Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?

Inwestowanie w krótkim terminie.

Wśród czytelników i słuchaczy mojego bloga pytania o inwestowanie krótkoterminowe padają równie często, co pytania o lokowanie gotówki w długim terminie. Wcale mnie to nie dziwi, bo choć sam jestem inwestorem długoterminowym to potrafię zrozumieć frustrację osób, które w ostatnich latach trzymały środki na lokatach, które z dnia na dzień przestały cokolwiek płacić. W tym wpisie znajdziesz informacje o tym jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata, czyli o tym jak zastąpić lokatę bankową, by w krótkim terminie nie tylko bezpiecznie przechować środki, ale i trochę zyskać. Pierwszą zasadą inwestora krótkoterminowego jest trzymanie się z dala od akcji. Zaskoczony? O podstawach inwestowania w akcje pisałem we wpisie „Co to są akcje i jak działają? Wyjaśnienie akcji giełdowych„, ale w skrócie można powiedzieć, że ich posiadanie zapewnia akcjonariuszowi małą cegiełkę w majątku spółki.

Gdzie zatem leży problem z inwestycją krótkoterminową w akcje giełdowe? Firmy mają to do siebie, że w zależności od koniunktury radzą sobie różnie, a więc ceny ich akcji na giełdzie bywają bardzo zmienne (nawet 50% i więcej w ciągu jednego roku!), więc kompletnie nie nadają się do inwestycji krótkoterminowej. O wiele lepsze w tym celu okażą się obligacje, za pomocą których pożyczysz państwu lub spółce na określony termin pieniądze. Zazwyczaj warunki takiej umowy są tym lepsze, im wyższe jest ryzyko bankructwa emitenta, czyli kraju lub firmy, która pożycza pieniądze. To właśnie je omówimy po tym jak „rozprawimy się” z marną ofertą lokat bankowych. Na dokładkę wspomnimy też o modnych i propagowanych przez wielu ekspertów kruszcach i surowcach, które niekoniecznie okażą się dobrą inwestycją krótkoterminową. Miłej lektury!

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Które aktywa dają dobry potencjał do bezpiecznego przechowania środków (w polskim złotym) w krótkim terminie.
  • Dlaczego akcje zupełnie nie nadają się do inwestowania w okresie 1-3 lat.
  • Czy kruszce i surowce przechowują wartość również w krótkim okresie.
  • Jak ponadczasowo i mądrze zabezpieczyć wartość swojej gotówki.

W co bezpiecznie lokować środki?

Choć istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że inwestując swoje środki na 2-3 lata w akcje byś zyskał to radzę inwestorom krótkoterminowym trzymać się od nich z daleka. Niezależnie czy chcesz ulokować środki na 3, 6, 12, czy 24 miesiące, Twoim podstawowym celem powinna być bezpieczna ochrona środków, a nie maksymalizacja zysku. Zakładam, że skoro zainteresował Cię ten wpis to zbierasz pieniądze na coś konkretnego i w przeciwieństwie do inwestora długoterminowego nie masz czasu, ani ochoty na zamrażanie swoich środków aż do emerytury.

Pierwszą uniwersalną prawdą, którą przedstawię w tym wpisie jest „w krótkim terminie trzymaj się z dala od akcji”. Powiem więcej: jeśli jakikolwiek bloger, czy publicysta finansowy doradzi Ci inwestycję w akcje lub fundusze akcji w odpowiedzi na pytanie „jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?” to czym prędzej zrezygnuj z dalszej lektury. Dlaczego tak uważam? Ponieważ mimo przeważającej liczby lat zyskownych, historycznie zbyt wiele z nich przynosiło straty, a więc wystarczy odrobina pecha, by zamiast trochę zarobić, stracić sporą część swoich środków. Zademonstruję to na przykładzie.

W krótkim terminie z dala od akcji

Akcje to instrumenty finansowe dla cierpliwych, a moje najbardziej zyskowne pozycje to zwykle te, które trzymam otwarte od najdłuższego czasu. Na giełdzie akcji są różne okresy, z czego zdecydowana większość jest zyskowna, co sprawia, że akcje polecane są jako rdzeń portfela inwestora długoterminowego. Istotnie, niezależnie od momentu wejścia i nawet w najgorszym scenariuszu inwestycja w akcje w ostatnich kilkudziesięciu latach okazałaby się zyskowna…gdyby tylko odpowiednio długo poczekać.

Bardzo dobrze pokazuje to matryca, w której zamieściłem zmiany wartości indeksu amerykańskich akcji największych spółek S&P500 dla każdego miesiąca ostatnich 21 lat. Zwróć uwagę na to, że większość okresów jest zdecydowanie zyskowna, dlaczego by więc nie ulokować pieniędzy na krótki termin właśnie w akcjach? Ponieważ prawdopodobieństwo wykazania straty jest zbyt wielkie, a krótkoterminowa inwestycja w akcje przypomina raczej spekulację niż sposób na bezpieczne przechowanie swoich środków. Rzuć okiem na matrycę, w której czerwone pola oznaczają stratne miesiące/lata na rynku amerykańskim. Dane pochodzą z zestawu „wbudowanego” w program System Trader Jacka Lemparta z bloga systemtrader.pl, któremu serdecznie dziękuję za użyczenie licencji :).

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - Matryca zwrotów SP500 1

Zagrajmy w grę. Inwestuję w horyzoncie dwuletnim i chciałbym bezpiecznie przechować środki, a być może nawet zarobić trochę grosza. Decyduję się na inwestycję w indeks spółek amerykańskich S&P500. Jakie jest prawdopodobieństwo, że stracę pieniądze? Zakładając wejście w inwestycję 1 stycznia dowolnego roku pomiędzy 1998, a 2019 straciłbym wchodząc w następujących momentach:

  • 1 stycznia 2000 roku.
  • 1 stycznia 2001 roku.
  • 1 stycznia 2007 roku.
  • 1 stycznia 2008 roku.

Czyli w 4 z 20 możliwych momentach wejścia. W teorii jest to zatem tylko 20% okresów, a w praktyce o wiele zbyt dużo dla kogoś, kto chce bezpiecznie przechować środki na 3 lata. Czy rynek amerykański jest w takiej tendencji odosobniony i lepiej zachowywały się np. giełdy europejskie? Aby odpowiedzieć na to pytanie sporządziłem podobną matrycę dla indeksu MSCI Europe, zrzeszającego akcje z naszego kontynentu (poniższe dane również zaczerpnąłem z programu System Trader Jacka Lemparta):

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - Matryca zwrotów MSCI Europe

Już na pierwszy rzut oka przyglądając się matrycy stóp zwrotu europejskiego indeksu zauważyć można, że liczba stratnych okresów będzie jeszcze większa, niż w przypadku S&P500. Zakładając możliwość wejścia tylko 1 stycznia każdego roku inwestor straciłby na 24 miesięcznej inwestycji wchodząc w następujących okresach:

  • 1 stycznia 2000 roku.
  • 1 stycznia 2001 roku.
  • 1 stycznia 2007 roku.
  • 1 stycznia 2008 roku.
  • 1 stycznia 2010 roku.
  • 1 stycznia 2014 roku.
  • 1 stycznia 2015 roku.

7 z 20 okresów? Bezpiecznym oszczędzaniem bym tego nie nazwał. I nieistotne jest to, że w uśrednieniu obydwa indeksy zarabiają w długim terminie pieniądze skoro w ciągu tylko ostatnich 20 lat było tak wiele okresów dwuletnich, które kończyłyby się dla inwestora krótkoterminowego stratą. Wszystkie liczby, które przedstawiłem w tym rozdziale dotyczą oryginalnych walut indeksów, a więc dolara dla S&P500 i euro dla MSCI Europe i nie są one przeliczone na złotówki. Skupmy się teraz na największym przeciwniku (nie tylko inwestora krótkoterminowego), czyli na inflacji złotówki.

Przeciwnik, czyli inflacja złotówki

O inflacji, a raczej jej pokonywaniu pisałem już w tekście „Jak ochronić oszczędności przed inflacją?„, w którym dość pobieżnie jak na standardy moich „nowszych” wpisów opisałem sposoby na uniknięcie inflacji na polskim złotym. W praktyce wpis, który właśnie czytasz będzie rozszerzeniem tamtego, bo skupimy się w nim nie tyle na pokonywaniu inflacji, co na bezpiecznym (i umiarkowanie zyskownym) przechowaniu środków na 2 lub 3 lata. Czy oznacza to, że inflację zupełnie zignorujemy? Na pewno nie, bo naszym celem będzie próba jej zniwelowania, a aby to zrobić musimy najpierw poznać przeciwnika. Oto on:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - Indeks inflacji CPI w Polsce

Czy 55% wzrost cen konsumpcyjnych w ciągu 20 lat to dużo, czy mało? W uśrednieniu było to 2,22% rocznie, więc tyle moglibyśmy założyć dla kolejnych kilku lub kilkunastu lat (choć wielu ekspertów spodziewa się teraz zwiększonej dynamiki inflacji z uwagi na spory dodruk, czyli wprowadzanie nowego pieniądza do gospodarki). Możemy śmiało założyć więc, że w ciągu 2 lat oszczędzania inflacja zje nawet 5% naszych środków, a w ciągu 3 lat nawet do 8% naszej gotówki. Ustalmy więc, że pośrednim celem będzie właśnie „wykręcenie” takiego wyniku inwestycyjnego netto, a przynajmniej uzyskanie stopy zwrotu, która znacząco od niego nie odbiega. Zanim zaczniemy część praktyczną pozostaje nam tylko krótki teoretyczny wywód o tym które aktywa pokonują inflację.

Które aktywa pokonują inflację?

Wredny bloger napisałby teraz „zależy którą inflację”, bo każda waluta ma swoją własną. Jakieś 90% osób, które przeczyta te słowa zarabia i wydaje (a przynajmniej wydaje, bo w świecie IT popularne jest zarabianie np. w dolarze lub w euro) w polskim złotym. Oznacza to, że powinniśmy skupić się zwłaszcza na aktywach, które mają realną szansę na pokonanie inflacji na złotym, a więc w szczególności na:

  • Promocyjnych lokatach bankowych, choć te ostatnimi czasy nie porażają rentownością.
  • Polskich obligacjach skarbowych antyinflacyjnych.
  • Polskich obligacjach skarbowych zależnych od stóp procentowych WIBOR.
  • Polskich obligacjach korporacyjnych.

a dopiero w dalszej kolejności na:

  • ETF-ach na obligacje zagraniczne.
  • Metalach szlachetnych (kruszcach).
  • Surowcach.

Powyższe trzy kategorie aktywów, wbrew powszechnym w internecie opiniom o ich rzekomym „bezpieczeństwie” są aktywami zmiennymi (metale i surowce) lub zależnymi od kursów walut (ETF-y na obligacje zagraniczne), co sprawia, że rozsądny inwestor powinien niemal natychmiastowo zrezygnować z rozpatrywania ich w kontekście inwestycji krótkoterminowej. Mimo to przyjrzymy się im w technicznej części tekstu, do której właśnie dotarliśmy.

Instrumenty finansowe, które omówimy

Kluczem do krótkoterminowego przechowywania wartości jest (uwaga, to będzie truizm!) nie tracenie pieniędzy, a ten, kto nie chce tracić pieniędzy powinien trzymać się z dala od zmiennych aktywów. Z tego powodu na samym początku wpisu przedstawiłem Ci w praktyce jak zmienne bywały w ostatnich dwóch dekadach światowe rynki akcji. Dokładnie z tego powodu w technicznej części tego wpisu nie znajdziesz ani słowa o akcjach, zamiast których omówimy tu lokaty, obligacje, kruszce i surowce. Według mnie nie wszystkie z tych aktywów nadają się do rozsądnego przechowywania wartości w krótkim terminie, a więc przed inwestorem stoi trudne zadanie doboru takich, które sprawiają, że uzyskuje on pewną stopę zwrotu i jednocześnie może spać spokojnie. W poniższej tabeli przedstawiam kategorie instrumentów, które w tekście przybliżę wraz z ich wysokopoziomowymi plusami i minusami:

kategoria

plusy

minusy

Lokaty bankowe

+ Łatwo założyć i zerwać

- Oprocentowanie bliskie zeru przy obecnych stopach procentowych

- Ograniczone czasem (zwykle 3 miesiące) i kwotą (zwykle 10k)

Polskie obligacje skarbowe detaliczne

+ Powiązanie z inflacją CPI

+ Bezprowizyjny zakup od 100 zł

- W czasach niskiej inflacji będą płacić bardzo niewiele

Polskie obligacje skarbowe hurtowe

+ Można je kupić na giełdzie

- Obecnie są bardzo mało rentowne

- Ciężko je kupić (są mało płynne)

Polskie obligacje korporacyjne

+ Można je kupić na giełdzie

+ O wiele bardziej płynne od skarbowych

+ Solidne oprocentowanie już od 1 roku

- Nie wszystkie emisje są płynne

- Ryzyko znacznie wyższe od lokat/obligacji skarbowych

ETF-y na obligacje skarbowe USA

+ Najbezpieczniejsze obligacje świata

- Ryzyko walutowe na linii dolar/złoty

- Cena ETF-a znacznie spadnie, gdy wzrosną stopy procentowe

ETF-y na obligacje skarbowe krajów EU


- Ryzyko walutowe na linii euro/złoty

- Cena ETF-a znacznie spadnie, gdy wzrosną stopy procentowe

- Obecnie bardzo mało rentowne (ok.0%)

ETF-y na obligacje skarbowe państw rozwijających się

+ Znacznie bardziej rentowne niż obligacje państw rozwiniętych

+ Miks walut

- Cena ETF-a znacznie spadnie, gdy wzrosną stopy procentowe

- Ryzyko walutowe. Niby rozłożone na wiele walut, ale to stale nie złoty

Kruszce, czyli złoto i srebro

+ Mogą zachować się dobrze w kryzysie (ale nie muszą)

- Bardzo zmienne i niepewne w krótkim terminie

Surowce

+ Mogą zachować się dobrze w czasach zwiększonej inflacji (ale nie muszą)

- Bardzo zmienne i niepewne w krótkim terminie

- Ich ceny mocno zależą od polityki

Jeśli zdołałeś przejrzeć całą tabelę to prawdopodobnie domyślasz się, że nie wszystkie z powyższych instrumentów/aktywów nadają się do bezpiecznego inwestowania w krótkim terminie. Nie ukrywam, że z naszej analizy wyjdzie, że niektóre z nich bardziej od obligacji przypominają akcje, a inne są zbyt zmienne w krótkim terminie ze względu na kursy walut. Zanim zaczniemy omówienie najbezpieczniejszych aktywów, czyli lokat i obligacji notowanych w polskim złotym, chciałbym przedstawić Ci główne czynniki ryzyka, pod których kątem będę analizował poszczególne aktywa:

  • Ryzyko walutowe jest najbardziej oczywistym z ryzyk. O ile w długim terminie i zakładając dokupowanie aktywów co miesiąc lub kwartał nie stanowi ono wielkiego problemu to dla osoby, która inwestuje w horyzoncie 2-letnim może być prawdziwie zabójcze.
  • Ryzyko stóp procentowych dotyczy wszelkich aktywów, których rentowność jest powiązana z wysokością stóp procentowych, a więc obligacji. Inwestując w te bezpieczne instrumenty należy pamiętać, że wzrost stóp procentowych spowoduje tymczasowy spadek cen trwających (niżej oprocentowanych) emisji obligacji danego emitenta, a więc tymczasową stratę dla inwestora. To ryzyko uaktywnia się najmocniej przy inwestycji w zagraniczne ETF-y na obligacje, a opisałem je bardzo dokładnie w mojej serii o obligacjach.
  • Ryzyko wysokiej zmienności nie dotyczy walut, ani stóp procentowych, a jedynie nagłych i dynamicznych zmian cen aktywów (w obie strony). Ostatnim, czego życzyłby sobie rozsądny inwestor krótkoterminowy (a właściwie oszczędzający, bo 2-letniej inwestycji nawet nie nazwałbym „inwestowaniem”) jest nagłe osunięcie wartości jego inwestycji.

