dlaczego nie korzystam z usług robodoradców

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców?

Drogie nakładki na fundusze ETF.

O robodoradcach pierwszy raz usłyszałem w 2017 roku, gdy natknąłem się na ofertę dawnego ETFmatic, które jest obecnie częścią belgijsko-polskiego AION banku. Od początku idea zwielokrotniania kosztu rocznego funduszy ETF, który ponosi inwestor, jedynie za to, że wyręcza się go w transakcjach, nie do końca do mnie trafiała. Popularyzację robodoradców w Polsce rozpoczął wchodzący na nasz rynek w 2019 roku słowacki Finax, o którym wspominałem 2 lata temu we wpisie „ETF (3/6) – Jak kupić ETF? Porównanie ofert, kont i możliwości„, od tego czasu jedynie przyglądając się jego rozwojowi. Dziś chciałbym wyjaśnić dlaczego nie korzystam z usług robodoradców, przy okazji dzieląc się z Tobą moimi przemyśleniami na temat sposobu ich działania, ofert oraz (co najważniejsze) tego, jak korzystanie z takich rozwiązań wpływa na długoterminową stopę zwrotu z inwestycji.

Zacznę od tego, że robodoradcy mają garść zalet, z których główną jest niewątpliwie bycie „ładnym opakowaniem”, stanowiącym uproszczenie procesu wyboru i zakupu funduszy ETF do swojego portfela inwestycyjnego. Jest to jednak opakowanie drogie i zwykle zwiększające cenę bazowych funduszy przynajmniej kilkukrotnie, czyniąc długoterminową inwestycję nieświadomej kosztów osoby zupełnie nieopłacalną. I właśnie dlatego nie znajdziecie u mnie linków afiliacyjnych do zakładania kont w takich usługach ani nie zobaczycie mnie na materiałach promocyjnych i wywiadach prowadzonych przez osoby skojarzone z tym środowiskiem. Wielu blogerów i publicystów finansowych chwaliło oferty robodoradców, zwykle wklejając obok swoje linki polecające lub łącząc ich promocyjne oferty ze swoimi płatnymi serwisami i moim zdaniem nadmiernie skupiając się na ich zaletach, zupełnie pomijając lub bagatelizując ich wady. Czas skontrować popularne w Polsce podejście, przedstawiając obiektywny koszt takich usług w czasie.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym są robodoradcy inwestycyjni.
  • Jak działają robodoradcy i do kogo kierują oni swoje oferty.
  • Ile kosztują usługi robodoradców.
  • Jak koszty i podatki związane z usługami robodoradztwa wpływają na długoterminową inwestycję.
  • Dlaczego sam nie korzystam z usług robodoradztwa.

Czym są robodoradcy inwestycyjni?

Wbrew temu, co można intuicyjnie pomyśleć, słysząc jego nazwę po raz pierwszy, robodoradca nie jest skomplikowanym algorytmem opartym na sztucznej inteligencji mającym za zadanie pokonywanie indeksu giełdowego. Robodoradcy inwestycyjni to płatne „nakładki” upraszczające inwestowanie pasywne, które za określoną opłatą po prostu zarządzają portfelem ETF-ów w imieniu inwestora. Klient robodoradcy ustala zwykle docelowe proporcje portfela (np. 50% akcji i 50% obligacji), a do robodoradcy należy odpowiednie zarządzanie środkami, by z czasem proporcja składników portfela klienta była niezmienna lub możliwie bliska ustalonego benchmarku.

Brzmi prosto? I powinno tak brzmieć, ponieważ stopień komplikacji usługi robodoradztwa nie jest wysoki, chyba że „trudnym” określimy robienie raz na jakiś czas transakcji zgodnie ze schematem, który da się policzyć samemu „w Excelu”? Tutaj właśnie włącza się marketing robodoradców, którzy promują swoje usługi między innymi tym, że są w stanie równoważyć proporcje portfela o wiele częściej od inwestora, robiąc to np. raz w tygodniu, a nawet raz dziennie. W świecie inwestowania dokonano wielu badań świadczących o tym, że częste równoważenie proporcji nie zawsze oznacza wyższą stopę zwrotu z inwestycji i że przeciętnemu inwestorowi powinno wystarczyć dokonywanie rebalancingu raz w miesiącu. Zanim zagłębimy się w meandry szczegółów konkretnych ofert usług świadczonych przez robodoradców, chciałbym jednak trochę lepiej wyjaśnić ich zasadę działania.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam mnóstwo przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu

Jak działają robodoradcy?

