dobre powody. Przez długie lata przewodził on firmie Vanguard, która była jedną z pierwszych przedsiębiorstw, które wprowadzały do swojej oferty ETF-y (ang. Exchange Traded Fund), czyli tanie i zwykle pasywne fundusze, które naśladują ruchy indeksów akcji, obligacji lub surowców. Jack Bogle umożliwił drobnym inwestorom to, co wcześniej możliwe było tylko dla dużych graczy, czyli inwestowanie w setki i tysiące akcji, tyle że małymi kwotami i bez przepłacania prowizji. Dewizą Jacka było „Stay The Course” (trzymaj kurs), co potwierdza fakt, że nazwał tak jedno ze swoich dzieł, w którym opisał historię tworzenia pierwszych funduszy indeksowych:

Filozofia FIRE - Stay The Course

Do Jacka Bogle szacunek mają inwestorzy indywidualni, więksi gracze, ale też konkurencja, mówiąc o nim, że „jedyny miał zawsze troskę o dobro swojego klienta”. Istotnie, uważam, że w obecnych czasach nie ma lepszej metody na długoterminowe inwestowanie dla zabieganych niż właśnie budowa własnego portfela pasywnego i… trzymanie kursu niezależnie od nastrojów na rynkach. W trzymaniu kursu pomoże Ci zbadanie i zrozumienie swojej skłonności do ryzyka, która (zbyt) często pomijana jest przez ekspertów inwestycyjnych i doradców w bankach, co zwykle kończy się dla inwestora bardzo słabo. Na zbadanie skłonności do ryzyka inwestora mam bardzo prostą metodę, którą opiszę w kolejnym akapicie.

Zbadaj swoją skłonność do ryzyka

W komentarzach na blogu i mailach od czytelników często znajduję teksty w stylu „ważny jest wynik”, „kupuj akcje, bo w długim terminie dają najlepsze zwroty”, lub „obligacje są dla nudziarzy”, co – mimo negatywnego wydźwięku – ma w sobie naprawdę sporo prawdy. W jednym z ostatnich wpisów na blogu, a konkretniej w „Jak przygotować portfel inwestycyjny do emerytury?” rozwinąłem temat kontroli zmienności portfela poprzez dołożenie do niego obligacji. Najważniejsze pytania brzmią:

  • Jak długi jest Twój horyzont inwestycyjny? Przez ile lat absolutnie nie będziesz musiał ruszać/wypłacać tych środków?
  • Jakie obsunięcie kapitału od ostatniego szczytu (ang. drawdown) byłbyś w stanie zaakceptować?

W moim przypadku odpowiedzi brzmią: „40 lat” i „około 30%”, a więc w swoim portfelu staram się mieć maksymalnie 70% akcji i 30% obligacji/innych aktywów, choć jestem świadom, że przy tak długim horyzoncie inwestycyjnym równie dobrze mógłbym mieć w portfelu 100% akcji przez kolejne 10-20 lat. Gdy poznasz swoją skłonność do ryzyka nadejdzie pora na ustalenie planu inwestycyjnego, czyli docelowych proporcji portfela na kolejne (mam nadzieję) kilkadziesiąt lat.

Ustal plan inwestycyjny

Jeśli inwestujesz długoterminowo to do najbardziej przydatnych wpisów na moim blogu będą należeć te o budowaniu portfeli inwestycyjnych. W tym celu polecam Ci przeczytać przede wszystkim wpisy:

Wszystkie trzy dadzą Ci inspirację do budowy pierwszego portfela inwestycyjnego, ale pamiętaj, że przydadzą się one tylko osobom z bardzo długim horyzontem inwestycyjnym przed sobą. Osobom, które chcą jedynie przechować środki polecam przeczytanie tekstu „Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?„, który odpowiada dokładnie na to pytanie. Ważne jest tak naprawdę posiadanie jakiegokolwiek planu, bo jego korekty można wykonywać w kolejnych latach inwestowania. Pomysłów na portfele jest naprawdę mnóstwo, a we wpisach na moim blogu znajdziesz naprawdę różne (często szalone) konfiguracje.

Filozofia FIRE Ustal plan inwestycyjny1

Gdy już zdecydujesz o konkretnym i szczegółowym kształcie portfela pamiętaj, że im dłuższy jest Twój horyzont inwestycyjny, tym rzadziej powinieneś sprawdzać notowania swoich akcji i ETF-ów. Nie jest sztuką posiadanie dobrego portfela przez 2, czy 3 lata. Prawdziwym testem jest egzekucja swojego planu niezależnie od sytuacji na rynkach i żelazna dyscyplina. Bardzo pomaga w tym nie sprawdzanie (a przynajmniej nie sprawdzanie codziennie) stanu swojego portfela, o których już żartobliwie pisałem we wpisie „Psychologia inwestowania, czyli jak inwestować, by nie zwariować„, który swoją droga polecam wszystkim zainteresowanym inwestowaniem.

Nie sprawdzaj stanu portfela zbyt często

To chyba najkrótszy akapit tego tekstu, a koncentruje się on na jednym pytaniu: jak długo wytrzymałbyś bez sprawdzania stanu swoich inwestycji? Jeśli szczera odpowiedź brzmi „przynajmniej miesiąc” to jesteś dobrym materiałem na inwestora długoterminowego. Jeśli dopiero zaczynasz inwestować i już obserwujesz u siebie tendencję do sprawdzania stanu portfela inwestycyjnego raz lub kilka razy dziennie to dokładnie przemyśl dlaczego musisz to robić skoro 99,9% dziennych ruchów cen indeksów prawdopodobnie nie sprawi, że będziesz musiał dokonać równoważenia proporcji portfela.

W moich pierwszych latach inwestowania na giełdzie jednym z moich największych błędów inwestycyjnych było zbyt częste sprawdzanie stanu moich oszczędności, co bardzo negatywnie wpływało zarówno na moje samopoczucie, jak i na jakość moich decyzji inwestycyjnych. Jeśli miałbym zacząć inwestować od nowa, ale z całą nabytą wiedzą to stan swoich finansów sprawdzałbym tylko raz w miesiącu przy okazji dokonywania zakupów kolejnych akcji, obligacji i jednostek ETF-ów. Rzadkie sprawdzanie stanu portfela dodatkowo wspiera radzenie sobie z emocjami, których – z uwagi na pozbawienie się bodźca w postaci notowań – pojawia się o wiele mniej. O emocjach traktuje następny akapit tego tekstu.

Ogranicz emocje związane z inwestowaniem

Zdecydowanie najtrudniejszym zadaniem dla „wyznawcy” filozofii FIRE będzie kompletne ograniczenie emocji związanych z „graniem na giełdzie”. Właściwie to nie powinienem tego tak nazywać, bo osoba poważnie podchodząca do FIRE nie powinna „grać” na giełdzie, a zamiast tego powinna na niej inwestować. Między tymi słowami istnieje nie tak subtelna różnica, pokazująca, że inwestor traktuje rynki poważnie, ale „na chłodno” i z dystansem, a „gracz” nie może przeżyć bez sprawdzania stanu portfela i próby odgadnięcia w której fazie „cyklu emocji giełdowych” jesteśmy. Taki cykl przedstawiony jest na poniższym rysunku, który na potrzeby tego wpisu zdecydowałem się przetłumaczyć na język polski:

Filozofia FIRE - Emocje a rynek

Dla większości inwestorów indywidualnych giełda stanowi świetne źródło emocji, ale według mnie w długim terminie zarabiają głównie Ci, którzy nie emocjonują się nią w ogóle lub znacząco zredukowali radość i smutek związane z odczuwaniem efektów swoich inwestycyjnych decyzji. Jak rozpoznać, że jest się na dobrej drodze do „inwestycyjnego spokoju”? Cena akcji Twojej spółki portfelowej spada o 50%, ale Twoje kryteria są dalej spełnione (albo lampka „kupuj” w Twoim Excelu świeci się jeszcze jaśniej? Nie robisz nic lub ewentualnie dokupujesz akcje tej firmy i to nie dlatego, że mentalnie musisz „uśrednić cenę zakupu”, by na papierze mieć mniejszą stratę, ale dlatego, że jest ona według Ciebie jeszcze większą okazją, niż była w momencie pierwszego zakupu.

To samo odnosi się do inwestowania w indeksy. Cena jednostki Twojego ETF-a rośnie o 100%? Nie cieszysz się specjalnie, ewentualnie zastanawiając czy nie jest zbyt drogi i czy nie wolisz sprzedać jednostek i w zamian zakupić do portfela coś tańszego lub przenieść część środków na obligacje (patrz: rebalancing). Opisuję tu emocje (myśli?), które towarzyszą mi w moim aktywnym inwestowaniu, którego stres praktycznie nie dotyczy (nawet przy dużych spadkach na rynkach akcji) już od paru ładnych lat. Dzięki temu, że posiadam bardzo prosty zestaw kryteriów doboru spółek/ETF-ów do mojego portfela to zawsze wiem czy coś kupić/zostawić czy sprzedać i nigdy nie pozwalam swoim emocjom kierować moimi decyzjami inwestycyjnymi.

Niezależnie czy tak jak ja interesujesz się ruchem FIRE i masz na celu przejście na przyspieszoną emeryturę, mam nadzieję, że przechodząc przez opisane w tym artykule kroki z pewnością wzmocnisz swoją finansowo-inwestycyjną świadomość. Wcielając w życie sugestie, które zawarłem w tym tekście będziesz na dobrej drodze do stania się młodym emerytem (rentierem) lub po prostu bardziej świadomą i dojrzałą finansowo osobą.

Podsumowanie

Choć merytorycznie i technicznie był to z pewnością jeden z prostszych artykułów na moim blogu, to niesie on w sobie bardzo ważny i niezwykle wyrazisty przekaz. Filozofia FIRE nie jest dla każdego i znacznie łatwiej jest do przyspieszonej emerytury dążyć osobom zdyscyplinowanym i z natury mało emocjonującym się, którzy raczej kalkulują niż odczuwają, a wiele aspektów życia mają zaplanowane w każdym szczególe.

Z drugiej strony by wkroczyć na ścieżkę do finansowej niezależności wcale nie musimy „przesadzać” i celować w niezależność w wieku 35 lub 40 lat, a zamiast tego możemy wybrać lżejszą wersję, która zakłada emeryturę w wieku 50 lub 55 lat, lub po prostu większe dochody na tej właściwej emeryturze. Choć piszę o tym bardzo często, ale warto wspomnieć raz jeszcze, że prawdziwie istotnym jest zacząć dbać o swoje finanse poprzez możliwie wczesne , jak najbardziej świadome inwestowanie, na którym nasze życie – niezależnie od celów i planów – z pewnością skorzysta. Mam nadzieję, że wpis czytało się lekko i przyjemnie, a jego treść uważasz za na tyle ciekawą, by zostawić komentarz i rozpocząć kolejną ciekawą dyskusję ze mną lub z innymi czytelnikami.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
4.9 27 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
212 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
asas

Mateusz,
Z tym ubiorem to przesadziłeś – Hollister jest w cenie 😉

asas

Sam mam fetysz na ta markę 😉 – Problem jaki mam to ze jakość strasznie spadła 🤨. Mały TIP – jak będziesz miał okazje to udaj się do sklepu i dokonaj fizycznego zakupu, przy każdym paragonie masz kupon rabatowych 10% który po rejestracji możesz wykorzystać do zakupów online.
PS : Sorry za off-top ale nie mogłem się powstrzymać

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Inwestomat
Akmon

FIRE to cos o czym moglbym czytac co tydzien 😉 Sam staram sie żyć, zgodnie z ta filozofia (pochwale sie z calkiem fajnym skutkiem, 30 lat na karku obecne wplywy pasywne 2tys zl/miesiac. Moze osiagniemy niezależność finansowa w podobnym wieku ;p). Zauważyłem jednak, ze latwo zaczac mocno przesadzać z 'oszczedzaniem’. Sam uwielbiam podróże ale mialem etap, gdy nigdzie nie jezdzilem, a celem byly tylko $$ i praca. Bardzo szybko traci sie wtedy sens zycia. Ciezko znaleźć ten zloty środek. Gdy widzisz np, ze wydajesz w danym miesiacu 4-5 tys zl na podróż(mimo świadomości, ze wspomnienia z podrozy sa bezcenne) a moglbys za to kupic 'euny’ ;D Dopiero sam dojrzewam do odnalezienia tego zlotego srodka i odblokowania sie psychicznie zeby wydatek na „podróże” nie byl przerabiany miesiac w psychice.

