You are currently viewing Jak wysoki jest polski podatek PIT? Porównanie z innymi krajami

Jak wysoki jest polski podatek PIT? Porównanie z innymi krajami

Czy polski podatek dochodowy od osób fizycznych PIT jest za wysoki?

W polskiej debacie publicznej od zawsze bardzo dużo przestrzeni zarezerwowane jest dla dyskusji o wysokości podatków. Z natury rzeczy lewica dąży do ich zwiększenia (zwłaszcza dla najbogatszych), zaś prawica do ich ograniczenia lub pozostawienia na dotychczasowym poziomie. Wiedząc jak wysoki jest polski podatek PIT, przez niektórych nazywany „karą za pracę” ustalmy wreszcie czy jest on relatywnie wysoki, czy niski oraz ile kosztuje jego ściągnięcie i czy nie czyni go przypadkiem podatkiem drogim i mało opłacalnym dla budżetu państwa.

W tym wpisie zacznę od przedstawienia Ci wysokości polskiego podatku dochodowego dla osób fizycznych oraz składek socjalnych dla osób zarabiających przeciętnie oraz ponadprzeciętnie. Następnie porównam stawkę polskiego podatku PIT do tych ustalonych dla innych krajów międzynarodowej organizacji OECD, której jednym z członków jest Polska. Logicznym kolejnym krokiem będzie porównanie całościowego oskładkowania wynagrodzeń pracowników i zestawienie go ze strukturą podatkową wypływów do budżetu państwa każdego kraju. Tym sposobem ocenimy czy polski podatek PIT jest efektywny, odpowiednio wysoki i czy nie karze za pracę za mocno. Jednocześnie będzie to podwalina do jednego z kolejnych wpisów z kategorii gospodarka, w którym poruszę temat możliwości likwidacji lub redukcji wysokości tego podatku w Polsce.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką część wypłaty oddaje państwu przeciętnie i ponadprzeciętnie zarabiający Polak.
  • Jaką część wpływów budżetowych stanowią wpływy z tytułu PIT.
  • Jaki jest koszt poboru PIT i ilu urzędników się tym w Polsce zajmuje.
  • Jak mocno obciążone są wypłaty pracownicze w Polsce i innych krajach OECD.
  • Jak dynamiczna jest progresja podatkowa w krajach OECD.
  • Czy warto przemyśleć zmianę w polskim podatku PIT i składkach socjalnych.

Jak wysoki jest polski podatek PIT?

Wysokość podatku dochodowego w Polsce to szczególnie ciekawy temat, gdyż choć wielu zatrudnionych na umowy o pracę obywateli bardzo na niego narzeka to relatywnie do naszych sąsiadów jego wysokość nie wydaje się tak znacząca. Użyłem sformułowania „nie wydaje się” nie bez powodu, gdyż w przypadku polskich podatków i danin podatek PIT to jedynie mała cząstka tego, co państwo zabiera pracującym z każdej wypłaty. W celu przedstawienia Ci odpowiedniego kontekstu zacznę ten wpis od symulacji ile łącznie zapłaci polski podatnik o zarobkach średnich oraz w wysokości czterech średnich krajowych brutto, a także ile „dołoży do interesu” jego pracodawca. Dopiero wtedy przejdziemy do porównania wysokości podatków, danin i składek w Polsce z tymi ustanowionymi w innych krajach OECD.

Obecne stawki podatku PIT

Zacznijmy od tego, co widać, czyli całkiem niskiej stawki bazowej podatku dochodowego dla osób fizycznych PIT. Czym jest niska, 17% stawka podatku, którą Polka i Polak płacą aż do uzyskania 85 528 zł podstawy brutto w ciągu roku? Jak mawiają anglicy „so far, so good„, ale jeśli wydaje Ci się, że nie widzisz tu całego spektrum danin i składek od swojej wypłaty to masz całkowitą rację:

Jak wysoki jest polski podatek PIT Stawka podatku PIT 2020

Byłbym zapomniał: drugi próg podatkowy dla „najbogatszych”, który nie był waloryzowany (zwiększany) od ponad 11 lat! Co ciekawe w roku 2009 wpadało w niego około 400 tys. podatników podczas gdy w 2019 roku było to już ponad milion! W efekcie za kilka lat wszyscy zarabiający średnią krajową lub więcej (obecnie ok. 33% pracujących tyle zarabia, co obliczyłem we wpisie „Ile zarabia przeciętny Polak?„. Jeżeli wydaje Ci się, że z wypłaty brutto zostaje Ci mniej niż jej 83% lub 68% w zależności od progu to masz całkowitą rację. Pozwól, że wyjaśnię Ci dlaczego tak jest na przykładach dwóch Polaków o znacznie różniących się wynagrodzeniach.

Ile podatku płaci zarabiający średnią krajową?

Pierwszy z badanych będzie zarabiał średnią krajową (na chwilę obecną ok. 5331 zł brutto), zaś drugi równowartość czterech średnich krajowych, a więc na chwilę obecną 21 324 zł brutto miesięcznie. Zacznijmy od prześwietlenia składowych wynagrodzenia tego o niższych zarobkach:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Rozliczenie dla osoby zarabiającej średnią krajową

Tabelę stworzyłem na bazie wyliczeń z wynagrodzenia.pl, gdyż po moim ręcznym sprawdzeniu są one wystarczająco dokładne na potrzeby tego artykułu. Całościowo, osoba zarabiająca obecną średnią krajową otrzyma w ciągu roku 63 972 zł brutto, a jedynie 46 165 zł netto. Oznacza to, że klin podatkowy brutto netto wynosi dla osoby w pierwszym progu podatkowym 28%. Ta liczba nie pokazuje czegoś jeszcze, czyli składek pracodawcy, który ten musi zapłacić, by móc legalnie zatrudnić taką osobę. Biorąc pod uwagę roczne koszty pracodawcy w tym przypadku wynoszące 13 101 zł pełny klin podatkowy wyniesie 40%! Oznacza to, że osoba zarabiająca średnią krajową otrzymuje jedynie 60% tego, co w rzeczywistości płaci za nią jej pracodawca.

Ile podatku płaci zarabiający cztery średnie krajowe?

Oceńmy teraz wysokość klina podatkowego dla osoby zarabiającej cztery średnie krajowe:

Jak wysoki jest polski podatek PIT Rozliczenie dla osoby zarabiającej cztery średnie krajowe

Przejdę od razu do konkretów, czyli krytycznej oceny tego progresywnego systemu podatkowego:

  • Łączny klin podatkowy dla osoby zamożnej wynosi 43%, gdyż z kwoty prawie 300 000 zł zapłaconych rocznie przez pracodawcę w kieszeni podatnika zostaje niecałe 170 000 zł.
  • Absurdalnym jest to, że roczna składka chorobowo-zdrowotna dla osoby zarabiającej więcej wyniesie ponad 27 000 zł wobec…6535 zł w przypadku kogoś, kto zarabia średnią krajową. Rozumiem, że administracja podatkowa weszła w posiadanie danych świadczących o czterokrotnie większej zachorowalności osób zamożnych wobec osób o niższych zarobkach. Jeżeli tak często mówimy o „sprawiedliwości społecznej” to nie widzę jak czterokrotnie wyższe ubezpieczenie chorobowo-zdrowotne najbogatszych spójne jest z tą zasadą. Tym bardziej, że każde z nas jest w przychodniach i szpitalach traktowane jednakowo, niezależnie od wysokości uiszczanych składek.
  • Podobnie ma się rzecz do składki rentowej. Czy jest ona zwracana w momencie przejścia na emeryturę tym, którzy nigdy nie poszli na rentę? Jeśli nie to dlaczego?
  • Najciekawszym jest różnica wysokości rocznej składki emerytalnej dla obydwu osób. Podczas gdy ta zarabiająca średnią krajową płaci składkę w wysokości około 6 200 rocznie to osoba o ponadprzeciętnych zarobkach wpłaca na poczet ZUS-u aż 15 300 zł. Jest to niepokojące, biorąc pod uwagę to, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że za 30-40 lat będziemy otrzymywać równe emerytury obywatelskie lub zostanie wprowadzona emerytura minimalna i maksymalna, które kompletnie zmienią obecny system emerytalny. Oznacza to nie mniej, nie więcej niż to, że osoby o wyższych zarobkach płacą teraz wyższe składki emerytalne, a z czasem wcale nie dostaną wyższych emerytur. Przy tym założeniu można więc nazwać je podatkami, a nie składkami, gdyż z definicji podatków są one „obowiązkowymi świadczeniami (…) bez konkretnego, bezpośredniego świadczenia wzajemnego„.

Ile budżet ma z podatku dochodowego PIT?

Niezależnie od mojej czy Twojej opinii na temat podatku dochodowego w Polsce jest on zdecydowanie najczęściej omawianą w debacie publicznej daniną. Możliwym ku temu powodem jest to, że jest to podatek bezpośredni, a więc przez świadomych istnienia wynagrodzenia brutto o wiele bardziej odczuwalny niż podatki pośrednie takie jak VAT czy akcyza. Sprawdźmy więc, czy podatek dochodowy PIT zasługuje na to miejsce na piedestale większości publicznych debat o podatkach. Na bazie ustawy budżetowej na 2020 rok oceńmy jak istotne są wpływy z PIT w szerszym kontekście wszystkich wpływów do budżetu państwa:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Polska - rodzaj podatku a wysokość wpływów do budżetu

Jeśli nie czytałeś wpisu „Skąd państwo polskie ma pieniądze?„, w którym omówiłem zeszłoroczny budżet państwa to kwota, która pozyskuje ono z podatku PIT może być dla Ciebie zaskoczeniem. Podatki bezpośrednie, czyli łatwo-ściągalne VAT i akcyza, które płacimy przy każdym zakupie towaru lub usługi stanowią bowiem blisko 60% wpływów do budżetu państwa polskiego! Rysując ten sam wykres w formie wykresu kołowego zobaczysz jak mało w perspektywie znaczą wpływy z podatku PIT:

Jak wysoki jest polski podatek PIT Polska rodzaj podatku a wysokość wpływów do budżetu kołowy1

Co ciekawe, tegoroczne 15,3% planowanych wpływów, czyli nominalnie 66,5 mld złotych to bardzo wysoka liczba, biorąc pod uwagę, że w ostatnich latach wpływy z podatku PIT wynosiły zwykle poniżej 15% wpływów do budżetu. Skoro mamy z PIT-u tak niewiele to dobrze by było gdyby był tani w ściągnięciu, a najlepiej w pełni zautomatyzowany i darmowy. Ile wobec tego kosztuje administrację skarbową ściągnięcie tego podatku?

Ile kosztuje ściągnięcie podatku PIT?

Skoro dochody skarbowe z podatku PIT wynoszą około 60 mld złotych to warto by oszacować ile administrację skarbową kosztuje jego ściągnięcie. Niestety brak w tym temacie jednoznacznych danych, gdyż państwo nie specyfikuje ile kosztowało ściągnięcie danego podatku. Pewne źródła jednak ułatwiają tego policzenie, przykładowo według Fundacji Republikańskiej ściągnięcie podatku PIT może kosztować polską administrację skarbową około 2 mld. Niestety fundacja nie podaje metodyki, której użyła dokonując tego szacunku, więc warto by go jakoś zweryfikować.

Pomocny w weryfikacji będzie także raport NIK o tytule „Stan Organizacji Krajowej Administracji Skarbowej” z roku 2019. Przedstawia on liczbę pracowników polskiej skarbówki w 2017 roku jako 62 225 osób, a łączne wydatki na ich pensje jako 4,43 mld złotych. Jako, że ciężko jest oszacować ile czasu zajmuje urzędnikom dokonanie rozliczeń tego konkretnego podatku wszedłem na kilka witryn internetowych należących do organów podatkowych i… policzyłem liczbę numerów kontaktowych dla każdego z działów administracji. Ta egzotyczna metoda stanowi, że blisko 35% numerów telefonicznych dotyczy rozliczania VAT-u, a tylko 15% rozliczania podatku PIT. Sugeruje to, że Fundacja Republikańska mogła delikatnie przeszacować koszty ściągnięcia podatku PIT, ale mogą wynosić one jakieś 1,5 mld złotych rocznie.

Czy warto płacić 1,5 mld za procesy urzędnicze towarzyszące ściągnięciu podatku, z którego państwo polskie ma jakieś 60 mld zł wpływów? PIT zdaje się być bardzo „drogim w obsłudze” podatkiem, ale tę dywagację zostawmy sobie na kolejny wpis, w którym zasymuluję państwo bez podatku dochodowego od osób fizycznych. Pora na porównanie wysokości oskładkowania wynagrodzeń w Polsce z innymi krajami wspólnoty OECD.

Wysokość podatku dochodowego PIT i innych składek socjalnych w Polsce, a w innych krajach

Nie można ocenić jak wysoki jest polski podatek PIT bez jego przedstawienia i oceny w szerszym kontekście. W tym rozdziale zaczniemy od porównania minimalnych stawek podatku PIT wraz z kwotami wolnymi od podatku w przypadku państw, w których minimalna stawka tego podatku wynosi 0%. Następnie uwzględnimy też wysokość składek socjalnych, których brak w porównaniu powodowałby to, co internauci nazywają „zakrzywianiem rzeczywistości”. Powód jest prosty: są kraje jak Nowa Zelandia, Dania, czy Australia, które nie dzielą danin na „składki ubezpieczeniowe” i „podatki” tylko upraszczając „pakują wszystko do jednego worka” nazywają całość składek pracownika „podatkiem dochodowym”.

Stawki podatku PIT w różnych krajach bez uwzględnienia składek socjalnych

Zacznijmy od oceny minimalnych stawek podatkowych w każdym kraju, które pozyskałem ze strony PwC ze streszczeniami wszystkich systemów podatkowych świata. Granatowymi słupkami oznaczyłem wysokości rocznych kwot wolnych od podatku przeliczone na euro, zaś pomarańczową linią minimalną stawkę podatku PIT w krajach bez kwot wolnych od podatku. Najbardziej hojne pod względem podatkowym są Szwajcaria, Holandia i Grecja, które pierwszych zarobionych przez obywatela 20 000 euro (lub więcej) nie opodatkowują wcale. Na przeciwległym krańcu znajduje się Belgia i Włochy, które kwoty wolnej od podatku nie posiadają, a pierwszy próg podatkowy zaczyna się u nich od ponad 20% pensji brutto.

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Minimalna stawka podatku PIT w różnych krajach1

Gdzie w tym zestawieniu znajduje się Polska? Cóż, udało nam się uplasować w połowie stawki, gdyż w ogóle mamy kwotę wolną od podatku. Problem w tym, że jest ona niemal najniższa w całym zestawieniu i wynosi równowartość dzisiejszych 720 euro. Gorzej jest tylko w Argentynie, która nie oskładkowuje rocznych zarobków w wysokości ok. 400 euro. Nie trzeba dodawać, że za takie kwoty nie da się przeżyć nawet miesiąca w obydwu krajach, nie mówiąc już o roku godnego życia. Kwoty wolne od podatku w Polsce, Argentynie, na Kostaryce i w Szwecji są zatem iluzoryczne i nie do końca rozumiem dlaczego w ogóle są wprowadzone. Komplikują one bowiem system podatkowy, utrudniając licznie podatku podczas gdy nie dają obywatelowi żadnej realnej ulgi, którą ten odczuje na co dzień.

