You are currently viewing Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego?

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego?

Wszystko na temat rebalancingu.

Dotychczas na moim blogu o równoważeniu proporcji składników portfela pisałem dosyć zwięźle i tylko w ramach innych wpisów. Jako, że jest to temat istotny, postanowiłem zadedykować temu procesowi osobny, choć krótki (tak, uczę się!) wpis, aby podzielić się moimi przemyśleniami w tym temacie z czytelnikami. Rebalancing, bo tak po angielsku nazywa się równoważenie proporcji, jest tematem branym moim zdaniem nieco „zbyt serio” przez początkujących, którzy za wszelką cenę chcą zawsze trzymać się ustalonych proporcji portfela, czasem nie bacząc na prowizje transakcyjne i stracony czas, który temu procesowi poświęcają. W dzisiejszym wpisie nie odpowiem tylko na pytanie czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego, ale także na to „jak?”, „kiedy?” i „dlaczego?”.

Jeżeli wpis ten jest pierwszym, który czytasz na moim blogu i jesteś daleki od ustalenia proporcji składników swojego przyszłego portfela, to zachęcam Cię do przeczytania także „W co zainwestować 10 tysięcy złotych? Pierwszy portfel inwestycyjny„, w którym opisuję kilka prostych pomysłów na portfel inwestycyjny. Żeby równoważyć proporcje trzeba najpierw je obrać, a więc mieć co równoważyć, bo teoria jest tylko teorią, a prawdziwe trudy prowadzenia portfela inwestycyjnego nadejdą dopiero po jego utworzeniu. Jeśli jesteś mało doświadczonym inwestorem i dopiero szukasz sposobu na najkorzystniejsze dla siebie równoważenie proporcji portfela to przydadzą Ci się sugestie i uwagi, które wypisałem pod koniec wpisu. Zacznijmy od tego czym w ogóle jest rebalancing i dlaczego większość inwestorów go czasami przeprowadza.

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym jest rebalancing i kto powinien równoważyć proporcje swojego portfela inwestycyjnego.
  • Jak przeprowadzać rebalancing? Dwa sposoby.
  • Kiedy warto, a kiedy nie warto przeprowadzać równoważenia proporcji portfela.
  • Jakie proste i bardziej złożone sposoby rebalancingu sprawdziłem, znam i mogę polecić.

Czym jest rebalancing?

Z pozoru prosty proces równoważenia proporcji portfela jest jednak często opacznie rozumiany, jako coś czym nie jest. Większość inwestorów pasywnych zakłada sobie pewną pożądaną przez siebie proporcję składników portfela, dajmy na to 60% akcji i 40% obligacji, przez kolejne X (lub XX) lat dążąc do utrzymania obranej proporcji. Na papierze brzmi to bardzo prosto i jako, że przez jakieś 80% czasu to akcje będą radzić sobie lepiej od obligacji, cały proces polegać będzie na ich sprzedaży, kosztem obligacji, których będzie w portfelu zbyt mało. Definicją równoważenia proporcji mogłoby zatem być „okresowe doprowadzanie proporcji składników swojego portfela do tych uprzednio obranych w swojej strategii”, co w formie graficznej dla portfela 60/40 wyglądałoby następująco:

Czy warto rownowazyc proporcje portfela inwestycyjnego co to jest rebalancing2

W rebalancingu chodzi zatem o to, by przy wzrostach na giełdzie redukować zmienność portfela, „przerzucając” część kapitału w obligacje, by potem – przy dużych spadkach na giełdach – mieć za co „dokupować tanie akcje”. Oczywiście zakładając, że utrzymamy obrane proporcje, bo bardzo często piszę i rozmawiam z inwestorami, dla których pokusa zwiększonego zysku ważniejsza jest od spokojnego snu w nocy i co rusz łamią oni ustalone wcześniej zasady, zakładając, że krach póki co nie nadejdzie, więc nie ma różnicy czy mają 60%, czy 85% akcji w portfelu. Dla wielu osób rebalancing istniejącego portfela może być kłopotliwy, gdyż prowizje maklerskie od zakupu i sprzedaży aktywów oraz czas, który ten proces pochłania mogą okazać się przeważającym argumentem przeciw jego dokonywaniu. Całe szczęście, rebalancing można przeprowadzać też wyłącznie napływającym kapitałem, co opiszę w kolejnym akapicie tego tekstu.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Jak przeprowadzać rebalancing? Dwa sposoby

Choć dla bardziej zaawansowanych będzie to oczywistością, ale i tak warto wspomnieć, że  zakładając regularne wpłaty, możliwe jest równoważenie proporcji składników portfela bez potrzeby sprzedawania jakiejkolwiek pozycji. Nazywa się to „rebalancingiem samymi wpłatami” i polega na comiesięcznym/cokwartalnym/corocznym dokupowaniu „tego, czego brakuje”. Dla przykładu:

  • Ustalasz pożądane proporcje portfela jako 60% akcji/40% obligacji.
  • Kupujesz akcje za 12 000 złotych i obligacji za 8000 złotych.
  • Po pół roku akcje są warte 15 000 złotych, a obligacje dalej 8000 złotych. Proporcja zmieniła się zatem do 65%/35%.
  • Wystarczy, że kolejne 2000 zł wpłat „wrzucisz” w obligacje, by proporcje się zrównoważyły do pożądanych. 15 000 zł na akcjach i 10 000 zł na obligacjach dalej 60%/40%.

W praktyce proces ten wygląda jak po prawej stronie poniższego obrazka, czyli niczego nie sprzedając po prostu dokupujemy „brakującego aktywa”:

Jak zbudować portfel inwestycyjny z ETF-ów - równoważenie

Co zrobić jeśli prowadzimy portfel z rzadkimi, np. corocznymi dopłatami lub wielkość portfela jest tak duża, że regularne wpłaty nie dadzą już rady same w sobie równoważyć jego proporcje? W takim wypadku musimy wykonać klasyczne bilansowanie portfela, polegające na sprzedaży części aktywa, którego jest „za dużo” i za uzyskane środki zakupienie aktywa, którego jest „zbyt mało”. Warto jednak pamiętać, że jest to czasami nieefektywne kosztowo (przepłacanie prowizji maklerskich) oraz podatkowo (osiągnięcie zysku, a więc konieczność zapłacenia podatku w przyszłym roku), a więc kiedy tylko możemy powinniśmy decydować się na rebalancing nowymi wpłatami. Doszliśmy do ważnego momentu wpisu, w którym nakreślę Ci obraz kiedy według mnie w ogóle warto przeprowadzać rebalancing i dlaczego.

Kiedy warto robić rebalancing?

Według mnie zbyt częste przeprowadzanie procedury równoważenia proporcji portfela dla większości portfeli będzie mijać się z celem. Póki co pominąłem we wpisie jeden ważny fakt, czyli to, że „kiedy” można uzależnić od czasu, ale i od odchylenia proporcji. Dla przykładu:

  • Pierwszy wariant to ustalenie częstotliwości, z którą będziemy dokonywać rebalancingu (np. raz na rok, raz na kwartał, czy raz na miesiąc). W tym wypadku dąży się zwykle do ideału, rebalansując portfel niezależnie, czy odchylił się od wzorca o 1%, 2%, 5%, 10%, czy więcej.
  • Drugi wariant to ustalenie sobie procentowego odchylenia od normy, przy którym dokonamy rebalancingu. Jest on zatem oparty nie na czasie, zaś na zmianie proporcji portfela, a więc wykonuje się go tylko kiedy jest on potrzebny, a nie np. co pół roku i niezależnie od odchylenia.

Osobiście najbardziej przemawia do mnie hybryda obydwu rozwiązań, a więc sprawdzanie odchylenia co kwartał, ale dokonywanie równoważenia składników tylko jeśli proporcje mojego portfela „uciekły” o 10% od zamierzonych. W kolejnym rozdziale pokażę Ci jak rebalancing proporcji zrównoważonego portfela 50/50 wpłynąłby na długoterminową stopę zwrotu z inwestycji.

Rebalancing w portfelu 50 na 50 w praktyce

W tym krótkim rozdziale pokażę Ci jak rebalancing działałby w przypadku prostego portfela złożonego w 50% z amerykańskich akcji i w pozostałych 50% z amerykańskich obligacji skarbowych w ciągu ostatnich 40 lat, a więc w latach 1980-2019. Dane, które zaprezentuję uzyskałem korzystając z oprogramowania System Trader i bazują one na 40 latach indeksu S&P500 w wersji Total Return (czyli taki, w którym dywidendy ze spółek były re-inwestowane w „jednostki” indeksu) oraz amerykańskich obligacji skarbowych 30-letnich, a więc tych o najdłuższym terminie zapadalności. Symulacje przeprowadziłem, wybierając następujące parametry:

  • Brak rebalancingu, rebalancing co roku oraz rebalancing co miesiąc.
  • Rebalancing przy odchyleniu 10%, a więc w przypadku portfela 50%/50%, który dziś omawiamy, rebalancing włączał się w chwili, gdy dany składnik portfela (akcje lub obligacje) przekroczył dopuszczalną wagę o 5% w skali całego portfela (10% z 50%).
  • Symulacja przeprowadzona została dla kapitału 10 000 dolarów na początek i bez miesięcznych/rocznych dopłat. Obracamy zatem tylko początkowym kapitałem.
  • Prowizje transakcyjne przypominają te znane z mBanku, a więc 0,29% + 0,10% marży za przewalutowanie, ale minimalnie 19 dolarów (wersja amerykańska polskich prowizji. W Polsce wynoszą one 19 złotych).

Efekt symulacji możesz zobaczyć w poniższej tabeli, w której porównałem trzy warianty równoważenia proporcji portfela inwestycyjnego:

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - tabela porównawcza symulacji

Do najciekawszych obserwacji należeć mogą:

  • Mimo, że średnia roczna stopa zwrotu (CAGR) nie różni się w trzech przypadkach tak bardzo (10,82%, 10,92% i 11,12%), to – biorąc pod uwagę długi, bo aż 40-letni okres inwestycji – całościowo robi ona ogromną różnicę. Inwestor, który równoważył proporcje co roku zarobiłby o 70 000 dolarów (lub o 13%) więcej niż inwestor, który nie równoważył proporcji wcale.
  • Ciekawym jest też fakt, że w ciągu 40 lat proporcje portfela nie „rozjeżdżały się” o więcej niż 10% aż tak często. Świadczą o tym koszty prowizji maklerskich, które dla corocznego rebalancingu wyniosły 570 dolarów, zaś dla comiesięcznego 1292 dolary. Oznacza to, że rebalancing przeprowadzono w ciągu 40 lat między 20, a 50 razy, co wcale nie świadczy o wysokiej częstotliwości jego dokonywania.
  • Ciekawą obserwacją może być to, że coroczny rebalancing przyniósł o wiele lepszy wynik inwestycyjny niż rebalancing comiesięczny. Była to kwestia przypadku i „timingu” kryzysów, bo ciężko jest inaczej wyjaśnić dlaczego osoba, która w sposób opieszały dokonywała równoważenia proporcji portfela osiągnęła lepszy wynik od osoby skrupulatnej.
    • Efekt ten da się wyjaśnić na prostym przykładzie. Skoro rebalancing dokonywany jest raz do roku to w bardzo dobrym roku, po którym nastąpił gorszy rok, „leniwie” rebalansujący swój portfel inwestor mógł mocno skorzystać.

Jak widać w bazującym równoważeniu proporcji może być wiele przypadkowości i losowości, które sprawia, że takie inwestowanie bliższe jest podejściu aktywnemu, niż większość inwestorów by sobie tego mogła życzyć. Czy warto zatem równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego? Spójrzmy na przebiegi zmian wartości trzech opisywanych portfeli.

Rebalancing podczas 40 letniej inwestycji

Tabela z najważniejszymi kryteriami to jedno, ale krzywa zmian kapitału to zupełnie coś innego. Dopiero w tym momencie widać wyraźnie jak bardzo równoważenie proporcji portfela (lub jego brak) wpływało na długoterminową stopę zwrotu z inwestycji. Paradoksalnie, choć intuicyjnie czujemy, że rebalancing zmniejsza ryzyko portfela, to w głębokich kryzysach, jak np. w 2008 roku, zwiększa on ekspozycję na akcje, która procentowała przez długie lata. Przyjrzyjmy się poniższemu wykresowi zwłaszcza w kontekście ostatnich 12 lat, by zobaczyć, że portfel bez rebalancingu wcale nie wygrywa z portfelami z mechanizmem równoważącym proporcje ich składników w czasie:

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - 40 lat rebalancingu

Przyznam, że na wykresie 40-letnim w skali liniowej jeśli chodzi o pierwsze 30 lat inwestycji to widać dosyć niewiele, ale celowo wstawiłem tu długoterminowy wykres, który pokazuje wyższość obydwu modeli rebalancingu nad portfelem, w którym proporcje nie były równoważone. Nie jest to jakaś reguła, bo w dobrych lattach na giełdzie, a więc w warunkach hossy, portfel, w którym „niechcący” akcji zrobiło się zbyt wiele w oczywisty sposób wygra z portfelem, w którym kosztem akcji zwiększało się udział obligacji. Omówimy to zjawisko w kolejnym akapicie, w którym przybliżę wykres na lata 1995 – 2000, a więc pięć lat giełdowej hossy.