Akmon

Mój portfel długoterminowy ma strukturę jaką proponuje m.in. Pan Iwuć 🙂 40% nieruchomości pod wynajem/40% akcje/20% metale szlachetne. Obecnie 1800zł zysku netto/msc mam z mieszkania na wynajem-wiec wpływy regularne, teraz buduję odnogę akcyjną 🙂 (z której obecnie mam nieregularne wpływy z dywidend około 6-7 tys/rok). Akcje dziele na 40% GPW dywidendy(maklerskie)/60% etfy dywidendowe(tu ike/ikze).

Przemek

A ja przy okazji zadam pytanie, które może dotyczyć sporej części czytelników. Jak początkujący inwestor może ocenić swoją zdolność do ryzyka, o ile nie przeżył krachu? Nie mówię tutaj o różnych ankietach, w których wszyscy deklarujemy zakupy po spadkach. Spora część z nas dopiero zaczyna inwestować. Czy jest jakiś sposób na realne określenie naszej tolerancji na ryzyko?

Osobiście wychodzę z założenia, że póki inwestuję małymi kwotami, to wchodzę 100% w akcje, ze strategią zmiany na 80/20 przy osiągnieciu większych kwot. Także biorę tu pod uwagę też wielkość portfela i horyzont inwestycyjny. Natomiast pytanie, czy pierwsze -20% nie pokażą, że to był jednak zły wybór 😉

Agata

Mi najbardziej w zrozumieniu swojego apetytu na ryzyko pomogło zainwestowanie w kryptowaluty w tym roku. Nie są to wielkie kwoty (w porywach max 5% majątku), ale zdążyłam tam przeżyć wielkie wzrosty i spore spadki. Dowiedziałam się o sobie jako inwestorze więcej niz inwestując na giełdzie, gdzie była tylko hossa (zaczęłam inwestować już po spadkach z marca 2020)

Agata

Oczywiście spadki na małej części majątku nie będą mieć na nas takiego wpływu jak utrata 50% całym portfelu, ale myślę, że dla początkującego inwestora to wystarczająco dużo emocji 🙂 Wydaje mi się, że wydzielenie małej części portfela na spekulację/aktywne inwestowanie może nam powiedzieć jak emocjonalnie podchodzimy do spadków/wzrostów oraz przy okazji nauczyć nas więcej o giełdzie niż cykliczne dokupywanie tylko MSCI World

KamilD

Serce mnie boli, gdy czytam twoje artykułu o FIRE, bo wiem, że masz rację, podzielam twoje minimalistyczne podejście, sam nie wydaję na rzeczy zbędne ALE… uwielbiam szybkie i luksusowe auta od dziecka 🙂 Wchodząc do salonu dealera zapominam o wszystkim, więc jak żyć, Panie Mateuszu? A tak na poważnie, dzięki za artykuł, co jakiś czas twoje wpisy o FIRE bardzo dobrze nastawiają mnie na właściwy tor.

Piotrek

Cześć!

Miło czytało się Twój artykuł do porannej kawki 🙂 Jestem raczej na początku drogi, na której Ty byłeś w roku 2013. Mam 26 lat, inwestowaniem zainteresowałem się może dwa lata temu, a w tym roku udało mi się zainwestować pierwsze pieniądze(mam nadzieję, że świadomie). Moje pierwsze kroki na rynkach finansowych to też ogromna zasługa Twojego bloga.

Przypadła mi do gustu filozofia FIRE, jednak nie widzę swojej emerytury w wieku 40 lat 🙂 Ja bardziej celuję w emeryturę około 50-55 roku życia, o czym wspomniałeś na końcu wpisu, a po drodze chciałbym zrealizować kilka „mini emerytur” – zwiedzać świat, pomieszkać w innym kraju przez jakiś czas.

Nie wróżę sobie świetlanej przyszłości jako przedsiębiorca, ale widząc moje obecne zarobki, tym bardziej zestawiając je z rynkiem, myślę, że mam szansę na finansową niezależność pracując na etacie.

Czas pokaże jak mi to wyjdzie. Niemniej dobry plan to podstawa i w pełni się z Tobą zgadzam. Może i ja stworzę sobie plik w excelu, aby chociaż poglądowo sprawdzać gdzie jestem obecnie, a gdzie chciałbym być. Oczywiście w odniesieniu do kryteriów jakie sobie założę.

Nastawiam się na długoterminowe inwestowanie, ale na razie jestem na etapie codziennego doglądania moich inwestycji 😀
Pierwsze pieniądze zainwestowałem w czerwcu, więc może to przez to, że jestem żółtodziobem 🙂

Pozdrawiam!

Piotrek

Dziękuję za odpowiedź!
Po przeczytaniu wszystkich komentarzy pod wpisem jakie do tej pory się pojawiły postanowiłem usunąć aplikację z telefonu. Na komputerze za często się nie logowałem, więc być może problem z głowy 🙂

Zasługi Twojego bloga to ogromna wartość edukacyjna. Czuję, że nie inwestuję w ciemno i wiem co robić w zależności od tego co będzie się działo na rynku.

Na ten moment inwestuję poprzez XTB. Czytałem wpis o inwestowaniu 500zł miesięcznie i ciągle zastanawiam się czy nie przerzucić się na IKE/IKZE do mBanku i pomimo prowizji inwestować tam. Muszę jeszcze raz wgryźć się w plusy i minusy obu rozwiązań.

Zainteresowałeś mnie też inwestowaniem dywidendowym. Mógłbyś polecić artykuły, tematy, które powinienem ogarnąć, aby sobie przyswoić wiedzę na ten temat? Taki dochód pasywny, nawet w wysokości 200-300zł miesięcznie byłby bardzo fajnym dodatkiem 😀

Pozdrawiam

Piotrek

W zasadzie masz rację 🙂 Przy moim inwestowaniu 1000-2000zł na koniec roku może się uzbierać spora sumka, więc przeniesienie będzie miało sens, a czy ze stratą, czy z zyskiem to już loteria 🙂

Bardzo dziękuję, na pewno przeczytam ten artykuł.

Rafał

Chodzi o zasadę nie wydawania więcej niż 10% oszczędności na żaden jeden wydatek, wliczając w to również samochód czy wkład własny na mieszkanie.”

Te 10% to cena kupowanego auta, czy koszt dołożenia do niego? Chodzi mi o standardową sytuację, w której kupując nowe (używane) auto, sprzedajemy stare. Jeśli mam 100 000 zł na koncie i chcę kupić auto za 50 000 zł, sprzedając aktualnie posiadane za 40 000 zł, to mieści się to w „niewydawaniu więcej niż 10% oszczędności na żaden jeden wydatek”? Wg mnie mieści się i Ty również miałeś to na myśli, ale proszę o potwierdzenie 🙂

Piotrek

Cześć Mateusz.
Bardzo podobał mi się fragment o planowaniu i ustalaniu swoich zarobków. Podobnie jak Ty uważam, że jest to kontrowersyjna teza w naszym społeczeństwie, ale zgadzam się z Tobą, że należy (i co ważniejsze można) to robić.
Sam do swojej kariery podchodzę bardzo metodycznie. Już dziś zastanawiam się co może być mi potrzebne na rynku pracy za rok czy dwa. Regularnie przeglądam oferty pracy by wiedzieć co w trawie piszczy, nawet jak nie chce zmieniać obecnego pracodawcy. A przede wszystkim wychodzę z założenia, że moja pensja zależy przede wszystkim od tego co mogę zaoferować pracodawcy i co zrobię w kierunku poprawy wynagrodzenia.

Druga kwestia to najważniejsza zasada oszczędzania „najpierw zapłać sobie”. Chociaż pewnie dla wielu osób 70% pensji to czysta abstrakcja, ale można zacząć od skromnych 5% i regularnie to zwiększać. Ważne by oszczędzanie zaczynać pierwszego dnia po otrzymaniu wynagrodzenia, a nie czekać na to co zostanie przed następną pensją…

I chociaż daleko mi do klasycznego ruchu FIRE, a nawet bardziej zależy mi na FI niż RE, to bardzo fajnie czyta się te materiały i za każdym razem staram się wyciągnąć coś dla siebie, nawet jak nie wszystkie zasady chciałbym wprowadzić do swojego życia 😉
Pozdrawiam,
Piotrek

Piotrek

Zastanawiam się czasem skąd u nas, Polaków bierze się to „finansowe tabu” związane z brakiem rozmów o swoich zarobkach.

Ponieważ, jeżeli w tym kraju zarabiasz powyżej średniej krajowej to albo ukradłeś albo masz znajomości 😉 (oczywiście żart jeżeli ktoś nie wyłapał). Niestety wielokrotnie się spotkałem z takim myśleniem, że na pewno osoba w moim wieku nie mogła dojść do moich zarobków bez układów, pochodzenia z „dobrego domu” (cokolwiek to znaczy) itp.

Ja zacząłem od 30% tylko dlatego, że było to przy szwedzkich zarobkach proste. W Polsce jako młody inżynier oszczędzałbym maksymalnie 10% swoich zarobków.

Tutaj na początku procent pensji nie ma znaczenia. Niech to będzie i 5%, ale regularnie w dniu wypłaty odkładane jako oszczędności, a z czasem samo to będzie motywować do zwiększania tego procentu 🙂

Klaudia

super artykuł,dziękuję pięknie, myślałeś nad napisaniem książki?

Klaudia

To super, w takim razie czekam!

Greg

Spodobało mi się, że zanegowałeś paradygmat internetowych mądrości ludowych mówiący o konieczności skrupulatnego notowania wszelkich wydatków i ścisłego przestrzegania limitów w poszczególnych kategoriach. Ja posunę się jeszcze dalej niż Ty i powiem, że analiza wydatków jest zbędna, o ile wręcz nie szkodliwa.

Ja nigdy tak nie postępowałem. Za to stosowałem się do zasad, które pięknie ilustruje diagram z punktu 2.3. Wydatki na rzeczy mało ważne wycinam, a na rzeczy ważne racjonalizuję. Czyli staram się  osiągać ważne cele możliwie niskimi kosztami – szukając specjalnych ofert, negocjując specjalne warunki itp. W tej sytuacji analiza wydatków nic mi nie da. Jeżeli wiem, że wszystkie wydatki służyły ważnym celom, a do tego każdy z nich był w racjonalnej wysokości – to już się nie da niczego zoptymalizować i analizowanie jest stratą czasu.