Z operacyjnego punktu widzenia robodoradca jest inwestorem, a nie funduszem inwestycyjnym. Świadczy o tym fakt, że powierzając mu swoje pieniądze, zwykle podpisujemy umowę o zarządzanie portfelem, co do złudzenia przypomina usługę prywatnego doradztwa inwestycyjnego. Różnica jest jednak taka, że doradca inwestycyjny z banku zwykle zarządza naszym majątkiem aktywnie, czyli samodzielnie dobierając akcje i obligacje do naszego portfela. Rola robodoradcy jest o wiele łatwiejsza, bo środkami klientów zarządza on pasywnie, zgodnie z ustalonym wcześniej planem na portfel, ograniczającym się zwykle do utrzymywania odpowiednich proporcji akcji i obligacji w portfelu.

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców - jak działa robodoradca

W tym całym procesie zarobkiem robodoradcy, a zarazem kosztem klienta jest dodatkowa opłata, wynosząca nawet 1,2% rocznie, która nałożona na tanie fundusze ETF sprawia, że opłatami zbliżamy się do drogich tradycyjnych funduszy inwestycyjnych. Tu właśnie pojawia się największy argument przeciwko korzystania z usług robodoradców, czyli fakt, że nakładając dodatkowe opłaty na prawie darmowe ETF-y, stają się niejako tym, z czym miały z początku konkurować, czyli drogimi niby-funduszami inwestycyjnymi.

Tyle że nie są one funduszami inwestycyjnymi, co niesie za sobą pewne negatywne konsekwencje podatkowe w postaci braku „parasola podatkowego”, który oferuje np. fundusz Vanguard LifeStrategy, który opisałem w tym wpisie. Zanim wyjaśnię jak działa opodatkowanie zysków klienta inwestującego przy pomocy robodoradcy, opiszę jeszcze ich docelową grupę klientów, czyli osób, którym takie rozwiązania przydadzą się najbardziej.

Do kogo robodoradcy kierują swoje oferty?

Choć pracownicy robodoradców lubią powtarzać, że ich oferta kierowana jest przede wszystkim do zabieganych i początkujących inwestorów, to sam uważam, że jest inaczej. Z mojego doświadczenia skutecznie inwestować mogą jedynie osoby, które rozumieją „w co się pakują”, zatem podstawowe zrozumienie akcji, obligacji i ETF-ów będzie wymagane niezależnie czy chcemy inwestować samodzielnie, czy poprzez robodoradcę. Biorąc to pod uwagę, uważam, że dla początkujących inwestorów kierowana jest oferta funduszy pasywnych, w tym ETF-ów, a robodoradcy są jedynie droższym i wygodniejszym sposobem inwestowania w nie.

Do kogo zatem jest naprawdę kierowana oferta robodoradców? Moim zdaniem do osób mniej świadomych kosztów inwestowania i być może niewystarczająco przygotowanych merytorycznie, które sądzą, że robodoradca to w końcu „doradca”, więc na pewno pomoże im postawić pierwsze kroki w dziedzinie inwestowania. Nic bardziej mylnego, ponieważ potencjalne straty zawsze poniesiemy my, a nie robodoradcy, a zatem osoba nieznająca podstaw inwestowania nie powinna zaczynać lokować środków na giełdzie ani samodzielnie, ani poprzez usługi robodoradców.