Sugerowałbym tym krajom zwiększenie kwot do równowartości ok. 10 000 euro, by każdemu obywatelowi zostało w kieszeni nieco więcej pieniędzy, które sam wyda znacznie lepiej od państwa. Przypomnę też, że środki wydane wiążą się z podatkiem VAT i akcyzą, których ciężko uniknąć, a więc odpuszczając obywatelom państwo również zarobi pieniądze, ale o tym w kolejnym wpisie z kategorii. Skoro omówiliśmy już minimalne stawki PIT to może warto przyjrzeć się tym maksymalnym i warunkom (wysokości pensji), które trzeba spełnić, by „wpaść” w ten najwyższy próg podatkowy w każdym kraju:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Maksymalna stawka podatku PIT1

Jak czytać ten wykres? Wysokość słupków oznacza (procentowo, lewa oś) jak wysoki jest najwyższy próg podatku PIT w danym kraju. Granatowe kwadraty (nominalnie, prawa oś) oznaczają jak wysokie muszą być zarobki obywatela, by w ten próg podatkowy „wpaść”. Ciekawe wnioski i obserwacje, które z wykresu wysnułem:

  • Kraje skandynawskie jak Szwecja i Dania posiadają najwyższe progi podatkowe, w które obywatel wchodzi zarabiając odpowiednio 1,5 i 1,3 krotności średnich krajowych.
  • Kraje takie jak Japonia, Francja czy Austria, choć posiadają równie wysokie (55-56%) maksymalne progi podatkowe to upewniają się, że prawie żaden obywatel w nie nie „wpadnie” ustalając próg zarobków w wysokościach między 8-krotnością, a 20-krotnością średniej krajowej.
  • Polska ze swoim 32% maksymalnym podatkiem dochodowym od osób fizycznych PIT wydaje się ultraliberalnym krajem, ale czy na pewno? Przypomnę, że zestawienie to obejmuje jedynie to, co administracja podatkowa danego kraju nazywa podatkiem PIT, a niewidoczne są tu pozostałe składki, np. „ubezpieczenia” społeczne. Pora uwzględnić także je.

Porównanie całościowego opodatkowania i oskładkowania wynagrodzeń w każdym kraju

Za chwilę zrozumiesz dlaczego stale podkreślam, że należy porównywać całościowe oskładkowanie wypłat, a nie jedynie wartość podatku dochodowego PIT. W tym rozdziale na trzech wykresach stworzonych w oparciu o dane OECD przedstawiłem łączną kwotę, która zostaje pobrana z wypłaty przez państwo w jej drodze między pracodawcą, a pracownikiem. Grafiki będą przedstawiać kolejno: osobę zarabiającą 66% średniej krajowej, człowieka zarabiającego średnią krajową oraz osobę zarabiającą 166% średniej krajowej. W przeliczeniu na obecne polskie standardy będą to odpowiedniki polskich wynagrodzeń 3518 zł, 5331 zł oraz 8849 zł brutto miesięcznie (pracodawca płaci za takich pracowników odpowiednio: 4238 zł, 6422 zł oraz 10 661 zł miesięcznie). Oto jak bardzo opodatkowane są pensje w wysokości 66% średniego wynagrodzenia w każdym kraju:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Pełne oskładkowanie przy niskich pensjach1

Pierwszym, co rzuca się w oczy jest fakt, że Polska nie jest już na chlubnym końcu stawki, zaś w jej połowie. Państwo polskie pobiera 35% środków z tego, co pracodawca płaci pracownikowi zarabiającemu raptem 66% średniej krajowej. Przodują państwa UE ze swoimi ponad 40% składkami dla najmniej zarabiających. To ciekawe, biorąc pod uwagę głośne hasła o tym jak bardzo należy opodatkować bogatych, a ulżyć najbiedniejszym. Najniższe składki dla najmniej zarabiających oferują Chile, Nowa Zelandia, Izrael i Meksyk, a więc kraje leżące daleko od Europy. Z państw europejskich pozytywnie wyróżnia się Szwajcaria, która „karze za pracę” łączną składką w wysokości niecałych 20% takiego wynagrodzenia. Jak bardzo zwiększają się daniny przy wzroście wynagrodzenia do średniego w każdym z krajów?

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Pełne oskładkowanie przy średnich pensjach1

Największą progresję podatkową, czyli wzrost między osobą zarabiającą 66% średniej krajowej, a średnią krajową obserwujemy dla Izraela, Nowej Zelandii i Irlandii, choć kraje te stale nie obciążają wynagrodzeń swoich obywateli w stopni znaczącym. Na czele niechlubnego rankingu „karania za pracę” znajdują się europejskie potęgi, takie jak Belgia, Niemcy, Włochy, Austria czy Francja. Przy takim wynagrodzeniu progresja podatkowa w Polsce jest prawie niezauważalna i wynosi ona raptem 0,6 punktu procentowego. Przejdźmy teraz do porównania części wynagrodzeń, które znikają z wypłaty od pracodawcy w przypadku pracownika zarabiającego sporo, bo aż 166% średniej krajowej brutto:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Pełne oskładkowanie przy wysokich pensjach1

Nie dziwi to, że w dalszym ciągu najbardziej opodatkowani są pracownicy europejscy. Ktoś zarabiający niecałą dwukrotność średniego wynagrodzenia w Belgii zostawia państwu prawie 60% tego, co płaci mu pracodawca. Na przeciwległym biegunie znajdują się szeroko krytykowane za swój bezlitosny kapitalizm Chile z łączną składką dla takiej osoby w wysokości 8,3%. Oznacza to, że obywatelowi Chile, który zarabia prawie dwukrotność średniej krajowej państwo odbiera niecałe 10% pieniędzy od pracodawcy. Wśród krajów wysoko rozwiniętych prym wiodą Nowa Zelandia, Korea, Szwajcaria i Kanada, które opodatkowały tak zamożną osobę stawką łączną pomiędzy 24, a 32%. Państwo polskie zabiera temu podatnikowi 36% wypłaty, a więc w połowie drogi pomiędzy Koreą Płd., a Szwecją. Przyjrzyjmy się teraz progresji podatkowo-składkowej w krajach OECD na osobnym wykresie.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam jeszcze więcej przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu!

Progresja podatkowa w poszczególnych krajach

W ocenie drastyczności i powodów do wprowadzenia progresji podatkowej znacznie pomoże nam wykres, na którym przedstawiłem stawkę dla zarabiającego najmniej wobec tej dla zarabiającego najwięcej. Granatowa linia oznacza różnicę, niezależnie czy stanowi ona „składkę socjalną”, czy „podatek dochodowy”. Wykres posortowałem od kraju z najwyższą progresją do kraju z najniższą progresją podatkową:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Polska - dynamika progresji podatkowej1

Po obejrzeniu wykresu mogą nasunąć się następujące wnioski:

  • Krajami z wysokim opodatkowaniem wynagrodzeń i równie wysoką progresją są Francja, Belgia i Włochy. Nie bez powodu wolnościowcy często krytykują politykę podatkową tych krajów.
  • Krajami z wysoką progresją, a mimo to relatywnie niskimi stawkami podatkowymi są Izrael, Australia i Wielka Brytania.
  • Węgry i Polska wypadły w tym zestawieniu jako najmniej progresywne podatkowo, a jednak łączna wysokość składek dla dobrze zarabiającego obywatela tych krajów jest dosyć wysoka. Wynosi ona 44,6% na Węgrzech i 35,6% w Polsce.

Wpływy z podatku PIT w zależności od kraju

Choć ten artykuł koncentruje się na Polsce i podatku dochodowym od osób fizycznych PIT to warto by sprawdzić strukturę wpływów do budżetu z podatku i daniny każdego typu we wszystkich omawianych krajach. Dane, które przedstawię na wykresie pochodzą z repozytorium OECD dotyczącym trendów wśród przychodów podatkowych:

Jak wysoki jest polski podatek PIT - Rodzaj podatku, a jego udział we wpływach do budżetu1

Na powyższym wykresie widzę jeden błąd, mianowicie stosunek PIT:VAT w przypadku Polski. nasze rodzime dane świadczą o tym, że każdego roku z VAT-u do budżetu trafia ponad 3-krotnie więcej niż z podatku PIT, więc nie do końca rozumiem metodykę zestawiania danych OECD. Abstrahując od tego „drobnego” szczegółu zaskakuje to jak wielką część wpływów do budżetu stanowi w niektórych krajach sam podatek dochodowy. W przypadku Australii, Stanów Zjednoczonych, Islandii i Nowej Zelandii z tego podatku udaje się uzbierać więcej niż z podatków bezpośrednich. Jest to ciekawa tendencja, którą warto by zbadać w kolejnym wpisie. Na pierwszy rzut oka polski podatek PIT wydaje się nie tylko drogi w poborze, ale nieefektywny, czyli trafia z niego bardzo mały odsetek wpływów do budżetu państwa. Na koniec spójrzmy w ilu procentach PKB kraju stanowią wpływy podatkowe państwa. Im mniej, tym bardziej wolnorynkowe jest państwo i odwrotnie:

Jak wysoki jest polski podatek PIT Podatki jako procent PKB kraju1

Kraje o największym udziale państwa w PKB to Francja, Dania, Belgia, Szwecja, Finlandia…i w zasadzie cała reszta zachodnich potęg europejskich. Na drugim końcu zestawienia pojawia się Meksyk, Chile, Stany Zjednoczone i Turcja, a Europę reprezentują Irlandia i Szwajcaria. Na koniec wpisu spróbujmy zastanowić się, czy państwo Polskie powinno kontynuować swoją politykę podatkową, w której PIT i składki socjalne wynoszą dla każdego, niezależnie od wysokości wypłaty, aż 40% wynagrodzenia.

Jak wysoki jest polski podatek PIT? Czy warto go jakoś zmienić?

Skoro PIT (nie licząc składek socjalnych) obciąża każdego pracującego w Polsce efektywnie o jakieś 8-17%, a państwo ma z niego niecałe 15% wpływów to może warto byłoby się nad nim zastanowić. Jak wcześniej wspomniałem planuję wkrótce napisać artykuł dedykowany symulacji ograniczenia i likwidacji podatku dochodowego w Polsce. Dla tych, którzy tego „nie kupują” wspomnę tylko, że jakbyśmy zostawili w kieszeniach zarabiającego średnią krajową ok. 4000 zł więcej, a zarabiającego cztery średnie krajowe aż o 40 000 zł więcej to co by zrobili z tymi pieniędzmi?

Mam nadzieję, że chociaż małą część by oszczędzili i zainwestowali, ale znając życie większość tych kwot zostałaby wydana na usługi i produkty, a więc wróciłaby na rynek. Wróciłyby także do budżetu państwa poprzez… podatki bezpośrednie w postaci VAT-u i akcyzy. Paradoksalnie zniesienie polskiego podatku dochodowego PIT mogłoby spowodować zwiększenie wpływów do budżetu państwa, a nie ich zmniejszenie. Nie mówiąc już o oszczędności w postaci pracy setek urzędników państwowych pracujących nad corocznym rozliczaniem podatku PIT od prawie 20 milionów polskich podatników.

Podsumowanie

Choć na papierze polski podatek dochodowy PIT wygląda w porównaniu do krajów zachodu na dosyć niski to nie daj się zwieść pozorom. W kombinacji z wszystkimi daninami socjalnymi nasze państwo pobiera od nas pomiędzy 35%, a 55% naszych zarobków (w zależności od ich wysokości). Choć w Europie mnóstwo jest krajów, które obciążają dochód swoich obywateli jeszcze bardziej to już polska stawka nie motywuje do ciężkiej pracy i sprawia, że podatnicy masowo szukają sposobów jego „obejścia”, np. podpisując umowy na minimalną krajową, resztę kwoty inkasując od pracodawcy „pod stołem”.

Według mnie każdy skomplikowany podatek jest zły i powoduje chęci jego obejścia. O ile polski VAT jest już wystarczająco uszczelniony, by przynosić spore wpływy do budżetu to o podatku dochodowym od osób fizycznych nie można powiedzieć tego samego. Jeśli ciekawi Cię ta tematyka to zapraszam Cię do obserwowania mojego bloga, bo niedługo pojawi się na nim artykuł z symulacją ograniczenia i całkowitego zniesienia podatku dochodowego w Polsce.

Zapisz się do mojego newslettera:

.
4.3 7 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
79 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze
Piotr

Temat rzeka niestety. Z większością tez się zgadzam. Największe absurdy to chociażby różne składki zdrowotne, gdzie dla lepiej zarabiających raczej powinny być niższe, bo najczęściej zdrowiej żyją, lepiej się odżywiają i korzystają z prywatnej opieki zdrowotnej…

Co do emerytur społecznościowych to myślałem kiedyś że to obowiązkowa przyszłość ale coraz bardziej sceptyczny jestem. Mianowicie politycy zarabiają i odkładają w składkach relatywnie dużo więc przez wszystkim sobie w stopę nie strzelą, a już bardziej serio – taka emerytura przy obecnym słabym stanie funduszy ZUS musiałaby być relatywnie niska. A to by znaczyło że państwo musi dotować znacznie większą liczbę osób niż obecnie by nie żyły w biedzie. To skrót myślowy ale myślę że czytelny 🙂

A i jeszcze przy wzmiance o fundacji republikańskiej masz chyba błąd i powinno być 2 mld nie 2 mln?

Piotrek

Ciężki temat na poniedziałkowy poranek 😉
Zacznę od drobnej uwagi technicznej – w wykresach które przedstawiasz, fajnie byłoby jakoś podkreślić / wyróżnić Polskę by łatwiej byłoby zauważyć punkt odniesienia.

Sprawa kolejna to wątek o likwidacji PIT i odzyskaniu kosztów z tym związanych. Cała armia urzędników która nad tym pracuje to też osoby, które odprowadzają PIT, więc tutaj trzeba by uwzględnić koszt netto zamiast brutto.

Kolejny wątek to coraz popularniejsza w PL inna forma zatrudnienia niż etat, która dodaje to tej skomplikowanej układanki podatek liniowy 19%.

Bardzo podoba mi się uwaga o wyższej zachorowalności osób zamożnych 😀 Ja bym po prostu chciał trochę lepszej opieki medycznej (już nawet nie 4x lepszej…). Jednak powiedz politykom lewicy o tym, to będą próbowali Cię przekonać, że te osoby płacą niższe podatki niż sprzątaczka (ile razy bym tego nie liczył, dalej nie mogę się tego doliczyć 😉 )

I już na koniec:
W marcu 2017 roku został opublikowany raport Czego Polacy nie wiedzą o podatkach, przeprowadzony na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPiP). Jak czytamy w publikacji, „21% Polaków jest przekonana, że nie płaci żadnych podatków, ani PIT-u, ani CIT-u, ani nawet VAT-u”.

Piotrek

Hej, bardzo możliwe że czytałem tylko wyleciało mi z głowy że o tym wspomniałeś 🙂
Co do ostatniego akapitu to się z Tobą w pełni zgadzam, chociaż mam wrażenie, że w sprawiedliwości społecznej, o której wspominasz w tekście chodzi o coś innego 😉 Ale że w ogóle się z nią nie zgadzam, to nie będę tutaj z tym polemizował 😀
Ogólnie mam problem ze zrozumieniem sensu progresji podatkowej i mam wrażenie, że wymyślał ją ktoś kto nie wiedział jak działają procenty… Bo skoro zarabiam więcej to w końcu i tak będę płacił wyższej podatki (w kwotach bezwzględnych). Ale potem Zandberg i spółka i tak mi wmawiają, ze płace niższe podatki niż najmniej zarabiający…

Marcin

Sprawiedliwość społeczna nie polega na tym, że osoba płacąca 4x większe podatki korzysta z 4x lepszej służby zdrowia czy jeździ po drogach w których mamy 4x mniej dziur. Polega ona na tym, że wszyscy w formie podatków robimy zrzutę do worka zwanego budżetem a potem zasób tego worka rozdzielamy wg potrzeb. Państwo składa się z obywateli o większym talencie/umiejętnościach/inteligencji oraz tych, którzy mają tego wszystkiego mniej. I chodzi tylko o to, żeby silniejsi i mądrzejsi pomogli tym słabszym i może nawet i mniej inteligentnym.