Ale ludzie tego nie rozumieją. Dajmy na to ktoś się mnie pyta, ile mnie kosztował urlop w Australii. A ja nie wiem ile. Ale jak to? Niby mógłbym sobie przypominać, ile wydałem na przeloty, ile na wynajem samochodu, ile płaciłem za hotele, restauracje, tankowanie, bilet wstępu do parków narodowych i 2 kartony Little Creatures India Pale Ale. Tyle, że nawet nie próbowałem tego dodawać, bo mi to do niczego nie było potrzebne.

Stosując swoją regułę wydaję ile uważam za stosowne, a nadwyżkę inwestuję. Z biegiem lat ta nadwyżka jest coraz wyższa, bo zarabiam więcej. Ale wydaję tak samo; w ogóle nie czuję potrzeby, żeby w związku z większymi przychodami płacić za rzeczy nieważne albo przepłacać za ważne. I udało mi się przy okazji niechcący osiągnąć niezależność finansową. Trochę jak w barze, gdzie znalazłem taką tabliczkę: „Ten bar jest organizacją non-profit. To nie było planowane, ale tak wyszło”.

Michal

Super wpisa jak wiekszosc Twoich.
Mialem zapedy do FIRE ale obralem nieco inna droge. Zona realizuje swoje pasje, do tego opiekuje sie pociachami a ja musze na to charowac.
Oczywiscie zartuje, odpowiada mi taki styl zycia bo w domu jest wszystko zrobione i obiadek podany pod nos. Do tego zadowolona zona, ktora moze robic to co kocha mimo braku – poki co – jakichkolwiek dochodow.
Niestety koszty ( finansowe) tego sa spore. Z jednej pensji ciezko utrzymac 4 os. Rodzine, kredyt, jechac na wakacje raz w roku i jeszcze odlozyc 70% :).
Dlatego odkladam malymi kwotami, ale wypracowana wczesniej gotowka pracuje dalej i bardzo cieszy.

Pytanie typowo inwestycyjne odnosnie tekstu. Czy posiadasz na kazde swoje aktywo miejsce w arkuszu z wyliczonymi wspolczynnikami i „swiecacymi” na zielono/czerwono wskazaniami „kup”/”sprzedaj”?

Jak taki arkusz wyglada dla etf i dla akcji? Mozesz zdradzic?
Skad ciagniesz info i jakiego programu uzywasz?
Jakie wskazniki sa tam zawarte?

Ps. Przekonujesz coraz bardziej do pasywnego inwestowania – i co ja wtedy bede robil? :).

Michal

Robisz to kwartalnie o konkretnej porze? Wyznaczonej dacie? Czy po wynikach kwartalnych kazdej ze spolek?
Ile masz takich pozycji?
Czytasz sprawozdania czy tylko patrzysz wyniki?
Duzo czasu schodzi Ci na taka analize?

Asia

Cześć Mateusz!

To mój pierwszy komentarz do Twoich treści. Na wstępie dziękuję za blog, na który natrafiłam szukając podcastu o inwestowaniu.
Jestem na samym początku drogi inwestowania, koleżanka, która jest entuzjastką kryptowalut, zachęciła mnie do zagłębienia się w tematykę inwestowania.
Jeszcze wiele odcinków podcastu oraz artykułów na blogu przede mną, równolegle czytam także książkę o inwestowaniu i mam nadzieję, że niebawem zakupię pierwsze aktywa inwestycyjne. 🙂

Jeszcze raz dzięki za merytoryczną wiedzę przekazaną w bardzo przystępny sposób i motywację do działania! 🙂

Agata

Hej,

bardzo fajny wpis Wpisy o FIRE należą do moich ulubionych. Część z tych zasad funkcjonuje również w moim życiu (zachcianki odkładam nawet na pół roku, żeby mieć pewność, że na pewno chcę wydać na to pieniądze). Jedyne nad czym pracuję to odejście od codziennego sprawdzania portfela inwestycyjnego. Może wyjściem jest odinstalowanie aplikacji DM z telefonu? Z drugiej strony bardzo motywuje mnie to do inwestowania.

Pozdrawiam,
Agata

Agata

To zachcianki z ćwiartki „drogie i mało ważne”, inne zazwyczaj realizuję szybciej lub wylatują z listy 🙂 Z czasem na pewno usunę, na razie giełda to nowość, więc jeszcze interesuję się wynikiem.

Adam

Zastanawiam się jak zrealizować zasadę „najpierw zapłać sobie”. Robiłem do tego podejście, ale kompletnie mi to nie wyszło i już mówię dlaczego. Może macie jakąś podpowiedź?

Budżet domowy, a w zasadzie spis majątku na kontach, akcjach itp robię co miesiąc od kilku lat i jest to dla mnie przyjemność. Bardzo mnie to motywuje, że oszczędzamy około 35% zarobków. Natomiast ile oszczędzę na koniec miesiąca, to jest trudne do przewidzenia, bo po prostu wiem jakie miałem wpływy, jakie wydatki a wynik jest naszymi oszczędnościami. Czyli ile oszczędziłem wiem po zakończeniu miesiąca.

Nie sprawdziło mi sie, żeby na początku miesiąca przesunąć te 35% zarobków na inne konto, bo z komfortowego, aczkolwiek rozsądnego wydawania pieniędzy, miałem poczucie, że muszę się szczypać z kasą i żyć od wypłaty od wypłaty. Także „zapłacenie najpierw sobie” powodowało, że czułem realny stres, że brakuje nam pieniędzy/elastyczności w wydatkach. I pomimo, że odkładałem niezłą kwotę, to czułem się jakbym realnie ledwo wiązał koniec z końcem. Czy ktoś miał podobnie?

Jak rozwiązujecie kwestię większych zakupów, które będziecie zwracać? Jeśli najpierw zapłacę sobie, a pod koniec miesiąca okaże się, że potrzebuję kupić buty i robię zamówienie internetowe na 3 tys zł, żeby finalnie zostawić jedną parę za 300 zł, to jak technicznie to robicie?

Piotrek

U mnie to wygląda tak, że miesiąc rozliczeniowy zaczynam od wykonania przelewów na konta oszczędnościowe / inwestycyjne (w tym IKE / IKZE). Do tego mam osobne konto gotówkowe w innym banku, gdzie trzymam jakąś określoną kwotę pieniędzy, więc jeżeli coś wydam z tego konta to uzupełniam ten limit od razu po wypłacie.
Ale ponieważ częściowo rozumiem problem tego stresu to nie jest też tak, ze główne konto czyszczę każdego miesiąca do zera 🙂 Celowo zostawiam tam pewną poduszkę płynnościową, żeby właśnie w ostatnim tygodniu nie mieć tam kilkuset złotych i się stresować że mi braknie na coś. Swoje własne „zero” na koncie ustawiłem na wyższym limicie i pilnuje by nie zejść poniżej tego progu (niech każdy sobie odpowie czy to będzie 1,2,5 czy 10 tysięcy), ale w razie czego te środki są dostępne niczym darmowa karta kredytowa, tylko obsługiwana przeze mnie 😀

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Piotrek
Kamil

Jeżeli np. wiesz że średnio oszczędzasz 35% to na początku miesiaca przelej automatycznie 20% a na koniec dorzuć co Ci tam zostanie.
Ewentualnie nie rób tego. Skoro masz dyscyplinę, jest Ci dobrze to po co to zmieniać?

Paweł

Do zakupów internetowych polecam kartę kredytową – po co zamrażać swoje pieniądze skoro mozna Banku?

Ula

Hej Adam, myślę że ten pomysł pt”najpierw zapłać sobie ” ma na celu taka regulacje w trakcie tzw ” dokręcania sobie samemu śruby „. W moim przypadku poszukiwaniu takiego dobrego dokręcania i utrzymaniu stabilności sprzyja podział wypłaty . Jeśli ograniczę się do życia tylko dla jak największych oszczędności to cel osiągnę ale czuje się jakbym każdego dnia zakładała za ciasne buty i była zmuszona w nich chodzić. Na zasadzie prób i błędów , przesuwam kwoty wydatków znajdujac własną strefę komfortu. Tak przykładowo : pula na odzież ,obuwie , zachcianki wynosi 400 zł miesięcznie czyli 4800zl rocznie. Co miesiąc coś tam kupie ale nie zawsze wyczerpuje ten limit i wtedy to co zostaje przenoszę do puli na kolejny miesiac. Jeśli zaś w danym miesiącu przekrocze limit to odejmuje kwotę przekroczenia od puli w następnym miesiącu. Czyli jeśli wydalam dajmy na to 600zl w czerwcu to limit na lipiec wynosi 200zl. Jeśli przykładowo wydalam 1200zl to kolejne 3 miesiące są bez wydatków z tej puli bo jej nie ma gdyż została wydana. Zatem trzymam się zasady nie mam kasy to nie kupuje nic i wtedy mój ewentualny dyskomfort zmusza mnie do tego żeby trzymać się pewnych granic. Może się zdarzyć ze po upywie roku z tej puli zostaje dajmy na to 1000zl. Wtedy zamykam rok zapisując ta kwotę do puli oszczędności i jednocześnie ja powiększając. Potem podliczam ile zaoszczędziłam łącznie w ciągu roku i jaki to stanowi procent moich dochodów. Odnośnie zakupu obuwia na kwotę 3000zl i pozostawienia jednej pary za 300 zł Twój wydatek wyniesie 300 zł plus koszty zwrotu pozostałych par. 3000zl umożliwiło Tobie taka opcję ale nie zwiększyło wydatków gdyż cześć z niej odzyskałes. Kwestia czasu. Na upartego można odjąć dziś te 2700 i dodać kiedy wrócą. Poza tym granica pomiędzy wydatkami a oszczędnościami są dochody. Pozdrawiam Ula

Dawid

Mateuszu, chciałbym poznać Twoje zdanie na temat chyba mocno intymny, czyli właśnie Twoich kosztów życia. Będąc precyzyjniejszym, to chodzi mi o Twoje podejście do posiadania mieszkania/domu i najmu. Jak to filozoficznie układasz w swojej głowie?

Słucham Cię od 1,5 roku i widzę Twoją dbałość, pozytywną obsesję na punkcie prowizji, opłat za zarządzanie, kosztów, nieprzepłacania, zbierania dywidend, jak najszybszego zwiększania własnych zarobków…a trzyma się Ciebie tak duży koszt, jaki jest najem (z tego, co pamiętam, mogę się mylić, ale najem w obecnej sytuacji średnio miesięcznie jest o 30% droższy niż zakredytowanie się, nie mówiąc już o posiadaniu lokum nieobciążonego kosztami kredytu).

W żadnym wypadku nie chcę Tobie zarzucać hipokryzji! Wręcz przeciwnie! Sam jestem w takiej sytuacji. Też rozróżniam koszt opłaty za ETF’a między 0.2% a 0.6%, a wciąż obecny jest w moim życiu najem, który wydaje się najprostszą formą wzbogacania innych byle by nie siebie (w końcu opłacasz również kredyt…ale cudzy kredyt), ale obecność na rynku i ciągłe zwiększanie tej obecność na rynku jest kuszące, to jednak z każdą płatnością za wynajem przychodzi myśl o zamachu na część inwestycji/całość inwestycji czy nawet zamachu na poduszkę finansową celem kupna mieszkania za kredyt (jest presja społeczna, którą z definicji w ruchu FIRE powinniśmy ignorować, mianowicie widząc znajomych, szczególnie tych co poszli drogą jak najszybszego zakredytowania się nawet na najmniej korzystnych warunkach byle jak najszybciej zrobić to w życiu – przypadkowo często na dołku ceny mieszkań w 2013/2014 roku, i obecnie wzrost wartości ich mieszkania przewyższa już wartość kredytu wraz z kosztami i już mają możliwość kupna kolejnego mieszkania- większego o wyższym standardzie- gdy ja nie mam nawet tego pierwszego na kredyt…).

