You are currently viewing Akcje (1/10) – Jak inwestować w akcje? Czy da się pokonać rynek?

Akcje (1/10) – Jak inwestować w akcje? Czy da się pokonać rynek?

Wszystko o akcjach giełdowych.

Skoro mieliśmy już serie o obligacjach, ETF-ach i REIT-ach to do podstawowego kompletu brakuje nam tylko najważniejszej z nich, czyli serii o akcjach. Na wstępie chciałbym zauważyć, że omówione przeze mnie wcześniej REIT-y są w zasadzie podgrupą spółek, których akcje są notowane na giełdzie, a więc była to miniseria o akcjach konkretnego typu. Jeśli uwzględnimy też fakt, że wśród ETF-ów europejskich aż 67% inwestuje w akcje, to dojdziemy do wniosku, że pośrednio poruszałem na blogu temat akcji już wielokrotnie. Czym więc dziesięć wpisów z tej serii będzie różnić się od innych artykułów, w których poruszałem dotychczas tematykę akcji spółek giełdowych? Przede wszystkim skupimy się tu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej na tym jak inwestować w papiery wartościowe konkretnych firm, a więc na kwestiach analizy, doboru, a następnie monitorowania akcji spółek w portfelu.

Będzie to seria nie tylko dla początkujących, którzy chcą od zera stworzyć swój portfel bazujący na akcjach, ale też dla osób, które inwestując pasywnie chciałyby dołożyć do portfela nieco zmienności i – zamiast inwestować tylko w indeksy – zacząć stawiać na konkretne spółki giełdowe. Jakich założeń dokonałem przed napisaniem tego wpisu? Zgodnie z wynikami ankiety, którą kilka miesięcy temu rozesłałem uczestnikom mojego newslettera (jeśli jeszcze nie jesteś do niego zapisany, to możesz to zrobić tutaj) najbardziej pożądanymi tematami do poruszenia były te związane z analizą akcji, stąd mój pomysł na całą serię, w której kompleksowo opiszę ich temat.

Jeśli jesteś jedną z osób, które wzięły udział w mojej ankiecie, to szybko zauważysz, że tytuły wszystkich 10 wpisów zaplanowanych w tej serii pokrywają najbardziej „palące” tematy związane z akcjami, o których chcieliby przeczytać stali bywalcy mojego bloga. Dzięki temu czuję się niemal, jakbym pisał tę serię „na zlecenie” (w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu) czytelników, słuchaczy i innych osób sympatyzujących z moim blogiem i społecznością, którą tutaj razem tworzymy. Dodatkowo bardzo wiele osób zwracało mi w kwestionariuszu uwagę na dość długie wpisy, które trudno się czyta, więc decydując się na aż 10 części, spróbuję w każdej skupić się tylko na kilku zagadnieniach, ułatwiając ich odbiór czytelnikowi. Zacznijmy od zapowiedzi każdej z dziesięciu części serii i krótkiego opisania ich planowanej treści w taki sposób, byś wiedział czego się spodziewać po największym projekcie, który dotychczas realizowałem.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie treści znajdziesz w kolejnych wpisach z serii o akcjach na moim blogu.
  • Czym są akcje spółek giełdowych, po co firmy wchodzą na giełdę i jak przebiega emisja akcji.
  • Ile spółek jest notowanych w Polsce i na świecie. Ile procent światowego udziału w rynkach akcji ma Polska.
  • Czym jest hipoteza rynku efektywnego i czy da się pokonać rynek.
  • Czego będziesz potrzebował do rozpoczęcia przygody z akcjami.
  • Jak dowiedzieć się, czy inwestowanie w akcje jest dla Ciebie.

Zapowiedź kolejnych wpisów z serii

Coś podobnego zrobiłem w serii o ETF-ach i może zdziwi Cię to, że „nie ruszając” jeszcze treści żadnego z pozostałych dziewięciu wpisów, dzielę się z czytelnikiem ich tytułami i planowaną zawartością. Robię to z uwagi na chęć wyjaśnienia jak podzielona będzie seria i które tematy zamierzam poruszyć w jej kolejnych częściach. Unikniemy dzięki temu wymiany komentarzy sugerujących „braki” we wpisie, w którym od początku nie planowałem umieszczać informacji na dany temat. 

Akcje spółek giełdowych to temat bardzo złożony, którego nie wyobrażam sobie porządnie pokryć w dwóch, trzech czy pięciu wpisach, stąd zdecydowałem się na prawdziwy „blogowy maraton” w postaci aż 10 epizodów. Poniżej znajdziesz tytuły i krótki opis tej oraz każdej z kolejnych części o akcjach (nie zapomnij dać mi znać w komentarzach, na którą z nich czekasz najbardziej i czego nie powinno w niej zabraknąć, a na pewno wezmę to pod uwagę przy pisaniu i nagrywaniu kolejnych części):

Powyższymi artykułami zamierzam kompleksowo pokryć wszystkie najważniejsze aspekty inwestowania w akcje. Zastrzegam jednak, że wpisy 2, 4, 5 i 6 będą opierać się w całości na moim, bądź co bądź amatorskim doświadczeniu, które postaram się opisać najlepiej jak umiem, jednak w dużym uproszczeniu, by żadnego aspektu nie przedstawić w sposób zbyt skomplikowany. Może i to najbardziej zaawansowana seria, którą tu publikuję, ale nie zamierzam dla niej „porzucać” prostego stylu wypowiedzi i praktycznych przykładów, bo o wiele bardziej niż na „uchodzeniu za mądralę” zależy mi na skutecznym edukowaniu i poszerzaniu horyzontów odbiorców moich treści.

Serię o akcjach bardzo łatwo byłoby tworzyć w sposób złożony, gdyż wskaźników finansowych jest mnóstwo, a zawiłości związanych z księgowością na tyle dużo, że można by napisać na ten temat parę bardzo obszernych książek, a nie serię kilku wpisów na blogu. Koniecznie daj znać w komentarzach jeśli Twoim zdaniem na powyższej liście czegoś brakuje albo że czekasz na któryś z wpisów szczególnie niecierpliwie. Jestem też bardzo ciekaw, czego się po tej serii spodziewasz i na co liczysz w każdym z kolejnych epizodów. Wracając „na ziemię”, czyli do części pierwszej, przejdźmy do powtórki tego czym są akcje spółek giełdowych, po co i jak się je emituje.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam mnóstwo przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu

Czym są akcje spółek giełdowych?

Akcje – zwane także udziałami w przedsiębiorstwach – pozwalają (najprostszymi słowami) kupić część firmy wraz ze wszystkimi towarzyszącymi temu korzyściami i ryzykami. „Podstawy podstaw” dotyczące akcji, czyli jak tworzone są akcje, dlaczego się je emituje lub sprzedaje i po co inwestorzy je kupują, opisałem już we wpisie „Co to są akcje i jak działają? Wyjaśnienie akcji giełdowych„, a więc dziś zrobimy sobie jedynie krótkie przypomnienie. Akcje spółek giełdowych kupuje się w obrocie giełdowym (na „rynku wtórnym”) oraz w emisjach publicznych lub prywatnych (na „rynku pierwotnym”) z tym że drobni inwestorzy prywatni (jak my) zazwyczaj będą robić to w ten pierwszy sposób, czyli odkupując już notowane udziały od innych inwestorów na giełdzie.

Dlaczego mielibyśmy inwestować w akcje danej spółki? Głównie dlatego, by z czasem wziąć udział w sukcesie przedsiębiorstwa i cieszyć się wzrostem ceny akcji spółki jemu towarzyszącym i/lub dywidendami, które firma będzie wypłacać. Problem jedynie w tym, że na giełdach notowane są dziesiątki tysięcy spółek i nie każda z nich osiągnie sukces. Ba! Napisałbym, że większość z nich odniesie w pewnym momencie porażkę, sprawiając, że samodzielny dobór akcji to zajęcie wymagające dość sporej dozy doświadczenia, umiejętności i dyscypliny. Do tego jeszcze wrócimy, a póki co zastanówmy się co z debiutu, czyli wejścia na giełdę ma samo przedsiębiorstwo.

Po co spółki wchodzą na giełdę?

Z perspektywy spółki wejście na giełdę się zwykle opłaca, bo przynosi jej napływ nowego kapitału, ale poza oczywistą korzyścią majątkową ze sprzedaży akcji niesie za sobą również kilka ryzyk. Zacznijmy od powodów, dla których spółki mogłyby chcieć wejść na giełdę, do których według mnie należą:

  • Bezpośrednia korzyść finansowa. Ze sprzedaży nowych udziałów firma może relatywnie tanio pozyskać nowy kapitał do dalszego rozwoju.
  • Uproszczenie wyjścia z inwestycji dla większych (obecnych) udziałowców. Dzięki obecności na giełdzie obecni akcjonariusze będą mogli prosto sprzedać część akcji na rynku.
  • Zwiększenie renomy firmy i transparentności jej zarządzania finansami. Spółki notowane na giełdzie mają obowiązek publikowania swoich danych kwartalnych według precyzyjnych i restrykcyjnych wymagań księgowości sprawozdawczej, co zwiększa ich wiarygodność w oczach analityków i inwestorów. Dodatkowo mają one „mocniejszy PR” przez sam fakt bycia spółkami publicznymi, czyli takimi, których akcje są notowane na giełdzie.

