4 rodzaje FIRE

4 rodzaje FIRE, czyli wolność finansowa zwykła, szybka, powolna i niepełna

Niezależność finansowa dla każdego.

Jeśli czytając mojego bloga zmęczyłeś się już trochę wpisami „technicznymi” i zamiast przeglądania wykresów z danymi gospodarczymi chciałbyś przeczytać nieco luźniejszy wpis to dobrze trafiłeś. Tematykę ruchu FIRE po raz pierwszy poruszyłem tutaj ponad rok temu, gdy we wpisie „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE” przyznałem się, że mam bardzo specyficzną motywację do oszczędzania. Tamten wpis wydałem w wieku 31 lat, teraz mam niespełna 32, wobec czego „czas nagli”, bo do mojej daty planowanego przejścia na wczesną emeryturę zostało już tylko niewiele ponad 8 lat. Ten wpis jest po to, by przedstawić Ci 4 rodzaje FIRE, czyli wolność finansową zwykłą, szybką, powolną i niepełną i uzmysłowić, że każdy może mieć swój sposób na przejście na wcześniejszą emeryturę.

Wpisy o FIRE na moim blogu zazwyczaj rodzą ciekawe dyskusje, a niekiedy nawet większe lub mniejsze kontrowersje, które staram się wyjaśniać w kolejnych artykułach. Pierwszą wątpliwością czytelników był sens wczesnego inwestowania, który próbowałem obronić w dobrze przyjętym tekście „Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?„. Drugim kontrowersyjnym tematem była konfrontacja idei FIRE z polską rzeczywistością, której wspólnie dokonaliśmy w artykule „Czy przy polskich zarobkach można osiągnąć niezależność finansową?” i w komentarzach pod spodem. Jeśli powyższe wpisy zachęciły Cię do ułożenia podobnego planu na swoje życie finansowe to jest to odpowiedni moment na poznanie czterech rodzajów FIRE, z których każdy z nas powinien wybrać ten jeden, najbardziej odpowiedni dla siebie.

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są cztery rodzaje FIRE, czyli zwykłe, Lean, Fat oraz Barista.
  • Jak szybko osiągniesz wolność finansową w zwykłym wariancie FIRE w zależności od zarobków i wydatków Twojej rodziny.
  • Jak może wyglądać typowy dzień osoby wolnej finansowo.
  • Jak wybrać najlepszy dla siebie wariant FIRE i którym podążam ja.

Jak osiągnąć standardowe FIRE?

Standardowe/zwykłe FIRE, czyli Financial Independence Retire Early jak sama nazwa wskazuje osiąga się poprzez osiągnięcie „finansowej niezależności” oraz „wczesne/wcześniejsze przejście na emeryturę/rentę”. Jako, że definicja ukrywa jest w nazwie to skoncentruję się na wyjaśnieniu jak mogłoby wyglądać FIRE w polskich warunkach. Według mnie, wolność finansową osiąga się w Polsce poprzez:

  • (Zgodnie z zasadą 4%, która mówi, że powinno się założyć roczny współczynnik „przejadania kapitału” jako 4% swoich środków) osiągnięcie kapitału w wysokości 25-krotności swoich rocznych wydatków. Swoich lub swojego gospodarstwa domowego, bo niezależność finansową najlepiej osiągać razem z partnerem lub partnerką.
  • (Bardziej konserwatywnie, więc „po mojemu”) osiągnięcie kapitału w wysokości 30-35-krotności swoich rocznych wydatków. We wszystkim wolę mieć bufor, więc wybieram założenia nieco bardziej defensywnie.
  • Zgromadzony kapitał warto zainwestować możliwie pasywnie oraz globalnie, ale by ułatwić sobie życie warto wybierać wersje indeksów, które wypłacają dywidendy. Tu chyba nie trzeba dodawać, ale dla inspiracji do budowy pasywnego strumienia dochodów zostawiam wpis „Jak osiągnąć 5000 zł z dywidend i odsetek miesięcznie?„.

Jeśli powyższe brzmi możliwie lub łatwo to chciałbym zapewnić Cię, że – niezależnie od Twoich wydatków – uzbieranie kwoty równej od 1,5 do 5 milionów złotych wcale nie będzie w polskich warunkach takie proste. Wystarczy przeczytać wpisy „Ile zarabia przeciętny Polak?„, „Ile oszczędza przeciętny Polak?” oraz „Co znaczy być bogatym w Polsce? Zarobki i majątek„, by dowiedzieć się, że dla większości naszych rodaków trudnością może być odłożenie w każdym miesiącu 1000 złotych lub więcej. Szansy dla siebie można jednak upatrywać w różnych wariantach FIRE, których dotyczy ten wpis, ale zanim do tego dojdziemy chciałbym omówić to „zwykłe”, klasyczne FIRE, tyle że w polskich, a nie amerykańskich warunkach.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

W ile lat osiągniesz zwykłe FIRE?

W poszukiwaniu materiałów do tego wpisu bardzo zainspirował mnie wpis na blogu fourpillarfreedom , dzięki któremu utworzyłem tabelę z liczbą lat (około), w której przy średnich stopach zwrotu z giełd akcji, osiągniesz finansową niezależność. Tabela ta ma mnóstwo założeń, uproszczeń i przybliżeń, a więc prośba o nie „fiksowanie się” na konkretnych wartościach, tylko spojrzenie na nią bardziej koncepcyjnie, by poznać myśl, która stała za jej utworzeniem.

Mimo często obserwowanego przeze mnie zjawiska zwanego inflacją stylu życia (więcej o niej we wpisie „Częste błędy w oszczędzaniu – lista 10 największych„) wysokość naszych wydatków nie musi być skorelowana z wysokością naszych dochodów. Powyższe stwierdzenie jest dla większości osób fałszywe, bo zazwyczaj więcej zarabiając pozwalamy sobie na większe wydatki. Warto jednak uświadomić sobie, że dążąc do zwiększenia swoich dochodów i osiągając to w czasie wcale nie musimy zwiększać naszych życiowych wymagań. Tym sposobem przyspieszymy sobie osiąganie finansowej niezależności, która dla niektórych sum (zwłaszcza dla gigantycznych dochodów i niskich wymagań od życia) może przyjść już po kilku latach oszczędzania i inwestowania. W poniższej tabeli zamieściłem zatem różne kombinacje wysokości rocznych dochodów i rocznych wydatków wraz z liczbą lat, która pozwoli nam na osiągnięcie klasycznego FIRE:

4 rodzaje FIRE - w ile lat osiągniesz wolność finansową

Idea jest prosta: jeśli chcesz osiągnąć wolność finansową, to – poza skutecznym inwestowaniem – musisz dążyć do zarabiania jak najwięcej przy jednoczesnym „zaciskaniu pasa”, by każdego miesiąca móc jak najwięcej oszczędzić. W skrócie: im bardziej po prawej stronie oraz im niżej na wykresie się znajdujesz, tym szybciej osiągniesz wolność finansową na danym pułapie. Dla przykładu: osoba (lub rodzina) zarabiająca 250 tysięcy złotych (netto) rocznie wolność finansową może osiągnąć w 3, 4, 6 lub nawet 20 lat i więcej, gdyż wszystko zależy od poziomu jej życiowych wydatków. Co do samych wydatków to naprawdę warto uświadomić sobie jedną, dodatkową rzecz.

Ile pieniędzy należy uzbierać w zależności od wydatków?

FIRE osiąga się przez posiadanie określonej kwoty, która pozwoli Ci na dożywotnie zaspokajanie wydatków Twoich i Twojej rodziny. Powodzenie planu zależy wobec tego nie tylko od wysokości Waszych miesięcznych/rocznych dochodów, ale także (a może głównie) od wysokości Waszych miesięcznych/rocznych wydatków. Najlepiej uświadomi Ci to zawartość wykresu, na którym prezentuję kwotę, którą trzeba uzbierać, by móc jako gospodarstwo domowe wydawać określone zasoby w ciągu roku:

4 rodzaje FIRE - ile pieniędzy, by przejść na wczesną emeryturę3

Zauważ, że niezależnie od dochodów Twojego gospodarstwa domowego kwoty, które musisz uzbierać, by móc żyć w określonym przydziale wydatków są identyczne. To bardzo prosta, wręcz oczywista matematyka, która wielu osobom może otworzyć oczy na bardzo istotną zmienną w FIRE, czyli oczekiwania wobec życia. Dokładnie z tego powodu powstały dwa warianty FIRE, nazywane Lean FIRE i Fat FIRE, które tak naprawdę definiują oczekiwaną stopę życiową już po przejściu na przyspieszoną emeryturę.

Lean FIRE można by w języku millenialsów nazwać „Bieda FIRE”, gdyż zakłada ona bardzo skromną emeryturę. Fat FIRE to po polski „FIRE na grubo”, a więc bardzo obfite życie na przyspieszonej emeryturze, które jednak będzie wymagało uzbierania większych środków. Zanim omówię bliżej obydwa warianty chciałem jeszcze napisać o motywacji do „zabawy” w FIRE, jaką jest dla mnie większa ilość czasu na rzeczy, które sprawiają mi prawdziwą przyjemność.

Co da Ci osiągnięcie FIRE?

Może powinienem był zatytułować ten akapit „co da mi osiągnięcie FIRE?”, ale w moim przypadku chodzi tu o czas, który spędzam na czynności, które niejako „muszę” robić wobec czasu na różne aktywności oraz relaks. Jak pewnie zauważyłeś po treściach, które publikuję i podcastach, które nagrywam raczej nie należę do osób leniwych, ale pisanie tych treści sprawia mi przynajmniej równorzędną radość, co moja praca. Jednak ze względu na fakt, że praca jest moim podstawowym źródłem dochodu, to właśnie jej poświęcam najwięcej czasu, bo aż 8 z 16 produktywnych godzin w ciągu doby. Mój dzień w wersji harmonogramu wygląda teraz mniej więcej następująco:

4 rodzaje FIRE - doba dla osoby pracującej

Kolorami: czerwonym, niebieskim i żółtym oznaczyłem na diagramie czynności, które w danych godzinach dominują moją uwagę. Oznacza to, że w godzinach między 08:00, a 16:00 skupiam się głównie na pracy zawodowej, będącej moim głównym źródłem dochodu. W godzinach porannych (zwykle od 06:30 do 08:00) „siedzę nad blogiem”, co nazwałem roboczo „aktywnościami”, podobnie robiąc przez około 2-3h dziennie po pracy. W innym wypadku nie miałbym w ogóle czasu na wydawanie tylu wpisów i podcastów, ale sprawia mi to tyle frajdy, że ostatnim co chciałbym tu robić byłoby narzekanie na czas spędzany nad prowadzeniem Inwestomatu.

Jedynym problemem jest niewielka liczba godzin, która zostaje mi w tym wszystkim na rodzinę, znajomych, relaks i odpoczynek. Nie ukrywam, że zbieram pieniądze i inwestuję głównie dlatego, by w przyszłości móc mieć tego czasu trochę więcej i – niezależnie czy mój dzień będzie bardziej „niebieski”, czy „żółty”, to by zawsze móc wybierać swoje aktywności bardziej świadomie i w sposób możliwie elastyczny. Co jest moją największą motywacją w dążeniu do FIRE? Właśnie fakt, że harmonogram dnia się nieco rozluźnia i przestaje być taki „czerwony”. Zresztą sam zobacz:

4 rodzaje FIRE - doba dla osoby która osiągnęła FIRE

Warto wspomnieć, że istnieje spora grupa osób, które po prostu nie mogłyby żyć w ten sposób. Nazywa się ich czasami „pracoholikami” lub tymi, którzy „nie mogą usiedzieć w miejscu” i – usiłując być samoświadomym – chyba wreszcie muszę przyznać, że sam zaliczam się do tej grupy. Istotnym jest dla mnie jednak to, że po osiągnięciu FI, czyli finansowej niezależności to ja będę mógł sam wybrać na co przeznaczam swój czas, uwagę i środki. Nawet jeśli moje czynności (praca) będą związane z wynagrodzeniem to nie chcę „musieć na czymś zarabiać”, bo takie podejście niejednemu (nie tylko blogerowi) zupełnie związało ręce, a często nawet zniszczyło misję/renomę, którą przez lata budował. Będąc tego świadom kroczę w kierunku FIRE w sposób otwarty, będąc świadom, że dużo się jeszcze zmieni i w przyszłości może mnie bardziej pociągać jeden z 4 rodzajów FIRE, o których Ci teraz trochę opowiem.

4 warianty FIRE i różnice między nimi

Choć moja przygoda z FIRE zaczęła się w 2013, czyli gdy zarobiłem swoje pierwsze poważniejsze pieniądze, to aż do roku 2019 pozostawałem nieświadomym członkiem tego nieformalnego ruchu. Większość materiałów związanych z FIRE znalazłem dopiero po założeniu tego bloga (przyjmijmy, że stało się to dnia 16 października 2019 roku, gdyż wtedy opublikowałem swój pierwszy wpis), losowo trafiając na stronę Reddit – Financialindependence, która do dziś bywa dla mnie źródłem inspiracji i ciekawych informacji od osób o podobnej misji. Ta sama strona otworzyła mi oczy na inne, głównie anglojęzyczne blogi, które opisują podobną ścieżkę, a FIRE w polskim internecie praktycznie nie istnieje.

Skoro sam robię to od ośmiu lat, choć „formalnie” dopiero od dwóch, to czuję, że na miejscu byłoby wyjaśnienie Ci różnych wariantów dążenia do finansowej niezależności. Wśród „ekspertów” z ruchu FIRE wyróżnia się wiele nurtów, z czego czterema głównymi rodzajami FIRE są:

  • Zwykłe FIRE, które zakłada najpierw uzbieranie konkretnej kwoty, a potem korzystanie z niej, by żyć na normalnym poziomie.
  • Lean FIRE, które zakłada uzbieranie mniejszej kwoty, która wystarczy nam na skromne życie.
  • Fat FIRE to przeciwieństwo powyższego, bo tutaj zbieramy naprawdę dużo pieniędzy, by żyć rozrzutnie i „pełnią życia”.
  • Barista FIRE to takie „FIRE do połowy”, gdyż pozwala uzbierać znacznie mniejszą kwotę od zwykłego FIRE, ale kosztem konieczności podjęcia się prostej pracy po godzinach w celu pokrycia części swoich zarobków na „emeryturze” z pracy zawodowej.

Niektórzy powiedzieliby więc, że Barista FIRE nie do końca powinno się klasyfikować pod FIRE, bo nie zapewnia „RE”, czyli przyspieszonej emerytury. Ciężko się z powyższym kłócić, ale zanim przejdziemy do szczegółów dotyczących każdej z trzech alternatywnych ścieżek, chciałbym przedstawić Ci te pomysły na liczbach. Ruch FIRE „żyje” głównie w społeczności amerykańskiej, w Polsce będąc póki co jedynie kuriozum. Z tego powodu nie ma ustalonych dla Polski kwot, które umożliwiałyby przejście na przyspieszoną emeryturę, ale nawet tę osobistą kwestię da się oszacować i skwantyfikować.

Z pomocą przychodzą strony o ruchu FIRE, które zwykle podają przedział rocznych wydatków między 40, a 100 tysięcy dolarów jako „zwykłe FIRE”, kwoty poniżej 40 tysięcy dolarów jako „Lean FIRE”, zaś powyżej 100 tysięcy dolarów jako „Fat FIRE”. Korzystając z porównania kosztów życia między Warszawą, a Nowym Jorkiem na stronie numbeo.com możemy spróbować oszacować, o ile koszty życia w USA są wyższe od polskich. Porównując dwa dosyć „drogie” miasta wyszło mi, że w Nowym Jorku życie kosztuje średnio o 150% więcej od życia w Warszawie. Możemy zatem pomnożyć kwoty dotyczące amerykańskiego FIRE razy 40%, otrzymując ich polskie odpowiedniki. Dokonam tego w ostatniej (prawej) kolumnie poniższej tabeli, by dać Ci szacowane liczby, które powinny pozwolić Ci na osiągnięcie każdego z rodzajów FIRE w polskich warunkach:

Wariant

Opis i zasady amerykańskie

(Polska) ROczne wydatki i wymagane środki na koncie

Zwykłe FIRE

Około 25-krotności rocznych wydatków Twojego gospodarstwa domowego (zasada 4%). W bardziej konserwatywnej wersji: 30-krotność Twoich/Waszych rocznych wydatków. W amerykańskiej wersji roczne wydatki wynoszą między 40, a 100 tys. dolarów rocznie.

Wydatki: ok. 120 000 zł rocznie.

Potrzebna kwota: 3 mln złotych.

Konserwatywnie: 3,6 mln złotych.

Lean FIRE

Jak wyżej, z tym, że wydatki tu są bardzo skromne. Wynoszą one zwykle około 40 tys. dolarów rocznie.

Wydatki: ok. 60 000 zł rocznie.

Potrzebna kwota: 1,5 mln złotych.

Konserwatywnie: 1,8 mln złotych.


Fat FIRE

Jak wyżej, ale wydatki są tu bardzo wysokie, zwykle powyżej 100 tys. dolarów rocznie.

Wydatki: ok. 180 000 zł rocznie.

Potrzebna kwota: 4,5 mln złotych.

Konserwatywnie: 5,4 mln złotych.

Barista FIRE

Połowiczne FIRE. Chodzi o założenie, że nie przechodzimy w stan uśpienia zawodowego, a zamiast tego dalej pracujemy, ale na pół etatu na względnie mało stresującym stanowisku, np. jako barman (stąd "Barista FIRE"). Dzięki temu wystarczy tu uzbierać kwotę, która zapewni pokrycie tylko np. 50% rocznych wydatków.

Wydatki: ok. 120 000 zł rocznie.

Potrzebna kwota: 1,5 mln złotych.

Konserwatywnie: 1,8 mln złotych.

Potrzebne wpływy z pracy: 5000 zł netto miesięcznie.

Największy problem z powyższą tabelą? Myślę, że żaden barman/barista w Polsce nie zarobi 5000 zł netto na pół etatu, a takie właśnie byłoby wymaganie w opisywanym scenariuszu. Tym bardziej sugeruję nie przywiązywać się do nazwy czwartego wariantu FIRE, gdyż słowo „Barista” odnosi się do pracy na część etatu, dzięki której uzyskamy benefity typu ubezpieczenia zdrowotne, czy karty wstępu na siłownie, a nie konkretnie do pracy w gastronomii. W polskich warunkach łatwiej byłoby to porównać do programisty, który zarabia 15 000 złotych miesięcznie, ale w pewnym momencie przechodzi na 40% etatu i pracuje tylko 2 dni w tygodniu, przez pozostały czas realizując swoje pasje. Zanim opiszę w szczegółach co myślę o Barista FIRE chciałbym przybliżyć Ci Lean FIRE oraz Fat FIRE, czyli przechodzenie na emeryturę przy różnych poziomach zamożności.

Czym są Lean i Fat FIRE?

Te dwa warianty drogi do osiągnięcia finansowej niezależności to bardzo bliscy krewni „zwykłego” FIRE i sam postrzegam je jako podkategorie głównego ruchu. W telegraficznym skrócie: Lean FIRE polega na uzbieraniu mniejszej kwoty, by żyć na skromnej emeryturce, zaś Fat FIRE polega na zbieraniu większych pieniędzy, by na wcześniejszej emeryturze móc nie tylko przeżyć, ale też czasem zaszaleć.

W moim rozumieniu dla osoby zarabiającej X, główną różnicą między Fat, a Lean FIRE będzie liczba lat, które ta zdecyduje się w swoim życiu przepracować. Wracając do tabeli z początku wpisu dość łatwo można zobaczyć, że przy identycznych zarobkach to poziom wymaganych na emeryturze wydatków może przyspieszyć lub opóźnić naszą wolność finansową nawet o całe dekady. Zacznijmy od opisu tej, w której żyje się skromnie, ale na swoich zasadach.

Czym jest Lean FIRE?

Lean FIRE jest zazwyczaj dobrą opcją dla singli, którzy nie planują mieć dzieci, a więc ich wydatki da się prosto opanować i są one względnie przewidywalnie. Jako, że Lean FIRE osiąga się zwykle w mniej niż 15 lat, to sprawdzi się ono jako alternatywa dla „zwykłego” FIRE dla osób zmęczonych pracą lub całkowicie nią „wypalonych”. Należy jednak pamiętać, że Lean FIRE nie da Ci możliwości rozrzutnego życia na emeryturze, a niska uzbierana kwota uczyni Cię bardzo zależnym od Twoich zwrotów z inwestycji.

W kryzysowym momencie niska wartość majątku może Cię nawet zmusić do ponownego podjęcia się pracy, a więc zrezygnowania z RE, gdyż Twoje pozostałe środki mogą już nie wystarczyć na wypłaty pozwalające żyć nawet w obrany przez Ciebie, bardzo skromny sposób. Ten rodzaj wolności finansowej oceniam jako podzbiór tej głównej dlatego, że jest to tak naprawdę ograniczenie się do niskich wydatków w dowolnym ze scenariuszy, co można narysować w tabeli, którą już znasz, zaznaczając to obwodem granicznym w następujący sposób:

4 rodzaje FIRE Lean FIRE1

Lean FIRE to ograniczenie od dołu, przy tym, że dla niektórych, najniższych wynagrodzeń może być ono zwyczajnie niemożliwe do osiągnięcia. Dla osób o wyższym wynagrodzeniu, powiedzmy od 80 lub 90 tysięcy złotych netto rocznie i więcej będzie ono w zależności od stopy życia w zasięgu 3-19 lat oszczędzania. W teorii osoba, która zarabia 250 000 złotych rocznie mogłaby śmiało osiągnąć Lean FIRE nawet po 2-3 latach pracy, ale celowo o tym nie piszę, bo raczej nie wyobrażam sobie kogoś o takich zarobkach, kto zadowoliłby się życiem za 30-40 tysięcy złotych rocznie i zrezygnowałby z pracy bez uskładania wyższego buforu bezpieczeństwa. I właśnie dlatego wyróżniono także Fat FIRE, czyli plan życia na emeryturze w sposób bardzo dostatni.

Czym jest Fat FIRE?

Podobnie jak Lean FIRE, tak i Fat FIRE jest dla mnie tylko podgrupą tego zwykłego, w której oszczędzający wymaga od życia nieco więcej niż w pozostałych w wariantach ścieżki finansowej wolności. Jeśli emeryturę wyobrażasz sobie jako ciągłe podróże w egzotyczne miejsca, duży dom i luksusowy samochód to jedyną opcją dla Ciebie będzie Fat FIRE, które jednak ma pewien szkopuł: trudno jest je osiągnąć i zwykle robi się to naprawdę długo, a więc przynajmniej przez 20 lat.

Choć amerykańskie źródła o FIRE wskazują na kwotę powyżej 100 000 dolarów rocznie to sam wolę uzależniać poziom życia od doczesnego poziomu zarobków. W końcu dla osoby zarabiającej 80 000 złotych rocznie, poziom wydatków w wysokości 60 000 złotych będzie na emeryturze poziomem wysokim, a więc w moim mniemaniu można uznawać go dla takiej osoby jako Fat FIRE. Podobny relatywizm oznaczyłbym na dobrze nam znanym wykresie następującym prostokątem:

4 rodzaje FIRE fat FIRE1

Fat FIRE uznaję więc za najbardziej defensywny wariant FIRE, który również najtrudniej będzie osiągnąć, oszczędzając i inwestując przez długie lata. Jedynym ryzykiem jest tutaj fakt, że po jego osiągnięciu będziemy zbyt starzy/zgorzkniali/zmęczeni życiem, by w pełni korzystać z dobrodziejstw i obfitości sporego kapitału, który udało nam się uzbierać. Kto zatem odnajdzie się w dążeniu do Lean FIRE oraz Fat FIRE?

Dla kogo są takie dwie opcje?

Najprościej rzecz ujmując:

  • Im mniej potrzebujesz do życia, tym prościej będzie Ci osiągnąć Lean FIRE.
  • Im bardziej wypalony zawodowo jesteś, tym bardziej powinieneś rozważać szybkie osiągnięcie Lean FIRE i przejście na wcześniejszą emeryturę.
  • Jeśli planujesz mieć lub już masz dzieci to – ze względu na nieprzewidywalne wydatki – Lean FIRE raczej nie będzie dla Ciebie najlepszym wariantem.
  • Jeśli należysz do osób zachowawczych, które chcą mieć pewność, że im wystarczy, to celuj raczej w Fat FIRE, gdyż w innym przypadku momenty kryzysu na rynkach mogą spowodować u Ciebie zwątpienie w powodzenie Twojego planu.

Ale kto powiedział, że z uzbieranych środków musimy pokrywać całość naszych wydatków? Na pewno nie osoba, która pierwsza zaproponowała Barista FIRE, czyli najluźniejszy z możliwych rodzajów FIRE, w którym nie „spinamy się”, akceptując, że nasza finansowa niezależność może być jedynie częściowa.

Chcesz trochę luzu? Wybierz Barista FIRE

Barista FIRE z pewnością nie jest kolejną podkategorią zwykłego FIRE, gdyż zakłada zupełnie inny efekt końcowy. W tradycyjnym FIRE uzbierana suma pieniędzy ma nam wystarczyć na życie do końca naszych dni, co odbywa się kosztem bardzo oszczędnego życia podczas (zwykle długich) lat naszej kariery. Barista FIRE zakłada możliwość przejścia na pół-emeryturę, by znaleźć w ciągu dnia więcej czasu dla siebie, a z kapitału utrzymywać się tylko częściowo.

Jak pisałem wcześniej – nie chodzi tu bynajmniej o zostanie konkretnie barmanem lub kelnerem, a o znalezienie prostszej i mniej stresującej pracy lub kontynuowanie bieżącej, ale w trybie 2 lub 3 dni w tygodniu, czyli na 40-60% etatu. Zakładam, że część czytelników mojego bloga nieświadomie przeszła już w tryb Barista FIRE i – czy to z zawodowego wypalenia, czy ze zwykłego braku chęci kontynuowania obecnego trybu zatrudnienia – więc pewnie zdziwią się, że coś podobnego nie dość, że istnieje w nomenklaturze FIRE, to jeszcze stale zyskuje na popularności.

Co specjalnego jest w barmańskim FIRE?

W „FIRE na pół etatu” główną siłą jest to, że nie musimy pracować tak ciężko, jak przy osiąganiu klasycznego FIRE oraz niekonieczne będzie dla nas zaciskanie pasa przy wydawaniu pieniędzy. Musimy bowiem uzbierać tylko (około) połowę sumy, która wystarczyłaby nam na przejście na pełną wcześniejszą emeryturę, a więc relatywnie łatwo jest je osiągnąć. Gdzie tkwi haczyk? Przede wszystkim w tym, że ze względu na to, że kontynuujemy, albo raczej będziemy musieli kontynuować pracę zarobkową nie będzie to FIRE, zaś A FIRE czyli „Almost financially independent and not at all retired„. W tej opcji nasz dochód będziemy musieli czerpać pół na pół z kapitału i z pracy w następujący sposób:

  • Powiedzmy, że zarabiasz obecnie 10 000 zł netto, zaś wydajesz 6000 zł miesięcznie.
  • Obliczyłeś (lub obliczyliście, bo powyższe może tyczyć się osoby, pary, a nawet całej rodziny), że na spokojne życie wystarczy Wam 8000 złotych miesięcznie.
  • W „klasycznym FIRE” oznaczałoby to konieczność uzbierania 2,4 miliona złotych, które (planowo) generowałoby/pozwalałoby odciąć 96 000 zł rocznie, a więc 8000 zł miesięcznie.
  • W „Barista FIRE” oznaczałoby to potrzebę uzbierania 1,2 miliona złotych, które (zgodnie z planem) miałyby generować około 48 000 złotych rocznie, czyli 4000 zł miesięcznie. Pozostałe 4000 zł czerpałbyś lub czerpalibyście z pracy na pół etatu.

Tak przynajmniej wygląda koncepcja Barista FIRE. Dlaczego ktoś miałby dążyć do podobnego celu? Choćby dlatego, że przy stałej stopie oszczędności da się je osiągnąć znacznie szybciej od klasycznego wariantu finansowej niezależności. W tabeli poniżej zamieszczam informację o tym jak szybko, zakładając minimalne, bo wynoszące 30 tys. złotych rocznie wydatki, można by osiągnąć Barista FIRE w zależności od dochodów. Przyznaj, że „barmańskie FIRE” znacznie przyspiesza cały proces:

4 rodzaje FIRE - Barista FIRE

Dlaczego liczba lat wymaganych do osiągnięcia 30 tys. pasywnego przychodu różni się między zwykłym FIRE, a Barista FIRE w nieregularny sposób? To efekt procenta składanego, który przyspiesza z biegiem lat dynamikę wzrostu kapitału, znacznie „wzmacniając” szanse powodzenia planu. I tu się robi naprawdę ciekawie, ponieważ barmańskie FIRE jest ciekawą opcją dla osób o niewielkich zarobkach i niewielkich wymogach wydaktowych.

Dla przykładu: zarabiający 40 tys. złotych rocznie przy rocznych wydatkach rzędu 30 tys. złotych osiągnie FIRE w około 32 lata, czyli (dla większości osób) w okolicy sześćdziesiątki. Przyznaj, że trochę późne to RE (Retire Early), więc Barista FIRE może je w tym przypadku przyspieszyć o około 12 lat, gdyż w założeniu pół-FIRE taka osoba mogłaby przejść na pół-emeryturę już w wieku około 48-50 lat, co jak najbardziej można zakwalifikować jako wczesną (Early), z tym problemem, że nie będzie to wcale pełna emerytura (Retirement) ;). Na czym wobec tego polegałby dzień osoby, która osiągnęła Barista FIRE?

Co da Ci pół-FIRE?

Na chwilkę wróćmy do planu dnia, na którym czerwone kropki oznaczają główną działalność zarobkową. W teorii Barista FIRE przyniósłby Ci o 4 godziny „luzu” więcej, który mógłbyś wykorzystać na inne aktywności, związane np. z Twoim hobby lub na relaks i spotkania ze znajomymi. Barista FIRE jest więc nie tylko dobrą opcją dla ludzi zmęczonych odpowiedzialną pracą lub zarabiających mało, ale też dla tych, którzy nie potrafią sobie wyobrazić siebie „nie pracujących” po osiągnięciu finansowej niezależności. Taki przykładowy grafik zamieściłem poniżej, licząc, że dobrze przybliży Ci on ideę barmańskiego FIRE:

4 rodzaje FIRE - doba dla osoby która osiągnęła Barista FIRE

Barista FIRE cierpi jednak na podobne problemy, co Lean FIRE, a przede wszystkim:

  • Niższe uzbierane środki to większe ryzyko w kryzysach. Członkowie FIRE najczęściej lokują swoje środki przynajmniej w 70% w akcje, a więc (nawet tymczasowe) -40% na całym portfelu może pokrzyżować plany oszczędzającego.
  • Drugim problemem Barista FIRE jest pozostawanie zależnym od pracy. Może nie jest to już odpowiedzialna i wykańczająca praca, ale na takich pozycjach również (a może zwłaszcza) istnieje ryzyko redukcji. Osiągając Barista FIRE nie dostajemy zatem tego, co w normalnym FIRE jest naprawdę kluczowe, czyli spokoju ducha.

Skoro 4 rodzaje FIRE mamy już kompleksowo omówione to może warto by zastanowić się która ścieżka będzie najlepsza dla Ciebie?

Które FIRE będzie najlepsze dla Ciebie?

Jako, że mamy tylko cztery warianty, z czego 2 z nich (Lean FIRE i Fat FIRE) są tylko podgrupami tego pierwszego to najprościej będzie zacząć od Barista FIRE, omawiając kolejno wszystkie cztery typy:

  • Barista FIRE będą chcieli osiągnąć Ci, którym zależy na szybkim porzuceniu swojej obecnej pracy, kosztem bycia pół-zależnym od innego, zwykle mniej odpowiedzialnego zajęcia.
  • Lean FIRE jest dla tych, którzy żyją skromnie i niewiele im do szczęścia potrzeba. Dodatkowo, może to być dobra opcja dla osób, które czują, że wcześnie wypalą się w swojej karierze zawodowej, więc priorytetem jest jej zakończenie, nawet kosztem skromnego życia na emeryturze.
  • FIRE jest dla osób, które chcą żyć na normalnym poziomie, czyli bez szaleństw cieszyć się życiem „dla siebie”. Polega na uzbieraniu około 3-3,5 mln (dzisiejszych) złotych, by móc wydawać ok. 120 000 zł rocznie, a więc 10 000 zł miesięcznie (z perspektywy gospodarstwa domowego).
  • Fat FIRE to najlepszy (a być może jedyny) wariant dla tych, którzy nie chcą kontrolować swoich wydatków, a ich emerytura, niezależnie czy przyspieszona, czy planowa (60-65 r.ż.) musi wiązać się z życiem (prawie) bez ograniczeń. Fat FIRE wiąże się z uzbieraniem 4,5 mln złotych lub więcej, więc będzie dobrą opcją również dla bardziej zachowawczych inwestorów, którzy niekoniecznie chcą żyć na emeryturze bardzo rozrzutnie.

Prawdę powiedziawszy to niezależnie które FIRE wybierzesz i czy uda Ci się je osiągnąć przed ustawowym wiekiem emerytalnym nie jest takie istotne jak sama droga do jego osiągnięcia. W dowolnym momencie życia warto mieć „nadmiarowe” kilka, kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy złotych, ponieważ samo bycie w jego posiadaniu zwiększa naszą pewność siebie w negocjacjach z pracodawcą, dodając „luzu” naszemu życiu. Podzielę się z Tobą w tym kontekście moim własnym podejściem do FIRE.

Do którego FIRE dążę?

Obecne wydatki mojego 2-osobowego gospodarstwa domowego wynoszą zwykle między 90, a 100 tysięcy w skali roku, co kompletnie wyklucza w moim przypadku Lean FIRE. Jako, że żyję w dużym mieście wojewódzkim, w którym sam wynajem mieszkania kosztuje między 2,5, a 4 tysiące złotych miesięcznie to przeżycie za 30-50 tys. rocznie bez w pełni spłaconego, własnego lokum byłoby praktycznie niemożliwe. Dodatkową warstwą ryzyka są dzieci, które po przyjściu na świat z pewnością zwiększą nasze wydatki. Z drugiej strony nie jestem typem bardzo rozrzutnej osoby, więc z pewnością nie będę potrzebował środków pokroju 150-200 tysięcy złotych rocznie, a więc Fat FIRE byłoby dla mnie przesadą i tylko niepotrzebnie rozciągnęłoby moją pracę zawodową w czasie.

Jakie dwie opcje są dla mnie najbardziej atrakcyjne?

  • Barista FIRE, ponieważ na tzw. wczesnej emeryturze i tak chciałbym w pewnym sensie pracować. Nawet jeśli „pracą” nazwę wtedy prowadzenie tego bloga lub innej działalności około-edukacyjnej, to taki wariant zmniejszyłby moją presję, pozwalając rzucić etat kilka lat wcześniej niż oryginalnie planowałem, np. w wieku 35 lub 36 lat.
  • Zwykłe/regularne FIRE, bo to właśnie taki był mój plan od samego początku (i póki co się nie zmienia). Dozbieranie do około 4 milionów dzisiejszych złotych zanim skończę 40 lat powinno być nie tylko możliwe, ale całkiem prawdopodobne, więc jeśli praca zawodowa będzie się u mnie dobrze układała to po prostu pozostanę na tym samym kursie, co teraz.

Co mógłbym zrobić, by przyspieszyć sobie wymarzoną wolność finansową? Odpowiedź jest oczywista: zwiększyć swoje zarobki i przyciąć nieco rozbuchane wydatki, bo choć nie jestem „gadżeciarzem” to całkiem sporo wydaję np. na jedzenie na mieście i mam świadomość, że jeśli poważnie myślę o osiągnięciu FI w wieku 40 lat to powinienem ten wydatek powoli redukować.

Alternatywa? Coast FIRE!

Specjalnie na sam koniec wpisu chciałem zostawić krótką wzmiankę o jeszcze jednym rodzaju ścieżki do przyspieszonej niezależności. Mowa tu o tzw. Coast FIRE (brzegowym FIRE), które bardzo wyróżnia się na tle opisanych dotychczas czterech rodzajów dążenia do FI, mogąc dodać dodatkowej dozy inspiracji osobom w podobnej do mojej sytuacji życiowej. Ten rodzaj FIRE znacząco różni się od pozostałych, gdyż zakłada dozbieranie pewnej kwoty – na przykład miliona złotych – który zostawiamy „samopas” na naszych pasywnych inwestycjach i – od tego czasu – nie dokładanie się do inwestycji tak agresywnie.

Jak zrozumieć Coast FIRE i „po kiego” to komu? Wracając do wpisu „Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?” – im wcześniej zaczniesz inwestować, tym lepszy efekt zainwestowanie pieniądze będą miały na Twoją końcową kwotę inwestycji. To truizm, ale jakby ktoś o wysokiej pensji odkładał np. 10 000 złotych miesięcznie przez 6 lat to (przy statystycznych wzrostach na giełdzie) powinien być w stanie oszczędzić około miliona złotych. Następnie przeszedłby na tryb „zakładania rodziny” i normalnego wydawania, a jego pieniądze, oczywiście dalej zainwestowane, mogłyby po kolejnych 10-15 latach przynieść jego rodzinie upragnioną wolność finansową.

Podsumowanie

Ten luźny i mam nadzieję mało męczący wpis miał na celu przekazanie Ci podstawowych informacji o różnych wariantach ruchu FIRE, ale byłbym naprawdę usatysfakcjonowany, gdyby poza przekazywaniem wiedzy zainspirował Cię do zaplanowania swojego życia finansowego na jeden z przedstawionych tu sposobów. Jak wielokrotnie powtarzałem: FIRE nie jest „tylko dla wybranych” i przy pewnej dyscyplinie praktycznie dowolna osoba osiągnie FI, z tym, że niekoniecznie tak wcześnie, jak osoby o wysokich zarobkach. Warto również nadmienić, że ścieżka intensywnego oszczędzania i inwestowania „opłaci się” nawet osobie, która nie ma „ciśnienia”, by przestać pracować i zacząć żyć ze swoich środków.

Nie byłoby dla mnie porażką gdyby z jakiegokolwiek powodu mój plan się nie powiódł, bo pragmatycznie rzecz ujmując dobrze jest mieć pewne nadwyżki finansowe niezależnie od życiowej sytuacji. Z tego powodu – jak pisałem na stronie o blogu – pragnę przed czterdziestką nie musieć już pracować na tym czy konkretnym etacie, ale nie jest to mój główny, życiowy cel, a jedynie drogowskaz, który tłumaczy i ułatwia mi moje oszczędzanie i inwestowanie. A co Ty myślisz o FIRE i czy któreś z przedstawionych tu dzisiaj podejść do Ciebie przemawia? A może już osiągnąłeś FI i cieszysz się przyspieszoną emeryturą? Jeśli tak to koniecznie daj znać w komentarzach, bo może to być spora dawka dodatkowej motywacji, zarówno dla czytelników, jak i dla mnie.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
4.4 24 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
216 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Kamil

Zapewne wiesz, że zasada 4% jest mocno optymistyczna – https://portfoliocharts.com/2017/06/09/your-home-country-is-inseparable-from-your-withdrawal-rate/amp/?__twitter_impression=true
Na dodatek podwyższając wypłaty tylko o inflację zostajemy w tyle za sąsiadami, których wydatki rosną o wzrost realnego GDP, czyli inflacja + 1-2%. Będzie nas stać na koszyk zakupowy taki jak przed przejściem na emeryturę, ale czy dana osoba nie zapragnie poprawić sobie standardu życia. W Polsce również mamy badania, które pokazują że wydatki gospodarstw domowych rosną szybciej od inflacji.

Krzysiek

Zapewne większość Czytelników będzie zaskoczona sugerowaną przez Mateusza kwotą wydatków – 120k. Ja jednak nie mam złudzeń.

Przez ostatnie dwa lata z żoną wydawaliśmy ~50-60k rocznie i wtedy założyłem, że do mojego wyliczenia kwoty FIRE wezmą – ostrożnościowo – wydatki na poziomie 70k rocznie. W 2021 wydamy jednak ok. 84k – to nie efekt inflacji poziomu życia, a raczej kilku nieplanowanych wydarzeń (i zapewne po trosze CPI 🙂 ). W swoich wyliczeniach bądźcie więc bardzo ostrożni 🙂

Matematycznie zasady FIRE są bardzo proste – wiesz ile wydajesz, wiesz ile zarabiasz, liczysz od tego 4% rocznie (lub niższy procent jeśli chcesz mieć bufor), zakładasz średnioroczny wzrost kapitału i tyle wystarczy. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Do średniorocznych wydatków wiele osób nie dodaje „dużych” wydatków, które zdarzają się raz na kilka lat. Niejeden chce kupić dom/mieszkanie lub wymienić obecne. Kiedyś dzieciaki wezmą ślub lub pójdą na studia i pewnie sporo osób chciałoby pomóc pociechom na start (nie oceniam). Samochód też trzeba wymienić co kilka lat. Remonty też nie są tanie. Takie wydarzenia dość mocno podbijają poziom wydatków i trzeba o tym pamiętać.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Krzysiek
Maciek

Temat wydatków na emeryturze i jak ja spędzić jest omówiony na YouTube ale trafiłem ostatnio na podcast Rational Reminder, który gorąco polecam.

Warto pamiętać ze większość znajomych na codzień będzie wciąż pracować lub wychowywać dzieci, ja zakładam ze moje koszty życia na wczesnej emeryturze będą niższe niż są teraz.

Dodatkowo, planuje spędzić kilka lat w krajach tańszych niż Europejskie, co powinno zrównoważyć podróże do Islandii czy Szwajcarii 🙂

Maciek

Dokładnie chodzi o geoarbitraż, natomiast Indie na dzień dzisiejszy trochę za bardzo hardcorowe dla mnie. Z kolei już Tajlandia (żarcie) i wybrzeże Wietnamu na windsurfing wychodzi bardzo dobrze kosztowo i kulturowo i myślę ze mógłbym tam przeżyć kilka lat, odpoczywając lub prowadząc pensjonat 🙂

Chris

No tak, mamy trochę przekichane jeśli chodzi o geoarbitraż, bo Polska jest najtańszym krajem w UE. Taki Nimiec może przeprowadzić się do Polski i w razie czego mieć rzut beretem bo kraju, żeby móc załatwić np. jakąś sprawę, ba nawet Hiszpan ma z Polski do domu stosunkowo blisko. A my? Gdzie się nie ruszysz w UE, to drożej niż w PL. Można kombinować z Białorusią i Ukrainą, ale z przyczyn politycznych bym się wystrzegał. Niestety geoarbitraż dla nas to jedynie dalekie i egzotyczne kierunki, co nie każdemu odpowiada.

floridian

Uderz w stół odezwą się nożyce, a kiedy poruszysz temat FIRE to odezwie się Floridian :-).

Jako wielki orędownik wolności finansowej chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt filozofii FIRE, a mianowicie motywacyjny. Chociaż podane w artykule kwoty oznaczają przy obecnej sile nabywczej złotego dojście do majątku górnego 1% gospodarstw w Polsce, nie muszą one być celem w samym w sobie bo poczucie wolności finansowej i możliwości z niej płynących znaczy dużo więcej. Nie jest ważne czy osiągniemy tylko poziom podstawowy (Lean) czy tylko częściowy (Barista). Dlatego filozofia FIRE w polskich warunkach kuriozum być nie powinna. Niezależnośc finansowa czyli financial Independence (FI) powinien być naszym celem nawet w przypadku jeśli nie planujemy wczesnej emerytury (RE).

Osiagnięcie wolności finansowej jest ważniejsze niż określony termin kiedy ją osiągniemy chociaż dobrze zrobić to nie póżniej niż w momencie przejścia na emeryturę. Wtedy nie musimy być zależni od tego ile wypłaci nam ZUS bo nasze oszczędności wystarczą na utrzymanie zadowalącego nas poziomu życia. A na jaki poziom bedzie nas stać będzie zależał od decyzji, które podejmiemy dzisiaj.

Wolność finansowa to przede wszystkim opcje. Lubię pracować to dalej chodzę do pracy. Nie lubię, to mogę się zwolnić z dnia na dzień i w ogóle przestać pracować. A jak chcę być użytecznym gdzie indziej to mogę przejść do innej branży lub podjąć prace tylko w godzinach, które mi odpowiadają. Mogę uczyć się języków obcych, ogladać seriale na Netfliksie, albo dalej udoskonalać system inwestowania. Znowu przychodzą na myśl opcje. Możemy dalej żyć w miarę normalnie tak jak żyliśmy poprzednio, ale nie musimy i to jest właśnie ta dodatkowa opcja. Podobnie jest gdy mieszkamy w wielkim mieście, ale np. możemy pozwolić sobie na dom wakacyjny w górach, nad morzem, lub w ciepłych krajach. Możemy poświęcać się hobby, zwiedzać nowe miejsca, pracować na pół lub na cały etat, inwestować, albo poświęcić się działalności charytatywnej.

Dlatego w te opcje powinniśmy inwestować dziś tak aby nasze zasoby netto i portfel inwestycyjny rosły z roku na rok bo decyzje inwestycyjne które podejmujemy teraz będą procentować w przyszłości. Najważniejsze jest to aby wierzyć w siebie. 97% amerykańskich milionerów wierzy, że to właśnie oni kontrolują własną przyszłość. Dlatego trzeba postawić sobie cel, wyznaczyć środki do jego realizacji i okres czasu kiedy chcemy to osiagnać tak jak zrobił to autor artykułu w końcowej jego części.

Pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Maciek

Walka z inflacja stylu życia i wydatków wymaga ogromnej siły charakteru. Obracam się w towarzystwie IT, które uważam za niesamowicie uprzywilejowana grupę społeczna, gdzie zarobki potrafią rosnąć o 10-20% r/r. Mimo to wartość netto części z nich wciąż jest bliska 0, mimo ze woza się super furami za 400tys zł w leasingach.

Te wpisy działają na mnie bardzo motywująco, utwierdzają w przekonaniu zeby wystrzegać się pętli imponowania stanem posiadania, także przed samym sobą.

Dzięki wszystkim za komentarze, dobrze jest widzieć ze „w okolicy” są osoby na podobnym stadium drogi do FI. Podobnie do Ciebie Mateusz odkładam 70% pensji, spłacam hipotekę. Zacząłem później, wiec środków znacznie mniej ale do 45 powinno wyjść już Fat FIRE – nie na bogato ale bardzo konserwatywnie.

Dominik

Mimo to wartość netto części z nich wciąż jest bliska 0, mimo ze woza się super furami za 400tys zł w leasingach.

To jest w sumie ciekawe, jaki majątek netto i zarobki osoby od startu kariery zawodowej lub w ostatnich X latach.

Jaki poziom użycia kont IKE i IKZE wśród osobą zarabiających np. 4-5, 5-6, 6-7, 7-8 itd. tysięcy miesiecznie. Niestety danych nie znalazłem żadnych. Ciekawe ile % to zmiana droższa rata leaingu + większa rata hipoteczna.

Klara

Dzięki Mateuszu za inspirujące treści. Stoimy z mężem przed pewnym dylematem Może opiszę naszą drogę do finansowej niezależności, prosząc o komentarz, jak byś na naszym miejscu dalej kierował swoje poczynania.
Mamy po 33 lata. Oboje pracujemy zawodowo od 10 lat (nie liczę prac dorywczych na studiach, tylko pracę na pełen etat po studiach). Mój mąż już jest wypalony zawodowo, ma dość, praca stresująca, niskopłatna jak na wymagania, odpowiedzialność i stres (zarabia ok. 5,5 tys/msc netto). Postanowiliśmy już, że w przyszłym roku zwalnia się całkowicie i nie wraca na etat. Mamy trójkę dzieci, co bardziej komplikuje sytuacje niż jak byliśmy bez dzieci (fajnie, że to zaznaczyłeś w podcaście – jednak jest to zupełnie inna sytuacja niż jak dzieci nie mieliśmy, chcemy ich dobrze wykształcić, wysyłać za granicę, dać coś na start, żeby nie musiały tak zasuwać jak my). Od początku naszej drogi zawodowej ostro oszczędzaliśmy i inwestowaliśmy, ale akurat w nieruchomości. Stopa zwrotu jest nieporównywalna z rynkiem giełdowym, z tym, że pracy też więcej. Akurat u nas były to nieruchomości turystyczne, które trzeba było zbudować od gołej ziemi + teraz obsługiwać (mając etaty, w pewnym momencie nawet po dwa i dzieci :). Przewidujemy, że jak mąż się zwolni będzie na biznes przeznaczał średnio ok 2h/dzień, więc nie jest to pasywny dochód, ale na pewno wymaga obecnie dużo mniej pracy niż etat. Oprócz pracowitości i oszczędności mieliśmy również szczęście, bo akurat rynek się bardzo rozwinął od momentu gdy startowaliśmy, z czego sobie zdajemy sprawę i nie przypisujemy sobie wyłącznych zasług. Obecnie sytuacja wygląda tak, że dochód z tego biznesu oscyluje w granicach tego, co w tym podcaście jest oceniane jako zarobki najwyższe (nie chcę podawać konkretnych kwot). Mamy mały kredyt, którym sfinansowaliśmy zakup jednej z działek (ok. 150 tys do spłaty) oraz kredyt na pół domu (pół domu sfinansowaliśmy za gotówkę, na połowę wzieliśmy kredyt – w pewnym momencie z trójką dzieci nie dało się już mieszkać półdupkiem na wynajmowanym, zwłaszcza, że wyprowadziliśmy się 2 lata temu z Wawy do miejscowości, gdzie owy biznes mamy, a jak to na wsi bywa rynek najmu raczej nie jest jakiś „wielki”). Mamy odłożone pieniądze na kolejną inwestycję, którą chcemy otworzyć na kolejny sezon letni i która ma w zamyśle generować ok 150 tys/rocznie na czysto. Nasze wydatki (bez kredytów) to obecnie ok 70 tys/rok. Żyjemy raczej oszczędnie, ale koszty podbijają dwa samochody, które na wsi są koniecznością (nie ma tramwajów, czymś do pracy musimy jeździć). Zastanawiamy się co robić dalej? Czy dalej inwestować w biznes (szukać kolejnej ziemi i budować, co wiąże się z pracą), czy spłacić te kredyty (zajmie to ok. 2 lat), czy inwestować może od razu całą nadwyżkę zgodnie z tym co tutaj opisujesz, bo wiadomo, że nie jest pewne jak będzie rynek wyglądał za 10 lat. A może jakaś hybryda (kupić jakąś ziemie, część inwestować, część spłacać kredyty)? Obecnie kredyty są nisko oprocentowane (ok. 3%), ale to też się zapewne zmieni. Jeszcze do tego dochodzą dzieci, zastanawiamy się, czy nie powinniśmy w niedalekiej przyszłości jakieś mieszkanie w Wawie kupić żeby miały coś na start. Z drugiej strony nie wiem gdzie beda chciały mieszkać i (po lekturze m.in. Twojego wpisu) zgadzamy się z tezą, że rynek mieszkaniowy w Pl w długiej perspektywie nie ma świetlanej przyszłości ALE nie znamy tej przyszłości. O tym, że Ukraińcy do nas przyjadą też nikt nie wiedział 10 lat temu 🙂 Co Ty byś nam poradził? Wiem, że temat jest złożony, ale może masz jakieś sugestie?

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Klara
Klara

Jeszcze dodatkowa informacja, że nasze zarobki (moje i męża) obecnie pokrywają w całości koszty naszego życia + kredyty (też ten inwestycyjny) + coś zostaje jeszcze (kilkadziesiąt tysięcy). Jak mąż się zwolni, to moja pensja pokryje nasze wydatki + kredyt na dom, ale już nic nie zostanie. Troch więc trzeba będzie „uszczknąć” z dochodów z biznesu, ale z tym się godzimy – w końcu po coś się pracowało. Do tego obecna sytuacja na rynku, że ceny ziemi i materiałów tak poszybowały, a do tego polski ład obniża rentowność, że nawet mając nasz know-how i zaprzyjaźnione ekipy (co jest na wagę złota), szacujemy, że rentowność nowych inwestycji spadnie nawet poniżej 10%, co trochę mija chyba się z celem, bo tak jak pisałam, trzeba jednak coś przy tym robić, a do tego obiekty się starzeją i co kilka lat wymagają doinwestowania.

Klara

Chyba źle się wyraziłam. Nie chodziło mi o to, że nieruchomości zdrożały więcej niż akcje, ale o cashflow, który generują. Nie sądzę, żebyśmy byli w stanie inwestować w spółki, które generują dywidendy na poziomie 20-30% netto zainwestowanego kapitału. W naszym biznesie takie stopy zwrotu osiągamy i budowaliśmy go stopniowo (jedne obiekty z tych zysków po części finansowały kolejne). Sam przyrost majątku (wzrost wartości nieruchomości) jest ok, ale nie spowodowałby, że moglibyśmy się zwolnić z etatów, bo po prostu na chwilę obecną nie zamierzamy inwestycji sprzedawać, a gdybyśmy to zrobili, to musielibyśmy te pieniądze zainwestować (np. na giełdzie), co znacznie zmniejszyłoby przychody z kapitału (z 30% netto do powiedzmy 5% netto). Oczywiście ta droga była inna. Pracy było nieporównywalnie więcej, ponieważ oprócz kasy, którą trzeba było zarobić i wyłożyć, włożyliśmy w budowę masę swojej pracy (głównie mąż), a teraz też nie jest to biznes bezobsługowy.

Dziękuję za radę, też skłaniam się ku takiemu rozwiązaniu, ale jeszcze dużo nauki przed nami 🙂 Na chwilę obecną dużo czytam i najbardziej podoba mi się Twój blog oraz Marcina Iwucia, chociaż w mojej ocenie dużo więcej „mięsa” można wyczytać u Ciebie.

Klara

Teraz tak to wygląda, ale jak nie mieliśmy dzieci również odkładaliśmy z pensji więcej niż połowę. Nie twierdzę, że same dzieci tyle kosztują, ale składało się u nas na to kilka czynników:

  1. brak czasu – przy dzieciach naprawdę człowiek ma go nieporównywalnie mniej; na początku kariery pracowałam w kancelarii po 10 h, wracałam do domu obrabiałam jeszcze swoich klientów, a w weekendy robiłam fuchy i jeszcze się uczyłam (aplikacja); obecnie, po pierwsze kręgosłup już na taką pracę by mi nie pozwolił (wiek oraz 3 ciąże i noszenie ciężarów w postaci 20 kg dzieci daje o sobie znać), a po drugie mam dużo więcej obowiązków domowych związanych z dziećmi (pranie, gotowanie, zakupy – 3x więcej roboty niż przy dwójce dorosłych ludzi) i same dzieci wymagają czasu i uwagi – chcą się bawić, iść na rower, chcą żeby im poczytać,
  1. inflacja + zmiana warunków bytowych – z mężem mieszkaliśmy na 30m kw. bez windy i bez balkonu (i nawet chwilę z dwójką maluchów tam przesiedzieliśmy, ale na dłuższą metę się tak nie da, bo ma się ochotę kogoś lub coś ugryźć dźwigając na 4 piętro torbę z zakupami, wózek i dwójkę maluchów) oraz jeździliśmy tramwajami, teraz mamy dom (dość tani w utrzymaniu, bo mamy fotowoltaike, przydomową oczyszczalnię oraz swoją studnię, ale jednak to dom, samo urządzenie kawałka ogrodu to koszt kilkudziesięciu tysięcy złotych) oraz dwa samochody (nie, nie da się mieć na wsi przy trójce dzieci oraz pracy obojga rodziców jednego samochodu 🙂
  1. droga jaką obraliśmy i cel – mąż na początku kariery zarabiał bardzo dobrze (5 tys netto/msc w 2012 roku, to było coś – całą tą kwotę odkładaliśmy i żyliśmy z mojej pensji), ale też bardzo dużo pracował, później przeszedł do pracy trochę mniej płatnej, ale która dawała mu czas (potrzebny do dokończenia pierwszych naszych obiektów) oraz możliwość kontaktów i prowadzenia drugiego biznesu (dostawał dzięki kontaktom zlecenia na prace ziemne, co było bardzo wysoko marżowe – wszystko było odkładane na budowę kolejnych obiektów), a suma sumarum wyjechaliśmy z miasta i osiedliśmy na wsi, bo mamy już obecnie 8 obiektów turystycznych, 3 dzieci, więc naprawdę ciężko było to pospinać na odległość (etaty, biznes, budowy i 3 dzieci). Z przeprowadzką wiązała się zmiana pracy, też bez patrzenia na karierę, tylko żeby się zahaczyć. Wydawało się nam, że będzie to spoko praca, bo nie wymagająca dużo czasu (kierownik jednostki samorządowej), ale okazało się, że pensje w gminach zatrzymały się jakieś 10 lat temu (wtedy takie 5 – 6 tys, to było 5 – 6 minimalnych krajowych, teraz to jest ledwie 2,5 minimalna krajowa), a pracy jest tak ogrom, do tego szmalc, mydło i powidło i ogromny stres. Ja akurat trafiłam spoko, bo z prywatnych kancelarii, gdzie się pracuje dużo ponad 8h dziennie, prawa pracy nikt na oczy nie widział i stres jest ogromny, do sądu stabilne stanowisko ze spoko pensją i waloryzacją coroczną do średniej krajowej. Pracuję tam mniej, mam docelowo mieć 38 dni urlopu w roku i wszystkie l4, macierzyńskie, opieki tak jak biały człowiek, a nie murzyn niewolnik w kancelarii. Pensja jest normalnie odprowadzana więc mam zdolność kredytową, a nie jakieś kombinacje, o których wolę tutaj nie pisać.

Reasumując, nie skupialiśmy się na karierze (zwłaszcza mąż), tylko na biznesie i pomnażaniu majątku. Nie można mieć wszystkiego. Koledzy mojego męża poszli w IT i zarabiają teraz bardzo dobrze, mniej niż my, ale jak na czas poświęcony na pracę są to zarobki bardzo dobre (oni pracują po 6-8 h dziennie, mój mąż obecnie ciągnąc etat i biznes, po 12 z sobotami włącznie). My wybraliśmy poprostu inną drogę, chociaż na początku była taka sama (wyciskanie z etatów i kariera). Myślę jednak, że za jakieś 2-3 lata nie będziemy tego żałować, bo nasz majątek od 3 lat przyrasta bardzo szybko i będzie to mam nadzieję proces postępujący. Do tego jest to realna wartość, którą zawsze można spieniężyć, no i (po rezygnacji z etatów) wymagająca dużo mniej pracy niż nawet taki etat w IT. Rozwijanie kariery (zwłaszcza w IT) ma też oczywiście swoje plusy (zawsze można wyjechać do innego kraju), my po prostu obraliśmy inną drogę.

Jeszcze na koniec odniosę się do dzieci. Jesteśmy chyba od Ciebie trochę starsi, a dzieci mamy bardzo małe (najstarsze 4,5 roku), więc „efekt” tych dzieci nie jest długotrwały, ja przez pierwsze dwie ciąże pracowałam praktycznie do porodu i wracałam do pracy bardzo szybko. Wiadomo, że bez dzieci byłoby mega prościej, nie wspominając już ile byśmy mogli korzystać teraz z życia, ale nie żałuję, bo wiem, że mogłabym później ich nie mieć. Często właśnie mówię mężowi, że faceci, którzy chcą dużo pracować i dużo w życiu osiągać powinni sobie wybierać dużo młodsze żony, tak żeby mieć czas i na karierę do 40 i później na dzieci z młodszą od siebie o 20 lat żoną 😉 To taki żart oczywiście, chociaż ma oparcie w suchych faktach dotyczących biologii i okresu rozrodczego. Mój mąż sobie wybrał żonę w swoim wieku, do tego ambitną, która chciała też pracować, więc zafundował sobie małe combo w okresie ostatnich 5 lat. Pozdrawiam!

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Klara
Ania

Klara, pisząc o tym, że nic nie zostanie pomijasz chyba pieniądze z waszego biznesu, który jak rozumiem generuje na tyle duże kwoty, że w sumie moglibyście się bez problemu oboje z niego utrzymywać.

Popraw mnie jeśli się mylę ale tak zrozumiałam to co napisałaś.

Edit: Jak na 33 lata to co opisalas niżej to imponujący wynik. Dodając do tego trójkę dzieci już.

Dla mnie pierwsza ciaza w wieku ok 28 lat nie brzmi na jakos super późno 😉

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Ania
Maciek

Gratulacje dobrze prosperującego biznesu turystycznego! Zawsze ciekawiło mnie podejście, w którym rodzice chcą coś dać dzieciom na start – sam wychodzę z założenia ze dostają od rodzicow edukacje i perspektywy, mieszkanie w akademiku nie boli i sam nie zamierzam dzieciom kupić mieszkania, za to na pewno dorzucę się do wkładu własnego jeśli podejmą decyzje o zakupie 🙂

Osobiście, w wieku 33 lat rozwijałbym biznes, który można kiedyś sprzedać nie jako nieruchomości, a całość, razem z know how i baza klientów, natomiast trzymałbym poduszkę finansową na wypadek kolejnych lockdownow.

Klara

Sensowna edukacja też kosztuje. Moim zdaniem koniecznie trzeba wysyłać dzieci na zagraniczne obozy językowe, tak żeby nie męczyły się wkuwając słówka przez 12 lat w szkole, żeby później mieć problem z normalną komunikacją.

Nie zgadzam się z tym, że zapewnienie dziecku np. mieszkania na start, pozbawi je trudu w życiu. Przysłowie „co Cię nie zabije to Cię wzmocni” nie w każdym przypadku się sprawdza. Często jest tak, że co Cię nie zabije, to Cię porani i zostawi ślady na całe życie. W swoim otoczeniu widzę masę osób, które miały (i nadal mają) bardzo duże wsparcie od rodziców, jednak nie osiadły na laurach, a mogły to wykorzystać, żeby osiągnąć nieporównywalnie więcej od ich kolegów, którzy takiego wsparcia nie mieli. Wiadomo, że kupowanie dziecku gadźetów, samochodów czy drogich ciuchów do niczego dobrego nie prowadzi, ale zapewnienie mu dachu nad głową na start, żeby mógł skupić się na karierze i biznesie, chciał i nie bał się na start ryzykować, moim zdaniem jest to dobry pomysł.

Ania

Można też dzieciom dać dać nad głową w postaci kasy na wynajem pokoju na czas studiów 🙂

Z mieszkaniem w Warszawie bym uważała bo kto wie czy dziecko nie wymysli studiów w Londynie, Paryżu lub Wrocławiu 😉

Ula

Cześć Klara,
Spróbowałam tak trochę wejść w „Wasze buty”. Pogrzebałam w pamięci i doświadczeniu swoim i znajomych, którym bliżej do inwestycji w nieruchomości w tym pod wynajem turystyczny. Ktoś zainwestował w ośrodek nad jeziorem i przy współpracy rodziny, w tym własnych dzieci ,prowadził ten biznes z powodzeniem, pod zielone szkoły między innymi. Ktoś inny kupił 3 piętrową kamienicę do remontu w bliskim centrum średniej wielkości miasta i powierzchnie wynajmuje pod działalność. Ja sprzedałam, mieszkanie i kupujący specjalizuje się w wynajmie pod Ukraińców, kasując od ” głowy”. Do dziś posiadam działki budowlane. Chcę przez to powiedzieć , że przez wiele ostatnich lat, tak około 30 , które znam z autopsji, nieruchomości podkręcone działalnością gospodarczą dawały całkiem nie żle zarobić. Ktoś kto wchodził w to „dziesiąt”, lat temu miał też swoje koncepcję i nie znał przyszłości. To samo jest z giełdą. Ktoś wszedł w ten „biznes” X lat temu i może cieszyć się z wypracowanych zysków. Ja już chwilę zbieram „dane” i analizuję, jednocześnie wchodząc w rynki finansowe. Tyle , że mnie nie przekonują dane wsteczne. Stawiam sobie pytanie w rodzaju, czy ja będę potrafiła „wykręcić” jakiś powtarzalny zysk i w jakim przyszłym terminie? . Tego też nie wiem, ale postaram się uczestniczyć jakąś częścią kapitału. I ten Blog bardzo pomaga.
pozdrawiam Ula

Klara

Dokładnie. Nie znamy przyszłości. My tak jak napisałam, mieliśmy ogromne szczęście inwestując przed boomem. Covid wbrew pozorom jeszcze nam pomógł, bo ludzie zamknięci w blokach pragnęli wypocząć na łonie natury, a nie w kolejnym bloku (hotelu). Do tego w tym roku bony turystyczne pozwoliły masie ludzi wyjechać na wakacje pierwszy raz, a innych poniekąd zmusiły do wypoczynku w kraju (żeby się bon nie zmarnował). Trzeba mieć uszy i oczy szeroko otwarte. W związku z tym, że u nas ceny działek budowlanych poszybowały pod niebiosa, a materiały budowlane i koszty robocizny ciut niżej, postanowiliśmy otworzyć od kolejnego roku coś nowego i jeszcze nie tak bardzo popularnego w PL, a mianowicie glamping nad jeziorem. Kolejny krok będą to na pewno rynki finansowe i zabezpieczenie kapitału na bliżej nieokreśloną „emeryturę”, tak żeby nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Przewidujemy, że rynek turystyczny w PL jeszcze z 10 lat pofunkcjonuje, ale co będzie dalej nie wiadomo. Pozdrawiam!

Ula

Klara, tak właśnie bym robiła, jak zamierzacie.Budować kolejne źródła dochodu. Miałabym również na uwadze, że dzieci są tylko raz małe i słodkie:):), potem już są tylko starsze :):). To se ne wrati :):). Przy okazji dowiedziałam się od Ciebie , że jest coś takiego jak Glamping 🙂 . Powodzenia życzę i wytrwałości :):) .
Pozdrawiam Ula

Piotr

Hej,
Też wszedłem w glamping, 2 lata temu.
Dobry biznes, nie wymaga potężnych nakładów, a generuje zyski.
Oczywiście są różne jego rodzaje, ale na ten moment – w moim modelu wymaga mało uwagi, a przynosi zyski.
Pracuję na etacie + mam swoją firmę turystyczną ( tak to zorganizowałem, żebym nie musiał się na niej skupiać kosztem niższych zysków ).
Powodzenia!

Ula

Pisząc „wykręcić” , chodzi mi o: osiągnąć zadowalający wynik z poczynionych inwestycji. Tu rolę odgrywa przyszła perspektywa i nie każdemu , kto tak jak Klara( i ja kiedyś w” prehistorii”), przyzwyczajonemu do przepływów pieniężnych, czyli obrotu gotówkowego, reinwestowanego itp. , pasywny dochód pojawiający się po latach inwestycji może odpowiadać. Mnie odpowiada , bo ja już nie mam takiej ikry , żeby gonić i gonić…..Mogę sobie pozwolić już na lekką stabilizację, wolniejsze tempo itd. Ucieszy mnie mały sukces, zadowoli nowa wiedza, pociąga wyzwanie , żeby to wszystko ogarnąć , jak np. Ty Mateusz. Podobnie jak Klara , jestem mamą trojga dzieci, tyle, że dorosłych. Podobnie parłam do przodu, walcząc o lepsze, dlatego rozumiem myślę, takie rodzinne plany, analizy , trudne decyzje. Dzięki za czujność Mateusz:):)

Ula

Mateusz bardzo mi miło czytać Twoje słowa i bardzo za nie dziękuję 🙂 . Ja Ciebie podziwiam za talent i „pedagogikę serca” oraz to, że swoim działaniem sprawiasz, iż” złoto ciągnie do złota”. Komentujący sprawiają ,że możliwy jest przepływ i wymiana bardzo istotnych informacji. 18 lat chciałabym jeszcze raz mieć 🙂 , zaś doświadczeniem na rynkach finansowych wcale tak bardzo nie odbiegam od tych młodych ludzi, którzy tu zaglądają. W dodatku oni maja przewagę pod względem horyzontu inwestycyjnego , co jest ich atutem. Ważne jest myślenie analityczne , krytyczne i ochrona przed ” śpiewem Syren” 🙂 .

Stefan

Hej Klara,
inwestujac tylko w nieruchomosci w jednym kraju warto miec na uwadze, ze podejmuje sie duzo wieksze ryzyko niskiej dywersyfikacji niz inwestujac na globalnym rynku kapitalowym. Ponadto jak Mateusz zauważył, zwrot z amerykanskiej gieldy jest prawdopodobnie wyzszy (przy naczaco mniejszym ryzyku).
Ps. Jedna decyzja partii rządzącej może narzucic na Was ogromne podatki, pozbawic Was calkowicie obrotu lub co gorsza majątku. Poziom ufnosci czy tak sie stanie w najblizszych 30 latach musicie juz oszacowac sami.
Pozdrawiam,
Stefan

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Stefan
Klara

Hej Stefan,

Tak oczywiście masz rację, że jest to ryzyko związane z wsadzaniem jaj do jednego koszyka, dlatego zastanawiamy się nad dywersyfikacją. Co do zwrotów z giełdy, to odniosłam się w jednym z komentarzy poniżej. Chodziło mi nie o globalny zwrot ze wzrostów wartości, a o rodzaj przepływów pieniężnych w formie takiej jak dywidendy. Mateusz napisał, że ma w swoim portfelu spółki zakupione kiedyś, które obecnie generują dywidendy na poziomie 20-30% ALE ja rozumiem, że jest to wyjątek, a nie reguła w jego portfelu inwestycyjnym. Trudno taki wynik powtórzyć przeciętnemu inwestorowi i to na całym portfelu, skoro nawet tutaj w komentarzach ludzie sprzeczają się czy wynik na poziomie 4% w skali roku z inwestycji w rynek finansowy nie jest zbyt optymistyczny (chodzi o poziom wypłat odsetek i dywidend, a nie sam wzrost wartości). U nas te 20-30% „wypłat” generuje cały zainwestowany kapitał (wymaga też dużo więcej pacy, nie chcę się znowu powtarzać), dlatego nie będąc nawet w branży IT byliśmy w stanie osiągnąć tą wolność zaczynając od zwykłego etatu przy zainwestowanym kapitale wielokrotnie niższym niż 4 mln złotych. Nie mówię, że ten sposób jest lepszy, nam się też bardzo poszczęściło, spróbowaliśmy – działało, więc szybko to wszystko pomnażaliśmy, bo widzieliśmy w tym sens. Teraz coraz więcej osób próbuje sił na tym rynku, ale patrząc na ceny gruntów i materiałów budowlanych, dla mnie się to trochę nie spina, ale może się mylę. Widzę obiekty, które sobie wołają po 1500 zł/dobę za obiekt 8 osoby bez wyżywienia. Dla mnie jest to już trochę przesada, ale może takich klientów będzie coraz więcej?

Co do ryzyka politycznego, oczywiście jest ogromne. To co się działo w tym roku, to było jakieś kuriozum. Nie mogliśmy za pieniądze przyjąć gości np. jednej rodziny do samodzielnego domku (bez konieczności kontaktu z kilmkolwiek, bo nawet klucze odbierane są zdalnie), ale już do kościoła czy do sklepu gdzie jest „miliard” ludzi można było pójść. Ba, co więcej, wszyscy nasi znajomi i rodzina mogła przyjechać do naszych obiektów, ciesząc się, że „stać” ich po raz pierwszy w życiu na sylwester w górach, dzięki temu, że rząd zakazał wynajmu, bo jeżeli udostępnialiśmy im obiekty za darmo, to już obostrzenia nie obowiązywały. Jak chcielibyśmy wziąć pieniądze, to już byliśmy siewcami dżumy i cholery odpowiedzialnymi za śmierć emerytów (takie pierdoły mówili w radiu i tv). My jednak wychodzimy z założenia, że nie jesteśmy sami na rynku, uważamy, że na dłuższą metę nie zakażą ludziom przyjeżdżać na podhale czy nad morze, a co do podatków, to jestem doradcą podatkowym, więc i na nowy ład i na to co tam jeszcze wymyślą, będziemy przygotowani, a że obiekty się już zwróciły, to jesteśmy (przynajmniej mentalnie) w komfortowej sytuacji. Co do polskiego ładu, to dodatkowo uprzywilejowuje on osoby będące na rynku i obracające się w podatkach, względem tych którzy będą wchodzić na rynek (my możemy być na karcie podatkowej, która wynosi mniej niż 500 zł/msc, a nowe osoby będą zmuszone płacić już bardzo wysokie podatki dochodowe lub przychodowe, dodatkowo nie mogąc amortyzować budynków czy lokali, jeżeli mają charakter mieszkalny). Jeżeli chodzi natomiast o katastralny podatek, to powiem szczerze, że z naszej osobistej perspektywy, byłby on korzystny. Ludzie nie kupowaliby ziemi spekulacyjnie, a Ci co ją mają i nic na niej nie robią, bo jeść nie woła, byliby bardziej skłonni do sprzedaży.

Pozdrawiam i życzę udanych inwestycji 🙂

Stefan

Hej Klara,
zostawiam plusik pod Twoim komentarzem – nie mam nic do dodania 🙂
Gratuluję sukcesu i trzymam kciuki za utrzymanie trendu.
Pozdrawiam,
Stefan

Bo

Cześć. Ciekawy wpis, interesujące tematy poruszasz. Gratulacje!
Nie wiedziałem, że należę do ruchu FIRE 🙂 Powiem więcej,z tego co piszesz to osiągnałem zwykłe FIRE. Rocznie z żoną i dzieckiem wydajemy około 78 – 90 tys / rocznie. Od niedawna osiągam dochody pasywne w wysokości 12,5 tys/mc (150 tys rocznie). Osiągam je poprzez wynajem nieruchomości.
Mam 36 lat. Przygodę z inwestycjami zacząłem w marcu 2015 i dałem sobie czas do 2025 (do osiągnięcia 40-stki). Udało mi się to zrobić na 4 lata przed czasem 🙂 Miałem sporo szczęścia i wiele osób wspierających w około. Nie bez znaczenia było moje minimalistyczne podejście do życia. Mało konsumpcyjne. Gdy koledzy kupowali nowe samochody, ja jeździłem rowerem i autobusem. Pamiętam, że Gdy oni kupowali domy, ja sprzedałem swoje mieszkanie i zamieszkałem w mniejszym, o niższym standardzie wynajmowanym lokum. Gadżeciarzem też nie jestem. A podróże to raczej plecak i autostop niż palmy i basen. Co miesiąc oszczędzam i następnie inwestuję co najmniej 50 % swoich dochodów. Mieszkam w mieście wojewódzkim, prowadzę niewielką firmę.
Mój przykład pokazuje, że w stosunkowo szybkim czasie można uzyskać FI. Co do RE to nie do końca w to wierzę. Ktoś kto jest na tyle ambitny, konsekwentny i kreatywny aby dojść do wolności finansowej nagle nie przejdzie na emeryturę. Przynajmniej w tradycyjnym pojęciu tego słowa.
Uważam, że trzeba dobrze się przygotować do RE, jest to nie mniej ważne niż sama droga do FI. Poukładać sobie dobrze w głowie, co chce się robić. Co jest ważne a co się wydaję tylko, że jest. Ten etap jeszcze przede mną. Lubię mieć jakieś projekty – cele. Jako, że jestem świeżo upieczonym FIREmenem to mam to na razie „na bródno”. Są to: zamieszkać w Andaluzji 2-3 miesiące, podróż kamperem, Wielkanoc na Filipinach, kupić kamienicę, wybudować mini osiedle domów, wyjechać z dziećmi na Safari, przejechać znaczny odcinek pociągiem, być bezdomny, rejs wycieczkowcem, odwiedzić trudnodostępne kraje (KRLD, Turkmenistan, KSA), zatrudnić się w hospicjum, inwestować w spółki dywidendowe….. i wiele wiele innych.
Życzę wszystkim miłego dnia (lub nocy) 🙂

Klara

Rynek nieruchomości od kilku lat jest na fali wznoszącej, więc dużo w tym szczęścia. W dobrym momencie rozpocząłeś. Nie piszę tego, żeby umniejszyć, ale sami z mężem jesteśmy w podobnej sytuacji. Mamy po 33 lata i dochód z nieruchomości ok. 2 razy wyższy niż ten co podałeś. Startowaliśmy w podobnym czasie jak Ty (wcześniej składaliśmy pieniądze) i widzimy, jak przez te 6 lat rynek poszedł w górę (ceny nieruchomości, obłożenie i ceny najmu), co zwiększa rentowność osób, które rozpoczynały tak jak my, a zmniejsza tych, które teraz chcą zacząć. Sami zastanawiamy się co robić dalej, czy całość nadwyżek wrzucać teraz na rynek akcji, obligacji, kruszców, żeby za kilka lat mieć zabezpieczone dochody i wcześniejszą emeryturę również z tej części portfela, czy dalej rozwijać bieznes nieruchomościmowy. Pozdrawiam i gratuluje osiągnięcia FIRE.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Klara
Bo

Woow. Dziękuję i również gratulacje! Co do dalszego inwestowania to ja widzę to tak : w nieruchomościach mam kilkuletnie doświadczenie, znajomości wyrobione przez lata, znam swój lokalny rynek, byłem na kilku szkoleniach, przeczytałem kilkanaście książek…. Co do akcji, obligacji i kruszców nie znam się na tym i żebym miał w tym biegłość podobną jak w nieruchomościach musiałoby to zająć kilka lat. Dlatego póki co bliżej mi do nich. Parę miesięcy temu kolega namówił mnie na krypto. Kupiłem za 20 tys. Podobno nie dało się na tym stracić. On sam ma ogromne sukcesy w tym. Mi udało się stracić 3 tys 😀 To mnie jeszcze bardziej utwierdziło żeby robić to co się umie. Ale blog ciekawy to wchodzę, czytam, poznaję 😀

Ania

No ale krypto to jednak co innego niż inwestowanie w globalny rynek w postaci np ETF w perspektywie długiego terminu.

Co jak co ale nie wiem kto mówił, że na krypto nie mozna stracić. To bardzo zmienne aktywa w krótkiej perspektywie szczególnie patrzac.

Bo

Ale masz ciekawą historię inwestowania i kariery 🙂 Widzę, że w wielu sprawach jesteśmy podobni. Żona ma 33 l a ja 36. Z żoną też zaraz będzięmy mieć 3 dzieci – bo urodzą się bliźniaki 🙂 I też póki co mieszkamy na 40metrach bez balkonu w standardzie gierek+ 🙂 Ale wymarzony dom blisko centrum jest już w budowie.
Ja poukładałem pracę tak, że pracuję od 9 do 13, a potem wspólnik przejmuje pałeczkę w firmie. Dzięki czemu miałem czas zająć się nieruchomościami. Od początku politykę miałem taką: kupuję -> remontuję -> oddaję w zarządzanie komu innemu, tak aby nigdy już w tych mieszkaniach nie być (nie zawsze się to udawało). Później gdy doszły domy to w nich bywam wtedy gdy planuję coś dobudować.
Biznes nieruchomościowy niejedno ma imię. Można wynajmować kawalerkę na długi termin i można wybudować hotel. Można mieć kwatery pracownicze i hale. Lokal pod żabkę i wynajmować garaże. Można handlować nieruchomościami (flipy) lub robić to pasywnie w modelu 50/50. Tyle tego jest, że życia by zabrakło aby wszystkiego spróbować.

Klara

Super. Oj na pewno będzie się Wam wygodniej żyło we własnym domu 😉 Dokładnie jest tak jak piszesz, można robić wiele rzeczy, ale czas i życie ma się jedno. Powodzenia i udanych inwestycji!

Marcin

Czy ja mógłbym cos zrozumieć. 12500 miesięcznie to minimalnie 5 mieszkań po 2500 zł (bardzo optymistyczne założenie). Zakładam żeby cos takiego wynająć te 5 mieszkań musi posiadać 50mkw co łącznie daje nam zakup 250mkw po średniej cenie 7500 zł daje nam niespełna 1,9 miliona zainwestowanego kapitału. I teraz pytanie skąd w 6 lat miałeś te 1,9 miliona ze udało Ci się osiągnąć te 12500 pasywnego skoro powiedziałeś ze zacząłeś dopiero dążyć do tego w 2015r???

Bo

Hej Marcin. Przyjąłeś złe założenia. Nieruchomości kupowałem po znacznie niższych cenach. Kupowałem je nawet po 1250 zł /m2. Wszystkie są mniejsze niż 40m2. Nie wiem ile kapitału zainwestowałem nigdy tego nie liczyłem. Na pewno pomogły mi wzrost cen nieruchomości, kupowanie bardzo tanio i banki które chętnie dawały kredyty.

Marcin

Też tego nie widze i staram sie zrozumiec, moze gdzies popelniam duuuuuzyyyy bład.

Marcin

No dobrze to moje pytanie jest GDZIE w Polsce były nieruchomości po 1250zł z mkw i ile mozna bylo na nich wyciagnac bo dalej jakos matematycznie nie umiem tego zlozyc w calosc jak powiedziales ze startowales w 2015 i masz po 6 latach pasywny 12,5tys to jest dla mnie niesamowite

Bo

Kupowałem na przetargach, od pewnej starszej pani, która miała parę mieszkań za pół darmo (ze względu na jakieś dziwne koneksje ze spółdzielnią), od pana dla którego mieszkanie było problemem (mieszkał w US), od pana Wojtka kupiłem duży dom (po 1250 zł /m2) – ze sprzedaży chciał kupić za to mieszkanie dzieciom itd itp. Za ten dom, przerobiony na pensjonat wychodzi ok 15 % roi.
Na pewno tanich nieruchomości nie kupi się od dewelopera czy z pierwszej strony otodom.
Wydaje mi się, że nie piszę ogólnikami a podaję dużo konkretów. Pomyślałem, że może kogoś to zainteresuje. Nie wiedziałem, że jesteś przeciwnikiem inwestowania w nieruchomości. Nie mam też żadnego interesu w tym by promować inwestowanie w nieruchomości.
Zacząłem czytać tego bloga żeby się trochę podszkolić. Są pewne przewagi inwestowania w rynki kapitałowe, ale jest też dużo wad. Począwszy od tego że nie wezmę taniego kredytu na akcje ani nie kupię ich taniej bo dobrze mi się rozmawia z szefem spółki ani nie ulepszę akcji (a mieszkanie mogę i po zrobieniu tego mogę wynajmować je drożej)

Bo

Moja odpowiedź brzmi: wszędzie! Okazje były, są i będą. Powiem więcej : ta nieruchomość za 1250 zł /m2 została kupiona nie w 2015 a w sierpniu 2019 roku! Przypominam, że mówię o mieście wojewódzkim.
Parę dni temu zadzwoniła do mnie agentka nieruchomości złożyć gratulacje że tak ładnie remont zrobiłem i ogólnie porozmawiać. W trakcie rozmowy przyznała mi się, że byłem 17 stym oglądającym nieruchomość. 17 stym! Czyli 16 osób przede mną nie widziało potencjału tej nieruchomości (bądź potencjalny zwrot z tej inwestycji był dla nich za niski lub mieli inny powód by nie kupić, np strach)
W 2015 roku kupiłem dwie kawalerki. Były one w stanie agonalnym. W kolejnym roku kupiłem kolejną – na teściową, w następnych latach kupiłem mieszkanie które przerobiłem na dwie kawalerki itd itd. Nabywałem doświadczania, kontaktów, budowałem swoją intuicję, uczyłem rozmawiać się z ludźmi, słychać ich, poznałem doradcę kredytowego, notariusza, ekipy remontowe… To pomagało mi budować portfel mieszkań. Po drodze doszło do tego garaż i mały lokal.
Jeszcze dorzucę dwa luźne przemyślenia:
1. Wejdź proszę na olx i wpisz „kamienica” i ustaw od najtańszych znajdziesz tam takie cuda. Np Warszawa 6750 zł /m2, Chorzów 1788 zł /m2, Chorzów 708 zł /m2, Kielce 583 zł /m2… Oczywiście laik powie: ale to same problemy, nieuregulowany stan prawny, przecieka dach i nie ocieplone fundamenty. Osoba doświadczona dostrzeże okazję i kupi.
2. Dzięki Tobie dowiedziałem się, że tak mało zapłaciłem za 1m2 bo wcześniej nie przyszło mi do głowy aby liczyć ile warty jest jednej metr kwadratowy podłogi 😁

Bo

Czasami liczyłem jaka jest cena za 1m2, ale nie zawsze. Ostatni akapit mojej wypowiedzi dotyczył tej nieruchomości po 1250 zł/m2. Raz, w listopadzie 2015 r. uświadomiła mi to Pani z urzędu w windzie. Złapała się za głowię, jak policzyła, że m2 kosztuje 5000 zł (na początku tego roku sprzedałem za 12000 zł). A następnym razem uświadomiliście mi to tutaj, na forum.

Już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego nie jest to dla mnie takie ważne. Wynajmując mieszkania, w przeciwieństwie do wynajmu lokalu np. usługowego nie ma w zwyczaju podawania ceny za 1m2. I tak oto kawalerka, która ma 20m2 może być wynajęta za taką samą cenę co ta, która ma 25m2. Ważniejsze niż same m2 są tutaj: standard, ilość pokoi, rozkład pomieszczeń, wyposażenie, lokalizacja. Co miałoby mi dać to skupienie na cenie 1m2 ? Przecież ja nie wynajmuję m2 tylko mieszkania lub domy. A im więcej tego mam tym więcej zarabiam.

Stała biegłość w cenach za 1m2 ważniejsza jest dla kogoś kto handluje mieszkaniami. Bo wtedy łatwiej mu szacować, liczyć przyszły zysk. Dla inwestora długoterminowego, za jakiego się uważam nie ma to większego znaczenia.

Moja niechęć do tego bierze się jeszcze z dwóch powodów:
1) Jestem prostym człowiekiem, nie lubię komplikować sobie życia, lubię proste rozwiązania. Jak wiem, że mogę kupić mieszkanie za 130 tys (wieżowiec, sierpień 2017, ostatnie pięro, 35m2) i przerobić na dwie mikrokawalerki, a potem wynajmować po 1000 – 1300 to wiem, że jest ok i warto to kupić.
2) Nie mam zbyt analitycznego umysłu. I nie kręci mnie liczenie ROI, ROE itp. Czasem aż mi głupio jak spotykam się wśród inwestorów i oni mnie pytają jaki zwrot masz, a ja nie potrafię udzielić im na szybko odpowiedzi, podczas gdy oni rzucają procentami jak z rękawa 🙂

Dziękuję za ciekawą dyskusję. Takie rozmowy pozwalają uświadomić sobie wiele rzeczy i poszerzyć horyzonty.

floridian

Przy ewaluacji nieruchomości należy brać pod uwagę dwa rodzaje dochodów: dochód bieżący czyli czynsz, który ta nieruchomość powinna generować, oraz jej wzrost wartości czyli zyski kapitałowe przy sprzedaży. Dlatego pownno brać się pod uwagę zrówno rentowność wynajmu jak i cenę za m2.

Jeśli chodzi o rentowność wynajmu to generalną zasadą jest aby cena miesięcznego czynszu wynosiła co najmniej 1% miesięcznie lub 12% w skali rocznej. Osobiście lubię żeby zwrot miesięczny na naszych nieruchomościach do wynajęcia był przynajmniej 1,5%.

Cena za m2 ma zastosowanie żeby móc ocenić możliwość wzrostu ceny i przyszłych zysków kapitałowych. W nieruchomościach można przyjmować przeciętny wzrost 5% w skali rocznej (zależy to w dużej mierze od lokalizacji), chociaż w ostatnich latach zarówno w Polsce jak i USA mamy do czynienia ze wzrostami rocznymi przekraczającymi 10%. Powodów ku temu jest wiele i to jest temat na osobną dyskusję. Ale żeby coś dobrze sprzedać, to mieszkanie lub dom poza dobrą lokalizacją powinny zapewniać minimum komfortu, o czym dalej.

Wracając do Twojego komentarza, Bo, jeśli kupujesz mieszkanie 35 m2 za 130 tys. to oceniam, że można byłoby ją lekko podremontować i prawdopodobnie wynająć za ok. 1500 zł, być może więcej. Czyli masz już ponad 12% rentowności rocznie. Proszę wytłumacz jaki jest sens, żeby dzielić to dalej i wydawać sporo pieniędzy na przebudowę tego małego już mieszkania na dwie małe klitki (Ty nazywasz to mikrokawalerki), tylko po to żeby móc wynająć je za 2x po 1000? Może takie coś wynająć się da, ale sprzedać będzie trudno podczas gdy mieszkanie 35 m2 powinno w tym czasie nabierać na wartości. Dlatego też na sprawę patrzyłbym całościowo, a nie tylko na to ile czynszu da się wyciągnąć, ale mogę się mylić. Może jestem starej daty, ale lokatorom też trzeba dać jakieś minimum komfortu i dlatego u nas władze municypalne nigdy nie wydałyby na takie coś zgody.

Pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Bo

 Proszę wytłumacz jaki jest sens, żeby dzielić to dalej i wydawać sporo pieniędzy na przebudowę tego małego już mieszkania na dwie małe klitki (Ty nazywasz to mikrokawalerki), tylko po to żeby móc wynająć je za 2x po 1000? 

Na remont w 2017 roku wydałem 31 tys zł. Obecnie jedną wynajmuję za 950 zł /mc drugą za 1250 zł/mc. Uważam, że było warto podzielić, bo zysk jest wyższy. 1500 zł kontra 2200 zł przy wydaniu 31 tys zł na remont.

Może takie coś wynająć się da, ale sprzedać będzie trudno podczas gdy mieszkanie 35 m2 powinno w tym czasie nabierać na wartości.
Ze sprzedażą nie ma problemu. Chętnie odkupi to ode mnie inwestor lub przedsiębiorczy student, który w jednym mieszkaniu zamieszka, a drugie wynajmie. Wiem, bo sprawdzałem i odzew był spory. Fakt, sprzedam je nieco taniej niż pełnowartościowe 35 m2, ale raczej wiążę się to z tym iż jest ono położona na ostatnim piętrze w wieżowcu.
Dlatego też na sprawę patrzyłbym całosciowo, a nie tylko na to ile czynszu da się wyciągnąć, ale mogę się mylić.
Ja nie chcę sprzedawać swoich nieruchomości. Średnio mnie interesuje ile one są warte i ile będą warte. To co ma dla mnie znaczenie to, ile pieniędzy co miesiąc wpada mi na konto.
Może jestem starej daty, ale lokatorom też trzeba dać jakieś minimum komfortu i dlatego u nas władze municypalne nigdy nie wydałyby na takie coś zgody.
Nigdy nikogo nie zmuszałem do tego aby wynajmował moją klitkę – minikawalerkę. Wynajmują osoby dorosłe i świadome. Powiem więcej jak jeszcze sam się tym zajmowałem to starałem się zniechęcić potencjalnych najemców. Prosiłem aby przemyśleli czy nie będzie im za mało miejsca itd. Robiłem to po to aby w pełni świadomie podjęli decyzję. W większości osoby które to wynajmują są emigrantami lub na samym początku swojej drogi zawodowej ewentualnie studenci (często zaoczni) Wynajem pokoju u mnie w mieście to ok 750 zł.. Więc chyba im się opłaca i chcą, bo pustostanów jest bardzo mało. Sam najmuję mieszkanie. Zaraz będzię nas 5 osób na 40 m2. Będzie to oznaczało, że na jedną osobę wypada 8m2. Moi najemcy będą mieli dwa razy więcej miejsca niż w przeliczeniu na jedną osobę. Czy ktoś powinien dać mi minimum komfortu ? Tylko kto ? Pachnie mi to socjalizmem. Wolę jak każdy decyduje o sobie sam. A jak jesteś starej daty to pewnie pamiętasz jak to państwo decydowało co jest dla Ciebie dobre, a co nie. No i był też zakaz posiadania więcej niż jednego mieszkania. Ach

Ania

W moim mieście 120 000 tys na Śląsku 20km od Katowic spokojnie takie były 5 lat temu ceny mieszkań do remontu do znalezienia. Wiadomo nie każde ale były.

Ja swoje w super lokalizacji w samym centrum przy parku kupiłam za 2300 w 2017.

Inna sprawa to koszt remontu i kredytu. Bo tu też coś mi się nie spina te 12,5 pasywnego na czysto już po odjęciu kredytu i doprowadzeniu mieszkań do stanu pod sensowny wynajem

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Ania
Bo

Inna sprawa to koszt remontu i kredytu. Bo tu też coś mi się nie spina te 12,5 pasywnego na czysto już po odjęciu kredytu i doprowadzeniu mieszkań do stanu pod sensowny wynajem

Tak zwięźle napiszę, że remonty robię niskokosztowo, a kredyty biorę tanie. Pomaga mi też niski WIBOR. Ale możesz mi nie wierzyć, nie ma sprawy 🙂

Ania

Nie to, że nie wierzę. Po prostu pytam czy przychody z najmu są na czysto już po odjęciu kosztów kredytów i całości kosztow remontów?

Bo często ludzie podają sumę tego co mają z najmu, a zupełnie nie odejmują tego jaki koszt idzie na kredyt i remont

Bo

Tak, oczywiście! Są to dochody netto. Czyli po odjęciu rat kredytu, podatku, opłaty dla firmy, która zarządza najmem, ubezpieczenie nieruchomosci, nawet policzyłem opłatę za karty do kont które musiałem wziąć przy kredytach.

Bo

Hej, jestem tutaj nowy. Dzięki, że odpowiedziałeś na mój komentarz. Ciekawe są takie wpisy mniej techniczne a bardziej hmm… filozoficzne ? 🙂

Kuba

Jako, że jestem świeżo upieczonym FIREmenem to mam to na razie „na bródno”. Są to: zamieszkać w Andaluzji 2-3 miesiące, podróż kamperem, Wielkanoc na Filipinach, kupić kamienicę, wybudować mini osiedle domów, wyjechać z dziećmi na Safari, przejechać znaczny odcinek pociągiem, być bezdomny, rejs wycieczkowcem, odwiedzić trudnodostępne kraje (KRLD, Turkmenistan, KSA), zatrudnić się w hospicjum, inwestować w spółki dywidendowe….. i wiele wiele innych.

FIRE ma też chyba filozoficzną pułapkę, jak tak patrzę na niektóre komentarze i opinie, i nawet swoje przemyślenia. Odkładanie czerpania z życia na później. Lepiej jest odkładać 50-70% i planować kilka miesięcy w Andaluzji „kiedyś tam w przyszłości”, czy pojechać póki się jest młodym i zdrowym, i odłożyć „tylko” 20-30% pensji? Czy faktycznie kiedykolwiek będziemy chcieli rzucić pracę do zera i czy to jest aż tak istotne?
Oczywiście jest to banalne i oczywiste, ale jutro może nas przejechać tramwaj, dobić rak, albo może się stać mnóstwo nieprzewidzianych rzeczy. Na FIRE już nie będziemy koniecznie młodzi i zdrowi, może już nas nie będą cieszyć te rzeczy. FIRE wydaje się rzucać ludzi w odkładanie życia i przyjemności w jakąś daleką przyszłość. Gdzie jest zdrowy balans? Gdzie jest życie tu i teraz, vs. życie przyszłością? To jest wartę tych kilku tyś pln więcej w naszych ETFach? Parę miesięcy w Andaluzji to nie jest wielki koszt. Czemu nie zrobić tego teraz, skoro tak i tak sporo odłożymy? 😉

Czytanie tego bloga powoduje u mnie wewnętrzny spór. Dużo zarabiam, dużo odkładam, mam szczęście. Kiedyś tego nie liczyłem. Ot, byłem rozsądny. Wydawałem głównie na podróże i sport. Teraz zacząłem bardziej liczyć % oszczędności, wraz z tym jak więcej z nich ląduje na giełdzie. Ale też złapałem się na tym, że zaczynam pewne rzeczy odkładać. Na pewno ma to sens jeśli nie możemy uciułać nawet 20-30% oszczędności, nie podważam jakiś podstawowych zasad rozsądnego życia. Ale jak już balansujemy między odkładaniem 30% a 70% dochodów, czy to dalej na pewno ma sens? 😉

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Kuba
Kuba

Ważne abyś wiedział, że czytasz bloga osoby, która 2 razy do roku jeździ po 2-3 tygodnie w ciepłe kraje, zupełnie na tym nie oszczędzając.

A nie chciałbyś pojechać np. 3 razy po 2-3 tygodnie? Albo 4? Nie definiuję szczęścia w życiu przez podróże, to jest indywidualne, jedni lubią mniej, drudzy bardziej. Jestem ciekaw czy się w jakimś stopniu „ograniczasz”, bo trzeba odłożyć to 60-70%, bo FIRE, etc. Czy po tych dwóch wycieczkach masz dość, wystarczy, z chęcią wracasz do pracy i lokalnego życia? Czy może jednak chciałbyś więcej, ale rozsądek (albo FIRE-plan) mówi stop? 😉

Bo,

Ja nie odkładam 50 – 70 % dochodów żeby pojechać na parę miesięcy do Andaluzji. Mocno spłyciłeś moje intencje oszczędzania i inwestowania.

wybacz, wyciągnąłem głównie te Andaluzję jako ogólny przykład, bo gdzieś tam to u mnie rezonuję (mieszkałem pół roku w Tarifie), niekoniecznie odnosząc się do reszty twojego posta. Nie miałem na celu spłycania tego konkretnego przypadku.

Ot, moje pytanie (na które nie ma odpowiedzi) to gdzie złoty środek pomiędzy oszczędzaniem, a czerpaniem z życia (które może się skończyć albo zawalić w każdym momencie)? 😉

Czy wczesne rzucenie pracy, którą lubimy (albo chociaż nam nie przeszkadza) jest warte tego, żeby sobie czegoś odmawiać przez X lat wcześniej? Oczywiście wiem, że jest minimalizm, plus każdy ma indywidualne potrzeby i zachcianki, i trudna znaleźć jedno podejście dla wszystkich. Większość ludzi ma odwrotny problem – chce zbyt wiele. Ale czy możemy chcieć zbyt mało? 😉

Kuba

Prawdę mówiąc po wycieczkach mam dość, bo w ich trakcie nie mogę pisać wpisów.

Powyższe nie jest żartem :D. Naprawdę tak jest. Wracam z dodatkową weną i zamiast 1 wpis w 7-9 dni, potrafię napisać niezłą kobyłę w 3-4! Problem w tym, że wena się wyczerpuje i muszę znów gdzieś jechać/lecieć.

Można się zaszyć się w tej Andaluzji z laptopem na 3 tygodnie i móc tyle pisać! 😉

asas

Trafiony zatopiony 😉 idealnie to opisałeś.
Osobiście mam ten komfort ze pracuje za granica w międzynarodowej korporacji 🏎 z możliwością odłożenia 80% wypłaty, i nie chodzi mi tutaj o to żeby rzucać kwotami bo doskonale zdaje sobie sprawę ile zarabiają moi znajomi w PL 😒. Przy średniej krajowej całe te FIRE dla zwykłego Kowalskiego to jakiś kosmos. Ostatnio rozmawiałem z szefem w pracy łebski gość zwiedził pół a może i cały świat, i skwitował ze chyba jeszcze chciałby poleciec w kosmos 😂 te wszystkie odwiedzone miejsca kolejne wycieczki jak masz + 50 na karku już zwyczajnie nie cieszą stają się pewna rutyna. Jego żona pracuje na oddziale radiologii i mówi ze jest dramat u jednej na 8 osób stwierdzają raka a przypomnę ze mówiły o czołówce krajów 🇪🇺. Przykro się robi jak taki coś słucham
Pozdrawiam

Bo

Cześć Kuba. Poruszyłeś dobry temat. Szansa, że dopadnie nas rak czy będziemy mieli wypadek, jest na prawdę nie wielka. Statystycznie będziemy żyli dłużej niż nasi rodzice i zapewne umrzemy w domu lub szpitalu, w sędziwym wieku.
Ja nie odkładam 50 – 70 % dochodów żeby pojechać na parę miesięcy do Andaluzji. Mocno spłyciłeś moje intencje oszczędzania i inwestowania. Robię to bo: sporo zarabiam, nie potrzebuję luksusów, mam duszę minimalisty, chcę mieć duży majątek, który da mi i mojej rodzinie poczucie bezpieczeństwa, jara mnie inwestowanie i po prostu lubię mieć nieruchomości (pewnie tak jak inni kolekcjonerzy). A na wyjazd do Andaluzji sobie pozwolę jak odejdę ze swojej firmy i dzieci trochę podrosną.
Problem jest z definicją. Co to znaczy żyć na 100%, odkładać życie na później? Czy można to liczyć dniami w podróży? Od kilku lat jest to u mnie średnio 59 dni. Dużo? Mało? Na swojej podróżniczej drodze spotykałem podróżników, którzy byli dość biedni a w podróży spędzali pół roku lub nawet więcej. Ale nie każdy lubi podróże. Więc jak?
Jakiś czas temu miałem taką rozkminkę: 'Co jest w życiu ważne?’ I po rozmyślaniach doszedłem do takiego wniosku, że to co jest mi w życiu ważne na to będę przeznaczał dużo pieniędzy (w moim mniemaniu) a to co nie jest nie będę przeznaczał w ogóle. Efekt był taki, że sprzedałem auto, mieszkanie (zacząłem wynajmować), rzuciłem palenie i picie, rzuciłem hazard, kupiłem rower, zacząłem podróżować, kupuję mało ubrań, wspieram hospicjum dla dzieci…😁

Daniel

Witam,

Mateusz szczerze mowiac nie moglem sie doczekac tego wpisu – kawal dobrej roboty 😉

Ciekaw bylem co ciekawego tym razem bedzie moglo mnie zmotywowac do dalszego dazenia do niezaleznosci finansowej.

I prosze nie mylilem sie – Coast FIRE (brzegowym FIRE) oraz Barista FIRE.
Ciekawe opcje ktore wg mnie sa do osiagniecia.

Jednak zyjemy w dziwnych czasach tzn w normalnych czasach kiedy inflacja jest na poziomie 1-2% a stopa zwrotu 5-6% to nasz kapital rosnie jednak aktualnie trzeba miec ok 9-10% zwrotu aby pokonac inflacje o te 3-4% a to nie jest latwe inwestujac defensywnie …

Od nastepnego roku mam nadzieje ze moj portfel bedzie generowac juz jakies „powazniejsze” zyski i wtedy bede mogl wyliczyc ile wydatkow bede mogl pokryc z zyskow.

Pozdrawiam
Daniel

Daniel

Mateusz,

Na chwilę obecną cały czas mieszkam za granica i zarabiam w euro więc aktualna inflacja nie jest mi aż tak straszna jednak nie ukrywam iż wolałbym aby nie była wyższa niż 6%-8%.

Co do portfela to dlatego iż ponad 60% kapitału mam w obligacjach COI które dopiero od 2 roku zaczynają płacić większe odsetki czyli w moim przypadku od grudnia 😉

Jak idzie kupno własnego mieszkania ?
Ja na chwilę obecną się wstrzymuje bo cena 12500 za metr to już gruba przesada jeśli chodzi o te lokalizację które mnie interesują.

Pozdrawiam
Daniel

Daniel

Czy możesz coś napisać o takim sposobie na FIRE: zakładam sobie uzbieranie kwoty, która ma wystarczyć mi powiedzmy do hipotetycznego wieku 100 lat i nie zależy mi na pozostawieniu po sobie żadnego majątku. Jak to wtedy wg Ciebie wygląda i czy ma to sens?

Eryk

Cześć,

1. Myślę, że sama idea FIRE nie jest dla wszystkich. Zawsze będą osoby, którym to nie pasuje. To jest normalne. Analogicznie jak odwieczne dyskusje czy lepiej mieszkać w bloku, czy w domu, czy na wsi, czy w mieście itd. Natomiast są osoby, do których to przemawia – ja zdecydowanie do nich należę.

2. Do FIRE trzeba się przygotować. Szczególnie do RE 😀. Podobnie jak do standardowej emerytury. Bardzo dużo osób popada w depresję po odejściu z pracy i przejściu na emeryturę. Jak ktoś nie ma pomysłu na siebie w wieku 40 czy 50 lat, to nie będzie miał również w wieku 65. Często zdrowie już gorsze, aktywne hobby odpada itd.

3. Ja ZUS nie uwzględniam w swoich założeniach. Niemniej jednak on jest i zakładam, że będzie. Jak nie będzie, to ci bez odłożonych aktywów będą w dużo gorszej sytuacji niż ci, którzy FIRE osiągnęli. Pojawią się wątek inflacji itd. Że 4% od odłożonej kwoty dzisiaj, to może być mało za 20 lat. Te aktywa sensownie zdywersyfikowane (również globalnie) również będą zyskiwały na wartości. Inflacja nie dotyczy tylko produktów, które będziemy kupowali na RE. Nieruchomości, czynsze najmu, akcje również będą jej podlegały. I wracając do ZUS. Jak ktoś będzie pracował do 65 i nie będzie miał aktywów pozwalających żyć bez pracy, to musi liczyć na ZUS. Osoba, która osiągnie FI może skorzystać z opcji RE, albo nie. Wybór należy do niej. ZUS natomiast będzie miłym dodatkiem.

Pozdrawiam
Eryk

Paweł

Jeden ze starszych polskich blogów o wolności finansowej to wolnymbyc.com Z tym że Wolny ostatnio już nie pisze odkąd osiągnął wolność finansową i poszedł pracować do międzynarodowej korporacji… 😉 Jak widać człowiek potrzebuje wyzwań. W tym dążeniu do wolności finansowej trzeba jednak uważać żeby… później nie żałować. Załóżmy taka sytuację że 30 latek postanawia na 40 urodziny przejść na wcześniejszą emeryturę. Bierze dodatkowe godziny w pracy, oszczędza na czym się da. Na wakacje nie wyjeżdża bo na to będzie miał czas po 40. Będzie szczęśliwy i spełniony dopiero gdy osiągnie wolność finansową i dopiero wtedy zażyje zycia. Nadchodzą w końcu te 40 urodziny, cel osiągnięty, można zacząć żyć. Niestety przychodzi też zła wiadomość – rak, człowiekowi pozostaje kilka miesiecy zycia. O czym będzie wtedy myślał? Nadal będzie sie cieszył z tej wolności czy jednak będzie żałował że mógł wybrać inną drogę, że mógł trochę zobaczyć tego świata, że nie musiał tyrać od rana do świtu tylko mógł zachować jakiś balans i znaleźć i czas na pracę i na rozrywki. Mógł kilka lat wcześniej po uzbieraniu pewnej kwoty, rzucić etat i spróbować zarabiać na jakieś swojej pasji. Ale tego nie zrobił. Wydaje mi się że trzeba tak do tego podejść i rozważyć czy nie będę czegoś żałował za 5, 10, 15 lat jeśli będzie mi dane pożegnać się z tym światem. Czy faktycznie odkładanie tych 70% zarobków jest ok i czy może jednak nie zluzować trochę lub wybrać jednak te częściowa wolność finansową o której Mateusz piszesz. Jeśli jednak stwierdzisz że nie będziesz niczego żałować to jest ok i działaj w tym kierunku dalej 😉

Klara

Ma Pan rację. Niestety czasu człowiek nie kupi, dlatego trzeba jakiś balans w życiu mieć. Zwłaszcza, że większość osób na pewnym etapie chce mieć dzieci, a one gdy są małe (pod kątem podróżowania, rozrywek itd.) zabierają kolejne kilka lat życia (wiem, wiem, z dziećmi da się podróżować, tak twierdzą zwłaszcza Ci co ich nie mają, albo mają jedno dziecko. W teorii brzmi świetnie, w praktyce tak to nie działa :P). Cieszyć życiem należy na każdym jego etapie, w zakresie w jaki jest to możliwe. Nie ma sensu zacharowywać się po 12 godzin/dobę z weekendami włącznie, czekając na odpoczynek po 40stce. Zwłaszcza, że taka praca daje o sobie potem znać w postaci problemów zdrowotnych (kręgosłup). Podejrzewam, że Mateusz raczej takich problemów nie ma, bo pracuje w najbardziej dochodowej branży (IT), ale osoby z innych zawodów, nawet jeżeli są to lekarze czy prawnicy, którzy bodajże w tym podcaście byli wymienieni, aby osiągnąć szybko niezależność finansową niestety muszą poświęcić bardzo dużo czasu (i zdrowia) na pracę (a wcześniej na swojego garba pracują ślęcząc 8-10 lat na nauce). Mówię z autopsji i z obserwacji oraz rozmów ze znajomymi z tych branż, a nie z tego co się mi wydaje.

Marcin

@Mateusz mam podobny problem z FIRE, z moich obliczeń wychodzi ze mógłbym przejść na wcześniejsza emeryturę w wieku 50lat. Jednocześnie w głowie mam bardziej FAT FIRE tzn podróżowanie po całym świecie, uprawianie różnych sportów (wydatki na sprzęt, instruktorów). Problemem jest ze w wieku 50 lat mogę nie mieć już takich sił i ochoty na to co mam w głowie jako FAT FIRE a teraz jednak pas jest w jakiś sposób zaciśnięty. Podróżuje obecnie pewnie więcej niż przeciętnie ale nadal nie jest to 60 dni w Norwegii żeby potem jechać 180 po Indonezji. I teraz pytanie czy ktoś z tym sie też mierzy? Może warto teraz explorować świat (przejść na emeryturę) i później wrócić do zarabiania??

Pawel

Cześć Mateusz
Absolutnie nie miałem na myśli Ciebie 🙂 Bardziej to siebie kilka lat temu gdy zasuwałem praktycznie na 2 etatach i w końcu powiedziałem pass 😉 Teraz żyję tu i teraz bez żadnej napinki. W razie gdyby coś szło nie tak w biznesie to przejadając aktywa ja i moja rodzina możemy przeżyć bez zarabiania ze 20 lat. Ale nadal sobie pracuję, w sumie jest bez znaczenia oczy osiągnę tę fat fire za kilka czy kilkanaście lat. Codziennie mam czas i na pracę i na rodzinę i na swoje aktywności. Wydaję dość duże pięniadze na konsumpcję jeśli tak traktować nieruchomości dla siebie ale dobrze mi z tym. Wolałem np. teraz wybudować sobie dom z ogrodem i korzystać z jego uroków, zwłaszcza gdy dzieci są jeszcze małe niż osiągnąć już teraz tę mityczną wolność finansową. Jakbym ją osiągnął to i tak zapewne bym pracował bo szkoda by mi było już teraz w dość młodym wieku tak wszystko rzucić do czego doszedłem, w innych zawodach, aktywnościach za bardzo się nie wiedzę żeby zapełnić sobie ten czas. Owszem, miesiąc, dwa może rok można sobie pobimbać, później i tak musiałbym się czymś zająć. Po drugie jak są dzieci to jest szkoła i nawet jak masz tę wolność finansową to i tak jesteś uziemiony i na to słynne podróżowanie masz raptem określone okienka czasowe. Dlatego zamiast się napinać żeby osiągać te wolność finansową w okolicach 40 wolę to zrobić w okolicach 50 gdy dzieci będą na studiach i już będą samodzielne. Wtedy to ma w moim przypadku sens 🙂

Greg

Jakiś czas temu na tym blogu dowiedziałem się, że jestem członkiem ruchu FIRE. Teraz mam szansę zaszufladkować się nieco dokładniej. Od razu zaznaczę, że ja w inny sposób wyliczam kapitał niezbędny do niezależności finansowej, czy raczej wysokość „stypendium” jakie mogę sobie wypłacać. Otóż dodaję płynne aktywa finansowe oraz kapitał w ZUS (wiem, że to ryzykowne) i dzielę to przez liczbę miesięcy, jaka mi została do wieku, do jakiego statystycznie będę żył pod warunkiem że dożyję 65 lat (w tej chwili jest to około 83 lat). Innymi słowy zakładam przejadanie kapitału i to, że nieprzejedzona reszta będzie utrzymywać realną wartość. Co potem, jeśli dożyję? Emerytura państwowa, choć trudno powiedzieć, czy za 30 lat ZUS będzie istniał. Może spieniężę nieruchomości (w tej chwili nie liczę ich do kapitału emerytalnego).

Będąc zauważalnie po pięćdziesiątce cały czas jestem aktywny zawodowo – bo lubię to co robię. Natomiast gdybym chciał teraz zacząć żyć ze zgromadzonego kapitału to według klasyfikacji, jaką Mateusz zaprezentował dla polskich warunków, mieściłbym się między modelem zwykłym a fat. Aczkolwiek planuję dojść do „wypłaty” 20 tys. PLN na miesiąc. To mniej, niż zarabiam, choć więcej niż teraz wydaję (pandemia zmusiła mnie do wyzerowania największej pozycji w moim budżecie, czyli podróży).

Niektóre osoby mogą stwierdzić, że moje oczekiwania są wysokie. Ale dla mnie emerytura to nie może być okres zaspokajania wyłącznie podstawowych potrzeb życiowych. To czas na realizację marzeń, na które wcześnie nie było czasu (tu ukłon w stronę Floridiana). Szkoda, żeby ograniczenia finansowe nam to uniemożliwiały. Czego nie uda się zrobić na emeryturze, tego nie da się już później nadrobić.

Chris

Mateuszu, to ty pewnie z domu pracujesz jeśli rano znajdujesz jeszcze czas na blogowanie. Nie wyobrażam sobie blogowania jeśli rano trzeba jeszcze się ubrać i dojechać do biura, a potem z niego wrócić. Anyway podziwiam za dobrą organizację czasu. Muszę się tego od ciebie uczyć.

Nie znałem numbeo, a to całkiem ciekawa stronka. Dzięki!

Zauważyłem, że majątek potrzebny do zgromadzenia przy Lean FIRE jest taki sam jak przy Barista FIRE. Myślę, że warto zaznaczyć, że obie te opcje są wymienne. Tzn. jeśli ktoś celuje w Lean FIRE to potem może się okazać, że musi jeszcze trochę dorabiać, a jeśli ktoś celuje w Barista FIRE, to może się okazać, że przy redukcji, o której wspomniałeś, będzie zmuszony do przejścia na Lean FIRE.