Jak to sobie układasz w głowie, że żyjesz z tym, i samym sobą w zgodzie? Dodam tylko, że czasami myślę o tym, że „okej zrobię ten zamach na moje inwestycje!!!” ale jednocześnie rośnie obawa że wskakuje w ten pociąg w dosłownie ostatnim momencie i zaraz wszystko się zawali (od rynku nieruchomości do kosztów kredytów, które niebotycznie wzrosną).

To samo pytanie ale trochę szerzej bo to mogłoby nawet dotoczyć zakupu Bitocoina w 2011 roku ale dotyczy tak samo mieszkań: Jak radzisz sobie z myślami, ruchami innych osób, które wydawały się ryzykowne, nieracjonalne, a jednak dały „przypadkowy” sukces, przez który w życiu są o 1,2 kroki przed Tobą? Szczególnie gdy podchodzisz do życia serio, wszystko kalkulujesz przeliczasz a nie daje Ci to przewagi a jedynie zabiera czas z powodu obowiązków i ograniczeń narzuconych samemu sobie.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Dawid
Piotrek

Pozwolę sobie wtrącić 2 grosze jako osoba, która była wielkim fanem najmu ale 4 lata temu zdecydowała się na zakup nieruchomości. Z jednej strony jest wątek, który poruszasz czyli koszty kredytu vs koszty najmu. Dodatkowo jest się u siebie, co pozwala na dowolne dostosowanie mieszkanie do swoich zachcianek i potrzeb. Ale jest się też uwiązanym do danej lokalizacji. Oczywiście to nie jest tak, że raz kupionego mieszkania nie można zmienić, ale jest to decyzja dużo trudniejsza i wymaga większej logistyki (w tym tej finansowej). Często się o tym zapomina przy tej decyzji, ale dużo trudniej podjąć decyzję o relokacji zawodowej gdy ledwie 3 lata temu wprowadziło się do własnego mieszkania i człowiek ma na głowie jeszcze spory kredyt. Najem to koszty, ale też większa elastyczność, a w branży IT ta elastyczność = wiele ciekawych możliwości 😉 Porównanie czystych kosztów najmu do kredytów to jak porównanie kosztów ETFa na najprostszy indeks MSCI a ETFa, który wybiera spółki w jakiś specyficzny sposób (np dywidendowe z EM). Niby w obu przypadkach to jest ETF, ale daje zupełnie inne możliwości i pozwala realizować inną strategię.

Dawid

Mogę być w szalonym błędzie, ale ostatnio moi znajomi, którym powiedziałem, że nie decyduje jeszcze się na zakup mieszkania z powodu elastyczności (żyje nadzieja, że ta elastyczność jest mi potrzebna, gdyż piastuje najniższe stanowisko, w dużej korporacji gdzie po całej Polsce otwierają się nowe oddziały czyt. nowe możliwości awansu z potrzebą przeprowadzki). Powiedzieli mi: „Ale Dawid?! o co Ci chodzi?! Ty nawet jak chcesz, to możesz mieszkanie razem z kredytem sprzedać, a pewnie do tego czasu zdrożeje!” i faktycznie spojrzałem w internet i wydaje się to proste i bez kosztowe i w sumie dopiero wtedy najem mógłby spełniać swoją funkcję, a nie z definicji nastawianie się na starciu życia na najem. Zdaje sobie sprawę ze szalonego ryzyka, jakie niesie ta sytuacja (krach na rynku nieruchomości, załamanie cen, ryzyko wzrostu stop procentowych) i przymus sprzedaży mieszkania wraz z kredytem…ale jednocześnie w obecnej sytuacji, jak i w ostatnich latach to oni mają racje i to oni już myślą o sprzedaży mieszkania i kupna nowego gdzie ja najmuje i wciąż mieszkam ze studentami.

Tak jakby na rynku nieruchomości istniała ta sama zasada co na rynkach finansowych: „time on the market beats timing the market” inaczej mówiąc jak najwcześniejsze zakredytowanie się i posiadanie mieszkania było lepsze od wszystkiego innego.

A idąc jeszcze, dalej mam wrażenie, że moje myśli są „ideowo” stare. Nie żyłem w poprzedni ustroju komunistycznym, wiec nie mam parcia na „swoje” i akceptuje najem. Ale jednocześnie dokonał się kolejny krok do przodu (pokolenie Z) które nie widzi problemu w niczym, czy to w najmu, czy to w kredytach, czy to w leasingu, wynajmowania samochodu, zwrotu rzeczy do sklepu, szeringu ekonomicznego gdzie odsprzedaż mieszkania wraz w kredytem jest jedną z tych prostych i szybkich rzeczy w pędzącym życiu. Korzystają po prostu ze wszystkich możliwości, jakie niesie świat. Nie przeszkadza, im mieszkanie na kredyt nawet jakby to się wiązało z przeprowadzką za granicę, bo nie widzą tych granic, traktując świat jako jedną szeroko dostępną globalną wioskę. Nie widzą granic w każdym aspekcie życia. No po prostu czuję się staro przy takich ideach i czuje powoli presje no moich ideach i skrupulatnym podejściu do życia, czuje jakbym to ja popełniał błąd. Nie jest łatwo lekko, żyć 😛 Jakby Piotrek świat poszedł kolejny krok do przodu a my tego nie zauważamy, ignorujemy to myśląc że to my jesteśmy do przodu (porównując się do rodziców).

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Dawid
Piotrek

A jak nie zdrożeje? A jak akurat nie będzie kupca, a ja będę musiał wyjechać w przyszłym miesiącu? A jak wycenić czas poświęcony na zaprojektowanie i urządzenie własnego mieszkania? A co z aspektem emocjonalnym związanym z „porzuceniem” własnego lokum? Łatwo się teoretyzuje, ale zakup mieszkania to nie jest zakup nowego telefonu. Nie da się tego zrobić w godzinę.

Jak wcześniej napisałem, to 4 lata temu zakupiliśmy własne mieszkanie. Podczas szukania zastanawialiśmy się również nad aspektem potencjalnego wynajmu go dalej lub odsprzedaży. Jednak gdy rozmawialiśmy o ewentualnej zamianie Krakowa na Warszawę / Trójmiasto lub nawet emigrację to jednak pojawiało się jedno kluczowe pytanie „a co z mieszkaniem?”. Wynajmowane mieszkanie „porzucasz” czasami za pomocą krótkiego maila / telefonu. Kupione wymaga dużo więcej pracy 😉

Jednak mój poprzedni komentarz miał na celu głównie jeden aspekt. Nie wolno porównywać samego kosztu kredytu vs najem, bez analizowania innych aspektów (czas, emocje, elastyczność, otoczenie rynkowe itp).

Bartek

Hej Dawid, pozwole sie również wtrącić w rozmowę i dodać kilka rzeczy od siebie.
Po pierwsze rynki mieszkaniowe nie rosna od zawsze i w latach 2007 – 2015 ceny nieruchomosci potrafily spadac nawet 20-30%. Polecam tez zapoznac sie z ciekawym artykulem:
https://wojciechbialek.pl/2021/05/ryzykowna-propozycja.html
Osobiscie wiec czekam na okienko zakupowe miedzy 2025 a 2030. Kredytu na pewno nie wezme poniewaz jest on tani dzisiaj, a nie wiadomo co bedzie za 10-15 lat — ryzyko ze stanie sie on wiele drozszy jest zbyt wysokie. Dlatego do wspomnianego 2025 roku skupiam sie i poswiecam duzo czasu na rozwoj wlasnych projektow (wlasna firma) i zwiekszanie dochodu, by w okresie bessy kupic nawet 2-3 mieszkania.
Innymi slowy: czas, ktory moi znajomi aktualnie traca na zalatwianie spraw z hipoteka, szukaniem mieszkania, bankiem i dokumentami, meblowaniem i projektami ja poswiecam na dlugoterminowe cele, co da nacznie wiekszy zwrot niz rynek najmu/nieruchomosci.

Nie widze problemu w wynajmowaniu mieszkania – koszty kredytowania (marze, prowizje, stopy procentowe, ubezpieczenia itd) czesto wystarczaja nawet na kilkanascie lat wynajmu, wiec moje zalozenie jest takie:
nie kupuje kiedy jest mega drogo, tylko cierpliwie czekam na obnizki, a czas wykorzystuje do pomnazania aktualnych oszczednosci i szukaniu kolejnych zrodel dochodu. Trudna sytuacje mieszkaniowa traktuje jako motywacje do rozwoju mojego malego finansowego imperium 🙂

floridian

Dawid,

Ci młodzi ludzie którzy żyją mocno na kredyt i uprawiają leasing samochodów i sharing jeszcze Bóg wie czego, oraz Twoi znajomi o których mówisz, że mieszkanie z kredytem można sprzedać lepiej „bo do tego czasu zdrożeje” obawiam się nie wiedzą co to znaczy kryzys. Taki np. był w 2008-2009. Ten następny może być o wiele gorszy.

A propos nikt nie każe Ci mieszkać ze studentami. Mając stałą pracę w korpo nawet na niskim stanowisku chyba możesz pozwolić sobie na wynajem czegoś dla siebie.

Pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Bartek

Przypomnial mi sie komiks o porównywaniu do innych 😀
http://img2.joyreactor.com/pics/post/loading-artist-comics-level-wish-4069773.jpeg

Michał

Cześć. Na początek bardzo chciałem podziękować za twoje wpisy na blogu, które dla osób planujących swoją strategię inwestycyjną jest naprawdę ogromną kopalnią wiedzy. Co więcej jako chyba jeden z nielicznych wszystko dokładnie obrazujesz na wykresach, analizujesz i opisujesz, co jest ogromną wartością dodaną twoich wpisów. Podłączam się pod ten komentarz, bo sam ostatnio zastanawiałem się nad tematem. A może planujesz dłuższy wpis w kwestii strategii zakupu własnego mieszkania? – myślę, że byłby to ciekawy artykuł dla osób młodych, przed którymi jeszcze ta decyzja. Czy z twojej perspektywy lepiej zwiększać gromadzone środki na wkład własny (tutaj jeszcze kwestia jak je odpowiednio i bez większych wahań kapitału zabezpieczyć przed rosnącą inflacją; czy poza obligacjami indeksowanymi inflacją proponujesz coś jeszcze?; np. ETF-y obligacyjne?), czy też lepiej nie czekać i brać kredyt hipoteczny, jeśli wiemy już, że chcemy związać się z danym miejscem na dłużej, a i nasza sytuacja w pracy jest stabilna (tutaj chętnie też dowiedziałbym się jak odpowiednio dobrać taki kredyt, na co przede wszystkim zwracać uwagę przy jego zaciąganiu). Z góry dziękuję.

Kamil

Mateusz nie jestem ale Ci odpowiem 😉

Co do bitcoina i innych nieracjonalnych inwestycji to należy na nie patrzeć jak na totolotka. Tak, ktoś wygra i usłyszysz o tej osobie w wiadomościach, kupi sobie fajny samochód i można jej zazdrościć ale prawdopodobieństwo że tak się stanie jest znikome. Na jednego bitcoina który wypalił były tysiące inwestycji które się nie udały np. amber gold. Więc nie zazdrość komuś czegoś co było wynikiem szczęśliwego trafu.