Dla pierwszej kategorii, czyli lokat i obligacji polskich to pierwsze ryzyko w ogóle nie istnieje, więc pozwolę sobie o nim póki co wcale nie pisać. Zacznijmy zatem rozdział, w którym analizuję i oceniam wszystkie alternatywy dla trzymania środków na rachunku bankowym.

Lokaty i polskie obligacje

„Stare, dobre lokaty” wspominają Ci, którzy pamiętają czasy, w których te gwarantowały nawet 8-10% rocznie brutto. W obecnym otoczeniu rynkowym, inwestor może liczyć na maksymalnie 2% i to dla promocyjnych lokat na 3 miesiące i to tylko do określonej kwoty, np. 10 000 zł. Ciężko się dziwić, bo przy stopach procentowych WIBOR w wysokości 0,1% i rekordowo niskiego oprocentowania kredytów, banki nie mają zbyt wielkiego pola do popisu. Alternatywą dla lokat, od których stopniowo odwracają się oszczędzający są obligacje skarbu państwa, których detaliczny wariant 4-, 6-, 10- i 12-letni oferuje oprocentowanie zależne od dynamiki wzrostu inflacji CPI.

Obligacje 4- i 10-letnie, czyli COI i EDO dostępne są dla każdego inwestora, zaś 6-letnie ROS i 12-letnie ROD tylko dla beneficjentów programu 500+. O tych ostatnich pisałem już we wpisie „Jak zainwestować pieniądze z 500+? Obligacje rodzinne„, ale osobom, które chcą odkładać między 500, a 1000 zł miesięcznie sugeruję robić to zwłaszcza za pomocą tych specjalnych obligacji. Sam zobaczysz zaraz, że nawet przy założeniu przedwczesnej wypłaty, nawet takiej po 2 lub 3 latach, te z natury długoterminowe instrumenty finansowe zaoferują stopy zwrotu niespotykane wśród lokat i innych instrumentów wrażliwych na zmiany wysokości stóp procentowych. Mimo to, analizę zaczniemy od lokat bankowych i depozytów.

Promocyjne lokaty bankowe

Pod pojęciem „promocyjnych” kryją się lokaty ograniczone czasowo i kwotowo i zwykle dodatkowo tylko dla nowych klientów, a przynajmniej nowych środków. Jeśli rzuciło Ci się w oczy to, że na moim blogu praktycznie nie piszę o lokatach to z uwagi na to, że nigdy w nie nie inwestowałem i zwykle uważam je za gorszą alternatywę dla obligacji. Nie inaczej jest z promocyjnymi lokatami bankowymi, bo co z tego, że najlepsza obecnie oferta wynagradza inwestora aż 2,1% brutto w skali roku jeśli jest ograniczona do 10 tys. zł, trwa 3 miesiące i jest tylko dla nowych klientów? Ostatnim, co chciałbym robić jest żonglowanie lokatami i konieczność zakładania kont w 20 bankach, by w horyzoncie 24-36 miesięcy zarobić około 1,5% brutto. Najlepsze oferty promocyjnych lokat do 10 000 zł (stan na luty 2021 roku) zamieściłem w tabeli poniżej:

Bank

Kwota maksymalna

oprocentowanie brutto

Nest Bank

10 000 zł, 3 miesiące

2,10%, tylko dla nowych klientów

Bank Millenium

10 000 zł, 3 miesiące

2,00%, ale sporo warunków

mBank

10 000 zł, 3 miesiące

1,00%, tylko dla nowych klientów

Getin Noble Bank

10 000 zł, 3 miesiące

0,70%, tylko dla nowych środków

Największą wadą (poza niską rentownością) powyższych ofert jest fakt, że maksymalną kwotą inwestycji jest 10 000 zł. Podejrzewam, że sporo osób chce oszczędzać przez 2 lata na przykład w celu uzbierania wkładu własnego na mieszkanie, a więc obraca kwotami bliższymi 50-100 tys. niż 10 tys. złotych. Sprawdźmy więc czy dla takich osób banki mają coś ciekawego w ofercie.

Lokaty bankowe na większe środki

Poprzez „większe środki” mam na myśli około 100 000 złotych, czyli kwotę, która może stanowić niezłą bazę do wkładu własnego potrzebnego przy kredycie hipotecznym na dom lub mieszkanie. Dla klienta detalicznego, który chce zainwestować 100 tysięcy złotych oferta jest już nieco gorsza niż dla osoby, która przynosi dziesięciokrotnie mniej, a standardowa lokata na takie środki (i to dla nowych klientów lub na nowe środki) „płaci” około 0,5% brutto. Co ciekawe, 3 miesięczne obligacje skarbowe OTS, których nie będę przybliżał w tym wpisie „płacą” właśnie 0,5% w skali roku (i to bez limitu środków, ani potrzeby bycia nowym klientem), a więc kompletnie nie rozumiem inwestora, który bawiłby się w lokaty bankowe zamiast ulokować swoje środki w obligacje. Oto oferta lokat na luty 2021 roku dla klienta, który chce zdeponować nieco większe środki:

Bank

Kwota maksymalna

oprocentowanie brutto

BFF Banking Group

100 000 zł, 3 miesiące

1,00%

Getin Noble Bank

100 000 zł, 3 miesiące

0,70%, tylko dla nowych środków

neoBANK

100 000 zł, 3 miesiące

0,60%, tylko dla nowych klientów

Alior Bank

100 000 zł, 3 miesiące

0,40%, tylko dla nowych środków

Tylko 4 banki zgodzą się przyjąć Twoje 100 tysięcy złotych na 3 miesiące płacąc więcej niż 0,4% brutto w skali roku. Dodatkowym wymaganiem będzie w 3 na 4 przypadki fakt, że to „nowe środki” (czyli takie, które pochodzą spoza Twojego konta w tym banku), lub bycie „nowym klientem”, czyli osobą, która niedawno otworzyła w tym banku konto. W kolejnym akapicie wyjaśnię Ci, że podobne lokaty kompletnie nie mają obecnie sensu dla osoby, która chce ulokować środki na 2-3 lata i dlaczego lepiej jest kupić obligacje skarbowe nawet z myślą ich przedterminowej sprzedaży emitentowi. Pora na omówienie oferty detalicznej polskiego skarbu państwa.

Polskie detaliczne obligacje skarbowe

Pora omówić jedno z najważniejszych aktywów w tym wpisie, czyli polskie (detaliczne) obligacje skarbowe indeksowane inflacją. W wielu miejscach w polskim internecie można o nich przeczytać, ale poniżej wklejam już „gotowca”, w którym zakładam scenariusz wcześniejszej wypłaty (tej, przy której płacisz karę za wykup). Założymy stałą inflację na poziomie 1%, 2% lub 3%, a symulacja będzie brała pod uwagę opłatę (karę) za wcześniejszy wykup papierów (wynoszącą 0,7 zł dla COI i ROS oraz 2 zł dla EDO i ROD) oraz podatek Belki przy samej wypłacie. Zanim zaprezentuję Ci efekt pierwszej symulacji chciałbym opisać przedstawiane tu obligacje:

  • COI, czyli obligacje 4-letnie oferują obecnie 1,3% w 1 roku i 0,75% + inflację w każdym kolejnym. Odsetki wypłacane są co roku, a więc podatek Belki jest odciągany corocznie.
  • EDO, czyli obligacje 10-letnie oferują obecnie 1,7% w 1 roku i 1% + inflację w każdym kolejnym. Odsetki są akumulowane, a więc podatek Belki płacimy w momencie przerwania inwestycji (wypłaty).
  • ROS, czyli obligacje 6-letnie oferują obecnie 1,5% w 1 roku i 1,25% + inflację w każdym kolejnym. Odsetki są akumulowane, a więc podatek Belki płacimy w momencie przerwania inwestycji (wypłaty). Można ich kupić tak wiele, jak wiele praw do 500+ uzbieraliśmy (w praktyce: ile wypłat 500+ dostaliśmy dotychczas).
  • ROD, czyli obligacje 12-letnie oferują obecnie 2% w 1 roku i 1,5% + inflację w każdym kolejnym. Odsetki są akumulowane, a więc podatek Belki płacimy w momencie przerwania inwestycji (wypłaty). Można ich kupić tak wiele, jak wiele praw do 500+ uzbieraliśmy (w praktyce: ile wypłat 500+ dostaliśmy dotychczas).

Mając powyższe zasady na uwadze sprawdźmy jaką stopę zwrotu przyniosłaby inwestycja w takie obligacje przy założeniu bardzo niskiej, bo jednoprocentowej dynamiki inflacji CPI w kolejnych latach:

Jak czytać powyższą i kolejne 2 tabele z tego rozdziału? To proste: w ich lewej części rozpisałem roczne stopy zwrotu z inwestycji brutto przy założeniu stałej inflacji o konkretnych wartościach (1%, 2% i 3%), ale znacznie ciekawsza jest jej prawa strona. W czterech ostatnich kolumnach każdej z tabel zamieściłem końcowy wynik netto (czyli już po podatku) z inwestycji 100 zł w wybrany rodzaj obligacji antyinflacyjnych przy założeniu wypłaty w X roku. Jako, że wpis ten dotyczy inwestowania w horyzoncie 1, 2 i 3-letnim to najbardziej skupimy się na 3 pierwszych wierszach każdej z tabel (Rok = 1, 2 i 3).

Choć w roku 2020 dynamika inflacji wyniosła 3,4%, czyli o wiele więcej niż pokazane w powyższym przykładzie 1% to nawet tak niska dynamika inflacji pokazuje, że w horyzoncie 2- i 3-letnim obligacje antyinflacyjne wygrywają z większością lokat. Zakładając wypłatę po 2 roku oszczędzania „wykręcimy” na obligacjach COI (czteroletnich) średnioroczną stopę zwrotu netto na poziomie około 0,89%, co kompletnie deklasuje większość oferowanych obecnie lokat bankowych. Ten efekt przybiera na silę wraz ze wzrostem zakładanej przyszłej inflacji. Sam zobacz jak znaczny wpływ jej dynamika wywiera na oczekiwaną stopę zwrotu z inwestycji w obligacje antyinflacyjne COI, EDO, ROS i ROD:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - obligacje skarbowe inflacja 2

Zakładając dynamikę inflacji na poziomie 2% w każdym z kolejnych lat, dwuletnia inwestycja w obligacje skarbowe przyniosłaby następujące rezultaty:

  • COI 1,28% netto rocznie, a EDO 1,11% netto rocznie.
  • ROS 1,64% netto rocznie, a ROD 1,43% netto rocznie.

Zakładając inwestycję przez pełne 3 lata roczne stopy zwrotu znacząco rosną:

  • COI 1,58% netto rocznie, a EDO 1,57% netto rocznie.
  • ROS 1,99% netto rocznie, a ROD 1,92% netto rocznie.

Średnioroczne wyniki każdej z czterech emisji obligacji biją na głowę ofertę obecnych lokat, choć zastrzegam, że nie jest tak w przypadku wypłaty po 1 roku oraz w wypadku niskiej inflacji i podwyższania stóp procentowych. Zakładając utrzymanie stóp procentowych WIBOR na niskim poziomie (poniżej 1%) oraz trzymająca się w okolicy 2% dynamika inflacji zapewni w kolejnych 2 i 3 latach dominację obligacji antyinflacyjnych nad każdą inną formą krótkoterminowego oszczędzania pieniędzy. Jak pewnie się domyślasz, efekt ten zostanie tylko wzmocniony gdy założymy jeszcze wyższą, bo średnio 3% dynamikę inflacji CPI:

Choć dynamika inflacji złotówkowej w okolicy 3% w kolejnych kilku latach jest dla mnie bardzo mało prawdopodobna, to powyższa symulacja sprawia, że obligacje antyinflacyjne stają się jeszcze bardziej atrakcyjne. Oczywiście w warunkach wysokiej inflacji przyniosłyby one inwestorowi trochę mniej niż utrzymanie wartości kapitału (z uwagi na wynoszący 19% podatek Belki, który uiściłby on z każdą wypłatą odsetek) to nominalnie zdecydowanie górują one nad lokatami i wszelkimi innymi rodzajami inflacji. Warto w tym miejscu wspomnieć o obligacjach skarbowych notowanych na rynku Catalyst, czyli tych, które możemy kupić przez każde konto maklerskie. Pisałem o nich już w tekście „Obligacje (3/6) – Jak kupić obligacje skarbowe?” wspominając o tym, że są one bardzo mało płynne. Prześwietlmy teraz ich ofertę i historyczne rezultaty, by zrozumieć czy są one dobrym przedmiotem inwestycji krótkoterminowej.

Obligacje skarbowe notowane na rynku

Polskie obligacje skarbowe można też kupić na giełdzie GPW Catalyst. Dostęp do niej oferuje większość polskich domów maklerskich, a obligacje, które tam kupimy nazywane są też „hurtowymi”. Emisje obligacji hurtowych polskiego skarbu gromadzi indeks TBSP (Treasury BondSpot Poland), o którym również pisałem w Obligacje (3/6) – Jak kupić obligacje skarbowe?. W indeksie TBSP znajdują się emisje stałokuponowe i zerokuponowe, a jego kilkunastoletnia historia notowań wygląda następująco:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - indeks obligacji TBSP

Z jednej strony TBSP oferował w 14-letnim okresie średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 5,3% brutto rocznie, co jest wynikiem naprawdę imponującym. Z drugiej jest to dobry moment na podkreślenie, że gdy ten został tworzony, czyli w grudniu 2006 roku, stopa procentowe WIBOR wynosiła 4,2% i nie spadła poniżej tej wartości przez kolejne 6 lat, co zresztą widać na powyższym wykresie. W erze niskich stóp procentowych wykres TBSP siłą rzeczy wypłaszaczy się, a emitowane przez skarb państwa obligacje będą oferowały o wiele gorsze warunki, niż te wypuszczone przezeń historycznie. Abyś lepiej zrozumiał indeks TBSP zdecydowałem się wypisać jego 5 największych komponentów obecnie:

  • Wyemitowana w 2013 roku obligacja 15-letnia WS0428. Jeden papier wart jest 1000 zł. Emisja wyniosła 35 mld złotych, a oprocentowanie jest stałe i wynosi 2,75%.
  • Wyemitowana w 2013 roku obligacja 12-letnia DS0725. Jeden papier wart jest 1000 zł. Emisja opiewała na 38 mld złotych, a oprocentowanie jest stałe i wynosi 3,25%.
  • Wyemitowana w 2015 roku obligacja 12-letnia DS0726. Jeden papier wart jest 1000 zł. Emisja wyniosła 46 mld złotych, a oprocentowanie jest stałe i wynosi 2,50%.
  • Wyemitowana w 2016 roku obligacja 6-letnia PS0422. Jeden papier wart jest 1000 zł. Emisja opiewała na 39,5 mld złotych, a oprocentowanie jest stałe i wynosi 2,25%.
  • Wyemitowana w 2018 roku obligacja 11-letnia DS1029. Jeden papier wart jest 1000 zł. Emisja wyniosła aż 47 mld złotych, a oprocentowanie jest stałe i wynosi 2,75%.