Adam

Przyznam, że nie rozumiem podejścia, że bogatsi płacą „ileś razy większą składkę” – płacą przecież taki sam procent z ich pensji, a więc składka jest dla nich tak samo odczuwalna jak dla tych, którzy zarabiają mniej…

W dodatku składkę odlicza się od podatku, więc tak naprawdę w stosunku do uzyskiwanego „zakresu usług” na ochronę zdrowia płacimy śmiesznie mało…

Piotrek

Tak, chociaż osobiście zastosowałbym inny kolor czcionki dla nazwy kraju zamiast ramki. Zazwyczaj to wystarcza 🙂 Ale i tak łatwiej teraz wyłapać gdzie w tym zestawieniu jesteśmy.
Dzięki!

Rob

W rozdziale „Ile kosztuje ściągnięcie podatku PIT” do podanej kwoty trzeba doliczyć koszt poniesiony przez podatnika, firmy, biura rachunkowe, pocztę, itd. 

Magda

Panowie, może z racji bycia kobietą mam większa wyobraźnie albo empatię która pozwala mi zrozumieć idee progresji. To ze działa ona w Polsce jak działa wynika z faktu ze przy osiągnięciu progu jakiś 150k zaprzestaje soe pobierania składek ZUS. Teoretycznie ma to chronić państwo przed wypłacaniem gigantycznych emerytur najlepiej zarabiającym. W efekcie progresja jako taka zostaje zaburzona przy wrzuceniu wszystkich danin do jednego worka. Z kolei jak chodzi o składki zdrowotne to pomniejszają one podatek (nie podstawę opodatkowania jak składki na ZUS) w zasadniczej większości wiec efektywnie jedynie ciut ponad 1% ich wartości stanowi realne obciążenie pracownika. Trzy sprawiedliwość społeczna na tym polega ze pomagamy w pewnym sensie słabiej obdarzonym przez naturę. To o czym Panowie piszecie to sprawiedliwość bezprzymiotnikowa. Ma się mniej więcej tak jedno do drugiego jak demokracja liberalna/ludowa do demokracji 🙂 nie wiem czy Twoje kalkulacje uwzględniają fakt ze składki ZUS są kosztem podatkowym. Kiedyś dawno temu młodym asystentem w korpo będąc wychodziło to troszkę inaczej, ale z racji tej ze „siedzę” na macierzyńskim nie mam jak sprawdzić liczb;) anyhow zakładając ze faktyczne obciążenie jest rzędu 35% -40% rezygnacja z tych danin skutkowałoby dziura 17% i więcej No bo max VAT to 23% także no:) Z tego ze na większości wykresów jesteśmy w środku stawki mimo wszystko doszłabym do wniosku ze nie jest tak zle u nas jak nam się czasem wydaje:D plus jeszcze całkiem sporo rzeczy mamy „w pakiecie”.

Piotrek

Cześć Magda,
to skoro jesteś kobietą i lepiej rozumiesz progresję, to będę wdzięczny za oświecenie w temacie 🙂 Bo skoro zarabiam więcej to moje 17% i tak będzie większe kwotowo, od osoby, która zarabia mniej. A wyższy próg podatkowy jest niczym innym jak karą za osiągnięcie lepszych przychodów (a i jak tu mieć motywacje by się rozwijać zawodowo?).
Chciałbym to mocno podkreślić. Jakkolwiek to nie zabrzmi, jestem zwolennikiem podatków. Uważam, że są potrzebne i daleko mi do postulatów Konfederacji i Korwina. Ale podatki powinny być stosunkowo niskie i proste, tak żeby nie opłacało się ich optymalizować.
A odnośnie tej dziury w budżecie, to nie do końca się zgadzam. Już dawno temu koncepcja krzywej Laffera pokazała, że nie zawsze wyższe podatki oznaczają wyższe przychody do budżetu. W pewnym momencie społeczeństwa zaczyna kombinować, szukać rozwiązań tak żeby danego podatku nie płacić w ogóle. A im wyższy „%” do ugrania na takiej optymalizacji, tym motywacja jest większa.

Magda

Piotrek, to ze Twój odpowiedni procent to więcej to pozostaje w sferze aksjomatów matematycznych;) rzecz jest w tym ze skoro zarabiasz więcej możesz w większym stopniu dorzucać się do wora niż ten kto zarabia mniej i nie tylko proporcjonalnie więcej ale po prostu więcej:) a i tak zostanie Ci więcej. To tak w największym skrócie;)

Piotrek

Niestety zostanę przy swoim, że jest to strasznie niesprawiedliwy system i zwykła kara za rozwój zawodowy. Na szczęście ktoś mądry wymyślił optymalizacje podatkową i można próbować jakoś z tym walczyć 😉

Greg

Chciałbym nawiązać do tego, o czym wspomniał Piotrek. Osoby o większych zarobkach z reguły przechodzą na działalność gospodarczą i płacą PIT według stawki liniowej 19%. ZUS przy odpowiednio wysokich dochodach ma znaczenie marginalne; do tego można dokonać wrzucać w koszty samochód, komputer, telefon, i wiele innych rzeczy. W tym kontekście progresja podatkowa to fikcja.

Piotrek

Prawnicy, lekarze, dziennikarze, taksówkarze i pewnie jeszcze kilka innych zawodów – ich też dotyczy B2B, to nie tylko branża IT 😉

Piotrek

Musiałbym poszukać tych danych, ale podczas nieszczęsnej debaty o „teście przedsiębiorcy” były jakieś szacunki rządowe na temat skali „problemu”. Nawet w oficjalnych dokumentach przesłanych do UE podawali kwoty jakie by na tym zyskali.
Tak na szybko znalazłem kwotę 1,2 mld PLN zysku na przekształceniu B2B w umowy o pracę, ale na pewno wymaga to dokładniejszego sprawdzenia.

Piotrek

Bo niestety jest to problem.
1) Dla rządzących, bo to wyraźnie mniejsze wpływy do budżetu z racji podatku dochodowego i składek ZUS.
2) Dla pracownika, który owszem zyskuje dodatkowe środki, ale kosztem ochrony prawnej (kodeks pracy), L4, płatnego urlopu, potencjalnej walki ze skarbówką i bolesną perspektywą wykonania 3 przelewów w miesiącu, które mu brutalnie uświadamiają jak dużo musi płacić na nasze cudowne Państwo 😉

Piotrek

Zgadzam się, sam chętnie wróciłbym na UoP gdyby udało się tam osiągnąć chociaż 90% zarobków. Jednak skala 25-30% już zdecydowanie robi różnice 😉

Jakub

Dobre opracowanie, z konkluzjami się nie zgadzam. Może przez to, że mieszkałem przez kilka lat w Belgii i zetknąłem się nie tylko z podatkiem, o którym tutaj piszesz, ale też ze służbą zdrowia (5 miejsce w EHCI 2018); korzystałem też na morgi z transportu publicznego, kontaktowałem się z urzędnikami, wreszcie korzystałem z wyższej edukacji (gdzieś w pierwszej setce). Trudno nazwać takie opodatkowaniem karaniem za pracę (nikt nikogo nie karze) przy takim poziomie dostępności do usług publicznych, przyjazności aparatu państwowego. Za łatwość życia warto czasami trochę więcej zapłacić.
Można tutaj sobie opowiadać, jak to źle nasze państwo wydaje pieniądze, ergo nawet jak będzie więcej pieniędzy to pójdzie na zmarnowanie. Nie przeczę, że jakość wydawanie środków publicznych stoi na niskim poziomie. Ale czy na tak samo niskim poziomie nie stoi szkolnictwo wyższe (0,45% PKB), służbę zdrowia (~5% PKB) itd. Jak sam pokazałeś udział podatków w PKB to zaledwie 35%, co jest bardzo małym udziałem na tle innych krajów Europy. To jest takie zamknięte koło w które wpadliśmy jako państwo.

I jeszcze taki komentarz dot. podatku dochodowego w ogólności. Nie da się go zastąpić podatkiem VAT w sposób, który byłby sprawiedliwy społecznie. Wynika to wprost z tego, że w ogólności niezależnie od tego ile się zarabia, na konsumpcję przeznacza się kwotowo podobną część dochodów. Procentowo, część dochodu opodatkowana VAT-em spada wraz ze wzrostem dochodu. Stąd też osoby najmniej zarabiające są najbardziej obciążone tymże podatkiem.
Dlatego tak ważne jest też opodatkowanie jednolitym podatkiem przychodów kapitałowych i z tzw „JDG”. Inaczej tworzy się możliwości obejścia i płacenia niższego podatku dochodowego.

MemstaAgento

Ale podatek dochodowy również nie jest „sprawiedliwy społecznie”. Po pierwsze dlatego, że płacą go nie ludzie bogaci, a ludzie bogacący się. Mogę być dziedzicem rodu Hiltonów, sprzedać i pozamykać wszystko na 4 spusty, nie skalać się ani jednym dniem uczciwej pracy w życiu… i nie zapłacę ani grosza tego podatku.
Kto więc zafunduje drogi którymi będę jeździł, szpital do którego pójdę czy też szkołę do której poślę swoje dzieci? A no ten który swoją ciężką pracą, intelektem oraz talentem dopiero próbuje się wzbogacić. Podatek dochodowy jest to więc sposób w który osoby pracowite, produktywne i kreatywne zrzucają się na te, które po prostu są już bogate.
Nie bardzo widzę ile jest w tym tzw. „sprawiedliwości społecznej”, ale muszę przyznać że nigdy nie rozumiałem tego terminu (chyba lepiej byłoby nazwać to „solidarnością społeczną”, ale to temat na osobną dyskusję).

I jak, nie można by tego zrobić lepiej? A no można by – chociażby podatek od majątku. Przy takim rozwiązaniu jako dziedzic rodu Hiltonów musiałbym jednak coś wymyślić aby z posiadanego bogactwa wypracować zysk. W przeciwnym wypadku po czasie zostałbym bez pieniędzy.
Co by się zmieniło dla naszego „od 0 do milionera”? Na początku nie zapłaciłby nic, dopiero stopniowo wraz ze wzrostem majątku rosłyby jego obciążenia.
A co z osobami które nic nie mają i zarabianie też nie bardzo im wychodzi? One również nie zapłaciłby i nie zapłacą nic dopóki i im nie uda im się wzbogacić.

Generalnie zasada jest prosta – im więcej masz, tym bardziej rośnie twój poziom trudności 😉 Tym bardziej oczekuje się, że ze swojego kapitału potrafisz wytworzyć wartość dodaną. Jeśli nie masz kapitału a masz chęci i zdolności, twoje obciążenia są zerowe abyś mógł próbować aż ci się uda. Jeśli masz kapitał a brak ci zdolności lub chęci – oddaj, ktoś inny lepiej go zagospodaruje za ciebie 😉
W praktyce każdy powinien więc odnaleźć swoje ekwilibrium pomiędzy swoimi zdolnościami a majątkiem który potrafi utrzymać.

No i na koniec może jeszcze jedna kwestia – edukacyjna. Podatek taki, jak każdy inny, też oczywiście można by nazwać „karą”. Ale za co byłaby to wtedy kara i do czego by ona zniechęcała? To akurat mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, bo płacę taki podatek i czuję to na własnej skórze 😉

Podatek od majątku karze i zniechęca do marnowania szans i możliwości, które się posiada.

Im więcej się ma, tym więcej się trzeba natrudzić by to utrzymać. Zaczyna się też na wszystko oczami Kyosaki’ego (wszystko co mam, ale nie przynosi dochodu to pasywa – pozbyć się lub zaprząc do roboty) 😉 To uważam jest korzystne już nie tylko dla jednostki ale i całego społeczeństwa które staje się bardziej produktywne i cieszy się większym dobrobytem.

Podsumowując więc podatki są nieuniknione, ale zastanówmy się jednak co chcemy karać:

a) Pracowitość i produktywność? (maskara!)
b) Konsumpcję? (już lepiej, ale czy konsumpcja to coś złego?)
c) Marnowanie szans i możliwości? (ma mój głos!)

No i tak, wszystko byłoby ładnie, pięknie… gdyby nie pewien poważny problem z podatkiem od majątku, o którym nie wspomniałem. No, ale zapewne autor tego komentarza lub artykułu go przywoła więc będzie jeszcze okazja porozmawiać w dalszych komentarzach 😉

MemstaraAgento

No niestety bingo. Największy problem z podatkiem od majątku jest taki, że on jest bardzo trudno ściągalny i jeśli ktoś będzie chciał oszukać, to zdecydowanie będzie to podatek najłatwiejszy do uniknięcia.

Przypomina mi się lekcja fizyki, na której było że całkowita ilość energii w choćby najmniejszym obiekcie jest praktycznie niemierzalna. W sposób pewny mierzyć można jedynie przepływy gdy jedna energia zmienia się w drugą lub zmienia właściciela. Myślę, że tak samo jest w finansach. Ot taka właściwość świata w którym żyjemy, więc chyba nie ma co się na nią obrażać, tylko nauczyć się z nią żyć 🙂

Z tego powodu będąc bardziej pragmatyczny powiedziałbym:

a) Na ile tylko się da – podatek od majątku
b) Ponieważ często się nie da – podatek od konsumpcji
c) Podatek od dochodu minimalny lub żaden

A i jeszcze jeden cytat, który mi się przypomniał odnośnie wspomnianej ucieczki kapitału:

Bezpośrednią przyczyną istnienia podatkowych „rajów” jest istnienie podatkowego piekła.

Ponownie warte przemyślenia czy warto obrażać się na świat o to że u innych jest lepiej, czy też zrobić coś z podatkami w Polsce (i za to ukłony dla Ciebie, bo widzę że ostro wziąłeś się do edukacji finansowej współobywateli).

Jakub

Tylko dlaczego podatki nazywać karą? Przecież te środki wracają w postaci usług, bezpieczeństwa, dostępu do systemu prawnego, infrastruktury, wreszcie są wynikiem takiego, a nie innego umiejscowienia geopolitycznego.

Zawsze są jakieś możliwości uniknięcia podatków. To jest też kwestia odpowiedzialności jednostek w społeczeństwie.
Natomiast są też takie formy opodatkowania, jak np. podatek katastralny, którego raczej trudno uniknąć.

MemstaAgento

Jasne, technicznie nie można tego nazwać karą. Co więcej, jeśli wprowadzono by podatek od darowizn na cele charytatywne, to pieniądze z niego też szły by na wspomniane usługi. Podobnie można by opodatkować zdrowy styl życia i wprowadzić akcyzę na karnety na siłownie i zajęcia fitness. Ustanowić dodatkowy podatek od wybitnych osiągnięć w sporcie, kulturze, nauce, itp., itd.

W żadnym z w/w wypadków nie byłaby to kara, jednak chyba każdy z nas czuje, że coś byłoby nie tak.

Tak już działa świat, że człowiek (i chyba wszystko co żyje) dąży do maksymalizacji korzyści przy jednoczesnej minimalizacji kosztów i po prostu zaobserwowalibyśmy w/w zachowań mniej.
I ponownie – nie ma co się na prawa natury obrażać, tylko należałoby skonstruować system tak, aby je uwzględniał i pożytkował w dobry sposób. Myślę, że każdy obywatel tego też od swojego państwa oczekuje.

I tutaj dochodzimy do sedna tego, czemu podatek dochodowy tak często nazywany jest „karą” (i podobnie myślę byłby nazywany każdy z wyżej w/w podatków, gdyby został wprowadzony). Po prostu każdy czuje, że pracując robi coś dobrego i korzystnego dla wszystkich. Coś, czego chcielibyśmy widzieć w społeczeństwie jak najwięcej i powinno być promowane.
Obecny system nakłada na to jednak obciążenia, a to, poza sprawieniem że takie zjawisko będzie występować rzadziej, budzi też poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Stąd właśnie określenie o zabarwieniu negatywnym (zauważ że nikt nie nazywa „karą” akcyzy od papierosów i alkoholu).