Jeśli chodzi o mieszkanie, to ja mam inne podejście do Mateusza. Kupiłem mieszkanie rok temu, tuż przed lockdownem i bałem się że rynek poleci w dół. Z perspektywy czasu nie żałuje. Wziąłem kredyt w wysokości 1/3 swojej zdolności kredytowej i jest okay.
Jak wiesz gdzie chcesz żyć i w jakich warunkach oraz stać Cię na ratę to kupno mieszkania jest ok. Ważne żebyś mimo tego wydatku w postaci raty generował nadwyżki na inwestycje.

Kamil

Dwie rady:
Kup mieszkanie dwustronne. Bardzo mi brakuje w upał możliwości zrobienia przeciągu.
Druga, uważaj na plac zabaw tuż za oknem. Dzieci generują dużo hałasu.

Powodzenia w decyzjach życiowych 🙂

Grzegorz

Mam teraz 44 lata i uwierz mi – nie chcesz przejść na emeryturę w wieku 40 lat. Fajnie jest mieć więcej czasu na dzieci, dbanie o siebie i przyjemności, ale wciąż odczuwa się potrzebę wyzwań i rozwijania się. 50 albo 55 lat już bardziej, bo wtedy już się wielu rzeczy odechciewa. 40 lat to jeszcze nie ten czas 🙂

Grzegorz

Mam 44 lata i pracuję od 23 lat. Moja praca to sama przyjemność i mogę w niej spokojnie wytrzymać następne lata.
Ale nie musisz czekać do 70 lat i pracować pełną parą. Ja sobie raczej myślę, że będę spowalniał i za kilka lat przejdę na 4/5 albo 3/5 etatu. A potem stopniowo coraz mniej pracy, a coraz więcej czasu dla siebie i na hobby. To przejście na emeryturę to nie musi być jeden konkretny dzień, w którym całe życie przewraca się do góry nogami. Ja to widzę jako proces, który może zająć i 10 lat.
Choć inwestuję głównie aktywnie i nudzą mnie ETF, to czytam Twojego bloga, bo zawsze można poznać inny punkt widzenia. Nie rozumiem tylko polecania obligacji, w obecnie są one gwarantowaną stratą kapitału. Portfel 40/60 albo coś podobnego to można było mieć w latach 1970-1990, ale nie teraz!

Grzegorz

Mateusz, stopy procentowe będą przez najbliższe lata niższe od inflacji. Banki nie podniosą stóp procentowych, bo wtedy rządy nie będą w stanie spłacać swojego długu i ten cały cyrk się rozsypie. Przez histerię covidową wydrukowano niesamowitą ilość pieniędzy i rządy zapożyczyły się na to, bo oprocentowanie jest 0 albo nawet ujemne. Podniesienie stóp procentowych nawet o kilka punktów procentowych w ogóle nie wchodzi w grę, bo oznacza bankructwo prawie każdego państwa. Stopy procentowe pozostaną koło 0 do końca obecnego systemu monetarnego, który będzie w perspektywie 5-10 lat. Co wymyślą potem, nie wiadomo jeszcze. Przy resecie obligacje mogą być anulowane, wiele krajów ćwiczyło takie coś w przeszłości. Więc obligacje po pierwsze dają zwrot poniżej rządowej (znacznie zaniżonej) inflacji. A po drugie są ryzykowne, bo przecież ich nikt nigdy nie spłaci całkowicie. Rządy zapożyczą się coraz więcej i więcej, aż któregoś dnia powiedzą „sorry, te podłe banki nas tak urządziły i nie możemy spłacić”.
Zobacz, ile zadłużone są USA, ile teraz kasy idzie na obsługę długu. A następnie podnieś na papierze stopy procentowe do 5 albo 10% i zobacz, jak wychodzi budżet USA 🙂 Policz takie symulacje, one otwierają oczy.

Ula T-R

Cześć Mateusz! Już ostatnio Ci dziękowałam za kawał fantastycznej roboty przez fb, ale przecież i tędy nie zaszkodzi – ileż ja się już od Ciebie nauczylam! I jak bardzo Ci ufam. Ciągle się zapierasz, że nie jesteś jakimś internetowym guru, ale sorry – jeśli dalej będziesz publikował tak porządnie udokumentowane i jednocześnie przystępnie napisane inwestycyjne „mięso”, to wyznawcy po prostu Ci już nie dadzą spokoju!😉 także jesteś na drodze do Fire i do bycia Guru – heads up!😉
A tak bardziej w temacie postu: odinstalowalam sobie apkę xtb, bo zaczęłam ją otwierać po kilka razy dziennie i czuć okolouzależnieniową ekscytację + w głowie mieć okoloinwestycyjną sieczkę, która mi się zaczęła przedzierać do snów. Także dla spokoju psychicznego odcięłam się. Tylko teraz tak: trzymam 10% inwestycyjnego portfela w gotówce, na czas wyprzedaży akcji (bo sobie spekuluję, że „to” niedługo musi choć troszkę j… tzn. obsunąć się😛). No ale jeśli się odcinam od wiadomości rynkowych (też intensywnie je czytałam na xtb), to skąd ja się dowiem, że przyszedł czas zakupów? Fb też sobie ostatnio wyłączyłam no i co teraz… Tak zwane problemy 1szego świata, co?😉 ale jeśli masz jakąś radę to daj znać😃 a najlepiej wyślij newsletter jak walnie, dobra? Bo z newslettera się nie wypisuję! Pozdrawiam:)

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Ula T-R
Konrad

Hej Mateusz,

Fajny wpis, mocno wpisujący się w moją ideologię 😉
Pamiętam jak jednego roku się zawzialem i postanowiłem notować oszczędności związane z zakupami spożywczymi (nie w sensie rezygnowania z czegoś a jedynie kupowania w promocjach lub większych jednorazowych partiach czegoś co i tak by zostało kupione później itd… Byłem w ciężkim szoku po roku czasu jaka wyszła z tego kwota bo były to dobre wakacje dla 4 osobowej rodziny !!! To samo można zastosować do zakupów ubioru czy zwykłego szanowania rzeczy, przebierając się w odpowiedni strój do odpowiednich czynności jeśli wiesz o czym mówię.
Nie chcę tutaj dobierać ideologii ale najczęściej obserwuje się to u ludzi którzy do wszystkiego dochodzą sami i potrafią szanować to na co musieli zapracować !!

floridian

Pozwolę sobie wtrącić kilka uwag dotyczących tego artykułu. Przede wszystkim kudos dla Mateusza i wszystkich Czytelników których ten wpis motywuje do osiagniecia samodzielności finansowej.

O ruchu FIRE, że taki wogóle istnieje, dowiedziałem sie stosunkowo niedawno. Jako czytelnik portalu „Yahoo Finance” natrafiłem na artykuły opisujace młodych ludzi, którzy za cel obrali agresywne oszczedzanie i spartański styl tryb życia, żeby przejść na wczesną emeryturę i robić to na co mają ochotę zamiast kręcić się w nieustannym kołowrotku wielkiego lub małego biznesu. Okazało się wtedy, że razem z żoną robiliśmy dokładnie to samo nie znając pojęcia FIRE przy czym nie chodziło nam bynajmniej o wczesną emeryturę, ale emeryturę w ogóle bo zaczęliśmy osczędzać i inwestować dosyć późno będąc już koło 40-tki.

Chociaż nie neguję konieczności prowadzenia budżetu domowego i notowania wszelkich wydatków myśmy znacznie uprościli ten proces płacąc wpierw sobie czyli oszczędzając i inwestując a co zostanie przeznaczając na życie. Zaczęliśmy od ok 25% dochodu brutto, potem było więcej. Raczej niż skrupulantna analizę wydatków prowadziliśmy ich racjonalizację. Czy ten lub inny wydatek jest naprawdę nam potrzebny, a jeśli tak to czy nie uda kupić tego (samochód, meble, czy wyjazd na wakacje) po lepszej cenie. Ale też staraliśmy się nie przesadzać bo główny wysiłek przeznaczyliśmy na inwestowanie słusznie zakładając, że tam leży klucz kreaowania bogactwa szczególnie kiedy okazało się, że zwiększanie rocznych przychodów w naszych zawodach stało się raczej trudne. Niemniej jednak konieczność parokrotnej zmiany pracy, a tym samym przeprowadzek ze stanu do stanu okazała się niezbędna.

Pomimo to po kilkunastu latach wyrzeczeń zarabiając w granicach średniej lub nieco poniżej udało dojść do poziomu który Mateusz określa jako FI. Potem kiedy zaczęliśmy inwestować w nieruchomości i zbudowaliśmy niezły dochód pasywny przyszedł czas żeby myśleć o emeryturze. Nawet wybudowaliśmy w tym celu dom naszych marzeń z którego rzadko korzystamy bo trzy lata temu nastąpił przełom w naszych finansach kiedy dochody z pracy niespodziewanie wzrosły, a dochód pasywny przekroczył wszelkie oczekiwania. Dlatego ciągle tkwimy na posadach (co prawda w dobie pracy online to jest z reguły parę dni w tygodniu) więc zamiast się nudzić wolimy być aktywni zawodowo.

Teraz ciągle trzymamy się zasady płacenia sobie wpierw, a przy wysokich dochodach to co zostaje pozwala nam na życie na niezłym poziomie. Ale chociaż wydajemy sporo nie czuję potrzeby, żeby w związku z większymi przychodami kupować rzeczy nieważne albo przepłacać. Dlatego w pewnym momencie przyjęliśmy zasadę podobną do Twojej dotyczącą zakupów wielkobudżetowych. Np. na samochód możemy wydać miesięczne dochody, a dom kupić za roczne. Jak do tej pory sprawdzało się to bardzo dobrze, tyle że przepłacania nie lubię więc oprócz kupowania nowych aut wolę od czasu do czasu kupić prawie nowe 1-2 letnie po małym przebiegu ciągle na gwarancji.

Kiedy zaczynaliśmy naszą podróż w kierunku samodzielności finansowej spodziewaliśmy się że być może kiedyś ją osiagniemy. Teraz z perspektywy 30 lat mogę powiedzięć, że rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze marzenia.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Konrad

W temacie życia z dywidend itp… spotkałem się z ciekawa teoria że „nie interesuje mnie kurs spółki dywidendowej tylko jaki ona wyplaca % dywidendy historycznie bo i tak nie mam jej zamiaru sprzedawać”
Ale ciężko mi było przekonać nawet na dość ewidentnym przykładzie. Zalozmy że zainwestuje w spółkę X 100.000 i ona będzie płacić dla przykładu co roku 5% czyli dostaje 5.000zl, jeśli jej kurs spadnie 50% to już za rok dostanę 2500zl przy kolejnym spadku do załóżmy 20000 to już tylko 1000zl.
To tylko tak ku przestrodze bo być może komuś też przyszła do głowy taka dziwna zależność że skoro spółka wypłaca co rok ten sam % to jej kurs nie ma dla mnie znaczenia 😉

Piotrek

Mylisz dwie kwestie. Zmiany cen akcji i zmiany wartości dywidendy. Spółki nie wypłacają dywidendy w zależności od ceny akcji tylko od zysku. Mogą być przypadku, że kurs mocno spadnie w wyniku jakichś zawirowań na rynkach, ale dywidenda pozostanie na tym sam poziomie. Szczególnie jest to popularne w Stanach czy UK, gdzie wiele spółek stara się by ich dywidenda była nominalnie rosnąca (ale patrząc w dolarach czy funtach a nie % do kursu akcji). Dlatego w portfelach dywidendowych spadki cen akcji często są okazjami do zakupów – oczywiście jeżeli nie są podyktowane informacjami, które mogą oznaczać obniżenie zysków a co za tym idzie obniżenie nominalnej wartości dywidend. Patrz przykład cały polski gamedev od początku roku. Przez premierę JEDNEJ gry, JEDNEJ spółki – praktycznie wszystkie zaliczyły potężną korektę, a część z nich wypłaca dywidendy. Czy nieudana premiera Cyberpanka oznacza obniżenie zysków innych spółek z tego sektora – mam wątpliwości 😉 Działa to też niestety w drugą stronę. Jeżeli kurs spółki gwałtownie rośnie to wcale nie oznacza, że Twoja dywidenda też wzrośnie w takim samym stopniu 😉

W przypadku dywidend interesuje Cię po jakiej cenie Ty kupiłeś akcje, jaką dywidendę wypłaca spółka obecnie i co najważniejsze jaki ma potencjał do jej wypłaty w przyszłości.