Czy w obecnej chwili inwestycja w jakiekolwiek obligacje z koszyka TBSP miałaby sens? Nie za bardzo, bo nowe emisje, które wchodzą w skład indeksu wyglądają następująco:

  • Wyemitowana w 2020 roku obligacja 6-letnie PS1026. Jeden papier wart jest 1000 zł. Emisja opiewała na 2,5 mld złotych, a oprocentowanie jest stałe i wynosi 0,25%.

Co tłumaczy tak słabe warunki emisji? Przede wszystkim nagły spadek stóp procentowych (z 1,5% do 0,1% w ciągu kilku pierwszych miesięcy 2020 roku), co odbiło się też na rentowności polskich „10-latek” notowanych na rynku:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - rentowność polskich obligacji 10 letnich

Nie skłamałbym, że jeszcze nigdy nie było tak słabo jeśli o ich oprocentowanie chodzi, a okolice 1% brutto rocznie są najgorszymi warunkami, na których te obligacje były historycznie sprzedawane. Ale co to właściwie znaczy dla inwestora krótkoterminowego, który chciałby bezpiecznie ulokować swoje pieniądze? Po pierwsze: obligacje skarbowe notowane na rynku są ekstremalnie mało płynne. Bazując na statystykach rynku Catalyst, w całym miesiącu styczniu 2021 roku, obrót giełdowy najbardziej płynnych 10 emisji wyniósł…117 milionów złotych. Najpłynniejsze były papiery WZ1131, których 30 tys. zmieniło właściciela, a więc wartość wszystkich na nich transakcji wynosiła „oszołamiające” 30 mln zł. Wyżej wspomniane obligacje skarbowe wyemitowane zostały pod koniec 2020 roku, a obecnie zapewniają oszczędzającemu 0,25% stopy zwrotu brutto rocznie, co jest wynikiem znacznie gorszym nawet od promocyjnych lokat.

W zupełnie innej sytuacji jest inwestor, który kupował obligacje hurtowe w latach 2016-2019, który cieszy się ich stałym oprocentowaniem 2-3% brutto rocznie, ale czasu nie cofniemy, a obecnie ich cena rynkowa „dostosowała się” do nowych emisji, a więc zwiększyła się na tyle, by i te oferowały podczas swojego życia warunki zbliżone do obecnych emisji.  Osoba poszukująca odpowiedzi na pytanie „jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?” powinna zatem kompletnie zignorować hurtowe obligacje skarbowe i zastanowić się nad tymi korporacyjnymi. Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że sam jestem bardzo aktywnym uczestnikiem tego rynku i choć części emisji nie nazwałbym „bezpiecznymi” to większość notowanych na Catalyst obligacji jest wg mnie warta rozpatrzenia w kontekście krótkoterminowego przechowania wartości swoich środków.

Polskie obligacje korporacyjne

Gdy polski inwestor słyszy „obligacje korporacyjne” to zazwyczaj kojarzy mu się upadający GetBack lub PBG i „chciwi” obligatariusze zostający z niczym. Dołożyło się do tej opinii mnóstwo polskich blogerów i publicystów, ale jest ona wg mnie niezasłużona i kompletnie zakrzywia ona rzeczywistość. Próbowałem ten fenomen wyjaśnić we wpisie „Obligacje (2/6) – Co to jest rynek obligacji Catalyst i skąd jego zła sława?„, w którym po odsianiu „wieloletnich bankrutów” udowodniłem, że odsetek niewypłacalności wśród małych emisji nie wyniósł w 2019 roku 23%, a jedynie 4,06%. Wśród wszystkich emisji obligacji korporacyjnych 2019 roku ten odsetek spadłby z 6,10% do 1,79%, co również poprawia samopoczucie potencjalnego inwestora w polskie obligacje korporacyjne. Ale wróćmy do sedna, czyli do sensowności inwestowania w korpo-obligacje dla kogoś, kto chce przechować środki w krótkim terminie.

Bazując na statystykach rynku Catalyst, polskie obligacje korporacyjne w styczniu 2021 roku, czyli przy stopie procentowej WIBOR w wysokości 0,1%, przeciętnie cechowała rentowność wynosząca 3,64% brutto rocznie. Oznacza to, że marża przeciętnej emisji na polskim rynku korporacji wynosi 3,54% rocznie ponad WIBOR, a więc taka jest premia za ryzyko średniego korporacyjnego emitenta obligacji w Polsce. Kolejnym plusem obligacji korporacyjnych jest fakt, że w ogóle da się je nabyć na otwartym rynku. Wg statystyk Catalyst ze stycznia 2021 roku, wartość obrotu przekraczającą 1 mln zł wykazało aż 38 papierów, czyli jest w czym wybierać. Z uwagi na kiepskie oprocentowanie detalicznych (antyinflacyjnych) obligacji skarbowych w pierwszym roku oszczędzania i karę za przedterminowe zlecenie ich wykupu (wynoszącą odpowiednio 0,7 zł dla COI i ROS, 2 zł za EDO i ROD) obligacje korporacyjne zdecydowanie z nimi wygrywają zwłaszcza w horyzoncie rocznym, co udowadniają dane z poniższej tabeli:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - obligacje korporacyjne

Gdzie jest haczyk? Poza przełamaniem strachu, aby uzyskać podobne do powyższych wyniki inwestycyjne należy:

  • Wybrać obligacje emitenta o umiarkowanym ryzyku, a te zwykle „płacą” nieco mniej niż średni kupon dla wszystkich obligacji korporacyjnych, np. 3,2% brutto rocznie zamiast 3,64% brutto rocznie.
  • Jeśli naszym horyzontem jest 12 miesięcy, przy których obligacje korporacyjne najbardziej deklasują detaliczne „skarbówki” to musimy wybrać papiery, których wykup nastąpi za około roku.
  • Kupując obligacje korporacyjne na rynku pamiętaj o wpływie ceny zakupu na ich rentowność i (zazwyczaj) unikaj kupowania za ponad 100% ceny emisji. O zasadach poprawnego kupowania korpo-obligacji pisałem już w „Obligacje (5/6) – Jak poprawnie inwestować w obligacje niezależnie od koniunktury?„, którego lekturę chciałbym Ci serdecznie polecić.

Podsumowując cały rozdział o lokatach i polskich obligacjach chciałbym podkreślić, że posiadają one niebywałą przewagę nad innymi rodzajami aktywów, które w tym wpisie opiszemy. Jest nią brak ryzyka walutowego, które dodaje jeden wymiar zmienności dla inwestycji 2 lub 3-letniej, która powinna zagwarantować przynajmniej utrzymanie wartości naszego kapitału. W kolejnym rozdziale przyjrzymy się możliwości zakupu obligacji zagranicznych przez polskiego inwestora, co w perspektywie krótkoterminowej zupełnie będzie mijać się z celem właśnie ze względu na ryzyko walutowe.

Lubisz moje treści? Polub mnie na Facebooku!

Polub mój fanpage na Facebooku. Naprawdę warto! 

Publikuję na swoim profilu kilka razy w tygodniu, więc znajdziesz tam jeszcze więcej informacji o finansach i inwestowaniu.

Obligacje zagraniczne

Skoro polskie obligacje okazały się całkiem atrakcyjnym sposobem krótkoterminowego przechowywania środków to może ich zagraniczne odpowiedniki okażą się nie gorsze? W przypadku inwestowania w obligacje zagraniczne w krótkim terminie mogą wystąpić dwa zasadnicze problemy:

  • Brak możliwości bezpośredniej inwestycji w zagraniczne papiery dłużne sprawia, że stajemy się w pewnym sensie „niewolnikami zagranicznych stóp procentowych”. W zagraniczne obligacje najprościej jest zainwestować za pomocą funduszy ETF (nie wiesz co to takiego? Przeczytaj moją serię o ETF-ach). Gdy te zostaną za granicą podniesione to cena naszego ETF-a znacząco spadnie, niwelując cały osiągnięty w krótkim terminie zysk z ich odsetek. 
  • Ryzyko walutowe, które przedstawiłem Ci we wcześniejszej części wpisu będzie tu bardzo obecne. Niezależnie czy zainwestujesz w papiery dłużne jednego lub wielu krajów, kurs ich walut wobec złotego będzie realnie wpływał na Twoją stopę zwrotu z inwestycji. To ryzyko jest wg mnie na tyle istotne, że poświęcę mu kilka kolejnych akapitów.

Przejdźmy zatem do akapitu o ryzyku zmian kursu walutowego i jego wpływie na krótkoterminową inwestycję. Zalecam skupienie się, bo może być on naprawdę zabójczy dla Twoich środków.

Kurs waluty, a krótkoterminowa inwestycja

Ryzyko walutowe to trudny temat, w którym większość internautów błądzi i rozumie je zupełnie opacznie. Dokładają się do tego blogerzy i publicyści, którzy albo nadmiernie podkreślają jego wpływ na inwestycję, albo kompletnie unikają tego tematu. Jak pisałem na stronie „o blogu”, moją ambicją jest poruszanie także (a może „zwłaszcza”?) trudnych tematów, więc nie inaczej będzie w tym przypadku. O ile dla inwestycji długoterminowej (np. 20-30 letniej) wpływ ryzyka walutowego na inwestycję jest znikomy to dla oszczędzającego w krótkim terminie może ono być prawdziwie zabójcze. Zacznijmy od przyjrzenia się wykresowi zmian kursu USD do PLN w ciągu ostatnich 20 lat. Zwróć uwagę na liczbę dużych ruchów w horyzontach 2-3 letnich, których jest naprawdę sporo:

Jeśli inwestujesz z myślą o horyzoncie 2 lub 3-letnim to poniższe zmiany kursu walut mogły przyprawić Cię o niezłe dreszcze:

  • 2004 rok: spadek wartości dolara do złotego o 19,49%.
  • 2006 rok: spadek wartości dolara do złotego o 10,57%.
  • 2007 rok: spadek wartości dolara do złotego o 15,69%.
  • 2012 rok: spadek wartości dolara do złotego o 10,18%.
  • 2017 rok: spadek wartości dolara do złotego o 16,85%.

Szansa, że w ostatnich 20-latach „wstrzeliłbyś się” z inwestycją zagraniczną akurat w jeden z tych okresów jest bardzo duża, a jeżeli myślisz, że to specyfika dolara to może warto przyjrzeć się kursowi euro do złotego. Obligacje zagraniczne krajów europejskich są przedmiotem inwestycji wielu funduszy ETF, a ich oferta jest na tyle bogata, że poświęciłem im we wpisie osobny podrozdział. Przyjrzyjmy się zatem historycznym zmianom kursu euro do złotego w kontekście dodatkowego wymiaru zmienności w inwestycji krótkoterminowej:

Podobnie jak dolar, euro miało w ostatnich 20 latach sporo okresów o podwyższonej zmienności, ale w poniższych latach naprawdę nie chciałbyś posiadać euroobligacji:

  • 2001 rok: spadek wartości euro do złotego o 8,69%.
  • 2004 rok: spadek wartości euro do złotego o 14%.
  • 2005 rok: spadek wartości euro do złotego o 5,76%.
  • 2007 rok: spadek wartości euro do złotego o 6,01%.
  • 2012 rok: spadek wartości euro do złotego o 8,55%.
  • 2017 rok: spadek wartości euro do złotego o 5,19%.

Podobnie jak w przypadku dolara: choć zmienność euro w stosunku do złotego jest widocznie niższa niż ta cechująca parę dolar/złoty to naprawdę nie chciałbym w powyższych latach przechowywać krótkoterminowo moich środków w walucie euro. Kurs walutowy to miecz obosieczny i wystarczy spojrzeć na wykresy obydwu par walutowych, by wywnioskować, że równie często jak stracić, można było na nim zarobić. Jednak wg mnie inwestor krótkoterminowy absolutnie nie powinien ryzykować na linii walutowej, a więc ETF-y na obligacje zagraniczne mogą być nie najlepszym pomysłem na lokowanie swoich środków w horyzoncie 2- lub 3-letnim. Wobec tego zacznijmy od „najbezpieczniejszego instrumentu finansowego na świecie”, jakim wg wielu są obligacje skarbowe Stanów Zjednoczonych Ameryki.

ETF na obligacje skarbowe USA

Skoro polskie obligacje skarbowe są najbardziej przyjaznym instrumentem finansowym dla polskiego oszczędzającego z horyzontem dwu- lub trzyletnim to dlaczego te amerykańskie miałyby nie być? Otóż pierwszym problemem jest to, że polski inwestor nie posiada możliwości ich bezpośredniego zakupu, a więc jest „skazany” na ETF-y obligacyjne, które wyceniane są metodą NAV (Net Asset Value), którą dokładnie opisałem w pierwszym wpisie z serii o ETF-ach, czyli w „ETF (1/6) – Co to są fundusze ETF i dlaczego warto w nie inwestować?„. Fakt, że ETF-y „kupują co popadnie” jest w przypadku akcji i/lub długiego terminu inwestycji sporą zaletą, ale dla inwestora krótkoterminowego może przynieść przykre konsekwencje. Przykładem może być inwestor, który przestraszony spadkami cen akcji w marcu 2020 roku zainwestował w ETF na amerykańskie obligacje skarbowe 20-letnie, którego cena zmieniała się w następujący sposób:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - ETF obligacje skarbowe USA

Powyższy wykres przedstawiony jest w oryginalnej walucie notowań funduszu ETF IDTL (iShares $ Treasury Bond 20+yr UCITS ETF), czyli w dolarze amerykańskim, a więc pomija on ryzyko walutowe dla polskiego inwestora. W celu uniknięcia „walutowych nieporozumień” zachęcam Cię do przeczytania także wpisu „Waluta notowań funduszu ETF nie ma żadnego znaczenia„, w którym wyprowadzam matematyczny dowód na to, że liczy się waluta końcowa tego, w co inwestuje fundusz ETF, a nie jego waluta notowań. W omawianym przypadku mamy jednak do czynienia z ETF-em notowanym w dolarze oraz inwestującym w dolarowe obligacje, a więc ryzyko walutowe istnieje faktycznie na linii USD/PLN. Jak wobec tego zachowywałyby się środki polskiego inwestora ulokowane w fundusz ETF na amerykańskie obligacje skarbowe 20-letnie w ostatnich 5 latach z perspektywy polskiego złotego? Poniżej skorygowany o kurs waluty wykres:

W horyzoncie 5-letnim zmienność funduszu ETF na amerykańskie skarbówki wyrażona w polskim złotym może przyprawić inwestora krótkoterminowego o mocne dreszcze. Inwestycja w ETF IDTL wyrażona w polskim złotym przyniosłaby w kolejnych latach następującą stopę zwrotu z inwestycji:

Czy powyższe wyniki inwestycyjne i związana z nimi wysoka zmienność są atrybutem pożądanym przez oszczędzającego w krótkim terminie? Absolutnie nie. Wyrażony w polskim złotym wynik inwestycyjny wynoszący kilkanaście lub kilkadziesiąt procent rocznie, niezależnie czy „na plus”, czy „na minus”, są dla krótkoterminowego inwestora wynikiem prawdziwie zabójczym i tak naprawdę to powinno wystarczyć, by trzymać się od nich z dala. Oczywiście piszę te słowa z perspektywy oszczędzającego w krótkim terminie, a nie długoletniego inwestora, bo w bardzo wielu portfelach inwestycyjnych z wpisu „ETF (6/6) – Jak zbudować portfel inwestycyjny z ETF-ów” najbezpieczniejsze aktywa świata pełnią bardzo istotną rolę (np. 50% portfela No Brainer).