Lidia

Uwielbiam wszystkie wpisy dotyczace FIRE aczkolwiek deprymuje mnie fakt iz mimo ze stosuje wszystkie zasady nie jestem w stanie osiagnac tego etapu. Bede zadowolona z osiagniecia etapu FI. Mysle ze takich osob jak ja jest bardzo duzo…

Joanna

Cześć Mateusz,

Dziękuję za kolejny świetny artykuł.

Do twojego tekstu że
Największym wrogiem w osiągnięciu FIRE są niskie zarobki oraz niemądre inwestowanie”
dodałabym czynnik czasu, a właściwie zbyt późne budowanie kapitału. Umykają wtedy najlepsze lata z procentu składanego a i zgromadzony kapitał ma znacznie mniejsze wartości. Ale lepiej późno niż wcale. Nawet jeżeli nie Fire to jakaś jego namiastka,choćby drobne pare tysięcy na waciki.

Pozdrawiam,
Joanna

Joanna

Cześć Lidia,

Jak napisałaś też myślę że jest wiele osób ( w tym ja), które nie osiągną FIRE. Mi po prostu braknie czasu. Niemniej jednak ważne jest samo dążenie do niego.Ja zaakceptowałam, że nie zgromadzę już milionów przed emeryturą, Ale nie chcę być zależna od ZUS-u, więc przyjęłam sobie za cel inwestycyjny wypełniać limity IKE i IKZE. Pewną kwotę mam już zainwestowaną i plany na najbliższe lata. Nie zapewnią mi one Fire w żadnym prezentowanym wariancie. Ale traktuje to jako miły dodatek do przyszłej emerytury i tylko tyle albo aż tyle.

Kornelia

Ja też nie osiągnę Fire. Za stara, zarobki słabe, a zmiany nierealne. Jestem np nauczycielem geografii i co mam zrobić?
Ale blog kocham i inspiruję się, ile mogę na moje skromne możliwości.
Ps nie jestem ani nauczycielem ani geografem, ale wiecie, o co chodzi🙂

Stanisław

Ej, ale 4% zostało policzone jako stopa jaką można brać z portfela w warunkach amerykańskich przy założeniu że emerytura twa 30 lat.

4% w życiu nie przejdzie na FIRE w wieku 40 lat i poza USA.

Polecam tego gościa: https://www.youtube.com/watch?v=z7rH7h7ljHg

Stanisław

A tak w ogóle to święta robota z propagowaniem samego FIRE, inwestowania, oszczędzania i samej wiedzy o finansach osobistych!

Stanisław

Hey,

Nie ma sprawy. Bardzo doceniam wkład pracy i bardzo dziękuję za materiały.

Co do 33x to właśnie o nie mi chodzi.

Nie wiem czy widziałeś ten filmik Bena Felix, co go wklejałem, On w nim mówi że jak chcesz FIRE w wieku 40 lat to 4% zgodnie z badaniami spada do 2,2% w USA. A jak zmieniasz USA w back testach na cały świat to z 4% spada na 3,5%. Jak rozumiem Twoje inwestowanie jest raczej globalne i nie żyjesz w USA.

Stąd łącząc te fakty na takie długie FIRE w PL inwestując globalnie to trzeba liczyć raczej 2% i 50x aby być po bezpiecznej stronie. Chodzi mi o to że 33x nie gra matematycznie. Tzn prawdopodobnieństwo że gdzieś w wieku 60-80 lat skończy się kasa robi się bardzo istotne.

Ben w filmie tłumacz że te 2,2% dla FIRE w wieku 40 lat wyliczyli zakładając 90% prwadop że kasa się nie skończy. Czyli nawet przy 2,2 w USA masz 10% szansy ze gdzieś po drodze kasa się skończy.

Ilość lat emerytury na zdecydowanie największe znaczenie. Tam jest duża elastyczność w tym parametrze i wraz ze wzrostem lat krotność rocznych wydatkow bardzo szybko wzrasta.

floridian

Pozwól, że jako praktyk inwestowania i planowania emerytalnego ustosunkuję się do reguły 4%. Otóż uważam, że każdy kto zna dobrze angielski powinien to video zobaczyć gdzie Ben Felix analizuje wiele możliwych scenariuszy. Wynika z tego, że zasady 4% nie należy stosować bezgranicznie, niemniej jednak moim zdaniem można przyjąć ją jako punkt startowy obliczeń.

1) Z wyników symulacji przeprowadzonych przez Vanguard wynika, że przy podobnych założeniach portfel 50/50 może pozwolić na wycofywanie roczne 4% pod warunkiem, wycofujemy co roku ten sam procent portfela (a nie sumę wynoszącą początkowo 4% podwyższoną o stopę inflacji), zmniejszamy TER portfela z 1% do 0,2%, oraz dywersyfikujemy portfel globalnie, to 4% powinno wystarczyć przez 50 lat w 90% symulacji. Ponadto jak wynika z przykładów w tekście Mateusz proponuje uwzględnienie marginesu bezpieczeństwa czyli uzbieranie funduszu emerytalnego nie w wysokości 25x rocznych wydatków, a 30-35x.

2) Reguła 4% i wyniki symulacji o których mówił Ben Felix dotycza portfela 50/50, czyli bardzo konserwatywnego bardziej odpowiedniego dla osób w podeszłym wieku a nie młodych budujacych FI. W wieku 30 czy 40 lat tak skomponowany portfel nie jest optymalny i oddala tylko wolność finansową. Nic dziwnego, że wyniki symulacji są takie a nie inne. W wieku do 50 lat bardziej odpowiednie byłoby trzymanie w akcjach 80% lub więcej.

3) Chociaż reguła 4% to punkt startowy naszej przymiarki do FIRE to nigdy nie należy jej w 100% ufać. Dlatego też na co najmniej 5-10 lat przed planowaną emeryturą należy nasze dane dotyczące wieku, zarobków, docelowych wydatków, alokacji portfela, prognozowanych dochodów ZUS wstawić nie do jednego, ale kilku kalkulatorów emerytalnych. Kalkulator robi obliczenia i podaje wyniki. I to powinno dawać nam bardziej miarodajny informacjęgdzie jesteśmy na etapie budowania samodzielności finansowej. Wiele biur maklerskich i instytucji finansowych oferuje takie kalkulatory za darmo. Przykład takiego kalkulatora jest w linku poniżej. Możecie wstawić tu różne scenariusze giełdowe, a także obliczyć na jak długo przy założonych wydatkach starczą Wasze oszczędności.

Pozdrawiam.

https://www.retirementsimulation.com/

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Demol

Polecam publikacje Vanguarda na temat FIRE i 4%:
https://personal.vanguard.com/pdf/ISGFIRE.pdf

Marcin

Jeśli chodzi o ruch FIRE to generalnie jest to zbiór sensownych idei, jakże inny od dominujących współcześnie postaw. Osobiście jednak nie odnajduję się w tym ruchu, bo odnoszę wrażenie, że jego twórcy i zwolennicy zakładają tylko jeden model: pracujesz na etacie, oszczędzasz, inwestujesz, osiągasz FIRE.

Tymczasem jest sporo ludzi, zwłaszcza zajmujących się inwestowaniem, którzy nawet sekundy w życiu nie przepracowali na etacie. Kapitał początkowy do późniejszego osiągnięcia FIRE można osiągnąć również m.in. poprzez:

  • własny biznes
  • freelancing
  • umiejętności tradingowe pozwalajace zarabiać po kilkadziesiąt procent miesięcznie
  • kupno i sprzedaż w odpowiednim momencie kryptowalut
  • złoty strzał w postaci inwestycji w pojedynczą spółkę bardzo małym kapitałem
  • kapitał do pomnażania może też pochodzić od kogoś innego (bogata rodzina, żona, partnerka/partner)
  • można odziedziczyć np. dwie, trzy nieruchomości w miejscowościach wypoczynkowych, następnie część pomnażać na rynkach lub nawet wrzucić na rynek dopiero, gdy dojdzie się do tych kilku milionów, aby żyć np. z dywidend

Odnoszę wrażenie, że FIRE trochę chyba przypadkowo propaguje model „trzeba pracować na etacie u kogoś, aby do czegoś móc dojść”, który niektórych po prostu nie interesuje.

Marcin

Etat pewnie jest najczęstszym, ale na pewno nie najbardziej efektywnym sposobem na niezależność finansową. Znacznie lepszym pomysłem jest samozatrudnienie lub biznes. Przy okazji rozwija umiejętności, które przydają się w tradingu lub inwestowaniu. Przy biznesie jest nawet opcja bez zajmowania się inwestowaniem, aby osiągnąć FIRE.

Co do kryptowalut to nie powiedziałbym, że zarabia się tam przypadkowo. Sam gdy tyko usłyszałem o ich istnieniu to założyłem, że coś co ma taką zmienność, da z dużą dozą prawdopodobieństwa zarobić. Szkoda tylko, że nie wszedłem w 2010 czy 2011, bo wtedy o istnieniu kryptowalut po prostu nie wiedziałem. Nawet jednak jeśli ktoś wszedł później to zarobił bardzo dużo. To trochę jak z Foreksem, choć plusem kryptowalut jest brak dźwigni.

Co do tradingu to co do statystyk pewnie masz rację, ale ja mam na myśli nie przypadkową spekulację, a trading profesjonalny po miesiącach czy nawet kilku latach nauki. Z tradingiem jest podobnie jak z biznesem – większośc osób tu przegrywa, ale to głównie przez brak wiedzy i wchodzenie w biznes czy trejdy „na pałę” bez przygotowania. Z inwestowaniem zresztą jest podobnie.

Nie znam statystyk, ale wydaje mi się, że ponad połowa ludzi na jakimś tam etapie życia dziedziczy np. nieruchomość po zmarłych członkach rodziny, więc może większość zaczyna od zera (choć zwykle i tak znaczną przewagę mają ludzie z klasy średniej i wyżej, więc wtedy zdecydowanie nie jest to od zera), ale w tzw, międzyczasie dostaje kilkaset tysięcy złotych majątku bez bezpośredniego własnego zaangażowania. Tutaj najgorzej mają osoby, które np. nie dziedziczą po rodzinie niczego.

Marcin

Nie do końca zgodzę się z porównaniem tradingu do pracy na etacie. Jeżeli to trading indywidualny i ma się odpowiednie strategie to w sporej mierze decydujesz w jakich godzinach pracujesz, nie jesteś zależny od osób trzecich, nie masz żadnego szefa itd. Nijak nie da się porównać do typowego etatu. Ja osobiście nie zamieniłbym w życiu komfortu jaki daje mi trading na pracę na etacie, nawet gdybym tam zarabiał 2 razy tyle (co zresztą byłoby raczej możliwością czysto teoretyczną).

Nie studiowałem nigdy historii Buffetta, ale ja przy 20% rocznie bym już dawno zbankrutował. Jeżeli ktoś odziedziczył lub wybiznesował duży majątek to oczywiście może pozwolić sobie na 20% i ja sam osiągam mniej więcej tyle w mojej defensywnej części portfela, bo ona po prostu sobie pasywnie zarabia. Co innego portfel ofensywny, czyli traderski.

Co do biznesu to częste jest to odwołanie do tych 2 lat. Są jednak biznesy i biznesy. Ja osobiście rozmawiając z wieloma mikro, małymi i średnimi przedsiębiorcami zauważam, że 80% z nich traktuje to zajęcie tak trochę etatowo, a jedynie 20% próbuje skalować, opierać się nie głównie swojej pracy i czasie itd. Nie ukrywam, że dla mnie realny biznes to właśnie te 20%. Reszta mogłaby równie dobrze pracować na etacie, a część wyszłaby na tym nawet lepiej (tak jak piszesz o tych 12h pracy dziennie).

Ja krypto w końcu kupiłem, ale zrobiłem to późno. Polemizowałem tylko z Twoją tezą, że zarobki tam to czysty fart, bo dla mnie już sama zmienność kryptowalut była oznaką potencjalnych dużych zarobków i to się sprawdziło. Podobnie jak np. teraz można przeanalizować projekty z miejsc 100-1000 cmc i przy dobrych umiejętnościach analitycznych można bardzo dobrze na tym wyjść w przyszłości. Sam akurat tego nie robię, bo w moim przypadku skupienie się na tradingu wydaje być się sensowniejsze, a i nie ukrywam, że dla mnie większą wartością niż pieniądze, staje się od kilku lat czas i energia na inne sprawy.

floridian

Tutaj Ameryki nie odkryłeś bo istnieją generalnie trzy metody uzyskania niezależności finansowej: talent menedżerski, aktorski, lub sportowy; własny biznes; inwestycje lub kombinacja wszystkich trzech. Przy czym tylko przy pomocy tej ostatniej ludzie na posadach mogą się dorobić. Jeśli znasz jeszcze inny sposób to proszę daj znać. Przy okazji czy mógłbyś Marcin uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć coś wiecej na temat tradingu przynoszącego po kilkadziesiąt procent miesięcznie. Bo z tego co wiem to takie zwroty maja tylko prowadzący tego rodzaju szkolenia natomiast ci którzy je kończą już takich kokosów nie robią. Ponadto wydawało się mi, że 20% zwrot roczny osiągany rok po roku na inwestycjach przez wiele lat pod rząd zrobiłby Ciebie na tyle zamożnym, że nie musiałbyś się żadnym tradingiem się zajmować. Ale może się mylę.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Marcin

Nie mam ambicji odkrywać Ameryki, a jedynie podzieliłem się swoją opinią, że praca na etacie to tylko jedna z możliwości, aby być finansowo niezależnym i to niekoniecznie najlepsza

Kilkadziesiąt procent miesięcznie przy pracy kilka godzin dziennie to nie jest wcale jakiś oszałamiajacy wynik. Dysponując mniejszym kapitałem bardziej opłacalne bywają co lepsze stanowiska w wysoko płatnych branżach. Ja osiągam takie wyniki, ale nie z marszu, a po tysiącach godzin nauki i praktyki. Mowa oczywiście o średniej. A jak? Szczegółów oczywiście nie zdradzę, ale najwięcej zarabiam na przewidywaniu ruchów spółek po zachowaniu obligacji spółek z tych samych branż. Nigdy nie prowadziłem żadnych szkoleń i praktycznie nie uczestniczyłem w żadnych. Preferuję metody oparte na statystyce, konkretnych liczbach etc.

20% zwrot roczny zrobiłby zamożnym osobę, która już dysponuje dużym kapitałem. Poza tym jeśli np. zaczyna się od 100 tysięcy złotych to policz sobie ile potrwałby ten proces. Poza tym jeśli ktoś lubi trading i ma tam jakieś wyniki to po co miałby to rzucać? Ja osobiście od kilku lat inwestuję również bezpiecznie, kiedyś cały mój portfel to był portfel ofensywny, a być może w przyszłości, gdy już uzbieram określoną kwotę to wydzielę sobie 10% kapitau na trading, a reszta będzie pracować sama.

Konrad

Jestem lekko przerażony tym co piszesz.
Piszesz sobie o osiąganiu 20% rocznie z portfela defensywnego jak o porannym spacerze – taki Buffet czy Faber mogliby się wiele od Ciebie nauczyć 😉
Co do biznesów chyba za mało ich poznałeś …. Mając możliwość bycia na stanowisku kierowniczym na całą Polskę poodwiedzalem trochę firm i przeprowadziłem setki rozmów z naszymi partnerami handlowymi i powiem Ci że mało kiedy widziałem kogoś kto traktował biznes etatowo ale może to kwestia danej branży albo ludzi z którymi akurat Ty miałes styczność.

Co do krypto mogę się zgodzić że nie wszystko tam to zwykły fart aczkolwiek 95% inwestorów na tym rynku bazuje na farcie, mało kto rzetelnie analizuje projekty i zastanawia się nad ich zastosowaniem, ja ten temat narazie omijam bo się na nim po prostu nie znam w wystraczajcym stopniu a druga sprawa nie czuję tego zupełnie choć może to się zmieni .

Marcin

20% to naprawdę nie jest nic nadzwyczajnego. Niektóre zwykłe strategie TAA tyle płacą. Buffet czy Faber to jest inna liga – oni za bardzo nie muszą dbać o procenty, ja to w ogóle się dziwię dlaczego im jeszcze w ogóle chce się bawić w jakieś giełdy. Ja dysponując takim kapitałem wolałbym niańczyć wnuki.

Z racji mojego dawnego zajęcia poznałem dosłownie setki mniejszych i większych biznesów. W Polsce i poza Polską. Ja pisałem o swoich wrażeniach.

Na każdym rynku większość nie podchodzi poważnie do inwestowania czy tradingu. Krypto nie jest tu wyjątkiem.

floridian

Marcin, nie chodzilo mi żebyś dokładnie rozwodził się jak robisz swój trading, ale raczej o giełdę, platformę tradingową, i rodzaj aktywów. Wiem bo trading robiłem, ale uznałem, że to nie bardzo ma sens bo wolę odstukać swoje 15-20 godzin w tygodniu bezstresowo na posadzie niż zarobić kilka razy więcej żyjąc w olbrzymim napięciu nerwowym. Na podstawie Twoich poprzednich wypowiedzi sądziłem, że chodzi o day trading, gdzie dwucyfrowe zwroty miesięczne przy znaczącym kapitale można włożyć między bajki.

Ponadto, podobnie jak Konrad mam problem z tym 20% rocznie. Chyba, że jest to od raczej krótkiego czasu bo nie piszesz w jakim okresie. Rzucanie liczb na wiatr i twierdzenie, że „niektóre zwykłe strategie TAA tyle płacą” raczej świadczy o tym, że znasz te rzeczy bardziej ze słyszenia niż z praktyki. Co znaczy niektóre? Dokładnie jakie i ile? Po pierwsze żeby mieć tyle w rok to trzeba trzymać się określonej strategii TAA i używać do tego specyficznych wehikułów. Po drugie, inwestuję od nieco ponad 30 lat i znam swoje liczby. Przez wiele lat przy alokacji 100% akcji i pomimo lepszych zwrotów niż z S&P 500 nie byłem stanie dojść do 20% średniej nawet na odległość rzutu kamieniem. Wynik 15% uważam za genialny i z tego co wiem udało się tylko nielicznym przy czym trudno jest powiedzieć czy są to rzeczywiste zwroty czy tylko backtesting. Owszem, w ostatnim 10-leciu było lepiej i 20% zwrotu było możliwe i sam miałem zbliżony (i pomimo to nie zbankrutowałem), ale co innego mieć 20-25% przeciętnie rocznie na jednej pozycji niż na dużym i mocno zdywersyfikowanym na portfelu opartym o inne walory.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Marcin

Szczerze pisząc ja mam raczej problem z monotonią i nudą w ramach tradingu, a nie z napięciem nerwowym. To o czym piszesz przeżywałem dawno temu, gdy dopiero raczkowałem w tym świecie. Metody ilościowe oparte na statystyce i właściwie zalgorytmizowanie wszystkiego sprawia, że emocji jest mało. Problemem jest głównie to, że w praktyce bardzo ciężko zalgorytmizować dosłownie wszystko, więc trzeba na to poświęcać czas.

Day tradingiem również się zajmuję i granie na niektórych rynkach cały czas tych samych setupów od lat daje zarobić średnio kilkadziesiąt procent miesięcznie. Nie wiem dlaczego poddajesz to w wątpliwość, bo współcześnie nawet nie znający podstaw analizy technicznej czy probabilistyki ludzie wykręcają na niektórych rynkach o wiele więcej (tu głównie krypto w ostatnich latach). Ja i tak gram dość ostrożnie.

Gdyby to policzyć dokładnie, w ujęciu rocznym, przez te wszystkie lata to wyszłoby mniej, ale to głównie dlatego, że ja nie trejduję miesiąc w miesiąc, a często przez kilka miesięcy nie robię nic i to oczywiście znacznie zaniżyłoby wyniki. Wiele młodszych osób nie rozumie, że wraz z wiekiem pojawiają się dodatkowe obowiązki np. opieka nad rodziną, które bardzo komplikują życie osobiste i zawodowe (nawet trading). Poza tym trading bez przerw wypala, więc takie przerwy paradoksalnie na dłuższą metę pozwalają zwiększyć zarobki, bo nie wyobrażam sobie teraz grać miesiąc w miesiąc przez np. całe 2 lata. To zresztą jeden z powodów dla których od pewnego czasu prowadzę też portfel bezpieczny.

TAA stosuję sam w ramach defensywnego portfela. Kiedyś zainteresowałem się tym tematem i stworzyłem własną autorską strategię, którą cały czas ulepszam. Ja nie mam potrzeby nikomu niczego udowadniać, więc jeśli według Ciebie nie można zarabiać 20% rocznie, cóż Twoje prawo tak uważać.

Pozdrawiam

floridian

Dzięki za wyjaśnienie. Nie podaję pod watpliwość nic co ma sens. Nikt też nie każe Ci cokolwiek udowadniać. Ale zadałem Ci konkretne pytanie jak długo masz ten zwrot 20% i na jakich giełdach? Tak się składa, że TAA stosuję od wielu lat lat i znam na tyle dobrze żeby wiedzieć co jest możliwe, a co nie. A jeśli okaże się, że robisz pewne rzeczy dobrze to dlaczego się wiedzą nie podzielisz? To co robią ludzie na krypto mnie nie obchodzi. Sypać ogólnikami może każdy, ale to jest blog dyskusyjny gdzie rozmawia się o konkretach więc jeżeli zamierzasz podawać pewne tematy pod dyskusje to licz się z tym, że mogą paść pytania. W przeciwnym razie szkoda czasu. Pozdrawiam.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
floridian

W przypadku tradingu jak najbardziej pracuje się w okreslonych godzinach czyli wtedy kiedy otwarta jest giełda.

Marcin

Trading może wyglądać tak jak piszesz, ale nie musi. Ja osobiście nie siedzę przy wykresach, gdy mam „gorszy dzień” lub np. chcę danego dnia zrobić coś innego. Czasami nawet nie mogę, bo mam też inne życiowe obowiązki. Na etacie nie miałbym takiego komfortu, aby sobie np. nie przychodzić do pracy kiedy mi się to nie podoba.

Jeżeli ktoś na start ma kapitał np. 2000 złotych to 20% rocznie nic mu nie da. Ja kiedys byłem w mniej więcej takiej właśnie sytuacji i o niej piszę.

Statystycznie to co piszesz się spina, ale należałoby raczej przyjrzeć się statystykom wśród osób chcących w ogóle inwestować i jednocześnie prowadzących działalność, a nie tylko tylko wśród prowadzących działalność. Myślę, że takie osoby są skuteczniejsze niż ogół prowadzących działalność.

Kupno 20 najbardziej zmiennych spółek nie miałoby sensu na dojrzałym i konserwatywnym rynku. Tymczasem w 2010 czy 2011 rynek krypto był bardzo młody i jednocześnie bardzo zmienny, a to zmieni wszystko. Niestety kryptowaluty zakupiłem później przez co nie zarobiłem na nich tyle ile mógłbym.

Brak trzymania się planu to problem zarówno w tradingu, w inwestowaniu, w biznesie, jak i w życiu codziennym. Co do etatu to jest też wiele osób, które z różnych powodów nie wytrzymują orki od 8 do 16 każdego dnia. Wielu z nich też miało plany na rozwój zawodowy, które nie wypaliły.

Marcin

Tzn. to absolutnie nie był zarzut, a raczej konstruktywna krytyka i to bardziej wobec zwolenników ruchu FIRE ogólnie, który generalnie jest mi bliski w nieco zmodyfikowanej postaci.

floridian

Nie wiem na ile Ciebie to przekona, ale są raczej dokładne dane dotyczące roli spadków w procesie budowy bogactwa. Mogę się tu oprzeć się na przykładzie USA gdzie 2018 roku porobione bardzo rozległe badania dotyczace ponad 10 tysiecy amerykańskich milionerów. Zawarte są one w książce „Codzienny milioner” (Everyday Millionaire). Z badań tych wynika jednoznacznie, że 79% z nich nie dostało w spadku ani grosza, a dalsze 5% dostało dostało bardzo niewielkie sumy. Ponadto tylko 3% zostało milionerami dzieki spadkowi. Liczą się tu najbardziej własna praca, oszczędzanie, inwestycje. Niestety w mit, żeby dojść do wolności finansowej należy dostać pieniądze w spadku wg tych samych badań wierzy aż 74% milenialsów. Kolejny mit, to to żeby zdobyć miliony trzeba zarabiać miliony. Wsród milionerow tylko 0,5% to aktorzy, sportowcy, celebryci, prezesi wielkich firm, którzy zarabiają krocie. Reszta to w miarę zwyczajni ludzie.

Warto tą książkę przeczytać bo zawiera wiele danych, obala mnóstwo mitów, oraz zachęca do pracy nad osiągnięciem własnej drogi do wolnosci finansowej.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Marcin

Nie znam tych badań, ponadto pytanie na ile są one uniwersalne. Wydaje mi się, że ludzie dostający spore sumy w ramach spadku są mniej nastawieni na rozwój i zarabianie (takie tłuste koty), a bardziej na konsumpcję i życie. Nie mają też odpowiedniej motywacji. Inaczej zwykle traktuje się pieniądze czy majątek na który samemu się nie zapracowało. To by tłumaczyło podane przez Ciebie statystyki. Ciekawe jak sprawa wygląda w Polsce.

John

W środku zdania nie piszemy Tobie tylko Ci. I nie Ciebie tylko Cię. Wybacz ale musiałem, strasznie sztucznie brzmią dla mnie te zdania i wybijają mnie z rytmu już na samym początku. Ok, wracam do czytania 🙂

Tomasz Wikło

Idea FIRE jest świetna, trzymam kciuki, że wszystkim czytelnikom bloga i Tobie Mateuszu uda się to i to jeszcze szybciej niż do 2030 🙂

Im dłużej podążam drogą FIRE tym bardziej mam obawy, co by było gdyby.
Boję się, że za 5 lat moje oszczędności będą nic nie warte albo rynek finansowy całkowicie upadnie. Niby nie realne i byłyby wtedy większe problemy niż to czy mamy dochód pasywny, ale ogólnie im dłużej ciułam tym bardziej się boję że wszystko stracę. Miał ktoś podobne przemyślenia czy jestem w nich odosobniony ;)?

Tomasz Wikło

Co do rodzaju FIRE to u mnie prawdopodobnie będzie to dojście do klasycznego FIRE, a potem praca 2 godziny dziennie i nadwyżka wydawana w trybie FAT

Konrad

Tomasz,
Nie jesteś odosobniony 😉 Kiedyś nie mialem takich obaw i to nawet nie chodzi tylko o fakt posiadania mniejszych środków ale o to że świat był bardziej przewidywalny … Kryzys czy większy krach jest wpisany w ryzyko i nie robi na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia ale już całkowita likwidacja rynków finansowych w kształcie jaki znamy czy też inne chore pomysły pseudo globalistow już mnie niepokoją. Wiem że dziś to wszystko brzmi mocno abstrakcyjnie ale ostatnie 2 lata przyniosły takie wydarzenia które jeszcze w 2019 roku bym wyśmiewał traktując je jako si-fiction 😉

Asia

Mateusz!
Bardzo dziękuję Ci za masę merytorycznych treści które publikujesz na blogu, dzięki którym dowiedziałam się, że to o czym zawsze marzyłam czyli FI jest możliwe. Sama chciałabym przejść na semi-RE tak aby nie musieć pracować 200- 250h w miesiącu. Jestem bardzo dobra w oszczędzaniu i odkładaniu pieniędzy, ale niestety dopiero raczkująca w temacie inwestycji innych niż lokata czy obligacje skarbu państwa.
Drugi rok z rzędu odkładam środki na IKE i IKZE swoje i męża, ale dzięki Twojemu blogowi właśnie dokonuje wypłaty transferowej na konta maklerskie – za co na prawdę Ci dziękuję.
Powiem szczerze, jestem głęboko zbulwersowana faktem, że nikt w trakcie całej naszej edukacji nie wspomniał nawet słowem o jakichkolwiek podstawach inwestowania. Sama skończyłam medycynę i jestem matką trójki dzieci ale czuję że w takich kwestiach jak zarządzanie własnym majątkiem jestem na poziomie ujemnym 😉 co staram się zmienić dzięki Twoim edukacyjnym wpisom. Z góry dziękuję Ci za podcasty które „ratują” niejedną zapracowaną osobę w nadrabianiu zaległych treści do przeczytania.
Mam też pytania:
1) Czy wg Ciebie powinno się rozdzielać IKE i IKZE pomiędzy 2 niezależne instytucje finansowe tak w razie gdyby jedna z nich upadła a mielibyśmy na niej całe zgromadzone środki wtedy BFG wypłaci nam tylko sumę gwarantowaną, a załóżmy środki na IKE i IKZE wynosiłyby więcej niż 100tys. Eur?
2) Mówisz niejednokrotnie o portfelu by traktować go jako całość i powiem szczerze, że w tej kwestii mam ogromny problem, ponieważ zastanawiam się jak to zrobić… Wydaje mi się że mimo wszystko nawet jeśli mamy zakładany przez nas % portfela w postaci obligacji poza IKE i IKZE to i tak na tych kontach powinniśmy trzymać nieco obligacji aby z czasem móc „mocniej” wejść w przecenione akcje? Proszę popraw mnie jeśli się mylę.
3) Chciałabym przejść na pół-RE za 18 lat z konta IKE męża który wtedy skonczy 55 lat i bedzie mogl skorzystac z wczesniejszej wyplaty srodkow bez podatku belki. Jaki proponowałbyś portfel na te 18 lat? jestem bardzo skonfundowana i nie wiem jaki rodzaj aktywow dobrac przy tak wysokich cenach akcji na rynkach. Prosze o podpowiedz 😉
4) Czy wiesz moze jak wyglada kwestia ZUS-u, jesli przeszlabym na RE i chciala pracowac zalozmy tylko kilka miesiecy w roku badz wcale czy jest mozliwosc doplat do ZUSu tak aby otrzymac potem emeryture?
Jeszcze raz dziękuję za wszystko co robisz!
Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Asia
Asia

Dziękuję za odpowiedź 🙂
1) nie miałam o tym pojęcia!
2) symulacja matematyczna portfela w obecnej sytuacji jest ponad moje siły i umiejętności ale wierzę Ci na słowo 😉
3) źle mnie zrozumiałeś, nie chciałam prosić o gotowca, myślałam że może podpowiesz mi jeśli chodzi o taki horyzont czasowy jaki typ ryzyka podjąć (chociaż wiem ze to trudne do przewidzenia ale sam mówileś żeby pytać jak się nie wie;). Stresuje mnie moment w którym środki trafia na konto a ja nie będę wiedziała co najpierw za nie kupić a ze względu na prowizje trzeba to zrobić za jednym razem, partiami
4) dziękuję za informację, czyli jak dobrze rozumiem mogę nawet dobrowolnie opłacać minimalną składkę ZUS nie pracując?
Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Asia
floridian

Poszukaj jednego z moich wpisów pod tym artykułem. Tam jest link do symulatora portfela (akcje i obligacje), gdzie możesz wpisać swoje liczby i procentową alokację akcji i obligacji i zobaczyć czego możesz się po nim spodziewać za 10, 15, czy 20 lat, czy jakikolwiek inny okres który chcesz wziąć pod uwagę. Możesz też założyć prawdopodobieństwo krachu i zobaczyć co wtedy się stanie.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Asia

Bardzo Ci dziękuję, zawsze czytam Twoje cenne komentarze ale widocznie akurat tego jeszcze nie zobaczyłam 🙂

Asia

Najfajniejszy fragment to – „nie mieszkasz w Polsce, ale byłeś wcześniej objęty obowiązkowymi ubezpieczeniami emerytalnym i rentowymi w Polsce”. To pewnie takie marzenie wielu osób tutaj.
Wydaje mi się że to fajny pomysł na wpis żeby to wszystko policzyć czy opłaca się odprowadzać dobrowolne składki aż do czasu uzyskania emerytury z ZUS i jak to wygląda w zależności od wcześniejszych zarobków. I ewentualnie ile % z FIRE musielibyśmy na to przeznaczać.
Dzięki!:)

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Asia
Janek

Kolejny świetny i motywujący wpis. Dzięki!

Nasuwa mi się takie pytanie (związane też z pozostałymi wpisami, które chłonę od kilku dni)…

Zakładając, że już wiem co i jak, wybrałem swoją strategię inwestycyjną, horyzont (długoterminowy), ETFy itp i gdzieś przez ostatnie lata udało mi się odłożyć jakąś kwotę, ale nie interesowałem się inwestowaniem więc sobie siedziała na koncie w banku.

Czy powinienem moje „oszczędności” jednorazowo wrzucić w ETFy i po prostu na jakiś czas o nich zapomnieć, a jak będzie okazja to dorzucać do nich kolejną kasę?
Czy może powinienem np wrzucić na początek 30%, a pozostałe 60% wrzucać co tydzień/miesiąc/kwartał? Czyli chodzi tu głównie o metodę „uśredniania”, której efektem są mniejsze zyski, lub mniejsze straty.

Czy ten temat był szerzej omawiany na blogu? Szukam, ale nie widzę 🙁

Z góry dzięki za nakierowanie lub sugestie 🙂

ps. Wiem, że to trochę wróżenie z fusów i giełda może iść w górę kolejne lata, albo zacząć spadać i się długo nie podnieść 🙂

Janek

Historycznie i bazując na danych „time in the market > market timing”, a więc „kup i zapomnij” sprawdza się lepiej” – właśnie tego typu odpowiedzi szukałem 🙂 Dzięki! 🙂

Marx

czyz rebalancing np w strategii 60/40 nie jest takim wlasnie wyczekiwaniem?

Marx

w trakcie hossy te 40% obligacji wyczekuje bessy. W ogole czy rebalancing to strategia pasywna czy aktywna?

floridian

Można wrzucić wszystko od razu w ETF co jest najlepszym wyjściem przy rosnącym rynku, albo robić to np. co miesiąc co jest lepszym rozwiązaniem kiedy rynek ma tendencję spadkową. Czyli można tak i tak. Ja osobiscie inwestuję systematycznie co miesiąc już od 30 lat plus staram trzymać niewielką rezerwę którą rzucam do boju kiedy rynek przechodzi korekty. Ale to jest moja osobista preferencja, która nieźle sprawdziła się w przeszłości.

Może kiedyś Mateusz napisze artykuł na temat uśredniania czyli tzw. DCA (dollar cost averaging), oraz zalet i wad tego podejścia.

Ula

Floridian, mam pytanie odnośnie uśredniania DCA. Taką drogę wybrałam na podstawie ” Inteligentny Inwestor B.Grahama. Przeliczyłam, że takim sposobem uczestniczę w plus minus „połowie” spadków i” połowie” zysków. Inaczej mówiąc moja średnia cen zakupu jest właśnie połowiczną kwotą, bez względu na trend , jeśli rozumiesz co mam na myśli.Zakładam , że nigdy nie wiem co pojawi się po „prawej stronie wykresu”, zatem nie staram się zgadywać idąc z prądem ,bez względu na kierunek. Takie zarządzanie ryzykiem , jak opisujesz , regularne wpłaty plus rezerwa wrzucana w razie spadków odpowiada mi. Co rozumiesz , przez „Można wrzucić wszystko od razu w ETF co jest najlepszym wyjściem przy rosnącym rynku?”. Tzn , zakładasz , że istnieje spore prawdopodobieństwo , że rynek nadal będzie rósł? . Czyli rzutujesz przeszłość, teraźniejszość na przyszłość?


Ula

Mhm….to by przeczylo filozofii Grahama i Bufetta, którzy hołdują zasadzie: bój się kiedy jest drogo , bądź chciwy kiedy inni się boją. Tzn . Chodzi mi o to „wszystko „. Dla jednego wszystkie oszczędności to kilka czy kilkadziesiąt tysięcy . Dla innego to setki tysięcy. I nawet nie to jest istotne tak bardzo jak zastanowienie się: jak szybko możesz odtworzyć ewentualnie stracone oszczędności?. Usredniajac rozkładamy wpłaty w czasie, redukując wahania portfela na rzecz utraty czesci zysku lub pomniejszamy ewentualna stratę . Wrzucając wszystko na raz stawiamy wszystko na żywioł. Uda się albo nie uda.

Ula

No to mam spory problem . Patrzę na giełdę jak na biznes ,dlatego kalkuluję ryzyko. Nie mam możliwości sprawdzania wartości wewnętrznej wszystkich spółek znajdujących się w globalnym ETF . Poza tym jak ustalić wartość wewnetrzna „chmury”? . Nie mam też więcej” żyć ” w zapasie 🙂 . Nie chce też stracić wszystkiego, czy sporej części kapitału. Mlodsza tez nie będę .Czyli mój horyzont inwestycyjny to w najlepszym razie kontynuacja inwestycji przez dzieci, wnuki i prawnuki , jeśli nie przejem tego za swojego życia 🙂 .Z powodu inflacji posiadanie gotówki to pewna strata. Giełda to prawdopodobieństwo. No „ładne kwiatki” z tym wszystkim 🙂 . To jest konieczność bezwzględna buuuu 🙂 . Dobra nie będę się kopać z koniem 🙂

floridian

Sa trzy szkoły inwestowania. Można cały roczny limit wrzucić jednorazowo na IKE i IKZE np. 2 stycznia, albo wpłacać miesięcznie w ratach. Trzecie podejście to czekać na dołek. W przypadku rosnącego trendu możemy wypaść lepiej gdy wrzucimy wszystko jednorazowo. Ponieważ, nie wiadomo co jest po „prawej stronie wykresu” w przypadku spadku mamy wtedy a) większa stratę niż gdybyśmy uśredniali i b) ponieważ wyczerpaliśmy limit nie możemy już dołożyć kiedy spadną ceny.

Z tego powodu wolę kupować co miesiąc i trzymać rezerwę. Ponieważ robię to automatycznie kazdego 1-szego nie bawię się w zgadywanie co będzie jutro i nie muszę czekać na spadki.

Symulacje wykazują, że czekanie na spadki, żeby zainwestować w dołku to najgorsza z trzech możliwości bo wtedy zamiast zarabiać od razu czekamy na spadek i kupujemy w przyszłości po jeszcze wyższych cenach.

https://www.kiplinger.com/article/investing/t047-c032-s014-with-market-at-its-peak-should-you-wait-to-invest.html

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Ula

Chciałam poznać Twój Floridian tok rozumowania, jako praktyka. Teraz już jest wszystko dla mnie jasne. Pozostanę przy uśrednianiu, jak dotąd, a dorzucę w razie spadków. Krótko mówiąc pójdę tą drogą , jaką Ty podążasz. Dzięki za linka. Na szczęście mój smartfon tłumaczy na polski, także szybko przeczytałam. Podobnie opisuje to Graham. Bardzo dziękuję za rozwianie moich wątpliwości.

Łukasz

Hej Mateusz,

Mam 2 pytania:

1) łatwiejsze to czy jeśli kupię ETF all World FTSE – VWCE jaki mam dostępny w Bossa to jaką mam różnice w stosunku do tych którzy mogą kupić VWRA na giełdzie w Londynie ?? Tylko mniejsza płynność na Xetra czy coś jeszcze , jakieś większe ryzyko ?!

2) ze względu na prosty portfel nie chce angażować narzędzi typu myfund tylko sam sobie to w excelu prowadzić, dzięki temu będę też mógł bardziej pobudzić szare komórki 🙂 tylko kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać w sensie ściągania danych z jakiś portali, zastosowania i ułożenia funkcji które to będą liczyć itd… ??

Dziękuję

Piotrek

Chociaż daleki jestem od dogmatycznego FIRE to bardzo lubię teksty o tej tematyce. Z tym ruchem mam podobne doświadczenia do Twojego czyli chociaż stosowałem część tych zasad sporo wcześniej to dowiedziałem się o tym sporo później (chyba nawet z Twojego bloga).

Osobiście FIRE oznacza dla mnie zadbanie samodzielnie o swoje finanse. Przyjmuje proste założenie, że państwowa emerytura będzie wynosić zero i sam muszę zadbać o jakieś środki na starość. Z czasem to podejście ewoluowało u mnie do wizji wcześniejszej emerytury (lepsze zarobki pozwoliły na większe oszczędności i inwestycje). Chociaż inflacja stylu życia niestety mnie dotyka (i nie bardzo mam chęć z tym walczyć), to staram się mocno pilnować zasady, którą chyba przeczytałem w „Finansowym ninja” Michała Szafrańskiego, czyli połowa podwyżki na inflację stylu życia, a połowa na oszczędności / inwestycje. Zdaje sobie sprawę, że dla większości wyznawców FIRE takie podejście jest absolutnie nieakceptowalne, ale dla mnie to idealny złoty środek między dbaniem jednocześnie o teraźniejszość i przyszłość.

Na koniec pozostaje mi się zgodzić z komentarzem Floridiana, że ruch FIRE (w tej czy innej formie, bardziej lub mniej dogmatyczny) to świetna motywacja do dalszego rozwoju i dbania o własne finanse.

Piotrek

Mam bardzo podobnie z poniższym, choć wiem, że prawdopodobnie „coś tam” dostanę, bo jednak kilka(set) wpłat do ZUS-u w życiu wykonam

Też mi się wydaje, że coś tam dostanę. Czy to będzie wyliczane na podstawie wpłat czy jakaś emerytura obywatelska, ale raczej nie będzie to zero. Jednak wolę się miło zaskoczyć niż przyjmować to jako pewnik 😉

Dla mnie sama podwyżka nie jest żadnym argumentem do zwiększania wydatków.

Oczywiste, możliwe że źle to napisałem, ale nie jest tak, że zaraz po podwyżce zastanawiam się na co wydam dodatkowe kilkaset złotych miesięcznie. A wręcz przeciwnie, bo zwykle wtedy zastanawiam się ile rocznie będę mógł więcej wpłacić na oszczędności / inwestycje.

I tak, Twoja zasada jest właściwie taka sama jak ta Michała, różni się tylko procentem. Jest to bardzo ważny (i fajny) nawyk, by wraz ze wzrostem pensji rosły nominalnie kwoty jakie wpłacamy na oszczędności / inwestycje.

Piotrek

Dokładnie z tego powodu kiedy jestem pytany o sens dopłat do ZUS-u (tak, są osoby, które chcą dobrowolnie wpłacić tam więcej środków niż jest to konieczne) 

Dobrowolne? Dopłaty? Do ZUS-u?! comment image

Piotrek

Wiesz, ja w pełni rozumiem niechęć do akcji. Ale to już wolałbym wpakować środki w EDO, albo trzymać w skarpecie niż wpłacić do ZUSu…

Plusem jest, że jeszcze mnóstwo pracy przed Wami blogerami finansowymi i szybko popyt na edukację finansową się nie skończy.

Konrad

No raczej, tym bardziej że ostatnio EDO to całkiem dobra propozycja przy kolejnych odczytach inflacyjnych 😉

Jacek

Dążę do Lean FIRE, bo od lat pracuję w toksycznym środowisku, moja praca od dawna mnie nudzi i nie rozwija, mam poczucie tracenia czasu. Krótko mówiąc jestem wypalony i naprawdę nie jest to nic przyjemnego. Łatwo powiedzieć „zmień pracę”, tylko że obecnie jestem w tak słabym stanie psychicznym, że nie wierzę w to bym był w stanie zdobyć i rozpocząć nową pracę. Poza tym wiem, że nigdzie na start nie dostanę warunków zatrudnienia jakie mam obecnie. Zwłaszcza że wcale nie mam ochoty zajmować się tym czym dotychczas, więc raczej musiałbym zaczynać od zera (począwszy od nauki nowego zawodu, przez „pierwszą pracę” i związane z tym niskie zarobki). W związku z tym od dwóch lat całość wypłaty przeznaczam na nadpłaty kredytu hipotecznego (zostało 45k pln) oraz budowę portfela obligacyjno-akcyjnego (docelowo 100k pln, to ma być mój backup – rodzaj poduszki bezpieczeństwa), a utrzymuję się z wynajmu dwóch nieruchomości. Aczkolwiek nie są one jakoś bardzo dochodowe, więc muszę żyć dość minimalistycznie, ale z tym akurat nie mam problemu, bo zawsze tak żyłem. W każdym razie od kiedy praca zaczęła mnie psychicznie męczyć, oszczędzanie zacząłem traktować trochę jak wyścig. By jak najszybciej osiągnąć finansowe cele i móc odejść z pracy. Wakacje spędzam w Polsce. Zagraniczne wyjazdy są fajne, ale jak nie czujesz się dobrze w swojej pracy, to nie masz ochoty wydawać na wakacje dużych kwot, bo przeliczasz ile czasu nieprzyjemnej pracy musisz na to poświęcić. Mam 39 lat i nie jest moim marzeniem by już przechodzić na stałe na RE, ale po prostu życie tak się potoczyło, że coraz częściej czuję, że nie mam innego wyjścia jak zrobić sobie długą przerwę zawodową by odzyskać radość życia. Piszę o tym, bo być może jako jedyny na tym forum, już wkrótce (w przyszłym roku) zacznę praktykować FIRE w pełnym zakresie 🙂

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Jacek
Ula

Hej Jacek, opisujesz swoje zmagania tak realistycznie , że we mnie z jednej strony wzbudzasz ogromny podziw i jednocześnie lekki smutek z powodu Twojej kondycji psychicznej. Jesteś tak młodym człowiekiem , że po zrobieniu sobie długiego odpoczynku możesz pomyśleć o opcji Barista. Jak również odrodzić się jak feniks z popiołów poprzez zmianę zawodu , na co będziesz mial czas i siły. Na Twoim miejscu już szukałam psychologicznego wsparcia wśród ludzi którzy doświadczyli trudu funkcjonowania w toksycznym środowisku. Chyba ze jesteś pewien , iż wystarczy Ci odcięcie się radykalne od źródła. Pozdrawiam Ula

Jacek

Dzięki Ula. Oczywiście nie przyszedłem na blog finansowy, by szukać mentalnego wsparcia, ale i tak dzięki za miłe słowa i rady. Od dłuższego czasu konsultuję z psychologiem swoje zawodowe perypetie i dylematy. To pozwala mi w jakiś sposób radzić sobie z codziennością i nadal trwać w tym środowisku, choć czuję że brak mi już jakiejkolwiek motywacji poza finansową (a i ona jest coraz słabsza), a stopuje mnie przed odejściem głównie lęk o problem z powrotem na rynek pracy po dłuższej przerwie, nie mówiąc już o zaczynaniu od zera w nowej branży będąc po 40ce. Z drugiej strony budując konsekwentnie swoje finansowe zaplecze, czuję się coraz bezpieczniej i gdy poczuję że już naprawdę mam dość obecnej sytuacji, będę mógł sobie pozwolić na odpowiednio większe ryzyko w podejmowaniu trudnych zawodowo-życiowych decyzji i zmian. Również Cię pozdrawiam.