Kto może zyskać na korzystaniu z usług robodoradców? Głównie osoby, które inwestują małymi kwotami i dla których niedostępne są tanie usługi maklerskie (np. takie bez minimalnych prowizji transakcyjnych) dla małych kwot. Oczywiście czym innym są usługi robodoradcze w rodzaju amerykańskich Betterment, Wealthfront czy Personal Capital, w których inwestowanie kosztuje nawet 0,25% rocznie, a czym innym kilkukrotnie droższe usługi dostępne obecnie w Polsce, więc powinno się je inaczej oceniać. Skoro już przy kosztach jesteśmy, to omówmy je kompleksowo i na przykładach ofert prawdziwych automatycznych doradców.

Obserwuj mnie na Twitterze:

Subskrybuj mój kanał na YouTube:

Ile kosztują usługi robodoradców?

Robodoradcy często przyciągają nowych klientów faktem, że nie pobierają one kosztów transakcyjnych i możliwe jest inwestowanie za ich pomocą nawet niewielkich kwot. Początkujący inwestorzy mogą jednak wpaść w pułapkę, przeceniając wpływ jednorazowych prowizji transakcyjnych, jednocześnie nie doceniając wpływu corocznej opłaty za fundusz lub usługę, która w długim terminie wpływa na stopę zwrotu o wiele bardziej negatywnie, niż opłaty transakcyjne. Udowodniłem to we wpisie „Jak inwestować 100 złotych miesięcznie? Inwestowanie małych kwot„, do którego lektury serdecznie zachęcam osoby chcące zagłębić się w tematykę wpływu obydwu rodzajów prowizji na długoterminową stopę zwrotu z inwestycji. Tymczasem zaprezentuję Ci ofertę polskich i zagranicznych robodoradców aktualną na I – II kwartał 2022 roku, a po jej zaprezentowaniu dokonamy kilku symulacji.

Koszty transakcyjne i bieżące robodoradców

Na amerykańskim rynku usług robodoradztwa działa kilkanaście firm, z czego dominujące pod względem aktywów dwie, czyli Vanguard i Schwab skupiają jakieś 80% aktywów ulokowanych we wszystkich usługach tego rodzaju. Typowe koszty wiążące się z korzystaniem z usług robodoradcy z USA wynoszą jakieś 0,25% rocznie, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi TER, czyli opłata roczna europejskich funduszy ETF z rodziny Vanguard Life Strategy. To nie przypadek, bo właśnie usługa Vanguard Robo-Advisors jest w Stanach Zjednoczonych najpopularniejszym narzędziem tego typu, a zarazem firmą prowadzącą fundusze Life Strategy, które w Europie przyjmują się właśnie w postaci ETF, stanowiąc największą konkurencję dla lokalnych robodoradców. Porównanie ofert w kontekście ich kosztów transakcyjnych, czyli tych związanych z wpłatami, kupnem i sprzedażą oraz rocznych, czyli tych pobieranych po trochu każdego dnia inwestowania w ciągu roku znajdziesz w tabeli poniżej:

Robodoradca

kraj rejestracji

Koszty transakcyjne

Koszty roczne

Vanguard Robo-Advisors

Stany Zjednoczone

Brak

0,15% - 0,30% rocznie

Schwab Intelligent Portfolios

Stany Zjednoczone

Brak

0%, ale klient musi przechowywać 10% środków w gotówce

Betterment

Stany Zjednoczone

Brak

0,25% - 0,40% rocznie

Wealthfront

Stany Zjednoczone

Brak

0,25% rocznie

Personal Capital

Stany Zjednoczone

Brak

0,25% - 0,50% rocznie

Finax

Słowacja

1,2% za wpłatę poniżej 1000 euro

1,20% rocznie lub 0,60% rocznie, jeśli zapłacimy za jedną z płatnych subskrypcji partnerów Finax

Aion Bank (niegdyś ETFMatic)

Belgia

Brak

0% rocznie, ale 29,99 zł miesięcznie za pakiet uwzględniający ofertę robodoradcy lub 5000 zł na koncie oszczędnościowym i wykupienie usługi Globalne Inwestycje za 19,99 zł miesięcznie

A skoro już przy lokalnych robodoradcach jesteśmy, to warto wspomnieć o tym, że ich usługi są wyceniane znacznie drożej (lub zupełnie inaczej) od tych amerykańskich. Słowacki Finax odstrasza opłatami rocznymi wynoszącymi 1,20% dla osoby korzystającej z podstawowej i dostępnej dla wszystkich oferty lub 0,60% rocznie dla członków SII na poziomie rozszerzonym (obecnie 399 złotych rocznie) oraz dla członków Klanu Finansowych Ninja prowadzonego przez Michała Szafrańskiego (w styczniu 2022 kosztował 799 zł rocznie). Mamy więc drogą usługę, która nawet po kosztownych zniżkach stale jest droższa od wszystkich konkurencyjnych usług tego rodzaju, co wyjaśnię na przykładzie.