Póki co brzmi dobrze, ale warto wiedzieć, że upublicznienie spółki niesie za sobą kilka sporych negatywów. Oto co miałem na myśli, wspominając o minusach i ryzykach związanych z wejściem na giełdę, których świadomi powinni być zarówno obecni właściciele spółki, jak i przyszli inwestorzy w jej papiery wartościowe:

  • Ryzyko przejęcia/utraty kontroli nad spółką. Jeśli nie istnieje jeden akcjonariusz większościowy, czyli taki posiadający większość głosów w spółce, to istnieje duże ryzyko, że obcy podmiot spróbuje dokonać tzw. wrogiego przejęcia spółki. Obecni akcjonariusze mogą zatem stracić nad nią kontrolę w dość nieoczekiwany sposób, czego powinni być świadomi jeśli tzw. free float (udział akcji w rękach drobnego akcjonariatu, czyli osób i instytucji posiadających mniej niż 5% udziałów w spółce) jest zbyt duży.
  • Pokusa „podrasowywania wyników” w celu sztucznego zwiększenia wartości giełdowej akcji. Wiele zarządów spółek ucieka się do nieuczciwych zabiegów księgowych tylko po to, by zwiększyć cenę swoich akcji na giełdzie, by następnie pozbyć się swoich udziałów z zyskiem, wiedząc, że firma jest tak naprawdę w o wiele gorszej sytuacji, niż wskazywałyby na to liczby z jej sprawozdania finansowego. Poza tym, że powyższe jest nielegalne i bardzo wątpliwe moralnie, to utrudnia ono dokonanie obiektywnej analizy fundamentalnej, o której więcej napiszę w częściach 2, 4, 5 i 6 tej serii.

Jeśli spółka nie była notowana wcześniej na giełdzie, to musi ona najpierw na nią „wejść”, czyli zostać wprowadzona do systemu notowań. Są na to trzy sposoby, które teraz opiszę.

Trzy sposoby wejścia na giełdę

Jednym ze sposobów (prawdopodobnie najczęściej spotykanym) jest tak zwane IPO (Initial Public Offering), którego dokonuje się przez ofertę publiczną akcji, czyli „wygenerowanie” i sprzedaż nowych udziałów oraz „rozwodnienie” obecnego akcjonariatu. Drugim sposobem na wejście na giełdę jest DPO (Direct Public Offering), które wiąże się z bezpośrednią sprzedażą już istniejących akcji spółki inwestorom giełdowym bez emisji „nowych” papierów wartościowych. Trzecim sposobem wejścia na giełdę papierów wartościowych jest APO (Alternative Public Offering), pod którego pojęciem kryje się między innymi tzw. odwrotne przejęcie spółki.

Polega ono na tym, że spółka prywatna, która chce wejść na giełdę, łączy się ze spółką „skorupą”, która jest notowana na giełdzie, ale zwykle nie prowadzi zbyt aktywnego biznesu lub nie radzi sobie zbyt dobrze. Takie połączenie następuje więc tylko po to, by wprowadzić prężnie działającą spółkę prywatną na giełdę bez potrzeby emitowania nowych papierów wartościowych. Przykładem „z życia” polskiej giełdy jest m.in. APO CD Projekt RED, która „dała się wchłonąć” w lipcu 2011 roku spółce Optimus głównie po to, by wejść na giełdę, a następnie w 2013 roku sprzedać markę Optimus innej firmie, kontynuując działalność w zakresie produkcji gier komputerowych. Jako że APO jest procederem dość rzadkim, to opiszę teraz przebieg IPO oraz DPO.

Jak przebiega wejście na giełdę? IPO i DPO

Pewnie większość czytelników doskonale zna proces i przebieg oferty publicznej akcji, ale być może nie każdy wie o tym, że można to zrobić na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest „bezemisyjna” sprzedaż pakietu akcji przez aktualnego akcjonariusza lub akcjonariuszy (DPO), która w Polsce występuje niezwykle rzadko. Przedstawiłem jej proces na poniższych diagramach kołowych, zaznaczając inwestora, który dokonuje sprzedaży części swojego pakietu akcji kolorem czerwonym:

Jak inwestowac w akcje Emisja ze sprzedaza akcji1

W powyższym przypadku spółka nie zyskała niczego, bo akcji jest dalej 1000, a zarobił jedynie oznaczony kolorem czerwonym Inwestor 2, który sprzedał część swoich akcji, redukując swój pakiet z 400 do 250 papierów wartościowych. Największą w przypadku emisji DPO korzyść odnoszą drobni inwestorzy, którzy mogą teraz kupować i sprzedawać akcje spółki na giełdzie oraz inni (obecni, zwykle więksi) akcjonariusze, którzy także będą mogli spieniężyć w ten sposób swoje udziały. Z perspektywy spółki – poza wzrostem jej renomy i tego, że będzie ona teraz musiała publikować swoje sprawozdania finansowe – debiut ten nie miał większego znaczenia, bo nie pozyskała ona dodatkowego kapitału na swoją działalność. W Polsce ten rodzaj wejścia na giełdę jest praktycznie niespotykany, co oznacza, że standardowym sposobem debiutu na parkiecie giełdowym jest emisja nowych udziałów spółki, czyli IPO.

Tradycyjna emisja akcji (IPO) wiąże się z utworzeniem nowych, wcześniej nieistniejących papierów, na których sprzedaży zarabia firma, a nie jej obecni akcjonariusze (choć ci, pośrednio, mogą również na tym zarobić). Proces ten wymaga konsensusu większości obecnych akcjonariuszy, bo chociaż liczba papierów w rękach każdego z nich pozostaje niezmienna to „rozwadnia się” akcjonariat, powodując, że każdy dotychczasowy udziałowiec będzie miał po utworzeniu nowego pakietu akcji trochę mniej do powiedzenia na walnym zgromadzeniu spółki. Emisja akcji zakłada zatem dodanie nowych, wcześniej nieistniejących akcji do akcjonariatu spółki tak jak zrobiłem to z 177 nowymi akcjami na prawym diagramie z rysunku poniżej:

Jak inwestowac w akcje Emisja z rozwodnieniem2

W poprzednim przypadku z 1000 akcji kończyliśmy na (stale) 1000 akcjach, z których 150 po prostu zmieniło właściciela. W przypadku IPO dokonujemy utworzenia 177 nowych akcji bez żadnych zmian w obecnym akcjonariacie, pozwalając „publice” (giełdzie) na objęcie 15% nowych udziałów w przedsiębiorstwie. Zauważyłeś wspólny mianownik? W obydwu przypadkach sprzedaliśmy na giełdzie 15% udziałów firmy, z tym że w DPO udziały „stracił” tylko jeden z akcjonariuszy, a w IPO wszyscy w sposób proporcjonalny, ale z korzyścią dla samej spółki. Wiedząc już co z emisji akcji ma spółka oraz tego, jakie są dwa sposoby wejścia na giełdę, zastanówmy się po co inwestorzy mieliby w ogóle kupować akcje spółek giełdowych.

Po co inwestorzy kupują akcje spółek?