A co z TIPS-ami (Treasury Inflation-Protected Securities), czyli amerykańskimi obligacjami skarbu państwa z mechanizmem antyinflacyjnym? Należy pamiętać, że ich także dotyczy ryzyko walutowe, a więc powyższe zmiany kursu dolara do złotówki dotyczyły również TIPS-ów. Co więcej, TIPS-y same w sobie podlegają wahaniom podobnym do „zwykłych obligacji skarbowych”, co doskonale widać na poniższym wykresie, na którym celowo prezentuję przebieg ceny ETF-a TIPS.UK (SPDR Barclays US TIPS UCITS ETF) w jego oryginalnej walucie notowań (identyczna do waluty aktywa końcowego), czyli dolarze amerykańskim:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - TIPSy

Konkludując rozdział o sensowności inwestowania w ETF-y na obligacje skarbowe Stanów Zjednoczonych w krótkim terminie chciałbym napisać, że wynik „psuje” głównie ryzyko walutowe i fakt, że kupujemy instrumenty 10-letnie (TIPS) lub 20-letnie (20YR GVMT Bonds) w horyzoncie 2-3 letnim, posługując się funduszami ETF, które „kupują wszystko jak leci”, czyli w tym kontekście wszystkie ich emisje. Zupełnie czym innym byłaby inwestycja krótkoterminowa w konkretną emisję obligacji skarbowych USA, których data zapadalności występowałaby w ciągu planowanego okresu inwestycji. To, niestety, nie jest możliwe do wykonania, ale iskierkę nadziei mogą budzić obligacje skarbowe państw europejskich. Choć wiele się mówi o ich legendarnie niskiej (a nawet ujemnej, patrz: Niemcy) rentowności to może one nadadzą się jako aktywo do bezpiecznego przechowania środków na kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy?

ETF na obligacje skarbowe krajów UE

Zanim jeszcze zdążymy się w tym akapicie „rozkręcić”, czeka nas spory zawód. Okaże się bowiem, że wystarczy wyświetlić historyczny wykres cen jakiegokolwiek ETF-a na europejskie obligacje skarbowe, by zrozumieć, że inwestor krótkoterminowy będzie tu w podobnym potrzasku, co w przypadku amerykańskich obligacji skarbowych. Omówmy ETF-a XGLE (Xtrackers Eurozone Government Bond UCITS ETF 1C), czyli fundusz indeksowy, który inwestuje w obligacje głównie Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Belgii i Holandii. Zacznijmy od przyjrzenia się przebiegowi jego ceny w oryginalnej walucie, czyli w euro:

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata - ETF obligacje skarbowe EU

Wzrost ceny tego ETF-a z 2020 roku jest tutaj widocznie niższy, niż ten, który cechował ETF-a na obligacje dolarowe, a spowodowane jest to głównie faktem, że XGLE kupuje obligacje o różnych okresach życia. Obligacje o 20-letnim terminie wykupu, czyli te, które zazwyczaj są najlepiej oprocentowane nominalnie, stanowią niecałe 20% portfela aktywów tego funduszu, a więc cięcia stóp procentowych i panika na rynkach z początku 2020 roku nie wpłynęła na ten fundusz tak pozytywnie, jak na ETF-a na 20-letnie obligacje amerykańskie (zwane US Treasury Bonds).

Ocenie zmienności tego funduszu z pewnością nie pomoże jego translacja na polską walutę, czyli identyczny zabieg, jak ten, który zastosowałem na ETF-ie na amerykańskie papiery dłużne. Uważam, że polski inwestor krótkoterminowy (czyli inwestujący w horyzoncie 1-5 lat) powinien zawsze brać pod uwagę wpływ zmiany kursu walut na historyczne notowania aktywa, którego zakupem jest zainteresowany. Po dodaniu dodatkowego wymiaru zmienności na linii EUR/PLN wykres notowań ETF-a na euroobligacje wygląda następująco:

Ponownie przyglądamy się horyzontowi 5-letniemu i ponownie „tłumaczymy” oryginalną walutę notowań i aktywów funduszu na polskie złote. Inwestycja w ETF XGLE wyrażona w polskim złotym przyniosłaby w kolejnych latach następującą stopę zwrotu z inwestycji:

  • 2015 rok: +7,52%.
  • 2016 rok: -2,3%.
  • 2017 rok: -3,3%.
  • 2018 rok: +5,2%.
  • 2019 rok: +8,65%.
  • 2020 rok: +7,4%.

Może i zmienne, ale w ujęciu całkowitym wyglądają dobrze, prawda? Przypominam, że decydując się na inwestycję w ETF na euroobligacje w obecnej chwili kupowałbyś fundusz posiadający mnóstwo niskoprocentowych (lub wręcz nierentownych) obligacji skarbowych wyrażonych w walucie obcej. Byłby to wg mnie jeden z głupszych pomysłów na bezpieczne ulokowane środków w krótkim terminie. Także dlatego, że stopy procentowe państw europejskich nie za bardzo mają gdzie spadać, a wynoszą obecnie:

  • Francja: 0%.
  • Włochy: 0%.
  • Niemcy: 0%.
  • Hiszpania: 0%.

A rentowności 10-letnich obligacji tych państw wynoszą obecnie:

Dzięki państwom „mniej ekonomicznie stabilnym” typu Hiszpania lub Włochy, taki ETF w ujęciu nominalnym ma w długim terminie szansę na zarobienie jakiś pieniędzy, ale w krótkim terminie inwestycja w niego byłaby niczym mniej niż walutową spekulacją. Skoro ETF-y na obligacje skarbowe zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i krajów strefy euro nie wydają się mądrym sposobem na krótkoterminowe lokowanie nadwyżek to może z pomocą przyjdą znacznie bardziej ryzykowne obligacje krajów rozwijających się (ang. Emerging Markets)?

ETF na obligacje skarbowe krajów rozwijających się

Fundusze ETF, które omówiliśmy w poprzednich dwóch rozdziałach inwestowały tylko w aktywa notowane w konkretnej walucie. ETF na obligacje skarbowe rynków wschodzących przedstawia nową warstwę ryzyka, bo inwestuje on w obligacje 16 państw w 16 różnych walutach. W tym przypadku jego waluta notowań, czyli amerykański dolar nie ma żadnego znaczenia, bo produkty końcowe, w które ten inwestuje nie są nominowane w dolarze amerykańskim. Zacznijmy od przejrzenia notowań tego funduszu w jego walucie notowań, czyli właśnie dolarze:

Niestety dla analityka, fundusz ten istnieje dopiero od niespełna 3 lat, a więc nie dysponujemy tu zbyt długą historią. Nawet 3 lata wystarczą, by zauważyć sporą zmienność, jaką „oferują” obligacje skarbowe rynków wschodzących. Z jednej strony (z uwagi na podwyższone ryzyko bankructwa emitenta) są one znacznie lepiej oprocentowane, niż papiery dłużne krajów rozwiniętych. Z drugiej, natomiast każda niepewność gospodarcza będzie powodowała znaczne ruchy ich cen, co doskonale widać po lutym-kwietniu 2020 roku.

Co gorsza, przetłumaczenie waluty notowań na polski złoty niewiele pomaga, gdyż ryzykujemy tu na linii 16 walut państw, których obligacje ten fundusz ETF posiada… tyle, że wobec złotego. We wielu wpisach podkreślałem, że walutowa dywersyfikacja jest bardzo ważna, a fundusz posiadający 16 różnych walut jest zwykle stabilniejszy niż taki posiadający jedynie 1 walutę. Tym niemniej, także tu mamy bardzo wyraźnie występujące ryzyko zmian kursów walutowych, po prostu w mniejszej skali niż w przypadku dolara lub euro. Dostrzec je można na wykresie cen tego funduszu wyrażonym w polskim złotym:

W tym przypadku zmienność nie jest już wcale tak ekstremalna, bo w 2019 roku inwestor zarobiłby, a w 2020 roku stracił „jedynie” kilka setnych procenta. Nie zmienia to faktu, że zagraniczne instrumenty skarbowe jako inwestycja krótkoterminowa dla polskiego inwestora to trochę jak obstawianie, że złoty w horyzoncie kilku-kilkunastu miesięcy straci wobec danej waluty lub walut, w których emitowane są obligacje. Skoro w przypadku polskich obligacji notowanych w złotówce dobrą alternatywą dla obligacji skarbowych w krótkim terminie okazały się obligacje korporacyjne to może powinniśmy prześwietlić także fundusz ETF na zagraniczne korpo-obligacje?

ETF na zagraniczne obligacje korporacyjne

Znowu te fallen angels – pomyślą stali bywalcy mojego bloga. Otóż jako przykład solidnego ETF-a na zagraniczne obligacje korporacyjne zwykle wybieram właśnie „upadłe anioły” ze względu na to, że są to papiery dłużne firm, które niegdyś miały wysokie ratingi, ale „coś poszło nie tak” i zostały one obniżone. Z powyższego powodu, mimo niskich ratingów emitentów, a więc sporego ryzyka inwestycji w takie obligacje uważam, że ten ETF jest nieco bezpieczniejszy od takiego na junk bonds, ale nie firm, które niegdyś radziły sobie o wiele lepiej. ETF WING (iShares Fallen Angels High Yield Corp Bond UCITS ETF) inwestuje głównie w USA, ale także we Włoszech, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji, a więc posiada on pewien mix walutowy. Notowany w dolarze amerykańskim jego przebieg ceny wygląda następująco:

Jeśli czytałeś wpis „Obligacje (4/6) – Jak zainwestować w obligacje korporacyjne?” to z pewnością już wiesz, że obligacje korporacyjne ze względu na podwyższone ryzyko inwestycji zwykle oferują premię ponad rentowność obligacji skarbowych danego kraju. Premia ta wynosi pomiędzy 0,5, a nawet 10 pp. w zależności od ryzyka bankructwa emitenta, a ETF na fallen angels kupuje papiery dłużne o wysokim oprocentowaniu (oraz wysokim ryzyku), stąd w momentach niepewności (patrz: marzec 2020 roku na wykresie) jego osunięcia cen mogą przypominać te dotyczące akcji. Oczywiście podobna zależność dotyczy samodzielnie wybranych polskich obligacji korporacyjnych z Catalyst, ale tam masz pełen wpływ na wybór emitenta, a tu kupujesz „koszyk potencjalnych bankrutów”, stąd reakcja giełdy na złe dane z gospodarki może być bardzo emocjonalna. W przeliczeniu na złotówkę wyniki tego ETF-a wyglądają równie imponująco:

Czy ETF na zagraniczne obligacje korporacyjne wysokiego ryzyka jest zatem lepszą opcją krótkoterminową od ETF-ów na zagraniczne obligacje skarbowe? Powiedziałbym, że nie, bo każde „wahnięcie” rynku akcji spowoduje lokalny spadek cen obligacji z jego portfela, co dla inwestycji krótkoterminowej jest nieakceptowalne. Występuje tu także ryzyko walutowe, ale akurat ETF na „upadłe anioły” ma ekspozycję zarówno na dolara, jak i na euro, co nieco je redukuje. Mimo niestosowności żadnego z ETF-ów na zagraniczne obligacje w roli inwestycji krótkoterminowej, która ma przede wszystkim przechować wartość gotówki w złotych, uważam, że ETF na obligacje korporacyjne i tak ma największe szanse na nie tracenie pieniędzy w długim terminie, co niestety nie czyni go wystarczająco dobrą alternatywą dla krótkoterminowej inwestycji w jakiekolwiek polskie obligacje. Przejdźmy do rozdziału, na który wszyscy czekali, czyli do uwielbianych przez wielu polskich inwestorów surowców i kruszców, które rzekomo mają nas (a przynajmniej nasze pieniądze) uratować w momencie wielkiego kryzysu.

Surowce, kruszce i im podobne

Zacznę ten rozdział „z grubej rury”: jeśli chcesz bezpiecznie przechować środki w okresie 1, 2 lub 3 lat to trzymaj się z daleka od surowców, kruszców i metali szlachetnych. Niezależnie czy planujesz inwestycję w fizyczny kruszec, np. monety bulionowe lub sztabki, czy w fundusz ETC (Exchange Traded Commodity, czyli taki „ETF na surowce”) może okazać się to fatalną inwestycją krótkoterminową. Pikanterii dodam pisząc, że nawet w warunkach kryzysu na rynkach finansowych, (nie)wielkiego resetu, „zawalenia się systemu”, czy innej formy apokalipsy, Twoje kruszce mogą, ale nie muszą przynieść oczekiwanego zysku.

Ten rozdział zaczniemy od metali szlachetnych, których reprezentantami będą złoto i srebro, dopiero później przechodząc do omówienia drugiej grupy aktywów, jakimi są surowce. Tych dwóch grup nie powinno się mierzyć jednakową miarą, bo ich wartość wynika z zupełnie innych przyczyn (surowce są zwykle używane w przemyśle, a cena złota i srebra opiera się na ich wykorzystaniu w przemyśle, ale także na wierze inwestorów). Dochodzi też fakt, że część surowców się psuje/przeterminowuje, czego o metalach szlachetnych na szczęście powiedzieć nie można. Sprawdźmy zatem czy fundusz ETC na złoto to dobry pomysł na 2-3 letnie przechowywanie wartości swoich środków.

ETC na złoto

Złoto jest w pewnym sensie walutą, bo posiada swój kurs notowań wobec każdej waluty świata, a więc także złotówki. O złocie ciężko jest napisać cokolwiek innego niż to, że „jego losy bywały zmienne” i o ile w długim terminie niemal „gwarantowało ono przetrzymanie wartości kapitału” to już w krótkich odstępach czasu równie często prowadziło do zysków, co do strat. Wystarczy rzucić okiem na wykres ceny złota do polskiego złotego w ciągu ostatnich 2 dekad, by spostrzec, że mimo długoterminowego trendu wzrostowego równie często miało ono lata zyskowne, co stratne:

Dla przykładu – podobnie jak w przypadku zagranicznych obligacji – wypiszę Ci lata, w których inwestycja w złoto przynosiła nominalną stratę, wraz z jej wysokością:

  • Rok 2004: -15,51%.
  • Rok 2012: -4,45%.
  • Rok 2013: -29,97%.
  • Rok 2017: -5,83%.
  • Rok 2021 (pierwsze 2 miesiące): -8,73%.

Oczywistym jest to, że przez większość z ostatnich 20 lat inwestycja w złoto okazała się szalenie zyskowna, ale powyższe 5 okresów powoduje, że automatycznie nie nadaje się ono do portfela oszczędzającego w krótkim terminie. Szczypty pieprzu dodaje tu fakt, że historycznie cena złota wyrażona w dolarze amerykańskim była swego czasu przez prawie 3 dekady na minusie, co zaznaczyłem na poniższym wykresie:

Wybrałem wykres dotyczący ceny złota wyrażonej w dolarze amerykańskim ze względu na polską transformację ustrojową i zawirowania walutowe okresu denominacji „starego złotego”. „Trzy dekady straty” jest o wiele prościej pokazać na wykresie tego szlachetnego kruszcu do amerykańskiej waluty. Choć w długim terminie złoto w oczywisty sposób pomaga utrzymać wartość gotówki, to w krótkim i średnim terminie równie często daje inwestorowi zarobić, co stracić. Wobec tych argumentów – jakkolwiek atrakcyjnym metalem jest ten piękny kruszec, według mnie nigdy nie powinien być on uznawany za aktywo odpowiednie do krótkoterminowego przechowywania środków. 