Rebalancing w czasach hossy

To będzie oczywiste, ale brak rebalancingu wychodzi najlepiej w „tłustych” latach na giełdzie, czego przykładem mogą być lata 1995-2000 na giełdzie amerykańskiej. Według symulacji, inwestor, który zainwestowałby w 1980 roku 10 000 dolarów i od tego momentu nigdy nie równoważył proporcji portfela osiągnąłby prawie 15 000 dolarów więcej od inwestora skrupulatniej trzymającego się początkowych założeń, a więc proporcji 50/50. Wspomniane 15 tysięcy dolarów robi ogromną różnicę, biorąc pod uwagę fakt, że końcową kwotą inwestycji jest w roku 2000 dla portfeli „równoważonych” 150 000 dolarów, a dla portfela „pozostawionego samemu sobie” 165 000 dolarów”. Różnica wynosi więc 10%, co rzuca się w oczy na poniższym wykresie:

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - rebalancing hossa

Mimo trafnej, choć lekko oczywistej obserwacji, że „celowa pomyłka” polegająca na pominięciu rebalancingu opłaci się inwestorowi tylko w hossie, warto wspomnieć, że każdy medal ma dwie strony. Nie znam inwestora, który ze stuprocentową skutecznością potrafiłby przewidywać cykle hossa/bessa, więc pamiętaj, że „chciwy traci więcej” narażając się na nadmierne ryzyko w niepewnych czasach. Przyjrzyjmy się teraz okresowi bessy, w którym inwestor „nie równoważący” pożałowałby, że zapomniał o rebalancingu.

Rebalancing w czasach bessy

Przeanalizujmy teraz lata 2000-2002, w których pękła słynna bańka internetowa w USA. Posiadacz portfela 50/50, w którym aż 50% stanowiło S&P500 miałby powody do smutku, ale przypomnę, że jedynie trzeci inwestor (wykres różowy) miałby w tym momencie tylko 50% akcji. Choć pierwszy inwestor (wykres granatowy) zacząłby ten okres najlepiej, to przewaga akcji w jego portfelu sprowadziłaby go najniżej ze wszystkich trzech. Dodatkowo, z uwagi na brak równoważenia proporcji portfela, to również on wychodziłby z kryzysu najwolniej, co widać na poniższym wykresie, na którym przybliżyłem wspomniane 2 lata:

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - rebalancing bessa

Póki co wnioski są dosyć proste: posiadając portfel złożony (początkowo) z równych ilości akcji i obligacji warto jest „mylić się” nie równoważąc jego proporcji w czasach hossy na rynkach, zaś o rebalancingu warto pamiętać zwłaszcza w czasach bessy. Czy istnieją zatem jakieś ogólne reguły mówiące o tym czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego, a jeśli tak to kiedy o tym pamiętać, a kiedy można zapomnieć? Sprawdzimy to w kolejnym rozdziale wpisu.

Potrzebujesz taniego konta maklerskiego?

A może bogatszej oferty ETF-ów na IKE/IKZE?

Szukasz ETF-ów niedostępnych gdzie indziej?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego?

Poprzedni rozdział dotyczył symulacji na prawdziwych, historycznych danych rynkowych, zaś ten będzie dotyczył będzie teorii, a więc nieistniejącego indeksu giełdowego, który porusza się w sposób dosyć emocjonalny. Pod pojęciem „emocjonalny” na myśli mam bardzo dynamiczne wzrosty i spadki indeksu, które jednoznacznie pokażą kiedy warto prowadzić rebalancing, a kiedy można o nim (celowo lub mniej) zapomnieć bez uszczerbku na naszym portfelu inwestycyjnym.

Prywatnie jestem w kwestii rebalancingu dość dogmatyczny, a więc uważam, że warto robić go zawsze, gdy odchylenie składowej portfela przekroczy 10%, a więc z pożądanych 50% akcji zrobi się 45% lub 55%. Takie podejście oszczędza mój czas, bo rebalancing robię w praktyce jakieś 1-2 razy do roku. Dodatkowo bardzo prosto mogę go wykonać samymi miesięcznymi wpłatami, które stale dokładają do mojego portfela na tyle sporo, że jest to odczuwalne w jego proporcji. Co mam na myśli pisząc powyższe słowa? Moje wpłaty miesięczne – głównie ze względu na znaczną podwyżkę wynagrodzenia w ostatnich 3 latach – stanowią obecnie powyżej 1% całkowitej wartości mojego portfela inwestycyjnego, a więc można nimi „poruszyć” proporcje mojego portfela. Zaraz sprawdzimy jak na bardzo rozbujanym indeksie giełdowym zyskiwał lub traciłby inwestor, który robiłby rebalancing co roku.

Rebalancing w kiepskich latach dla akcji

Dokonajmy nowej symulacji. Tym razem „na papierze” i z wirtualnym indeksem giełdowym, który raz rośnie o 40% w ciągu roku, a innym razem traci 30% przez 12 miesięcy. Jest to zatem bardzo zmienny indeks giełdowy, w który inwestor w roku 0 jednorazowo zainwestował 50 tysięcy złotych. Pozostałe 50 tysięcy złotych ulokował w indeks światowych obligacji, które w omawianym okresie 10-letnim przynosiły stopy zwrotu między 1%, a 6% w ciągu roku. Co bardziej istotne, przedstawione 10 lat na rynkach akcji było nie tylko zmienne, ale też ogólnie rzecz biorąc mało satysfakcjonujące, gdyż średnioroczna stopa zwrotu z akcji była niższa od obligacji. Obydwie stopy zwrotu CAGR wynosiły odpowiednio:

  • Średnia roczna stopa zwrotu dla akcji: 1,7%
  • Średnia roczna stopa zwrotu dla obligacji: 3,15%

W tym układzie brak rebalancingu skończyłby się dla inwestora kwotą 127,6 tysięcy złotych po 10-latach, co stanowiłoby bardzo przeciętną 10-letnią stopę zwrotu, która raczej nie pobiłaby inflacji. Jak czytać poniższą tabelę? Kolumny 2 i 3 zawierają procentowe roczne stopy zwrotu dla – odpowiednio – akcji i obligacji, a kolumny 4 i 5 wynikające z nich zmiany wielkości każdej z części portfela, które wynikają z inwestycji w nie. Ostatnia, szósta kolumna zawiera sumę wartości obydwu składowych, a więc łączną wartość całego portfela. Jeśli w ostatniej kolumnie wartość podświetlona jest na zielono to znaczy, że dla danego wariantu jest ona wyższa niż dla alternatywnego (z lub bez równoważenia proporcji). Pierwsza tabela zawiera liczby dotyczące wariantu bez rebalancingu: 

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - teoria - portfel bez rebalancingu słabe lata1

W tabeli warto zwrócić uwagę przede wszystkim na fakt, że portfel niekontrolowany najlepsze wyniki przynosił w latach, gdy zyski były najwyższe, czyli po 2 roku inwestycji, oraz w latach gdy akcje – po dużych spadkach – stanowiły tak małą część portfela, że portfel równoważony stawał się bardziej ryzykowny od tego nierównoważonego. Stanowi to ciekawą obserwację, zwłaszcza w połączeniu z danymi z drugiej tabeli, w której przedstawiam ten sam portfel, ale z założeniem corocznego rebalancingu proporcji z powrotem do 50/50:

Czy warto rownowazyc proporcje portfela inwestycyjnego teoria portfel z rebalancingiem slabe lata

Agregując dane z obydwu tabel można wysnuć kilka ciekawych wniosków, między innymi:

  • Portfel bez rebalancingu „ryzykuje więcej” i po kilku latach na plus wystarczy jeden bardzo zły rok (-30%, rok trzeci), by portfel 2 wysunął się na prowadzenie.
  • Portfel z rebalancingiem „wygrywa” tak długo, jak spadki nie są głębokie i wieloletnie. Ciekawym efektem jest to, że nie szuka on „dołka”, a proporcje równoważy „po każdej cenie”, tak długo jak dzieje się to 31 grudnia każdego roku. Efekt? W roku piątym – zaskakująco – portfel bez rebalancingu wysuwa się na prowadzenie wobec portfela z rebalancingiem.
  • (Najważniejsza obserwacja) Mimo 2 fenomenalnych lat na rynkach akcji w postaci roku 6 i 7, portfel 2 pozostaje na prowadzeniu aż do końca badanego okresu. Bierze się to głównie z efektu wysokiej bazy, bo zauważ, że po fatalnych 3 latach (3, 4 i 5) portfel 1 ma tylko 36 950 zł w akcjach, zaś portfel 2 aż 49 607 zł. Odbicie jest zatem szybsze dla portfela 2, który jednak w latach 7, 8 „odkłada” co roku więcej kapitału w obligacjach, spowalniając swoją dynamikę wzrostu.

Portfel z równoważeniem proporcji wygrywa całe porównanie głównie ze względu na to, że aż 5 z 10 lat kończy się z wynikiem ujemnym. Ponadto, ze względu na „oszczędzanie” w dobrych czasach i „ryzykowanie” w złych (np. „błędny” z perspektywy inwestora aktywnego przydział akcji w latach 4 i 5, po których ten inwestor dużo stracił) wychodzi on na prowadzenie kosztem inwestora, który nie równoważy proporcji. Jak potoczyłyby się losy obydwu inwestorów, gdybyśmy przyjęli bardziej optymistyczne założenia dla rynków akcji? Sprawdźmy to.

Rebalancing w dobrych latach dla akcji

Wykonamy teraz podobną symulację, ale założymy znacznie bardziej optymistyczną dekadę na giełdzie, bo zamiast średniorocznej stopy zwrotu dla akcji wynoszącej 1,7% będzie to 11,5%. Stopy zwrotu dla symulacji będą wynosić odpowiednio:

  • Średnia roczna stopa zwrotu dla akcji: 11,5% (poprzednio 1,7%). Wystarczyło odwrócić znaki przy stopach zwrotu w latach 3 i 10 ;-).
  • Średnia roczna stopa zwrotu dla obligacji: 3,15%

Stopy zwrotu dla obligacji nie zmienią się, a efekt wzrostu na akcjach otrzymamy podmieniając znak w latach 3 i 10 (z -30% na +30% oraz z -15% na +15%), co oznaczyłem kolorem żółtym w każdej z dwóch tabel. Zacznijmy od symulacji portfela 50/50 bez równoważenia proporcji w dobrych dla akcji czasach:

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - teoria - portfel bez rebalancingu dobre lata1

Oczywistym wnioskiem jest to, że im lepiej radziły sobie w tym okresie akcje, tym mniej warto było przejmować się zmieniającymi się proporcjami portfela. Warto zaznaczyć, że pod koniec roku 3 proporcje te wyniosły nie 50/50, a 61/39. Przy wzrastających rynkach akcji z naszego portfela o początkowych proporcjach 50/50 dosyć szybko może zrobić się 60/40, a potem 70/30, tylko, że rebalancing przydaje się nie wtedy, gdy jest dobrze, a wtedy, gdy robi się źle. Jak wobec tego wyglądały wyniki portfela z rebalancingiem i w których latach przebijał ten bez równoważonych proporcji składników? Odpowiedź znajdziesz w poniższej tabeli:

Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego - teoria - portfel z rebalancingiem dobre lata

Nie zaskakuje, że i tym razem portfel z corocznym rebalancingiem wygrywał z portfelem bez takiego mechanizmu głównie w latach kiedy giełdy zniżkowały. Ogromną zaletą portfela równoważonego jest to, że w dobrych dla giełd latach przenosi on dużą część środków na rynek obligacji, które zapewniają portfelowi powolny, ale równomierny wzrost, przydając się głównie wtedy, gdy na rynkach robi się niewesoło.

Tak szybko jak rynki odbijają się od dna portfel z rebalancingiem zaczyna przegrywać, przypominając inwestorom dlaczego anomalie w rodzaju momentum działają. Warto przypomnieć, że powyższe tabele dotyczą nieistniejącej giełdy, której roczne stopy zwrotu zmyśliłem na potrzeby przykładu. Ważnym wnioskiem jest także to, że w obydwu przykładach stopy zwrotu z dwóch portfeli były do siebie bardzo zbliżone, co w długim terminie z pewnością by się „rozjechało”. Omówmy teraz w jakich sytuacjach warto przeprowadzać równoważenie proporcji portfela.