Krótka, ale bardzo konkretna odpowiedź na to pytanie powinna brzmieć następująco: „po to, aby zarobić pieniądze”. Tradycyjnie już, akcje spółek giełdowych – przy odpowiedniej dywersyfikacji, a więc „rozsmarowaniu” portfela po odpowiedniej liczbie spółek, rynków i walut – pozwalają zarobić w długim terminie więcej od innych „tradycyjnych” klas aktywów, do których należą m.in. obligacje. Inwestor, który kupuje akcje spółki, spodziewa się zwykle jednego z dwóch (lub obydwu) źródeł zysku w przyszłości:

  • Zysk ze sprzedaży papierów wartościowych w przyszłości. Tutaj zakładamy wzrost cen akcji na giełdzie, który skończy się dla inwestora ich sprzedażą w przyszłości. Dla polskiego inwestora osiągnięcie zysku będzie wiązało się z koniecznością uiszczenia 19% podatku od zysków kapitałowych, czyli tak zwanego podatku Belki, chyba że zrobił to przez maklerskie IKE lub IKZE i „doczeka” warunków emerytalnych tych kont, co opisałem we wpisie „Rachunki maklerskie IKE i IKZE. Jak założyć. Który wybrać?„.
  • Zysk z otrzymanych ze spółek dywidend. Dywidenda to wypłata, którą udziałowiec spółki otrzymuje, gdy spółka dzieli się częścią zysku osiągniętego rok wcześniej. Obecnie w indeksie dużych spółek USA – S&P 500 około 75% firm płaci dywidendy, czyli dzieli się wypracowanym przez siebie zyskiem ze swoimi akcjonariuszami. Wśród polskich firm jest to niestety wiele mniej, bo na wypłatę dywidendy pozwala sobie corocznie tylko jakieś 20-25% przedsiębiorstw notowanych w Warszawie. Spółki dywidendowe ze Stanów Zjednoczonych zwykły wypłacać dywidendy z różną częstotliwością, m.in. co 1, 3, 6 lub 12 miesięcy, a w Polsce – poza kilkoma wyjątkami – dywidendę wypłaca się raz do roku. W momencie otrzymania dywidendy powstaje obowiązek zapłacenia podatku 19% od oryginalnej kwoty wypłaty, co sprawia, że dywidendy mogą być podatkowo nieoptymalne. Dywidendy odcinane są od kursu akcji, a więc niemożliwy jest „arbitraż dywidendowy” polegający na kupowaniu akcji na jedną sesję, by „załapać się” na wypłatę dywidendy, z zamiarem sprzedaży jej papierów następnego dnia.

Poza chciwością lub rozsądkiem inwestorów motywuje także możliwość poczucia się „częścią firmy” poprzez wzięcie udziału w walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Oczywiście faktyczny wpływ na spółkę mają zwykle tylko najwięksi akcjonariusze, ale nie zmienia to faktu, że nawet zakup kilku akcji spółki sprawia, że stajemy się jej współwłaścicielami. Mając już podstawowy obraz tego, czym są akcje, w jakim celu są emitowane i dlaczego ktokolwiek miałby w nie inwestować, przyjrzyjmy się ich światowym rynkom, począwszy od polskiej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Treści się przydają? Postaw mi kawę 🙂

PK BTN WPIS

Ile jest spółek na polskiej giełdzie?

Zanim zaczniemy inwestowanie w samodzielne dobrane akcje, warto uświadomić sobie, jaki jest ich „repertuar” na naszej rodzimej giełdzie. Podstawą jest poznanie zarówno jej dużego parkietu, czyli GPW oraz jego mniejszej wersji, jaką jest NewConnect, na którym notowane są zwykle niewielkie, często dopiero rozpoczynające swoją działalność przedsiębiorstwa. Imponujące jest to, że choć rynek NewConnect powstał kilkanaście lat później od GPW, czyli dopiero w 2007 roku, to w ciągu 7 lat przyciągnął na parkiet liczbę spółek równą poziomowi GPW (Rok 2013: 445 do 450). Od tego czasu jednak liczba spółek na tym parkiecie sukcesywnie spada, a od 2015 roku maleje również liczba spółek notowanych na GPW, co sprawia wrażenie giełdy, która, zamiast rozwijać, kurczy się z roku na rok:

Jak inwestować w akcje - Liczba spółek GPW NewConnect 2000 2021

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie przeżyła w ciągu ostatnich dwóch dekad bardzo imponujący rozwój, zwiększając liczbę notowanych spółek niemal czterokrotnie. Fakt, że obecnie obserwujemy raczej negatywny trend dotyczący liczby notowanych na GPW spółek, przypisałbym raczej „filtrowaniu” spółek niskiej jakości, z których część nigdy nie powinna były na giełdę wchodzić oraz tendencji do zdejmowania/wycofywania spółek z giełdy (w 2020 roku z samej GPW wycofano aż 24 firmy). Być może nie jesteś świadomy, że polskie 800 spółek publicznych to jedna z najwyższych liczb notowanych na giełdzie firm na świecie i niewiele innych krajów świata może poszczycić się tak dużą liczbą firm obecnych na rynku kapitałowym.

Ile jest spółek giełdowych na świecie?

Według statystyk Banku Światowego w roku 2020 na wszystkich światowych giełdach notowanych było około 43 tysięcy spółek. Jest to naprawdę ogromna liczba, świadcząca o tym, że jest w czym przebierać i żaden inwestor, który samodzielnie dobiera akcje do portfela, na brak zajęć raczej narzekać nie może. Przyznam szczerze, że sam mam problem z „ogarnięciem” wszystkich 800 spółek notowanych na GPW i NewConnect, więc ciężko mi nawet sobie wyobrazić potencjał analityczny, którym musiałby dysponować inwestor z ambicjami na monitorowanie wszystkich firm notowanych na światowych rynkach kapitałowych.

Jak już wspomniałem, Polska pod względem liczby notowanych spółek prezentuje się naprawdę nieźle, plasując się na 11 miejscu na świecie pomiędzy Malezją a Wietnamem. Według Banku Światowego, zaskakująco, niżej od Polski (782 spółki) pod względem liczby notowanych firm są na przykład Niemcy (438 spółek) i Turcja (371 spółek):

Jak inwestować w akcje - Liczba spółek na giedzie w zależności od kraju

Przyznam, że pokazałem tutaj tylko część prawdy, bo przy ocenie giełd ważna jest nie tyle liczba notowanych na nich spółek, ile ich łączna wartość giełdowa, zwana też kapitalizacją. Co może być dla Ciebie zaskoczeniem to fakt, że nasze około 800 notowanych spółek stanowi bardzo małą część wszystkich firm notowanych na światowych giełdach. Intuicyjnie chcielibyśmy, by 800 z 43 000 firm stanowiło jakieś 1,5 – 2% światowej kapitalizacji, podczas gdy w praktyce polskie spółki to jedynie 0,1 – 0,15% wartości wszystkich spółek obecnych na światowych giełdach, o czym świadczyć może nasz niski udział w globalnym indeksie akcji MSCI ACWI.

Jaki procent świata stanowi polska giełda?

W zależności od czasu, w którym będziesz czytać te słowa, wartość polskich spółek w „indeksie światowym” będzie wynosić prawdopodobnie pomiędzy 0,1%, a 0,2%. Pod pojęciem indeksu światowego mam na myśli indeks zrzeszający wszystkie rynki finansowe świata, ważony ich kapitalizacją, czyli (prostym językiem) ich łączną wartością na giełdzie. Im więcej (relatywnie do innych) są obecnie warte łącznie wszystkie spółki na giełdzie z danego kraju, tym większy jest ich udział, a zatem także i tego kraju w takiej grupie. Wzrost pozycji w rankingu, a zarazem znaczenia w świecie inwestycyjnym można wobec tego osiągnąć na dwa sposoby:

  • Zachęcając większą liczbę (zwłaszcza) dużych spółek prywatnych do wchodzenia na giełdę. To rola GPW, która mogłaby jeszcze bardziej promować formę finansowania, jaką jest emisja akcji, ale też uczynić inwestowanie bezpieczniejszym i przyjaźniejszym dla drobnego inwestora poprzez pokrycie analityczne większej liczby spółek. Żeby być fair w stosunku do GPW, pragnę wspomnieć, że istnieje coś takiego jak Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego, w ramach którego GPW płaci domom i biurom maklerskim za profesjonalne analizy i wyceny spółek, które w innym wypadku nie zostałyby przeanalizowane, jednak można by to robić na większą skalę niż teraz.
  • Zwiększając ceny akcji spółek notowanych na polskiej giełdzie. Tego dokonują raczej sami inwestorzy i odbywa się to na jeden z dwóch sposobów:
    • Fundamentalnie, a więc gdy spółka z roku na rok polepsza swoje wyniki i (dla przykładu) płaci coraz wyższe dywidendy, to rynek (zwyczajowo) „dostosowuje” cenę akcji do kwoty dywidend, która zwykle mieści się w przedziale 2-6% ceny akcji.
    • Spekulacyjnie, a więc (żartobliwie) na wieść o tym, że spółka zaczęła działać w segmencie produkcji gier komputerowych lub odnawialnej energii i chodzą słuchy o kolejnym „genialnym produkcie, który zrewolucjonizuje rynek”. Co nam jednak po tym, że kapitalizacja malutkiej spółki zwiększa się o 1000 lub o 10 000% jeśli w skali świata jej kapitalizacja jest dalej marginalna? Z tego powodu – aby zostać „zauważonym” w skali świata i przyciągnąć większy kapitał zagraniczny potrzebowalibyśmy raczej wzrostu wartości giełdowej większych i bardziej uznanych spółek z naszego kraju.