Najtańsze obecnie obniżenie opłat usługi Finax to kosztujące 400 złotych rocznie dołączenie do Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych na poziomie rozszerzonym. Płacenie 400 złotych (33,33 złotego miesięcznie) jedynie po to, by obniżyć koszt roczny do 0,60% dla większości inwestorów ekonomicznie mija się z celem, ponieważ:

Oczywiście dostrzegam to, że członkostwo w Stowarzyszeniu Inwestorów Indywidualnych może dać znacznie więcej, niż samą wspomnianą zniżkę, ale nawet po dołączeniu i zbiciu kosztów Finax pozostaje „tym droższym” robodoradcą z ofertą kierowaną do polskiego inwestora. Tańszy jest dawny ETFmatic, który wchłonięty przez belgijski Aion Bank, sprzedawany jest teraz pod nazwą „Aion Globalne Inwestycje” w ramach kosztującej 29,99 zł Planu Smart lub osobno za 19,99 zł miesięcznie dla osób, które mają 5000 złotych zdeponowane na rachunku w Aion Bank.

Ile wobec tego kosztuje usługa Aion Globalne Inwestycje? Dla inwestującego kwotą 50 000 złotych będzie to około 360 złotych, a więc 0,72% w skali roku lub 240 złotych, czyli 0,48% rocznie z zastrzeżeniem, że inwestujemy 90% kwoty, a pozostałe 5000 złotych przechowujemy na rachunku bieżącym w tym banku internetowym. Dla przeciętnego Kowalskiego, który prawdopodobnie chce zainwestować od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, jest to zatem nieco taniej niż Finax, ale wciąż bardzo drogo na tle rozwijanej od lat amerykańskiej konkurencji w postaci Vanguard Robo-Advisors czy Wealthfront. A jeśli Kowalski ma nieprzeciętne środki, wynoszące na przykład 50 000 złotych lub więcej, to prawdopodobnie znajdzie nieprzeciętnie dużo czasu na nauczenie się obsługi konta maklerskiego i samodzielny zakup funduszy ETF, który w perspektywie kilkudziesięciu lat oszczędzi mu setki tysięcy złotych. W jaki sposób? Już tłumaczę.

Wpływ kosztów robodoradców na inwestycję

Początkujący często bagatelizują wpływ kosztów rocznych na stopę zwrotu z inwestycji, myśląc, że „jeden procent w tą czy w tamtą nie ma większego znaczenia”. W długoterminowym inwestowaniu pasywnym każdy punkt procentowy opłat ma ogromne znaczenie, co udowodnię, zestawiając typowe łączne opłaty roczne usług robodoradców i im podobnych w Polsce. Zacznijmy od zdefiniowania „łącznych opłat”, które stanowi suma opłaty za usługę robodoradcy (np. 0,6% lub 1,2% w Finax) oraz opłat funduszy ETF, w które ten inwestuje pieniędzmi klientów.

Zakładając, że typowy „koszyk” funduszy ETF w portfelu robodoradcy kosztuje 0,18% rocznie, czyli tyle ile podał Finax w swoim raporcie opłat za 2021 rok, uzyskujemy zatem łączny koszt w wysokości 0,78% rocznie (dla abonentów wspomnianych wyżej serwisów) lub 1,38% rocznie (dla innych klientów). Porównamy go teraz do nieistniejącej usługi „darmowego inwestowania” oraz do przedstawionej w tym wpisie oferty ETF-ów Vanguard Life Strategy, w której płacimy 0,25% rocznie za posiadanie ETF-a „i już”.