Kiedy warto, a kiedy nie warto równoważyć proporcji?

W równoważeniu proporcji portfela zastanowić się można nad poniższymi kwestiami:

  • Czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego? Powiedziałbym, że tak, zwłaszcza wraz ze wzrostem jego wartości. Nie wyobrażam sobie portfela o wartości miliona złotych lub więcej, którego składniki nie byłyby równoważone. Rebalancing jest po to, by upewnić się, że portfel wróci do ustalonych wcześniej proporcji, a więc „uszyty będzie na miarę” wobec naszej tolerancji na ryzyko.
  • Kiedy warto przeprowadzać równoważenie proporcji portfela? Powiedziałbym, że mamy na to trzy zupełnie różne sposoby i warto wybrać ten, który będzie nam najłatwiej przeprowadzać:
    • Co X miesięcy, niezależnie od odchylenia.
    • Co X miesięcy, ale tylko gdy odchylenie przekroczy Y%.
    • Tylko gdy odchylenie przekroczy Y%.
  • Możliwa jest też opcja hybrydowa:
    • Co X miesięcy, ale tylko gdy udział obligacji przekroczy  ustalony udział dla akcji (czyli gdy akcje stanieją). Nazywam to „równoważeniem od dołu” i zaprezentuję zaraz na przykładzie.
  • Lub brak rebalancingu w ogóle:
    • Nigdy (tylko na początku, np. dokonując dużych zakupów).

Wracamy do portfela 50/50 w słabych czasach na rynkach, czyli gdy średnia roczna stopa zwrotu z akcji wynosiła 1,7% rocznie. Przypomnę, że 10 lat scenariusza zupełnie bez rebalancingu skończyło się na 127,6 tys. złotych, a dekada z pełnym corocznym równoważeniem proporcji na 134,8 tys. złotych. W tym wypadku gdybyśmy zastosowali „rebalancing od dołu”, czyli tylko wtedy, gdy udział akcji w portfelu miałby spaść poniżej udziału obligacji, otrzymalibyśmy następujący efekt:

Czy warto rownowazyc proporcje portfela inwestycyjnego teoria portfel z rebalancingiem od dolu

W wyniku połowicznego równoważenia proporcji, a więc wtedy, gdy udział akcji spadałby procentowo poniżej udziału obligacji polepszylibyśmy wynik portfela o kilka procent, ale byłby on gorszy od przypadku pełnego rebalancingu. Warto wspomnieć, że istnieje wiele jeszcze bardziej egzotycznych metod równoważenia portfela, przykładowo:

  • Można przyjąć inne wartości odchylenia od góry oraz od dołu. Przykładowo można równoważyć proporcje dopiero, gdy udział akcji przekroczy 60%, ale gdy spadnie poniżej 45%. Z poziomu 50/50 oznacza to odchylenie 20% od dołu, ale 10% od góry.
  • Równoważenie proporcji portfela można uzależnić od wskaźników fundamentalnych. Niezależnie czy będzie to C/Z, CAPE, C/WK, czy DY portfelowego indeksu, założyć można, że np. przy wartościach „defensywnych” równoważymy proporcje tylko od dołu (gdy akcji jest mniej od obligacji), zaś przy przesłankach „ofensywnych” zaczynamy równoważyć proporcje również od góry. Powyższe oznacza, że dajemy szansę portfelowi na większe odbicie, gdy rynki wydają się tanie. Ciężko byłoby to zasymulować, ale w teorii mogłoby to dać o wiele lepsze rezultaty niż każdy z pokazanych w tym wpisie sposobów, dodając element analizy fundamentalnej i wyceny do (w teorii) pasywnego portfela inwestycyjnego.

Mam nadzieję, że powyższe sugestie poszerzyły choć trochę Twoje horyzonty w temacie rebalancingu i że przynajmniej część z nich to dla Ciebie kompletna nowość. W tego rodzaju wpisach chodzi mi przede wszystkim o uruchomienie samodzielnego myślenia czytelnika, który być może podzieli się jeszcze ciekawszym sposobem na rebalancing niż te, które tu opisałem. W tym wpisie chodziło nie o to, by zawalić czytelnika treścią, a by otworzyć jego umysł na nowe możliwości równoważenia proporcji portfela, o których być może jeszcze nigdy nie myślał, a pomyśleć był powinien.

Jak często przeprowadzać rebalancing?

Częstotliwość przeprowadzania równoważenia proporcji to kwestia bardzo osobista, ale rzadko kiedy istnieje realna potrzeba wykonywania go częściej niż raz na kwartał. Równoważenie raz w miesiącu przeprowadzałbym tylko w bardzo dużych portfelach inwestycyjnych, dajmy na to powyżej 10 milionów złotych i jedynie w warunkach „drożyzny” na rynkach akcji. W przypadku mniejszych portfeli raz na kwartał to częstotliwość optymalna, ale raz do roku również jest akceptowalne. Jeśli wybierzesz równoważenie w oparciu o odchylenie, to polecam przemyśleć odchylenie 10-20%, bo wszystko poniżej tych wartości sprawi, że transakcji dokonywał będziesz zbyt często, co wpłynie na przepłacanie prowizji maklerskich.

Odpowiadając na pytanie z tematu wpisu, czyli na „czy warto równoważyć proporcje portfela inwestycyjnego?”: zdecydowanie tak, bo skoro ustalasz plan, to według mnie powinieneś się jego trzymać niezależnie od tego jak silna może być pokusa, by „pozwolić swojemu portfelowi na odpłynięcie”. Na sam koniec napiszę ponownie, że rebalancing przydaje się wtedy, gdy na rynkach pojawia się panika, a nie wtedy, gdy przez lata obserwujemy zielone tickery. Nie jest zatem tak złym pomysłem, by obrać różne poziomy odchylenia dla spadków i wzrostów (cen akcji) lub ustalić je tak wysoko, by nie dokonywały się zbyt często, redukując trud oraz koszty transakcyjne.

O czym dotychczas nie wspomniałem? O kosztach podatkowych, które kompletnie pominąłem we wpisie. Pamiętaj, że przy zyskownym rebalancingu, a więc zazwyczaj, gdy odkrawasz kawałek akcji, by kupić więcej obligacji, notujesz zysk transakcyjny, który obciążony zostanie w kolejnym roku podatkiem Belki, wynoszącym 19% od tej transakcji. Biorąc to pod uwagę czasami warto jest pozostawić zyskowną transakcję otwartą dłużej, korzystając np. ze zlecenia stop loss, by sprzedać dopiero, gdy składnik portfela spadnie poniżej pewnej wartości. Zlecenia giełdowe, w tym stop loss, opisałem we wpisie „Inwestycyjny wstęp (4/6) – Jak składać zlecenia na giełdzie?„, do którego lektury chciałbym zachęcić wszystkich zainteresowanych tym typem zlecenia. Pora na podsumowanie.

Podsumowanie

Choć mam wrażenie, że zdołałem zaledwie „liznąć” temat równoważenia proporcji portfela, to myślę, że udało mi się podsunąć Ci kilka ciekawych pomysłów na alternatywne/niestandardowe sposoby dokonywania rebalancingu. Sednem wpisu było uzmysłowienie Ci, że – podobnie jak na sam kształt portfela – na sposób rebalancingu także warto mieć określony plan, którego będziesz się trzymać. Jego najprostszym wariantem jest równoważenie nowymi wpłatami, które zwykle przestaje być możliwe przy określonej wielkości portfela (zwykle w okolicy 1 miliona złotych, ale to zależy od Twoich comiesięcznych oszczędności).

Jednocześnie chciałem udowodnić, że rebalancing przynosi często nieoczekiwane, losowe i chaotyczne rezultaty, a więc niezwykle trudnym byłoby ustalenie optymalnej metody jego przeprowadzania, która zawsze maksymalizować będzie naszą stopę zwrotu z inwestycji. Podobnie jak w życiu, również w inwestowaniu nie ma dróg na skróty, więc każdy z nas będzie musiał odrobić pracę domową, decydując się na określony sposób równoważenia proporcji portfela lub na jego brak.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.4 14 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
224 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
asas

„ Częstotliwość przeprowadzania równoważenia proporcji to kwestia bardzo osobista” dzięki za wpis dużo mi objaśnił

asas

Nie, to pokazuje jak ważne jest żeby zrozumieć ze inwestowanie to bardzo indywidualna kwestia zależna od tak wielu czynników. Sam widzę po sobie ze na początku swojej drogi walczyłem zmieniłem proporcje jak i aktywa żeby po 8 miesiącach zbudować w miarę prosty portfel.

Greg

Tak się zastanawiam, na ile można przekładać historyczne wyniki na obecną sytuację. Chodzi mi o rekordowo niskie stopy procentowe i związaną z tym znikomą rentowność obligacji . W tej sytuacji osobiście nie widzę sensu inwestowania w obligacje skarbowe. Zysków nie przynoszą, a w razie podwyżek stóp stracą na wartości. I to mi rozwiązuje problem rebalancingu – przynajmniej co do relacji akcje/obligacje (pozostaje dbałość o odpowiednie zróżnicowanie geograficzne) – po prostu go nie ma. Z założenia odpadają jakiekolwiek obligacje polskie, bo priorytetem rządu jest to, jak oskubać obywateli – nie wierzę w uczciwe wyliczenia inflacji ani w dbałość o wartość krajowej waluty. Dlatego bezpieczną część portfela trzymam na koncie oszczędnościowym w EUR, oprocentowanym na 1%. Nie mam w tej chwili lepszego pomysłu.

Dawid

hej Greg – a gdzie takie konto oszczędnościowe 1% można znaleźć? 🙂

Greg

AION Bank oddział Polska

Dawid

hej, dzięki – Mateusz to chyba też częściowo odpowiedź na moje drugie pytanie, które zadałem w osobnym komentarzu poniżej. Czy tutaj jak ktoś za bardzo nie zna się na wybieraniu konkretnych serii obligacji, to dobrym rozwiązaniem może być ETF na obligacje krótkoterminowe?

Greg

Z tymi firmami to trafiłeś, bo ja reprezentuję akurat branżę farmaceutyczną… Obligacje korporacyjne to jest trochę inny instrument, aczkolwiek w przypadku firm odpowiedniego pokroju ryzyko jest znikome. Przyjrzę się, dziękuję za sugestię.

Martyna

Ciekawy pomysł, dotychczas się spotkałam jedynie z pomysłem kupowania amerykańskich obligacji państwowych (inwestor indywidualny z europy chyba nie ma takiej możliwości). Wiesz może czy jakieś polskie biuro maklerskie daje dostęp? Myślałam nad założeniem w DeGiro ale puki co mam opory, te rozliczanie podatków …

Greg

Jeśli chodzi o DeGiro, są obligacje skarbowe kilku krajów europejskich; amerykańskich się nie doszukałem. Oczywiście dostępne są ETFy na amerykańskie obligacje skarbowe. Tak przy okazji, nie rozumiem obaw związanych z rozliczaniem podatków. To nie jest rocket science, operacja nie wymaga wykraczania poza 4 podstawowe działania arytmetyczne.

Piotrek

Sam proces istotnie jest prosty (jeśli nie banalny) i poza tabelą kursów średnich NBP z danego roku i biegłości w Excelu zbyt wiele nie trzeba.

Nie przesadzałbym z tą biegłością w Excelu. Nie trzeba tam stosować zaawansowanych formuł, budować tabel przestawnych czy programować w VBA. Mówimy o podstawowych działaniach arytmetycznych, które teoretycznie można wykonać na kartce z pomocą kalkulatora 😉

Dominik

Czy rzeczywiście rentowności nie są zbite do prawie 0% ?

Inwestorzy instytucjonani lub klienci profesionalni korzystając z margina w Euro mają koszt rzędu 0,5% odsetek za pożyczenie Euro.

Przy założeniu kwoty 10 milionów co jest małą kwotą jak na inwestorów instytucjonalnych

Dominik

Greg: ja na Twoim miejscu zbudowałbym sobie portfel z 10 serii obligacji korporacyjnych (w EUR) firm niemieckich/francuskich. Zwykle 1,5%-2% można osiągnąć w tych czasach minimalnym nakładem sił, a wybierając te kończące się w 2022 lub 2023 zabezpieczasz się przed ich spadkiem wartości w kryzysach. Nie mówiąc o tym, że pewnie nie będzie zbyt wielki jeśli powybierasz firmy pokroju Roche, Bayer itp.

Chodzi mi czemu rentowność nie jest w okolicy 0,5% ,bo taki jest koszt margina +- dla instytucji powyżej 10 milionów, skoro to takie bezpieczne.

Ciągle nie jestem przekonany do margina, ale mnie właśnie zastanawia podobny tok myślenia czy to nie jest błąd i tutaj jest to darmowe od 0,5 do 1% rocznie.