Konrad

Piotrek
Dokładnie jest tak jak piszesz i to miałem na myśli ale być może źle to opisałem ale właśnie o ten popełniany błąd mi chodziło.
Zalozmy spółka kosztuje 100zl i ktos kupił 10szt , spółka przeznacza z wypracowanego zysku jakiś tam procent i wychodzi 10zl na akcję więc wychodzi 10%. Za rok spółka kosztuje 50zl i z wypracowanego zysku znów jakiś tam procent i załóżmy wychodzi 5zl na akcje to dla kogoś kto kupił po 100zl jest to 5% w danym roku a często czytam komentarz ” nie ważne po ile kupiłem bo znów jest to 10% w momencie wyplaty dywidendy” Właśnie ludzie pomijaja fakt po ile oni kupili tylko sobie patrzą jaka jest cena w momencie wyplaty dywidendy.

Co do gamedev wiem chyba o której spółce możesz mówić bo jakiś czas temu właśnie wspominałem Mateuszowi że te 400zl będzie fajna cena biorąc pod uwagę że osunięcie było efektem spadku CDR!

Piotrek

A to faktycznie, źle zrozumiałem Twój pierwszy komentarz bo myślałem, że sugerujesz, że właśnie dywidenda zależy od obecnego kursu 😉 Ważne, że się zgadzamy na koniec.
Oczywiście użyty przykład Playwaya nie jest rekomendacją, a posłużył tylko do celów edukacyjnych 😀

Chris

Gdzie kupujesz herbatę?

Basia

Bardzo bliska jest mi filozodia Fire. Kilkanascie lat temu pieniadze, namsie za bardzo rozchodzily. Zgodnie z porada bliskiej znajomej zyjemy z jednej pensji odkladajac 100% z drugiej. Od razu pojawily sie efekty bo sa pieniadze i na inwestycje i na oszczednosci i na zabezpieczenie dzieci i na emeryture. Mamy specjalne konto na ktore wplywaja wszystkie nadprogramowe pieniadze typu premie zwroty podatku dzieki ktoremu mozemy sobie pozwolic na podrozowanie po calym swiecie. Dodam ze zyjemy oszczednie ale nie mam poczucia ze odmawiamy sobie czegokolwiek. Moze komus taki system sprawdzony wsrod wielu naszych znajomych sie przyda

funboy

Super (jak zawsze) wpis.
Do wysokiego merytorycznie poziomu już się przyzwyczaiłem 🙂 ale zaskakujesz dużą świadomością tego jak będzie wyglądał budżet domowy po powiększeniu rodziny. Fajnie, że to kalkulujesz. Ja mogę tylko doradzić abyś założone „koszty” pomnożył x2 czy nawet 4 🙂 Piszę w cudzysłowie bo to dla mnie nie koszty a inwestycja. Ktoś na stare lata tę przysłowiową szklankę wódki mam nadzieję mi poda 🙂

A już zupełnie poważnie to well done! Jesteś już w bardzo dobrym miejscu będąc wciąż przecież młodym człowiekiem. Osobiście FIRE zrobiłem na mieszkaniach na wynajem a teraz dobudowuje nogę dywidendową więc Twoje wpisy bardzo pomocne i dla mnie naprawdę na czasie.

Co tam mogłem to poklikałem na fb. Podcastów słucham na apce Spotify ale mam nadzieję to też jakoś wpływa na zasięgi 🙂

funboy

Z dziećmi oczywiście napisałem z przymrużeniem oka. Bez nich to szczerze życie było by niekompletne. Są najważniejszym składnikiem mojego portfela 🙂

Mieszkania dają stabilny, comiesięczny cash flow a przy okazji ich wartość znacząco wzrosła więc nic nie stoi na przeszkodzie aby w przyszłości np. jedno czy dwa sprzedać i kapitał przenieść np. na giełdę czy po prostu sobie wypłacać emeryturę i pomału przejadać. Mieszkania to też oczywiście dźwignia gdyż zawsze wspieraliśmy się mniejszym lub większym kredytem, który jakby nie patrzeć pomagają nam spłacać inni ludzie.

Dzisiaj bym pewnie w najem w dużych miastach nie wszedł gdyż ceny są już wysokie (będą wyższe oczywiście patrząc na zachód EU) ale zawsze jest jakaś opcja … mniejsze miasta z potencjałem, zaczekanie jak piszesz na kryzysik, garaże, parkingi, REITy, instalacje OZE … z Twoją umiejętnością analizy znajdziesz ten właściwy sposób, tego jestem pewien 🙂

Przemysław

Warto podkreślić kilka spraw o których wspomniałeś:
– nie przesadzać z oszczędzaniem – pieniądze szczęścia nie dają ale dzięki nim możemy spełniać nasze marzenia, realizować pasje , spełniać nasze zachcianki mniejsze lub większe . Przesadne oszczędzanie może nam zabrac radość wydawania a to jest naprawdę ważne.

– nie przesadzać z praca i pielęgnować nasze pasje i zainteresowania – bo gdy dogonimy króliczka i uzbieramy nasze miliony to co wtedy ? Nie wiadomo co robić z tymi pieniędzmi bo żyjemy praca , która zabiera nam pasje i zdrowie. Na szczęście obecne pokolenia maja lepszy work life balance – chociaż zastanawiam się jak to jest u młodych przedsiębiorców.

– kwota kapitału – nie trzymać się jej sztywno , bo gdy ja uzbieramy może okazać się za mała . Gdy uzbierałem swoją kwotę to się okazuje ze potrzebuje większego kapitału – inne stopy zwrotu (gdy zaczynałem swoją drogę to na bezpiecznych lokatach można było wyciągnąć 8 % ) , inne wydatki (dzieci , mieszkanie)

PS Fajny artykuł !

Eryk

Artykuł bardzo dobry i podoba mi się koncepcja przeplatania artykułów wybitnie finansowych z tymi bardziej „życiowymi”. W końcu określona kwota nie jest celem samym w sobie 😉.

Mój komentarz jest komentarzem do wpisu ale również do komentarzy czytelników pod wpisem. Pojawiła się kwestia, czy 40 lat to nie za wcześnie na FIRE, czy nie będziesz się nudził, przestaniesz się rozwijać itd. Ja zawsze patrzę na to jako na opcję, z nikim cyrografu nie podpisałem. Fajnie jest mieć możliwość i móc zdecydować co w danym momencie wybieramy. Praca jest super, rozwijam się itd – ok, pracuję dalej. Nie jest super? Mogę się zwolnić z dnia na dzień. Mogę zacząć pracę w zupełnie innej branży, za mniejsze pieniądze, ale właśnie taką która mnie będzie rozwijała, albo dawała satysfakcję. Mogę nie pracować wogóle. Mogę uczyć się języków, czytać, zapisać się na kolejne studia, na kurs tańca, przeprowadzić się do innego kraju. Czy to nie jest rozwój? Zdecydowanie bardziej niż telekonferencje, power pointy i inne szalenie rozwijające korporacyjne aktywności 😉.

Pozdrawiam
Eryk

floridian

Witaj Eryk,
Uważam, że trafiłeś swoim komentarzem w dziesiątkę. Wolność finansowa pozwala tym co ją osiągnęli na różne możliwości. Możemy dalej pracować jeśli takie mamy życzenie, zmienić pracę, oddać się ulubionemu hobby, albo zwiedzać świat. Najważniejsze jest mieć różne opcje. W jakim wieku to nastapi właściwie nie ma znaczenia. W naszym przypadku będzie to inwestowanie i pomoc innym. Sprawia nam to przyjemność i po przejściu na emeryturę możemy jeszcze więcej w tym kierunku zrobić.
Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
funboy

Dokładnie
Powiem Wam, że odkąd wiem, że wszystkie moje wydatki pokrywają z nawiązką wpływy spoza pracy to mam duży komfort. Odrzuciłem już sporo propozycji zawodowych za większe pieniądze niż mam obecnie. Odrzuciłem gdyż większe pieniądze to byłoby mniej czasu dla rodziny i więcej stresu. Nie musiałem tych propozycji przyjmować. Dobrze mi tu gdzie jestem a mogłem to zrobić tylko dzięki FI.

Dalej pracuję gdyż praca sprawia daje mi satysfakcję i środki finansowe na dalsze inwestycje.

Takie uczucie bycia na emeryturze bez przechodzenia na emeryturę 🙂

KamilD

Mateusz, mam jeszcze jedno pytanie – jak Ci się żyje, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej, ze świadomością bycia całkowicie zabezpieczonym finansowo? Sama poduszka bezpieczeństwa wiele zmienia, jestem ciekaw jak to wygląda mając pół miliona, milion i tak dalej, co do którego wiesz, że nie jest to wydatek odroczony na krótki czas, tylko daleki horyzont.

Greg

Miałem tak samo. 100 tysięcy, czy 500 tysięcy PLN – to mentalnie żadna różnica. U mnie pojawiła się ona w chwili, kiedy wartość płynnych aktywów (czyli bez nieruchomości) podzielona przez oczekiwaną dalszą długość życia w miesiącach (według tabel GUS) dała kwotę, za którą we własnym przekonaniu mógłbym spokojnie żyć. W moim przypadku było to kilkanaście tysięcy złotych, ale każdy ma oczywiście własne kryterium. I co ciekawe, dalszy wzrost tego parametru nie ma jakościowego przełożenia na samopoczucie. Potwierdza się stare porzekadło, że człowiek posiadający 10 milionów dolarów nie jest szczęśliwszy od tego, który ma 9 milionów dolarów. A samo uczucie jest bardzo przyjemne, może trudno je opisać, ale warto doświadczyć.

floridian

Ja bym trochę z tym polemizował, bo jednak samopoczucie kiedy ma 100 tys. lub milion albo 1 milion w porównaniu z 10 millionami może być inne. Bynajmniej nie chodzi mi o samą wielkość zasobów finansowyh, ale także styl życia na które zasoby te pozwolą. Znowu przychodzą na myśl opcje. Możemy dalej żyć w miarę normalnie tak jak żyliśmy poprzednio, ale nie musimy i to jest właśnie ta dodatkowa opcja. Podobnie jest gdy mieszkamy w wielkim mieście, ale np. możemy pozwolić sobie na dom wakacyjny w górach lub nad morzem. Coraz więcej zamożnych ludzi Polsce kupuje drugie domy w Alpach, Hiszpanii, lub na południu Wloch żeby móc spędzać tam wakacje lub zimy. Pieniądze chociaż same z siebie szczęścia nie przynoszą, ale pozwalają na realizację marzeń lub pomoc innym i na tym głównie polega satysfakcja z ich posiadania.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Greg

Może się trochę nieprecyzyjnie wyraziłem. Chodziło mi o to, że zauważalna zmiana samopoczucia nastąpiła z chwilą osiągnięcia niezależności finansowej. Ani powiększanie się stanu konta przed tym momentem, ani po nie miało większego przełożenia na ogólną satysfakcję życiową. Oczywiście opisuję swój przypadek, nie jest to uniwersalna prawda i każdy może reagować inaczej.

drJanek

Świetna robota Mateusz, znowu muszę wyrazić mój podziw. Mam nadzieję, że nie podkarmi to Twojego ego a zachęci do dalszego dzielenia się wiedzą. Gdybym miał możliwość przeczytania tego co piszesz na swoim blogu a szczególnie tego wpisu, który ja odczytuję jako esencję, 15-20 lat temu to hoho (ach ten procent składany), miałbym mega oszczędności 🙂. Także pozytywnie zazdroszczę młodym ludziom którzy tu zaglądają a sam pomimo wieku, dwie dekady później staram się skorzystać. „Czas nie czeka na nas” jak śpiewał Staszek Sojka.

