scisnietyportfel

Systematyczne oszczędzanie, czyli jak nie wydać całej wypłaty

Najpierw płać sobie.

O tym jak oszczędzać pieniądze powstało na przełomie lat bardzo wiele książek, blogów i opracowań, które stawiały sobie za zadanie pomoc człowiekowi w oszczędzeniu symbolicznej „pierwszej złotówki”. Jeśli myślimy o naszych finansach poważnie i poza oszczędzeniem kilkuset złotych rocznie chcielibyśmy także zacząć inwestować, będziemy musieli dokonać kilku sporych zmian w naszych nawykach finansowych. Pierwszą z nich będzie wyrobienie w sobie nawyku systematycznego oszczędzania, polegającego na nie wydawaniu całej wypłaty. Płacenie najpierw sobie zostało dobrze opisane w krótkiej książce zatytułowanej „Najbogatszy człowiek w Babilonie„, której lekturę polecałbym każdej osobie szukającej inspiracji do długiej i krętej drogi, jaką jest systematyczne oszczędzanie.

Jeśli „najpierw płać sobie” brzmi dla Ciebie trochę dziwacznie to już śpieszę z wyjaśnieniem. Standardowym „trybem” przeciętnej osoby jest traktowanie całej swojej wypłaty jako pieniędzy, które można wydać w dowolny sposób. Paradygmat ten jednak można zmienić, traktując „siebie zarabiającego” jako pracodawcę, a „siebie wydającego” jako pracownika, który otrzyma na życie i zachcianki jedynie część pełnego wynagrodzenia. Co więcej, swoisty „podatek od wynagrodzenia” pobierany będzie nie na końcu, ale na początku każdego miesiąca w taki sposób, by upewnić się, że pieniądze zostaną oszczędzone, a nie wydane, odbierając sobie możliwość dowolnego dysponowana nimi.

To pierwszy wpis na moim blogu, a więc być może jeszcze nie znasz mojego podejścia do życia i oszczędzania, a więc chciałbym wspomnieć, że od kilku lat udaje mi się oszczędzić nawet 70% każdej wypłaty. Opisałem to szczegółowo we wpisie „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE„, a więcej informacji o moich nawykach finansowych zostawiłem na stronie o blogu. Jestem osobą bardzo oszczędną, która dodatkowo mocno skupia się na zwiększaniu swoich zarobków, ale mój sukces w oszczędzaniu zawdzięczam w 90% zasadzie, którą Ci dzisiaj przedstawię. Weź zatem kubek gorącej kawy i skup się na treści, którą Ci zaraz przekażę.

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego oszczędzanie na początku miesiąca jest skuteczniejsze niż czekanie do końca miesiąca.
  • Dlaczego niektórym wydaje się, że nie mogą więcej oszczędzić.
  • Jak zauważyć u siebie inflację stylu życia i postarać się jej zaradzić.

Czym jest systematyczne oszczędzanie?

Oszczędzanie w sposób zdyscyplinowany polega na odkładaniu „na bok” niewydanych środków z pewną, z góry ustaloną częstotliwością. Kwotę, którą oszczędzimy powinniśmy ustalić tak, by była na tyle duża, aby dało się ją tanio zainwestować oraz na tyle mała, by nie stracić kompletnie radości i satysfakcji z życia. Powiedziałbym, że w systematycznym oszczędzaniu od samej kwoty ważniejsza jest jego przewidywalność, a w czasach gdy tanio inwestuje się nawet najmniejsze kwoty nie powinno być to ani drogie, ani nadmiernie zajmujące. O prostym i tanim inwestowaniu małych kwot napisałem już we wpisie „Jak inwestować 100 złotych miesięcznie? Inwestowanie małych kwot„, a póki co przyjrzyjmy się zaletom systematycznego oszczędzania.

Co daje systematyczne oszczędzanie?