Często śmieję się, że największą zaletą złota jest to, że nie jest ono ani akcjami spółek, ani obligacjami, a więc w naturalny sposób pomaga zdywersyfikować portfel inwestycyjny, któremu w długim terminie jego obecność prawie na pewno nie przyniesie krzywdy (choć nie zapominajmy okresu 27 lat, który przedstawiłem na wykresie). Nie bez powodu złoto znalazło się w kilku portfelach w każdym z trzech głównych wpisów o budowie portfela inwestycyjnego na moim blogu, czyli w tych artykułach:

Mimo jego oczywistych zalet, jakimi są ograniczona ilość, wiara inwestorów i (także) wykorzystanie w przemyśle to z pewnością nie jest ono kandydatem na bezpieczne przechowanie środków w krótkim terminie. A co z „młodszym bratem złota”, czyli srebrem? Czy jest ono równie zmienne, co złoto, co sprawia, że ciężko uznać je za dobrą inwestycję krótkoterminową?

ETC na srebro

W ostatnich latach srebro przyciąga uwagę inwestorów dlatego, że jest go więcej, jest ono znacznie tańsze od złota i… no właśnie, w okresie hossy na złocie, srebro wcale nie rosło tak dynamicznie jak szlachetniejszy z dwóch kruszców. Inwestorzy, którzy pytają mnie o sensowność posiadania srebra w portfelu często wspominają o tzw. Gold/Silver ratio, czyli o kursie złota do srebra, który w 2020 roku zbliżył się do swoich długoterminowych maksimów. Inwestorzy często zapominają, że na powrót tego wskaźnika do „normy” istnieją dwa sposoby:

  • Wzrost ceny srebra przy utrzymaniu się ceny złota.
  • Spadek ceny złota przy utrzymaniu się (a nawet spadku, ale mniejszym) ceny srebra.

W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami tego drugiego, bo kurs złota do srebra spada, ale prawie wyłącznie przez spadki na rynku cen złota. Efektem tego jest obniżanie gold/silver ratio do średnich poziomów z ostatnich 3 dekad:

Los po raz kolejny daje pstryczka w nos naiwnym inwestorom, którzy byli przekonani, że złoto utrzyma (krótkoterminowo) swoją cenę, a srebro zacznie drożeć, by wskaźnik gold/silver ratio „wrócił do normy”. Póki co to się nie stało, ale w kontekście inwestowania w srebro warto oderwać je na moment od złota i porównać do naszej waluty, czyli polskiego złotego. Wystarczy rzut oka na wykres zmian cen srebra do polskiego złotego, aby wyciągnąć podobne wnioski, co w przypadku cen złota:

Inwestor, który w latach 2011-2012 zainwestowałby w srebro potrzebowałby ponad dekady na odrobienie swoich strat wobec polskiej waluty. Nawet nie wnikając w to, czy srebro jest drogie, czy tanie, sprawia to, że srebro krótkoterminowo jest raczej nie najlepszą (a na pewno nie najpewniejszą) inwestycją. Przypominam w tym miejscu, że jest to artykuł o oszczędzaniu krótkoterminowym, np. na wkład własny swojego mieszkania, a nie o budowaniu portfela długoterminowego, stąd mój sentyment do kruszców jest w tym kontekście bliski zeru.

Uważam, że w krótkoterminowym lokowaniu pieniędzy to nie sentymenty i wiara w cokolwiek, zaś chłodna kalkulacja powinna kierować decyzjami inwestora (w długoterminowym inwestowaniu mam podobne zdanie, ale wiara w autorytety może boleć bardziej właśnie w krótkim terminie), a więc pora Cię przed czymś ostrzec. Jeśli oszczędzasz na dom/samochód/cokolwiek i wiesz, że zainwestowane środki będziesz musiał w ciągu 2-3 lat wypłacić to trzymaj się od obydwu szlachetnych metali z daleka. Potwierdzi to ostatecznie wykres ich cen do dolara amerykańskiego w ciągu ostatnich 50 lat, na którym zobaczysz długoterminowy trend wzrostowy, ale krótkoterminowy chaos i ogromną zmienność ich cen:

Choć wykres potwierdza, że dla cen złota i srebra zdarzały się też spokojniejsze dekady (lata 90-te ubiegłego wieku) to prawie regułą jest zmiana kursu obydwu kruszców wobec dolara amerykańskiego o przynajmniej 5% w dowolnym kierunku w ciągu każdego z lat. Jeśli uważasz, że dobrym pomysłem jest lokowanie środków na 12, 18, 24, lub 36 miesięcy w coś równie zmiennego to powodzenia w inwestycji, ale w celu uniknięcia „krwi na mych rękach” odsyłam Cię raczej do polskich detalicznych obligacji skarbowych i polskich obligacji korporacyjnych niższego ryzyka. Pora na surowce, czyli aktywa, które w teorii zachowują się dobrze w czasach wysokiej inflacji. Sprawdźmy to.

ETF na surowce

Bardzo mądry inwestor i jeden z moich największych idoli świata inwestowania – Aswath Damodaran (link do jego bloga zupełnie „inna liga” pod względem merytoryki i poziomu zaawansowania) wyceniając spółki wydobywcze wspomniał, że nie bez powodu ceny ich akcji są pozytywnie skorelowane z cenami surowców. Jesteś tym, co wydobywasz i sprzedajesz to stwierdzenie zaskakująco prawdziwe, gdy dotyczy ono spółek wydobywczych. Od czego zależy więc cena surowca? Zazwyczaj od globalnego popytu i podaży, czyli tego ile firmy przetwórcze i produkcyjne potrzebują danego surowca do produkcji towaru końcowego.

Tłumaczy to ogromny (ponad 20 procentowy) spadek ceny ETF-a na surowce mieszane ICOM (iShares Diversified Commodity Swap UCITS ETF), dla którego początek 2020 roku był równie kiepski, co dla rynku akcji, a pozostała część roku była prawie tak dobra jak dla akcji. Widać to wyraźnie na wykresie trzyletnich zmian ceny tego ETF-a, który w prosty i skuteczny sposób powinien wybić inwestorowi z głowy inwestycję w surowce jako mądre aktywo do krótkoterminowego przechowania środków:

Jeśli ciekawi Cię co ETF ICOM ma „pod maską” to są to kontrakty swap na różnorakie surowce, przy czym są to głównie gaz, ropa, surowce rolne, metale szlachetne i metale przemysłowe. Wiele źródeł naukowych zauważa korelację cen surowców ze światową inflacją, ale czy sprawia to, że nawet w otoczeniu rosnącej inflacji wzrost cen surowców jest jakkolwiek gwarantowany (podobnie do stopy zwrotu z obligacji antyinflacyjnych COI, EDO, ROS i ROD)? Otóż nie – obserwacja pewnych zależności historycznych nigdy nie powinna być głównym motorem decyzji inwestora, a dużo ważniejsza powinna być tutaj (znowu) problematyczna i wysoka zmienność cen surowców. Nie trzeba szukać daleko, począwszy od bardzo zmiennej ropy:

Cena baryłki ropy brent to w ostatnich 20 latach prawdziwy rollercoaster, bazujący na geopolityce i umowach krajów OPEC bardziej niż na czymkolwiek innym. Szukając wśród surowców większej stabilności warto spojrzeć na miedź, będącą metalem przemysłowym o szerokich zastosowaniach, która również grzeszy sporą zmiennością:

W moich oczach inwestycja w miedź to taka „gorsza inwestycja w spółki przemysłowe”, bo choć w długim terminie cena miedzi rosła to firmy przemysłowe (również te, które ją w produkcji wykorzystują) zwykle radziły sobie o wiele lepiej. Może nagłe i częste spadki wartości będą mniejsze w przypadku surowców rolnych, na które popyt powinien się utrzymywać lub rosnąć? Spójrzmy na wykres cen kukurydzy (a raczej kontraktów futures na kukurydzę):

Z jednej strony ciężko mi się wyobrazić inwestora, który swoje pieniądze pakuje w kontrakty futures na kukurydzę, a z drugiej właśnie tak absurdalnie brzmią rady niektórych internetowych guru. Ale prawda broni się sama, a wiara w „surowce jako dobry hedge od inflacji” nie sprawi, że przestaną one być bardzo zmiennymi aktywami, które w ruchach swych cen porównać można raczej do akcji, niż do obligacji. Aby dać szansę surowcom warto spojrzeć też na cenę kakao w stosunku do dolara, która od 15 lat porusza się w typowym trendzie bocznym, w którym poszczególne lata są jednak bardzo zmienne:

Na wszystkich czterech wykresach cen surowców przedstawiałem ich cenę do dolara amerykańskiego, w którym te kontrakty są rozliczane. Podobnie jak w przypadku metali szlachetnych, surowce okazują się raczej kiepską inwestycją krótkoterminową i poza wybiciem ich z głowy osoby poszukującej bezpiecznej przystani dla swojego kapitału na 1, 2, lub 3 lata niewiele mogę zrobić. Mam świadomość, że wpis ten był bardzo długi i prawdopodobnie dość kontrowersyjny i wiele osób może zadać pytania w rodzaju:

  • Czy pożyczanie pieniędzy państwu serio jest najlepszym pomysłem?
  • Co jeśli wystąpi hiperinflacja lub wielki/niewielki reset?
  • Co jeśli surowce naprawdę zachowają się dobrze w warunkach wysokiej inflacji?

I tak dalej, i tak dalej. Wpis ten dotyczył empirycznego przedstawienia tego jak w przeszłości zachowywały się wybrane klasy aktywów oraz prezentacji tych najmniej zmiennych, czyli nienotowanych na giełdzie lub tych, których ceny zachowują się najbardziej przewidywalnie. Mając świadomość, że część czytających może być w tej chwili bardzo niezadowolona chciałbym poprosić o odrobinę tolerancji w komentarzach. Wpis ten ma by ponadczasowy i nie dotyczyć jedynie obecnej koniunktury rynkowej (I-II kw. 2021 roku), ale kolejnych 10, 20, a nawet 50 lat. Jakich aktywów użyłbym wobec tego do bezpiecznego przechowania swoich środków w krótkim terminie?

Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?

Ten wpis jest tak długi i treściwy, że zasługuje na dobre podsumowanie w postaci rankingu. Zacznijmy od najkrótszego możliwego terminu, czyli pół roku:

  • Okres inwestycji: 6 miesięcy:
    • Miejsce 1: Obligacje korporacyjne z 6-miesięcznym terminem wykupu.
    • Miejsce 2: Promocyjne lokaty bankowe.
    • Miejsce 3: Obligacje skarbowe 3-miesięczne.

  • Okres inwestycji: 12 miesięcy, czyli 1 rok:
    • Miejsce 1: Obligacje korporacyjne z rocznym terminem wykupu.
    • Miejsce 2: Promocyjne lokaty bankowe.
    • Miejsce 3: Obligacje skarbowe 3-miesięczne.

  • Okres inwestycji: 2 lata:
    • Miejsce 1: Obligacje korporacyjne z 2-letnim terminem wykupu.
    • Miejsce 2: Obligacje skarbowe COI/ROS.
    • Miejsce 3: Obligacje skarbowe EDO/ROD.

  • Okres inwestycji: 3 lata:
    • Miejsce 1: Obligacje skarbowe COI/ROS.
    • Miejsce 2: Obligacje skarbowe EDO/ROD.
    • Miejsce 3: Obligacje korporacyjne z 3-letnim terminem wykupu.

Rozpiszę też ranking dla horyzontu 4- i 5-letniego, bo skoro już piszę tak długi wpis to mógłbym od razu posortować po nieco dłuższych okresach inwestycji. Oto ranking dla horyzontu 4-letniego:

A to dla 5-letniego:

Z uwagi na to, że inwestycja w obligacje korporacyjne nie jest dla każdego i wypada przed dokonaniem jej trochę poczytać, sugerowałbym początkujących ominąć tę pozycję (mimo faktu, że wygrywa w trzech kategoriach czasowych). Jeśli mimo to chciałbyś zainwestować w obligacje korporacyjne to zacznij od przeczytania wpisu „Obligacje (5/6) – Jak poprawnie inwestować w obligacje niezależnie od koniunktury?„. Powoli dochodzimy do końca, ale mam nadzieję, że treść, którą znalazłeś w tym wpisie Ci się przydała. Jeśli tak, a jeszcze nie masz konta maklerskiego to serdecznie zachęcam do założenia go z jednego z moich linków poniżej. Z góry serdeczne dzięki!

Potrzebujesz taniego konta maklerskiego do inwestowania?

Potrzebujesz lepszej oferty ETF-ów lub chcesz założyć maklerskie IKE/IKZE?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Potrzebujesz taniego konta maklerskiego? Kliknij, by założyć konto z 0% prowizją transakcyjną w XTB:

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Potrzebujesz lepszej oferty ETF-ów lub chcesz założyć maklerskie IKE? Kliknij, by otworzyć eKonto z eMaklerem:

Podsumowanie

To był naprawdę długi, wyczerpujący i ciężki do napisania wpis, co sprawia, że powątpiewam w to, że wiele osób przeczyta go od deski do deski. Do najważniejszych wniosków, które chciałbym Ci w podsumowaniu przedstawić należą:

  • ETF-y na zagraniczne obligacje skarbowe to nie najlepszy pomysł na inwestycję krótkoterminową.
  • ETF-y na zagraniczne obligacje korporacyjne to jedynie niewiele lepszy (ale dalej kiepski) pomysł na inwestycję krótkoterminową.
  • ETC na metale szlachetne i ETC na surowce to chyba najgorszy pomysł na krótkoterminowe przechowywanie wartości swojej złotówki. Powiedziałbym, że zazwyczaj lepiej będzie trzymać środki przez 1-3 lata w skarpecie/pod materacem niż ryzykując na surowcach lub metalach szlachetnych, które bywają bardziej zmienne od akcji (zwłaszcza od akcji dużych spółek).

Nie bez powodu najważniejszą część wpisu umieściłem na samej górze. Jeśli chcesz rozsądnie ulokować środki w krótkim terminie to trzymaj się z dala od akcji i innych zmiennych aktywów, a zamiast nich wybierz obligacje skarbowe lub starannie wybrane obligacje korporacyjne przedsiębiorstw o dobrej renomie na rynku. Mam nadzieję, że artykuł się podobał i liczę na ciekawą i konstruktywną dyskusję w komentarzach. Jako, że wpis dotyczył krótkoterminowego przechowania środków to lekko nawiązuje on do artykułu o poduszce finansowej, który zatytułowałem „Dlaczego ceny funduszy ETF na obligacje zmieniają się dynamicznie?„, a w którym dzielę się swoją opinią i swoim sposobem na prowadzenie „bezpieczniejszej” części portfela inwestycyjnego. Serdecznie Ciebie zachęcam do zajrzenia również tam i do wzięcia udziału w dyskusji o tzw. poduszce finansowej.

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do mojego newslettera:

.

Zero spamu, maksimum wartościowej treści.

Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

5 28 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
141 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Marcin

Cześć,

fajny wpis dziękuję za wartościowy materiał! Niestety od jutra (09.03) BFF Banking Group obcina oprocentowanie lokat 3 miesięcznych do 0,25% więc opłacalność zakładania tam lokat drastycznie spada.

Marcin

To od razu kolejna ciekawostka i plan wprowadzenia ujemnego oprocentowania lokat w niektórych bankach. Niestety trzymanie oszczędności w banku coraz mniej opłacalne się staje.

https://www.rp.pl/Banki/303089896-Definitywny-koniec-lokat-ktore-przynosza-zysk.html

Michał

Obrazek do polskich detalicznych obligacji skarbowych z inflacją 3% się nie wgrał na serwer 😉

Michał

Poboczne nieco pytanie dotyczące obligacji długoterminowych USA. Czy ten wielki spadek w tym roku nie jest bardzo dobrą okazją do długoterminowego zakuptu ETF na takie obligacje? US treasuries to najmniej skorelowana (a nawet odwrotnie skorelowana) klasa aktywów do akcji w ogóle…?

I znów super wpis – gratulacje.

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Michał
Ppp

Teoria:
Należałoby poczekać, aż FED kilka razy podniesie stopy, potem kupić ETF/fundusz obligacji USA i czekać na spadki oprocentowań, co spowoduje wzrost cen i funduszy.
Praktyka:
Na spełnienie warunku teoretycznego możemy poczekać kilka lat, więc problem jest nieco inny – czy obecne spadki traktować jak korektę przed bardzo powolnym wzrostem (sygnał kupna), czy będą kolejne spadki i trzeba po prostu siedzieć na gotówce kolejne miesiące (kupować po kolejnej fali spadków)? 
Oczywiście nie możesz tego przewidzieć, bo nikt nie może, po prostu przedstawiam problem.
Nie przepraszaj za długi wpis – jest bardzo dobry. A to, że czasem się pominie fragment, który danego czytelnika nie dotyczy – to normalne przy zbiorczych opracowaniach.
Pozdrawiam.

Przemek

Dzięki za wartościowy wpis! Sam parę miesięcy temu stanąłem przed dylematem przechowania środków w okresie 1 roku i na tej podstawie wybrałem instrumenty, których trochę brakuje mi we wpisie, czyli:

  • obligacje skarbowe notowane na rynku kupione za pośrednictwem TFI;
  • instrumenty rynku gotówkowego również kupione za pośrednictwem TFI;

O ile w drugim przypadku nie ma czego opisywać, o tyle warto skupić się na opcji pierwszej. Kierowałem się założeniem, że TFI posiada w swoim portfelu obligacje już wyemitowane, o znacznie wyższej rentowności, niż obligacje skarbowe wypuszczane obecnie. Chcąc „popłynąć na tej fali” rentowności zdecydowałem się na InPZU Obligacji skarbowych i NN Obligacji. Niestety jak na razie oba te instrumenty przynoszą stratę ok. 1%.

Jak widać kierowałem się faktem wyższej rentowności obligacji w portfeli funduszy inwestycyjnych, ale nie wziąłem pod uwagę spadku popytu na te obligacje związane z wykupem jednostek funduszy przez uczestników. Co jak mniemam jest skutkiem ryzyka zwiększenia stóp procentowych i wzrostem inflacji, przez co same obligacje stają się mniej opłacalne.

Podsumowując, dotychczas obligacje skarbowe notowane na rynku nie miały w jakimkolwiek okresie 6-miesięcznym wyniku minusowego… miejmy nadzieję, że obecny spadek to tylko chwilowa korekta. Ja zachęcam do opisania także tej klasy aktywów jak i samego odniesienia się co do perspektyw funduszy obligacji skarbowych 🙂

Piotrek

Obligacje skarbowe notowane na rynku – jest to opisane w artykule 🙂 inPZU Obligacje polskie ma w benchmarku wspomniany indeks TBSP. Uwzględniając opłaty nawet „dobrze” go odwzorowuje:comment image

NN Obligacji jest trochę bardziej aktywnym funduszem, ale ogólnie zasada będzie bardzo podobna. Niestety poprzednie wyniki tych funduszy są bardzo mylące. Sam miałem NN Obligacji przez blisko 2 lata i mocno zarobiłem na spadkach stóp procentowych. Obecnie ich perspektywa jest kiepska, bo te stopy za bardzo nie mają już gdzie spadać.

Maniek

Hej,
Czy kiepska perspektywa tyczy się również NN obligacji krótkoterminowych?
Mam tam od jakiegoś czasu trochę środków i faktycznie zastanawiam się czy ich stamtąd nie przenieść.

Maniek

Dzięki za odpowiedź 😉
wiem właśnie ze nastał nie najlepszy okres dla tego typu funduszy natomiast póki co trzyma mnie trochę fakt że od ostatniej obniżki stóp fundusz potrafił i tak urosnąć ok 3.4% brutto. I w przeciwieństwie do np inpzu obligacje polskie nie zaliczył ostatnio spadku. Być może ze względu na to że ponad 30% to aktywa nieskarbowe o stałym % jeśli dobrze rozumiem są one mniej poddatne na spadki/wzrosty stóp proc?
Zastanawiam się po prostu teraz czy jest sens zmieniać ten fundusz na „skarbówki” czy efekt będzie zbliżony.
Pozdrawiam 😉

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Maniek
Olek

Taki inPZU Inwestycji Ostrożnych wydaje się całkiem ciekawą alternatywną dla aktualnie (nędznie) oprocentowanych lokat.

Olek

Za ostatni rok zwrot to 1,05%, więc lepiej niż którekolwiek antyinflacyjne obligacje detaliczne wykupywane przed czasem, a ryzyko mniejsze niż w przypadku choćby inPZU Obligacje Polskie.

Marcin

Czesc Mateusz,

Nie zgadzam sie z opinia na temat inPZU Inwestycji Ostroznych. Moze w oderwaniu od innych czynnikow patrzac wylacznie na oprocentowanie wypada slabiej od TBSP – ale daje Ci plynnosc i elastycznosc dzialania. Nie zamrazasz srodkow. Dodatkowo masz mozliwosc szybkiego ich przesuniecia w obrebie parasola podatkowego na inne pasywne i niskokosztowe (w polskich realiach 🙂 ) fundusze akcji i obligacji, gdy na rynkach jest przecena – lub ruchu w druga strone, gdy uznasz np. ze ceny akcji sa zbyt wysokie. Jak dla mnie idealne rozwiazanie, gdy prowadzisz dlugoterminowe inwestowanie portfelowe do ktorego namawia chocby Jacek Lempart.
Co do obligacji korporacyjnych i Catalyst – widac, ze jeszcze nie przejechales sie na defaulcie 🙂 Ja wyleczylem sie z Catalyst w 2015 roku (1 uczciwe bankructwo i 2 ciagnace sie do dzisiaj sprawy w prokuraturze) i nie zamierzam na ten rynek nigdy wracac. Nie warto w polskich realiach prawnych ryzykowac 100% kapitalu dla zarobku 3% na odsetkach.

Pozdrawiam i gratuluje super merytorycznego blogu. Swietna robota!

Marcin

Marcin

Jesli nie przejechales sie jeszcze na defaulcie to znaczy, ze dobrze wybierasz emitentow (szacun!) i masz troche szczescia (tez szacun 🙂 – bo odrobina fartu w inwestowaniu zawsze jest troche potrzebna). Nie zgadzam sie z pomijaniem PBG i GetBack w wyliczeniach – dla mnie to 'analiza wsteczna zawsze skuteczna'. Te firmy byly przeciez swego czasu postrzegane jako stabilni emitenci. PBG to WIG20, GetBack – laureat nagrod rynku kapitalowego. Przecietny Kowalski kilka lat temu nie mialby powodow, aby rezygnowac z ich papierow. Powtarzam – dla mnie Catalyst to nie jest rynek dla inwestora indywidualnego. Nigdy nie wiesz tego co juz wiedza prezesi i zarzady firm, ktore uplasowaly tam swoj dlug. Ryzyko do zysku jest zbyt wielkie, dodatkowo slowo 'obligacja' budzi w przecietnym inwestorze poczucie bezpieczenstwa podczas gdy w praktyce obligacje firm sa znacznie bardziej niebezpieczne od ich akcji. Ja bawilem sie tam 6-7 lat temu i zdobylem doswiadczenie, aby juz nigdy tego nie robic 🙂 Ale oczywiscie inni moga miec inne zdanie i nie musza sluchac dinozaura, ktory pierwszy rachunek maklerski zalozyl w 1994 roku.. 🙂

Pozdrawiam serdecznie!

Marcin

Juz tlumacze moja 'mala glupotke' bo faktycznie byl to nieprecyzyjny skrot myslowy. Piszac o obligacjach jako bardziej niebezpiecznych niz akcje mialem na mysli niekorzystny stosunek zysku do ryzyka. Kupujac obligacje korporacyjne w normalnej sytuacji (czyli po cenie zblizonej do nominalu) i planujac ich trzymanie do daty wykupu ryzykujesz 100% zainwestowanych pieniedzy (jesli bedzie default) aby zyskac powiedzmy 3-5% (gdy dojdzie do wykupu). Kupujac akcje rowniez ryzykujesz 100% (bankructwo – o ile nie zdazysz sie wycofac co na rynku akcji jest latwiejsze z uwagi na plynnosc) ale potencjalny zysk wynikajacy z ich wzrostu jest nieskonczony. Majac wiec wybor i taka sama potencjalna strate w pesymistycznym scenariuszu wole kupic instrument, w ktorego wypadku oczekiwana potencjalna 'nagroda' jest wyzsza. A to, ze obligatariusze sa splacani przed akcjonariuszami praktycznie ma niewielkie znaczenie – gdy okazuje sie, ze spolka jest wydmuszka i do podzielenia jest okragle zero nie ma znaczenia, kto jest pierwszy w kolejce.. Biorac pod uwage, ze funkcjonujemy w srodowisku zerowych stop i pogoni ludzi niekoniecznie posiadajacych inwestycyjne doswiadczenia a posiadajacych oszczednosci za rentownosciami to spodziewam sie w kolejnych latach wysypu roznych 'szemranych' pomyslow typu 'gwarantowany zysk' lub 'weksle inwestycyjne' a emisje wysokooprocentowanych obligacji korporacyjnych emitowane przez niepewne firmy swietnie sie w to wpisuja. Podsumowujac wiec ten przydlugi wywod – ja trzymalbym sie z daleka od Catalyst ale trzymam kciuki, abys mial lepsze doswiadczenia niz ja 🙂

Pozdrawiam serdecznie

Marcin

Przemek

Jasne, dzięki. Z jakiegoś powodu założyłem, że rozdział ten odnosi się do zakupu obligacji bezpośrednio na Catalyst, a nie do zakupu obligacji znajdujących się już w portfelu TFI.

A czy patrząc na fundamenty, czyli posiadanie przez TFI wciąż obligacji o wysokiej rentowności (nawet jeśli tak jak piszesz rynek to zdyskontował), to realne jest ryzyko straty nominalnej w okresie 1-2 lat? Dokonując zakupu kierowałem się założeniem, że mimo wszystko obligacje te nie mają ujemnej rentowności i powinny lepiej lub gorzej zarabiać. Ryzyko podniesienia stóp procentowych zaakceptowałem jako mało prawdopodobne. Czy w takiej sytuacji krótkotrwała strata to wynik aktualnego zmniejszania się popytu na rynku, który można pominąć w okresie dłuższym niż kilka miesięcy?

Dodam, że zainwestowałem niewielką kwotę i traktuję te pieniądze jako naukę inwestowania. Oceniając ryzyko, założyłem że przy braku zmiany stóp obligacje notowane na rynku powinny zarabiać tyle ile wynosi ich rentowność. Teraz już wiem, że nie uwzględniłem jednak, że cena zakupu była zawyżona w zw. z niska rentownością nowych obligacji.

Przemek

Greg

Decydując się na sposób ulokowania pieniędzy na 2 lata dobrze mieć na uwadze to, co chce się z nimi potem zrobić. Jeżeli mają one służyć płatnościom, których wielkość już teraz możemy określić w PLN – to wszystko jest jak we wpisie, nic dodać nic ująć.
 
Sytuacja wygląda inaczej, jeżeli zamierzamy kupić sprzęt komputerowy, wyposażenie gabinetu stomatologicznego, samochód wymarzonej marki – czyli ogólnie towary importowane. Ich cena w polskich złotych będzie kształtowana w oparciu o ceny światowe i kurs waluty. Zupełnie nieistotna będzie lokalna inflacja wyliczana jako kombinacja indeksów wzrostu cen majonezu, strzyżenia męskiego, kapci i temu podobnych towarów i usług. W takim przypadku ulokowanie pieniędzy w walutach obcych może mieć sens.
 
Ale uwaga: w gotówce, trzymanej nawet na nieoprocentowanym rachunku. Kupując jakiekolwiek – nawet najbezpieczniejsze – instrumenty, sporo ryzykujemy. Przy obecnych stopach procentowych korzyść z uzyskanych odsetek jest praktycznie żadna. Za to w razie osłabienia się złotego przy odsprzedaży zapłacimy podatek Belki – czego unikniemy w przypadku gotówki.

Anna

Dzień dobry,

Dziękuję za wspaniałego blog, najlepszego bloga o finansach pisanego po polsku którego do tej pory znalazłam. Już bardzo wiele nauczyłam się o inwestowaniu dzięki Tobie.

Chciałabym dołączyć do tej dyskusji: jak wyglądałaby Twoja odpowiedz na pytanie zadane w tym tekście jakby chodziło o wydatek w konkretnej innej walucie (tzn. w EUR) a nie w PLN. To znaczy, jakby czytelnik (w Polsce, z dostępem do instrumentów dostępnych w Polsce) zbierał pieniądze na wkład własny na zakup mieszkania np. w Rzymie czy w Wiedniu.

Tu chyba wyglądałoby inaczej z ryzykiem walutowym (np. do ETFow notowanych w euro), a polskie obligacje skarbowe niestety byłyby już mnie atrakcyjne, ze względu na ryzyko na linii PLN-EUR.

Pozdrawiam,
Anna

Anna

Hej Mateusz,

Dziękuję za odpowiedź! Przyjrzę się tym opcjom — i będę tu wracać, żeby czytać kolejne wpisy na blogu.

Pozdrawiam,
Anna

Janek

Witam ,świetny blog, polecam go każdemu, kto próbuje poszerzać wiedze o możliwych inwestycjach.
W ETF na zagraniczne obligacje korporacyjne przedstawiłeś sytuacje „fallen angells funds”. Czy są ETF na normalne obligacje korporacyjne i czy w nie warto zainwestować?

Lukasz

Hej Mateusz,

Gdzie tu jest blad ? Wzrost oprocentowania to silniejsza waluta a przeciez wzrost orpocentowania obigacji to spadek ich ceny a tym samym Etf idtl ? Z drugiej strony ten etf sam w sobie jest dolarowy wiec jego cena powinna byc pozytywnie skorelowana z dolarem a nie odwrotnie ?!

Łukasz

I to jest zrozumiałe jak najbardziej i tak samo do tego podchodzę tylko często czytam że IDTL musi niejako poruszać się w tą same stronę co dolar co już nie do końca jest moim zdaniem prawda patrząc na ostatnie pół roku chociażby .

Krzysztof

Świetny artykuł, dzięki! Wkradł się tylko drobny chochlik w oprocentowaniu ROD, które wynosi 2% w 1 roku i 1,5% + inflacja w kolejnych. Pozdrawiam!

Piotrek

Świetny artykuł, chociaż strasznie pesymistyczny. Sam ostatnio zostałem zapytany przez znajomego jak ulokować środki na 2-3 lata to też miałem podobne wnioski do Twoich: tylko obligacje. Niestety zarówno skarbowego jak i korporacyjne mają swoje wady:
skarbowe – może występować silna niechęć pożyczania pieniędzy obecnemu rządowi i ogólny brak zaufania do Państwa
korporacyjne – jednak wyższy próg wejścia (trzeba jednak zrobić jakąś analizę firm, ogarnąć więcej papierów, może jakiś rachunek maklerski jak to rynek wtórny).