Koszty transakcyjne pomijam, ponieważ można ten ETF kupić obecnie (czyli w 2022 roku) przez prowadzone w euro konto u polskiego maklera XTB całkowicie za darmo (0% prowizji transakcyjnej w handlu do 100 000 euro miesięcznie i brak opłaty za przewalutowanie, bo ten ETF jest notowany w euro) tak długo, jak wpłacimy na to konto środki w europejskiej walucie wspólnej. Efekty porównania powyższych 4 poziomów kosztów rocznych nałożonych na ostatnie 50 lat (1972 – 2021) wartego początkowo 1000 dolarów amerykańskich (USD) portfela amerykańskich akcji i obligacji w dość agresywnej proporcji 80% akcji i 20% obligacji prezentuję poniżej:

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców - 50 lat portfela 80 20 1

Dla osób nieświadomych wpływu kosztów rocznych inwestowania, ale też sposobu działania procenta składanego, może być to otwierające oczy doświadczenie. O ile obciążenie rzędu 1,38% rocznie jest w ciągu kilku pierwszych lat inwestycji naprawdę pomijalne, to z czasem staje się ono ogromnym ciężarem, ciągnącym w dół nasze zainwestowane środki. Koszt roczny rzędu 1,38% sprawiłby, że po 50 latach inwestowania w 80% w amerykańskie akcje z 1000 dolarów zrobiłoby się ponad 86 tysięcy dolarów, co prawdopodobnie brzmi teraz imponująco. Ta kwota wygląda jednak mizernie przy kwocie niespełna 151 tysięcy dolarów, z którą to pięćdziesięciolecie zakończyłby oszczędny inwestor, który wybrał tańszą, bo kosztującą 0,25% rocznie usługę. Nie inaczej będzie w przypadku inwestowania w bardziej zachowawczych proporcjach 60/40 polecanych zwykle osobom zbliżającym się do wieku emerytalnego:

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców - 50 lat portfela 60 40 1

Jestem świadomy, że w 1972 roku nie istniały ani fundusze ETF, ani robodoradcy. Nie istniały wtedy nawet fundusze pasywne, więc zakup indeksu S&P 500 nie był tak prosty, jak może się teraz wydawać, więc symulacja jest czysto hipotetyczna. Liczby jednak robią spore wrażenie, prawda? Inwestując w proporcji 60/40 przez 50 lat amerykański inwestor „zgubiłby” ponad 52 tysiące dolarów, wybierając kosztującą 1,38% usługę zamiast tej, która kosztuje 0,25% rocznie. Najlepsze jest to, że istnieją jeszcze tańsze sposoby inwestowania, które opisałem we wpisie „Proste Inwestowanie Pasywne” wydanym wcześniej w tym roku. Niewiele zmienia też wybór bezpieczniejszego portfela, w którym dominują obligacje, czyli 40/60, który w ciągu 50 lat również „podjedzony” został przez wysokie koszty roczne o około 50%, co doskonale widać na poniższym wykresie:

Dlaczego nie korzystam z uslug robodoradcow 50 lat portfela 40 60 1

Arytmetyka nie kłamie, więc im wyższy koszt roczny, tym więcej straci na tym inwestor, a długi termin inwestycji tylko pozwala to lepiej zobaczyć. Uważam wobec tego, że każdy robodoradca powinien prezentować wpływ kosztów swojej usługi na długoterminową inwestycję właśnie w ten sposób, a nie porównując się do kosztujących 2 czy 3% rocznie funduszy prowadzonych przez Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, które nie są jego bezpośrednią konkurencją.

Wiem, że są osoby, które się z powyższym nie zgodzą, polemizując, że robodoradcy konkurują z TFI, ponieważ – podobnie jak oni – chcą trafić do kompletnych laików, którzy nie mają czasu ani chęci do nauki inwestowania, ale usługi przez nie świadczone są zgoła odmienne. Aktywne zarządzanie kapitałem to coś innego niż oferowane przez robodoradców inwestowanie pasywne, więc jeśli już porównujemy, to powinniśmy robić to wobec usług podobnych, np. „portfelowego” ETF-a Vanguard Life Strategy, który kosztuje obecnie 0,25% rocznie.

Ta z pozoru mała różnica w kosztach (0,25% wobec 0,78% lub 1,38% rocznie) pozwala zaoszczędzić kilkadziesiąt tysięcy dolarów (lub złotych) w długim okresie inwestowania, nawet jeśli robimy to pieniędzmi tak niskimi, jak początkowe 1000 dolarów/złotych bez żadnych dopłat. Oczywiście jest to symulacja historycznej stopy zwrotu, która może się nie powtórzyć i pewnie nie powtórzy się w przyszłości, ale jedno jest pewne – wysoki koszt roczny będzie zawsze ciążył na Twojej inwestycji, więc zdecyduj czy ładny i prosty interfejs wart jest zgubienia 30% lub 50% środków w długim terminie. To niestety nie koniec wad usług robodoradców, ponieważ jeszcze nie rozwinąłem wspomnianych wcześniej podatków, a konkretniej niesprzyjającego inwestorowi sposobu ich naliczania i opłacania.

Wpływ kosztów podatkowych na inwestycję

Wiele osób z pewnością nie jest świadome tego, że robodoradcy powierza się środki w zarządzanie, co w praktyce do bólu przypomina samodzielne inwestowanie w fundusze ETF. Jeśli decydujemy się inwestować bezpośrednio w fundusze ETF to przy tzw. rebalancingu, czyli równoważeniu proporcji portfela, nieuchronnie osiągniemy zysk podatkowy, który w kolejnym roku będzie trzeba rozliczyć. Podobnie jest w przypadku robodoradcy, który zazwyczaj ów rebalancing wykonuje częściej (np. raz dziennie lub raz w tygodniu), wystawiając nas na „ryzyko” osiągnięcia zysku częściej niż jak gdybyśmy robili to samodzielnie np. co miesiąc.

Zupełnie inaczej jest w przypadku tzw. Portfolio ETF, czyli ETF-a portfelowego, którego przykładem jest Vanguard Life Strategy, który owych transakcji wykonuje jakby „wewnątrz funduszu”, sprawiając, że nie generują one dla klienta obowiązku podatkowego, a kapitał mnoży się nieruszony przez cały okres ich posiadania. Z perspektywy urzędu skarbowego, inwestor trzyma ciągle jednostki (certyfikaty) funduszu ETF na rachunku i nie interesuje go to, że ten fundusz w swoim składzie „żongluje” akcjami i obligacjami tak długo, jak inwestor nie dokona transakcji sprzedaży jednostek ETF-a.

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców - rebalancing a podatki

Wspomniany „parasol podatkowy” chroni inwestora przed corocznym płaceniem podatku od zysków kapitałowych, zwanego tez podatkiem Belki, który w przypadku samodzielnego inwestowania i korzystania z usług robodoradcy przyjdzie nam corocznie zapłacić (lub w przypadku straty rozliczyć). Dość skomplikowaną tabelę, która tłumaczy opisany proces, zamieszczam poniżej, radząc skupić się tylko na kolumnach „zysk ze sprzedaży” dotyczących zrealizowanego przez każde rozwiązanie zysku z perspektywy podatkowej:

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców - podatek po roku realizacji zysków2

W powyższej tabeli działają tak naprawdę dwa mechanizmy kosztowo-podatkowe. Pierwszym z nich jest ponoszony przez inwestora w każdym miesiącu koszt usługi, który w przypadku robodoradcy uszczupla środki o 1,38% rocznie, a w przypadku ETF-a o 0,25% rocznie. Uszczupla on zainwestowane 100 tysięcy złotych w dość dużej mierze, ale to nie na nim chciałbym się skupić, bo „głównym bohaterem” tabeli jest zrealizowany zysk, który zobaczysz w kolumnach „zysk ze sprzedaży” dla obydwu wersji inwestowania.