Informacje o kosztach:
https://www.interactivebrokers.com/en/index.php?f=46376

Dominik

To że może podnieść przy niskich stopach rentownośc portowność portfela.

tj. 100% pracuje w akcjach i 100% margina zaciągamy w EUR i wrzucamy w obligacje korporcyjne. Skoro jest taki tani margin a rentowność jak piszesz jest 1,5-2%. Jeżeli koszt margina to 0,5-1% to zwiększa rentownośc portfela od 0,5% do 1,5% 🙂

Dominik

Dla PLN drogi ? Stawka to ledwie 3.106%.

Najtańsza oferta na rynku to 5% z limitem do 10000 do 3 lat. Zwykłe to 7,2%. Hipoteczne są wokół 2,5%. Wydaje mi się że jak bez zaświadczeń pod aktywa to mega dobra oferta.

Maklerski wymaga wg mojej wiedzy kupienia akcji za niego nie można zabrać tej gotówki sobie na jakiś czas. Dodatkowo z tego co kiedyś patrzyłem była aktywacja – prowizja startowa rzędu 1-2% za samo danie, tutaj tego nie ma.

Mając 1/2X pożyczamy 1/2X. Spadek o 0,3X powoduje problemy. tj. dla np. X= 5000 mamy 10000 i spadek o 3000 powoduje problemy zwykle.

Ale obligacje raczej nie spadają jak akcje więc nagły zjazd akcji o 60% musiałby by być by broker wysłał ostrzeżenie i wymagał dorzucenia gotówki.

Myślałem bardziej o jakimś ETFie i za 50% puli margina. Alternatywnie kupno 30 latków z USA i jak będzie panika to odbije to sobie wzrostem ich ceny. Ale martwi problem że jak podniosą stopy to będę w potrzasku. 🙁

Sebastian

Nie odrzucałbym polskich obligacji detalicznych. Pomijając to czy inflacja jest uczciwie wyliczana czy nie, obligacje skarbowe dają (mi) obecnie 3.65-5.3%. Nie stracą one również na wartości przy podwyżce stóp procentowych. Do tego odchodzi ryzyko walutowe (o ile żyjesz za złotówki). Wg mnie dużo lepsze rozwiązanie od 1% w EUR.
Chyba, że kluczowym argumentem jest predykcja rychłego bankructwa Polski – wtedy obligacje nie mają sensu.

Greg

Szanuję Twoje podejście i życzę, żebyś wyszedł na swoje. Ja się boję lokować cokolwiek w PLN, mimo iż w codziennych sprawach rozliczam się w tej walucie. Patrząc na to, co się dzieje, dużo bardziej boję się osłabienia złotego o 20%, niż umocnienia się o tyle.

Sebastian

Zgadzam się, że ryzyko walutowe jest mocno asymetryczne. Mnie pociesza fakt, że obligacje to w moim przypadku jedyne aktywo w PLN, globalne akcje czy złoto są od złotówki niezależne.

Adam

Polecam na YouTube wywiad Artura Wiśniewskiego (Stockbroker.pl) z Maciejem Waskiem – Maciej Świetnie wyjaśnia, dlaczego bierze polskie obligacje, a nie zagraniczne. Są tam bardzo praktyczne wykresy: w 26. i 35. minucie, ale polecam. posłuchać omówienia:

https://youtu.be/RXum1e8bxEk

Adam Kowalski

Oczywiście, zgadzam się, że są takie osoby, które nie chcą mieć złotówki w portfelu i to nawet wtedy, kiedy zarabiają w niej. Maciej jednak zadaje tutaj pytanie i daje odpowiedź, czy inwestując w obligacje zagraniczne, osiągamy cel przy zakupie obligacji, jakim jest posiadanie mało zmiennego aktywa.
Pytanie, czy przy większej zmienności obligacji zagranicznych, nie lepiej dywersyfikować walutowo, kupując zagranicznie akcje, ale to temat na inną dyskusję…

Jacek

Greg, podobna sytuacja z obligacjami była już w USA w latach 1940-1981. I to tam bym zerknął dla analogii bliższej dzisiejszej sytuacji.

Przemek

Na pewno mają znacznie niższe koszty przez działalność tylko on-line (brak oddziałów, a więc kosztów nieruchomości i pracowników).

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Przemek
Martyna

To jest oferta promocyjna na rozruch firmy w Polsce 🙂 jak ludzie już będą ich znali i przyjdą z funduszami zmniejszą do standardowego 0.1%

Martyna

Część tak, a większość pewnie zostanie przynajmniej do czasu większej promocji w kolejnym banku. Jeśli oprocentowanie będzie takie jak u konkurencji nie będzie motywacji żeby przenosić pieniądze.

Fabian

Konto oszczdnościowe 1% w EUR jest w „planie taryfowym” konta All-Inclusive , który kosztuje 49,99zł miesicznie ( chyba powinno sie o tym też wspomnieć)

Osobiście uważam, że to tylko reklama banku 🙂

Ania

Poczytaj u Michała Szafrańskiego o tym. Dość szczegółowo opisał ostatnio Aion.

Konrad

Cześć Mateusz,

Może jak dla mnie jeden z mniej odkrywczych wpisow ale to dobrze bo utwierdza mnie w przekonaniu że kierunek myślenia idzie w dobrą stronę 🙂
Jako zwolennik kupowania trochę „pod prąd” a także tego co mocno spadło niejako muszę stosować rebalansing właśnie z tych powodów 😉
Myślę że raz na pół roku wystarczy lub ewentualnie +-30% odchylenia gdyby w ciągu tego pół roku nastąpił jakiś gwałtowny spadek (Ala Covid) lub jakaś niesłychaną euforia !!! Częściej jak słusznie wspomniałeś mogłoby być trochę zbyt kosztowne ale też dość nerwowe gdyż moglibyśmy reagować na każdy „ząbek” na wykresach
Pozdrawiam

Dawid

Ja mam pytanie może nieco mniej powiązane z wpisem, ale też za bardzo nie wiem do którego wpisu je przypiąć – jeżeli będzie do przeniesienia, to z góry przepraszam.

A wracając do samego pytania, to szukam sposobu ulokowania środków w EUR i USD na wzór PLN i polskich obligacji skarbowych. W skrócie tutaj chodzi przede wszystkim o ochronę przed utratą wartości (to jest priorytet), ale i jednocześnie wyższy zysk niż z lokaty walutowej (obecnie na poziomie bliskim 0). Zakładam tutaj 5-15 horyzont inwestycyjny, więc czasowe wahnięcia w dół są akceptowalne, ważne aby w dłuższym terminie bilans był dodatni.

Do głowy przychodzą mi ETFy obligacyjne na dane rynki walutowe (USD, strefa euro), ale może ktoś z Was wpadł jeszcze na jakiś inny pomysł?

Z góry dzięki za pomoc!

Dawid

Czy po nadejściu terminu wykupu muszę coś robic, czy po prostu wpływa po jakimś czasie gotowka w miejsce tych obligacji?

Paweł

Dobry artykuł na start, chociaż mam wrażenie, że więcej jednak do myślenia pod względem rebalancingu dał mi Twój wcześniejszy artykuł: https://inwestomat.eu/jak-przygotowac-portfel-inwestycyjny-do-emerytury/

W każdym razie czekam na artykuł o:
Równoważenie proporcji portfela można uzależnić od wskaźników fundamentalnych.”
🙂

Przemek

Też jestem ciekaw tego tematu pod kątem portfela pół-pasywnego. Osobiście myślę o portfelu 80-20 z założeniem, że obligacje są sprzedawane po krachu i proporcje są zmieniane na 100-0 przez X czasu. Może ktoś liczył w System Trader, jaką stopę zwrotu dałoby się wygenerować względem portfela 80-20?

Przemek

Nie wiem, myślę że trzeba przyjąć indywidualne założenie – np. 20%. Intuicyjnie każda opcja powinna przynieść poprawę wyniku względem portfela pasywnego 80-20.
Problemem jest też moment powrotu założonych proporcji i ponowny zakup obligacji. Końcowo próba przewidzenia odpowiedniego timingu sprowadza się to do (niemożliwego) przewidywania cyklów koniunkturalnych. Na plus, że jednak nie próbujemy przewidywać krachu, a aktywnie reagujemy na zdarzenie, które już nastąpiło.

Adam

Dołączam się do prośby o taki artykuł 🙂 Rozumiem, że mówimy tu o inwestowaniu pasywnym, żeby realizować swoją strategię obojętnie co się dzieje, ale jednak kiedy występują zdarzenia gwałtowne takie jak epidemia w pierwszej połowie 2020 albo 9/11 te 20 lat temu, kiedy giełdy idą w dół, to podejrzewam, że wybór odpowiedniego tygodnia czy nawet dnia na rebalancing zamiast czekać kolejny miesiąc czy rok może pozwolić dużo zyskać. Dlatego chciałbym się dowiedzieć, czy są jakieś sposoby, aby jak najlepiej oszacować, kiedy jesteśmy w „dołku”.

asas

Już alertowałem do autora bloga żeby rozważył taki wpis 😎 Swoją droga COVID-19 pokazał ze spadki mogą być gwałtowne a odbicie jeszcze szybsze, gdzieś kiedyś wyczytałem ze przy aktualnej ilość 💵 w obiegu oraz ilości inwestorów kolejnej odsunięcia nie będą już tak głębokie i długie wiec może warto rozważyć taki wpis.

asas

Niebezpieczne ? Kup spółkę X, w tym dziesięcioleciu będzie popyt na URAN to są niebezpieczne teksy. Jacek Lempart ostatnio pokazywał jak wyglądały historyczne spadki i jakoś nie zauważyłem żeby szło to w zła stronę. Zreszta ten COVIDO-wy drop down miał najszybsze odbicie w historii jeżeli się mylę popraw mnie ? Skoro historycznie giełda rośnie to raczej ciężko oczekiwać ze historycznie będą największe 🔻. Takie moje luźne myśli ale jakoś nie wyobrażam sobie spadków 80% na takim S&P500 czy szerokim indeksie. No może po za atakiem 🛸

asas

Ale ja nic nie prognozuje tylko wyraziłem swoją opinie, przecież nigdzie nie napisałem ze spadnie o X czy Y. Podłączyłem się pod prośbę o wpis ale najwyraźniej nie warto.

asas

No, blog się rozrasta, czytelników przybywa a Ty jesteś na maxa wkręcony i każdemu chcesz odpisać, wiec nie chce spamować jakimiś mało istotnymi propozycjami kolejnych wpisów. Zaproponowałem bo temat wydała mi się ciekawy, ale jak sam stwierdziłeś ze lista wpisów która chcesz wydać jest długa wiec dodawanie kolejnych mało istotnych jest bezsensu. Daleki jestem aby się na Cb obrażać, myśle ze na całym blogu nie znajdziesz osoby która mogła by się obrazić 😉 tak wiec luzik 🍉

Łukasz

Hej, ja stosuję przy rebalancingu zasadę 5/25: https://awealthofcommonsense.com/2014/03/larry-swedroe-525-rebalancing-rule/?fbclid=IwAR05vug8QCxTl-oPAem1RWiWfGzW9VML7AxeA8msx0NpIKHo9tUbAlJbcHc
Moja docelowa strategia to 60% akcji (po 20+/-5% dla MSCI World, MSCI EM i akcji polskich spółek), 30+/-5% dla obligacji skarbowych EDO/ROD, 10+/-2,5% złoto. Obecnie jednak mam zaledwie 45% akcji i zwiększam stopniowo tę pozycję dopłatami aby dojść do nominalnego udziału. Jest to dość defensywna strategia ale czuję się z nią komfortowo patrząc na obecne wyceny akcji.
Pozdrawiam,
Łukasz

Łukasz

Można powiedzieć że dążę dopiero do takich proporcji ale w obecnej sytuacji nie chcę tego robić poprzez przedterminowe zamykanie obligacji (które stanowią także mają poduszkę bezpieczeństwa a mimo wszystko nie chcę jej mieć w akcjach) ale poprzez dokupowanie akcji przy kolejnych nadwyżkach.

Łukasz

Można powiedzieć że od początku miałem mniej wiecej 60/30/10 ale miałem też osobno wydzieloną poduszkę, która była w znacznej części w obligacjach ale na podstawie Twojego artykułu postanowiłem ją włączyć do części bezpiecznej portfela długoterminowego a że szkoda mi zrywać w tym momencie te obligacje (szczególnie że wchodzą w całkiem niezłe oprocentowanie na kolejny okres +6%) to modyfikuję proporcje dopłatami kupując akcje 🙂

Sebastian

Hej, dzięki za wpis. Muszę przyznać, że rebalancing jest nadspodziewanie skomplikowaną kwestią. Szczególnie, że często każe działać wbrew naszej intuicji, która ma krótką pamięć i stawia opór gdy trzeba sprzedawać coś co tak pięknie rośnie.

Zastanawiam się nad optymalną częstotliwością dokonywania rebalancingu.
Niektórzy (https://www.kitces.com/blog/best-opportunistic-rebalancing-frequency-time-horizons-vs-tolerance-band-thresholds/ – tabelka na końcu) sugerują, że najlepsze wyniki osiągnięte były przy połączeniu szerokiej tolerancji odchyleń z bardzo częstym sprawdzaniem stanu portfela ((nawet 20-25% i nawet codzinnie!).
Myślę, że w dzisiejszych czasach „codzienne sprawdzanie stanu portfela” nie musi zajmować ani minuty oraz ani porcji naszej uwagi – wystarczy prosty alert na maila. Jeśli głównym argumentem ma być to, że inwestując pasywnie nie chcemy zaglądać do portfela codzinnie to moim zdaniem jest on nietrafiony w XXI wieku.

Co do różnych metod rebalancingu dorzuciłbym dwa pomysły:

  • w przypadku kilku klas aktywów, powiedzmy akcje DM i EM oraz obligacje, można być bardziej rygorystycznym przy rebalancingu na osi akcje-obligacje i bardziej toleranyjnym przy równoważeniu DM-EM, gdyż są one do siebie bardziej zbliżone
  • można ustalić szersze względne widełki dla klas o mniejszym udziale, powiedzmy w portfelu 50/40/10 – akcje/obligacje/złoto, mozna tolerować odchylenia o (względne) 10% dla akcji i obligacje oraz 20-30% dla złota, tak żeby nie przepłacać prowizji, szczególnie dla mniejszych porfeli lub mniej „płynnych” aktywów, typu fizyczne złoto
Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Sebastian
Piotrek

Świetny wpis bardzo Otwierający oczy i pouczający wielkie dzięki

Daniel

Witam,

Sam osobiscie staram sie rownowazyc sklad swojego portfela poprzez wplaty nowych srodkow.

Jesli chodzi o proporcje w portfelu to kazdy robi jak uwaza jednak przy wiekszym kapitale (dla mnie to ok 0,5 -1,0 mln zlotych) nie wyobrazam sobie miec np 100-75% w akcjach bo przy spadku 20-30 % moglbym nie wytrzymac …

Mateusz czekam cierpiliwie na serie o akcjach;)

Pozdrawiam

Dawid

Ja mam mix typów rebalancingów w moim portfelu inwestycyjnym. Do ETFów na indeksy podchodzę tak samo jak Ty Mateusz tzn. naprawdę długoterminowe „ultimate buy and hold” (musiałem tą nazwę tu wcisnąć xD ) . Następnie:

– rebalancing „samym dokupywaniem” co miesięczny lub gdy nie jest to optymalne prowizyjnie po uzbieraniu kwoty (generalnie żyję zasadą że im szybciej pieniądz znajdzie się na rynku tym lepiej dla niego, niezależnie jakie jest otoczenie rynkowe czy jest tanio czy jest drogo)

– rebalancing oddolny sygnałowy (sprzedaż obligacji i redukcja poduszki finansowej w momencie krachów) 
 
Generalnie taka optymalizacja prowizyjna, optymalizacja podatkowa, optymalizacja tego by pieniądz znajdował się jak najszybciej na rynku, optymalizacja wykorzystania dołków/okazji cenowych na rynku. Ostatecznie co miesiąc zgodnie z tym czego brakuje najwięcej optymalnie prowizyjnie zakupuje ETFy czy to obligacyjne, czy to akcyjne, czy to ETFy na poszczególne rynki których według proporcji brakuje mi najwięcej.  Jednocześnie pozwalam akcją puchnąć, a przeciwnie obligacją im puchnąć nie pozwalam (ale nie mam problemu by w ramach dopłat je dokupić). To powoduje że nigdy nie mam założonych proporcji w portfelu 77/33 ale żyje w zgodzie z tym co żyje we mnie (ryzyko nieobecności na rynku, długoterminowe osiąganie lepszych wyników przez akcje niż obligacje itd itp) a co przekazują mi takie portale edukacyjne jak Twój 🙂 ewentualnie gdy poznaje nową „zasadę” to dokonuje drobnych korekt algorytmicznych w excelu.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Dawid
Marx

Jak podejść do rebalancingu gdy ma się fundusze typu ppk? Uwzględniać czy zignorować? Głównie chodzi mi o to że niektóre fundusze mają zmienne proporcje i nie wiadomo ile tam jest czego, np fundusz nn perspektywa 2065 teoretycznie 80/20 miał w lipcu 40 procent gotówki…

Marx

Ppk plus PPI to już są właśnie takie kwoty. W przypadku PPI sprawa jest prostsza bo można wybrać fundusz który jest w teorii 100 procent akcji. No i z PPI aktualnie nie mogę wypłacić, więc to pośrednio odpowiada na pytanie, dlaczego tego nie wyplacam.
Z ppk nie wyplacam też dlatego, że nie za bardzo wiem jak policzyć co się bardziej opłaca. Z zaufaniem nie mam problemu, bo to taka sama inwestycja jak każdy inny fundusz, który mogę sprzedać w dowolnym momencie (czyli brak zaufania do ppk oznaczałby także brak zaufania do ike czy IKZE). Policzenie pewnie jest możliwe ale nietrywialne bo trzeba uwzględnić np prowizje które ciężko oszacować (wypłacone pieniądze trzeba jakoś zainwestować). Opłaty za zarządzanie tymi funduszami wynoszą 0,5 procenta czyli nie zabijają konkretnie sensu inwestycji, jest też teoretycznie możliwy rebalancing poprzez zmianę funduszy, choć oczywiście też są prowizje za konwersję. Pytanie czy warto? Czy po prostu ustawić fundusze i zapomnieć do emerytury? Oh jak ja bym chciał aby zamiast tych funduszy były etfy. Nawet dystrybucyjne niemieckie 😉

Warto też wspomnieć że tego typu fundusze pobierają sobie dodatkową prowizję gdy osiągną dobry wynik (premia za zarządzanie czyli zwykłe złodziejstwo) co uważam za wyjątkowe świństwo, gdyż dobry wynik jest z powodu hossy a nie zarządzania, a jak źle zarządzają (bo bessa) to nie ma kary za złe zarządzanie

Adam

Ja właśnie po przeanalizowaniu różnych opcji zdecydowałem się z PPK nie wypisać, za to regularnie wypłacać sobie tę kasę i traktować ją jako część mojego wynagrodzenia z pracy, czyli nadwyżki inwestować samemu. Myślę, że zrobię to lepiej i przede wszystkim taniej, bo PPK to jednak fundusz inwestycyjny aktywny, dużo droższy niż zachodnie ETF-y.

Marx

Jeszcze nie liczyłem ale powoli przekonuje mnie fakt że pół procent teraz i pół procenta za kilka lat to jest co innego, a etf znajdę 5x tańszy bez problemu. W dłuższym okresie czasu ryzyko walutowe nie powinno być problemem, a szansa że aktywny fundusz zrobi lepszy wynik niż etfy jest minimalna i nędzne dopłaty państwowe nic tu nie zmienią.

Marx

Z drugiej strony jest to kolejne konto omijające podatek belki, ale z trzeciej strony przy jednorazowej wypłacie (a nie w 120 ratach) podatek i tak się pojawi.
Reasumujac wypłacając musimy mieć pewność że osiągnięmy wynik lepszy od funduszu o tyle aby odrobić pół procent składki pracodawcy, dopłatę państwa i podatek belki, i jeszcze zarobić przynajmniej z pół procenta, aby to miało sens. Myślę że jednoznacznie ma to sens w dłuższym horyzoncie czasowym, się np w perspektywie 10 lat nie jestem taki pewny

Martyna

Ja zostałam w PPK z perspektywą że po kilku latach wypłacę te pieniądze na wkład własny do mieszkania inwestycyjnego (jest to wypłata bezstratna). Niestety PIS w „Polskim złodziejstwie” chce zlikwidować amortyzację mieszkań więc też się zastanawiam nad zasadnością dalszego pozostawania w tym programie :/

Martyna

BTW. Tu są fajne wykresy jakie piki w klinach podatkowy ten bubel wprowadza.
https://300gospodarka.pl/analizy/jak-sie-zmienia-obciazenia-po-polskim-ladzie-mamy-wyliczenia

Marx

w podcascie Jacka padla informacja, ze czemu czepiamy sie OFE, przeciez maja gigantyczne zwroty rzedu 400% (i faktycznie https://www.biznesradar.pl/fundusze-stopy-zwrotu/ofe). Tyle ze to jest na przestrzeni 20 lat. Ciekawe jakie bylyby te stopy gdyby zamiast prowizji nawet 7% byla 0,07 jak w ETF…

asas

Ze co, ze jak można przenieść środki z PPK do IKE ?

Marx

to nie byly srodki z PPK tylko z PPI

Grzegorz

Jeśli w portfelu mamy akcje zarówno na IKE/IKZE jak i na zwykłym koncie maklerskim, to przy rebalansingu portfela dochodzą dodatkowe dylematy.
Z jednej strony najlepiej kupić pod korek akcje na IKE/IKZE w każdym roku,
ale to potencjalnie zwiększa liczbę akcji do sprzedaży ze zwykłego konta i powoduje konieczność zapłaty podatku.
Może się okazać, że na IKE/IKZE lepiej mimo wszystko dokupić obligacji (choć one mniej pasują do IKE/IKZE) niż sprzedawać akcje na zwykłym koncie maklerskim. Zapewne, zależy to od możliwości naszych dopłat do porfela.

Marx

Teoretycznie akcje sprzedajesz jak rosną więc mniej boli prowizje 😉

Marx

Chodzi o to że realizujemy zysk, czyli cieszymy się że on jest, a wtedy jakaś „drobna” prowizja nie psuje dużego zysku. Dużego bo zakładam że jak strategia mówi aby sprzedać akcje, to one już musiały konkretnie urosnąć

Marx

poniewaz dopiero zaczynam inwestowac swiadomie, wiec przychodzi mi uwierzyc na slowo 🙂 Z drugiej strony zauwazam ze ignorancja pomagala przetrwac najgorsze zjazdy – w koncu posiadam OFE a jego stanem interesowalem sie raz na kilka lat a on sobie rosl i spadal i ani minuty sie tym nie przejmowalem.

Kontynuujac temat ignorancji zauwazylem ze to co PPK robi dobrego to zwrocenie uwagi przecietnego obywatela na to ze inwestowanie w ogole istnieje. Wszyscy podpadajacy pod PPK zostali niejako zmuszeni do analizy inwestycji, aby podjac decyzje czy chca w to isc czy nie.

Marx

Tak istotnie jest, ale mimo to czesc z nich zostanie popchnieta do dzialania. Podejrzewam ze taka akcja sklonila wiecej ludzi do przypomnienia sobie o inwestowaniu niz wszystkie polskie blogi razem wziete. Niestety 🙁 Co nie znaczy ze blogi nie maja sensu – wrecz odwrotnie, ci ludzie maja na tacy podane infromacje, ktorych kiedys trzeba bylo szukac po bibliotekach. I chwala wam za to, blogerzy 😉

asas

Cześć Mateusz,

Chciałbym prosić ciebie abyś spojrzał na mój portfel, i jeżeli jest taka potrzeba wsadził kij w mrowisko 💥

Całość chce utrzymać w proporcjach mniej więcej 60/40 Akcje/Obligacje z rozbiciem na 6 różnych portfeli.

1. 40% – Obligacje COI rebalancing przy odchyleniu 10%

2. IKZE (mBank) – 60% VFEA (EM) 40% VHVE (DM) rebalancing raz w roku (Styczeń)

3. IKE (mBank) – 60% EMIM (EM) 40% SWDA (DM) rebalancing raz w roku (Styczeń)

4. PPK – Tutaj z wiadomych przyczyn większość to WIG (EM) rebalancing brak (miesięczne dopłaty)

5. BOSSA – V80A i tutaj mam problem, z jednej strony lubię proste rozwiązania i wszystkie nadwyżki wpłacam co miesiąc w ten jeden index ale z drugiej strony na IKE oraz IKZE mam podział 60/40 EM/DM a ten Lifestrategy posiada automatyczny rebalancing w którym EM to jakieś 15% wiec sumarycznie będzie zaburzał proporcje 60/40 (EM/DM) ustaliłem sobie ze nie będę patrzył sztywno na proporcje EM/DM i dopóki będę się trzymał ogólnego założenia 60/40 akcje/obligacje to czy będzie tam więcej EM czy DM to jest bez większego znaczenia ?

6. XTB / Binance / Gotówka nie więcej niż 10% mam już tutaj jakieś aktywa WIG20/40 plus doważałem ETF z IKE /IKZE (EM) co miesiąc przy spadkach. Tak naprawdę to jest najmniej istotny portfel czysto spekulacyjny tak wiec zastanawiam się czy nie wypłacić wszystkiego i jeszcze bardziej uprościć sobie życie wpłacając na V80A

Największe obawy ma co do łączenia EM/ DM z V80A bo czysto hipotetycznie przychodzi styczeń wypełniam całe IKE/IKZE a za miesiąc mamy konkretne spadki na EM i w takiej sytuacji będę zmuszony doważać go przez XTB.

asas

Wolałem uderzyc do szefa 🤴🏼 Ale spoko rozumiem 😉

Maciek

Cześć Mateusz,

IKE/IKZE stanowią mniej niż 10% wszystkich oszczędności

Zaskoczyłeś mnie tym przyznam. Załóżmy portfel 50/50, kwotę powiedzmy 40 000 i rebalancing samymi dopłatami. Dlaczego nie wykorzystać tutaj w pełni potencjalu IKE/IKZE, skoro nie planujemy nic wypłacać?

Marx

Przyszła mi do głowy taka szalona lecz i bardzo prosta strategie, mianowicie pakować wszystko w aktywa wysoko dywidendowe ale dywidendy w całości pakować w obligacje, najlepiej indeksowane inflacja. Pewnie nie jest to nic odkrywczego, ale wydaje mi się że mamy olbrzymie prawdopodobieństwo, że z dywidend uzbiera się pokaźna kwota stabilizujaca automatycznie w dłuższej perspektywie cały portfel. Mentalnie zysk cały czas rośnie (bo ilość obligacji rośnie) a to że akcje się miotają nawet o kilkadziesiąt procent nie ma w sumie znaczenia tak długo jak płacą dywidendy powiększając zysk. Ich cena będzie ważna dopiero w momencie ich sprzedaży.

Trochę to przypomina kupno mieszkania na wynajem, czy cena mieszkania rośnie czy nie – jest to w sumie nieważne dopóki nie zechcemy go sprzedać, na teraz ważne jaki dostajemy czynsz.

Marx

Niestety to ty jesteś specjalistą w temacie dywidend, ja póki co po kilka razy słucham twoich odcinków na ten temat, więc nie jestem w stanie jeszcze zaproponować sensownej strategii zakupów aktywów dywidendowymi się wciąż się uczę 😉

Zasadniczo od portfela 80/20 różni się tym że się sam rebalansuje wraz z czasem oszczędzania. Biorąc skrajny przypadek (ewidentnie nieopłacalny) czyli kupno wyłącznie etf typowo dywidendowego który nie rośnie a jedynie płaci dywidendy to możemy skończyć nie z 80/20 ale z 20/80 czyli jak widać różnica może być olbrzymia.

Nie chcę się upierać że to jakaś super strategia bo nie mam narzędzia które jest to w stanie sprawdzić. Podoba mi się za to prostota tego rozwiązania oraz fakt że zyski z dywidend są tak łatwo policzalne (to po prostu kapitał w obligacjach).

Marx

Początkowo chciałem pisać „dywidendy/odsetki”, czyli generalnie cały uzyskany kapitał z takich dochodów byłyby właśnie obligacjami.

To właśnie wybór produktów je generujących miałby kluczowy wpływ na proporcje portfela.

Proporcje te da się oszacować, bo dywidendy skaczą co najwyżej 0-10%, a cały tego typu portfel w czesci dywidendowej będzie dawał powiedzmy 5 procenta rocznie. Czyli w miarę dokładnie można policzyć stan obligacji na koniec oszczędzania. A część kapitałowa? Pewnie też urośnie. Jeśli nie przesadzimy z maksymalizacja odsetek czyli wyborem akcji które nie rosną w dłuższym czasie, to pewnie zachowaja się jak cały rynek, czyli ich stan będzie zależny od momentu wejścia z rynku. Nie ma szans aby łatwo oszacować ile ich będzie w stosunku do obligacji. Pytanie czy naprawdę musimy znać te proporcje?

Janek

A ja mam inne pytanie 🙂 Na jakiej podstawie uznaje się ETFy obligacyjne jako „bezpieczną” część portfela? Skoro takie ETFy też mogą tracić na wartości i nie ma pewności, że wyjmiemy chociaż tyle co zainwestowaliśmy. Czy to nie czasem pozornie „bezpieczna” część? Skojarzył mi się wpis z tą „mentalną poduszką finansową”, która blokuje potencjalne zyski. Czy tutaj nie zachodzi ten sam proces? Czemu nie trzymać 100% w ETF-ach akcyjnych? Zakładając, że nie wypłacamy na dołku ani akcji ani obligacji 🙂

Janek

Najmocniej przepraszam 🙂 Moje pytanie nie było w żaden sposób uszczypliwe, ani złośliwe. Widocznie źle zrozumiałem m.in. te fragmenty:

W rebalancingu chodzi zatem o to, by przy wzrostach na giełdzie redukować zmienność portfela, „przerzucając” część kapitału w obligacje, by potem – przy dużych spadkach na giełdach – mieć za co „dokupować tanie akcje”.” oraz „Pozostałe 50 tysięcy złotych ulokował w indeks światowych obligacji, które w omawianym okresie 10-letnim przynosiły stopy zwrotu między 1%, a 6% w ciągu roku”

No i ogólnie obligacje skarbowe np polskie (edo, antyinflacyjne 10 letnie) nie wydają mi się ani proste, ani szybkie, ani wygodne w sprzedawaniu/kupowaniu kilka razy w roku aby rebalansować portfel. A wiem, że cenisz sobie „pasywność” inwestowania i dlatego z automatu (błędnie) uznałem, że wszystko będzie kręcić się wokół różnych ETFów 🙂

Dzięki za odpowiedź i postaram się już nie pytać o takie bzdury 🙂

Janek

Droga wolna, by mieć 100% akcji. Z długim horyzontem i żelazną psychiką powinno się udać ;).”

W przypadku kogoś kto jest w stanie odłożyć jedynie ok 15tys zł rocznie i wybierze sobie maklerskie IKE wrzucając tam całość… to nawet nie za bardzo widzę wyjście posiadanie czegoś innego niż akcje (konkretnie ETFy akcyjne) 🙂

Michał

No dobra, a teraz pytanie z innej mańki;) Czy naprawdę nie ma znaczenia kiedy wykonujemy coroczny rebalancing? Widzę że większość źrodeł zakłada 1 stycznia, czy nie ma znaczenia skomasowanie takich dodatkowych przepływów (zakładam że mogą wpłynąć na wyceny nawet dużych ETFów) i czy nie byłoby „czyściej” robić rebalansing w jakimś randomowym dniu, np 16 maja co roku?

Marx

ma znaczenie ale nie slyszalem o algorytmie ktory by mowil jaki dzien jest najlepszy. Ktos wspominal ze pierwszy dzien miesiaca to dzien gdy rebalansuja fundusze inwestycyjne.

Michał

Ok, czyli nie ma znaczenia dla dużych ETF i globalnego rynku. A co np w sytuacji GPW i np System Trader, który wskazuje momentum dla bardzo jednak policzalnej i skończonej ilości akcji z niedużą czasami płynnością. Czy tutaj (zakładając że większość będzie robiła rebalancing 1-go każdego miesiąca) teoretycznie opłaca się być PRZED czy PO tych dużych zakupach z pierwszych dni miesiąca? Oczywiście dla długoterminowego trendu to pomijalne, czy jednak kupując 1-go pod koniec dnia nie jest się skazanym na wyższe ceny?

Jerry

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób czepiło się tej strategii momentum, która jest jedną z wielu i w dodatku aktywną. Mam wrażenie, że tylko dlatego, iż można dużo o niej poczytać aktualnych wpisów w ojczystym języku. Nic ponadto. Większość osób tutaj to początkujący amatorzy, którzy stawiają pierwsze kroki i od razu próbują rzucać się na coś co jest sporo trudniejsze i przeważnie w polskich warunkach mniej opłacalne, a jednocześnie mocniej ryzykowne niż najprostsza pasywna strategia, od której powinni zacząć. Proponuję najprostszą strategię polegającą na kupnie detalicznych obligacji skarbowych oraz jednego ETF-a globalnego i nie będziecie musieli wyglądać tego momentum. Mateusz proponuje tutaj ogrom prostych, przetestowanych przez lata w praktyce rozwiązań, które działają, a większość szuka dziury w całym i bawi się w szukanie czegoś co jest nieosiągalne. Dlaczego tak mało osób zwraca uwagę na statystyki, które są obiektywne, policzalne i jednoznaczne?

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Jerry
Marx

Mogę powiedzieć tylko o sobie, ale odkąd wchłaniam wiedzę na temat inwestowania, to spotykam się z różnymi, często sprzecznymi poradami na temat inwestowania. A czytam raczej sensowne źródła, tak mi się przynajmniej wydaje 🙂
Są pewne prawdy co do których wszyscy się zgadzają, jak to, że polskie fundusze aktywne, i przy okazji drogie, są bez sensu, że w długim okresie czasu akcje zarabiają najwięcej, że ike/IKZE to dobry pomysł, że procent składany, że psychologia jest bardzo ważna itp itp.
Są jednak rzeczy co do których są kompletnie sprzeczne podejścia. Inwestowanie pasywne vs aktywne. Etf vs stock picking. Dywidendy vs akumulacja. Ograniczanie strat przy bessie vs kup i trzymaj. Inwestowanie w Polsce vs świat. Makler polski vs amerykański. Analiza fundamentalna vs same wykresy i ceny. I pewnie wiele innych.
Dlatego nie powinno dziwić, że są tacy, co zgłębiają temat, i szukają swojej drogi, zadając przy okazji głupie pytania 🙂
A co do strategii pasywnej to wszyscy mówią że spokojne patrzenie jak akcje spadają jest niezwykle trudne, więc nie ma się co dziwić, że ludzie naturalnie chcą sobie tego bólu oszczędzić, i szukają jakichś rozwiązań.

Jerry

Wydaje mi się, że jest jeszcze jedna kwestia – zasadnicza, na zupełnie podstawowym poziomie, której część osób próbujących „podjąć walkę z rynkiem” nie chce zrozumieć, mianowicie to, że inwestowanie to nie jest/nie powinna być próba dorobienia się od zera, ale zwyczajna rozsądna działalność lokowania nadwyżek finansowych z podstawowej działalności zarobkowej prowadzonej w innym miejscu. Osoby takie mogą zakładać, że poświęcając tematowi ogrom czasu, wkładając masę wysiłku i dążąc do optymalizacji swojego modelu uda im się stworzyć coś specjalnego, zapominając przy tym, że żeby wyciągnąć to trzeba najpierw włożyć i że statystycznie dużo bardziej prawdopodobny do zaistnienia jest scenariusz przeciętnego, uśrednionego wyniku w długim okresie bez fajerwerków, pierwiastka geniuszu w portfelu oraz z poziomem ryzyka ustalonym na rozsądnym poziomie, ale pod warunkiem posiadania bazy, która realizację tego scenariusza wspomoże, niż przysłowiowe „trafienie szóstki”. Jeżeli statystyka wprost wskazuje, że na korzyść inwestującego mają wpływ kwestie typu: jakaś początkowa baza wspomagana dopłatami (zamiennie regularne i wysokie dopłaty od początku), kapitalizacja, stabilizacja (w sensie podejścia pasywnego) oraz przede wszystkim czas to kombinacje i utrudnienia lepszym rozwiązaniem być nie mogą.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Jerry
Jacek

Coroczny rebalancing, czy w ogole jakikolwiek „sztywny” rebalancing to jedna z najmniej efektywnych metod. Bardzo interesujaca metoda, najlepsza jaka widzialem to stosowanie tzw. inner rails, co robi np. ETFMatic.

Po pierwsze zamiast reabalnsowac co okreslony czas, rebalancing jest odapalany tylko wtedy gdy wagi odchyla sie o okreslony zakres. Po drugie — rebalancing nie przywraca portfela do wag modelowych, a jedynie „w pol drogi”. Czyli jesli akcje ochylily sie np. o +20%, to waga po rebalancingu nadal odchyla sie o +10%. Temat szeroki i wart opisania (dlaczego to dziala, w jakich zakresach, jak je dobierac, etc.), bo nie tylko podnosi stope zwrotu (bez podnoszenia ryzyka!), to do tego zmniejsza oplaty transakcyjne o okolo 30%. Game changer! 🙂

Czy gra warta swieczki? Jesli ktos przez 30 lat akumuluje kapital, a pozniej przez kolejne 30 lat z niego korzysta, to ma wiele dekad w ciagu ktorych kazdy „uszczkniety” dodatkowy ulamek punkta procentowego CAGR robi OGROMNE znaczenie.

Co do momentum: warto wsluchac sie w to co mowia ludzie majacy cos sensownego do powiedzenia. I przykladowo prof. Eugen Fama (tak, ten od hipotezy rynku efektywnego i laureat Nagrody Nobla) okresla momentum tak: „the premier anomaly”. Sam pewna forme momentum wykorzystuje w funduszach Dimensional. Wiec jesli ktos by chcial negowac/zaprzeczac momentum, to mniej wiecej jest tak, jak by sie upierac, ze Ziemia jest plaska. 🙂 BTW, momentum to tak szerokie pojecie, ze mozna stosowac to zarazem do indywidualnych spolek, ale innych instrumentow: indeksow, towarow, obligacji, walut — de facto wszystko czym sie handluje.

Natomiast diabel tkwi w szczegolach. W kazdym przypadku polecam kazdemu wszystko sprawdzic osobiscie. Najlepszym zrodlem informacji sa dane, nie opinie. 🙂

Ostatnio edytowano 1 miesiąc temu przez Jacek
Michał

A czy te inner rails są „odpalane” symetrycznie w każdą stronę, czy też – jak opisywał Mateusz – jest więcej miejsca na wzrost części akcyjnej?

Jacek

Symetryczne, zeby minimalizowac optymalizacje. Tu wlasciwie niczego nie trzeba optymalizowac.

Co do oplat transakcyjnych — wczesniej pisalem ze 30%. Moze byc jednak znacznie wiecej, nawet 70%. Dla duzych rachunkow moze nie byc to znaczace (z bardzo duzym rachunkiem mozna miec mniejsze oplaty u brokera), ale dla malych juz tak.

Dla jasnosci: sugeruje wszystko SAMEMU sprawdzic. Dlaczego? Bo portfel portfelowi nierowny: inaczej sie rebalansuje portfel z 2-3 ETFami, inaczej z 10, jeszcze inaczej konserwatywny (przewaga obligacji), a inaczej dynamiczny.

Michał

A jak w tych kalkulacjach wygląda podatek Belki? Na logikę też wydaje się że inner rails będą zmniejszały jego wartość.

Jacek

Jak zawsze — najlepiej zapytać o to dane. 🙂 Generalnie obniżenie kosztów transakcyjnych + podatki (realizujesz mniej zysku). Więcej o tym napisze Michał Szafrański w poniedziałek (JakOszczedzacPieniadze.pl) przy okazji opisywania oferty Aionu, bo tam analizowaliśmy ich algorytm. Być może opiszę to tez sam już w oderwaniu od Aiona szerzej jeśli nikt tego nie zrobi przede mną. 🙂

Ostatnio edytowano 1 miesiąc temu przez Jacek
Jacek

BTW, to kiedy robimy rebalancing (bezwarunkowy) tez może mieć znaczenie:

Przykładowo przy miesięcznym rebalancingu najlepiej wypada 1 i 2 dzień sesyjny, co ma uzasadnienie w przetasowaniach portfeli instytucjonalnych.

Tomek

Może trochę dziwne pytanie, ale czy fundusze ETF mogą zrobić „denominację”? Już spieszę z wyjaśnieniem. Obecnie na IKZE mam wykupione VWRA, cena jednostki tego funduszu to na dzień dzisiejszy ok 115$ ~ 443zł i mam sytuację, gdzie na koncie leży i nie pracuje mi 438zł tylko dlatego, że nie stać mnie na jedną jednostkę wspomnianego ETF. Na koncie głównym nie miałbym z tym problemu, dopłacam pieniądze i po problemie, ale gdy dobijamy do limitów wpłat IKE/IKZE robi się to trochę uporczywe. Czasami ciężko z „tańszymi” zamiennikami (mBank), gdy chce się mieć tylko jeden ETF na szeroki rynek. Domyślam się, że nie tylko ja spotkałem się z tym problemem, dlatego zastanawiam się, czy kiedykolwiek nastąpiła „denominacja” ETF (czy to jest w ogóle możliwe), czyli np. twórca ETF może każdemu klientowi pomnożyć jego ilość jednostek razy 2 i tym samym ściąć cenę jednostki o połowę? Jak już to piszę, to wydaje mi się to technicznie niemożliwe, aby w jakiś sposób twórca ETF mógł się skontaktować z każdym klientem i zapewne wprowadziłoby to niezłe zamieszanie, no ale ciekawość wygrała – stąd pytanie.

Arkadiusz

Jak najbardziej jest możliwe. Nazywa się to split. Fundusze czy firmy, którym ceny nominalne urosły do rozmiarów powiedzmy czterocyfrowych, a którym zależy na płynności swoich papierów, mogą przeprowadzić taką operację- dla przykładu jest spółka, której jedna akcja warta jest $1000 i decyduje zrobić split 10:1- wówczas inwestor, który miał jedną akcję, po splicie ma 10 akcji po $100. Dzieje się to automatycznie dla wszystkich akcji. Rekordzistą jest chyba (choć mogę się mylić) UVXY, choć tutaj były akurat resplity.

Tomek

Dziękuję bardzo za wyjaśnienie. Życzę miłego dnia 😉

Mikołaj

Cześć Mateusz,
to mój pierwszy wpis tutaj, chociaż czytam od dłuższego czasu, więc w pierwszej kolejności chciałem podziękować za kawał wiedzy i pogratulować swietnej roboty 😀

Ja mam takie pytanie, może dość proste: Czy w przypadku posiadania 2 ETF jeden na gielde amerykanska, drugi na rynki rozwijajace sie, to robiąc rebalancing i dokupujac jednostki powinienem kupować dokladnie te same etfy? czy np co dwa lata zmieniac etfy na jakies inne? (zakładając ze wciąż chce inwestować konkretnie w te dwa rynki)

Marx

w strategii GEM sa tez dwa ETFy ale dokupywany jest ten majacy najwiekszy wzrost. Moze wlasnie chodzi o to, ze sa ETFy tansze i drozsze, ale nie pod katem oplat, ale czegos takiego jak C/Z w akcjach? Tylko to sie juz robi strategia aktywna a nie pasywna.

Marx

nie, nie, tam sa w sumie 3 ETFy, jeden na obligacje i 2 rozne na akcje (USA i reszta swiata)

Marx

https://systemtrader.pl/prosta-dlugoterminowa-strategia-dla-rynku-akcji-i-obligacji/
„Strategia polega na trzymaniu w portfelu akcji amerykańskich lub akcji reszty świata w formie indeksu (wykorzystując do tego na przykład fundusze ETF), gdy rynek ten jest silny, lub obligacji jako bezpieczną przystań dla kapitału w sytuacji, gdy rynek akcji jest słaby. „

Marx

Oczywiście to jest podstawa tej strategii, ten rebalancing między akcjami i obligacjami (o ile sprzedaż wszystkiego i kupno czegoś innego można tak nazwać). Ale wybór części świata, którą pokrywa etf jest także istotną częścią tej strategii (jak rozumiem ma to rozproszyć ryzyko USA all-in), i do tego się odnosiłem w pierwszym moim komentarzu. Więc w sumie obaj mamy rację 🙂

Mikołaj

Dzięki za odpowiedzi! chodziło mi o taką sytuację, w której mam wykupiony ETF np na EM, ale np za rok okazuje się że powstał nowy, tańszy i lepszy ETF na EM od kogos innego, z lepiej dobranymi społkami itd. I teraz pytanie czy przy robieniu rebalancingu sprawdzac co kwartał/rok czy nie znalazło się coś lepszego, czy skoro już mam jeden kupiony to już pozostać przy nim przez x lat.

Mikołaj

i wszystko jasne, dziękuję!

Piotr

Cześć! Dzięki za materiał, czekałem na niego z niecierpliwością 🙂
Co sądzicie o takim prostym rebalansowaniu przy odchyleniu większym niż 10% w typowym portfelu akcje/obligacje 80/20?
Niby prosta sprawa. Ale jeśli się nie mylę to pilnowanie odchylenia na akcjach nie ma sensu, bo zawsze gdyby doszło do przekroczenia ich marginesu to jednocześnie zawsze dojdzie do przekroczenia marginesu dla obligacji bo robi nam się np 88/12 albo 72/28 podczas gdy dla obligacji dopuszczalne jest +/-2 czyli między 18 a 22. Wychodzi na to, że ustalenie takiego samego (10%) marginesu dla akcji nie ma sensu bo trigger zawsze będzie pochodził z mniejszej składowej? A jeśli tak to czy nie prowokuje to zbyt częstego rebalansingu w kontekście akcji? Nie wiem za bardzo jak do tego podejść..
Można by ustawić większy margines dla obligacji, ale dalej o rebalansingu będzie decydował zawsze tylko jeden trigger. Przy proporcjach 80/20, dopóki margines dla obligacji będzie mniejszy niż 40% to zawsze będzie to trigger z obligacji, a jak powyżej, to trigger z akcji (których margines został na poziomie 10%).
W jaki sposób określilibyście strategie rebalansingu dla takiego portfela 80/20? Może zwyczajnie założyć +/-5% na obu składowych w ujęciu punktowym? Czyli akcjom pozwolić na zakres 75-85 a obligacjom na 15-25? Co myślicie?

Chris

Problem pojawia się, gdy część akcyjną mamy na IKE/IKZE, a część obligacyjną poza nimi i rebalancing samymi dopłatami nie wystarczy. Nie jest to (niestety) (jeszcze) mój problem, ale pytam na zaś.

Abstrahując od kwestii barier prawnych związanych z rebalansowaniem pomiędzy IKE/IKZE a rachunkiem(ami) zwykłym(i), to ciekawe co by było, gdyby wpłat dokonywać nie w sposób rebalansujący, ale w sposób odzwierciedlający aktualną proporcję portfela, a rebalancingu dokonywać tylko poprzez kupno i sprzedaż aktywów. Jakieś momentum tu by wchodziło w grę?

Chris

OK, rozwinę: załóżmy modelową proporcję 70/30 i rebalancing przy odchyleniu 10%. Rzeczywisty stan aktualny: 72/28. Dokonujemy nowej wpłaty, ale wpłatą nie przywracamy proporcji 70/30 tylko alokujemy ją w proporcji 72/28. Dopiero kiedy wagi rozjadą się na tyle, że musimy sprzedać akcje i dokupić obligacje robimy rebalancing.

Chris

Tylko pytanie czy nie wykorzystujemy tutaj momentum.

Chris

Chodzi mi o podejście zakładające, że jeżeli coś rośnie to pozwolić mu rosnąć aż osiągnie zakładane przez nas progi i dopiero potem rebalansować, zamiast rebalansowania poprzez wpłaty.

Chris

No nie z dopuszczeniem 80/20 czy 60/40. Jeśli zakładamy 70/30 z odchyłem 10%, to przy 73/27 rebalansujemy, bo obligacji mamy za mało. Ale póki co, mamy 72/28, więc wpłacamy właśnie w tej proporcji korzystając z momentum na akcjach. Potem dopiero, jeśli proporcje wahną się do 73/27 dokonujemy rebalansingu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z większego kosztu prowizji maklerskich w tym przypadku. Pytanie tylko czy nie warto ich zapłacić.

Chris

Ale przecież nie sugeruję dopuszczania rozjazdu, bo przecież napisałem o dokonaniu rebalancingu zgodnie z pierwotnym założeniem w momencie kiedy któryś próg zostanie osiągnięty. Chodzi mi raczej o to, że może lepiej jednak nie rebalansować wpłatami, zwłaszcza gdy nie mamy osiągniętego progu, tylko wpłacić wedle aktualnych proporcji i pozwolić akcjom dalej rosnąć aż proporcje portfela wahną się na tyle, że trzeba będzie rebanasować z powodu osiągnięcia pierwotnie założonego odchylenia.

Chris

Rozumiem i zgadzam się, że na poziomie praktycznym, zwłaszcza przy kapitale poniżej, powiedzmy, 1 mln zł twoje podejście jest dużo bardziej racjonalne i wykonalne jeśli inwestujemy samodzielnie.

Mariusz

Hej Mateusz,
dziękuję za Twój wpis, chciałbym się zapytać o dwie rzeczy które mnie mocno nurtują w temacie inwestowania, a jestem dopiero na początku tej przygody

czy uważasz że warto w dzisiejszych czasach inwestować w obligacje skarbowe? Stopa zwrotu praktycznie zerowa (w połączeniu z inflacją nawet ujemna). Chodzi mi o to, że przy portfelu 80% akcji 20% obligacji, możnaby zastąpić te 20% obligacji na przykład inwestycją 20% w złoto / etf na złoto, ewentualnie inne surowce, co o tym sądzisz?

A druga sprawa – czy uważasz, że akcje obecnie są zbyt wysoko wycenione i istnieje już pewnego rodzaju bańka na rynku? Obecnie zaczynam dopiero swoją drogę z inwestowaniem i nie wiem, czy poczekać parę lat na pęknięcie bańki i wtedy dopiero zacząć inwestować w instrumenty finansowe.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Mariusz
Mariusz

Hej, dzięki za odpowiedź!