To jest ten moment, w którym cieszę się że raczej spoglądam na perspektywę 19 – 29 letnią niż kilkunastomiesięczną 😉

Piotrek

Odnośnie obligacji skarbowych to nie miałem na myśli ryzyka, ale zwykłą niechęć do obecnej władzy (czy jakiejkolwiek władzy). Sam jak rozmawiałem ze znajomymi o tym, że część oszczędności ulokowałem w EDO to spotkałem się ze zdziwieniem, że „finansuję TEN rząd”.

Odnośnie korporacyjnych to tu masz dwa progi wtajemniczenia. Jeden to czysto techniczny „jak” – zarówno emisja pierwotna (sam tak zacząłem), czy rachunek maklerski i Catalyst, ale drugi próg to „komu pożyczamy”, a ten może być trudniejszy do przeskoczenia dla kogoś kto w tym nie siedzi. Przykłady Getbacku, czy najświeższy Idea banku niestety wielu mogą zniechęcić do tego rynku.

Dlatego w pełni się zgadzam z przesłaniem artykułu, że obligacje korporacyjne są trochę fajniejsze, ale nie dla każdego 🙂

A co do akcji to mogliby zacząć jakieś wyprzedaże, bo w końcu wpłaciłem limit na IKZE i chętnie bym coś kupił w promocji 😀 Straszą tą korektą (krachem / załamaniem / Armagedonem), a ciągle drogo…

Robert

Współczuję znajomych. W trosce o ich zdrowie poleć im dobrego psychoterapeutę, bo takie zachowania zahaczają o poważną fobię. Coś w stylu „nie tankuję na Orlenie”.

Mateusz

Świetny wpis, długi, treściwy, no i potwierdza też trochę moje przypuszczenia. Czytam trochę blogów o inwestycjach i jesteś najlepszy. Dziękuję Ci za wykonywaną pracę, będę wracał, a jak napiszesz kiedyś książkę to na pewno ją kupię 😉 Powodzenia i wytrwałości!

Konrad

Cześć Mateusz,

Świetny wpis choć niezbyt optymistyczny 😉
Jeśli ktoś nie ma żadnej wiedzy na temat obligacji korporacyjnych to pozostaja mu tylko obligacja skarbowe lub skarpeta w horyzoncie 1-2 lat.
Znów się z Tobą zgadzam co nie do końca jest dobre ale nareszcie nie w 100% ;))))
A mianowicie złoto:
Znów widzę ten wykres 27 lat kiedy można było być na stracie, otóż jak sam przyznajesz przy okazji innych analiz takie patrzenie historyczne bywa bardzo złudne.
Nikt nie ma szklanej kuli więc to jedynie przypuszczenie i luźne myślenie ale trzeba zobaczyć jakie to był okres w latach 80, jak zachowywały się realne stopy procentowe, jaki był stosunek do pieniądza jako takiego , jak postępował proces psucia waluty , na jaką skalę były przeprowadzane ataki spekulacyjne , jaka była świadomość wartości złota w czasie itd itp…
Każdy ma prawo do własnego zdania ale moim zdaniem nie ma pewniejszego aktywa i atrakcyjniej wycenianego w tej chwili o czym można się przekonać sledzac choćby ratio dowjones do złota.
To wszystko nie oznacza absolutnie że ktoś powinien lokować ponad 50% swoich środków w metale bo to skrajna głupota.Dywersyfikacja przede wszystkim ale jak często słyszę że ” złotem się człowiek nie naje” to mam wrażenie że rozmawiam z finansowym dyletantem.

Tajpan

Obligacje skarbowe indeksowane inflacją wydają się jedyną bezpieczna opcja która pokona inflację. No ale jednak są minimum na 4 lata… co gdy np potrzebujemy środków po dwóch…

Piotrek

To jest ogólny problem z tymi obligacjami. Wielu ludzi nie potrafi wyłapać, że 4 czy 10 letnie obligacje, można bez problemu zerwać wcześniej 😉 Sam ostatnio to przetestowałem – równy tydzień od zlecenia środki trafiły na konto.

Mariusz

Dzięki za ten wpis! Kawał lektury, ale znów czyta się przyjemnie.

Pokazujesz tabelki dla inwestycji do 5 lat włącznie, przy jakim horyzoncie uważasz że warto już dołożyć do obligacji także ETFy na akcje? 10lat, 15? Zwłaszcza zakładając regularny dokup i rebalancing?

Krzysztof

Kompletnie nie rozumiem podejscia do lokowania znacznej czesci kapitalu w aktywach ktore mamy tylko na papierze i nie mozemy samodzielnie sprzedac. Artykul od strony fachowej dobitnie pokazuje ze wiekszosc wymienionych pozycji jest slaba.
Z akademickiego punktu widzenia autorowi nie dosc ze nie mozna nic zarzucic to trzeba przyznac ze odwalil kawal dobrej roboty.
Niemniej wszystkim powaznie zastanawiajacym sie sugeruje dywersyfikacje nastepujaca: (oczywiscie w dluzszym terminie)

Przyklad dla 100 tys zl
1. Nieruchomosc zakupiona z mysla o pozniejszej odsprzedazy – KUPUJESZ garaz i wynajmujesz 25 tys
2. Kupujesz zloto fizyczne – 50 tys
3. Kupujesz krypto -25 tys

Garaz przyniesie jakies 5 tys czystego zysku przez okres 3 lat, jego wartosc raczej tez wzrosnie
Ilosc zlota jaka bedziesz mial w domu zawsze bedzie taka sama jak kupiles czyli ok 7 monet uncjowych
Krypto – jesli rozsadnie podzielisz na stabilniejsze i ryzykowniejsze i masz twarde jaja i duzo potencjalu do ryzyka tonie powinienes stracic.

Piotrek

Ilosc zlota jaka bedziesz mial w domu zawsze bedzie taka sama jak kupiles czyli ok 7 monet uncjowych

Wiesz, jak wypłacisz 100k w gotówce to ilość banknotów też będzie dokładnie taka sama… oczywiście zakładając że nie zgubisz albo pies Ci nie zje..

Tomasz K.

Mateuszu, dziękuję za ten artykuł. Dał mi do myślenia. Szczególnie w kontekście kilkuletniej perspektywy na kontach IKZE moich rodziców (którzy są już powyżej 65 lat, ale nadal pracują/prowadzą działalność). Szkoda, że nie ma czegoś takiego jak IKZE Obligacje. Byłoby nieco łatwiej (z IKE Obligacje korzystają już:-)). Muszę się pouczyć jak wybierać obligacje korporacyjne na Catalyst, bo nie widzę w miarę bezpiecznej alternatywy w perspektywie 4-5 lat na koncie IKZE. Artykuł też super w kontekście „co zrobić z kasą na wkład własny?” – gdzie perspektywa jest 2-3 lata właśnie! Trafiłeś w sedno, będę po raz kolei podsyłać znajomym i rodzinie:-)

Tomasz K.

A czy jest jakaś szansa na artykuł o tym jak wybierać obligacje korporacyjne na Catalyst?:-) Wiem, że już trochę o tym wspomniałeś w artykule Obligacje 5/6, ale dałeś tam nadzieję na obszerniejsze poruszenie tematu:-)

Zdrowy bilans oznacza zdrową spółkę. Nie pisałem jeszcze na blogu o szczegółach analizy finansowej, ale wspomniałem o niej we wpisie „Inwestycyjny wstęp (5/6) – Metody analizy papierów wartościowych„, w którym znajdziesz kilka polecanych lektur jeśli brakuje Ci wiedzy w temacie. Podpowiedź: wskaźniki płynności, wskaźnik ogólnego zadłużenia, dodatnie przepływy operacyjne przez przynajmniej kilka lat.

Czy można się podeprzeć jakimiś bezpłatnymi narzędziami, czy raczej potrzebny jest np. płatny pakiet biznesradar? Ciekawe byłby różne Twoje techniczne podpowiedzi, pokazanie jak Ty to robisz, do jakich źródeł/danych trzeba zajrzeć, jak przeprowadzić transakcję itd. Wiem, że przy Twoim podejściu byłoby to zrobione kompleksowo:-)

Magdalena

Chyba obecnie wiele osób ma ten problem… Potrzebujemy ulokować pieniądze na około 2 lata, zbieramy na dom. Teraz pytanie, czy zainwestować „obojętnie” w co aby tylko inflacja ich nie zżerała. Myśleliśmy nad kupnem mieszkania i za dwa lata w razie w sprzedać, ale też nie jesteśmy przekonani…

Tomasz

Witam,
Generalnie się nie znam, nie inwestuję więc mnie to właściwie nie dotyczy.
Przeczytałem jednak ( nie od deski do deski co prawda 🙂
Szacun dla autora oraz dyskutantów 👍
Samych trafnych decyzji życzę ( choć wiadomo że ktoś i tak wtopi 😉
Tomek

Jędrzej

Cześć,
A co w przypadku wielu różnych akcji + surowców + ETF-ów na obligacje (przyjmijmy horyzont 3-letni)? Oczywiście akcje różnych krajów są skorelowane ze sobą, ale nie w 100%, więc ryzyko, że akurat wejdzie się na stratnych latach się zmniejsza (przez „law of averages”). Czy nie można po prostu zbudować zdywersyfikowanego portfela (geograficznie i pod względem typu aktywów) i w ten sposób ograniczać ryzyko?

Michał

Cześć Mateusz,

Należą Ci się słowa uznania za poruszanie ważnych tematów inwestycyjnych, które jakimś cudem jeszcze nie zostały dobrze pokryte w Polsce. Jestem świeżo po serii wpisów o REITach i ETFach, przymierzam się do serii o obligacjach. Fantastyczna robota 🙂

Skoro poruszasz już temat zagranicznych obligacji, to ostatnio zastanawiałem się jak najkorzystniej je kupić, uwzględniając trzy poziomy opodatkowania. Mam głównie na myśli dwa (sensowne na ten moment) warianty:
– obligacje US (kupić amerykański ETF przez zagraniczne konto brokerskie, czy Irlandzki prze polskiego maklera?)
– obligacje EM (w zasadzie to samo pytanie)

Szukałem odpowiedzi pobieżnie w serii o obligacjach, ale chyba tam nie rozkładałeś tego tematu na czynniki pierwsze jak w serii o ETFach 🙂

Pozdro!
Michał

Przemysław

Akurat kalkulator obligacji skarbowych indeksowanych inflacją łatwo znaleźć:
https://marciniwuc.com/wp-content/uploads/2020/09/FBO-Obligacje-skarbowe-kalkulator-v24.09.2020.xlsx

Przemek
Pirx

Dziś błysnąłem przed teściem podając mu gotową tabelkę od Ciebie ze zwrotami z obligacji z uwzględnieniem kosztu zerwania.
Właśnie szukał w co na krótszy okres zainwestować ze stopą wyższą niż 0%.

Muszę tylko dodać, że to doktor starej daty i zna się absolutnie na wszystkim.

Janek

Piszesz, żeby uważać kupując obligacje korporacyjne, na firmy, które mają wiele serii obligacji. Jest na Catalyst kilka takich firm. Jednakże kilku z nich Altman EM-Score jest AAA lub prawie tak samo dobry. Czy bierzesz to pod uwagę kupując obligacje?
Z drugiej strony takie obligacje np PCC Rokita są sprzedawane dużo powyżej 100% firma ma średni rating. Pewnie na jej korzyść przemawia historia.
Czy poleciłbyś jakiś ETF na obligacje investment grade ,sprzedawany przez Mbank lub BOSSA.
Wiem, że mogę samodzielnie wyszukać ETFy ,o ile są ,ale może inwestujesz w jakiś i wiesz cos o nim więcej.
Brakuje polskiego ETF na polskie obligacje korporacyjne ,który za 0,5% załatwiłby całą dywersyfikację.
Pozdrawiam

Piotrek

Niestety są one mało płynne, więc ETF na nie jest tak trudny do złożenia jak ETF na mój ulubiony indeks z GPW, czyli sWIG80.

Fajnie o tym opowiadał Robert Sochacki z Beta Securities w wywiadzie dla SII (dostępny na oficjalnym kanale YT SII). Tłumaczył jakie są największe problemy z ETFem na sWIG80, o którym każdy marzy. W tym roku mają się pojawić jeszcze minimum 3 ETFy od nich: S&P500 z hedge do PLN, WIG-Tech oraz na obligacje skarbowe. Docelowo Beta chciałaby wprowadzić na polski rynek nawet kilkadziesiąt ETFów, więc kto wie 😉

Piotrek

Szkoda tylko, że z wypowiedzi ich zarządzających wynika, że są fanami akumulowania dywidend, a nie wypłacania… Ale nie można mieć wszystkiego.
Fajnie, że pracują też z regulatorem nad uproszczeniem procedur, bo z tego co zrozumiałem jest sporo papierologii, która im utrudnia pracę i zwiększa koszty.

Piotrek

Heh i pewnie te same osoby, które chcą accumulating oczekują dostępu do ETFów amerykańskich 😀

Tutaj jestem po Twojej stronie i też wolę te wypłacające dywidendy, nawet jak to na początku jest kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych. I nie mam problemu z tym, że te dywidendy chwilę poczekają na zainwestowanie, szczególnie że na takim IKZE (a docelowo i IKE oraz OIPE) zawsze chce mieć jakąś pozycję gotówkową.

Piotrek

Poza IKE / IKZE może to mieć jakiś sens. Z jednej strony właśnie jest to opóźnienie podatku plus brak rozliczania go (jeżeli tylko kupujemy, a nie sprzedajemy). Ale jest też ta druga strona, brak możliwości decydowania co robimy z dywidendą. Dla mnie to też jest narzędzie kontrolne, dostałem kasę na konto, znak że działa to tak jak chce 😀

Na IKZE mam tylko jeden ETF acc i to tylko dlatego, że w mBanku nie ma (a przynajmniej nie było jak kupowałem) jego wersji wypłacającej. Reszta to ETFy i spółki, które mają mi zasilać konto regularnie 🙂

Michał

Dziękuję Mateusz za kolejny bardzo wartościowy wpis.
Przesłuchałem najpierw podcast, ale super, że można jeszcze przejrzeć Twoje wyliczenia w formie pisemnej.
Tworzysz ciekawego bloga, a ten dzisiejszy wpis to jak dla mnie hit.
Bardzo Ci dziękuję za to ile pracy w to wkładasz.
Pozdrawiam,
Michał

Tadeusz

Hej. A co sądzicie o zakupie IEML teraz po spadkach na 2-3 ,lata?

Michał

Hej,

Zacząłem czytać we wtorek (dzisiaj czwartel) i właśnie kończę!

Dzięki Mateusza za świetną robotę!!

Michał

Na szczęście śledzę Cię na bieżąco praktycznie od początku, więc nie mam dużych braków w komsumowaniu napisanych przez Ciebie treści 😀

PS
Nie przestawaj!! 🙂

Krzysztof

Co myślisz o robocie inwestycyjnym od ING, w porównaniu do Funduszy Inwestycyjnych?
https://www.ing.pl/indywidualni/inwestycje-i-oszczednosci/investo

Krzysztof

Tak wiem jakie masz podejście 😀

Dopiero zaczynam swoją przygodę z inwestowaniem i dobrze rozumiem że ING pobiera opłatę od całej kwoty, na przykład: „Investo 25/75 1,15% i z reszta która zostanie i pójdzie do „NN Polski Odpowiedzialnego Inwestowania” zostaną zabrane opłaty wymienione przez Ciebie?