Wojtas

Cześć!
Wreszcie udało mi się przeczytać wszystkie Twoje wpisy wraz z komentarzami, i być „na bieżąco” z Twoim blogiem, więc sobie również pozwolę coś skomentować. W pierwszej kolejności ogromnie dziękuję za DOSKONAŁE materiały, które publikujesz! To moje trzecie „podejście” do inwestowania, ale poprzednie można byłoby podsumować cytatem z Pro8l3Mu:
„Wstałem i – na Boga – krzyknąłem – jak hajs pomnożyć
chwilę tak na nogach i chciałem się znów położyć”.
Gdyby pierwsze podejście wypaliło, miałbym dłuższy staż od Ciebie, ale niestety w wieku 20 lat inwestowanie znikomego kapitału choćby w długoterminowe obligacje skarbowe wydawało się abstrakcją. Drugie podejście było jeszcze gorsze, bo sprowadzało się do kilku zagrań spekulacyjnych w celu delikatnego pomnożenia studenckich oszczędności przed wakacjami – miałem więcej szczęścia, niż rozumu.
Trzecie podejście to tegoroczny maj i poszukiwania na szybko „jakiegoś podcastu na słuchawki do biegania” i… totalnie wsiąkłem w tematykę.

Co do zasadności pobierania podatku dochodowego i jego progresji mamy podobne poglądy. Ja nawet nie pogniewałbym się za kwotowe określanie wysokości należnych podatków i tzw. składek. Co do tych drugich, przy całym braku wiary w ZUS, pocieszam się przynajmniej w ten sposób, że „dorzucam się” do emerytury moim dziadkom – tak to sobie naiwnie tłumaczę 🙂

Natomiast na poprawę humoru zepsutego przez podatki polecam fragment pewnego polskiego serialu sprzed dobrych kilku lat 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=RFerC5-HJ-w

Powodzenia na działalności! Mam i póki co sobie chwalę, choć w przyszłym roku wchodzę na „duży ZUS”, więc zobaczymy, czy nie zmienię zdania. Pozdrawiam!

Piotrek

18 miesięcy z „małym ZUS-em”? Jesteś tego pewny? U mnie było 6 + 24, a obecnie jestem pod koniec tych 24 i w grudniu będzie szedł pierwszy pełny ZUS. Ale jak możesz wywnioskować zakładałem działalność blisko 2,5 roku temu, więc mogło się coś zmienić, ale sprawdź to sobie 🙂

Piotrek

Daj proszę znać co Ci powie 😉 Będę musiał wtedy zweryfikować swoją sytuację, ale ta też jest potwierdzona u księgowej. Oczywiście biorąc poprawkę na start ponad 2 lata wcześniej, udało mi się załapać na sam początek tej 6 miesięcznej ulgi, bo ona została wprowadzona w kwietniu, a ja założyłem działalność pod koniec maja tego samego roku 😉

Edit:
Info ze strony ZUS:
„Jeśli rozpoczynasz działalność gospodarczą, możesz przez 6 miesięcy nie płacić składek na ubezpieczenia społeczne, a następnie przez 24 miesiące płacić preferencyjne składki”
https://www.zus.pl/documents/10182/167561/Ulotka_Masz+Wyb%C3%B3r_rozszerzona.pdf/4db53585-b88d-7cea-11f3-674517bc4b7d

Ostatnio edytowano 1 rok temu przez Piotrek
Wojtas

Mateusz, mogę zagwarantować, że jeśli przepisy się jakoś drastycznie nie zmieniły (a raczej się nie zmieniły), to jest to 6 + 24. A nawet, jeśli założysz działalność dnia innego, niż pierwszy dzień danego miesiąca, to 7 + 24. To mi z kolei podpowiedziała moja księgowa, ale niestety przypłaciłem to niekorzystnym rozliczeniem dni urlopu (działalność zakładałem w środku roku) – pracodawca musiał wypłacić mi ekwiwalent za dany miesiąc, przez co dni „przerwy w świadczeniu usług” nie przeszły mi do umowy współpracy.

Piotrek

Polecam się 😉 Udanej przygody z B2B!

Wojtas

Do usług! A odnosząc się jeszcze krótko do tego, ile zajęło mi zapoznanie się ze z Twoimi publikacjami, to problemem nie jest tu ich objętość (wręcz przeciwnie, to zaleta), tylko mój brak czasu. Z podcastami było łatwiej, bo słucham ich podczas biegania, a biegam co do zasady dużo. Ale teksty już też opanowane i można się na całego zabrać za Grahama.

Piotrek

To ja jeszcze dorzucę kolejny bonusik do B2B, od stycznia 2021 dla osób na działalności limit IKZE ma być o 50% wyższy niż dla osób na umowie (1,8 przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia vs 1,2 obecnie).
Chociaż nie udało mi się znaleźć w ustawie, czy działalność trzeba prowadzić cały rok, czy wystarczy 1 dzień 😉

Ostatnio edytowano 1 rok temu przez Piotrek
Marek

Ciekawy artykuł, niestety jest wiele kwestii, z którymi się nie zgadzam. Uważam, że w kilku miejscach (zapewne nieświadomie) wprowadzasz w błąd lub wysnuwasz zbyt daleko idące wnioski.

Składka zdrowotna
Rozumiem frustrację dużą różnicą w wartościach bezwzględnych, ale argument o „wykorzystaniu służby zdrowia przez bogatych” jest moim zdaniem niepoważny. Równie dobrze można postulować stałą kwotę podatku dochodowego, ponieważ „biedni częściej korzystają z infrastruktury państwowej”. Ja wychodzę z założenia, że państwo to dobro wspólne i każdy powinien o nie dbać na tyle ile może. Zgadzam się jednak, że jest to bardziej podatek niż składka. Pamiętaj jednak, że większość tej składki odlicza się w PIT, więc efektywnie płacimy jedynie 1,25%.

Składka rentowa
Składka rentowa jest składką na ubezpieczenie. Jeśli nie wykorzystasz swojego OC, to nie idziesz do ubezpieczyciela prosić o zwrot zapłaconych składek… Mam wrażenie, że ludzie nie rozumieją idei ubezpieczeń społecznych

Składka emerytalna
Obecny system (wprowadzony w 1999 roku) wprowadza bardzo prosty system emerytalny. Statystycznie każdy obywatel dostanie tyle ile wpłacił składek w ciągu całego życia. Oczywiście może się zdarzyć, że ktoś umrze przed emeryturą(wtedy ok 1/3 składek jest dziedziczona – z subkonta). Może się zdarzyć, że ktoś umrze na emeryturze, ale przed średnią wieku – w takim wypadku niestety w pewnym sensie „traci” te pieniądze. Równie dobrze może się zdarzyć, że osoba będzie żyła dłużej i wtedy dostanie więcej niż wpłaciła do ZUS.

Czy jesteś w stanie wskazać źródło tych „wszelkich znaków na niebie i ziemi” wieszczących likwidację emerytur? To prawda, że obecnie dopłacamy (z budżetu państwa) do ZUS, ale wynika to głównie niestety z konieczności wypłacania emerytur z starego systemu (systemu stworzonego w PRL). Długoletnie prognozy ZUS wskazują, że sytuacja finansowa ZUS może się poprawić (w zależności od scenariusza), a przy sprzyjających okolicznościach ZUS może wyjść na + za ok 30-40 lat.

Napisałem artykuł wyjaśniający działanie systemu emerytalnego w Polsce. Nie chcę go jednak linkować, żebym nie został posądzony o reklamę. Jeśli się zgodzisz, mogę go podlinkować w kolejnym komentarzu.

Wysokość PIT
Podajesz wartość 60 mld zł na 2020 rok. Zapominasz jednak, że prawie połowa podatku PIT zasila budżety gmin i powiatów, które nie są ujęte w budżecie państwa. Rzeczywista wysokość PIT w 2020 roku wynosi zatem ok. 120 mld zł.

Udział PIT w budżecie państwa
Uważasz, że 15% to mało? Nie jest to zdecydowanie duży udział w porównaniu z VAT, ale zdecydowanie nie nazwałbym go małym.

Koszt ściągnięcia PIT
Sam przyznajesz, że nie ma wiarygodnych danych na temat kosztu ściągnięcia podatku, zatem ten argument należałoby traktować jedynie jako ciekawostkę. W związku z tym, że rzeczywisty PIT jest 2x większy, % koszt ściągnięcia podatku jest 2x mniejszy (na podstawie Twoich wyliczeń wynosi ok 1-1,5%). Dlaczego uznajesz ten podatek za drogi? Wydaje mi się, że tego stwierdzenia można by wysnuwać, gdybyś porównał ten koszt z kosztem pobierania innego typu podatków w kraju i/lub za granicą.

Wysokość obciążeń na tle innych krajów
Mam wrażenie, że podsumowanie pisałeś kompletnie w oderwaniu od wcześniej przedstawionych danych… Polska nie ma „jednych z najwyższych składek w tym rejonie Europy” – jest wręcz odwrotnie. Dla najmniej zarabiających plasujemy się w połowie, ale większość krajów Europy jest wyżej od nas. Dla najwięcej zarabiających jesteśmy niżej i jedynie Szwajcaria (jako kraj europejski) jest niżej od nas. Mamy zatem jedne z niższych obciążeń podatkowych w Europie.

Mam też wrażenie, że w ogóle nie dostrzegasz powodów dla których mamy ubezpieczenia społeczne (niestety jak większość społeczeństwa). Niestety w Polsce mamy niską kulturę znajomości podatków oraz składek. Mamy też naturę obchodzenia wszelkich regulacji i to zarówno jako pracownicy jak i pracodawcy.

Zgadzam się, że skomplikowane podatku są złe (z punktu widzenia podatnika), ale to nie jest argument przeciwko podatkowi dochodowemu jako takiemu, a jedynie jego wypaczonej „implementacji”. Byłbym całym sercem za uproszczeniem tych regulacji w Polsce.

Myślę, że to na co warto zwrócić uwagę, to fakt iż progresywność jest iluzoryczna. Z przedstawionych przez Ciebie danych jasno wynika, że obciążenie podatkowe wynosi ok 35-36% praktycznie niezależnie od dochodów (pomijając minimalne wartości, rzędu 10 tys zł rocznie). Czy to dobrze, czy źle – zależy od poglądów.

Podsumowanie
Powyżej wymieniłem główne elementy z którymi się nie zgadzam. Dziękuję za zestawienie tak wielu danych ze sobą, aby stworzyć możliwie szeroki obraz sytuacji.

Niestety w kilku miejscach przebija się Twoja ogólna niechęć do PIT, a może nawet bardziej do ubezpieczeń społecznych. Oczywiście zwracam na to uwagę pewnie głównie dlatego, że nie podzielam Twojej opinii w tym temacie. Mimo wszystko oczekiwałbym większej bezstronności w tego typu artykułach. Szczególnie wyraźnie jest to widoczne w podsumowaniu, w którym moim zdaniem zaprzeczasz danym, które sam przedstawiłeś kilka akapitów wcześniej.

Pozdrawiam,
Marek

Marek

Dzięki za odpowiedź. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie całkowicie odciąć się od „swoich poglądów”. Mój komentarz może się również wydawać stronniczy, ponieważ odnoszę się jedynie do argumentów negatywnych, samemu wskazując na pozytywne. Moja ogólna opinia jest o wiele bardziej krytyczna, natomiast krytykę kieruję bardziej w kierunku „implementacji” systemu w Polsce niż do samego faktu opodatkowania czy ubezpieczeń społecznych.

Link do wspomnianego artykułu – https://medium.com/@mautokar/zus-czy-wiesz-na-co-oszcz%C4%99dzasz-ae9d0d8ec5f4

Jeśli zdecydujesz się na jego przeczytanie, to chętnie posłucham uwag.

A teraz odniosę się do zarzutów z komentarza 😉

Sytuacja ZUS jest stabilna
Nie użyłem takiego sformułowania, natomiast jeśli stabilność uznajemy za brak zmienności i przewidywalność, to w sumie jest to prawdą – do ZUSu dopłacamy jakieś 15-20% względem jego wydatków i ta wartość jest w miarę stabilna 😉

W tym punkcie polemizuję jedynie z retoryką „przy prognozowanej piramidzie demograficznej ZUS musi upaść„. Większość ludzi łatwo akceptuje taką retorykę. W końcu wszyscy wiemy, że ludzi w wieku produkcyjnym będzie ubywać, a emerytów przybywać. Logiczne jest więc, że ZUS musi upaść…

Mam jeden problem z tym twierdzeniem. Odnosi się on do „zdrowego rozsądku”. Nigdzie nie znalazłem twardych danych czy chociażby jasno zdefiniowanych prognoz na przyszłość. Ja wolę się opierać na konkretnych analizach i na ich podstawie dyskutować.

Jedną analizę jaka znalazłem została wykonana przez ZUS – jeśli masz dostęp do analiz innych instytucji, to chętnie się z nimi zapoznam. ZUS co jakiś czas publikuje prognozy długoterminowe. Bierze w nich pod uwagę przewidywaną demografię, rozwój gospodarczy oraz inne elementy wpływające na finanse ZUS. Najnowszy raport jest z 2019 roku i obejmuje prognozę do 2060 roku – https://bip.zus.pl/documents/493361/494125/Prognoza_Fundusz_Emerytalny_2020-2080.pdf/6adcc789-79bf-b08e-4261-8fc5184a4e95

Swoją tezę opieram właśnie na tym raporcie. Definiuje on 3 warianty (optymistyczny, neutralny oraz pesymistyczny). Wszystkie warianty zakładają poprawę finansów ZUS w okolicach 2050 roku. Wariant optymistyczny zakłada wyjście na + w okolicach 2060 roku.

Zdaję sobie sprawę, że ZUS można uznawać za instytucję zainteresowaną, a więc bezstronną. Nie spotkałem się jednak z innymi analizami, a w szczególności tak dokładnymi jak ta publikowana przez ZUS.

Przy okazji poruszasz temat wieku emerytalnego. Muszę przyznać, że osobiście jestem zwolennikiem podwyższenia wieku emerytalnego. Uważam, że poprzedni poziom – 67 lat dla obu płci, był sensowny. Dawałoby to oczywiste korzyści budżetowi ZUS, ale pewne korzyści mogłoby również dawać emerytom.

ZUS wypłaca człowiekowi to co odłożył
Podtrzymuję tę tezę. Zwracam jednak uwagę, że mówię tutaj o statystyce dla całego kraju. Szczegóły wyliczania emerytury opisałem właśnie w swoim artykule. W przypadku konkretnych ludzi możemy wyróżnić 3 przypadki:

  • osoba umiera przed emeryturą – w takim przypadku ~38% środków jest dziedziczona (środki gromadzone na subkoncie, a wcześniej OFE – stanowią one 7,5% pensji brutto i są częścią całej składki emerytalnej wynoszącej 19,52% pensji brutto)
  • osoba umiera na emeryturze przed osiągnięciem średniej długości życia, która została uwzględniona przy wyliczaniu emerytury – im krócej dana osoba żyje na emeryturze, tym mniej % dostaje
  • osoba umiera po przekroczeniu średniej długości życia – w takim wypadku taka osoba może czuć się wygrana, ponieważ otrzymuje pieniądze z ZUS, których nigdy nie oszczędziła

Generalnie składka emerytalna jest „ubezpieczeniem od starości”. Nie da się jednoznacznie wyliczyć czy na tym stracisz czy nie. Daje Ci natomiast gwarancję, że będziesz miał środki na życie do śmierci. Akurat w kontekście długości życia to jestem optymistą i wolę się przygotować na życie dłuższe od średniej 😉 Obecnie nie mam również dzieci, ale o ich zabezpieczenie po mojej śmierci starałbym się i tak oszczędzając niezależnie.

Spadająca stopa zastąpienia
Ten temat również opisałem w swoim artykule. Generalnie prognozuje się, że stopa zastąpienia będzie spadać. Natomiast głównym czynnikiem spadku jest wydłużanie się życia. Jeśli okaże się, że nasze życie się nie wydłuży tak bardzo jak mówią prognozy, to spadek stopy zastąpienia również będzie mniejszy.

Wynika to z prostej kalkulacji. Zakładamy, że ktoś odłożył 1 mln zł. Jeśli zostało mu 10 lat życia, to będzie dostawał 100 tys rocznie. Życie się jednak wydłuża i aby przeżyć 20 lat z tymi oszczędnościami, musi zaspokoić się 50 tys rocznie.

Stopa zastąpienia maleje również z powodu efektywnego wzrostu płac. W Polsce od 20 lat płace rosną szybciej niż inflacja. Oszczędności Twojego życia są zbudowane z tego co oszczędziłeś zarabiając 1000 zł jak i 10 000 zł. Stopa zastąpienia natomiast porównuje te oszczędności do ostatniej pensji. W ten sposób stopa zastąpienia maleje, im szybciej rosną pensje. Zwłaszcza jeśli te pensje rosną gwałtownie w ostatnich latach życia.

Załóżmy, że nie ma inflacji, wzrostu płac itp. Pracujemy przez 40 lat i odkładamy ~20% swojej pensji. Na emeryturze będziemy 20 lat. Stopa zastąpienia będzie więc wynosić 40% naszej pensji, bo tyle miesięcznie będziemy mogli „zabrać z oszczędności”. W przypadku gdy ten czas na emeryturze wydłuża się do 30 lat stopa zastąpienia maleje do zaledwie 27%.

Progresja podatkowa
Mam wrażenie, że nie do końca odniosłeś się do tego zarzutu. Sam wskazałeś, że progresja podatkowo-składkowa w Polsce to ok 1,5% (35% dla mało zarabiających vs 36,5% dla dobrze zarabiających). Zgadzam się, że siła nabywcza pensji w Polsce i w takiej Szwecji jest zupełnie inna, ale nie wynika ona z podatku dochodowego.

Twierdzisz, że dla osoby zarabiającej 16 000 brutto miesięcznie widać progresje podatkową. Zapominasz o jednej rzeczy (albo nie jesteś jej świadomy ze względu na to, że jak rozumiem nie pracujesz na etacie). W Polsce istnieje limit wpłat do ZUS na składkę emerytalną oraz rentową. Obecnie wynosi ona ok. 156 tys rocznie i będzie nieznacznie wyższa w przyszłym roku. Oznacza to, że osoba zarabiająca ponad 13 000 brutto miesięcznie w pewnym momencie roku przestaje płacić składki na ZUS (emerytalną oraz rentową).

Właśnie zrobiłem wyliczenia na podstawie portalu wynagrodzenia.pl i co ciekawe wyniki są nieco inne niż podajesz w swoim artykule na podstawie danych OECD. Jestem ciekaw jak obliczają te dane 😉

Porównajmy więc stosunek rocznych (to jest ważne, bo z powodu różnych progów zarobki mogą się różnić z miesiąca na miesiąc) zarobków netto do „brutto brutto” dla kilku przypadków:

  • 3 400 zł brutto (mniej więcej 66% pensji średniej) – 29 817,22 zł netto, 49 155,84 zł „brutto brutto” – 60,66%
  • 5 200 zł brutto (ok. średnia pensja) – 45 050,88 zł netto, 75 179,52 zł „brutto brutto” – 59,92%
  • 8 600 zł brutto (ok. 166% pensji średniej) – 73 713,72 zł netto, 124 335,36 zł „brutto brutto” – 59,29%
  • 13 000 zł brutto – 103 952,32 zł netto, 187 948,80 zł „brutto brutto” – 55,31%
  • 16 000 zł brutto – 127 285,63 zł netto, 225 599,71 zł „brutto brutto” – 56,42%
  • 30 000 zł brutto – 236 546,10 zł netto, 400 689,31 zł „brutto brutto” – 59,03%
  • 50 000 zł brutto – 392 733,30 zł netto, 650 817,31 zł „brutto brutto” – 60,34%

Dwa ostatnie przykłady mogą się wydawać abstrakcyjne, ale wierz mi, znam firmę która oferuje takie stawki.

Co ciekawe wyniki różnią się nieco od statystyk podawanych dla OECD. Jestem ciekaw dlaczego.

Wyniki pokazują, że obciążenie podatkowo-składkowe dla najmniej zarabiających wynosi ok. 40%. Co ciekawe obciążenie dla najwięcej zarabiających również oscyluje w okolicach 40%. Najbardziej obciążeni są ludzie zarabiający w okolicach limitu składek do ZUS – 45%! Wynika to z faktu, że są już w 2 progu podatkowym, a ciągle płacą wysoki ZUS.

Dlaczego obciążenia dla najlepiej zarabiających maleją? Spójrzmy na to od strony matematycznej. Jeśli pensja będzie dążyła do nieskończoności, to efektywny podatek dochodowy będzie dążył do 32%. Składka emerytalna i rentowa jest ograniczona twardym limitem, a więc ich udział w nieskończoności będzie malał do 0%. Składki wypadkowe, chorobowe i FP to razem 6,57% – stawka jest liniowa. Składka zdrowotna wynosi 9%, ale 7,75% jest odliczane od podatku. Efektywnie więc do składki zdrowotnej trzeba dopłacić 1,25% pensji. Po zsumowaniu wszystkiego wychodzi wynik – 39,82%. Do takiego poziomu obciążeń będzie rosła pensja w nieskonczoności (w rzeczywistości będzie to trochę niżej, bo tutaj podstawą jest pensja brutto, a wyżej było to „brutto brutto”).

Dlaczego więc bogaci ludzie nie pracują na UOP? Zwyczajnie przechodząc na JDG ich obciążenie podatkowo-składkowe będzie dążyć do 19% (ryczałt podatkowy). Składki ZUS są płacone ryczałtowo, a więc przy pensji rosnącej w nieskończoność ich obciązenie maleje do 0%. Mimo wszystko nie uważam, że jest to złe, o czym więcej na koniec.

Wysokość VAT i akcyzy nie była przedmiotem Twojego artykułu, ani mojego komentarza 😉

Traktowanie Polski na równi z krajami zachodu
Zgadza się, odnoszę się do Polski patrząc na te kraje. Mówisz o ekstremalnym opodatkowaniu biednych. Ogólnie zgadzam się z tym twierdzeniem. Kraje zachodu zwykle mają realną progresję podatkową. My jej realnie nie mamy, a biorąc pod uwagę moje wyliczenia mamy lekką progresję do ok 13 tys brutto, a potem następuje regresja.

Uważam jedynie, że Twoje podsumowanie jest niewłaściwe, bo w zasadzie dla żadnego poziomu zarobków Polska nie jest w czołówce.

Uważam, że powinniśmy zwiększyć w Polsce progresję, właśnie dlatego, żeby upodobnić się do krajów zachodu. Nie powinniśmy natomiast tego robić podbijając obciążenia najbogatszych, ale zmniejszając obciążenia najbiedniejszych. W tym wypadku większa kwota wolna od podatku byłaby dobrym rozwiązaniem. Więcej na ten temat na końcu komentarza.

Nie warto się ubezpieczać
Może zbyt dosadnie zrozumiałem Twój komentarz, a może po prostu mamy inne charaktery. Ja generalnie nie lubię ryzyka, więc wolę być ubezpieczony, nawet jeśli jest duża szansa, że na tym stracę. Ryzykować mogę sobie czymś (np. pieniędzmi) od których nie zależy moje przyszłe życie 😉

Moja opinia
Generalnie jak już wspomniałem generalnie nie lubię ryzyka i staram się je minimalizować na różne sposoby.

Jeśli chodzi o rozmowę na temat finansów państwa, to bardzo nie lubię odrywać się kompletnie od strony jej wydatków. Politykom łatwo mówić o obniżeniu podatków (zwłaszcza gdy nie są u władzy), ale ciężej się dyskutuje o ograniczeniu wydatków. Ja bym oczekiwał, że najpierw zmniejszymy wydatki, a wtedy zaczniemy zmniejszać obciążenia.

Gdy mówimy ogólnie o obciążeniach podatkowo-składkowych, to oczywiście chciałbym, by były one jak najmniejsze. Z wykonanej przez Ciebie analizy wynika, że jesteśmy mniej więcej w połowie stawki. Nie jest to więc „tragiczny” poziom. Zauważam jednak, że odstajemy względem zachodu w kwestii progresji i uważam, że dobrze by było zmniejszyć obciążenia względem najbiedniejszych, bo to tutaj wypadamy najgorzej.

Z tego powodu uważam, że podniesienie kwoty wolnej od podatku jest dobrym rozwiązaniem, bo % najbardziej pomaga właśnie grupie osób zarabiających najmniej. Uważam również, że obecny próg podatkowy powinien być zwaloryzowany (ostatnia zmiana była w 2009 roku), ponieważ rozjechał się z limitem ZUS. Z tego powodu obecnie najmocniej opodatkowani są ludzie w okolicach 13 000 zł brutto miesięcznie. Oczywiście najpierw powinien być plan obniżenia wydatków państwa, a dopiero wtedy można obniżać podatki.

Uważam jednak, że traktowanie ubezpieczeń społecznych jest szkodliwe. Zatem nasze obciążenia podatkowo-składkowe dzielą się na:

  • podatek dochodowy – tak jak typowy podatek nie powoduje konkretnego zobowiązania wobec płatnika, nie możemy zatem oczekiwać nic konkretnego dla siebie, no ale państwo jakoś musi się utrzymywać
  • składka zdrowotna – teoretycznie jej opłacenie daje możliwość korzystania z publicznej służby zdrowia; wzrost wysokości tej składki nie powoduje jednak lepszej obsługi ani żadnych innych korzyści; w tym wypadku zgadzam się więc z „wolnościowcami”, że jest to bardziej podatek niż składka
  • składka emerytalna – wypłacana emerytura zależy bezpośrednio od wysokości wpłaconych składek; składka ta generuje zatem bezpośrednie zobowiązanie państwa względem obywatela; oczywiście można argumentować czy system się utrzyma itp., przy czym jak wspominałem wyżej nie otrzymałem do tej pory wiarygodnych danych, że tak się stanie
  • składka rentowa – sposób jej wyliczania jest bardziej skomplikowany, ale wysokość ew. renty również zależy od wysokości płaconych składek
  • składka chorobowa – to z tego funduszu są wypłacane świadczenia w przypadku choroby (powyżej 30 dni) ale także np. macierzyńskie; tutaj również wysokość świadczenia bezpośrednio zależy od wysokości składek (otrzymujesz 80% pensji brutto z ostatniego roku)
  • składka wypadkowa – z tego funduszu wypłacane są odszkodowania, przyznam szczerze, że nie interesowałem się za bardzo tym tematem
  • Fundusz Pracy – z tego funduszu wypłacane są pieniądze pracownikom, jeśli pracodawca jest niewypłacalny; jest to więc koszt pracodawcy i jest on związany z konkretnym pracownikiem, ale nie generuje on bezpośrednio zobowiązania względem tego pracownika; jest to podobne zabezpieczenie jak BFG wypłacający pieniądze w przypadku bankructwa banku

Jak widać każda składka „jest po coś”. Oczywiście możemy zlikwidować poszczególne składki, ale wtedy mamy tylko 2 opcje:

  • zaprzestać świadczeń płaconych z danego funduszu (np. nie będziemy płacić świadczeń chorobowych albo macierzyńskich)
  • ukryć opłaty za dane świadczenie w inny opłatach/podatkach (niektóre kraje włączają wszystko do podatku dochodowego)

Zazwyczaj dyskusja jest prowadzona względem składki emerytalnej. Jest to największa składka no i dotyka wiele osób. W artykule który napisałem chciałem pokazać, że sposób obliczania emerytury jest „sprawiedliwy” (pod tym pojęciem rozumiem, że dostajesz proporcjonalnie do tego co wpłaciłeś) oraz obawy przed upadkiem systemu są przesadzone.

Mimo wszystko gdyby to było możliwe z poziomu finansów państwa, byłbym za likwidacją obowiązkowych składek emerytalnych. Niestety nie można tego zrobić od tak – w końcu ciągle musimy wypłacać obecne emerytury.

To jest w zasadzie takie rolowanie długu. Zazwyczaj gdy obligacje skarbowe osiągną swoją zapadalność, państwo musi wyemitować nowe obligacje, aby spłacić stare. I w zasadzie tym samym jest właśnie system emerytalny. Nie słyszę jednak wielu głosów nawołujących do tego, żebyśmy przestali emitować obligacje.

Prognozy wskazują, że sytuacja ZUS może się poprawić, a jakakolwiek zmiana w tym systemie spowoduje dodatkowe obciązenia (zapewne osób obecnie pracujących). Reforma tego systemu ma więc sens tylko jeśli sytuacja faktycznie jest dramatyczna, co wiele osób próbuje przedstawić. Faktycznie jednak nie widzę powodów do siania takiej paniki.

Spójrzmy na przykład na najpopularniejszą propozycję – emeryturę obywatelską. Oczywiście różni ludzi postulują różne „tryby” jej wprowadzania. Natomiast zapewne musielibyśmy dalej utrzymywać wydatki na obecne emerytury. Nawet jeśli formalnie zlikwidujemy składkę emerytalną, to te pieniądze będą musiały być dostarczone w inny sposób. Obciążenia więc będą takie same, natomiast obecni pracownicy wszyscy dostaną po równo. Dziwię się, że taki postulat wprowadzają „wolnościowcy”, bo moim zdaniem jest to system socjalistyczny, względem obecnego, który jest proporcjonalny.

UOP vs IDG
Jak wspomniałem już wcześniej jestem osobą o niskiej skłonności do ryzyka. Uważam też, że jakiekolwiek zmiany należy wprowadzać ostrożnie. Mimo wszystko ogólnie jestem za dobrowolnością.

Właśnie z tego powodu nie „wkurzam” się na osoby prowadzące działalność gospodarczą, że są „mniej opodatkowane ode mnie”. Patrząc na podatek dochodowy, to dla większości pracowników podatek progresywny 17/32% i tak jest bardziej korzystny od ryczałtu – 19%. Zwłaszcza, że podatek progresywny pozwala na wiele ulg (np. od dzieci, rozliczanie wspólnie z małżonkiem itp.), których nie ma przy ryczałcie.

Jeśli chodzi o ubezpieczenia społeczne, to traktuję je właśnie jak ubezpieczenie. Jeśli ktoś uważa, że jest mu niepotrzebne to jego sprawa. Ja płacę duże ubezpieczenie, ale jeśli zachoruję to nie martwię się o stan swoich finansów – po prostu idę na chorobowe i spokojnie się kuruję.

Ze względu na niską wysokość ubezpieczeń społecznych płaconych przez przedsiębiorców, ich ewentualne świadczenia również będą bardzo niskie. Rozumiem więc argument zniesienia obowiązkowości dla IDG w tym zakresie. Mam jedynie nadzieję, że tacy ludzie faktycznie jakoś się zabezpieczają na starość i nie będziemy ich musieli utrzymywać na starość.

Wprowadzenie dobrowolności w przypadku UOP miałoby moim zdaniem zbyt duże negatywne skutki dla budżetu państwa. Dodatkowo uważam, że polskie społeczeństwo ciągle nie ma wystarczającej świadomości potrzeby oszczędzania.

Przykładem może być obecny system emerytalny. Został on tak skonstruowany aby zachęcić ludzi do dłuższej pracy (dłuzej pracujesz = wyższa emerytura) oraz prowadzenia własnych oszczędności (dlatego mamy 3 filar jak IKE, IKZE czy teraz PPK – ważne OFE było częścią 2 filaru!). Niestety mimo 20 lat po zmianie systemu większość ludzi narzeka na wysokość emerytur, ale nie robi nic aby poprawić swoje oszczędności…

Warto zwrócić uwagę, że obecnie płacimy ~20% pensji brutto na emerytury. Wydaje się dużo, ale według szacunków pod koniec lat 90. (stary system emrytalny) efektywna składka emerytalna wynosiła ponad 40%! Państwo „zabiera” więc mniej, ale też mniej daje. Niestety wydaje mi się, że gdybyśmy „oddali” te 20% obywatelom, to większość z nich nie pomyślałaby o oszczędzaniu na emeryturę.

W tym temacie jestem również za ewentualną powolną zmianą. Najpierw zwiększmy świadomość społeczną konieczności oszczędzania na emeryturę, a dopiero później wysuwajmy postulaty jej zmniejszenia!

Marek

Cieszę się, że skłoniłem Cię do modyfikacji podsumowania 😉 Przyznam szczerze, że nie do końca się z nim zgadzam, ale czytając zakończenie mam poczucie, że jest to Twoja opinia, a te jak wiadomo mogą być różne 😉

Ciągle uważam, że na tle krajów OECD wypadamy nieźle. Ciągle mamy też niską progresję, a to właśnie w wysokiej progresji upatrywałbym powodów „zniechęcenia do podwyższania zarobków”.

Wydaje mi się, że głównymi czynnikami zachęcającymi ludzi do kombinowania jest ogólna niska kultura obywatelska (nie czujemy się częścią państwa, dominuje relacja władca <-> poddany – wynika to pewnie z historii naszego kraju). Oprócz braku postawy obywatelskiej mamy również bardzo niskie zaufanie do instytucji państwowych i ich jakości, co przynajmniej częściowo faktycznie ma miejsce (co do tego chyba panuje narodowa zgoda ;)).

Nie wiem też skąd wzięło się w podsumowaniu „55%”. Wykresy które przedstawiasz informują o kolejno 35%, 35,6% i 36,1%.

Przez weekend analizowałem jak historycznie to wyglądało w Polsce. Stworzyłem wykres, który pokazuje jak obciążenie będzie się zmieniać w zależności od dochodu brutto (oś X):
comment image

Do porównania z danymi z Twojego artykułu należy patrzeć na linię żółtą. Założyłem, że hipotetyczna osoba ma prawo do „pełnych” kosztów uzyskania przychodu – 3000 zł na rok (250 zł za każdy miesiąc pracy – koszty mogą być wyższe jeśli pracuje się poza miejscowością zamieszkania). Nie doliczałem żadnych ulg czy zwolnień podatkowych. Przykład pokazuje sytuację końcową, a więc po rozliczeniu się ze skarbówką i ew. dopłaceniu lub zwrocie nadpłaty (o ile pracodawca poprawnie wyliczał zaliczki, a my nie mamy dodatkowych ulg, to taka sytuacja nie powinna mieć miejsca).

W 2020 roku kwota całkiem wolna od podatku wynosi 8000 zł, ale jest to dochód. Dodatkowo większość składki zdrowotnej odlicza się od podatku (aż do jego ew. wyzerowania). Efektywnie więc 0 podatku zapłacimy do kwoty ~16 000 zł brutto (~1 333 zł brutto miesięcznie). Powoduje to obciążenie liniowe na poziomie 34,82% wynikające z opłacania składek społecznych.

Następnie następuje gwałtowny wzrost obciążenia, ponieważ od nadwyżki zaczyna być naliczany podatek, a dodatkowo kwota wolna od podatku b. szybko maleje. Osoba zarabiająca 31 000 zł brutto (~2600 zł miesięcznie – minimalna krajowa w 2020) jest już obciążona na poziomie 38,68%. Okolice średniej krajowej to już ~40% obciążenia. Wyższe zarobki powodują dalsze zwiększenie obciążenia, ale można uogólnić, że w 1 progu podatkowym obciążenie sięga ok 40%.

Zarobki rzędu 102 tys zł brutto (8 500 zł miesięcznie) są na progu wyższej stawki podatkowej. Obciążenie podatkowe znowu zaczyna drastycznie rosnąć. W tym przedziale kwota wolna znowu spada, tym razem do 0 zł. Najważniejszym powodem wzrostu obciążenia jest jednak 32% stawka podatkowa.

Najwyższe obciążenie występuje dla pensji w okolicy 157 tys zł (~ 13 000 zł miesięcznie) i sięga ono 44,89%. Jest to kwota graniczna dla składek emerytalnej i rentowej, powyżej tej kwoty nie są one już płacone. Brak płacenia części składek powoduje powolne obniżenie obciążeń, które stabilizuje się mniej więcej na poziomie 38%.

Jedyną zmienną, która jest automatycznie aktualizowana co roku to limit ZUS (30x średnia pensja w danym roku). Podwyższanie się tej wartości w kolejnych latach, spowoduje dalsze zwiększanie obciążenia dla najlepiej zarabiających.

Jak widać z tych danych wynika, że mamy w Polsce progresję sięgającą 10 punktów procentowych (35% – 45%). Wyraźnie też widać, że przydałaby się większa kwota wolna od podatku, ponieważ obecnie osoba zarabiająca połowę pensji minimalnej już musi płacić podatek dochodowy.

A teraz komentarz do uzupełnienia 😉

  • nie przeczę, że znasz mechanikę UOP, zwyczajnie miałem wrażenie że nie wiesz/zapomniałeś o tym limicie ZUS, a wpływa on mocno na ogólne obciążenie dla nabogatszych (osobiście jestem jego zwolennikiem, ale to chyba argumentowałem w swoim artykule)
  • przyznam szczerzę, że wydawało mi się, że wybrałem możliwie najlepszy okres dla S&P 500, ale priorytetem było ukazanie całej historii waloryzacji ZUS (teraz widzę, że jakbym zaczął w ~2003 to indeks miałby lepsze wyniki). Gdybym był złośliwy to pokazałbym wyniki z spadkiem COVID z marca (wtedy pisałem ten artykuł) 😉 Przyznaję jednak, że przedstawione przykłady mogą być nieco tendencyjne. Z drugiej strony dopiero zaczynam zabawę z inwestowaniem (dzięki za tego bloga! :D) i gdyby udawałoby mi się uzyskiwać stopy na poziomie historycznych waloryzacji z ZUS, to byłbym bardzo zadowolony.
  • ludzie są różni 😉 przy czym patrząc na ZUS (głównie emerytury) próbuję wziąć pod uwagę świadomość społeczeństwa (które ciągle oceniam na niskie – boję się, że dużo ludzi nie zmotywowało się do sensownego oszczędzania) oraz zastaną sytuację. Dodatkowo patrzę na finanse ZUS/państwa – prosta likwidacja podatków/składek nie jest możliwa. Musielibyśmy zlikwidować część świadczeń, a i tak pewnie musielibyśmy znaleźć brakujące pieniądze z innych podatków.
  • ja bym zwrócił tylko uwagę, że sama stopa zastąpienia nie mówi „całej prawdy”. Oczywiście pewnie ciężko zaakceptować utratę 75% swoich miesięcznych dochodów. Często jednak ta informacja idzie w parze z hasłem „głodowe emerytury” i odnoszeniem tego % do dzisiejszych zarobków/emerytur. W ciągu 20 lat przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 150% (inflacja o 64%). Największe wzrosty może już za nami, ale i tak siła nabywcza tych emerytur będzie większa niż obecnie.
  • ta tabelka pokazuje kwoty nominalne, przy tak długich okresach wydaje mi się, że lepiej korzystać z tabeli uwzględniającej inflację, zwłaszcza jeśli założymy wzrost gospodarki ponad inflację. (nie mogę uploadować zdjęcia :/). W takim wypadku najniższa wartość to 100 mld, nadal dużo ale jednak o wiele lepiej 😉

Może się zdarzyć, że ZUS będzie wiecznym bankrutem. Co więcej takie mechanizmy jak podwyższona inflacja nie rozwiązują problemu, bo składki są za jej pomocą waloryzowane (zakładając, że „system działa”). Jedyna skuteczna metoda to tak naprawdę „ucieczka do przodu” w postaci wysokiego (stosunkowo) wzrostu gospodarczego (drugi z czynników obniżających stopę zastąpienia). W ten sposób zobowiązania ZUSu ulegałyby dewaluacji względem zarobków w gospodarce (spadająca stopa zastąpienia) i wtedy faktycznie 3 pracowników może utrzymać 2 :p

Myślę też, że podwyższenie wieku emerytalnego jest nieuniknione (co z kolei spowoduje wzrost stopy zastąpienia).

Zdaję sobie sprawę, że moje założenia mogą być zbyt optymistyczne. Przyznam szczerze, że mam zwyczajnie interes w utrzymaniu obecnego systemu. Mówiąc dokładniej to nie mam interesu godzić się na propozycje zmiany.

Najbardziej popularna to „emerytura obywatelska”. Gdyby weszła ona w życie to i tak musielibyśmy utrzymać obecne obciążenia aby ją sfinansować na poziomie obecnej średniej emerytury (a nie jest ona wysoka – mniej niż 2000 zł brutto). Sam płacę dosyć dużo w składkach. Tak więc moja hipotetyczna emerytura również byłaby wysoka. Pomysł emerytury obywatelskiej tak naprawdę obciąża najwięcej zarabiających. W zależności od jego implementacji (np. zlikwidowanie składek i podwyższenie podatku dochodowego) mogłoby to też uderzyć w przedsiębiorców, którzy obecnie płacą o wiele mniej niż na etacie, ale właśnie za cenę niskich świadczeń.

Zwyczajnie uważam ten pomysł za socjalistyczny i wydaje mi się, że bardziej odpowiada on takiej partii Razem niż osobom uważającym się za wolnościowców ekonomicznych. Zwłaszcza, że koszty tej zmiany najmocniej uderzyłyby właśnie we mnie, jako osobę z perspektywą 40 lat pracy (no chyba, że propozycja Gwiazdowskiego, gdzie osoby w systemie już w nim są – wtedy obciążałoby to moje dzieci).

W sumie teraz tak sobie pomyślałem, że można by bardziej stopniowo wprowadzić koncept emerytury obywatelskiej (rozłożyć koszt na więcej niż jedno pokolenie). Obecnie emerytury są finansowane ze składek, ale też z dodatcji budżetowej – czyli naszych podatków.

Można zacząć manipulować limitem ZUS (obecnie 30x średniej pensji, ale podobno były plany zmniejszenia jej do 24x). Oczywiście takie zmniejszenie byłoby powolne. W ten sposób zmniejszałyby się wpływy do ZUS, więcej trzebaby dopłacać z podatków. W takim wypadku można by wprowadzić stawkę podatkową dla ludzi zwolnionych z ZUS. Teoretycznie płaciliby dalej tyle samo, ale formalnie nie jako składkę (generującą zobowiązanie), ale jako podatek. Niestety trzeba by jakoś „walczyć” z ludźmi uciekającymi od płacenia podatków na własną działalność – pewnie konieczne by było również wzrost podatku dla nich. Ostatecznie skoro chcemy przekształcić emeryturę w świadczenie czysto socjalne, to nie ma powodu, żeby zwalniać z niego przedsiębiorców.

W ten sposób efektywnie wprowadzilibyśmy emeryturę obywatelską (podatki można by zwiększać tylko w przypadku faktycznej potrzeby), ale cały proces mógłby być rozłożony na dziesięciolecia.

Jeszcze na koniec co do mojego stwierdzenia o ubezpieczeniach. Było ono niefortunne, po prostu ja w swojej branży mam w zasadzie możliwość pracy na IDG, ale z różnych przyczyn dalej pracuję na UOP. Można więc powiedzieć, że Ty czy ja mamy wybór – nie wierzymy w państwo, możemy sami oszczędzać. Większość pracowników na etacie nie ma jednak tak łatwej drogi i jest niejako zmuszona opłacać te składki, nawet jeśli w nie wierzy.

Na koniec ponownie uważam, że przekręty nie są spowodowane tym systemem, a powodów upatruję raczej w mentalności.

Cieszę się, że poświęciłeś czas na przeczytanie zarówno artykułu jak i moich obszernych komentarzy 🙂 Uważam wręcz przeciwnie, że są one całkiem wyczerpujące. Zwyczajnie na ten temat można by rozmawiać godzinami. Ja zawsze jestem chętny do dyskusji.

Oczywiście w tym momencie nie ma sensu z Twojej strony poświęcać więcej czasu na tą dyskusję. Cieszę się, że trafiłem na tę stronę i mogę się od Ciebie uczyć. Pracuj nad swoimi wpisami bo ja jak i wiele innych osób z niecierpliwością czekamy na kolejne dawki wiedzy 😉

Dzięki za to co robisz. Pozdrawiam.
Marek

Mateusz

Hej Piotr,
Uważam, że błąd jest w tym wykresie od PwC w kwocie wolnej od podatku dla USA. Kwestia pewnie jest tego jak PwC definiuje kwotę wolną od podatku i definicja jej się różni w zależności od kraju. Także w ramach ciekawostki. W USA masz coś takiego co nazywa się standard tax deduction i dla singla wynosi 12 400$ rocznie a dla rodzin 24 800$. Jest to kwota która obniża twoją kwotę opodatkowania, czyli jak dla mnie identyczny mechanizm jak kwota wolna. Bo oznacza tyle, że jeżeli zarobisz 12 400$ rocznie to nie płacisz podatku :). Tutaj https://www.aplikuj.pl/porady-dla-pracownikow/1816/podatek-dochodowy-w-usa-stawki-podatkowe#:~:text=Od%202018%20roku%20podniesiono%20tak%C5%BCe,w%20zale%C5%BCno%C5%9Bci%20od%20roku%20rozliczeniowego. np. jest to również opisane jako kwota wolna od podatku. Pozdrawiam!

hahahaczyk

„Polska ze swoim 32% maksymalnym podatkiem dochodowym od osób fizycznych PIT wydaje się ultraliberalnym krajem, ale czy na pewno?”
Polska jest względnie „ultraliberalnym” krajem, co częściowo przyznałeś zresztą pisząc „Węgry i Polska wypadły w tym zestawieniu jako najmniej progresywne podatkowo,” – szkoda że nie dałeś wykresu dla 4 krotności średniej pensji, to by dopiero wyszła na jaw prawda o niskich polskich podatkach 😀 Bo piszesz
„Kraje takie jak Japonia, Francja czy Austria, choć posiadają równie wysokie (55-56%) maksymalne progi podatkowe to upewniają się, że prawie żaden obywatel w nie nie „wpadnie” ustalając próg zarobków w wysokościach między 8-krotnością, a 20-krotnością średniej krajowej.” ale w tych krajach jest raczej kilka innych progów, HINT: wyższych niż obecny maksymalny w Polsce.

Rozumiem, że administracja podatkowa weszła w posiadanie danych świadczących o czterokrotnie większej zachorowalności osób zamożnych wobec osób o niższych zarobkach. Jeżeli tak często mówimy o „sprawiedliwości społecznej” to nie widzę jak czterokrotnie wyższe ubezpieczenie chorobowo-zdrowotne najbogatszych spójne jest z tą zasadą.”
To jest tak samo logiczne jak progresja podatkowa – ten kto może, winien oddać więcej – skoro kasy brak w budżecie, w pierwszej kolejności należy bardziej oskładkować tych co zarabiają więcej – z głodu nie umrą, ani na waciki też im nie zabraknie.

„Jest to niepokojące, biorąc pod uwagę to, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że za 30-40 lat będziemy otrzymywać równe emerytury obywatelskie lub zostanie wprowadzona emerytura minimalna i maksymalna, które kompletnie zmienią obecny system emerytalny. Oznacza to nie mniej, nie więcej niż to, że osoby o wyższych zarobkach płacą teraz wyższe składki emerytalne, a z czasem wcale nie dostaną wyższych emerytur.”
Będę złośliwy – niepokojące jest to że widzisz znaki na niebie i ziemi :> Na dodatek są one jakieś niejednoznaczne.. 😉 No bo będzie w końcu emerytura obywatelska czy jednak limit jakiś? ;P Bo w tym drugim przypadku to jednak płacący więcej dostaną wyższą emeryturę :>

„Na pierwszy rzut oka polski podatek PIT wydaje się nie tylko drogi w poborze, ale nieefektywny, czyli trafia z niego bardzo mały odsetek wpływów do budżetu państwa. ”
->
polska stawka nie motywuje do ciężkiej pracy i sprawia, że podatnicy masowo szukają sposobów jego „obejścia”, np. podpisując umowy na minimalną krajową, resztę kwoty inkasując od pracodawcy „pod stołem”.
->
„Według mnie każdy skomplikowany podatek jest zły i powoduje chęci jego obejścia.”

’nuff said!
Tl;dr potrzebna jest większa progresja z większą kwotą wolną bez skomplikowanych cyrków – jak w innych cywilizowanych krajach! Bo nie wiem jak wygląda sytuacja we wszystkich przypadkach podanych na ostatnim wykresie, ale uważam że istnieje korelacja między tym ile % podatków jest z PIT a jak dobrze się żyje w danym państwie. (drugi ostatni wykres od dołu – ofc to nie jest 100%, raczej lepiej jest w Japonii niż na Łotwie np. :P).
Może dobrym rozwiązaniem dysponuje np. ta straszliwa socjalistyczna Dania? Bo nie mają chyba osobnych składek społecznych, w każdym razie licząc 'podatki’ po Twojemu – w sensie z tymi składkami – wychodzi na to że bardziej pazerne są Stany Zjednoczone (tzw. 'ojczyzna wolności’ xD) jak i inne kraje gdzie się dobrze żyje, typu Nowa Zelandia czy Szwajcaria – te 'wolnorynkowe’, jak i masa innych.
(Nie znam szczegółów ich systemu ale sam wykres sugeruje że jest dobry)

Piotrek

To jest tak samo logiczne jak progresja podatkowa – ten kto może, winien oddać więcej – skoro kasy brak w budżecie, w pierwszej kolejności należy bardziej oskładkować tych co zarabiają więcej – z głodu nie umrą, ani na waciki też im nie zabraknie.

A z jakiej racji? Świat byłby lepszym miejscem jakby ludzie zajęli się rozwijaniem swoich umiejętności i podnoszeniem własnych zarobków niż wymyślaniem jak zabrać pieniądze innym…
Skoro brak kasy w budżecie to może po prostu trzeba mniej wydawać? Jak na początku drogi zawodowej miałem znacznie mniejsze zarobki niż teraz (czyt. mniejszy budżet) to po prostu ograniczyłem pewne wydatki.

Hahahaczyk

Piotrek; I komu obetniesz i co? Państwo z kartonu potrzebuje kasy – jest niedofinansowanie sanepidu, służby zdrowia i innych (ale akurat teraz to boli najbardziej)

Piotrek

Proszę bardzo:

  • ograniczenie działalności TVP (nie mówię o części „informacyjnej”), można zrezygnować z wątpliwej jakości programów rozrywkowych, sylwestra Disco Polo, dziwnych talent show i wszystkiego tego co bardziej pasuje do telewizji komercyjnej – cyk, masz kilka miliardów rocznie
  • likwidacja lub ograniczenie 500+, wysyłanie gotówki do zdrowych, dorosłych osób, które powinny utrzymywać się z pracy jest skandalem. Zamiast 40mld rocznie na transfery socjalne, wolałbym jakby 25% tej kwoty poszła do rozwój szkolnictwa i poprawę życia tych dzieciaków, które naprawdę tego potrzebują.
  • 13 i 14 emerytura
  • utrzymywanie od lat nierentowanych branż, tylko dlatego że stanowią silne grupy wyborców (górnicy, rolnicy)
  • wydawanie publicznych pieniędzy na kupowanie prywatnych przedsiębiorstw w imię ideologii
  • utrzymywanie wielu spółek skarbu państwa
  • utrzymywanie 460 posłów, 100 senatorów i całej armii administracji publicznej – zredukować to o 50%

To tylko tak na szybko. Pewnie można by znaleźć jeszcze więcej oszczędności i racjonalizacji wydatków. Nie jestem zwolennikiem całkowitej likwidacji podatków i braku wydatków rządowych. Uważam, że są one potrzebne, ale powinny być robione w myśl poprawy jakości życia społeczeństwa, a nie partyjnych interesów (zarzut do każdego rządu z ostatnich 30 lat).

Piotrek

Biorąc pod uwagę, że tą listę wymyśliłem w 10 minut pisząc z głowy, więc pewnie jakbyś przysiadł na analizą budżetu, to ta lista byłaby znacznie większa i wzbogacona o dokładne kwoty.
Z takimi wpisami ja mam ten problem, że nie da się wtedy uciec od poglądów politycznych, choćbyś nie wiem jak bardzo się starał 😉

Piotrek

Może byłoby łatwiej o pewnych rzeczach rozmawiać, jakby pewne mała książeczka, którą masz w polecanych (za co dziękuję!) była obowiązkową lekturą szkolną. Mam na myśli oczywiście: Frederic Bastiat – „Co widać i czego nie widać” 

Piotrek

Smutne jest to, że czytając tą książkę człowiek zadaje sobie pytanie czy autor na pewno żył w XIX wiecznej Francji, czy w XXI wiecznej Polsce / Europie…
Czytałem też jego książkę „Państwo”, a mam jeszcze zakupioną, ale czeka w kolejce: Pamflety.

hahahaczyk

Dzięki za treściwą odpowiedź (spodziewałem się krótszej:)

Zacznę od tego na wszelki wypadek: czy wiesz ile wynosi budżet? Miniony rok był specjalny (COVID), w związku z tym jakiś czas będzie więcej pieniędzy z unijnych funduszy odbudowy, ale plan na 2020 to było jakieś 430 mld zł wg https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/budzet-na-2020-roku-zalozenia-i-liczby/xkx50tm

„ograniczenie działalności TVP (..) kilka miliardów rocznie”
-> Chyba jako jedyne z listy popieram bez zastrzeżeń (niestety to zaledwie około 1 procent budżetu)

„13 i 14 emerytura”
„utrzymywanie 460 posłów, 100 senatorów (…) – – zredukować to o 50%”
-> J.w., z tym że nie wiem ile by tu oszczędzono (szczególnie to drugie to – góra kilkadziesiąt milionów – to raczej waciki w skali kraju)

„całej armii administracji publicznej – zredukować to o 50%”
-> Sorry ale to trąci strasznym populizmem, jakiej administracji konkretnie? Bo jeśli chcesz jeszcze bardziej ciąć np. NFZ (gdzie niestety jest ZA MAŁO biurokracji**), czy sanepid to w kraju będzie jeszcze większe eldorado na cmentarzach niż już teraz jest; nie mówiąc o innych instytucjach które ze względu na brak funduszy=kadr nie działają jak powinny, np. inspekcja pracy
**tutaj chciałbym wstawić link do genialnego wywiadu który niedawno czytałem ale nie mogę go znaleźć, dlatego streszczając: NFZ wydaje rekordowo mało na biurokrację względem właściwych wydatków (ok. 1%) stąd jest ona spychana na dostarczycieli usług zdrowia – i to lekarze zamiast urzędników klepią niepotrzebnie (w tym sensie że mógłby kto inny też) dane – starsze linki na temat: https://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/7,137474,22713044,nfz-zamienia-lekarzy-w-sekretarki-i-zadaje-osobiste-pytania.html https://tvn24.pl/polska/pomysly-na-poprawe-w-ochronie-zdrowia-prof-alicja-chybicka-i-janusz-cieszynski-w-faktach-po-faktach-ra974237-2297504

„likwidacja lub ograniczenie 500+, wysyłanie gotówki do zdrowych, dorosłych osób, które powinny utrzymywać się z pracy jest skandalem.”
-> ??? Przecież to nie jest zasiłek dla bezrobotnych*, ani modny ostatnio dochód bezpodstawowy, tylko coś co dostaje się na dzieci (=jako bezdzietnemu wcale by mi nie przysługiwało)
*to co można tak nazwać (coś co dostają zdrowi.. pod warunkiem że opłacili skłądki) czyli zasiłek można pobierać góra rok, kwoty bynajmniej nie powalają – starczy na samodzielną wegetację, jeśli już masz dach nad głową https://www.praca.pl/poradniki/rynek-pracy/jak-dlugo-i-komu-przysluguje-zasilek-dla-bezrobotnych_pr-1753.html

„Zamiast 40mld rocznie na transfery socjalne, wolałbym jakby 25% tej kwoty poszła do rozwój szkolnictwa i poprawę życia tych dzieciaków, które naprawdę tego potrzebują.”
-> Osobiście jestem zwolennikiem wyrównywania szans, w tym także transferów socjalnych do najuboższych, dlatego w obecnej postaci program też mi się nie do końca podoba (bo 500zł ma inną wagę dla przysłowiowego Kulczyka, a inną dla kogoś zasuwającego na marnie opłacanej śmieciówce****) – dlatego np. Twój postulat o dofinansowaniub szkolnictwa*** połączony z jakimś progiem dochodowym powyżej którego nie dostawałoby się już 500+ jak najbardziej bym poparł
***to również kawałek kartonowego państwa obecnie, do którego jeszcze wrócę na koniec
****i tutaj większa szansa że nie będzie to czysty koszt, tylko pieniądze wrócą do gospodarki – „Część pieniędzy ze świadczenia szybko wróci do budżetu państwa w postaci podatku VAT płaconego przy zakupach. Większa konsumpcja zwiększy zyski przedsiębiorców, a dzięki temu m. in. poziom zatrudnienia, a więc i wpływy z podatku dochodowego (trudno policzyć o ile). ” vide https://oko.press/500-kosztuje-516-a-700-zl/

„utrzymywanie od lat nierentowanych branż, tylko dlatego że stanowią silne grupy wyborców (górnicy, rolnicy)”
-> Górnictwo podobnie likwidowałbym, akurat niezależnie od kosztów, tylko ze względów klimatycznych (jest tu też argument o suwerenności energetycznej, którego osobiście nie kupuję), natomiast nie wiem na co idą wydatki na rolnictwo, one zresztą są stosunkowo małe – „Wiadomo też, że projektowany budżet na rolnictwo to 0,38 procent wartości PKB.” wg https://agroprofil.pl/aktualnosci/budzet-dla-rolnictwa-na-2020-r-ile-wynosi/

„wydawanie publicznych pieniędzy na kupowanie prywatnych przedsiębiorstw w imię ideologii”
-> Jakiś przykład? Jeśli chodzi Ci o niedawny Orlen kupujący prasę, to teoretycznie była to kasa orlenowa, ale fakt, mogła być wykorzystana lepiej (np. wypłacając dywidendę do budżetu)

„utrzymywanie wielu spółek skarbu państwa”
-> Przykład? Nie chcę tutaj nadinterpretować, ale mądrze zarządzane państowe firmy mają rację bytu, a już z pewnością prywatyzacja na hurra na pewno nie jest rozwiązaniem – chyba najgorszym przykładem sprzedaż banków na której mieliśmy wyjść bardzo źle: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Polski-budzet-stracil-na-prywatyzacji-bankow-200-miliardow-1469454.html

„Pewnie można by znaleźć jeszcze więcej oszczędności i racjonalizacji wydatków. Nie jestem zwolennikiem całkowitej likwidacji podatków i braku wydatków rządowych. Uważam, że są one potrzebne, ale powinny być robione w myśl poprawy jakości życia społeczeństwa, a nie partyjnych interesów (zarzut do każdego rządu z ostatnich 30 lat).”
+1

Jeszcze na koniec obiecany rant o państwie z kartonu:

Szczególnie głodowe (niższe niż w przysłowiowej Biedronce) pensje 1. pielęgniarek i ratowników medycznych i 2. nauczycieli nie wróżą dobrze 1. nikomu, 2. co najmniej obecnym dzieciom i przyszłym rodzicom (a jako że te potencjalnie niedouczone dzieci w końcu szkoły skończą, to w perspektywie to nam wszystkim) – ale ogólnie sądzę że pensje w budżetówce są kiepskie i kto może/potrzebuje* ucieka do sektora prywatnego(prawdopodobnie najbardziej ekstremalny ze znaych mi przykładów na rozpiętość zarobków między sektorem prywatnym i publicznym (nauczyciele) to informatycy, ale niewykluczone że jest jeszcze jakiś gorszy).
*inne wydatki ma kawaler, a inne ojciec rodziny

Ale są też nie mniej pilne są inne zaniedbane sprawy, takie jak żłobki, psychiatria dziecięca, transport publiczny (na ile pamiętam duże miasta to było OK, ale coraz mniej pociągów/PKSów na prowincji=coraz więcej smogu bo z konieczności ludzie w mniejszych ośrodkach potrzebują samochodów), kwestie niepełnosprawnych, polityka mieszkaniowa..

Też mógł bym tak dłúgo… :)) Ale kończąc myśl – ta kartonowość państwa nie bierze się wyłącznie z braku pieniędzy w budżecie, ale on na pewnuo nie pomaga – dlatego niestety nie poparłbym zmiany podatków na niższe (sumarycznie), tylko wręcz przeciwnie – na takie które przyniosłyby więcej dochodów = wyższe (potencjał do podwyżki ma rzekomo być: https://next.gazeta.pl/next/7,151003,25539098,czy-krzywa-laffera-obetnie-glowy-polskim-bogaczom-z-nowych.html) choć dodam od siebie że np. brakuje mi rozwiązania szwajcarskiego w Polsce, czyli podatków majątkowych – względnie rzecz biorąc, popierałbym np. wprowadzenie katastra czy innego podatku od majątku (np. spadkowego z rozsądną kwotą wolną czy Tobina) bardziej niż podwyżkę PIT – bo jestem w stanie zgodzić się z twierdzeniem, że jest on (w pewnym sensie) karaniem za pracę, a podatek od bogactwa można nazwać (również w pewnym sensie) podatkiem od szczęścia (a nie każdy ma tyle samo szczęścia, stąd moje poparcie dla redystrybucji i ogólnego państwa dobrobytu, by dążyć w kierunku równości szans).

Ale się rozpisałem 😉

Piotrek

W wielu miejscach masz rację i ja naprawdę tego nie neguje. Niestety w niektórych miejscach chcesz dawać ryby, gdy ja bym proponował wędkę.
Rozdawanie gotówki „za nic” nie jest żadnym wyrównywaniem szans, bo w wielu przypadkach te osoby, nie mają żadnej motywacji by się rozwijać, poprawiać swój los, a dostają tylko sygnał że „czy się robi, czy się leży, 500+ się należy”.
I dla jasności, pochodzę z małego miasta ze Świętokrzyskiego. Nie urodziłem się w bogatej rodzinie, gdzie od początku wszystko miałem podane na tacy. O wiele rzeczy musiałem walczyć. Mądrze wybrałem dla siebie zawód, ciągle się rozwijałem, zmieniałem firmy by poprawiać swoją sytuację zawodową i finansową. Dziś w wieku 32 lat mam niezłą sytuację, znacznie lepszą niż chociażby 10 lat temu. Ale rozumiem, że teraz mam oddać część swojej pensji wielu osobnom, którym nie chciało się ruszyć z rodzinnego małego miasta, nie chciało się uczyć i poświęcać wolnego czasu na rozwój i osobom, które nie mają odwagi i chęci by coś ze swoim życiem zrobić? Wybacz, ale nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem dlaczego to miałoby być sprawiedliwe.
I podkreślam ponownie, nie jestem zwolennikiem likwidacji podatków. W wielu miejscach działanie Państwa jest potrzebne, powinno to być jednak bardziej efektywne i umotywowane rozwojem kraju, a nie wygraniem kolejnych wyborów.