Jak to możliwe, że korzystanie z robodoradcy wygenerowało wynoszące prawie 300 złotych zobowiązanie podatkowe? To dość proste, bo robodoradca, aby utrzymać docelowe proporcje portfela, czyli 60/40, musiał dokonywać w ciągu roku wielu zyskownych transakcji sprzedaży ETF-a akcyjnego, co wygenerowało zysk, a więc i zobowiązanie podatkowe dla inwestora. Fundusz ETF z rodziny Life Strategy robił to „wewnątrz” swoich struktur, nie generując żadnych zobowiązań podatkowych dla inwestora.

W długim terminie jest to bardzo istotne, bo mimo że zysk i tak będzie opodatkowany podatkiem 19% od dochodu przy sprzedaży jednostek ETF-a, to sami decydujemy o tym, kiedy do tego dojdzie, mogąc opóźnić to nawet o kilkadziesiąt lat i inwestując kapitałem, który uprzednio stracilibyśmy na opłacanie zobowiązań podatkowych. Jest to niuans, ale bardzo istotny, więc każdy świadomy kosztów inwestor musi rozumieć, że korzystanie z usług robodoradców to usługa zarządzania portfelem, która w przeciwieństwie do funduszu wieloskładnikowego generuje bieżące zobowiązania podatkowe uszczuplające jeszcze bardziej nasz wynik z inwestycji.

Szukasz taniego konta maklerskiego?

Chcesz założyć IKE/IKZE z szeroką ofertą ETF-ów?

A może wolisz amerykańskie ETF-y?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Dlaczego nie korzystam z usług robodoradców?

Krótka odpowiedź brzmiałaby „dlatego, że nie lubię przepłacać”. Kompletnie nie trafia do mnie retoryka „bycia tańszymi od aktywnych funduszy prowadzonych przez TFI”, ponieważ nie jest to w Polsce wielki wyczyn, co potwierdza istnienie oferty pasywnych funduszy InPZU. W robodoradcach widziałem kilka lat temu nadzieję na spopularyzowanie inwestowania pasywnego wśród laików, z czasem dochodząc jednak do wniosku, że stały się one jedynie „płatną nakładką na ETF-y”, która zamiast pokonać (kosztowo) TFI, stała się tworem do nich w pewnym sensie podobnym.

Dlaczego nie korzystam z uslug robodoradcow mem1

To, dlaczego nie korzystam z usług robodoradców, jeszcze lepiej zrozumiesz, gdy rozciągnę nieco horyzont inwestycyjny, prezentując nie 50, a 100 lat inwestowania w akcje i obligacje. Jestem świadomy, że 100 lat nie jest typowym horyzontem inwestycyjnym i nawet kończącemu w tym roku 92 lata Warrenowi Buffetowi raczej nie uda się go osiągnąć (mimo tego, że zaczął inwestować w młodym wieku), ale taki wykres pokaże korozję kapitału jeszcze lepiej od tych, które przedstawiłem wcześniej.

Bo nie chcę zgubić dużej części majątku

Inwestowanie powinno być moim zdaniem proste i tanie, a samodzielny zakup jednostek ETF-a przez konto maklerskie przypomina nieco wykonanie zagranicznego przelewu bankowego. Wiem, że osoby starsze i nieumiejące posługiwać się komputerem mogą mieć z przelewami problem, ale dla osób poruszających się w świecie cyfrowym ani przelewanie środków między kontami bankowymi, ani kupowanie ETF-ów na koncie maklerskim nie powinno stanowić problemu. Wierz mi, bo „testowałem” to najpierw na rodzinie i znajomych, a później na tysiącach czytelników i czytelniczek bloga i nauka obsługi interfejsu maklerskiego (tu na przykładzie eMaklera) zwykle zajmuje między 30 a 60 minut, co moim zdaniem warte jest tych kilkudziesięciu tysięcy…lub kilkunastu milionów dolarów różnicy w wyniku inwestycyjnym:

Dlaczego nie korzystam z uslug robodoradcow 100 lat przy kosztach rocznych 1

Blogerom, którzy twierdzą, że obsługa konta maklerskiego przekracza możliwości przeciętnego Kowalskiego, odpowiem, że chyba nie doceniają oni Kowalskich. Wśród odwiedzających ten blog znajdują się osoby w różnym wieku, z czego tysiące osób miesięcznie to osoby powyżej 60 roku życia. Z niektórymi z nich prowadzę korespondencję, dowiadując się o postępach w ich nauce inwestowania i tym, że spokojnie opanowują oni interfejsy kont maklerskich, decydując się na najtańsze możliwe inwestowanie pasywne. Zacznijmy zatem doceniać przeciętnych Kowalskich, prezentując im obiektywnie wszystkie formy inwestowania, wybór pozostawiając właśnie im. Sam nauczyłem się obsługi konta maklerskiego lata temu w kilkanaście minut, po prostu testując je na żywych środkach, z czasem doskonaląc techniki zakupu.

Bo nauka obsługi konta maklerskiego nie jest taka straszna

Głównym przekazem tego wpisu ma być to, że nauka obsługi konta maklerskiego związana z decyzją, by w ETF-y inwestować samodzielnie, nie jest tak straszna, jak niektórzy ją przedstawiają. Ogromnym niedocenianiem czytelnika byłoby zarzucenie mu, że nie poradzi z nią sobie, kiedy proces ogranicza się do:

  • Zalogowania się na konto maklerskie.
  • Wyboru funduszu, w który chcemy zainwestować.
  • Ustalenia jego obecnej ceny (w walucie obcej) i jej obecnego kursu do złotego.
  • Przeliczeniu obecnej ceny jednej jednostki ETF na złote i podzielenia swoich wolnych środków, by ustalić liczbę ETF-ów do zakupu.
  • Złożenia zlecenia, które zwykle realizuje się natychmiastowo.

Za którymś razem nauczysz się wykonywać powyższe w mniej niż minutę (gwarantuję Ci), a dzięki temu „poświęceniu” Twoje środki urosną w ciągu 50 lat nawet o połowę więcej niż kolegi lub koleżanki, którzy korzystają z najdroższych dostępnych w Polsce robodoradców. Lenistwo nie popłaca, zwłaszcza w inwestowaniu, więc, zamiast ciągle zastanawiać się nad momentem wejścia w inwestycję, po prostu upewnij się, że robisz to regularnie i możliwie tanio, co zwykle wiąże się z niekorzystaniem z usług robodoradców.

Chcesz wesprzeć mój blog? Postaw mi wirtualną „kawę” 🙂

PK BTN WPIS

Podsumowanie

Choć do napisania tego wpisu zabierałem się od dawna, to wpływ kosztów rocznych na inwestycję zaprezentowałem już we wpisach o inwestowaniu 100 złotych oraz 500 złotych miesięcznie. Choć robodoradcy działają w Polsce raptem od kilku lat, to zakładając ich długoterminową obecność na rynku, powinniśmy być świadomi kosztów związanych z inwestowaniem przy wykorzystaniu ich usług i aktywnie lobbować za ich obniżeniem. Alternatywnie można też pasywnie głosować przeciwko ich wysokim opłatom, po prostu nie korzystając z ich usług i zamiast tego lokując swoje środki w prosty sposób bezpośrednio w fundusze ETF.

Czy usługi robodoradców są zatem sensowne dla pewnej grupy docelowej? Oczywiście, że tak, ale tylko jeśli kosztują między 0,1% a 0,25% rocznie, dodając do kosztów inwestowania drugie tyle, a nie mnożąc je wielokrotnie. Takie usługi docenić mogą też osoby wykorzystujące oferty „przy okazji”, czyli na przykład osoby korzystające z oferty walutowej Aion Banku, które i tak płacą za usługę 29,99 złotych miesięcznie i nie traktują tego, jak dodatkowego kosztu inwestowania. Niemniej jednak uważam, że nauka podstaw inwestowania przyda się każdemu (również klientowi robodoradcy, by wiedział co robi), a dla przeciętnego odwiedzającego mój blog nauka obsługi konta maklerskiego będzie tylko niuansem, który oszczędzi mu w kolejnych dziesięcioleciach setek tysięcy złotych kosztów i opłat, które wielu tak bagatelizuje.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

Źródła danych

4.9 21 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest

134 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze