You are currently viewing Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?

Czy warto inwestować małymi pieniędzmi?

Wpis, który właśnie czytasz jest rezultatem dyskusji, którą odbyłem na jednej z facebookowych grup o inwestowaniu. Nastąpiła ona w rezultacie publikacji artykułu „Jak zacząć inwestować? Poradnik dla początkujących„, a dotyczyła decyzji czy lepiej zwiększać zarobki, czy uczyć się inwestować. Do dyskusji z Facebooka jeszcze wrócimy, a to bardzo istotne pytanie powinien zadać sobie każdy aspirujący inwestor w początkowych latach swojej kariery lub nawet przed jej rozpoczęciem. Ojciec jednego z moich najlepszych przyjaciół wyznał nam ostatnio, że 80% swoich pieniędzy zgromadził w ostatnich pięciu latach swojej pracy, tyle, że zaraz wyjaśnię Ci dlaczego jego przypadek jest bardzo specyficzny.

Wyobraź sobie inżyniera, który przez wiele lat pracuje za bardzo solidną stawkę, by w końcu zostać dyrektorem oddziału, zaczynając zarabiać niemal dziesięciokrotność swojego wcześniejszego wynagrodzenia. Z pewnością nie każdego czeka taki los i rzadko kto osiągnie tak wiele w swojej karierze zawodowej. Tym niemniej, dał on swoim synom radę, by zignorowali inwestowanie zanim nie dorobią się pewnej solidnej kwoty, na przykład równowartości miliona dolarów. Wszedłem z nim w polemikę, nie do końca zgadzając się z jego podejściem. Miał on sporo racji w kwestii kariery, ale nauka inwestowania jest według mnie równie ważna, co przysłowiowe „pięcie się po szczebelkach” korporacyjnych, co postaram się wyjaśnić w tym wpisie.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy we wczesnych latach kariery warto jest skupić się tylko na niej, czy dedykować czas nauce inwestowania.
  • Kiedy według mnie należy zacząć inwestować.
  • Jakie możliwe scenariusze życia finansowego będą miały osoby, które podejmą różne decyzje.
  • Jak w zależności od Twoich celów zaplanujesz swoje życie finansowe.

Czy bardziej opłaca się skupić na karierze czy edukacji inwestycyjnej?

Odpowiedź na to pytanie brzmi: „zależy kiedy”. Intuicja zawsze podpowiadała mi, że w pierwszych latach kariery warto walczyć o częste i wysokie podwyżki i nie żałuję, że poszedłem tą drogą. Tyle, że z czasem, zwykle po uzbieraniu pewnej kwoty oszczędności, nauka inwestowania powinna stać się priorytetem. Naukę inwestowania może (choć według mnie nie powinien!), rzecz jasna, zastąpić dobrze opłacony, profesjonalny doradca inwestycyjny. Człowiek dysponujący pewnym kapitałem, dajmy na to kilkuset tysięcy złotych, może bez problemu „zafundować sobie” usługę całkiem dobrego doradztwa inwestycyjnego lub nawet prowadzenia swojego portfela. Bezpieczniej jest jednak nauczyć się samemu zarządzać swoim majątkiem, a edukacja finansowa we wczesnych latach nie jest błędem, gdy nie przeznacza się na nią całego swojego czasu. 

Cały następny rozdział tego artykułu dedykuję analizie kilku scenariuszy, których bohaterowie będą się skupiać albo na rozwijaniu kariery, albo na nauce inwestowania. Niektóre scenariusze będą ze sobą celowo mocno powiązane, byś mógł łatwo porównać ich efekty ze sobą. Skoro o efektach mowa to wszystkich sześciu bohaterów będzie miało przed sobą jeden cel – zarobić jak najwięcej pieniędzy w ciągu 40 lat pracy, czyli między 25, a 65 rokiem życia. W kontraście do jednego z wcześniejszych wpisów, czyli „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE„, gdzie wszyscy uczestnicy eksperymentu oszczędzali po 70% swoich miesięcznych pensji, tutejsi badani będą nieco mniej oszczędni. W celu „urealnienia” porównania założymy bowiem, że każdy z bohaterów oszczędza 40% swoich miesięcznych zarobków. Przejdźmy do części liczbowej wpisu.

Analiza sześciu strategii finansowych

Warianty 1-3 dotyczą osób z podejściem „trzeba robić karierę i się nie zastanawiać” oraz „ważne, by pieniądze nie leżały na nieoprocentowanym rachunku”. Osoby te wybiorą lokatę, która w pierwszych latach przyniesie im 1%, a w każdym z kolejnych 2% zysku netto rocznie. Osoby te całą swoją energię będą przeznaczały na rozwój swoich kompetencji i pięcie się po szczeblach korporacyjnych, szybko zwiększając swoje zarobki. Osoba 1 to standardowy pracownik korporacji, który zaczyna od pensji 3000 zł netto miesięcznie, otrzymując podwyżki ponad-inflacyjne w pierwszych latach pracy, a już tylko inflacyjne w kolejnych, aż do emerytury.

Bohaterowie drugi i trzeci już na starcie będą zarabiać znacznie więcej (odpowiednio 6000 zł i 9000 zł netto miesięcznie, które są jak na pracę w Polsce kwotami astronomicznymi). Dodatkowo, ich kariery będą rozwijać się szybciej niż pierwszej osoby, stąd bohater drugi kończy w wieku 65 lat jako bardzo doświadczony specjalista z pensją 40 000 zł miesięcznie, a trzeci zostanie prezesem firmy z wynagrodzeniem miesięcznym w kwocie 200 000 zł. Trzy pierwsze scenariusze łączy decyzja o nie inwestowaniu swoich środków na giełdzie i o pełnym skupieniu się na swoich karierach. Dla kontrastu, bohaterowie czwarty, piąty i szósty skupią się głownie na inwestowaniu pieniędzy. Wszystkie detale dotyczące parametrów zarobkowo-inwestycyjnych wszystkich uczestników badania znajdziesz w tabeli poniżej:

WariantZarobki początkowe nettoWzrost zarobków (pierwsze 10 lat/później)

Wynagrodzenie (wiek 25L/wiek 65L)

Stopa zwrotu z inwestycji netto (pierwsze 5L/później)
1 Zwykłe zarobki i oszczędzanie30008%/4%3000/20 0001%/2%
2 Wysokie zarobki i oszczędzanie60008%/4%6000/40 0001%/2%
3 Astronomiczne zarobki i oszczędzanie90008%/8%9000/200 0001%/2%
4 Zwykłe zarobki i inwestowanie defensywne30008%/4%3000/20 0004%/8%
5 Zwykłe zarobki i inwestowanie agresywne30008%/4%3000/20 0006%/12%
6 Zwykłe zarobki i inwestowanie profesjonalne30008%/4%3000/20 0008%/16%

Jak widzisz, inwestorzy czwarty, piąty i szósty są wariacją bohatera pierwszego, czyli zwykłego pracownika korporacji. Różnią się od niego tylko i aż średniorocznymi stopami zwrotu z inwestycji. Przyjmiemy tu założenie, że efekty inwestycyjne są wprost proporcjonalne do czasu spędzanego na naukę tej czynności, co jest w oczywistym sensie nieprawdą w prawdziwym świecie. Bohater szósty spędzi na inwestowaniu najwięcej czasu, a więc uzyska z niego zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Wybacz mi odważne i nie do końca rzeczywiste założenia, ale ten wpis ma odpowiedzieć na czysto teoretyczne pytanie, stąd podobne uproszczenia są niemal konieczne. Przyjrzyjmy się pierwszemu wariantowi, czyli osobie o średnich zarobkach, która jedynie oszczędza na lokacie. Postaram się możliwie prosto wyjaśnić dlaczego odpowiedź na pytanie „czy lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?” nie jest wcale taka oczywista.

Przeciętne zarobki i samo oszczędzanie

Pierwszy przypadek to osoba, która zaczyna od przeciętnych zarobków (3000 zł netto miesięcznie) i stopniowo w ciągu 40 lat kariery dochodzi do 20 000 zł netto miesięcznie. Przez cały ten okres oszczędza 40% swojego wynagrodzenia, a oszczędności lokuje na depozycie bankowym. Nie zdziwi Cię raczej proporcja zysku z inwestycji do sumy oszczędności, czyli wpłat na konto oszczędnościowe, w której znacznie dominuje to drugie:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować 1 zwykłe zarobki i oszczędzanie

Podsumowałbym to krótko: procent składany działa tym wolniej, im niższa jest średnia stopa zwrotu z inwestycji. W tym przypadku dosłownie oscyluje ona wokół zera, ukazując „ile warte jest” odkładanie pieniędzy na lokacie. Oczywiście inwestując w ten sposób 100 lat (a dożycia takiego wieku Ci i wszystkim innym odwiedzającym mój blog życzę z całego serca) uzyskamy znaczną przewagę odsetek nad zarobkami, ale w realnym świecie można o tym zapomnieć, nie mówiąc już o wzięciu pod uwagę inflacji. Może wyjściem jest zatem zwiększenie zarobków poprzez zrobienie kariery jeszcze szybciej?

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Zwiększamy zarobki początkowe. Błyskotliwa kariera osoby, która nie inwestuje

Dajmy na to, że uparcie dążymy do szybkiego wzrostu zarobków, zaczynając od poziomu 6000 zł netto miesięcznie, który obecnie zarezerwowany jest tylko dla kilku najlepiej płatnych zawodów. Wzrost wynagrodzenia jest tu analogiczny do poprzedniego przypadku, a wynosi on konkretnie 8% rocznie w pierwszej dekadzie kariery i już tylko 4% rocznie do jej zakończenia. Przyjrzyjmy się wpływom i wydatkom takiej osoby:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować - 2 wysokie zarobki i oszczędzanie

Pierwsza obserwacja: znacznie zwiększyła się „amplituda”, czyli wysokość słupków po obydwu stronach. Zarabiając więcej można prowadzić bardziej rozrzutne życie, owszem, ale bez inwestowania komponenta pasywna, czyli zyski z oszczędności będą w ciągu tych 40 lat stale dość niskie. Z drugiej strony osoba o takich zarobkach, która oszczędziła milion w wieku około 40 lat może śmiało pozwolić sobie na usługę doradztwa inwestycyjnego lub nabycie jednostek FIZ-u, czyli Funduszu Inwestycyjnego Zamkniętego, potencjalnie „podkręcając” roczną stopę zwrotu z inwestycji. Zanim przejdziemy do osób, które wybrały wczesne inwestowanie, przyjrzyjmy się komuś, kto robi zawrotną karierę dyrektora w korporacji.