Obecnie światowy indeks MSCI ACWI rezerwuje na polskie spółki tylko 0,09% swojego składu, co porównałem poniżej z 13 krajami o największym udziale w tym indeksie, przy których nasz rynek wypada dość mizernie:

Jak inwestować w akcje - Globalne spółki procentowo MSCI ACWI

Z jednej strony jest nam bardzo daleko do Stanów Zjednoczonych, Japonii czy Chin, a z drugiej warto wziąć pod uwagę, że nie wszystkie duże polskie spółki są notowane na giełdzie. Bystry analityk spostrzeże, że pod względem udziału w światowym PKB jesteśmy już o wiele silniejsi, generując około 1% światowego Produktu Krajowego Brutto, co być może daje pewną nadzieję na wzrost znaczenia Polski również w światowym indeksie giełdowym.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym podkreślić. Jeśli wejdziemy poziom wyżej i zamiast na kraje spojrzymy na regiony, oczywistym stanie się to, jak bardzo światowe rynki zdominowane są przez spółki ze Stanów Zjednoczonych, Azji i Europy Zachodniej. Wspomniane trzy regiony stanowią obecnie ponad 95% wartości światowych spółek giełdowych, spychając Australię, Amerykę Południową i Środkową, Europę Wschodnią i Afrykę na inwestycyjny drugi, a nawet na trzeci plan, co doskonale widoczne jest na poniższym diagramie:

Jak inwestować w akcje - Globalna kapitalizacja spółek1

Największym paradoksem inwestowania w dzisiejszych czasach jest to, że spółki z jednego kraju (USA) stanowią około 60% wartości wszystkich firm notowanych na światowych giełdach. Warto jednak zauważyć, że na bardzo prestiżowych parkietach amerykańskich notowane jest wiele spółek zagranicznych lub uzyskujących dużą część przychodu poza Stanami. Według tego raportu z 2018 roku nawet 30% przychodów spółek z S&P 500 pochodziło wtedy spoza Stanów Zjednoczonych, co może lekko zmienić postać rzeczy oraz w głowach inwestorów nieco pomniejszyć ich dominację nad innymi krajami pod względem wyceny na światowych parkietach. Nie zmienia to faktu, że zakup indeksu dużych spółek z USA, czyli S&P 500 to obecnie bardzo dobre przybliżenie (aproksymacja) dla inwestycji w indeks spółek światowych MSCI ACWI lub FTSE All-World, o czym każdy aspirujący inwestor powinien wiedzieć:

Jak inwestowac w akcje - SPX vs ACWI vs FTSE All-World

Choć powyższy przebieg przedstawia ostatnie 2 lata dla indeksów globalnych (kolor niebieski i żółty) oraz dla indeksu z samych Stanów Zjednoczonych (kolor zielony) to wyglądają one raczej jak przebiegi trzech funduszy ETF na ten sam indeks. Pamiętajmy jednak, że kapitalizacja światowych rynków finansowych zmienia się w czasie i tak szybko jak (a raczej „jeśli”) Stany Zjednoczone stracą na znaczeniu wobec innych rynków, tak szybko indeksy globalne „oderwą się” od toru zmian indeksu amerykańskiego i ich przebiegi pójdą w swoją stronę. Wiemy już jak wiele jest spółek na świecie i które rynki dominują obecnie globalny parkiet, ale brakuje nam informacji czy własnoręczne wybieranie spółek w erze funduszy indeksowych ma jeszcze jakikolwiek sens. Uważam, że tak, ale tylko po odpowiednim przygotowaniu merytorycznym i właśnie dlatego wydaję na ten temat nie jeden, pojedynczy wpis, a całą serię artykułów.

Czy da się pokonać rynek?

Pora na pewną konfrontację poglądów, która (moim zdaniem niesłusznie) dzieli inwestorów na tych pasywnych i tych aktywnych, tak jakby nie dałoby się robić czegoś pomiędzy tymi dwoma podejściami do inwestowania na giełdzie. Pisanie serii o akcjach przez autora, który dotychczas koncentrował się głównie na ETF-ach i inwestowaniu pasywnym bez odpowiedniego wyjaśnienia mogłoby być uznane przez sporą część czytelników za niemałe faux-pas. Pozwól zatem, że się przed Tobą trochę „wytłumaczę”.

Choć wielu inwestorów sądzi, że próba pokonywania rynku to walka z wiatrakami i najlepiej od razu ją sobie odpuścić, to ja uważam, że przy odpowiedniej dozie przygotowania i dyscypliny można śmiało się o nią pokusić. Często mówi się, że samodzielna selekcja spółek siłą rzeczy zwiększa ryzyko portfela poprzez redukcję stopnia jego dywersyfikacji (ludzkim językiem: samodzielny inwestor raczej nie kupi kilku tysięcy spółek i nie da rady ich równoważyć podobnie, jak robi to indeksowy fundusz lub ETF). Pozwolę sobie temu zaprzeczyć, argumentując, że inwestując „aktywnie” (cudzysłów celowy, bo często błędnie nazywamy spekulację „inwestowaniem aktywnym”) poprzez świadome eliminowanie spółek o gorszych fundamentach można nie zwiększyć, a zredukować ryzyko ponoszone w inwestowaniu.

Zanim zaczniemy, chciałbym krótko wskazać pewne logiczne zależności między inwestowaniem pasywnym a inwestowaniem aktywnym, których inwestycyjny mainstream zdawać by się mogło, nie dostrzega lub niewłaściwie interpretuje:

  • Zwolennicy inwestowania pasywnego twierdzą, że inwestując w szerokie indeksy, minimalizują ryzyko, bo idealnie dywersyfikują (rozkładają) je, inwestując w setki/tysiące spółek. Ciężko się do tego przyczepić, bo sam w pierwszej części serii o ETF-ach („ETF (1/6) – Co to są fundusze ETF i dlaczego warto w nie inwestować?„) chwaliłem za to pasywne fundusze indeksowe notowane na giełdzie i ich wysoka dywersyfikacja jest po prostu faktem.
  • Zgodnie z powyższym, inwestowanie w samodzielnie dobrane spółki jest zawsze bardziej ryzykowne od inwestowania w indeksy, gdyż drobny inwestor nie jest w stanie wybrać, kupić i posiadać na swoim rachunku maklerskim więcej niż kilkudziesięciu spółek.

Czas zatem na pewną dozę inwestycyjnej filozofii:

  • Czym właściwie jest ryzyko inwestycyjne? W moich oczach jest ono nieprzygotowaniem na najgorszą rzecz, która może nastąpić na rynkach, ale w ostatnich latach mylone jest ono niesłusznie ze zmiennością aktywów, która wg mnie jest tylko jedną z wielu miar ryzyka
  • Zmienność to nie ryzyko. Nie wszystkie ryzykowne aktywa są bez przerwy zmienne oraz nie wszystkie aktywa o mocno fluktuujących cenach są z natury i zawsze ryzykowne.
  • Wobec tego aktywny wybór najbezpieczniejszych (cokolwiek to znaczy, ale spróbujemy do tego wspólnie dojść w dalszych częściach tego cyklu) spółek z wybranego rynku może zmniejszyć, a nie zwiększyć ryzyko inwestycyjne inwestora.

Jeśli powyższe wydaje się trochę zawiłe, to dodam tu krótką analogię. W indeksach giełdowych znajduje się zwykle między 100, a 500 spółek, z których część to obecne lub przyszłe perełki, a część to „kandydaci na bankrutów”, którzy być może pewnego dnia zostaną z giełdy usunięci, pozostawiając posiadaczy swoich akcji z niczym lub prawie z niczym. Zgodnie z moją filozofią inwestycyjną nie warto usiłować „typować” przyszłych gwiazd giełdy, a zamiast tego lepiej jest skupić się na eliminacji spółek niepewnych, mało zyskownych i źle zarządzanych, czego można się moim zdaniem nauczyć.

Poszukiwanie „jednorożców” (spółek, które rosną po stokroć lub więcej) jest z mojego doświadczenia zbyt trudne i warto, zamiast tego skupić się na nauce „odsiewania” najgorszych spółek z indeksu, by uczynić inwestycję nie bardziej, a mniej ryzykowną. W głównym nurcie ekonomiczno-giełdowym istnieje trend mówiący, że nie ma sensu starać się pobić rynku, bo – ze względu na (w teorii) idealny obieg informacji – żaden inwestor nie ma przewagi nad innymi graczami giełdowymi, a ceny akcji spółek w każdym momencie idealnie odzwierciedlają ich prawdziwą (wewnętrzną) wartość. Nazywa się ona hipotezą rynku efektywnego i warto się nad nią krótko pochylić, zanim przejdziemy do lektury kolejnych części serii o akcjach.

Czym jest hipoteza rynku efektywnego?