Ten wpis warto będzie zacząć od konkretnego przykładu. Przedstawiam Ci dwóch Kowalskich, z których każdy zarabia średnią krajową, czyli (obecnie) około 4800 zł brutto miesięcznie. Jako osoby zarabiające przeciętną pensje obydwaj wydają na mieszkanie i wyżywienie bardzo podobne kwoty, a swoje nadwyżki finansowe wydają na różnorakie hobby, gadżety i wydarzenia, które na diagramie poniżej opisuję jako „inne wydatki”. Aby zrozumieć subtelną różnicę między kimś oszczędzającym na początku miesiąca, a kimś, kto nie przestrzega takiej reguły wystarczy rzucić okiem na diagram poniżej:

Systematyczne oszczędzanie - najpierw płać sobie

Kowalski1 to osoba praktykująca systematyczne oszczędzanie. Przejawia się to tym, że po otrzymaniu każdej wypłaty od opłaca on siebie samego, przelewając sobie kwotę 1000 złotych na swoje konto oszczędnościowe lub maklerskie. Bardzo istotne jest to, że dzieje się to zanim Kowalski1 zacznie wydawać pieniądze, a więc zanim opłaci czynsz, rachunki i zaspokoi swoje podstawowe potrzeby. Dzięki dyscyplinie w takim zachowaniu udało mu się w ciągu kilku lat oszczędzić i zainwestować ponad 30 000 złotych, które – mądrze zainwestowane – już poddają się „magii” procentu składanego, który sprawi, że w ciągu kolejnych lat i dziesięcioleci urosną do o wiele większych rozmiarów niż ich obecne. Sąsiad patrzy na niego z zazdrością mimo, że zarabia dokładnie tyle samo co on. Dlaczego?

Co traci osoba nie oszczędzająca wcale?

W prawej części diagramu, sąsiad Kowalskiego – Kowalski2 zaczyna miesiąc z pełną pulą pieniędzy, otrzymując wynagrodzenie w wysokości 4800 złotych brutto, czyli około 3400 zł netto. Mimo to, kończy on miesiąc z kwotą oszczędności niższą o około 800 zł od swojego bardziej roztropnego sąsiada. Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego tak się dzieje? Zjawisko, które zachodzi w życiu Kowalskiego2 nazywa się „inflacją stylu życia”, gdyż wierzy on, że zwiększając swoje zarobki może pozwolić sobie na coraz to większe wydatki.

„Przecież mi się należy. To niesprawiedliwe!” – myśli Kowalski2, z zazdrością obserwując jak portfel inwestycyjny jego sąsiada z roku na rok zyskuje na wartości, w końcu płacąc mu odsetki i dywidendy. Dodam, że ani pierwszy, ani drugi Kowalski nie zarabiali 4800 zł brutto zaraz po studiach, a po drodze otrzymali po kilka podwyżek. Skoro Kowalski2 na początku kariery był w stanie przeżyć zarabiając 2400 zł brutto to czemu przy dwukrotnie wyższej wypłacie nie może sobie pozwolić na oszczędzenie nawet 500 złotych miesięcznie? Odpowiedź jest prosta: uległ bardzo częstej pokusie zwiększenia kosztów swojego życia tylko dlatego, że teraz więcej zarabia.

Czym jest inflacja stylu życia?

Inflacja stylu życia jest bardzo częstym zjawiskiem, które blokuje większości osób możliwość systematycznego oszczędzania pieniędzy. Niezależnie czy „wymusza” ją na Tobie druga połówka czy społeczeństwo, czy wynika ono z wewnętrznej pokusy, należałoby jak najszybciej pozbyć się tego fałszywego przekonania. Życie nie działa tak, że każdy wzrost zarobków musi wiązać się z równorzędnym wzrostem wydatków, a po otrzymaniu podwyżki można świadomie zdecydować, że część „nadwyżki” pójdzie od teraz na oszczędności, a kolejna część będzie nagrodą, którą sobie zafundujemy, wydając ją w dowolny sposób.

Istnieją różne sposoby na wykonanie takiego planu, ale ja sam starałem się zawsze „pozwalać sobie” na wydanie co najwyżej 50% różnicy między nową, a starą pensją, dzięki czemu efektywnie odkąd w 2013 roku rozpocząłem swoją pracę na etacie, z każdą podwyżką oszczędzałem i inwestowałem coraz więcej pieniędzy. Potrafię wczuć się w sytuacje kogoś, kto nie umie (jeszcze) „nie wydać” całej wypłaty, wszak czuje się jakby to właśnie on na nią ciężko zapracował. To zupełnie normalne, ale czy naprawdę trzeba zwiększać wydatki proporcjonalnie ze zwiększaniem przychodów? Zakładam, że nie.

Czy łatwo jest „nie wydać” nadwyżki między swoimi zarobkami, a podstawowymi wydatkami na życie? Owszem, ale tylko jeśli nie odczujesz, że ją w ogóle masz, czyli wtedy gdy od razu przelejesz ją na swoje konto oszczędnościowe lub inwestycyjny rachunek maklerski. Stąd właśnie wzięła się prosta zasada brzmiąca „najpierw płać sobie”, którą nie bez sukcesów stosuję od lat. Co dało mi systematyczne oszczędzanie? Przede wszystkim wolność wyboru, bo w chwili gdy piszę te słowa oszczędziłem wystarczająco dużo pieniędzy, by spokojnie przeżyć bez pracy przynajmniej kilka lat. Jeśli zmotywowało Cię to do rozpoczęcia oszczędzania to dobrze, bo na moim blogu znajdziesz mnóstwo artykułów o tym co zrobić z odłożonymi pieniędzmi (patrz: kategoria inwestowanie oraz strona zacznij tutaj), a póki co chciałbym ostrzec Cię przed staniem się osobą „pseudo oszczędną”.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Nie bądź osobą pseudo oszczędną

Pomiędzy prawdziwym, długoterminowym i rozsądnym oszczędzaniem bez wyrzeczeń, a odkładaniem zbyt mało lub zbyt dużo pieniędzy jest tylko cienka granica. Bardzo wiele osób albo przesadza z oszczędzaniem, albo robi to w sposób zbyt asekuracyjny, odbierając sobie radość życia lub kompletnie bojkotując swoje możliwości oszczędnościowe. W tym rozdziale pokażę Ci tzw. typy „pseudo oszczędne”, z których jeden będzie z oszczędzaniem przesadzał, a drugi zrobi to tak zachowawczo, że nie będzie żadnej różnicy czy robiłby to przed pokryciem wydatków, czy już po nich.

Dlaczego nie warto oszczędzać za dużo?

Chciałbym tutaj przedstawić dwa „alternatywne warianty” Kowalskiego1, które choć oszczędzają na początku miesiąca, czyli przed wydaniem złotówki na cokolwiek, to jednak robią to niewłaściwie. Na czym polega ich błąd? Zacznijmy od prostszego przypadku, czyli od osoby, która ustaliła sobie, że spróbuje oszczędzić większość swojej wypłaty netto, zupełnie rezygnując z jakichkolwiek przyjemności życia. Taki asceta to osoba ekstremalnie oszczędna, która w ciągu miesiąca zarabia 3400 złotych, z których aż 2000 od razu odkłada na bok.

Czy takie podejście da się utrzymać przez długi czas? Zapewne tak, ale warto zapytać siebie o koszt emocjonalny odkładania prawie każdego zarobionego grosza przy niskich wydatkach. Zupełnie czym innym jest według mnie oszczędzanie 70% wypłaty, gdy zarabia się 15 000 zł netto miesięcznie, a czym innym oszczędzanie 70% wypłaty przy zarobkach ledwo przekraczających 3400 złotych netto miesięcznie. Uważam, że dla dobra zdrowia psychicznego swojego i swojej rodziny należy jest żyć na poziomie na tyle godnym, na ile pozwala nam nasze wynagrodzenie, a redukować wydatki na „zbędne pierdoły”, czymkolwiek te mogą dla Ciebie być. Schemat działania „ekstremalnie oszczędzającego przedstawiłem po lewej stronie diagramu poniżej:

Systematyczne oszczędzanie - jak oszczędzać pieniądze

Problem z „ekstremalnym” jest taki, że zamiast sukcesywnie starać się powiększyć swoje zarobki (o tym jak to zrobić przeczytasz w ramach kategorii zarabianie), obniża on koszty życia zbyt drastycznie, kompletnie rezygnując z jego dobrodziejstw. Jesteśmy ludźmi, więc każdy z nas chcę coś mieć z każdej otrzymanej wypłaty coś dla siebie, więc absolutnie nie polecałbym ciąć swoich wydatków tak jak robi to ekstremalnie oszczędny. Nienaturalnym zatem jest założenie, że od 20 do 65 roku życia będziesz żyć (uwzględniając inflację) za tą samą kwotę miesięcznie, nie tracąc zapału do pracy ani do życia.

Choć osobiście znam osoby, które na co dzień praktykują coś podobnego, ale według mnie nie jest to podejście zrównoważone i prędzej czy później odbije się to na oszczędzających. Zwykle w pewnym momencie swojego życia osoba oszczędzająca w sposób ekstremalny poczuje nagłą potrzebę „odbicia sobie” tych wszystkich lat zaciskania pasa i – przykładowo – zakupi auto za 200 tysięcy złotych lub więcej, przy okazji zerując swoje wieloletnie konto oszczędnościowe. Moim zdaniem w oszczędzaniu pieniędzy nie chodzi tylko o to, by w końcu móc wydać całą zgromadzoną kwotę, a o to by zabezpieczyć przyszłość swoją i swoich bliskich, w długim terminie budując sobie zupełnie pasywne źródło przychodu w postaci portfela akcji, ETF-ów i obligacji. Więcej o ustalaniu celu oszczędnościowego przeczytasz w kolejnym wpisie, a póki co przyjrzyjmy się bliżej drugiemu typowi pseudo-oszczędnemu.

Dlaczego nie należy bać się oszczędzania?

Drugą kategorią osób, które zaliczam do „pseudo oszczędnych” jest tzw. asekurant oszczędnościowy. Nadmiernie asekuracyjny oszczędzający wprawdzie decyduje się oszczędzać z początkiem każdego miesiąca, ale oszczędza na tyle niewiele, że pozostawia sobie na wydatki na tyle dużo, że zawsze ulega pokusie, by i tak wszystko wydać. Asekurant oszczędnościowy to osoba, która dużo mówi, a nawet chwali się swojej rodzinie i znajomym, że sporo oszczędza, w praktyce odkładając 100 lub 200 złotych z każdych zarobionych 4 czy 5 tysięcy złotych, czyli o wiele mniej niż mogłaby.

Podobne podejście przedstawiłem po prawej stronie diagramu powyżej. Podobieństwo do Kowalskiego1 jest uderzające, z tą różnicą, że zamiast 1000 zł, odkłada on z początku miesiąca jedynie 200 zł, uznając, że przy większej oszczędności budżet może mu się nie dopiąć. Jak w każdej samospełniającej się przepowiedni: budżet oszczędnościowego asekuranta istotnie nie dopina się, nie pozwalając mu na odłożenie ani złotówki więcej niż zrobił to na początku miesiąca. Jaki jest efekt? Identyczny jak u Kowalskiego2, czyli trwająca w najlepsze inflacja stylu życia i możliwość oszczędzenia jedynie 200 zł z wypłaty, która pozwoliłaby na zaoszczędzenie o wiele więcej. Spróbujmy teraz wspólnie zdiagnozować problem takiej osoby.

Jak nie bać się oszczędzania pieniędzy?

Na czym może polegać problem asekuranta oszczędnościowego? Czy taka osoba faktycznie nie potrafi podołać systematycznemu oszczędzaniu, zostawiając sobie zbyt duże środki w obawie, że nie przeżyje do końca miesiąca? Nawet jeśli obawa jest słuszna to w długim terminie taka bezsilność w zapłaceniu sobie na początku miesiąca sprawi, że nie uda jej się zbyt wiele oszczędzić. Paradoksalnie, postawa asekurancka w oszczędzaniu sprawi, że będziemy nie bardziej, zaś mniej bezpieczni i nigdy nie zbudujemy wystarczającego zabezpieczenia finansowego na ciężkie czasy.

O tak zwanej poduszce finansowej pisałem już w artykule „Cała prawda o poduszce finansowej, czyli jak ułatwić sobie inwestowanie„, ale chciałbym krótko omówić jej temat też tutaj. Osoba, która oszczędza na początku miesiąca zbyt mało będzie budować swoją poduszkę bezpieczeństwa nie kilka, a kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy, sprawiając, że trudna sytuacja życiowa może zaskoczyć ją bardziej niż sytuacja, w której w danym miesiącu kończą się środki do życia.

Osobie o podejściu asekuranckim polecałbym stopniowo „testować” swoje zdolności oszczędnościowe, comiesięcznie oszczędzając np. o 50 złotych więcej aż do momentu, gdy dojdziemy do naszego maksimum i faktycznie zabraknie nam środków do życia. Ekstremalne? Być może, ale przypominam, że w razie czego mamy zabezpieczenie finansowe w postaci lokaty lub obligacji. Na sam koniec wpisu chciałbym zostawić kilka przemyśleń na temat inflacji stylu życia, która według mnie jest największym wrogiem systematycznego oszczędzania pieniędzy.

Jak unikać inflacji stylu życia?

Postawa asekuranta jednoznacznie udowadnia, że Kowalski1 postępuje rozsądnie i dzięki oszczędzeniu około 30% swojej wypłaty na początku miesiąca nie dość, że dynamicznie zwiększa swoje inwestycje to spokojnie może sobie pozwolić na odrobinę rozrywki w życiu. Rosnące oszczędności i odsetki, które z nich otrzymuje są dla mnie największym motywatorem do zwiększania swoich zarobków, które pozwalają mi oszczędzić i zainwestować więcej, sprawiając, że z czasem będę mógł zrezygnować z pracy zadowowej, robiąc to, na co będę miał ochotę (czyli pewnie też pracował, ale np. edukując naszych rodaków w dziedzinie inwestowania).

Jak udało mi się nie „zachorować” na inflację stylu życia? Początkowo było to bardzo trudne, bo gdy nagle zaczyna się zarabiać tyle, że poza przeżyciem można postawić sobie z każdej pensji fajny gadżet lub weekendowy wypad samolotem w ciepłe miejsce, naprawdę ciężko jest kontrolować swoje wydatki. Po dziś dzień nie znalazłem prostszej i skuteczniejszej metody na systematyczne oszczędzanie niż płacenie samemu sobie, które pozwala mi nigdy nie wydać całych otrzymanych od pracodawcy pieniędzy.

Czy w Polsce da się oszczędzać?

Na sam koniec chciałbym się trochę „przyczepić” do własnego tekstu. Artykuł, który właśnie czytasz przedstawia czterech Polaków, z których każdy zarabia średnią krajową (~ 4800 zł brutto), ale w rzeczywistości nie byłoby to takie łatwe. Według danych GUS z 2017 mediana czyli środkowa pensja jest ok. 20% niższa od średniej krajowej, co oznacza mniej więcej tyle, że tylko co trzeci Polak może pochwalić się zarobkami bliskimi średniej krajowej.

Jak to się ma do wpisu? Oznacza to, że w chwili gdy piszę ten wpis około 50% Polaków zarabia mniej niż 3840 zł brutto miesięcznie, a więc prawdopodobnie nie mogłoby sobie pozwolić na odłożenie 1000 złotych na inwestycje miesięcznie. Jak zatem oszczędzać zarabiając mniej niż przedstawione tu 4 postacie? Przede wszystkim uświadom sobie, że Twoja sytuacja materialna zależy wyłącznie od Ciebie i staraj się pracować nad jej poprawą, np. poprzez wynegocjowanie wyższej stawki w swojej obecnej pracy. O tym jak do tego podejść napisałem we wpisie „Jak skutecznie negocjować podwyżkę? Instrukcja krok po kroku” z opisem metody dzięki której otrzymałem awans lub podwyżkę ponad pięciokrotnie w mojej niespełna 7-letniej karierze zawodowej.