Ula

Hej Jacek,

Twoje perypetie zawodowe i zdrowotne są udziałem wielu ludzi i wynikają ze ” zmęczenia materiału” . Wyobraź sobie , że przeszkodą do Twojej autonomii i realizacji postawionych celów,marzeń ,potrzeb, jest jeden podstawowy czynnik : „trucizna” pochodząca ze środowiska, w którym jesteś każdego dnia . Nie możesz się wzmocnić codziennie ją zażywając !.
Długo zażywana „trucizna” powoduje zmianę sposobu postrzegania rzeczywistości ,w tym lęku, poczucia niemocy, ogólnego obniżenia nastroju itp. Czyli jakość życia spada i staje się walką o przetrwanie. Nic się nie zmieni , jeśli będziesz oczekiwał innych rezultatów wystawiając siebie wciąż na nowo na działanie specyfiku , który skutecznie i trwale niszczy Twoje życia. Założyłeś, że walczysz do końca, jeszcze trochę, jeszcze jeden dzień , miesiąc, kilka miesięcy i to jest ok. Mając na szali z jednej strony toksyczne źródło , ale potrzebnej energii finansowej i nieznaną perspektywę, wybierasz to ,co znasz, mimo , że zabija w Tobie iskierki radości życia. To jest tzw zapętlenie, uwikłanie w sytuację. Inaczej mówiąc dotykasz „nosem ” Pałacu Kultury i widzisz ścianę. Żeby Twój Horyzont się powiększył,poszerzył, potrzebujesz zrobić tyle kroków w tył ile potrzeba , by mieć ogląd na cały budynek. Wtedy dopiero łapiesz dystans poznawczy.
Następnie, jako wędrowiec , który przeszedł długą drogę, potrzebujesz usiąść i opatrzyć rany, czy jako poraniony lew, udać się do „jaskini lwa” by przywrócić siebie ponownie do życia, co wymaga czasu. Nauczony doświadczeniem stałeś się o nie bogatszy. Teraz na nowo trzeba zebrać siły, naładować akumulatory , ustalić plan i podjąć się jego realizacji. Wyobraź sobie teraz, że taki poraniony lew, osłabiony walką z rywalem, snuje się przez sawannę i naraża się na ataki ze strony silniejszych. Nie ma szans!, zostanie zaatakowany przy pierwszym kontakcie z drapieżcą.
Wierzę, że Ty Jacku to wszystko wiesz, a jeśli nie , to teraz już na pewno wiesz :):) . Z Twoich słów wynika jasno, że zmierzasz do końca tej drogi. Stając na życiowym rozdrożu, odpocznij, nabierz sił, by wyruszyć w dalszą drogę. Za horyzontem też jest życie :):). Wiatru w żagle życzę i pozdrawiam Ula

asas

Chyba czas na zmianę nazwy bloga

asas

Randkomat ? Czekaj to już chyba zajęte 😉

Ula

Zaczekam aż powiesz to samo gdy znajdziesz się pod murem . Może nie dostrzegasz ale ten Blog uczy również zarządzania ryzykiem, co ma świetne przełożenie na codzienne życie.

asas

Ula, wypraszam sobie 😉 myślisz ze kto dał zielonego plusa pod twoim wpisem ? Byłem pod ściana 10 lat temu, zwaliła się na mnie kontrola skarbowa dodatkowo miałem wypadek kosztowa operacja 🤕 a wszystko przy zarobkach które starczały do 9 kolejnego miesiąca zadłużyłem się ☠️. Już miałem rezygnować z aktualnej pracy i wyjechać za granice. Co zrobiłem zacisnąłem zeby i gdyby wtedy wyjechał najprawdopodobniej była by to najgorsza zawodowa decyzja w moim życiu. Ja tez pracuje w korporacji i jak widzę co się dzieje w środku to nieraz mnie skręca. Na koniec zacytuje klasyka : Ludzie przeżyli Auschwitz to jakie my dzisiaj mamy problem to są żadne problem ‼️

Ula

Asas , w Auschwitz byli ludzie , którzy nie przeżyli . Pech? . Każdy człowiek jest inny i zawodowy „masochizm” nie każdemu odpowiada. Po jednym spływa jak po kaczce , a inny kończy w najlepszym razie w ” wariatkowie”. Nie każdy zapłaci każdą cenę za finansową wolność. Ale każdy może do niej dojść swoją drogą. Jeden realizuje się biorąc udział w sportach ekstremalnych dla sukcesu i adrenaliny, a inny wybiera sporty o mniejszym ryzyku. Są różni ludzie i dysponują różną odpornością na wszystko, co ich spotyka. Każdy ma własne granice wytrzymałości. W temacie FIRE ważne jest żeby czytelnik miał możliwie pełny obraz tego , że jakkolwiek cel szczytny, to po drodze może zmierzyć się z totalnym wypaleniem i wtedy dobrze by się „: zre organizował ” , zrobił „przegrupowanie „wojsk „, po to , by” przegrana bitwa „nie oznaczała „przegranej wojny”. W swoim życiu spotkałam ludzi Twojego pokroju , którzy szli przez życie jak „taran” i żadnego człowieka , który potrafił obejść się bez „dopalaczy”. Zatem sorry ,ale mam inne doświadczenia w kwestii „Auschwitz”. Nie chcę też licytować się na” złamane nogi” itp. Natomiast zamiast zaciskac zeby ,wytężam umysł, szukajac innej drogi , nie tracąc celu z oczu. Nie chcę przez to powiedzieć, że Twoja metoda jest gorsza. Jest Twoja. Każdy może wybrać swoją.

asas

Twojego pokroju ❓ Za ostatni komentarz dostałaś + za ten masz – 😂 zdecydowanie najgorszy komentarz jaki wyczytałem na tym blogu 🔇. Nie znamy się wiec proszę darować sobie takie personalne wycieczki pod moim adresem. Przegrupowanie wojsk 🥷🏻 Trucizna 🦠 Ranny 🦁 ? To chyba nie ten blog zagrzewające do boju stwierdzenia wysyłane pod adresem dorosłego człowieka któremu psycholog nie pomaga (Bez urazy Jacek) ❤️‍🔥 roście. Nic tylko rzucić prace i wyjechać sprzedawać 🌭 na plaży.

asas

Na szczęście spływa jak po kaczce 🥸

Jacek

Zostałem wywołany, więc odpowiem. Nie obrażam się na ludzi piszących takie bzdury. Bez urazy 😉 A personalną wycieczkę wobec Uli zacząłeś Ty, swoimi niby zabawnymi komentarzami powyżej. Nie wiem po co w ogóle wciąłeś się w tę dyskusję, skoro nie miałeś nic mądrzejszego do powiedzenia. Pozdrawiam mimo wszystko 🙂

asas

Sorry Jacek, ale sekcja komentarzy jest strefa publiczna i każdy z czytelników ma prawo do wyrażania swoich opinii w bardziej lub mniej merytoryczny sposób ale zawsze z poszanowaniem drugiej osoby. Ja daleki jestem od stwierdzeń „Twojego pokroju” Jeżeli w jakiś sposób uraziłem Cb to przepraszam i również pozdrawiam.

Jacek

Mnie nie uraziłeś, także luz. Chodzi tylko o to, że wszedłeś w bezpośrednią dyskusje między mną a Ulą, do tego w sposób całkowicie nie merytoryczny, zamieszczając nic nie wnoszący sarkastyczny komentarz. Miało być zabawnie, a wyszło jak wyszło.

Jacek

Bardzo obrazowo, a zarazem trafnie to przedstawiłaś. Chyba nie wszyscy zrozumieli, ale mi się podoba i doceniam zaangażowanie 🙂 Pozdrawiam

Ula

Cześć Jacek,

Dziękuję za docenienie mojego zaangażowania . Tak mam poustawianą hierarchię wartości, która nie pozwala być obojętną w ważnych sprawach. Cieszę się , że zrozumiałeś przesłanie 🙂 , które do Ciebie skierowałam , poprzez różnego rodzaju analogie , metafory czy porównania. Wybierając taką formę wypowiedzi, łatwo zorientować się w możliwościach odbioru po stronie rozmówcy.
Cieszy moje oczy fakt, że otrzymałeś więcej jak jedną podpowiedź oraz pozytywną informację zwrotną. Zainspirowałeś mnie by spojrzeć troszkę wstecz , na ten moment mojego życia , kiedy ja zmuszona byłam podjąć tak ważne, życiowe decyzje, przed jakimi Ty teraz stoisz. I wiesz…., też odczuwałam lęk, niepewność, miałam obawy przed nieznanym, i też tak jak Ty miałam już całkiem niezłe zabezpieczenie finansowe. Planowałam i kalkulowałam bardzo podobnie jak Ty to opisujesz. To był pewien proces rozłożony w czasie. Inne były jedynie przyczyny, okoliczności, czas, miejsce etc… Szybko zorientowałam się , że w kraju nie mam szans na takie zarobki, jakie miałam. Wybrałam emigrację, jako najkorzystniejszą możliwość, cóż było do stracenia. Jak to się mówi , pod poprzeczką mogę przejść w każdej chwili 🙂 . Robię jedynie tyle ile potrzeba i ile jestem w stanie . Uczę się nowych dziedzin, ciągle też uczę się języka. Pracuję na pół etatu i nie w żadnej korporacji, gdyż ze względu na swój charakter , nie jestem w stanie na dłuższą metę naginać karku i nie zniosłabym niegodziwości. Nie żałuję swojej dawnej decyzji, nie zależę od żadnych notowań :):) , ponieważ wiem czym są wartości w życiu.
Ad rem …tak wybrałam i jestem o niebo szczęśliwsza, niż ponad dekadę temu, ale jeszcze dekadę temu nie wiedziałam , czy podołam. Po drodze , w realnym życiu, otaczam się ludźmi, którzy coś pozytywnego do niego wnoszą. Dodam jeszcze , że w moim pojmowaniu i według mojej wiedzy i doświadczenia, lęk jest bardzo ważną emocją, jest informacją ode mnie dla mnie, ale jest kiepskim doradcą.

Pozdrawiam Ula

Jacek

Cześć Ulu,

Oczywiście że zrozumiałem Twoje przesłanie dla mnie 🙂 I cieszę się, że też zainspirowałem Ciebie do sięgnięcia pamięcią wstecz. Zapamiętam sobie Twoją historię i Twoje rady dla mnie. Faktycznie koniec końców wszystko sprowadza się do tego, by pokonać własny lęk przed nieznanym i ponieść ryzyko szukania sobie innej drogi do szczęścia, jeśli obecna się nie sprawdza. Jeszcze raz dziękuję za Twoje zaangażowanie i serdecznie pozdrawiam 🙂

Stefan

Witaj Jacku,
polecam „Antykruchość” Nassima Taleba – odpowiada na wazne kwestie, które poruszyłeś.
Pozdrawiam,
Stefan

floridian

Jacku, wydaje mi się że mogę wczuć się w Twoją sytuację bo sam byłem w podobnej wiele lat temu. Chcąc dojść jak naszybciej do obywatelstwa zdecydowałem się na służbę wojskową w ramach której oddelegowano mnie do elitarnej akademii, której nazwy nie wymienię. Tam niestety znalazłem się wśród zupaków zwolnionych ze służby liniowej którym bokiem wychodziło, że miałem dobre wyniki w pracy, ewaluacje u kadetów lepsze o jedno odchylenie standardowe niż reszta, liczne publikacje naukowe i uznanie u samej góry. Spowodowało to, że nasi przełożeni zaczęli podnosić wymagania dla całego wydziału co spotkało się z niezadowoleniem wśród reszty współpracowników i od tego momentu atmosfera w pracy stała się bardzo nieprzyjemna, a nawet wroga. Doszło do tego, że przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Ponieważ nie miałem nagranej innej pracy i przyrzeczone obywatelstwo po odsłużeniu 5 lat pomimo toksycznych warunków postanowiłem przetrwać jeszcze 18 miesięcy które mi zostały. Zła atmosfera w pracy zaowocowała tym, że zacząłem odwiedzać psychologa i brać środki antydepresyjne chociaż samą służbę lubiłem. Ciekawe, że z oficerami służby czynnej żyło się dobrze bo miałem dobre noty podczas ćwiczen wojskowych które musieliśmy przechodzić 2x do roku. Wtedy jeszcze byliśmy na dorobku i o żadnym FIRE, nawet tym najcieńszym nie było mowy. Praca była dobrze płatna, ale ponieważ była to instytucja wojskowa zasuwać trzeba było 6 dni w tygodniu, urlopy dawano rzadko, wiec miesiącami nie widziałem rodziny. Moja praca to był czworokat wyznaczony przez koszary, salę wykładową, kasyno i plac apelowy. Kiedyś pamiętam przyjechał do nas red. Tomasz Lis żeby zrobić reportaż jak szkoli się oficerów armii USA. Zrobił nawet ze mna wywiad, który pokazywano w TVP.

Niestety gra na przetrwanie spaliła na panewce. Pewnego dnia dostałem wezwanie do sądu w celu złożenia zeznań i w tym celu wziąłem dzień wolny. Ponieważ miałem przed długą podróż zamiast ubiegać się o dodatkową przepustkę postanowiłem skrócić dzień pracy o 30 minut. Ktoś doniósł gdzie trzeba i parę dni później dostałem wezwany do raportu i gdzie zapowiedziano mi, że zostanę ukarany za złamanie dyscypliny. Na otarcie łez zostałem urlopowany na 3 miesiące w celu załatwienia pracy. Kiedy poszedłem do komendanta ten powiedział mi, że mogę oddać sprawę do komisji rozjemczej, ale czy naprawdę zależy mi aby dalej pracować z miernotą? A jeśli przegram wtedy zostanę wyrzucony karnie i na dobre rekomendacje liczyć nie mogę. Generał powiedział mi też, żebym ich wszystkich olał a on da mi takie rekomendacje, że dostanę bez problemu lepszą pracę w cywilu. Kiedy więc nadszedł mój czas i spakowałem manatki do przyczepy i ruszyłem w 1000 km trasę do domu to był mój najszczęśliwszy dzień w życiu.

Kilka miesiecy urlopu spędziłem z rodziną podróżując po świecie. Po powrocie niestety ciągle byłem bez pracy bo miałem tylko jedną ofertę którą odrzuciłem. Oferta była marna i daleko od domu, a kiedy przyparty do ściany po powrocie z wakacji zadzwoniłem, że ją biorę powiedzieli mi, że już nie jest aktualna. Miałem jeszcze inna szansę, ale tam ubiegł mnie kolega z poprzedniej pracy, który najbardziej mi dokuczał i którego komendant zwolnił na przyspieszoną emeryturę. Na dodatek złego ciężko rozchorowała sie żona i musiała przejść na zasiłek chorobowy. I tak oto w krótkim okresie czasu obydwoje znaleźliśmy się bez pracy w obcym kraju nie mając do końca załatwionego obywatelstwa.

Drogi Jacku jesteś młody i życie jest jeszcze przed Toba. Nie wiem czy będziesz traktował to jako pocieszenie, ale stare przysłowie mówi, że w życiu nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ponadto nic tak nie hartuje jak przeciwności. Powiem jeszcze, że to co wtedy wydawało się bardzo przykrą sytuacją dziś traktuję jako mały przerywnik na kolejnym etapie życia. Okazuje się, że moi wrogowie otworzyli mi drogę do lepszego jutra. Kiedy po latach spotkałem jednego z dawnych kolegów, którzy zrobili mi wtedy tyle niedobrego, przywitaliśmy się serdecznie bo w gruncie rzeczy zawdzięczam im wiele. To co wtedy wydawało sie sytuacją bez wyjścia jest niczym w porównaniu z prawdziwymi nieszczęściami, które mogą nas w życiu spotkać.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej karierze.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Jacek

Dzięki floridian! Bardzo interesująca i pouczająca historia. Trochę brakowało mi dalszego ciągu po tym gdy oboje zostaliście bez pracy, ale skoro od razu przeszedłeś do podsumowania, to zakładam że był happy end 🙂 Pozdrawiam Cię również.

floridian

Było ciężko ale chętnie dopowiem jeśli tego życzysz.

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez floridian
Jacek

Jeżeli masz chęć i czas na kontynuację, to ja oczywiście chętnie przeczytam.

asas

Parafrazując ‼️ Oszczędzanie tak, ideologia nie.

wasek

Myślę, że pieniądze nie powinny dla nikogo być aż tak istotne, aby ich uzbieranie było najważniejszym celem w życiu, a z tego co piszesz tak było w Twoim przypadku. Po osiągnięciu FIRE dalszy brak aktywności zawodowej jest tylko opcją – dużo osób chce pracować dalej i jeśli ktoś ma takie preferencje to nic nie stoi na przeszkodzie. Także nie do końca rozumiem przed czym tu można przestrzegać… Przed tym, aby mieć większy wybór?

Dla mnie ciekawsza jest inna kwestia: osiągając FIRE i tak niejako musimy pracować, bo przecież de facto jestesmy zmuszeni zajmować się swoimi pieniędzmi. O ile w przypadku takich bogleheadsów to jest prawie brak aktywności, to inaczej ma się sprawa w przypadku bardziej aktywnych inwestorów, którzy dalej muszą śledzić sytuację makroekonomiczną, analizować swoje klasy aktywów, stopy zwrotów za ostatnie okresy, podejmować decyzje… Właściwie to się niczym nie różni od osoby, która nie osiągnęła FIRE, ale już utrzymuje się z rynku.

Marx

Mysle, ze fajnym uzupelnieniem bylby podcast o dziedziczeniu. Mamy sporo typow aktywow opartych o roznych brokerow w roznych krajach. I sa takie smaczki jak np utrata polowy aktywow w USA w wypadku smierci. Czesc srodkow jest tez dedykowana na jedna osobe, np PPK/PPI/polskie obligacje skarbowe. Do tego dochodzi prawo spadkowe, czyli kto dziedziczy i ile. Ja wiem ze na tym blogu sa pewnie w wiekszosci mlodzi ludzie dazacy do FIRE i liczacy potem na dlugie zycie 😉 i zycze wam tego, ale czasami niestety zdaza sie to co najgorsze acz nieuniknione, i wtedy zaczyna sie zabawa w odszukiwanie gdzie sa jakie srodki, jak mozna je wyciagnac, jakie to generuje oplaty. Fajnie byloby wiedziec gdzie mozna zrobic tzw „dyspozycje na wypadek smierci”, gdzie mozna dodac wspolwlasciciela lub pelnomocnika. Gdzie trzeba sie pospieszyc, bo np bank zablokuje polowe srodkow.

Marx

Pociesz ze, ze twoj blog jest chyba uwazany za najbardziej wartosciowy w Polsce, poniewaz na innych blogach twoje posty sa najczesciej linkowane (to moje prywatne spostrzezenie). To takie inwestycyjne ABC ale takze z tematami dla zaawansowanych.

Wojtek

Bardzo ciekawy artykuł, dzięki! Opròcz wspomnianej kwestii inflacji brakuje mi jeszcze uwzględnienia podatków, przecież od tych 4% dywidenty trzeba będzie odliczyć podatek.

Tomek

Cześć,

Dzięki za wpis.

Ciekaw jestem czy poddawałeś swoje podejście stress testom? No offence, ale mam wrażenie, że dość pewnie się czujesz w obliczu większej korekty, która prędzej czy później nastąpi w zakładanym przez Ciebie okresie.

Faktem jest (na ile się orientuję z Twoich wpisów), że odkąd działasz zawodowo i budujesz kapitał to nie przechodziłeś swoim portfelem prawdziwego kryzysu. Mówiąc kryzys nie mam na myśli kryzysu pandemicznego 03.2020 -30% z odrobieniem straty w 2-3 mies. tylko kryzys pokroju 2007 / internet bubble gdzie masz spadek -50% i powrót do stanu wyjściowego 5+ lat (nie pamiętam konkretnych wartości, ale wiadomo o co chodzi).

Moim zdaniem, biorąc pod uwagę, że od 2007 nie było większego kryzysu (korekty + ~50%), to jest pewne, że przez jeden będzie dane Ci przejść w zakładanym terminie. Załóżmy, że zaczyna się on teraz (-50%) i masz portfel np. 1mln PLN w 60% w akcjach (again – taki mój guestimate, ale zakładam, że pewnie co najmniej tyle to w akcjach musisz trzymać z tego co kojarzę z wpisów;)) to 'nagle’ w 1-2 lata portfel Ci topnieje do 700k. Sam powrót do czasów sprzed kryzysu to powiedzmy kolejne ~5 lat. I czas minął, portfel wróci do stanu wyjściowego i może budować się dalej, ale nici z FIRE na czterdziestkę;). A to i tak w scenariuszu, że nie zadzieje się taka korekta bliżej zakładanego terminu przejście na 'rentierkę’.

Dywersyfikacja? Jasna i słuszna sprawa, tylko jak walnie kryzys to +/- wszystkie rynki pójdą mocno w dół, żaden nie jest niezależny od amerykańskiego…
Stopniowe schodzenie z części akcyjnej? Ok, tylko to i tak nie osłoni portfela od walnięcia, szczególnie teraz gdzie masz sporą ekspozycję na akcje.

Daj znać co o tym myślisz. Fajnie by było zobaczyć taki stress test, czy to o czym się piszesz broni się w takiej sytuacji, ja mam wątpliwości. 🙂

Pozdrawiam & powodzenia,
T.

RadekW

Mam pytanie natury technicznej. Załóżmy, że: inwestuję teraz niemal tylko w aktywa nie wypłacające żadnych dywidend: ETF akumulujące, metale szlachetne, kryptowaluty. Jak najrozsądniej rozegrać kwestie wypłat po przejściu na FIRE? Stopniowo wymieniac na aktywa wypłacające dywidendy, czy po prostu sprzedawać raz w roku określoną część aktywów akumulujących?

RadekW

Dzieki! Własnie mialem ten temat zasugerowac 🙂 Temat do rozkminy, ale chyba faktycznie najlepiej w takim wypadku sprzedawać po trochu jednostki. Pozdrawiam