Osoba o astronomicznych zarobkach, która nie inwestuje

Tym razem przedstawię człowieka, który pod względem zarobków znajduje się w ścisłej czołówce całego społeczeństwa. Bazując na wpisie „Ile zarabia przeciętny Polak?” oceniam, że jakieś 99,99% osób w Polsce zarabia mniej od niego, a mimo to całą swoją energię kieruje on w rozwój kariery, oszczędności trzymając na lokacie. Oto jak wyglądają: wzrost oszczędności, zysku z inwestycji oraz skumulowanych przez całe życie wydatków takiego człowieka:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować 3 bardzo wysokie zarobki i oszczędzanie

Narysowałem to tylko po to, by jeszcze wyolbrzymić wpływ niskiej stopy zwrotu z inwestycji na oszczędności. Niezależnie od wysokości zarobków, osoba, która nie inwestuje swoich pieniędzy po prostu nie może liczyć na eksponencjalny wzrost zgromadzonych środków. Oczywiście taki człowiek będzie miał bardzo dostatnie życie i i tak zgromadzi w nim ponad 10 mln oszczędności, ale bez szczypty procentu składanego nie wejdzie on do polskiej edycji listy Forbes-a. W trzech kolejnych przykładach bohaterowie powrócą do przeciętnych zarobków, ale każdy z nich zdecyduje się przeznaczyć choć trochę swojego czasu na inwestowanie już we wczesnych latach swoich karier.

Dodajmy do zwykłych zarobków trochę inwestowania

Ta osoba to wariant bohatera pierwszego, który decyduje się przeznaczyć na inwestowanie przynajmniej godzinę w miesiącu (patrz: wpis „Jak zacząć inwestować? Poradnik dla początkujących„). Owa „zainwestowana” godzina powoduje, że jego stopy zwrotu z inwestycji rosną z depozytowych 1%/2% do 4% w pierwszych 5 latach, a następnie do 8% rocznie. Mamy tu do czynienia z typowym inwestorem dywidendowym, który inwestuje rozważnie, kupując tylko duże i uznane spółki, które od lat wypłacają swoim akcjonariuszom dywidendy. Oto jak takie inwestowanie przyspiesza wzrost jego majątku i szybko dominuje nad sumą wpłaconych środków:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować - 4 zwykłe zarobki i inwestowanie defLepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować - 4 zwykłe zarobki i inwestowanie def

Na pierwszy rzut oka widać jak zmieniła się proporcja zysku z inwestycji do sumy oszczędności, czyli sumy zgromadzonych w jego karierze środków. Drugim bardzo istotnym novum jest tutaj wzrost wielkości oszczędności. Przypomnę, że osoba o takich zarobkach, która tylko oszczędza zdoła do 65 r.ż. zgromadzić niecałe 3 miliony, a inwestor defensywny ponad 8! Wychodzi na to, że decyzja o rozpoczęciu inwestowania defensywnego oznaczała dla tych dwóch bohaterów prawie 3-krotną różnicę majątków końcowych w wieku 65 lat! Żeby być z Wami fair muszę przyznać, że w początkowych latach wpływ zainwestowanych środków na wzrost majątku jest dosyć nikły. Przyspiesza on w okolicy 40 roku życia, gdy bohater posiada w swoich aktywach około miliona złotych, by powoli „przebić” jego miesięczne wpływy z tytułu pracy, które wcale nie są takie małe. Co jeśli założymy wyższe stopy zwrotu z inwestycji?

Jeszcze więcej inwestowania

To, co wyżej, ale stopa zwrotu z inwestycji rośnie z 4%/8% rocznie netto do 6%/12% rocznie netto. Zastrzegam, że ciężko o taką stopę zwrotu w tych czasach i osiągnięcie jej rok do roku oznacza niewątpliwy talent i wiele włożonej w to ciężkiej pracy. Jako „ćwiczenie mentalne” rysuję jak tak (pozornie) niewielki wzrost osiąganej, rocznej stopy zwrotu wpłynie na budowanie majątku przez osobę, która zarabia przeciętnie i oszczędza 40% swoich zarobków:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować - 5 zwykłe zarobki i inwestowanie agr

Osiąganie ponadprzeciętnej stopy zwrotu z inwestycji bardzo wcześnie, bo jeszcze przed czterdziestką osiąga zamierzony efekt. Taka osoba w perspektywie 25-30 lat inwestowania znacznie wyprzedzi karierowicza, czyli bohatera czwartego, którego zarobki pod koniec kariery są naprawdę astronomiczne (blisko 200 000 zł netto miesięcznie!). Raz jeszcze podkreślę, że bardzo trudno jest „wykręcić” taki wynik inwestycyjny rok do roku przez 40 lat, ale poskutkowałoby to majątkiem o wiele większym niż ten dyrektora korporacji, który środki odkłada na lokatach bankowych. Pozwól, że w kolejnym akapicie zwiększę stopę zwrotu z inwestycji raz jeszcze, biorąc pod lupę inwestora profesjonalnego.