Wiktor

Hej Mati, powiedziałeś ze potrzebujesz około 4 mln zł, żeby zyski z tych 4 mln spłacały ci bieżące wydatki. Trochę się zdziwiłem, bo przy założeniu, że osiągasz 8% zysku netto rocznie to wychodzi 320.000 zł rocznie = 26.500 zł miesięcznie. Zakładasz, że twoje gospodarstwo domowe będzie potrzebowało tyle pieniędzy, czy raczej bierzesz to z dużym zapasem? Nie wiem też, ile % zysku rocznie zakładasz, ale często wspominasz o 8%, dlatego tyle przyjąłem.
Miłego dnia ;))

funboy

Chyba, że 8% to brutto (od tego podatek od zysków kapitałowych) no i inflacja czyli powiedzmy 3,5-4% netto co by dało ok 10K miesięcznie.

No ale niech autor się wypowie 🙂

floridian

Mateusz, zakładasz bardzo wysoką roczną stopę zwrotu szczególnie teraz gdy na rynku po 10 dobrych latach spodziewane są spore zawirowania. Pytanie jest czy idąc naprzód można zakładać 10% zwrot jako realistyczny? Chyba, że wliczasz do wzrostu kapitału roczne dokładanie z zarobków.

Potem już po osiągnięciu poziomu FIRE gdzie jedynym dochodem jest dochód z inwestycji, żyje się niejako z „przejadania” kapitału. Wtedy realistycznie możemy wyciągać rocznie brutto 4-5% i z tego żyjemy. Jeśli nasz przeciętny zwrot z inwestycji wyniesie 6-10% to możemy rocznie żyć z kapitału i go pomnażać. Ale wystarczy kilka niedobrych lat o ujemnym zwrocie i wszystkie założenia upadają. Załóżmy, że mam 5 millionów i wyciągam 5% to będzie to rocznie 250 tys. Teraz jeśli w danym roku jest 20% bessa to 5 milionów spada do 4 (zakładam, że 5 milionów zostaje netto po wyjęciu 250 tys) i wtedy 5% to będzie tylko 200 tys rocznie. Czyli zostaje nam 3,8 mln. Przez następny rok bessa daje negatywne 10%, czyli nasz kapitał to już 3.42 mln, a 5% tylko da 171 tys dochodu. Jak odejmiesz od tego 171 tys to po dwóch latach zostaje tylko 3,171 mln. Żeby wrócić do 5 milionów teraz potrzeba 9,5 roku wzrostu brutto 10% (zakładając że rocznie wyjmujemy 5%) żeby tylko odrobić straty. A przecież do tego jeszcze dochodzi inflacja. W tym scenariuszu wystarczy, że mamy jeszcze jeden roczny spadek (tak jak było to w 2000-2002) i kaput. Wtedy strat możemy już w ogóle nie odrobić. I to tylko wyjmując 5%. Ty zakładasz 10%. Zrób symulację i zobaczysz, że jest to nierealne.

Ja nie tak dawno przeczytałem historię entuzjasty FIRE który myślał, że mając 2 miliony USD w wieku 45 lat będzie mogł pójść na wczesną emeryturę. Przyszedł rok 2008 i 10 lat później w wieku 55 lat musiał szukać pracy. Tym co liczą na znalezienie pracy w wieku 55-60 lat życzę powodzenia.

Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Greg

Generalnie nie lubię się zgadzać z opiniami innych osób i wolę prezentować własne kontrowersyjne tezy. Ale tym razem Floridian nie pozostawił mi wyboru: muszę wyrazić zbliżone zdanie.

Po prostu nie wyobrażam sobie uzależnienia dostępu do środków do życia od uzyskiwania przez kilkadziesiąt lat rentowności kapitału 10% ponad inflację. Milion dolarów może być w miarę bezpiecznym kapitałem dla osoby koło sześćdziesiątki. Ale nie dla 36-latka. Ten nie może ekstrapolować na kolejne 50 lat inflacji i tendencji rynkowych z ostatniej dekady.

floridian

Przepraszam, że wsadziłem kij do mrowiska, ale chociaż jestem wielkim orędownikiem wolności finansowej to wczesnej emerytury już nie tak bardzo.

O ile dobrze pamiętam (staram się odnaleźć ten artykuł bo było to ponad rok temu) to był gość w wieku 46 który miał odłożone $2 mln plus spłacony dom i pomimo to nie dał rady pomimo hossy na giełdzie. Problem był w tym, że „zaczepił” po drodze o 2008. Obawiam się, że następny kryzys może być gorszy. Tutaj przedstawiam artykuł dosyć znanego blogera, który dorzuca swoje trzy grosze na temat FIRE. Nie musisz się z nim zgodzić, ale warto przeczytać.

https://www.financialsamurai.com/suze-orman-is-right-you-need-5-million-or-more-to-retire-early/

P.S. Ten pan mieszka w San Francisco więc jego wydatki to co najmniej 150-200% średniej amerykaskiej. Można poradzić sobie nieźle szczególnie jak się jest blisko wieku emerytalnego za sporo mniej. Milion $ jak pisze Greg razem z rentą państwową (Social Security) zapewni na emeryturze poziem życia klasy średniej, ale nie górnego 1-5%.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
floridian

Na warunki polskie 5 milionów zł to mniej więcej tak jak 5 milionów dolarów w USA, chociaż siła nabywcza dolara w USA jest większa niż złotówki w Polsce nie mówiąc o cenach, które w przeliczeniu na dolary po kursie 3,8 PLN/USD są niższe. Za samochody i elektronikę płaci się w USA 30% mniej, ceny żywności są podobne, a benzyna jest o połowę tańsza. Czynsze i usługi natomiast są droższe. Podatki (w zależności od stanu) są też niższe. Główna różnica to poziom zamożności: w Polsce wartość netto 1 milliona dolarów ma zaledwie 1% gospodarstw domowych, a w USA 10%. Status multimilionera czyli minimum 5 mln USD ma 3%, a w Polsce mniej niż 15 tysięcy gospodarstw czyli tylko 0.1%.

BTW, ten artykuł ma sporo sporo linków, które mogą być użyteczne dla tych co znają dobrze angielski.

Mateusz

Cześć,
słuchając ciebie dochodzę do wniosku, że jestem w podobnej sytuacji co ty kilka lat temu – też zastanawiam się nad wyjazdem z kraju, po to żeby więcej oszczędzić. Czy z dzisiejszą wiedzą i zdobytymi doświadczeniami poleciłbyś dwudziestolatkowi wyemigrować? (Pomijając kwestie covidowe). Czy emigracja jest nadal tak atrakcyjna, czy może Polska nie jest taka zła, co myślisz?

Chris

Co się ostatnio dzieje z blogiem? Czasami nie ładuje się lub ładuje bardzo długo.

Chris

Fakt, ostatnio jest już lepiej. Dzięki za wytłumaczenie.

Akr

Dziękuję za wpis. Na pewno pomoże początkującym inwestorom. Pochwalę się, że akurat po 12 latach od zera do 7 mln kapitału właśnie przeszedłem na emeryturę w wieku 37 lat. Na razie odpoczywam, a dalej coś wymyślę, żeby się nie nudziło🙂

Akr

Tutaj raczej zbieg okoliczności. Trafiłem w dobrym momencie z dobrym biznesem w dobre miejsce. Teraz już to ” nie bardzo” się opłaca. Można wyciągnąć z 20 tys miesięcznie, ale strach przed skarbówkami, inspekcjami, kontrolami nie jest wart tego. Długo nie interesowałem się inwestycjami w rynki, obligacje itp. Inwestowałem w złoto, nieruchomości, kupowałem walutę, która leżała latami na koncie. Wiedziałem, że traci na wartości, ale nie miałem czasu o tym myśleć. Może dzięki temu miałem środki na zakup BTC w cenie 10 000. Sprzedałem przed krachem za średnio 228 000 sztuka na czym zarobiłem prawie 1mln. Żyjemy z żoną skromnie. Mamy dom i samochód. Nie potr, w ujemy drogich ubrań i zabawek. Wydajemy średnio na siebie 2-3 tys. miesięcznie. Duzo wydajemy też na cele charytatywne. Dużo można pisać, ale jeden komentarz tego nie zmieści. Mogę podzielić się swoją historią dokładnie. Może komuś się przyda. Jak człowiek z biednej rodziny dorobił się ponad swoją wyobraźnię i nie odbiło mu.

Akr

Piszeszz, że nie jesteś inwestorem pasywnym, a etat można porównać do EDO. Stracić na tym ciężko, a wyżej wizji szefa nie skoczysz.🙂 No i jeszcze jedno. Największym wyzwaniem po osiągnięciu FI jest zmuszenie siebie do robienia czegoś, bo przecież już nic nie musisz.

Akr

Na prowadzeniu Żabki nie dorobisz się 🙂. Sprzedawaj wiedzę. Nie wiem jak. Nie znam się. Inwestomat (wiedza o etf) i m iwuć (obligacje s. p.)od marca wygeneowalj mi 100 tys. I za taką wiedzę zapłaciłbym. Ale otrzymałem za darmo. Przy okazji ode mnie dobre winko. 🙂 Robicie niesamowitą robotę. Dziękuję

Ula

Hej Mateusz ,

Dołączę do sugestii Akr, ….tak przy okazji.
Nie chciałabym „musieć” płacić za Twoją wiedzę i pracę wkładaną w prowadzenie tej strony. Nie chcę należeć do żadnych klanów, grup itp istnień. Ale chciałabym móc wyrazić Tobie i komentującym podziękowanie za to , że Ty Mateusz stworzyłeś takie miejsce, gdzie można przyjść i zaczerpnąć wiedzy, a my komentujący możemy wyrazić swoje zdanie, podzielić się swoimi myślami , opinią itd. Za Twój wysiłek, czas i nakład pracy, motywujące wpisy, rozpatrywanie różnych finansowych aspektów i poddawanie tego pod opinię publiczną, wzbogacając dany Temat, chciałabym móc wspomóc to miejsce. Uważam , że każdy człowiek, który poprzez swoją pracę, zarobił w życiu jakieś pieniądze, wykaże się zrozumieniem tego, że za darmo nie przychodzi nic. Tak na szybko poddaje pod rozważenie, czy zaistnienie takiej możliwości, zaznaczam „Możliwości” dokonania wpłat bezpośrednio na Twoje Mateusz konto, w ramach tzw wdzięczności za Twój trud nie byłoby ciekawym pomysłem i formą umożliwiającą pozostawienia ” napiwku” z powodu zadowolenia:) z czytanych treści? Gdybyś sobie wyobraził taką powiedzmy Twoją restaurację, z nami , którzy prowadzą w niej dyskusje , spędzając jednocześnie czas na wartościowych życiowo i finansowo dysputach, i przed wyjściem , każdy z nas , lub niektórzy zostawiają finansową gratyfikację?
pozdrawiam Ula.