Odnosząc się do kilku wybranych punktów z Twojego komentarza:
1) Nie do końca kupuję, że coś nie jest wartę uwagi bo to tylko ułamek budżetu. Pewnie jakby zebrać kilka / kilkanaście takich rzeczy to łącznie zebrałoby się kilka % całości, a to są już grube miliardy, których można by nie zabierać w podatkach lub wydać np na służbę zdrowia, infrastrukturę (niekoniecznie CPK) lub szkolnictwo.

2) 500+ tu jak widzę się zgadzamy. Nie mówię o całkowitej likwidacji, ale wolałbym program, które poprawia konkretne rzeczy i zwiększa szansę i warunki życia dzieci, a nie po prostu leci gotówka. Potraktować to jako inwestycję w przyszłość kraju. Dzieciaki, które dziś dostaną lepsze szanse, mają szansę się bardziej rozwinąć, a co daje szansę, że kiedyś będą wnosić więcej do budżetu ze swoich podatków.

3) W kwestii rolnictwa to miałem na myśli głównie KRUS (skrajnie niskie składki i podatki nawet dla dużych gospodarstw). Z tego co wiem, powoli próbują się do tego dobrać. Co może być bardzo ciekawe w kontekście, że obecne zmiany w górnictwie oraz te w rolnictwie uderzają w ich ogromne grupy wyborców.

4) Zakup Polska Press, zakup Aliora i Pekao, zakup Ruchu, mówi się o jakiejś sieci sklepów spożywczych. To tylko przykłady z obecnej władzy, ale na pewno można znaleźć wiele podobnych za ich poprzedników.

teoretycznie była to kasa orlenowa

Rozmawiamy poważnie, czy sobie żartujemy? 🙂
5)

mądrze zarządzane państowe firmy

Taa….
6)

„Część pieniędzy ze świadczenia szybko wróci do budżetu państwa w postaci podatku VAT płaconego przy zakupach. Większa konsumpcja zwiększy zyski przedsiębiorców, a dzięki temu m. in. poziom zatrudnienia, a więc i wpływy z podatku dochodowego (trudno policzyć o ile). ”

Tu sobie trochę sam przeczysz. Obniżmy podatki dochodowe, wtedy… i tu sobie wklej to co wyżej 😛 Ale rozumiem, ze ta zasada działa tylko przy transferach socjalnych, ale przy obniżce podatków już nie.

Główny problem ze zwiększaniem podatków i większymi wpływami do budżetu jaki mam, to fakt, że potem będą wydawać to politycy. Osoby, które niestety mają w perspektywie walkę o kolejną kadencję, więc ich głównym celem jest przetrwać. Inwestycje długoterminowe ich nie obchodzą, bo owoce tych inwestycji będą zbierać ich następny. Gdybyśmy żyli w Państwie idealnym, w którym większe podatki = wyższa jakość życia / usług publicznych, to może dałoby się to łatwiej obronić. Niestety to tak nie działa.

Też się rozpisałem…

hahahaczyk

Już na koniec krótko.. może jeszcze kiedyś wrócę pod innym artykułem 😉

500zł (progresja AKA dlaczego płacić na dzieci innych) – jeśli mnie pytasz o uzasadnienie czemu jest wskazane płacić na niego podatki – ten program jest wg mnie po to, żeby dzieci nie żyły w ubóstwie – uważam że państwo winno pomóc jeśli rodzice nie dają rady

KRUS – też uważam że jest nie fair względem wszystkich (ew. fajny pomysł’PSLu żeby poszli wszyscy do KRUS – jeśli się zepnie finansowo)

Jakkolwiek żyjąc w państwie z tektury możesz odnosić inne wrażenie, państwowe dobrze zarządzane firmy to nie są jakieś fantazje tylko realnie istniejące byty, zobacz na Skandynawię czy Singapur 🙂

Z wklejonym fragmentem o konsumpcji z 500+ chodziło o to, że nie jest to kasa „wyrzucona” która w pełni z budżetu wyparuje bezpowrotnie (odczytałem że w ten sposób to interpretujesz), tylko jednak taka, która dzięki niemu w większej mierze będzie w cyrkulacji (bo ubogi raczej wyda to czego by normalnie nie mógł – bogatemu zostanie ale nie wyda), no a częściowo jednak wróci jako VAT.
Ale podkreślam po raz kolejny, takie napędzanie konsumpcji to nie jest clou programu w moich oczach tylko efekt uboczny, uważam 500+ za potrzebny z racji przeciwdziałania ubóstwu wśród dzieci, jestem za jego ograniczeniem (bo w tej chwili trafia do wszystkich), i protestuję przeciwko nazywaniu go po prostu darmową kasą 'za nic’ (bo ona jest 'za dzieci’)

Na koniec, tak zdefiniowane państwo idealne (większy budżet=lepsze życie) to jest ogólnie północna Europa chyba, nie wyłączając wspomnianej już Skandynawii 🙂 (believe it or not, tam też rządzą politycy :D)

Hahahaczyk

Sugeruję zatem podatek progresywny tak, by niezależnie od dochodów każdemu zostawało 2000 zł na życie. Przecież powinno starczyć.

-> sorry ale to erystyka (reductio ad absurdum), to Twoja teza najwyraźniej , bo sam nic takiego nie napisałem

„emerytury obywatelskie”, czyli ograbienie najwyżej „oskładkowanych”.

-> jeśli „grabież” ma być rozwiązaniem tego żeby ludzie z głodu nie umierali, to może i warto? Kilka krajów „wolnorynkowych” chyba już taką ma…
Nie wiem jaka jest optymalna opcja, dużo krajów nie wyłączając tego gdzie obecnie żyję ma problem z bilansem emerytur bo populacja maleje i starzeje się

Przeciwnie – potrzebny jest jeden podatek liniowy i ocknięcie się rządu, że i tak „zarabia” najwięcej na VAT i akcyzie

-> czemu? WykresY sugeruja ta korelacje o której pisałem, im bardziej progresywne podatki, tym się lepiej żyje. Juz pisałeś gdzie indziej ze podatek PIT 0 nie jest powszechny w normalnych nie ropnych nie podatkowych rajach, z liniowym jest raczej podobnie.
Dodatkowo ,żeby użyć Twoich słów opodatkowanie pracy nawet na poziomie biologicznego przeżycia uważam za grabiez, stad postulat wyzszej kwoty wolnej (nawet PIS ostatnio złapał temat choć to nie sprawi ze na nich zagłosuje ;P)

Problem w tym, że system podatkowy nie stymuluje rozwoju kraju, on go (ewentualnie) hamuje. Ważna jest prostota i upewnienie się, że szybko powstają i rozwijają się krajowe firmy. Nic innego nie zagwarantuje nam w ciągu kolejnych 20-30 lat wyższych zarobków i stabilnej drogi wysokiego rozwoju.

-> w czymś się mogę zgodzić wreszcie;) są sprawy ważniejsze dla biznesu niż niskie podatki – dobrze ze to zauważasz (i dlatego również w Skandynawii ma się on dobrze mimo wysokich podatkow;)

Cynicy, którzy twierdzą, że wysokie podatki i zagraniczne korporacje „zrobią swoje” chyba nie czytali historii ekonomii i nie przyglądają się rynkom typowo „wydrenowanym”, z których korpo przesiadają się na tańsze kraje.

-> jakiś przykład? Bo w największym chyba dotąd okresie prosperoty powojennym wysokie progresywne podatki Dochodowe były norma w krajach Zachodu i żyło się wtedy względnie lepiej niż po tym jak je obniżono(tzw. Złoty wiek kapitalizmu). Korpp owszem uważam ze trzeba dojechać, ostatnio to np wstyd ze premier uklękł przed podatkiem cyfrowym bo ambasada USA groźnie pokiwala palcem…
Sama Polska niewiele może ale na szczęście jesteśmy w Unii

Hahahaczyk

Dokończenie ostatniego akapitu

Która miejmy nadzieje nie wyrzuci nas, ani sami z niej nie wystąpimy, to wtedy może jakoś uda się ujarzmić gigantów.

A poza tym, to może niekoniecznie należy ulegac szantażom korpo i zamiast tego jak pisałeś postawić na mały I średni biznes?

Krew mnie zalewa jak słyszę ze polskie strefy ekonomiczne biją się o fabryki tego i owego dając ileś milionów wsparcia inwestorom zagranicznym (przygotowanie terenu, ulgi podatkowe itd.) – po prostu typowy race to the bottom (kto da więcej wygrywa) – IMO lepiej nie brać w tym udziału w ogóle – jak korpo się opłaci to i tak przyjdzie (vide jakiś bank inwestycyjny który i tak do Polski trafił po tym jak mu takiego wsparcia odmówiono – bo mimo wszystko zapłaci u nas mniej niż u siebie)

hahahaczyk

„W przeciwnikach podaktu liniowego najbardziej bawi mnie fakt, że nie wiedzą, kiedy skończyć z progresją (…) bo każda jej forma jest zwyczajnie niesprawiedliwa (i to bezdyskusyjnie niesprawiedliwa, bo przy liniowym „bogaci” i tak płacą więcej).”

Najwyraźniej nasza definicja sprawiedliwości się różni

„Nie lepiej sprawdzić dlaczego ludzie umierają z głodu i wyleczyć tego przyczynę? Jeśli nie otwierają się przedsiębiorstwa => nie ma miejsc pracy to może jednak zrobić lepsze warunki, by te zaczęły się otwierać i ludzie przestali umierać z głodu?”

Niestety kolejny raz mam wrażenie że w złej wierze interpretujesz to co napisałem..
Po pierwsze: oczywiście szczytny postulat, ale jeśli chodzi o ludzi w wieku produkcyjnych, są problemy strukturalne, których nie rozwiążesz na pstryknięcie palca; po drugie: żeby doprecyzować moją myśl, jak najbardziej dopuszczałbym taką redystrybucję = progresję składek emerytalnych, gdyby to miało pomóc w zapobiegnięciu ubóstwa emerytów (inb4: to nie znaczy że jestem przeciwko oszczędzaniu na emeryturę)

„Nie istnieje taka korelacja.”

Ależ korelacja jak najbardziej istnieje!! Porównaj np. miejsca na wykresie i wskaźnik HDI (na wyrywki miejsce na wspomnianym wykresie/ranking Hdi):
Dania 1/10
Australia 2/8
Finlandia 10/11
Belgia 11/14
Izrael /19
Japonia /19
Słowacja
Chile

Dane HDI stąd: https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_Human_Development_Index

„Historycznie najpierw „Dobrze się żyło”, a potem wprowadzano progresję. Socjalizm i 0% rozwój/wzrost jest następstwem dziesiątek lat kapitalizmu i szybkiego wzrostu w każdym z krajów, które doszły do tego etapu. Praktycznie bez wyjątków.””

Jako że poszedłeś krok dalej (ja tylko o korelacji, a ty od razu z grubej rury związek przyczynowo-skutkowy) – ponawiam pytanie o konkrety, bo we wspomnianym wcześniej przeze mnie powojennym cudzie gospodarczym progresja jak najbardziej brała udział : https://en.wikipedia.org/wiki/Post%E2%80%93World_War_II_economic_expansion#Wealth_redistribution (coś dużo tych wyjątków 😉

Socjalizm – cóż to za zwierzę? Inaczej mówiąc, brak wolności gospodarczej? Już pisałem że to niekoniecznie wiąże się z niskimi podatkami, żeby nie być gołosłownym rzuć okiem np. tu :https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_economic_freedom – (nb., jakiś czas temu wręcz się premier Danii oburzał, że oni jednak nie są centralnie planowaną = socjalistyczną, tylko jednak gospodarką rynkową 😀 https://www.investors.com/denmark-tells-bernie-sanders-to-stop-calling-it-socialist/ ). Te 0% rozwoju może być następstwem wielu rzeczy, na przykład druku pieniędzy…

Na pewno nie przekonuje mnie teza pt. niskie podatki = wzrost gospodarczy, kraje z górnej półki powyższego rankingu tak samo nisko rosną niezależnie od wysokości podatków: (chodzi o ostatnie 10 lat)
https://tradingeconomics.com/new-zealand/gdp-growth
https://tradingeconomics.com/singapore/gdp-growth
https://tradingeconomics.com/switzerland/gdp-growth
(czołówka 'kapitalistyczna’)
https://tradingeconomics.com/denmark/gdp-growth
https://tradingeconomics.com/finland/gdp-growth
(Islandia coś bardziej tam rośnie niby ale to malutki kraj…)

Ostatnio edytowano 7 miesięcy temu przez Inwestomat
hahahaczyk

Przepraszam, nie dokończyłem fragmentu o HDI (brakujące dziurawe dane)

Izrael 22/19
Japonia 23/19
Słowacja 36/39
Chile 37/43

hahahaczyk

Jeszcze tego też zabrakło w odpowiedzi:

„Tutaj prosiłbym Ciebie o liczby, które dowodzą, że bytność w Unii jest dla nas dobra.”
Mówiłem już że irytuje mnie gdy wpychasz mi nie moja słowa w moje usta? :> Nie mówiłem o ani słowa tym czy się nam Unia opłaca pod względem finansowym (dotacje vs. składki) czy nie… OTL

Moja teza w powyższej wypowiedzi była taka: uważam że mamy większe szanse na udaną walkę z korporacjami posiadającymi tonę kasy i wpływów będąc częścią wielkiego solidarnego organizmu politycznego niż gdybyśmy byli takim samodzielnym średnio-małym państwem (na dodatek z kartonu…)

hahahaczyk

Walka z korporacjami to raczej pochodna walki klasowej więc skojarzenie prawidłowe 😉

Krzywa Laffera – no to jest teoria, jak chyba wszystko w ekonomii – z tym, że danych w Polsce dotąd miało w Polsce nie być, ale teraz wreszcie się podobno pojawiły i w związku z tym co najmniej jeden ekonomista twierdzi że potencjał do podwyżek jest (odsyłam ponownie do https://next.gazeta.pl/next/7,151003,25539098,czy-krzywa-laffera-obetnie-glowy-polskim-bogaczom-z-nowych.html )

Nie mam złudzeń że się przekonamy, ale to nie było specjalnie dla mnie celem od początku (i nadal nie jest). Nie wyłączając obecnej, dyskusja jest dla mnie w przeważającej części okazją na ekspozycję własnych poglądów i poznanie argumentów za przeciwnymi (w tej np. naprawdę byłem ciekaw co to za korporacje które drenują rynki z racji niezbyt wysokich podatków i które uciekają do tańszych krajów, ale już nie będę Cię tak za język ciągnął tutaj ;).

Sądzę że ewentualna zmiana następuje raczej z czasem – jak sobie człowiek różne rzeczy przemyśli, i różnych rzeczy doświadczy.
Żeby poprzeć własnym przykładem – jeśli opis na stronie jest w miarę aktualny, to jestem mniej więcej w Twoim wieku, obecnie na pozycjach nazwijmy je etatystyczno-świeckich – progressive patrząc tu:comment image – ale jeszcze kilkanaście lat temu byłem po przeciwnej stronie wykresu tj. konserwatywno-liberalnej (paleoconservative) – nawet agitowałem kilkukrotnie w wyborach na rzecz wymienionej tu w dyskusji protoplastki partii na K. 😀 (oczywiście, zmiana w moich poglądach nie nastąpiła nagle, tylko stopniowo, i na pewno nie pod wpływem jednej konkretnej rzeczy, tylko właśnie wskutek wielu różnych lektur, rozmów i przeżyć)