I najwięcej inwestowania

By uniknąć bycia posądzonym o herezję napisze transparentnie, że ten scenariusz to inwestor absolutnie wybitny, klasą bliższy Warrenowi Buffettowi niż autorowi tego bloga. Osiąga on średnioroczną stopę zwrotu w wysokości 8% netto w pierwszych pięciu latach i 16% netto w każdym kolejnym roku. Ta astronomiczna stopa zwrotu to rezultat wielkiej dyscypliny, całych lat nauki i tysięcy godzin przeznaczonych na inwestowanie. Budowanie majątku dla takiej osoby przyćmi wszystkie wcześniejsze scenariusze i będzie wyglądało następująco:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować - 6 zwykłe zarobki i inwestowanie prof

Suma oszczędności i wydatków jest wobec zysku z inwestycji tak mikroskopijna, że prawie niewidoczna na wykresie. Przypomnę, że osoba ta pracuje na etacie do 65 roku życia zarabiając początkowo 3000 zł netto miesięcznie, a jej zarobki przestają odgrywać jakąkolwiek rolę w budowie majątku w wieku 41 lat. W praktyce ten człowiek rzuciłby pracę najpóźniej w okolicy 45 r.ż. i skupił wyłącznie na inwestowaniu, ale na potrzeby przykładu założyłem, że jest on zatrudniony aż do emerytury. Kwota końcowa to astronomiczne 60 mln złotych, a w każdym kolejnym roku rośnie ona o kolejne kilka, a później kilkanaście milionów. Podkreślam, że takie inwestowanie wymaga, czasu, skupienia, dyscypliny i ekspertyzy i tylko bardzo nielicznym z nas (jeśli komukolwiek!) uda się osiągnąć takie wyniki inwestycyjne. Porównajmy teraz efekt każdego ze scenariuszy, by wysnuć inicjalne wnioski, które pomogą nam odpowiedzieć na pytanie „czy lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować?”.

Porównanie wzrostu majątków każdego z bohaterów

Wykres, który dla Ciebie przygotowałem poniżej zestawia proces budowania majątku dla każdego z opisanych wcześniej scenariuszy. Wkleiłem go głównie po to, byś mógł w jednym miejscu porównać wszystkie krzywe. Zwłaszcza ciekawy jest według mnie pojedynek dyrektora korporacji z inwestorem agresywnym, który w wieku około 54 lat nagle prześciga tego pierwszego:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować - 7 porównanie

Podobny pojedynek stacza inwestor defensywny z osobą o wysokich zarobkach, czyli z cenionym i szanowanym specjalistą. Około pięćdziesiątego trzeciego roku życia wartość ich majątków „spotka się”, by szybko wystrzelić w górę w przypadku inwestora defensywnego. Myślę, że dokonaliśmy na tyle porównań, by wysnuć z nich wczesne wnioski.

Czy lepiej zwiększać zarobki, czy uczyć się inwestować?

Geneza wpisu. Dyskusja na Facebooku

Myślę, że zanim spiszę Wam swoje wnioski, powinienem przedstawić post na Facebooku, który był komentarzem do mojej publikacji wpisu o początkach inwestowania. W artykule „Jak zacząć inwestować? Poradnik dla początkujących„, bo o nim mowa, napisałem, że warto obracać małymi kwotami choćby o to, by przygotować się na zarządzanie tymi większymi w przyszłości. Gal anonim, będący jednym z członków grupy na Facebooku, w której aktywnie uczestniczę, rozpoczął bardzo ciekawą dyskusję, komentując mój wpis w następujący sposób:

Lepiej zwiększać zarobki czy uczyć się inwestować post na facebooku1

Punkt 1 powyższego komentarza skłonił mnie do napisania tego wpisu na blogu. Jak widać po symulacjach, Gal ma w większości rację w słowach „poświęć czas na zdobywanie kompetencji zawodowych, by zarabiać więcej oraz na nauczenie się ograniczania niepotrzebnych wydatków„. Są to bardzo mądre słowa, które będą gruntem do kolejnego akapitu, w którym wypiszę powody, dla których faktycznie warto wcześnie rozwinąć swoją karierę.

Argumenty za robieniem kariery

  • Wysokie zarobki osiągnięte w pierwszych 10 latach kariery są bardzo istotne w budowaniu majątku. Gal Anonim miał rację, pisząc o skupieniu się na zarobkach, ale polemizowałbym z nim z tym nie uczeniem się aktywnego inwestowania zanim osiągniesz pułap 200 000 złotych„.
  • Dyscyplina oszczędnościowa, czyli oszczędzanie około 30%-40% swoich zarobków jest w planie inwestycyjnym bardzo istotna, jeśli nie kluczowa. Tutaj również zgodzę się z autorem powyższego posta.
  • Jeśli stoisz przed wyborem kierunku studiów lub szukasz pracy naprawdę warto zastanowić się nad posadą, która da Ci możliwości szybkiego awansu i pozwoli w ciągu kilku lat stać się jedną z 10% najlepiej zarabiających osób w naszym kraju. Wiem, że łatwo tak pisać, a rynek pracy zmienia się bardzo dynamicznie, ale pewne zawody (patrz: „Jak wybrać przyszłościowe studia? Co wziąć pod uwagę?„) powinny jeszcze przez wiele lat dać nam możliwość ponadprzeciętnego zarabiania pieniędzy.

Argumenty za nauką inwestowania

  • Tutaj będę bezkompromisowy. Fakt, że inwestując „drobniakami”, czyli dajmy na to kilkoma tysiącami złotych „wiele nie zarobisz” nie oznacza, że nie powinieneś się wcześnie uczyć inwestowania. Takie odkładanie nauki inwestowania, argumentując, że nie pozwoli to równolegle rozwijać kariery to jedynie wymówka. Owszem, nie powinieneś spędzać na inwestowaniu więcej czasu niż na szkoleniu się w swoim zawodzie, ale w pewnej chwili musisz przestawić priorytety, by „krzywą majątku” zbliżyć się do jednego z inwestorów.
  • Nauka inwestowania wcale nie zajmuje tak wiele czasu. Kilka dobrych książek z polecanych, parę wpisów na blogu, konto maklerskie i po kilku miesiącach przygotowań można śmiało próbować swoich sił na giełdzie. Pamiętaj jednak, by robić to odpowiedzialnie, przykładowo budując jeden z bezpiecznych portfeli przedstawionych we wpisie „ETF (6/6) – Jak zbudować portfel inwestycyjny z ETF-ów„.
  • Procent składany, który osiągniesz przy agresywnym inwestowaniu po uzbieraniu ponad miliona złotych zwykle szybko przekroczy wartość Twoich miesięcznych zarobków. Warto jest dobrze wyczuć moment, w którym powinno się skupić bardziej na inwestowaniu niż na robieniu kariery. Sugeruję tutaj wiek 35-45 lat, co jest dość zabawne w kontekście tego, że wnioskując z maili, które otrzymuję, duża część moich czytelników jest właśnie w tym wieku. Sugeruję nie przejmować się zbytnio słowami Gala Anonima i spróbować połączyć robienie kariery z nauką inwestowania tak szybko, jak to tylko możliwe.

Podsumowanie

Myślę, że w tym temacie napisałem już wszystko, co chciałem napisać. Ciężko jest prowadząc teoretyczny dowód dotknąć wszystkich aspektów często bardzo skomplikowanego życia ludzkiego i nie śmiem twierdzić, że mi się to tutaj udało. Istnieją jednak pewne uniwersalne prawa matematyki, a jednym z nich jest opłacalność uruchomienia procentu składanego tak szybko, jak to tylko możliwe. Nawet zarabiając i oszczędzając mniej niż bohaterowie wszystkich scenariuszy tego wpisu warto jest nauczyć się „wykręcać” powyżej 5% netto rocznie z inwestycji, bo i takiego inwestowania efekty w końcu staną się dla Ciebie odczuwalne. Scenariusz osiągania wolności finansowej przez osoby zarabiające przeciętnie (i poniżej przeciętnie) opisałem we wpisie-ciekawostce „Czy przy polskich zarobkach można osiągnąć niezależność finansową?„. Nie zapomnij też o dyscyplinie, dzięki której niezależnie od sytuacji na rynkach będziesz trzymał się obranej przez siebie strategii, bo najczęściej to ona różni przyszłego bogacza od przyszłego bankruta. Dzięki za doczytanie wpisu do końca i do następnego!

Zapisz się do mojego newslettera:

.
5 23 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
31 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Tomasz Wikło

Porządnie przygotowany wpis 🙂

Osobiście bardziej wole te związane z poradnikami jak inwestować niż mocniej teoretyczne jak ten, ale i tak dobrze się czyta. Same wykresy bardzo dobrze obrazują co miałeś na myśli :)!

P.S. Czy masz jakieś konkretne dni w których publikujesz wpisy?

Kamil

Cześć Mateusz,
Świetny wpis otwierający oczy. Osobiście jeste fanem reguły Pareto. 80% efektu przychodzi z 20% wysiłku.
Początkowe lata swojej pracy poświęciłem na przeskoczenie z scenariusza pierwszego, typowe zarobki korpo, na scenariusz drugi, ponadprzeciętne zarobki w korpo. Dało mi to odpowiednie nadwyżki finansowe i wciąż względnie spokojną pracę przez którą nie oszaleje jak by mógł prezes firmy.
Obecnie odpuszczam trochę karierę. Dotarłem do miejsca gdzie dalszy awans jest trudny i sam nie wiem czy go chcę.
Zacząłem edukację aby znowu poświęcić 20% pracy i osiągnąć 80% efektów w inwestowaniu jakim byłoby dla mnie 4/8% zysku netto rocznie.
Uważam że takie podejście dobrze dywersyfikuje moje życie, nie będę zależny tylko od pracy bądź inwestycji oraz zmniejsza wahania przepływów fiansowych.
Osobiście w Twoim wpisie brakuje mi takiego scenariusza czyli połączenia osoby drugiej i czwartej. Myślę że wyniki mogłyby pobić osobę piątą przy znacznie płastrzej krzywej dochodowości.
Zgaduję też że sporo z czytelników Twojego bloga zarabia ponad przeciętną korpo i celuje w inwestora defensywnego więc wydaje mi się że dopisanie tego scenariusza doda sporą wartość do artykułu.

Krzysztof

Cześć Mateuszu. Jestem od niedawna zainteresowany inwestycjami i powoli zaczynam się uczyć, choć im dalej w las tym więcej drzew. 😉 Dziękuję za wpis i całego bloga. Świetne źródło wiedzy. Mam pytanie dotyczące inwestycji croudfundingowych. Ostatnio trafiłem na nowy pomysł Palikota i mnie zaciekawił. Facet ma doświadczenie w alkoholach i działa na rynku w tej branży bardzo długo z sukcesami. Ten pomysł to https://alembikpolska.pl/ Co myślisz na temat tej konkretnej inwestycji i o croudfundingu w ogóle?

Tomasz Wikło

Zgadzam się z tym co napisał Mateusz,

Crowdfunding to duże ryzyko i nie widziałem jeszcze spółek, które odniosły by duży sukces i przyniosły zysk inwestorom. Bardziej traktowałbym to jako forma dotacji, lubię firmę – pomogę jej trochę swoim kapitałem.

Ppp

Dodatkowe argumenty za inwestowaniem:
1 – Można to robić po godzinach i w weekendy, generując dodatkowe dochody. Na dokształcanie się po godzinach większość może nie mieć ani czasu ani sił. 
2 – Kupowanie 4 i 10 letnich obligacji skarbowych nie wymaga wielkiej inteligencji, a efekty są pewne, choć niewielkie. Funduszy inwestycyjnych też można się nauczyć, jak się ktoś boi giełdy. Dokształcanie się w formie zorganizowanej, to o wiele większy wysiłek, a efekty wcale nie pewniejsze. 
3 – Psychologia. Czy ktoś pracuje jako szeregowiec, specjalista czy menadżer, to jego zarobki są zależne od cudzej decyzji. Inwestując, SAM SOBIE wypłacam premie w postaci odsetek i jest to o wiele przyjemniejsze od czekania, aż pracodawca coś wystęka. 
Pozdrawiam.

Paweł

Świetnie napisane. Dzięki za wartościowy artykuł. Kilka uwag.

Porównując różne przypadki na wykresach „suma wydatków” jest inna. Dlaczego? Nie ma powodu by ktoś osiągający wysokie dochody z inwestycji żył na innym poziomie niż „dyrektor korporacji”.

Dodatkowo porównując wysokie zarobki z pracy etatowej i inwestora profesjonalnego trzeba wsiąść pod uwagę koszty. Karierę umożliwiającą wysokie zarobki można zazwyczaj rozwijać tylko w dużych miastach, a to oznacza wysoki koszt mieszkania itp. Dodatkowo praca w Polsce jest bardzo wysoko oprocentowana. Dla tak wysokich zarobków jest to około 40% (ZUS + PIT 32%). Inwestorem profesjonalnym można być w małej miejscowości, co znacznie obniża koszty życia i opodatkowanie jest znacznie korzystniejsze (19%).

Dominik

Bardzo porządnie przygotowany artykuł.
Od siebie dodam :

Spłacić wszystkie kredyty poza kredytem hipotecznym.
Zabezpiecz raty kredytu hipotecznego jak masz złotówkowy w franku szwajcarskim na wypadek przypadku tureckiego i wzrostu stop procentowych do np. 10 procent lub na wypadek kryzysu na okres co najmniej pół roku optymalnie roku.
Dalej zbuduj poduszkę na koszty pół roku życia.

Optymalizuj opłaty dla kapitana państwo.

Poświęć czas i naucz się optymalizować podatki np. Ryczałt, karta podatkowa, IP BOX. Kilkaset złotych dla dobrego doradcy zwraca się czasem już po miesiącu.

Otwórz działalności gospodarczą dotacje na start to nawet 25 tysięcy po 2 latach zmień na spółkę z.o.o wtedy nie masz kosztów zusu.

Inwestowanie na początku patrz na aktywa w długiej perspektywie np jak masz 30 czy 35 lat to dopiero za 25 czy 30 lat będziesz szedł na emeryturę.

Giełda dawala 10 procent rocznie średnio amerykańska więc wrzucając mała kwotę w ETF z niska opłata po 7 latach średnio podwoisz kapitał. Dlatego warto wybrać np złoto srebro giełdę reity itd. W tym modelu zobacz co jest najtańsze z tych klas aktywów które poznasz wrzuć kwotę i nie zajmuj się wahaniami. Aktywo można szybko sprawdzić wystarczy zobaczyć stopę zwrotu ma przestrzeni np 50 czy 100 lat.

Jak jest krótsza historia np tylko 10 lat to nie warto zajmować się tym aktywem na początku, no jego zachowanie np. BTC będzie nie inwestowaniem tylko spekulacja

KMW

Czy faktycznie osoba pracująca w korporacji wytrzyma w niej do emerytury? To chyba pojedyncze przypadki na wysokich stanowiskach?
Wydawało mi się, że w korporacji się więcej zarabia, ale w sumie moi znajomi pracują tylko dla tych wielkich korpo to może jedynie tam są kokosy.
Ja po prostu pojęcia nie mam, bo u mnie w sektorze korporacji praktycznie nie ma 🙂

Filip

Nie wiem w jakim sektorze pracuje KMW, ale na przykład w weterynarii nie ma w Polsce korporacji.

KMW

Stomatologia 🙂 Są tu pojedyncze „mini-korporacje” ( stworzę taki oksymoron), ale koronawirus sprzedał im mocny cios w ucho i przestało się opłacać tam pracować.

Ola

Wg mnie to ten artykuł ma zastosowanie tylko jeśli ktoś ukończył dobre studia, znalazł dobrą prace i może w swojej pracy się realizować i rozwijać. Lub ma zdolności w jakiejś dziedzinie i dzięki temu może rozwinąć własną działalność. Jakoś mi się nie chce wierzyć, że przeciętny Polak może to osiągnąć.
Mam 34 lata i nie znam nikogo w moim wieku kto by zarabiał więcej niż 3000zł netto. A te 3000 to maja osoby, którym się wiedzie świetnie. Większość ma natomiast poniżej. Poza tym ja mieszkam w mniejszym mieście, tylko ile osób mieszka w małych miastach i na wsiach a ile w dużych? Wydaje mi się, że większość mieszka jednak w mniejszych miejscowościach i nawet pensja minimalna ze stałą umową o pracę to tu jest dużym osiągnięciem. Ponieważ większość pracy jest po znajomości.
Ok powiecie, że można zmienić pracę, tak można i wiele osób wyjechało za granicę, tyle, że tam też trzeba się utrzymać i większość także pracuje na najniższych stawkach.

Dodam jeszcze, że ten artykuł nijak ma się do artykułu o przeciętnie zarabiających Polakach. Tam podane jest, że przeciętny Polak może odłożyć mniej niż 300zł to jak to się ma do tych niby wysokich zarobków? Rozumiem, że jak ktoś więcej zarabia to i pewnie więcej wydaje, ale z mojego doświadczenia wynika cos zupełnie innego.

Piotrek

czy nie mogę przeprowadzić się do większego miasta, by uzyskać wyższe zarobki?

Dokładnie! Uwielbiam ten argument, że mieszkam w małym mieście więc z góry jestem skazany / skazana na niskie zarobki. W większości przypadków to zwykła wymówka, tak jakby ludzie byli przymocowani łańcuchami do tych małych miast. Sam pochodzę z małego miasta, gdzie w okolicy nie ma praktycznie żadnych perspektyw, więc po prostu się z tego miasta wyniosłem do większego… i nagle perspektywy się pojawiają.

W wielu przypadkach trzeba po prostu chcieć (oczywiście są wyjątki), a nie tylko szukać wymówek. W tym kraju naprawdę można coś osiągnąć, bez znajomości, bez oszukiwania i bez urodzenia w bogatej rodzinie i w dużym mieście.

hahahaczyk

Cieszę się że Ci się udało, ale nie każdy miał/ma za co wyjechać, odsyłam do mojego komentarza spod innego wątku: https://inwestomat.eu/ile-powinienes-miec-pieniedzy-w-zaleznosci-od-wieku/#comment-6497 – powyższe dane raczej sugerują że teza bliższa rzeczywistości to „w wielu przypadkach mimo chęci nie da się wyjechać (oczywiście są wyjątki)” :>

Piotrek

Ale ja nie kwestionuje tych danych, tylko ich przyczyny. Wiele osób ma faktycznie trudną sytuację finansową. Żyją w małych miastach czy wsiach, mają kiepską pracę i małe pespektywy. To jest fakt. Pytanie ile z tych osób w ogóle próbowało coś zrobić by to zmienić. Ile z tych osób próbowało się uczyć, ilu z nich próbowało zdobyć nowe umiejętności, ilu z nich wykazało coś więcej poza narzekaniem że jest im źle i w tym kraju bez znajomości nie można nic osiągnąć. Naprawdę nie trzeba wyjeżdżać do innego kraju, czasami nie trzeba nawet wyjeżdżać do dużego miasta. Po prostu czasami trzeba coś zrobić samemu, a nie czekać na cud czy pomoc państwa.

hahahaczyk

Sam upatruję przyczynę po prostu w ogólnie słabym poziomie zarobków. Żeby nie być pustosłownym, dominanta 2380 czy mediana 4100 (1) (obie brutto), dodajmy że dane GUS nie obejmują najmniejszych firm gdzie płace są jeszcze niższe (nie dominanta, a średnia 2800 brutto – (2))

Czemu płace są niskie? To temat bardzo skomplikowany, nie wiem czy byłbym w stanie odpowiedzieć na jego przyczyny, ale z pewnością, wbrew pewnemu przekonaniu wyznawanemu przez niektórych (nie mówię że od razu przez Ciebie ;), NIE ISTNIEJE na niego recepta dająca się zapisać zdaniem pojedynczym 😀

Co do wyjazdu do miasta, zróbmy eksperyment myślowy: masowo więcej osób wyjeżdża do miast – rośnie podaż pracowników, co skutkuje spadkiem (ew. końcem wzrostów) spadają, a jednocześnie rosną koszty nieruchomości bo większy popyt – to się niekoniecznie dobrze skończy, i jest raczej rozwiązanie na poziomie jednostki…

Podobnie z podnoszeniem umiejętności – jeśli ktoś ma możliwości to może i warto, ale co z resztą? (bo nie łudźmy się że każdy może zostać lekarzem, inżynierem czy innym specjalistą)

Ale dobrze, załóżmy że faktycznie to jest jakaś droga na podniesienie zarobków, zatem zróbmy inny podobny do powyższego eksperyment myślowy – wszyscy nabędą nowych umiejętności, kto wtedy będzie sprzątał ulice / obsługiwał w sklepie / rozwoził towary / pracował w rolnictwie czy robił inne prace określane jako essential work, czyli w tej chwili często małopłatne, ale potrzebne społeczeństwu zajęcia? (realnie to zawsze będą ludzie którzy, mimo nabytych nowych umiejętności, z różnych powodów nie znajdą tej lepiej płatnej pracy, i by nie zginąć z głodu będą zmuszeni pracować w którejś z powyższych słabopłatnych działek… ale to psuje mi eksperyment myślowy;)

Więc jeśli pijesz do Oli, to ponownie, faktycznie może działać w ograniczonej skali… Jednak miałem wrażenie że ostatnia wypowiedź jest ogólna, więc jeśli dobrze ją interpretuję: obawiam się że to nie jest żadne jest kompleksowe rozwiązanie problemu niskich pensji.
Sam sądzę że ludzie wykonujący ww. „potrzebne” prace też zasługują na godne pensje! (Czy taką jest Polska minimalna albo jej okolice – uważam że w dużych miastach, z racji kosztów utrzymania, nie). Niestety, jak pisałem na wstępie nie umiem postawić diagnozy skąd te niskie pensje, ani tym bardziej recepty jak tym ludziom pensje podnieść – smutne, ale jedyną drogę jaką widzę do godnego życia w takim przypadku to emigracja (inb4: tak, to też recepta nieskalowalna, i nie dla każdego)

Dane stąd:
(1) https://spidersweb.pl/bizblog/wynagrodzenia-gus-dominanta-mediana/
(2) https://www.bankier.pl/wiadomosc/2000-zl-na-reke-tyle-zarabia-sie-w-malych-firmach-w-Polsce-7618592.html

Piotrek

No dobrze. To nie róbmy nic ze swoim życiem i czekajmy na wygraną na loterii albo łaskawość polityków… ciekawe jak to się zakończy 😉

hahahaczyk

Doprawy nie wiem skąd ta konkluzja, bo przecież napisałem, że zarówno podniesienie umiejętności, jak i emigracja (czyli pi razy oko postulowany również przez Ciebie pomysł zmiany miejsca zamieszkania) to są jakieś wyjścia, dla niektórych… ale skoro tak mówisz 😉

floridian

Jeśli wszyscy zostaną lekarzami, inżynierami i adwokatami, to kto będzie sprzątał ulice i pracował w sklepie? O tym wtedy zdecyduje rynek. Płace lekarzy i inżynierów spadną, a zamiataczy ulic wzrosną, tak że będzie to na tyle lukratywna kariera, że zamiatacze ulic mogą zarabiać więcej niż lekarze, inżynierowie czy prawnicy. Tam gdzie ja mieszkam wywożacy śmieci zarabia ok. 6-8 tys USD miesięcznie, a przeciętny hydraulik i elektryk zarabia 10-12 tys. czyli dużo więcej niż psycholog, nauczyciel akademicki, radca prawny, inżynier, czy pracownik socjalny.

Ostatnio edytowano 6 miesięcy temu przez floridian
hahahaczyk

>O tym wtedy zdecyduje rynek. Płace lekarzy i inżynierów spadną, a zamiataczy ulic wzrosną, tak że będzie to na tyle lukratywna kariera, że zamiatacze ulic mogą zarabiać więcej niż lekarze, inżynierowie czy prawnicy.

Moja niewystarczająco silna wiara rynek podpowiada, że podaż potencjalnych zamiataczy będzie zawsze wyższa, dlatego średnio widzę taki scenariusz 😉

>Tam gdzie ja mieszkam wywożacy śmieci zarabia ok. 6-8 tys USD miesięcznie, a przeciętny hydraulik i elektryk zarabia 10-12 tys. czyli dużo więcej niż psycholog, nauczyciel akademicki, radca prawny, inżynier, czy pracownik socjalny.

Zupełnie nie wiem jak śmieciarze, ale wydaje mi się że hydraulicy i elektrycy to w Polsce też raczej głodem nie przymierają..
Z powyższej waluty + dodatkowo tego co kojarzę z innego wątku, teraz mieszkasz w USA? Z tego co wiem, to u Was wymienionym przeze mnie profesjom, czyli kasjerom, kurierom czy pracownikom rolnictwa też się nie przelewa (stąd często opisuje się ich jako working poor)

floridian

Zgadza się. Mieszkaliśmy i tu i tam, ale w USA zostaniemy już na emeryturze bo przez lata zbudowaliśmy solidne podstawy finansowe.

Co do kurierów czy kasjerów to im się nie przelewa. I tak powinno być bo kasjerem albo sprzątaczką przez całe życie być nie musisz. Są to nisko płatne zawody, ale ci ludzie też nie muszą mieć źle. Stawki nie są wysokie 10-15 USD za godzinę brutto, ale ci co pracują w Wal-Marcie lub dużych supermarketach mają ubezpieczenie na zdrowie, plan emerytalny, profit sharing. Więc pomimo małych zarobków firma zmusza ich do oszczędzania bo za każdy dolar wpłacony na plan emerytalny firma dokłada. Jak się dobrze pracuje i nie zmienia pracy jak rękawiczki to można awansować na zastępcę kierownika działu, potem kierownika działu, kierownika zmiany, zastępce kierownika sklepu itp. Zarobki idą w górę. Wiem coś na te temat bo musieliśmy dorabiać gdzie się dało. Ja pracowawałem jako kurier. Potem mój kierownik był moim studentem. Żona sprzątała domy. Teraz jest doradcą finansowym i doradza byłym chlebodawcom. Córka była kasjerem w dużym banku. Teraz jest jego wiceprezesem i dyrektorem naczelnym. Różnica była taka, że my traktowaliśmy to tylko jako prace dorywcze i konieczny przystanek, a nie karierę polegającą na zarabianiu minimalnej pracy przez całe życie. Sorry.

Więc to nie jest tak, że ci working poor są takimi zawsze chyba, że nie pracują dobrze, nie są punktualni, mają konflikty z przełożonymi. W kapitaliźmie dobry pracownik, który produkuje rezultaty jest dostrzegany przez pracodawcę. Ale z drugiej strony nie może być tak, że każdy przyjdzie do pracy i już pierwszego tygodnia dostaje dyrektorską stawkę.