Co masz na myśli mówiąc „nie szeroki rynek”? Kupujesz akcje jakichś swoich specjalistycznych spółek zamiast ogólnych ETFów, tak?

Jerry

Czy wszystkie opisane w artykule zależności oraz reguły będą występowały oraz miały zastosowanie w równym stopniu w portfelu, którego część obligacyjną stanowią obligacje detaliczne nie notowane na rynku i trzymane do wykupu np. EDO, a więc część ta nie będzie odwrotnie skorelowana z akcjami, czy może należy podejść tutaj do rebalancingu w jakiś inny sposób? Mam tu głównie na myśli mniejsze „huśtanie” na części obligacyjnej, wynikające co najwyżej z mocnego wzrostu części akcyjnej i w związku z tym mniejszy potencjał części obligacyjnej do balansowania całości portfela w sytuacji spadków na akcjach.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Jerry
Jerry

Nie mam jakichś konkretnych wątpliwości co do danego przypadku, chciałem się natomiast upewnić, czy fakt nienotowania, a więc braku zmienności (dodatkowo w sposób przeciwny do części akcyjnej) na części obligacyjnej nie będzie stwarzał trudności przy późniejszym balansowaniu całości typu konieczność zbyt dużych dopłat z zewnątrz zamiast korzystania z potencjału wzrostowego obligacji notowanych na rynku etc.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Jerry
Przemek

Hej Mateusz,
Chciałbym się zapytać jak zapisujesz inwestycje w budżecie?
Czy wpłacając na konto maklerskie i kupując akcje nie uwzględniasz tego w budżecie? Dopiero przy sprzedaży akcji wpisujesz zysk/stratę i ewentualny podatek?

Pozdrawiam

Przemek

Czyli jeżeli chodzi o akcje to tylko długi termin Cię interesuje (aż do wcześniejszej emerytury).
Obligacje traktujesz tak samo? Jak się kończy od razu reinwestujesz aż do wcześniejszej emerytury?

Przemek

Czyli z tego co piszesz blisko Ci do tego typu Fat FIRE. Czy raczej jakąś hybrydę robisz?

Piotr

Cześć.
Niekoniecznie pod tym tematem ale proszę o radę. Chcę założyć ike i zastanawiam się czy kupić etf na sp500 od vanguarda za dolary czy lepiej lyxor notowany na gpw za złotówki? Ter 0,07 vanguard, 0,15 lyxor. Czy możesz polecić jakiś fajny obligacyjny do pary? Czy te dwa ogniwa wystarczą czy coś jeszcze na start byś dołożył.
Dziękuję.

Piotr

Tak o tym spredzie myślałem bo gdy zakładałem konto w xtb to po zakupie od razu inwestycja była kilka złotych w plecy. Kurde myślę, jak to tak szybko taka strata a potem mnie oświeciło że to wymiana walut :). Obligacje mogą dać procent ale Belka trochę zysku zje poza ike. A co sądzisz gdyby za ostrożną część portfela ike odpowiadał jakiś etf na świat minimum volatility i z obligacjami dać sobie spokój? Historycznie było całkiem nieźle. Swoją drogą ja nie wiem że Wy (spece od giełdy) to wszystko ogarniacie i nie lądujecie w wariatkowie 🙂

Piotr

Dziękuję.

Piotr

Ostatnie pytanie i nie zawracam. Jak się zapatrujesz na zakup obligacji skarbowych albo emitowanych przez bgk poprzez konto maklerskie? W zasadzie przy stałym oprocentowaniu powinien to być dobry sposób na pomnażanie oszczędności no i można to zrobić przez ike. Znalazłem papiery oprocentowane na 6% gwarantowane przez skarb państwa. Przy zakupie doliczają parę groszy pochodzących z przyszłych odsetek ale nie bardzo wiem ile kosztuje wcześniejsza ich sprzedaż.

Piotr

Możesz rzucić okiem na IWS0645? Emitowane przez BGK. Wrzuciłem przez emaklera i wyszło za jedną 1045zl plus 5zl prowizji.

Piotr

Dziękuję. Poczytam. Uratowałeś mi skórę.

Piotr

Jak zaczynałem pracę zawodową pewne rzeczy teoretycznie wiedziałem ale praktycznie słabo. Po czasie samoistnie się wszystko rozjaśniło sam nie wiem jakim sposobem. Po prostu się stało i już. Mam wrażenie że z giełda jest podobnie. Z tym że tutaj mam kogoś kto jest bezinteresowny i dzieli się wiedzą co pozwala trochę bezpieczniej poruszać się po tym polu minowym 🙂 Na razie łap nie pourywało co jest sukcesem. Anioł Stróż. Dziękuję.

Piotr

Mam parę groszy w krypto. Ostatnio strasznie buja tą łajbą a nie wypuściłem z rąk 🙂 Będzie dobrze. Szkoda ze nie możemy się napić 🙂 Jestem konserwatystą i uważam że ludzie są ostatnio dla siebie bardzo niedobrzy i traktują się jak bankomaty, dlatego cieszę się gdy ktoś przywraca mi wiarę że można być uczciwym. Podziwiam Twoją pracę.

Piotr

Jak mówiłem, szkoda że nie możemy się napić 🙂 Mam nadzieję że Ci się nie znudzi.

Piotrek

Hej,
Zastanawiam się czy ktoś ma pomysł na rebalancing portfela gdzie na ike i ikze są etf akcyjne a obligacje skarbowe dopełniają portfel kupowane bezpośrednio przez pko. Powiedzmy że chciałbym utrzymać proporcje 80/20 na rzecz akcji. Widzę tu taki problem ze jak etfy wzrosną to trochę byłoby nierozsądne robic wypłatę czesciowa z etf na rzecz kupienia obligacji tymbardziej że jeżeli to obligacje dałyby więcej zarobić nie będzie się dalo wpłacić na ike/ikze więcej niż limit roczny. Oczywiście nie jest to problem przy małym portfelu ale już powyżej 200-300 tys moze robić się to problematyczne. Z góry dzięki za opinie.
Piotrek

Piotrek

hej,

Dzięki za odpowiedz. Przykładowy scenariusz:
rocznie jestem w stanie odłożyć 25-30k przy czym w pierwszej kolejności wykorzystuje limity na ike i ikze co daje jakieś 22k(załóżmy ze limity się nie zwiększaj żeby było łatwiej liczyć) na tych kontach chciałem głownie inwestować w duże etfy jak SWDA i EMIM z przeważeniem rynków wschodzących. Reszta miałaby iść na obligacje czyli jakieś 5k i akurat tutaj chciałem skarbówki bo już trochę ich mam i mimo trochę gorszego procentu nie tracę czasu na wybieranie obligacji na catalyst. Myślę ze przez pierwsze 2-3 lata odchylenia w portfelu nie będą jakaś duża od założonych 80/20 natomiast problem pojawi się jeżeli akcje pójdą w górę na przykład o 50% wtedy raczej nie będę miał na tyle gotówki żeby zrównoważyć to nowymi obligacjami (nawet portfel 100k gdzie akcje urosną o 50% procent będzie wymagała dokupienie obligacji za ~ 10k) a z każdym potencjalnym rokiem zysków na akcjach odchylenia będą coraz większe i ciężkie do zrównoważenia.
Masz racje ze można tutaj inaczej podejść do sprawy i na ike/ikze kupować tylko V80A co da nam już określona proporcje a ewentualne nadwyżki pakować w inne etf akcyjne i obligacje jednak w ten sposób byłoby dość ciężko doważyć rynki wschodzące bo jednak V80A to głownie rozwinięte a i ekspozycja na polski pln mogłaby być dość mała, choć to akurat nie jest najważniejsze.
Oczywiście powyższy wzrosty akcji mogą być trochę duże jednak chodzi mi raczej o zasadę ze w dłuższym terminie ciężko byłoby to równoważyć. Dzięki za pomoc.
Piotrek

Piotrek

Hej,
Bardziej przemawia do mnie opcją druga tymabardziej po podcascie o inwestowaniu 100% w akcje, do emerytury ponad 30lat wiec i horyzont długi. Jakiekolwiek nadwyżki mimo to mogę wrzucać w obligacje i zawsze to będzie jakaś czczes portfela.dzieki za opinie Mateuszu
Pozdrawiam
Piotrek

Patryk

Czy comiesięczne dokupowanie instrumentów liczy się jako rebalancing?

Sebastian

Cześć. Słucham właśnie podkastu na temat rebalancingu i ciekawi mnie jak wygląda opłacalność rebalancingu w przypadku IKE. Np. 50% obligacje EDO w IKE mojej żony a 50% etf na moim IKE w mBanku. Czy w takim wypadku jedyną opcją jest kierowanie kolejnych wpłat tak aby trzymać się strategii czy sprzedaz czesci obligacji z jednego IKE na rzecz etfu na drugim i odwrótnie też jest opłacalna ?

Piotrek

Mateusz,
czy można w ogóle rozważać zastąpienie EDO obligacjami notowanymi na rynku? Wydaje mi się, że to dwa zupełnie różne produkty, które do tego zachowują się zupełnie inaczej. Myślę, że spora część osób która wpakowała środki we wszelkie fundusze obligacji obecnie jest w lekkim szoku widząc kilkuprocentowe spadki (bo nie przeczytała chociażby Twojego tekstu), a to raczej nie koniec podnoszenia stóp procentowych w PL.

Inną kwestią jest, że lada moment zadebiutuje ETF na polskie obligacje, więc będzie można inwestować w nie również na koncie maklerskim (chociaż super tani to on też nie będzie), więc można obejść się bez inPZU.

Pytania, którego mi tutaj zabrakło (oprócz ile lat do emerytury), czy IKE stanowią jedyne inwestycje. Bo jeżeli tak to nie dziwie się, że ktoś nie chce mieć 100% akcji (sam z tego co piszesz masz około 50% akcji w portfelu).

Piotrek

Tak, ETF to oczywiście zamiennik inPZU Obligacje a nie EDO. Po prostu jak już poruszyłeś ten wątek to pozwoliłem sobie dodać alternatywę w postaci rachunku maklerskiego która będzie dostępna w ciągu kilku tygodni 😉

Piotrek

No i nie mogę się doczekać (albo) ETF-a na obligacje korporacyjne PL

Od Bety raczej się to nie wydarzy. Robert Sochacki mówi o tym wprost, że obecna płynność (i chyba brak indeksu) to właściwie uniemożliwia. Musiałby to być jakiś ETF aktywnie zarządzany. Z tego co wynika z wywiadów będą chcieli dać coś w przyszłym roku na zagraniczne obligacje korpo ale z hedge do PLN. Tylko pewnie koszt będzie spory…

(albo) popularyzacji MSOKFIZ

Oni co miesiąc mają kolejne emisje, może jak zbiorą więcej kapitału to stanie się popularniejszy. Na razie jakoś nie mogę się do tego przekonać właśnie z racji fatalnej płynności.

Piotrek

Z drugiej strony, łączne koszty tego funduszu to blisko 2%. Plus koszty wejścia / wyjścia (również nie małe). Samo TFI łączne koszty przy rocznej inwestycji szacuje na blisko 4% (rynek pierwotny, źródło to KID funduszu). Oczywiście przy dłuższej inwestycji, te koszty spadają (mniejszy wpływ opłaty na wejściu / wyjściu), ale jednak 2% rocznych zostaje i boli.

Chętnie przeczytam dokładniejszą analizę, bo chociaż fundusz wydaję się jakąś alternatywą to jednak chyba jestem już po jaśniejszej stronie mocy i roczne koszty powyżej 0,5% są dla mnie ciężko akceptowalne – nawet jeżeli oferują dywersyfikację.
Pozdrawiam,
Piotrek

Piotrek

Tam za zarządzanie to chyba 1,25% plus success fee. W kid zamieścili przykład to wychodziła właśnie ponad 1,9% tych kosztów.

Na giełdzie masz prowizję maklerską + spread i jeżeli faktycznie chciałbyś to traktować jako krótkoterminowy parking gotówki (do roku) to może Ci się to mało opłacać.. W długim terminie to trochę nabiera większego sensu, ale tylko trochę 😉

Szymon

Znacie może narzędzie na polskim rynku do budowania i sledzenia wyników portfela? Mam na mysli takie, co umie automatycznie pobrać posiadane assety z polskich/dostępnych w polsce maklerów, i z których możemy budować dowolne portfele.

Piotrek

myfund.pl chyba jest najbardziej znanym tego typu rozwiązaniem, ale nie jestem pewny na ile jest tam opcja automatycznego pobierania danych (chyba bardziej eksport -> import). Automatyczne pobieranie wymagałoby chyba danych logowania do danego systemu, a to chyba nie jest najlepszy pomysł 😉

https://inwestomat.eu/myfund