Oryginalnie sformułowana i przedstawiona przez ekonomistę prof. Eugene E. Fama hipoteza efektywnego rynku zakładała trzy warianty/możliwości, z których każdy kolejny jest bardziej możliwy w prawdziwym świecie (choć dalej pozostaje w sferze czysto teoretycznej):

  • Silną hipotezę rynku efektywnego, która głosi, że ceny akcji w pełni oddają informacje dostępne zarówno publicznie jak i prywatnie. Gdyby powyższe było prawdą, to niemożliwy byłyby zarówno tzw. insider trading (czyli nielegalne/nieuczciwe korzystanie z informacji poufnych w celu osiągnięcia zysku), jak i analiza fundamentalna, ani analiza techniczna.
  • Pół-silną hipotezę rynku efektywnego, która zakłada możliwość nielegalnego insider tradingu i głosi, że możliwe jest podejmowanie lepszych niż średnie decyzji na bazie niedostępnych dla ogółu inwestorów informacji poufnych.
  • Słabą hipotezę rynku efektywnego, która głosi, że w cenach akcji „znajduje się” przeszłość, czyli przeszłe wyniki finansowe oraz historyczne ruchy cenowe na akcjach spółki. Oznaczałoby to, że jedynie analiza techniczna nie ma sensu i szansy powodzenia, zaś analiza finansowa/fundamentalna oraz insider trading mogą przynieść ponadprzeciętne rezultaty inwestycyjne.

Przedstawiłem to poniżej w formie graficznej, bo uważam trzy warianty hipotezy rynku efektywnego za coś wartego zapamiętania:Hipoteza rynku efektywnego2

Jeśli miałbym powyższe „przepisać” własnymi słowami to hipotezy te stanowią, że rynki finansowe jako całość mają większą mądrość niż poszczególne jednostki z dużej grupy ludzi, jakimi są inwestorzy. Zwolennicy inwestowania pasywnego często dodają, że skoro profesjonalni zarządcy funduszy nie potrafią w długim terminie pobić rynku, czyli wyniku inwestycyjnego czystego indeksu to jak niby miałoby to się udać drobnemu inwestorowi? I – znowu – mają w tym sporo racji, bo dokładnie tego dowodzą raporty SPIVA, które przedstawiałem w serii o ETF-ach. Jest jednak pewien szkopuł, bo moim zdaniem fani inwestowania pasywnego pomijają tu dwie przewagi, które „drobni” mają nad wielkimi instytucjami, mianowicie:

  • Inwestując małymi kwotami, można kupić akcje każdej, nawet bardzo małej spółki. Inwestorzy instytucjonalni nie mają tego luksusu, a duże pieniądze wymuszają inwestowanie w wielkie, często nieatrakcyjne pod kątem inwestycji spółki.
  • Drobni nie mają „presji wyników”, która trapi profesjonalnych zarządzających funduszami inwestycyjnymi. Tak naprawdę to nawet jeśli w tym czy w innym roku nie pobijesz rynku, to nic strasznego się nie stanie i naprawdę warto się tego nauczyć. Podobne myślenie znacznie upraszcza i łagodzi „mentalną stronę” inwestowania aktywnego. Osiągając przeciętne, lub gorsze wyniki inwestycyjne profesjonaliści mogą nie dostać premii, a nawet zostać zwolnieni, co niewątpliwie buduje presję i prowadzi do pewnych anomalii. Jedną z nich jest „kopiowanie ruchów” innych zarządzających funduszami, które buduje system, w którym wyniki wszystkich funduszy inwestycyjnych stają się sobie coraz bliższe, ale niekoniecznie lepsze od stóp zwrotu ze zwykłego indeksu szerokiego rynku.

Sami autorzy hipotezy zastrzegają, że aby rynek mógł zostać określony jako efektywny, musi spełniać wiele restrykcyjnych założeń, które nijak mają się do giełdowej rzeczywistości. Chciałbym się jednak nad nimi na chwilę pochylić, by rozwinąć temat hipotezy efektywnego rynku, przy okazji tłumacząc Ci na przykładach dlaczego jestem do niej tak sceptycznie nastawiony.

Obserwuj mnie na Twitterze:

Subskrybuj mój kanał na YouTube:

Kiedy rynki są efektywne?

Zgodnie z definicją rynku efektywnego z Wikipedii, aby rynek kapitałowy można było określić jako efektywny, musi on spełniać następujące założenia:

  • Działa na nim nieskończona liczba uczestników i każdy z nich niezależnie od innych wycenia wartość akcji, dążąc do maksymalizacji zysku przynoszonego przez te akcje.
  • Działanie pojedynczego inwestora nie jest w stanie zmienić cen akcji.
  • Komunikaty mogące wpływać na wartość firm są generowane w sposób nieskorelowany.
  • Informacje są bezpłatne i docierają do wszystkich uczestników rynku natychmiast. Dodatkowo wszyscy inwestorzy używają otrzymanych informacji od razu.
  • Koszty transakcji nie istnieją.
  • Każdy z inwestorów ma takie samo zdanie co do kierunku wpływu informacji na cenę waloru oraz taką samą oczekiwaną stopę zwrotu.
  • Horyzonty inwestycyjne wszystkich graczy są jednakowe.

Aby uprościć zrozumienie powyższych, pozwoliłem sobie połączyć kilka punktów ze sobą, jednak bez utraty ich sensu. Krótko mówiąc: rynki są i mogą być efektywne jedynie w teorii, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wszystkie powyższe punkty (a może nawet którykolwiek z nich) będzie spełniony dla 100% obecnych na giełdzie inwestorów i dla wszystkich notowanych na niej spółek. Przykładami na proste zanegowanie kilku powyższych punktów będą poniższe „z życia wzięte” stwierdzenia:

  • Na rynku działa skończona liczba inwestorów, a większość z nich prawdopodobnie w ogóle nie „wycenia” akcji, raczej inwestując z tłumem lub wbrew tłumowi.
  • Na mało płynnych spółkach, np. tych notowanych na NewConnect, pojedynczy inwestor może bardzo łatwo zmienić kurs akcji spółki.
  • Koszty transakcyjne (niestety) istnieją i (również niestety) są w Polsce dość wysokie.
  • Horyzonty inwestycyjne, strategie i opinie inwestorów różnią się od siebie.

Naprawdę mógłbym tak w nieskończoność. To, czym lubię konkludować rozważania o hipotezie efektywnego rynku to przykłady sytuacji, w których rynki zachowywały się w sposób nieprzewidywalny, daleki od „efektywności”, a czasami nawet zupełnie losowy.

Kiedy rynki finansowe są nieefektywne?

Okazuje się, że dosyć często. Warto by w tym momencie na chwilkę się zatrzymać i zastanowić się, od czego właściwie zależą ceny akcji. Z moich obserwacji akcje (oraz indeksy) drożeją kiedy dzieje się jedno lub kilka z poniższych:

  • Spółki notują coraz lepsze wyniki finansowe.
  • Spółki nie notują lepszych wyników, a mimo to płacą coraz wyższe dywidendy.
  • Sytuacja makroekonomiczna regionu jest dobra (np. rośnie PKB kraju lub regionu), więc inwestorzy spodziewają się również wzrostu biznesów spółek tam operujących.
  • Na temat spółki/spółek krążą plotki o pozytywnym wydźwięku. O spółkach dużo się mówi.
  • Atmosfera na giełdzie jest optymistyczna. Panuje euforia i inwestorzy kupują „co popadnie”, byleby tylko zdążyć, zanim „pociąg odjedzie” (ukłon w stronę FOMO, które opisałem we wpisie „Psychologia inwestowania, czyli jak inwestować, by nie zwariować„).

Można się spodziewać, że każdy z powyższych czynników będzie mógł wpływać na ceny akcji, ale logika podpowiada, że w głównej mierze będą to kryteria fundamentalne, czyli pierwsze trzy z powyższej listy. Bardzo łatwo jest jednak udowodnić, że czasami emocje generują o wiele silniejsze i trwalsze ruchy na giełdzie niż logika i liczby. Zaprezentuję teraz dwie sytuacje na rynkach, które są dowodami anegdotycznymi świadczącymi o niedopasowaniu hipotezy efektywnego rynku do giełdowej rzeczywistości.

Obydwa przykłady dowodzą, że czasem wystarczą plotki lub zwyczajny optymizm inwestorów, które w żadnym wypadku nie bazują na wyznaczonej fundamentalnie wartości wewnętrznej (innymi słowy: prawdziwej wartości) spółek, by firmy lub całe indeksy dynamicznie (i pozornie „bez powodu”) zyskiwały na wartości. Zacznijmy od zestawienia zmian cen/poziomu indeksu S&P 500 wraz z jego zyskiem „na akcję” (na jednostkę indeksu) w latach 1995-2005, które narysowałem poniżej:

Jak inwestowac w akcje Nieefektywny rynek SP500

Na wykresie umieściłem sumaryczny zysk kwartalny spółek z indeksu S&P 500 liczony na jedną jednostkę indeksu, którego wartość odczytasz na prawej osi pionowej. Na lewej osi oznaczyłem poziom (cenę) indeksu S&P 500, która w badanym okresie poruszała się w przedziale 500-1550 USD. Jakich obserwacji można dokonać na bazie tego wykresu?