Ula

Hej Mateusz,super decyzja żeby zasięgnąć języka. Sama jestem ciekawa jaki będzie odzew. Moim zdaniem w którymś momencie trzeba wybrać najważniejsze zajęcie bo na dłuższą metę można się zajechać . Kiedy czytam ile Ty pracy wykonujesz to „czapka z głowy „. Pozdrawiam Ula

Piotrek

Cześć,
wydaje mi się, że szukając odpowiedniego rozwiązania warto zastanowić się nad kilkoma elementami:
1) Łatwość dokonywania wpłaty – wiele form płatności (karta, przelew, blik, paypal itp) a nie jedna wybrana.
2) Możliwość dokonania jednorazowej wpłaty jak i cyklicznych

A z drugiej strony, żebyś Ty jako odbiorca miał
1) Możliwość uzyskania feedbacku
2) Łatwość rozliczenia

Najpopularniejszy chyba jest Patronite, ale nie mam pojęcia czy spełnia te kryteria. Takie rozwiązanie jest fajne, bo daje czytelnikom możliwość wspierania twórcy, ale do niczego nie zmusza. Czasami też twórcy oferują dodatkowy content dla „patronów”, ale to chyba wynika z tego przełamania wewnętrznego oporu pobierania kasy od czytelników.

Zawsze możesz wrzucić na stronę ankietę z pytaniem co czytelnicy myślą o dobrowolnych wpłatach „na chory serwer” 😉
Pozdrawiam,
Piotrek

Piotrek

Dlatego uważam to za dobre rozwiązanie. Wystarczy mała grupa czytelników, z wpłatami na poziomie 10-20zł miesięcznie i obecny koszt serwera się spłaci 😉 Pomijam już, że grupa pewnie będzie znacznie większa, a i kwoty mogą być większe.

Powtórzę to co napisałem Ci prywatnie. Na pewno wiele osób chętnie się dorzuci wiedząc, że zamiast marnować czas na walkę z serwerem czy WordPressem, będziesz mógł go poświęcić na produkowanie treści na takim poziomie jak obecnie 🙂 Szczególnie, że pewnie nie tylko ja doceniam fakt, że nie idziesz na komercyjne układy z fintechami, tylko jesteś tutaj niezależny od wpłat sponsorskich 😉

Piotrek

Dlatego myślę, że powinieneś przestać się zastanawiać „czy”, ale „jak” 😉 Wydaje mi się, że jeżeli będzie to dobrowolne i transparentne to czytelnicy to docenią i się chętnie zaangażują.

Ula

Mateusz pomyśl też o tym , że dzięki Twoim wpisom wielu ludzi zacznie powoli zarabiać lub dzięki pomocy wpisów na blogu uniknie kłopotów ,czy straty . Wtedy oprócz słów podziękowania taka osoba ma szansę okazać wdzięczność nie tylko słowem ale i uczynkiem . My wszyscy korzystamy , zaś koszty ponosisz sam. Popieram Piotrka. Daj czytelnikowi szansę :). Pozdrawiam Ula

Ula

Mateusz nie przez Twoje wpisy ktoś może stracić ale pomimo wpisów. Ja czekam na wyprzedaż akcji bo nie chcę ich sprzedać tylko kupić:).

Akr

Jajestem za dobrowolną wpłatą. Ktoś kto czyta bloga o takiej trmetyce na pewno nie jest głupi. A jak nie jest, to wie, że każda praca ma być odpłatna. Mój dziadek mówił, że za darmo nawet mama tacie nie….

Ula

Cześć Akr i Mateusz:):)
Wiesz są takie powiedzenia, że „za dziękuję się nic nie kupuje” albo, że” w kościele to i ksiądz się za darmo nie modli”, ale nie o to chodzi.
Ja wyszłam z założenia, że skoro ktoś wkłada swój wysiłek, inwestuje swój czas z dobrej i nieprzymuszonej woli, a to co robi jest interesujące, daje do myślenia , inspiruje, pomaga , czy nawet przeszkadza w podejmowaniu nieprzemyślanych decyzji, to zamiast klikać” łapkę w górę”, czy „polub mnie” , czy inne cuda wianki, można by w formie dobrowolnej wpłaty, okazać jak wartościowe są zawarte tu treści. Jeśli nie podoba mi się cały Blog, to po przeczytaniu wychodzę i nie zaglądam tu więcej, jak też nie wrzucam „śwince skarbonce” żadnej złotówki. Ale jeśli, tak ,jak ja to oceniam, np. wpisy o podatkach od Etf czy dywidend , są rozłożone na czynniki pierwsze, jasno wytłumaczone, to ja zaoszczędziłam i czas i pieniądze, na dowiadywanie się, na dzwonienie do US, na zastanawianiu się jak to „ugryźć”. To czemu nie miałabym w ramach podziękowania zasilić budżet wydawcy wpisu?. Skoro bym mogła, to zrobiłabym to. Mało tego, ja mogę zadać pytanie i liczyć na odzew. Zatem czyż nie zyskuję informacyjnie? . Gotowe, podane na tacy, tylko konsumować.Powinnam jedynie sprawdzić , czy się zgadza. Tak rozumiem powiedzenie, ” dawania wędki, a nie ryby”. Daj mi wędkę, pokaż jak ją obsługiwać, zaś to czy ja złowię jakąś rybę,czy nie , to kwestia wprawy i akwenu w którym łowię. Nie będzie mi szło, to zajmę się czym innym. Proste:):), znaczy się łowienie ryb , to np. nie najlepszy pomysł dla mnie :).Tak samo w inwestycjach , czy biznesie. Nikt mi nie da gwarancji , czy mój” przebiegły” plan biznesowy się powiedzie, bez względu na to , czy ja będę hamburgery sprzedawać, czy posadzę truskawki, ale jeśli chciałabym spróbować, to byłabym wdzięczna za info , od czego mogę zacząć, czego się spodziewać, i na co uważać. I za to info , o tych drobiazgach , niuansach mam prawo dostawcę info wynagrodzić wedle uznania, jeśli oczywiście nie wyrzuci mnie z hukiem za drzwi:):), twierdząc: idź , spróbuj , jak ci się uda , to przynieś hamburgera lub truskawki:):). A jak ci się nie uda , to przyjdź , pogadamy o tym. Amen:)

floridian

Nie przejmuj się Mateusz. Ci co czytaja wszystkie Twoje teksty, a szczególnie komentarze do artykułów wiedzą, że doradzasz ostrożność. Jest ciekawy artykuł na Bloombergu dlaczego rynek jeszcze się nie sypnął bo sporo ludzi szczególnie tych młodych ciągle obkupuje 3-4% spadki.

https://finance.yahoo.com/news/lot-very-young-people-going-200729721.html

Ciągle jest sporo gotówki na rynku więc głównie duże firmy idą ciągle w górę, ale któregoś pięknego dnia to wszystko runie i ci młodzi którzy nie przeżyli 2008, 2000-02, czy 1987 popłyną pierwsi. Obawiam się, że bessa tym razem może potrwać parę lat, a ci co planuja „kupowanie dołków,” szybko pozbędą się złudzeń i pieniędzy. Wtedy wygranymi będą ci którzy inwestują w długim okresie i nie będą potrzebować pieniędzy przez co najmniej 10-15 lat.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Ula

Cześć floridian, chcę abyś wiedział ze czytam i doceniam Twoje komentarze i ze jakiś rok temu Twoje jedno zdanie dało mi impuls do działania. Uważam ,że to co piszesz jest bardzo rozważne i często bliskie moim wnioskom. Dziękuję i pozdrawiam Ula:)

Ula

Mateusz, to wspaniale , że bierzesz na siebie odpowiedzialność za to , co przekazujesz, tylko nie rozszerzaj jej już na efekty poczynań czytających . Ty inspirujesz wpisem, do przemyśleń, i masz tu dodatkowe” procesory” do przetwarzania danych , w postaci czytelników. Zatem w myśl powiedzenia „co dwie głowy to nie jedna”.
Istnieje takie prawdopodobieństwo , że ktoś podejmie niekorzystne dla siebie decyzje, na podstawie zbyt pochopnych wniosków, ale za te decyzje odpowiadasz już nie Ty Mateusz. Ja nie przeczytałam jeszcze tu wpisu, że Ty kogoś do czegoś zmuszasz. Raczej poddajesz pod rozwagę i tym samym nie możesz nic więcej zrobić, jak stać na straży i możliwie najlepiej wypełniać swoją rolę.

Piotrek

czekam na „wysyp negatywów”, gdy rynki zaczną nurkować.

Niestety nic na to nie poradzisz. Ludzie są tak skonstruowani, że sukcesy przypisują swoim umiejętnościom (bo przecież nie szczęściu), a dla porażek muszą znaleźć winnego (innego niż oni sami).

Ula

Każdy na coś w życiu czeka:). Ja czekam na więcej treści o podejściu do inwestycji Warrena Bufetta i jego nauczyciela. Na cykl wpisów o praktycznym podejściu do analizy fundamentalnej przetłumaczony na język ludzki :). Od razu dodam że książki dot. powyższych inwestorow czytam ale analizy fundamentalnej nie rozumiem :(. Natomiast ich wskazówki inwestycyjne i filozofia inwestowania są dla mnie drogowskazem.

Ula

Nie mam doświadczenia w kupowaniu dołków. Chce je nabyć , dlatego skonstruował am taki system inwestycyjny , który ma mnie z nimi skonfrontować. Ponieważ nie chce sprawdzać głębokości rzeki obiema nogami to bankructwo finansowe mi nie grozi. Jeśli nie będę ryzykować inwestując ,ryzyko inflacji pokona mnie w długim terminie . Tego bym sobie nie wybaczyla.

floridian

Jak przyjdzie co do czego to Ci pomożemy. Ja pisałem juz raz czy dwa na tym blogu jak inwestuję w spadki, a jeśli dojdzie do pełnej wyprzedaży to będę podawał konkretnie gdzie i ile. Z tym, że mój próg wejscia to korekta minimum 15%. W mniejsze bawić się nie chcę bo szkoda czasu i pieniędzy. Dodaję systematycznie co miesiąc 40% mojego wynagrodzenia, żona dodaje 25% swojego więc te małe dołki mamy pokryte w ramach systematycznego oszczędzania.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez floridian
Ula

Super ,dzięki:):). Ja chętnie uczę się od innych. Wpłacam co miesiąc stałą kwotę, z tym że na razie nie wchodzę jeszcze pełną parą w rynki, licząc, że wraz ze spadkami ryzyko straty maleje i wtedy chciałabym odważniej zainwestować. Ja potrzebuję poćwiczyć, poczuć finansowo jak to jest, wtedy poznam swoje reakcje, myśli. Wirtualnie to proste, np kupić do wirtualnego portfela, ale jeśli idzie o żywą gotówkę, z pewnością jest trudniej , szczególnie na początku inwestycyjnej drogi.