Podsumowanie

Napiszę żartobliwie, że jak na pierwszy wpis na blogu „udało mi się” przemycić tu sporą dawkę motywacji i pewnego rodzaju „coachingu”, którego pewnie nie znajdziesz równie dużo w kolejnych wpisach, z których większość będzie bardziej techniczna. Sednem i myślą przewodnią wpisu było to, że oszczędzanie może być prostsze niż myślisz jeśli zrobisz to zanim Twoje palce „poczują” zarobione pieniądze i jeśli dobrze ustalisz sobie pułap oszczędnościowy. O tym ile mniej więcej warto mieć zaoszczędzone w każdym momencie życia napisałem we wpisie „Ile powinieneś mieć pieniędzy w zależności od wieku?„, ale nie sugeruj się tym zanadto, bo opowiada on o ludziach, którzy wcześnie zaczęli oszczędzać pieniądze.

Przez całe swoje ponad 30-letnie życie skupiałem się przede wszystkim na zwiększeniu zarobków, a nie cięciu wszelakich wydatków, więc taki sposób oszczędzania preferuję i będę w kolejnych wpisach propagował. Na samym początku sugeruję Ci oszczędzenie nawet 50 czy 100 złotych miesięcznie, by wyrobić w sobie odpowiedni nawyk i żelazną dyscyplinę w trzymaniu się go. Jesteśmy istotami opierającymi swoje działania głównie na wyuczonych nawykach, więc po kilku miesiącach systematycznego oszczędzania z pewnością zobaczysz o ile prostsze i bardziej powtarzalne stanie się Twoje odkładanie pieniędzy „do skarbonki” (lub na inwestycje). Powodzenia i do zobaczenia w następnym wpisie!

Zapisz się do mojego newslettera:

.
4.8 14 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Marcin

Cześć Mateusz,
 
przeczytałem kilka Twoich artykułów – naprawdę na poziomie.
Także teraz zabieram się za metodyczne zapoznanie się z każdym 🙂
 
Pozdrawiam serdecznie,
Marcin

Eliza

Hej Mateusz może rzeczywiście warto wrócić do najwcześniejszych wpisów, rozbudować je i nagrać podcasty. Cykl o oszczędzaniu ma spory potencjał. Pytanie tylko jak pogodzić pisanie aktualnych z uzupełnieniem starszych i pracą zawodową

Eliza

Myślę że to jest bardzo słuszna koncepcja. Poddaję jeszcze pomysł rozbudowania cyklu o IKE/IKZE najlepiej do sześciu części. Sześć odcinków to wg mnie idealny 'rozmiar’ żeby omówić dosłownie każdy aspekt danego tematu. Btw Twój cykl o ETFach jest genialny i najlepszy na Twoim blogu.

Eliza

Dodam jeszcze że cykl o obligacjach również zapowiada się na przebój bloga 😊

Adrian Luli

Plusik za artykuł 🙂

Dymitr

Cześć,
Trafiłem na Twój blog z innego bloga, dzięki serii artykułów o ETF, z nich właśnie zacząłem. Po przeczytaniu artykułów o FIRE oraz przejrzeniu spisu treści stwierdziłem, że mamy bardzo podobne cele, więc zaczynam czytać od początku.
Pozdrawiam
Dymitr

Kucharz

Mateuszu, ja także, jak kolega powyżej, trafiłem do Ciebie z innego bloga wprost do serii o ETF i… tak już zostałem 🙂 Po zapoznaniu się z kilkoma wpisami i podcastami także z innych serii pomyślałem, że chętnie sprawdzę, co tam tworzyłeś w początkach Inwestomatu. Faktycznie jest różnica w długości tekstu, co potraktowałem jako miłą odmianę 😉 Przechodzę do kolejnego wpisu, bo dzięki wiedzy, którą dzięki Tobie nabyłem o ETF, nie ma bata, żebym z Inwestomatu zrezygnował.
Pozdrawiam.