  • W latach 1995-1998 kwartalny zysk na jednostkę indeksu wynosił średnio 9,5 dolara i poruszał się w trendzie bocznym. Mimo to amerykańscy inwestorzy giełdowi „głosując swoimi pieniędzmi” podnieśli cenę koszyka amerykańskich akcji w postaci indeksu z 550 do 1100 dolarów amerykańskich.
  • W okresie między rokiem 1999, a 2000 raportowane zyski spółek z indeksu S&P 500 wzrosły z około 10 USD do około 12,5 USD na kwartał. Spowodowało to (lub inne czynniki) wzrost ceny jednostki S&P 500 o kolejne 500 USD, kończąc z początku 2000 roku na ponad 1500 dolarach.
  • Następnie stało się coś niedobrego, bo raportowane zyski kwartalne spółek z indeksu spadły z kilkunastu do 5 dolarów, wracając do starych poziomów dopiero w 2003 roku. W tym czasie indeks S&P 500 stracił ponad 50% swojej wartości, wracając do poziomu 800 USD.
  • Czas na najważniejszą obserwację. Choć w roku 2004 i 2005 amerykańskie spółki raportowały znacznie lepsze wyniki, niż te z 2000 roku to indeks wart był wtedy około 1200 dolarów. Nie nazwałbym „efektywnym” rynku, który:
    • Raz „płaci” 1500 dolarów za kwartalny zysk na poziomie 13 dolarów.
    • Innym razem „płaci” 1200 dolarów za kwartalny zysk na poziomie 15 dolarów.
    • W latach 1995-1998 dynamicznie rośnie, mimo że spółki z indeksu praktycznie nie notują lepszych wyników finansowych.

Oczywiście powyższe obserwacje mogą być nieco wyrwane z kontekstu i same w sobie nie dowodzą pełnej nieefektywności rynków, a jedynie tego, że czasami rynki w krótkim terminie bywają kapryśne i trudne w zrozumieniu. Drugim przykładem na niepełną efektywność rynków finansowych może być bardzo „głośny” w roku 2021 boom na akcjach spółki GameStop. O tym jak szokująca w stosunku do wyników spółki była skala wzrostu cen akcji tej spółki najlepiej poświadczy poniższy wykres, na którym zestawiam kwartalny zysk netto na akcję spółki GME (prawa oś pionowa) wraz z jej ceną akcji (lewa oś pionowa):

Jak inwestować w akcje - Nieefektywny rynek GME

Obserwując przebieg pomarańczowego wykresu, czyli kwartalnego zysku na akcję (EPS) amerykańskiej spółki GameStop, już na pierwszy rzut oka widzimy jak cykliczne były i są jej wyniki finansowe. GameStop zwykł zarabiać o wiele więcej w czwartym kwartale każdego roku, co po zsumowaniu dawało w latach 2009-2017 łączny wynik finansowy na poziomie średnio 3,5 USD rocznie na akcję. W tamtym czasie akcje spółki notowane były w przedziale 16-54 dolarów amerykańskich, ale w roku 2018 spółka zaczęła notować notoryczne straty, sprowadzając cenę swoich akcji do nawet 2,5 dolara, czyli mniej niż raptem kilka lat temu spółka potrafiła zarobić w ciągu roku. Ale ciężko się temu dziwić skoro spółka zaczęła generować tak pokaźne straty, stając się bliższa upadłości niż długoterminowego sukcesu na giełdzie.

I wtedy stało się coś dziwnego, bo masy drobnych inwestorów „skrzyknęły się”, by wspólnie „pokonać fundusze hedgingowe” poprzez sztuczne zawyżenie ceny akcji spółki do niespotykanych dotąd poziomów. Ciężko w to uwierzyć, ale w samym styczniu 2021 roku cena akcji oscylowała między 17, a 483 dolarami, a działo się to bez widocznej poprawy wyników spółki, która w skali roku jest ciągle na księgowej stracie, czyli nie zarabia ona pieniędzy.

To kolejny dowód anegdotyczny przeciwko hipotezie efektywnego rynku, która w wersji słabej w dużej mierze „działa”, ale niezwykle często ruchy mas inwestorów nie są ani przewidywalne, ani logiczne, więc ciężko jest doszukiwać się w praktyce dowodów na jej działanie. Powyższe sprawia, że doświadczony i opanowany inwestor ma szansę skorzystania z euforii lub paniki w celu „pokonania rynku”, co jest możliwe zarówno w krótkim, jak i w bardzo długim terminie. Potrzebne będzie jedynie trochę przygotowania, dyscypliny i ogromna doza pokory wobec rynku, który równie często nagrodzi inwestora, jak „da mu po łapach”, przypominając, że nikt nie jest nieomylny i wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

Czy są metody umożliwiające pokonanie rynku?

Po podzieleniu się z Tobą wątpliwościami dotyczącymi prawidłowości i skuteczność hipotezy efektywnego rynku chciałbym przyznać, że dla większości inwestorów indywidualnych mimo wszystko inwestowanie pasywne będzie najbezpieczniejszym sposobem na pomnażanie pieniędzy. Skoro pokonywanie rynku jest możliwe, a po pewnym przygotowaniu może być ono nawet proste, to dlaczego tak niewielu inwestorom się to udaje?

Powtarzając za Warrenem Buffetem: odpowiedzią jest brak dyscypliny i opanowania, które zwykle zdobywa się wraz z doświadczeniem. Różnicą między inwestorem osiągającym sukcesy a tym, który odnosi porażki, jest zatem brak umiejętności kontroli nad emocjami, którą osiągnąć można jedynie za pomocą konkretnej strategii i trzymania się jej niezależnie od sytuacji. Metody na pokonanie rynku zazwyczaj opierają się na jednym z poniższych:

  • Kupowanie akcji spółek, które są w niełasce, przez co da się je kupić taniej od ich wartości wewnętrznej (cokolwiek ona znaczy, poruszymy ten temat bardziej wyczerpująco w czwartej części cyklu, czyli w „Akcje (4/10) – Jak znaleźć dobrą i tanią spółkę? Inwestowanie w wartość„).
  • Kupowanie akcji spółek, które stale poprawiają swoje wyniki finansowe.
  • Kupowanie (niezależnie od ceny) akcji spółek we wczesnej fazie rozwoju, które mają potencjał do eksponencjalnego wzrostu w przyszłości. Ten i powyższy temat poruszymy w piątej części tej serii, czyli w „Akcje (5/10) – Jak szukać spółek z potencjałem? Inwestowanie we wzrost„.
  • Aktywny handel z dźwignią, często bazujący na historycznych ruchach cen akcji/indeksów oraz na obserwacjach zachowań i emocji innych inwestorów na rynku. Powyższe zwane jest również „tradingiem” lub spekulacją, od której nowicjuszy (słusznie) odstraszają noty brokerów o „80/90% inwestorów indywidualnych, którzy na handlu instrumentami z dźwignią na giełdzie tracą pieniądze”.

Nie każda z powyższych daje gwarancję sukcesu, ale sama obecność konkretnej i zdefiniowanej strategii daje inwestorowi większą szansę na skuteczne opanowanie swoich emocji i pobijanie indeksu, zwanego też „rynkiem”. W inwestowaniu aktywnym chodzi nie o to, by być lepszym od średniego inwestora, a o tym, by być lepszym od połowy kapitału obecnego na giełdzie, a więc „pobijać” zdecydowaną większość inwestorów indywidualnych i część większych inwestorów instytucjonalnych, mimo że dysponują oni większymi zasobami od giełdowej „drobnicy”. Jak zatem zabrać się za inwestowanie w akcje spółek giełdowych w sposób uporządkowany i możliwie najbardziej kontrolowany?

Jak inwestować w akcje?

Jako że mamy przed sobą jeszcze 9 części serii, a ja w obecnej chwili czuję się jak osoba mająca do przebiegnięcia blogowy ultramaraton, to aby pierwsza część serii była kompletna, postanowiłem zostawić tu kilka ogólnych rad dotyczących inwestowania w akcje. Część czytelników może stwierdzić, że osoba relatywnie młoda z bądź co bądź ograniczonym, bo 10-letnim doświadczeniem na giełdzie, może nie posiadać wystarczającej wiedzy, by rozsądnie odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule wpisu. Mimo to chciałbym przedstawić Ci najprostsze i najbardziej oczywiste rady na temat tego jak inwestować w akcje, by początek serii o akcjach na moim blogu był tak kompletny jak to tylko możliwe, przecierając drogę dla kolejnych wpisów należących do tego cyklu.