Krzysztof
Jakub

Hej Mateusz,
Piszę z prośbą o podpowiedź gdzie robię błąd w moich obliczeniach.
Założenia:

  1. Chcę kupić obligacje ROS
  2. Inflacja w latach 2021-2026 wyniesie 2%
  3. kupuję 1 obligację za 100zł

dla mnie wartość obligacji wygląda tak:
2021 100,0
2022 101,5
2023 104,8
2024 108,2
2025 111,7
2026 115,4
2027 119,1zł i tyle dostanę, w Twojej tabeli jest 115,47zł

Rozumiem że poprzednie lata Ty pomniejszasz o „karę” za zerwanie 0,7zł czego ja nie robię, ale dlaczego po 6 latach kiedy „kary” nie będzie nasze wartości się rozmijają.

Ja obliczam to w ten sposób że: po roku mam 101.5, po dwóch 101.5*0,0325+101,5, po trzech 104,8*0,0325+104,8 itd.

Pozdrawiam
Kuba

Piotrek

19,1 * 0,81 = 15,47zł, podatek Belki trzeba jeszcze uwzględnić na koniec 🙂

Ostatnio edytowano 3 miesięcy temu przez Piotrek
Kuba

Dziękuję 🙂

Maciek

Dzięki za podcast! Dlaczego wybierasz obligacje korporacyjne i to na polskim rynku zamiast kupić ETF na obligacje korporacyjne które dają dużą dywersyfikacje? Jakie argumenty przeciw ETF byś dał żeby bronić swoją strategię?

Maciek

Z Twojego arkusza z ETFami wynika że są ETFy europejskie oraz globalne więc wnioskuję że jest to dywersyfikacja walutowa. Oczywiście przyznaję że jest strata gdy złotówka osłabnie.

Co do spadku 20-30% okej, zgoda, ale czy ten spadek pozostaje przez dłużej niż rok? Nie wiem, ale wątpię. Dodatkowo myślę, że kryzys na akcjach nie zawsze pociąga za sobą bankructwa wielu firm. Wskażesz ETF na ktorym widzisz wspomniany spadek 20-30%?

Maciek

Fallen Angels brzmi jak idealna nazwa dla agresywnego ETF który kupuje wysoko oprocentowane, ryzykowne obligacje ;D Nie mam nic konkretnego na oku, patrzyłem tylko Twój arkusz ogólnie. Osobiście wolałbym ryzyko walutowe niż ryzyko niewypłacalności (zakładam że przy dużej dywersyfikacji statystyka działa na naszą korzyść i niewypłacalności nie wpływają destrukcyjne na wycenę ETFa)

Kamil

Czy rozważałeś napisanie artykułu o inwestowaniu w obligacje korporacyjne dla laika? Jak przprowadzić analizę finansową spółki, jakich narzędzi używać, czy trzeba trzymać obligacje do wykupu czy można wcześniej sprzedać itd.?

hahahaczyk

W artykule jest przestroga przed ryzykiem walutowym, ale osobiście obawiam się spadku wartości złotówki – https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,26898505,zloty-slabnie-euro-najdrozsze-od-12-lat-rzadowi-to-na-reke.html – i inflacji bardziej.

Niestety choć chyba wybór najlepszy z najgorszych (pomijam krótkie lokaty dla nowych klientów na małe kwoty również wymienione wyżej), to polecane jako następne obligacje skarbowe 4-letnie i 10-letnie to niemalże gwarantowana strata w tym roku (zysk mniejszy od inflacji), i zapewne również w przyszłych – bo nie wiadomo ile będzie tej inflacji (ani czy nie będzie manipulacji przy tym wskaźniku)i to nie do końca elastyczna inwestycja – w końcu artykuł jest o 2-3 latach a te obligacje są na 4 albo 10 lat – a wcześniejszy wykup trochę kasuje te potencjalne zyski.

Faktycznie, kursy walut to huśtawka… Było kiedyś fajne narzędzie pozwalające sprawdzić łatwo względną siłę walut na przestrzeni tygodnia/miesiąca/roku ale niestety zniknęło – https://www.tradingsystemforex.com/manual-systems-statements/107387-following-the-currency-strength-heatmap-table-from-oanda.html – może znacie coś podobnego?

Gdyby kogoś interesowało, teraz lokaty w najpopularniejszych walutach, wliczając promocje
EUR: Getin 1r 0.5% (0.3% jeśli już mamy taką)
USD:Getin/BOŚ 1r 0.5%
GBP:BOŚ 1r 0.6%
CHF: BOŚ 1r 0.05% 2/3l 0.1%

Opierając się na wyliczeniach stąd – https://stockbroker.pl/gdzie-kupic-walute-pod-etf/ – kupno waluty za złotówki oznacza utratę jakichś 0.25% na prowizji w Walutomacie/Cinkciarzu, ew. 0.35% w Aliorze Kantorze – nie da się ukryć że w tak krótkim terminie większość nominalnych zysków zje sam koszt wymiany waluty, oraz ew. koszty przelewu z kantoru – tu jak wspomiano w ww. artykule, euro wychodzi chyba najlepiej (ew. można kombinować z przelewem do banku A i potem wyniesieniem gotówki do banku B – ale to chyba jest warte świeczki tylko przy stosunkowo wysokich kwotach – np. w przypadku spadku po przysłowiowej cioci z Ameryki;)

============
OT gdyby autor kiedyś znalazł chwilę na odpowiedź tu https://inwestomat.eu/jak-wysoki-jest-polski-podatek-pit/ to będę 'dźwięczny' 🙂

Tomek

Jak zwykle świetny, merytoryczny wpis!

Wydaje mi się jednak, że nie uwzględniłeś jednej dość istotnej kwestii w wyliczeniach dotyczących obligacji korporacyjnych. Nie wspomniałeś (chyba, że mi to umknęło) nic o kosztach kupna i sprzedaży takich obligacji na rynku. W każdym domu maklerskim takie koszty wynoszą dziesiątki części procenta, co znacząco może obniżyć ich opłacalność względem obligacji państwowych.

Chyba, że ja to źle interpretuje, w takim wypadku prosiłbym o sprostowanie mojej wypowiedzi 🙂

Tomek

Dokładnie o to mi chodziło 🙂

DU

Witam!
Gratuluję merytorycznego bloga. Nie jestem ekspertem i temat obligacji jest dla mnie nowy, ale podobnie jak Ty wnikam w szczegóły. Tytuł artykułu „Jak bezpiecznie ulokować pieniądze na 2 lub 3 lata?” jest sugestywny. W treści często pojawia się słowo „inflacja”, ale niestety zabrakło kluczowej pod względem bezpieczeństwa kwestii realnego wpływu inflacji na stopy zwrotu. Czy rekomendowane obligacje skarbowe na pewno stanowią wystarczająco bezpieczne zabezpieczenie przed utratą kapitału? Przeanalizujmy szybko prosty przykład dla obligacji 4-letnich (COI):

Nominalna wartość jednej obligacji: 100,00 zł
Oprocentowanie w pierwszym roku: 1,30%
Oprocentowanie w kolejnych latach: 0,75%
Wypłata odsetek: co rok
Podatek od zysków kapitałowych (podatek Belki): 19,0%
Opłata za przedterminowy wykup: 0,70 zł
Inflacja w kolejnych latach (cel inflacyjny): 2,5%.

Wg moich obliczeń realne (po uwzględnieniu inflacji) stopy zwrotu netto (po opodatkowaniu) obligacji 4-letnich (COI) wynoszą:
Po pierwszym roku: -2,01%
Po drugim roku: -1,88%
Po trzecim roku: – 1,75%
Po czwartym roku: -1,05%.

Czy możemy zatem ocenić obligacje skarbowe 4-letnie jako bezpieczną lokatę? To zależy od naszej definicji bezpieczeństwa, ale nie zabezpieczą one naszego kapitału przed utratą wartości, jeśli inflacja będzie większa niż 1,83% (zakładając 4-letni okres inwestycyjny dla COI; natomiast dla krótszych okresów inwestycyjnych stopy zwrotu będą ujemne). Warto przypomnieć, że aktualny cel inflacyjny to 2,5%, więc w tych warunkach można (należy) oczekiwać ujemnych stóp zwrotu.

Niestety nie podałeś sposobu obliczenia zwrotu z obligacji, ale wydaje mi się, że przed ustaleniem wysokości podatku powinieneś odjąć od podstawy opodatkowania opłatę za przedwczesny wykup obligacji.

Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez DU
DU

Osobiście jestem świadomy, że mówisz o względnym bezpieczeństwie. Pytanie, ilu czytelników utożsamia jednak bezpieczeństwo z całkowitą ochroną kapitału (tzn. uniknąć straty w liczbach bezwzględnych)? Obawiam się, że mogą stanowić większość. Po przeczytaniu artykułu miałem wątpliwości, czy uwzględniłeś inflację w zwrotach z inwestycji i stąd mój komentarz. Natomiast komentarze jak niżej cytowany mogą być błędnie interpretowane:

„Jeśli obawiasz się inflacji to doskonale trafiłeś, bo głównym wnioskiem artykułu jest właśnie lokowanie środków w obligacje antyinflacyjne.” (20/03/2021 09:20)

Albert

Dziękuję za Twój wpis. Przeglądając ofertę obligacji moja uwagę zwróciły obligacje premiowe – oferują one gwarantowane 1.5% pa przy 10 miesięcznym okresie. Co o nich sądzisz?

Piotrek

Sprzedaż:
01.06.2019 – 30.06.2019 
Dział IT PKO BP ma pewne opóźnienia w aktualizowaniu strony www 😉

Albert

Dzięki Piotrek!

Dawid

hej Mateusz, przede wszystkim dzięki za wartościową pracę, którą tutaj wkładasz! 

A przechodząc do wpisu, to zastanawiam się jakby wyglądałby ten wpis w sytuacji, w której wycinamy ryzyko walutowe i chcemy poszukać analogicznych rozwiązań dla oszczędności w dolarze i w euro. 

Z tego co rozumiem, to same obligacyjne etfy na USA lub strefę euro nie chronią przed nominalną utratą wartości, ale czy jest sensowniejsza alternatywa? Z tego co piszesz nie mamy dostępu bezpośrednio do tych obligacji. Pomijam też tutaj walutowe lokaty i rachunki oszczędnościowe z uwagi na ich znikome oprocentowanie. Od razu dodam, że mówię tutaj o dłuższej perspektywie 3-5 lat niż 0-2 lat. Cel to przede wszystkim ochrona tych środków przed inflacją.

Wydaje mi się, że szukam czegoś na wzór polskich obligacji skarbowych indeksowanych inflacją tylko w dolarze lub euro, ale nie wiem czy to możliwe 🙂

Będę wdzięczny za Twój punkt widzenia! 

Ostatnio edytowano 2 miesięcy temu przez Dawid
Dawid

Mateusz dzięki za zapowiedź wpisu 🙂

A co do TIPSów i GILTów masz tutaj na myśli inwestowanie przez ETF na te obligacje (np. w DM mBanku), czy zakup bezpośredni tak jak w przypadku PL obligacji skarbowych w PKO?

Adam

Czołem,

Nie bardzo wiem gdzie wrzucić to pytanie i z góry przepraszam, że może wydać się ono trywialne… Chcąc zrobić przelew z Azji do PL mogę zamienić CNY na EUR albo CNY na USD… dajmy na to, przy kwocie 100tys CNY w dolarze wychodzi to około 15,700 USD a w EUR 12,900… W związku z tym, czy nie lepiej zrobić taki przelew w dolarze? Bo prostu wyjdzie go… więcej? Wiem, to pewnie pytanie początkujących. (Inna sprawa, że chcę zainwestować w ETFy, które są notowane w EURO, np. Vanguard life strategy, więc znów dojdzie przewalutowanie)

Pozdrowienia

Adam

Co z tego, że dolara wyjdzie więcej skoro są też centy (oraz eurocenty)?

Nie bardzo rozumiem?

W przeliczeniu na PLN nie ma różnicy, ale wydawało mi się, że skoro więcej wychodzi dolarów, to przez fakt, że stosunek CNY/USD jest korzystniejszy niż CNY/EUR? Ale chyba błędnie kombinuję?

Adam

Wytrzymaj ze mną 😉

Wychodzi na to samo… w PLN, ale dalej nie wiem co mają do tego eurocenty :))

No i… nie będę zamieniał USD na PLN ani EUR na PLN, więc… jednak nie wychodzi „więcej” w dolarze?

Pozdrawiam

Ostatnio edytowano 23 dni temu przez Adam
Hahahaczyk

jeśli mogę dorzucić swoje dwa grosze, bo możliwe ze domyślam się o co chcesz spytać: znając życie to mniej cię skasują na wymianie na USD raczej, EUR jest w regionie lekko egzotyczne (ofc nie tak jak PLN xD) – ale na pewno policz ile tracisz na wymianie na EUR i porównaj do USD

przyklad z czapy z kursami, ale by wyjaśnić o jakie liczenie (kasowanie) chodzi

USD/RMB buy 1.1 sell 0.9 = kurs średni 1 -> spread równe 10% w każdą stronę (fachowo to chyba łącznie w obie strony się podaje ale uprośćmy)
EUR/RMB buy 1.5 sell 0.7 = kurs średni 1.1 -> spread >30% w jedną stronę

w tej hipotetycznej sytuacji lepiej wymieniać na USD (stracisz tylko 10 zamiast 30% na samej wymianie)

dla porównania, w Polsce EUR -> PLN i USD -> pln to jakieś 0.35% na walutomacie, w kantorach stacjonarnych raczej drożej (w walutomacie są crossy tez, w sensie bez złotówki, ale czy warto musisz już sam policzyć..z drugiej strony, w stacjonarnych kantorach zawsze wymieniali przez złotówki ale na pewno z taka kwota już byłbyś w stanie coś kurs negocjować.. jeśli taka egzotyczna walutę miałbyś do Polski może wieźć w gotowce – choć to chyba przy wymianie na PLN, skoro i tak chcesz inwestować w walucie, to w tym przypadku nie ma to sensu chyba 😉

Hahahaczyk

PS. Koniecznie znajdź jakiś chiński walutomat jakby się dało, przelew CNY na konto EUR / USD w Polsce czy gdziekolwiek indziej owszem dojdzie, ale będzie wielki smutek.pl jeśli chodzi o kurs

Może rozważ tez Ew. Transferwise (teraz chyba już samo Wise…) jeśli taki wynalazek bylby dostępny tam na miejscu

Filip

Hej Mateusz, dzięki za bezbłędny artykuł. Szybkie pytanie, jestem ciekaw twojej opinii:

Jeśli zarabiałbyś w USD i wydawałbyś w USD (nomadic lifestyle, generalnie mój case, do Polski nie ma planów powrotu) – gdzie byś polecał zainwestować na te 2-3 lata – bo rozumiem, że nie w polskie obligacje. Co myślisz? (mam konto w IB)

Filip

Dzięki za odpowiedź, wiadomo, że nie ma nic bezbłędnego w świecie 😉

Czyli mogę po prostu za pośrednictwem Interactive Brokers kupić coś w stylu Barclays U.S. Aggregate Bond Index  (5 lat, to byłoby ok dla mnie). Czy masz na myśli inne rozwiązanie? Zastanawiam się o jakim tikerze/rozwiązaniu mówisz pisząc „krótkoterminowe obligacje skarbowe USA„…