Wybór i prowadzenie konta maklerskiego

Według mnie wszystko zaczyna się od świadomego wyboru konta maklerskiego do inwestowania. Oto kryteria, którymi kierowałbym się gdybym miał dopiero zacząć inwestować na giełdzie:

  • Zasięg inwestycyjny, czyli dostępność rynków i instrumentów finansowych to absolutna podstawa skutecznego inwestowania. W idealnym świecie każdy z nas miałby dostęp do wszystkich giełd świata, ale w praktyce większości osób wystarczą polskie spółki i zagraniczne fundusze ETF. Inwestorzy aktywni mogą zainteresować się kontami u zagranicznych brokerów, którzy zwyczajowo umożliwiają inwestowanie w akcje spółek zagranicznych, co jest w dzisiejszych czasach łatwiejsze niż kiedykolwiek, a jedyną „przeszkodą” może być kłopotliwe rozliczenie podatkowe takiego handlu, które opisałem we wpisie „Jak rozliczyć podatek z giełdy? Wszystko o PIT-38 i PIT-8C„.
  • Koszty transakcyjne i opłaty bieżące. Należy dobierać konto maklerskie tak, aby prowizje transakcyjne były jak najniższe dla instrumentów finansowych i rynków, na których zamierzamy inwestować. Obecnie do samej polskiej giełdy najtańsze będzie konto w domu maklerskim BPS, a do giełd zagranicznych konto maklerskie w XTB. Jeśli interesuje Cię konto maklerskie IKE lub IKZE z możliwością inwestowania w akcje spółek zagranicznych możesz rozpatrzyć konto w BM mBanku, lub konto w DM BOŚ (BOSSA).
  • Prostota obsługi interfejsu i rozliczania podatkowego. Dla mnie powyższe jest drugorzędne, ale niektórzy mogą preferować zagranicznych brokerów ze względu na bardziej nowoczesne interfejsy graficzne, a inni polskich maklerów ze względu na uproszczony sposób rozliczenia podatkowego. Wybieraj według uznania, będąc świadomym plusów i minusów każdego z rozwiązań.
  • Bezpieczeństwo środków, które oferuje większość tradycyjnych domów i biur maklerskich, ale już niekoniecznie nowoczesne fintechy. Zanim założysz pierwsze konto maklerskie, upewnij się, że prawa do akcji i obligacji będą należeć do Ciebie lub Twojego maklera (jeśli inwestuje przez proxy w postaci innego biura lub domu maklerskiego z zagranicy). Niektórzy (zrozumiale) mogą też preferować podmioty polskie ponad podmioty zagraniczne z uwagi na potencjalnie prostsze „dochodzenie swego” na drodze sądowej z firmami rezydującymi w Polsce (choć znając skuteczność naszego wymiaru sprawiedliwości, nie jest to dla mnie takie oczywiste).

Poza wyborem odpowiedniego konta maklerskiego konieczne będzie również zrozumienie kwestii podatkowych związanych z inwestowaniem.

Szukasz taniego konta maklerskiego?

Chcesz założyć IKE/IKZE z szeroką ofertą ETF-ów?

A może wolisz amerykańskie ETF-y?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Zrozumienie kwestii podatkowych

W inwestowaniu w akcje pomocne okaże się zrozumienie obliczania i rozliczania wyników inwestycyjnych, które opisałem we wpisie „Jak rozliczyć podatek z giełdy? Wszystko o PIT-38 i PIT-8C„. Bardzo zyskownym może się w długim terminie okazać korzystanie z kont IKE i/lub IKZE, które w Polsce można prowadzić również w formie kont maklerskich. Same konta opisałem we wpisach „Rachunki maklerskie IKE i IKZE. Jak założyć. Który wybrać?” oraz „Jak wypłacić pieniądze z IKE i IKZE? Wypłata, zwrot i częściowy zwrot„, a korzystaniem z nich powinien zainteresować się każdy poważnie myślący o rozpoczęciu inwestowania w akcje spółek giełdowych.

IKE i IKZE są w tej chwili najlepszą tarczą podatkową dla inwestora, a nie korzystanie z nich nazwałbym co najmniej nierozsądnym. Nie działają na mnie też argumenty w rodzaju „a co jeśli rząd targnie się na nasze pieniądze?”, które prościej zaaplikować do zwykłych lokat i depozytów niż do prywatnego konta maklerskiego, niezależnie czy w postaci IKE, czy „tradycyjnego”. Warto uświadomić sobie, że w dzisiejszych czasach rządy same drukują pieniądze, które „pożyczają” od banków centralnych i innych instytucji państwowych, więc nie widzę konieczności zajmowania rachunków bankowych (a już w ogóle kont maklerskich) tak długo jak sami jesteśmy emitentem własnej waluty.

Nauka metod analizy spółek

Gdy już wykorzystamy preferencje podatkowe kont IKE i IKZE oraz wybierzemy najtańszego możliwego brokera z odpowiednim dla nas „zasięgiem inwestycyjnym” nadejdzie pora na naukę analizy sprawozdań finansowych lub „czytania z wykresów” spółek giełdowych. Opisałem je w ramach pierwszej serii, którą opublikowałem na blogu, a dokładniej we wpisie „Inwestycyjny wstęp (5/6) – Metody analizy papierów wartościowych„, który będzie świetną rozgrzewką przed kolejnymi częściami tej serii, w których opiszę analizę fundamentalną zarówno w teorii jak i w praktyce.

W telegraficznym skrócie: w „Inwestycyjnym wstępie” wspomniałem o trzech analizach: technicznej, fundamentalnej i makroekonomicznej i choć sam korzystam tylko z drugiej i trzeciej, to polecam każdemu zapoznać się przynajmniej z podstawami każdej z nich. Analizę fundamentalną „przerobimy” w trybie uproszczonym w kolejnych kilku częściach serii, więc nie wymaga ona tu dalszego komentarza. Poza nauką wybranej metody lub metod analizy papierów wartościowych warto obrać i trzymać się konkretnej strategii, która w inwestowaniu aktywnym jest przynajmniej tak samo ważna jak przy inwestowaniu pasywnym.

Zbudowanie własnej strategii

Pod pojęciem „strategii” w inwestowaniu mam na myśli szereg zasad dotyczących kupowania i sprzedaży spółek ze swojego portfela. Nie ma nic gorszego niż inwestor giełdowy, który nie rozumie, dlaczego dokonał zakupu akcji konkretnej spółki i nie wie, czy i kiedy powinien je sprzedać. Taką osobę porównałbym do zagubionego w gęstym lesie harcerza, który bez źródła światła próbuje się z niego w środku nocy wydostać. Istnieje możliwość, że mu się to uda, ale wielokrotne powtarzanie tego wyczynu bez odpowiedniego sprzętu i/lub poznania otoczenia uważam za mało prawdopodobne i podobnie jest z inwestowaniem w akcje spółek „w ciemno” i bez zestawu kryteriów i zasad.

Moja własna strategia giełdowa opiera się na dwóch filarach, które w szczególe opiszę w częściach 4, 5, 6 oraz 7 i 8 cyklu. Na wysokim poziomie chodzi o metodę doboru spółek do portfela (części 4, 5 i 6) oraz na odpowiednim zarządzaniu ich proporcjami i ustalaniu także kryteriów sprzedaży (patrz: wpisy „Akcje (7/10) – Jak zbudować portfel oparty na akcjach?” i „Akcje (8/10) – Jak prowadzić portfel akcyjny? Jak kupować i kiedy sprzedawać spółki„). Uważam, że bez ustalenia i zautomatyzowania lub wyrobienia silnych nawyków dotyczących obydwu, życie inwestora aktywnego skazane jest na odczuwanie „giełdowej niesprawiedliwości”.

Żywot takiego inwestora porównałbym do huśtania się na wahadle pomiędzy euforią i paniką, czego sam uczę się od lat unikać poprzez obserwację i coraz lepsze zrozumienie rynków i emocji innych uczestników rynku. Ale w skutecznym inwestowaniu – poza rozumieniem pobudek innych ludzi – należy zrozumieć i opanować także (a nawet przede wszystkim) swoje emocje. Najprościej można tego dokonać poprzez nie rzucanie się na głęboką wodę i prowadzenie portfela półpasywnego, półaktywnego, który zaraz przedstawię.

Zrozumienie, że nie trzeba inwestować tylko w akcje

„Ekstremiści” inwestowania pasywnego zalecają często inwestowanie w same indeksy, a fani inwestowania aktywnego inwestują jedynie w spółki giełdowe, uznając wybór indeksów jako porażkę i przyznanie, że nie są w stanie wygrać ze średnią. W serii o akcjach, a zwłaszcza w częściach 7 i 8, w których omówimy budowę portfela opartego na samodzielnie wybranych akcjach, chciałbym zaprezentować Ci alternatywę w postaci mieszania szerokich indeksów z samodzielnie wybranymi akcjami spółek. Zbliży to Twój wynik do indeksów, uspokoi i da dużo czasu na spokojną naukę selekcjonowania konkretnych spółek, jeśli oczywiście będziesz mieć na to ochotę, ambicje i czas, bo bez tych trzech atrybutów raczej nie ma sensu „przeskakiwać” z indeksowych ETF-ów na akcje.

Każdy zainteresowany akcjami inwestor powinien znaleźć czas na naukę, która często potrwa nie miesiącami, a latami, podczas których będzie on mógł korzystać z dobrodziejstw giełdy, wybierając szerokie indeksy i nie przejmując się skutecznością swojego „aktywnego” działania. Z drugiej strony, nic nie broni inwestorowi by wydzielił on część swojego portfela inwestycyjnego na naukę inwestowania aktywnego i powolne tworzenie części akcyjnej portfela, tak jak zrobiłem to w przykładzie przedstawionym na diagramie poniżej:

Jak inwestowac w akcje Akcje jako czesc portfela

Tak jak część akcyjna może zawierać zarówno samodzielnie wybrane akcje spółek, jak i fundusze ETF na szerokie indeksy, tak część obligacyjna może mieć własnoręcznie wybrane i kupione papiery dłużne, oraz ETF-y, które posiadają obligacje w portfelu. Zachęcam do spojrzenia na podobny portfel mieszany jako okazję do nauki, a nie porażkę inwestora aktywnego, który „idzie na łatwiznę”, inwestując również w indeksy. Zadziwia mnie i zaskakuje, jak wielu inwestorów podchodzi do tematu inwestowania w akcje jak do takiego „albo – albo”, gdzie jedynymi dwoma wariantami są inwestowanie w wybrane spółki oraz inwestowanie w szerokie indeksy.

Takie podejście znacząco ogranicza nasze pole widzenia, horyzont inwestycyjny oraz blokuje możliwość nauki bardziej złożonego inwestowania aktywnego. Inwestor, który od razu rzuca się na głęboką wodę, próbując zbudować portfel złożony z samych akcji, bardzo często podda się po pierwszej większej stracie, nigdy już nie wracając do inwestowania na giełdzie. A szkoda, bo giełda oferuje (cierpliwym) dużo możliwości, ale tylko tak długo jak opanują oni swoje emocje. A skoro już przy emocjach jesteśmy, to warto zaobserwować kilka niezwykle ludzkich, ale też bardzo niepożądanych typów zachowań, przed którymi powinien chronić sam siebie każdy mało doświadczony, ale świadomy ich obecności inwestor.

Najważniejsze: opanowanie emocji

Niezależnie czy dopiero zaczynasz, czy od lat inwestujesz na giełdzie, tak długo jak posiadasz dostęp do internetu i – poza blogami – czytujesz fora i grupy o profilu inwestycyjno-giełdowym, to z pewnością spotkałeś się kiedyś z jedną z poniższych sytuacji:

  • Nieznajomy ogłasza na forum/grupie, że dana spółka ma świetlaną przyszłość? Może i warto się jej przyjrzeć, ale na pewno nie warto bezwiednie kupować jej akcje tylko dlatego, że ktoś pisze o niej w euforycznym tonie.
  • Grupa znajomych rozmawia o debiutującej na giełdzie spółce technologicznej i – mimo że wydaje im się ona bardzo droga – zamierzają wziąć udział w emisji? To nie znaczy, że też musisz to robić, więc, zamiast bezkrytycznego słuchania kolegów spróbuj dokonać własnej analizy przypadku.
  • Inwestorzy panikują, bo kwartalne wyniki spółki są gorsze od oczekiwań, więc jej kurs „leci” o 30% w dół? Usiądź i na spokojnie przeanalizuj wieloletnie przychody i zyski i zastanów się, czy nie warto jej za tę cenę kupić. Jeśli posiadasz akcje spółki, to nikt nie każe Ci od razu reagować, a już na pewno nie musisz pozbywać się jej papierów, tylko dlatego, że jesteś na minusie. Nie traktuj papierów wartościowych jak „gorącego kartofla”, a tymczasowej straty jako czegoś palącego, czego musisz się pozbyć, bo w większości sytuacji będzie to błąd, którego będziesz za kilka tygodni/miesięcy/lat żałować.

Kwestię emocji na giełdzie opisałem także we wpisie „Psychologia inwestowania, czyli jak inwestować, by nie zwariować„, który będzie świetnym uzupełnieniem pierwszej części serii o akcjach. Wraz z artykułami, do których linkowałem we wcześniejszych akapitach tego tekstu będzie to świetną rozgrzewką przed następnymi epizodami tej serii, które wydam w kolejnych tygodniach i miesiącach z małymi przerwami na regenerację (oraz by nie zanudzić osób niezainteresowanych akcjami). Pojęcie „Pani Giełdy”, która bywa kapryśna, podsuwając nam codziennie pod nos kolejne „oferty” kupna i sprzedaży akcji bardzo pomógł mi nauczyć się graniczącego ze stoicyzmem spokoju i niereagowania na każdą zmianę cen akcji z mojego portfela lub z mojej listy obserwowanych.

Tego jak inwestować w akcje nauczyło też mnie podejście Grahama/Buffeta związane z wyobrażaniem sobie, że giełda jest permanentnie zamknięta lub akcje spółki, którą posiadam w portfelu, nie są już na niej notowane. Bardzo pomocne jest zatem zapytanie siebie „czy trzymałbym akcje spółki w portfelu, wiedząc, że przez kolejne 10 lat nie będzie się dało nimi obracać na giełdzie?”. Jeśli tak to dlaczego codziennie odświeżam jej kurs notowań i szukam „po forach” informacji na jej temat? Czy naprawdę spodziewam się długoterminowego wzrostu, czy czuję, jakbym nadmiernie ryzykował, idąc po cienkiej linie do niezdefiniowanego, ale bardzo oddalonego celu? Podobne pytanie powinien sobie zadać każdy posiadacz akcji dowolnej spółki, sprawdzając swoją dojrzałość inwestycyjną. Czas na podsumowanie pierwszej części serii.

Podsumowanie

Gdybym nie uważał, że rynek da się pokonać, to we wpisach portfelowych nie przyznawałbym się do samodzielnego dobierania akcji spółek giełdowych. Gdybym jednak chciał pokonywać rynek niezależnie od wszystkiego, a nie „jedynie” osiągać założone przez siebie na stronie O blogu 10% brutto rocznie to z pewnością na całym portfelu podejmowałbym ryzyko inwestycyjne, na którego podjęcie niekoniecznie byłbym mentalnie gotowy. Jako inwestor preferuję chłodną kalkulację, redukowanie ryzyka zamiast jego zwiększania i raczej konserwatywne decyzje, które naturalnie redukują zarówno potencjał wzrostowy mojego portfela, jak i jego zmienność. „Tak już mam”, dzięki czemu nie daje się „nabrać” na tymczasowe mody, zawsze wypytując o fundamentalne i logiczne przyczyny czyjejś euforii czy rekomendacji. Bardzo mi zależy by każdy czytelnik bloga i słuchacz podcastu rozumiał powyższe przed kontynuacją lektury kolejnych części tej serii.

Wracając do wpisu: uważam, że w stu procentach spełnił on swoją rolę jako możliwie najbardziej praktyczny wstęp do serii o akcjach, który nakreślił ramy tego procesu, jednocześnie informując Ci o skali i zasięgu światowych rynków finansowych. Hipotezie efektywnego rynku chciałbym słowem zakończenia zwrócić to, że na większych światowych rynkach i w większości chwil faktycznie działa, ale wystarczą drobne odstępstwa, by zdyscyplinowany inwestor miał okazje do „nadprogramowego zarobku”, a jeśli by tak nie było, to analiza fundamentalna nigdy nie przynosiłaby dobrych rezultatów. Daj znać w komentarzach czy zdarzyło Ci się inwestować w akcje, a jeśli tak to, na którą z kolejnych części tego cyklu czekasz najbardziej i dlaczego. Jestem również bardzo ciekaw tego, czego oczekujesz od całej reszty serii, od razu zapowiadając, że będzie ona czymś zupełnie autorskim, gdzie – zamiast suchej teorii – będę prezentował konkretne i praktyczne jej zastosowania. Do zobaczenia w części drugiej, czyli Akcje (2/10) – Jak analizować akcje spółek? Podstawy analizy fundamentalnej, w której wprowadzę Cię w podstawy analizy fundamentalnej.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.6 29 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest

150 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze