W co inwestować w 2021 roku? Mój portfel na I półrocze 2021

W co inwestować w 2021 roku? Mój portfel na I półrocze 2021

Rok temu po prostu się bałem. Dziś jestem przerażony.

Pomyślisz, że tym „clickbaitowym” wstępem przesadzam, albo nawet panikuję? Przecież rynki finansowe rosły w 2020 roku jakby nigdy nic, zaraz wyjdzie szczepionka, świat zapomni o COVID-19, a my wrócimy na ścieżkę stabilnego wzrostu. Być może właśnie tak będzie, ale podobnie jak pod koniec 2019 roku ostrzegałem, że na giełdach akcji jest drogo, tak dziś uważam, że wyceny średniej spółki notowanej na giełdzie większości krajów rozwiniętych zupełnie oderwały się od ich fundamentów. Poprzez „fundamenty” rozumiem przychody i zyski spółek, a nie ich współczynniki alfa i beta wobec konkretnych indeksów, czy współczynniki korelacji ich przeszłych cen z jakimkolwiek innym aktywem. Dla tych, którzy twierdzą, że „stare wskaźniki już nie działają” lub, że „tym razem będzie inaczej” mam we wpisie dużo wskazówek dlaczego wg mnie wszystko jest „tak jak dawniej”, a na pytanie „w co inwestować w 2021 roku?” odpowiem podobnie jak zawsze, czyli „przede wszystkim robić to z głową i rozumieć dlaczego dokonuje się zakupu lub sprzedaży danego aktywa”.

Brzmi zachowawczo lub zbyt ogólnikowo? Może i tak, ale motywem przewodnim bloga Inwestomat jest uczenie samodzielnego myślenia o spółkach i indeksach giełdowych, a nie podsuwanie „gotowców” na talerzu. Mógłbym wypisywać w tego rodzaju wpisach myśli pokroju „zainwestuj w akcje spółki X, ETF-a Y, a shortuj spółkę Z”, ale wątpię, że nauczyłbym Cię tym czegokolwiek poza tym żeby w przyszłości myśleć bardziej krytycznie, uważając na internetowych szarlatanów. Czy to oznacza, że w kontekście inwestycyjnym zgubiłem się i nie wiem co teraz robić? Wręcz przeciwnie, bo w dalszej części tego wpisu zawarłem sporo statystyk, poszlak i sugestii, które pomogą Ci inwestować w 2021 roku, ale „heavy lifting” w postaci konkretnych decyzji inwestycyjnych będziesz musiał wykonać sam. Poza prognozami dotyczącymi przyszłości, podsumuję też rok 2020 na rynkach finansowych oraz moje „osiągi” z tego dziwnego, ale całkiem dla mnie zyskownego roku na rynkach. Miłej lektury!

Podcast

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile historycznie zarabiały i teraz zarabiają amerykańskie spółki wobec ich obecnych i historycznych cen na giełdzie.
  • Które gospodarki świata przeszły trudny rok 2020 najlepiej pod względem dynamiki PKB.
  • Czy wzrost PKB w USA tłumaczy drastyczny wzrost cen akcji w tym kraju.
  • Jak chciwi są obecnie światowi inwestorzy i w co w 2020 roku ulokowali najwięcej środków.
  • Które indeksy i sektory polskiej giełdy poradziły sobie w 2020 roku najgorzej, a które najlepiej.
  • Jak wygląda skład mojego portfela inwestycyjnego na 2021 rok i jak będę nim zarządzał w zależności od sytuacji.
  • Które aktywa mogą pokonać rynki w 2021 roku i dlaczego.

Sytuacja na rynkach w grudniu 2020 roku

Ci, którzy czytali moje poprzednie wpisy portfelowe (znajdziesz je w tej części spisu treści mojej strony) pewnie zauważyli, że skupiam się w nich przede wszystkim na wycenie giełdy amerykańskiej. Jest tak dlatego, że spółki z USA stanowią obecnie około 55% wartości wszystkich światowych giełd, czyli ich tzw. kapitalizacji (źródło: Statista), a więc same w sobie są dobrym „przybliżeniem” globalnego rynku akcji. Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego podejścia, ale każdy bardziej doświadczony z czytelników na pewno wie, że giełdowe nastroje są zwykle „dyktowane przez Amerykę”. Z tego powodu to właśnie Stanom Zjednoczonym trzeba się przyglądać najbardziej, próbując ocenić teraźniejszość i przewidzieć najbliższą przyszłość światowych rynków finansowych. Ten rozdział zaczniemy od zidentyfikowania i opisania przyczyn mojego niepokoju, do którego przyznałem Ci się we wstępie do tego wpisu.

Rozjazd zysków od cen akcji spółek z USA

„Ci cholerni fundamentaliści” – pomyśleć mogą zwolennicy i praktycy analizy technicznej, którzy (jak twierdzą) zbijają kolejne dziesiątki tysięcy na „czytaniu z wykresów”. Niezależnie ilu z nich faktycznie wspomniane tysiące zarabia, przyznam Wam, że jeśli o giełdę chodzi to jestem dosyć staroświecki i uważam, że za papierami wartościowymi stoją prawdziwe firmy, które prowadzą realne biznesy. Firmy, które emitują akcje, by pozyskać kapitał, obiecując akcjonariuszowi, że będą się w kolejnych latach dzielić z nim wypracowanym przez siebie zyskiem, np. wypłacając mu dywidendę. Tylko żeby mogły dzielić się zyskiem muszą najpierw go wypracować, a to w Ameryce w ostatnich latach nie wygląda wcale tak dobrze. Na poniższym wykresie zobaczysz dynamikę zmian sumarycznego zysku spółek z USA wobec zmian cen indeksu S&P500:

W co inwestować w 2021 roku - Zyski spółek z USA a indeks SP500

Ze względu na dosyć wątpliwe źródło powyższego (choć to naprawdę porządnie narysowany wykres) i to, że oś y nie jest porządnie opisana, załączam też przebieg nieco „cięższy w odczycie”, ale z pewnego źródła, jakim jest FactSet, na którym często opieram swoje decyzje inwestycyjne. Na poniższym wykresie narysowano (niebieskim kolorem, oś lewa) cenę indeksu największych spółek z USA, czyli S&P500 oraz (czarnym kolorem, oś prawa) sumaryczny roczny zysk netto wszystkich spółek z tego indeksu:

Z powyższego wykresu wynika, że Indeks S&P500 jako całość możnaby dziś kupić za około 3600 dolarów (swoją drogą jest on teraz najdroższy w historii), przy czym jego całościowy „zysk na akcję/jednostkę” wynosi około 170 dolarów. Po podzieleniu tych dwóch liczb przez siebie otrzymamy tzw. forward p/e, czyli współczynnik ceny do zysku w ujęciu prognostycznym, wynoszący około 21. Prostym językiem: oznacza to, że obecnie przeciętna spółka z indeksu największych amerykańskich spółek, czyli S&P500 (tutaj znajdziesz listę wszystkich spółek wchodzących w jego skład) „zwróci się inwestorowi ” wypracowanym zyskiem w ciągu 21 lat. Jest to znaczne uproszczenie, bo uwzględnia prognozy zysków spółek w kolejnych 12 miesiącach, ale bazując na faktach udało mi się obliczyć podobne współczynniki dla indeksu S&P500 dla poprzednich 10 lat:

W co inwestować w 2021 roku - S&P Cena Zysk 2020

Powyższa tabela mówi sama za siebie: jest drogo, a relatywnie do lat 2013-2016 oraz 2018, a tym bardziej do 2010-2012 największe amerykańskie spółki są sprzedawane na rynku po bardzo wygórowanych cenach. Czy oznacza to, że powinniśmy trzymać się z daleka od giełdy amerykańskiej? Niekoniecznie, bo także tam można obecnie znaleźć spółki fundamentalnie tanie, jednak zakup funduszu ETF (więcej o nich przeczytasz w serii o ETF-ach na moim blogu) na S&P500 za całość swoich środków mógłby być teraz nie najlepszym pomysłem. Co ciekawe, marcowy „covidowy dołek” na giełdzie amerykańskiej przyniósł pierwszą od lat fundamentalną okazję do zakupu spółek, ale biorąc pod uwagę ogromną niepewność w tamtym okresie, bardzo ciężko było to wtedy dostrzec. Wyjaśnienie: analitycy giełdowi wspominali o możliwym spadku zysku indeksu S&P z 150 do nawet 110-120 dolarów na akcję indeksu, co sprawiłoby, że nawet „po przecenie” byłby fundamentalnie drogi.

Nawet ignorując analizy profesjonalistów roztropny inwestor mógł w marcu 2020 roku zakładać spadek zysków spółek nawet do 100 dolarów na „akcję” S&P500, a zatem utrzymanie wskaźnika C/Z na poziomie ponad 20, a więc bardzo daleko od fundamentalnej okazji. W tej perspektywie „zakupy” na giełdzie amerykańskiej w marcu i kwietniu tego roku niekoniecznie wyglądały na cokolwiek więcej niż na spekulację, że „pandemia nie jest tak straszna, jak się wydaje”. Teraz, po niemal 12 miesiącach życia w warunkach pandemii COVID-19 już zdążyliśmy do niej przywyknąć, znane nam są odczyty gospodarcze z całego świata i nieco łatwiej jest ją oceniać w kontekście gospodarczym. Zaraz zobaczysz, że pandemia choroby COVID-19 nie spowodowała „gospodarczego spustoszenia”, jakiego spodziewało się wielu, a jedynie cofnęła większość gospodarek świata pod względem PKB o kilka miesięcy, a niektóre z nich nawet o kilka lat. Omówmy zatem dynamikę PKB w kontekście „zwycięzców i przegranych” bieżącego roku, skupiając się na najważniejszych gospodarkach świata, po czym wrócimy do bardziej szczegółowej oceny spółek z rynku amerykańskiego.

Polub Inwestomat na Facebooku. Naprawdę warto!

 

Znajdziesz tam jeszcze więcej ciekawych materiałów o finansach i inwestowaniu.

Które kraje straciły najwięcej PKB?

Ten akapit zaczniemy od oceny dynamiki PKB dla krajów dowolnej wielkości, które najwięcej w trudnym roku 2020 zyskały lub straciły. W celu dodania Tobie kontekstu porównawczego pośrodku stawki oznaczyłem na żółto Polskę, która nie łapie się ani do zwycięzców, ani do przegranych trudnego roku pandemii choroby COVID-19. Prawdopodobnie nie zdziwi Cię to, że najbardziej dotkniętymi przez pandemię gospodarkami są małe, słynące z turystyki kraje, takie jak Makau, Fidżi, Malediwy czy Antigua. W przeciwnym narożniku, wśród „zwycięzców 2020 roku” znajdziemy m.in. Egipt, Chiny czy Etiopię, których gospodarki w porównaniu do roku 2019 i tak bardzo mocno „wyhamowały”. Polska znajduje się bliżej zwycięzców niż przegranych, choć nie ominęła nas „covidowa recesja”, co doskonale widać po ujemnej dynamice PKB naszego kraju zawartej w poniższej tabeli:

W co inwestować w 2021 roku - PKB gospodarek na świecie

W ramach ciekawostki zamieściłem w niej również prognozy dynamiki PKB dla wspomnianych państw w latach 2021-2023 wykonane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i jak widać jego eksperci przewidują dla naszego kraju dość świetlaną przyszłość. Co prawda rok 2021 będzie w całości „spalony” na powracanie do wysokości PKB sprzed pandemii COVID-19 to i tak prognozy te wyglądają dość optymistycznie. Powyższe statystki stają się jeszcze ciekawsze, gdy wybierzemy jedynie najludniejsze i najsilniejsze ekonomicznie (stąd brakuje tu kilka bardzo ludnych krajów afrykańskich) kraje świata, co zrobiłem w tabeli poniżej:

W powyższym zestawieniu widać czarno na białym które z największych gospodarek świata wyszły z kryzysu obronną ręką, a które cofnęły się pod względem PKB o kilka miesięcy, a nawet o kilka (lub kilkanaście!) lat. Najbardziej na pandemii koronawirusa straciły kraje „Starej Europy”, takie jak Wielka Brytania, Francja, Włochy, Hiszpania i (w trochę mniejszym stopniu) Niemcy. Kraje, które poradziły sobie gospodarczo z COVID-19 dosyć dobrze to Turcja, Iran, USA czy Nigeria, z czego ta ostatnia jest z uwagi na wysoką dynamikę rozwoju lokalnej giełdy papierów wartościowych, ciekawym materiałem do obserwacji na przyszłość.

Z dużych gospodarek świata „na plus” w 2020 roku wyszły Egipt, Wietnam i Chiny, z czego tych ostatnich dotyczą w kolejnych latach bardzo dobre prognozy gospodarcze, a – jak przeczytasz w dalszej części wpisu – ich spółki giełdowe są stale relatywnie tanie. Przeciwnicy Chin powiedzą, że ryzyko polityczne jest niewarte świeczki i że jest to kraj „wymierający” jeśli o demografię chodzi. Nawet jeśli mają rację to biorąc pod uwagę defensywne wyceny akcji chińskich spółek notowanych na giełdach hongkońskiej i szanghajskiej to właśnie Chiny mogą okazać się „giełdową gwiazdą” kolejnych 10, a może nawet 20 lat. Wróćmy teraz na moment do Stanów Zjednoczonych, prześwietlając zyski tamtejszych spółek wobec zmian cen ich akcji w ostatnich miesiącach i latach.

Zyski i wyniki konkretnych branż S&P500

Według mnie do oceny czy dany rynek jest drogi, czy tani warto też przygotować wyniki spółek w ujęciu historycznym i w ujęciu branżowym. W przełożeniu na ludzki język: chodzi o to, by przedstawić dane historyczne „obok siebie”, pokazując zarówno dynamikę przychodów spółek z indeksu, roczne zmiany ich zysku netto oraz ich spadek lub wzrost cen na giełdzie w ciągu kilku ostatnich lat. Kolejną rzeczą, którą zrobimy jest przyjrzenie się bliżej konkretnym branżom tego indeksu w ostatnich 12 miesiącach. Zaczniemy od tego pierwszego, zestawiając na wykresie wyniki amerykańskich spółek z S&P500 z rocznymi zmianami cen tego indeksu. Oto jak optymistyczni (mówiąc wprost) byli amerykańscy inwestorzy przez ostatnie 5 lat:

W co inwestować w 2021 roku - Przychody i zyski spółek a SP500

Jak czytać powyższy wykres? Wynika z niego m.in. to, że w niektórych latach (np. w roku 2016 lub 2017) giełdy rosły w tandemie z polepszającymi się wynikami finansowymi spółek, jednak nie we wszystkich latach zaobserwujemy podobną zależność Jest to o tyle zrozumiałe, że publikacja wyników spółek ze Stanów Zjednoczonych za pełny rok kalendarzowy zwykle następuje w okolicy marca kolejnego roku, a więc jest nieco opóźniona względem giełdy. Po części tłumaczy to ogromne wzrosty indeksu S&P500 z 2019 roku, który swoim 31,5% wzrostem cen akcji reagował na świetny rok finansowy 2018 (Przychody spółek z indeksu +8,9%, zyski spółek z indeksu +20,3%).

Przyznam jednak, że ciężko jest mi wytłumaczyć rok 2020, który poprzedzony był kiepskim pod względem wyników (przychody +3,5%, zysk netto -0,1%) rokiem 2019, a sam w sobie „zafundował” gospodarce ogromny spadek zysku netto spółek (-13,7%) związany z pandemią. Jak zareagowała na to giełda? Póki co, bo pisze to w połowie grudnia 2020 roku, rynki zareagowały wzrostem wynoszącym niemal 16% wobec stycznia bieżącego roku! Genezy tego zjawiska możemy spróbować poszukać w analizie poszczególnych sektorów/branż indeksu S&P500, skupiając się tylko na 2020 roku. Bazując na danych z raportu FactSet, oto jak rozłożyły się przychody, zyski i zmiana cen indeksów spółek z poszczególnych sektorów gospodarki USA:

W co inwestować w 2021 roku - Przychody zyski sektorow SP500 Grudzien 2020

Największą utratę wartości, czyli spadek cen akcji, zanotował sektor paliwowy, w nomenklaturze angielskiej zwany „Energy„, co trochę zmodyfikowałem, by nie mylił się Ci z polską”energetyką” (ta podlega pod angielskie „Utilities” nazwane przeze mnie „Energia/Woda”). Spadek cen akcji sektora paliwowego o 32% wobec końca zeszłego roku łatwo można wytłumaczyć fatalnymi wynikami spółek z tego sektora. Zamykają one bowiem rok z przychodem niższym o 33% i zyskiem netto o 107,20% niższym niż te wypracowane w roku ubiegłym. Słabo poradziły też sobie sektory: finansów, nieruchomości oraz energii/wody, których przychody i zyski również znacznie zmalały. Ostatni z sektorów, czyli utlities (energia i woda) przyniósł poprawę zysku netto mimo spadku przychodów, a rynek i tak przecenił go (póki co) o jakieś 4%, co może oznaczać fundamentalną okazję do zakupu akcji.

Z sektorów S&P500, które najmocniej wzrosły warto wymienić sektor IT i konsumpcji luksusowej (consumer discretionary), którą można przełożyć na polski jako „konsumpcja rzeczy zbędnych do życia”, czyli np. ubrania, akcesoria, czy samochody. O ile sektor IT notuje średnio nieco lepsze wyniki (+5% przychodów i zysków w 2020 roku wobec roku ubiegłego) to wzrost cen akcji z tego sektora, wynoszący 35% ciężko jest wytłumaczyć inaczej niż ogromnymi oczekiwaniami inwestorów wobec jego przyszłej roli w gospodarce. Analogia do lat 1999 i 2000 nasuwa się sama, ale być może „tym razem będzie inaczej”. Trzymałbym się jednak z daleka od amerykańskiego sektora IT, nie licząc kilku fundamentalnych okazji w postaci „niemodnych spółek, o których się nie mówi”.

Zupełnie nie rozumiem branż: dóbr luksusowych (consumer discretionary), materiałowej i przemysłowej, gdyż wszystkie trzy, mimo znacznie gorszych wyników finansowych, rosły na giełdzie w ciągu ostatnich 12 miesięcy odpowiednio o 24%, 15% i 9%. Oczywiście może to wynikać z tego, że już wcześniej były one fundamentalnie tanie, ale co by nie było, wzrost ich wartości giełdowej na pewno nie jest podyktowany ich obecnymi wynikami. Ciekawą branżą jest ochrona zdrowia, która choć polepszyła swoje wyniki najmocniej ze wszystkich branż (przychody o ok. 9%, a zyski o około 11%) to jeśli o zmianę cen na giełdzie chodzi, kończy ten rok gdzieś w połowie stawki (+9%). Podobny efekt obserwujemy na polskiej giełdzie, której indeks WIG_LEKI w części wpisu poświęconej polskiej giełdzie także znajdzie się w połowie stawki. Jako, że nie wszystkie spółki z USA są spółkami publicznymi, a więc notowanymi na giełdzie, warto spojrzeć też na stosunek cen akcji tych na niej notowanych do PKB całego kraju, w którego skład wchodzi „wartość dodana” wszystkich segmentów gospodarki światowego hegemona.

Rozjazd cen akcji z PKB w USA

Potwierdzenia tezy o tym jak drogi jest rynek akcji w Stanach Zjednoczonych możemy szukać też we wskaźnikach alternatywnych, na przykład w tzw. Buffett Indicator. Według Warrena Buffeta jest on „najlepszą miarą tego, jak tanio lub drogo wyceniane są akcje spółek z USA”, a otrzymuje się go dzieląc przez siebie dwie zmienne. W liczniku umieszczamy tzw. Wilshire Total Market, czyli kapitalizację wszystkich spółek giełdowych z USA, zaś w mianowniku PKB tego kraju. Prostym językiem: wskaźnik ten porównuje wycenę spółek giełdowych wobec PKB kraju i sam w sobie nic nie oznacza, ale ujęty w czasie pokazuje jak „szczodrze” inwestorzy wyceniają swoje rodzime spółki wobec tego, co produkuje cała gospodarka danego kraju. Obecnie jesteśmy na historycznych maksimach tego wskaźnika, bo wynosi on teraz ponad 180, czyli znacznie więcej niż podczas ostatnich dwóch dużych kryzysów lat 2000 i 2008:

W co inwestować w 2021 roku - Buffett Indicator grudzien 2020

Dlaczego powyższy wskaźnik jest wg mnie równie ważny, co wskaźniki wyceny C/Z i CAPE, o których często wspominam na blogu? Problemem wspomnianych jest to, że oceniają wyłącznie zyski spółek notowanych na giełdzie, pomijając całą resztę gospodarki. Buffett Indicator jest o tyle „cwany”, że uwzględnia też zyski spółek nienotowanych na giełdzie, ale też wartość dodaną przez pozostałe składowe wskaźnika PKB. Co obecny jego poziom właściwie oznacza? Inwestorzy wyceniają amerykańskie spółki publicznie jakieś 20% szczodrzej niż przed kryzysem w 2000 roku, a o 60% bardziej optymistycznie niż przed kryzysem z 2008 roku. Może to oznaczać, że wyceny amerykańskich spółek naprawdę mocno „oderwały się” od gospodarki tego kluczowego dla świata kraju. Tamtejszą giełdę nazwaliby „bańką spekulacyjną” nie tylko inwestorzy ze skrajnie wysoką awersją do ryzyka, do których z pewnością nie należę. Pora na ciekawy akapit o rozłożeniu zysków spółek w indeksie S&P500, który może zmienić Twoje postrzeganie indeksu S&P500 w przyszłości.

50% zysków S&P500 pochodzi z 5% spółek

Choć będzie to tylko jeden krótki akapit to być może zmieni on Twoje postrzeganie indeksu S&P500. W jego skład wchodzi 500 największych (pod względem wartości giełdowej, czyli kapitalizacji) spółek notowanych w USA, ale ich zysk nie rozkłada się równomiernie. To jak „nierówno” rozkładają się ich zyski z pewnością okaże się dla Ciebie zaskoczeniem. Gdy „prześwietlisz” ten indeks, z pewnością zrozumiesz dlaczego zasada Pareto jest w świecie nauki i ekonomii tak popularna. Okazuje się bowiem, że około 50% zysku netto wszystkich spółek z S&P500 pochodzi z 25 spółek, czyli 5% całego indeksu pod względem liczby firm. Oczywiście „ważąc” te firmy ich wartością giełdową, wspomniane TOP25 „warte jest” na giełdzie tyle co około 30% całości indeksu S&P500, ale nie zmienia to faktu, że 5% spółek „ciągnie za sobą 50%” indeksu, przynajmniej pod względem swoich zysków. Dane i poniższy wykres, na którym przedstawiam dwie największe branże indeksu S&P500, czyli finanse i technologię pochodzą z Fortune.com:

W co inwestować w 2021 roku - ile spółek ile zysku

Co to oznacza dla przeciętnego inwestora? Po pierwsze to, że kupując indeks S&P500 kupuje się głównie największe 25 spółek, które stanowią aż 30% ceny indeksu. Po drugie to, że wśród nich są zarówno rozsądnie wyceniane „dojne krowy” pokroju Johnson&Johnson, Verizon, Intel czy AT&T, jak i spółki o absurdalnie wysokich wycenach, takie jak Amazon, PayPal, NVidia czy Salesforce. Oczywiście rynek wycenia przyszłość, a ta może być i prawdopodobnie będzie bardziej świetlana dla ostatnich 4 spółek, ale nie zmienia to faktu, że obecnie wyglądają na drogie, a inwestor poszukujący wartości i wysokich dywidend nie ma tam (póki co) czego szukać.

Dlaczego w ogóle dodałem ten akapit do mojego wpisu? Z prostego powodu: chciałem pokazać Ci, że nawet w relatywnie drogim indeksie znaleźć można zarówno tanie, jak i drogie spółki. Na domiar złego nikt nie jest w stanie powiedzieć czy przyszłe wyniki tych pozornie drogich spółek nie sprawią, że za jakiś czas to one wydadzą nam się tanie. Jedno jest pewne: kupując obecnie cały indeks S&P500 wchodzimy w niego po jednych z najwyższych cen (wobec zysków spółek) w historii indeksu, narażając się na spore ryzyko utraty zainwestowanych środków. Dodam, że inwestorzy znowu są rekordowo chciwi, co widzimy po odczytach Fear & Greed Index, który we wpisie W co inwestować podczas pandemii koronawirusa?, czyli w drugim wpisie portfelowym w historii mojego bloga wynosił dokładnie 25, podając odczyt „Extreme Fear„. A jak wygląda on dzisiaj?

Jak chciwi są obecnie inwestorzy?

Po marcowych spadkach roku 2020 prowadzony przez CNN Fear & Greed Index, pokazujący nastroje światowych inwestorów wynosił 25, czyli inwestorzy byli ekstremalnie przestraszeni. Kilkanaście dni temu, a dokładniej 4 grudnia 2020 najnowszy odczyt wynosił 88, które oznacza „inwestorzy są maksymalnie chciwi”. W tamtym wpisie myliłem się, pisząc „ale według mnie jest za wcześnie na zakupy” podając jako powód rekordowy wzrost bezrobocia i niepewność gospodarczą. Na domiar złego nie myliłem się co do przyczyn mniemanych spadków, bo gospodarka co kilka miesięcy jest na Zachodzie zamykana, ale inwestorzy reagują na to wszystko…euforią. Zanim zastanowimy się z czego ta może wynikać, rzuć okiem na najnowszy odczyt Indeksu Strachu i Chciwości:

Znam wielu inwestorów, którzy tłumaczą dzisiejsze, wysokie ceny amerykańskich akcji w następujący sposób:

  • „Akcje są drogie, bo obligacje prawie nie płacą, a w coś trzeba inwestować” – gratuluję rozumowania, ale niczym nie różni się od inwestorów, którzy w euforii z 1999 roku kupowali spółki internetowe, obserwując jak po roku traciły one 97-99% swojej początkowej wartości.
  • „Akcje są drogie, bo FED skupuje aktywa na potęgę, gwarantując ich dalszy wzrost” – warto spojrzeć na kapitalizację całego rynku (samo S&P500 to obecnie 30 bilionów dolarów), a wielkość aktywów w posiadaniu FED-u (7 bilionów dolarów). Nie liczę tu środków niezainwestowanych, które Amerykanie posiadają na lokatach, czyli kolejnych 11 bilionów dolarów. Chcę tym punktem powiedzieć, że „zwalanie wzrostów” na bilans FED-u jest argumentem dla mnie dość absurdalnym i wcale nie wyjaśniającym obecnej sytuacji.

O co więc chodzi? O to co zawsze – chciwość inwestorów. Kupują to ceny rosną. Ceny rosną to kupują więcej, a Indeks Strachu i Chciwości zbliża się do 100. Po pewnym czasie podaż przewyższa popyt, a ceny akcji spadają, by znów sprowadzić Indeks do parteru i wartości bliżej zeru. Z tego powodu zawsze, gdy widzę wysokie odczyty tego indeksu to stronię od dokupywania aktywów w formie całych indeksów, zwłaszcza rynków rozwiniętych.

W co alokują środki inwestorzy?

Gdzie/w jakie aktywa płyną środki inwestorów? Informację na ten temat znalazłem w materiałach BofA Investment Strategy, ale zastrzegam, że dotyczy ona napływów i odpływów z funduszy inwestycyjnych. Okazuje się, że przez ostatnie 12 miesięcy światowi inwestorzy zwiększyli w swoich portfelach głównie udziały bezpiecznych aktywów, czyli gotówki i obligacji, niekoniecznie dokupując doń aktywa bardziej zmienne, czyli akcje i złoto. Na poniższym wykresie zobaczysz ile jest więcej/mniej środków w poszczególnych funduszach wobec grupy aktywów, w które te inwestują wobec dnia 1 stycznia 2020 roku:

W co inwestować w 2021 roku - Przepływy pieniędzy w aktywa 2020

Co może oznaczać to, że ceny akcji na prawie wszystkich rynkach (spokojnie, zaraz do tego dojdziemy) rosną, a przepływy jednoznacznie sugerują, że środków w akcjach przybyło globalnie w ciągu roku aż 86% mniej niż w gotówce oraz o 65% mniej niż w obligacjach? Czy oznacza to, że obecne wzrosty są efektem „gry” ciągle tych samych inwestorów, a nowe środki odkładane są głównie w aktywach bezpiecznych? Uważam, że wprost przeciwnie, bo wykres nie pokazuje „źródeł”, a jedynie bezwzględną zmianę wysokości środków w portfelach funduszy.

Osobiście jestem zdania, że „starzy wyjadacze” przenieśli sporą część środków z akcji na obligacje i gotówkę, zaś widoczny balans w portfelach akcyjnych zachowany został przez młodych i gorliwych inwestorów zwanych również „Robin Hoodami”. Ta druga grupa otrzymała na początku roku solidny zastrzyk gotówki od rządu USA, który część z nich przeznaczyła na… akcje, bo ich ceny rosły, a więc każdy wsiada do pociągu, licząc na jego rozpędzenie i dalsze zarabianie na kolektywnych marzeniach. I tym sposobem (wg mnie) znaleźliśmy się tu, gdzie teraz jesteśmy. Przejdźmy do rozdziału, w którym ocenimy również inne światowe rynki oraz zrobimy zoom in na nasz kraj, czyli na Polskę w kontekście kończącego się już 2020 roku.

Podsumowanie 2020 roku na rynkach

Nie wyobrażam sobie napisać wpisu „w co inwestować w 2021 roku?” bez uwzględnienia w nim porównania większej liczby światowych rynków finansowych niż tylko największego z nich. W kolejnych akapitach zaprezentuję Ci zatem:

  • Jak w kolejnych kwartałach 2020 roku radziły sobie poszczególne indeksy giełdowe.
  • Jak w różnych okresach 2020 roku zmieniała się wartość polskich indeksów giełdowych NCIndex, WIG, WIG20, WIG-div, mWIG40 oraz sWIG80.
  • Jak w 2020 roku poradziły sobie polskie indeksy sektorowe, czyli sub-indeksy WIG-u.
  • Jak zmieniała się cena surowców, metali i kryptowalut w poszczególnych kwartałach 2020 roku.

Zacznijmy od światowych indeksów giełdowych i ich reakcji na poszczególne fazy rozwoju pandemii COVID-19 na świecie.

Światowe indeksy akcji w 2020 roku

Inwestor defensywny powinien przede wszystkim znać kontekst wydarzeń i patrzeć raczej szeroko, niż głęboko. W końcu inwestuje on głównie w ETF-y, które „kupują cały stóg”, zamiast bawić się w szukanie poszczególnych „igiełek”. Rok 2020 okazał się bardzo burzliwy dla całej światowej giełdy, co najlepiej widać w kolumnie „02-03” poniższej tabeli, w której zawarłem zakres „covidowych spadków” tego roku. To jak głęboki był zakres spadków na poszczególnych rynkach (z kiloma wyjątkami) było dobrym prognostykiem całej reszty roku, ale zdefiniował go okres marca-czerwca, w tabeli opisany jako „03-06”. Oto jak w poszczególnych okresach 2020 roku zmieniały się ceny jednostek poszczególnych indeksów giełdowych świata:

W co inwestować w 2021 roku - światowe rynki akcji

Do TOP5, dzięki świetnym wynikom w ostatnim kwartale 2020 roku, niemal rykoszetem weszły Nigeria i Japonia, które jeszcze kilka miesięcy temu wylądowałyby gdzieś w połowie stawki. Miejsca 1,3 i 5 zajmują dwa (NASDAQ100 i S&P500) indeksy amerykańskie oraz indeks chiński (Shanghai 50), choć każdy z nich znalazł się tu w zupełnie odmiennym stylu. Dla technologicznego indeksu rynku amerykańskiego kluczowy był 2 kwartał, w którym ten jako jeden z nielicznych indeksów zdołał odrobić całą stratę z 1 kwartału. Chiński SHC nie miał tego problemu, bo… w 1 kwartale praktycznie mu się „nie oberwało”, a kwartalny spadek ceny o 9,22% w porównaniu do tych zanotowanych na reszcie stawki można zaliczyć do naprawdę niewielkich. W tym wszystkim indeks gigantów z Wall Street, czyli S&P500 sukcesywnie przez cały rok odbudowywał swoją pozycję, by pod koniec rok znaleźć się prawie 20% wyżej niż 12 miesięcy wcześniej, pomimo kiepskich wyników amerykańskich spółek, o których sporo napisałem we wcześniejszej części wpisu.

Co z przegranymi? Które indeksy straciły w minionym już niemal roku najwięcej i czy warto będzie w nie inwestować w 2021 roku? Podpowiedzią będzie tu zarówno cały 2020 rok, ale też sam ostatni jego kwartał. Przykładowo:

  • Niemiecki DAX właściwie „nie ruszył się wcale” między początkiem października, a połową grudnia 2020 roku. Ma to zapewne związek z coraz to bardziej rygorystycznymi obostrzeniami, które w związku z pandemią wprowadzają niemieckie władze. Podobny problem ma Francja, która choć w czwartym kwartale „urosła” o 9,68% to cały rok 2020 (do połowy grudnia, bo wtedy piszę ten wpis) kończy na -9% wobec połowy lutego, bo od tamtego momentu badam indeksy w tabeli.
  • Do innych, stale przecenionych indeksów giełdowych należy brytyjski FTSE100, który pandemię przeszedł najgorzej, rosyjski RTS, któremu do przegranego niewiele brakuje, a także rynki: australijski, honngkoński i polski. Na minusie są także Meksyk i Kanada, sprawiając, że wśród „przegranych” jest bogata reprezentacja zarówno rynków wschodzących (Rosja, Hong Kong, Polska, Meksyk), jak i rynków rozwiniętych (Wielka Brytania, Francja, Australia, Niemcy, Kanada).
  • Najważniejsze: czy któryś z powyższych jest teraz okazją inwestycyjną biorąc pod uwagę ich wskaźniki C/Z, CAPE oraz spadek PKB w 2020 roku? Pisałem o tym już we wpisie „Tanie inwestowanie. Najtańsze konta maklerskie, akcje i ETF-y„, ale obiecujące wydają się rynek hongkoński, rosyjski i polski, bo na ich przecenę wskazują wskaźniki fundamentalne (C/Z, a zwłaszcza ich CAPE i Dividend Yield).

Skoro Polska należy do dosyć tanich rynków to pomimo możliwych oskarżeń o tzw. home bias to jej chciałbym przyjrzeć się najbliżej. Zwłaszcza, że w chwili obecnej w swoim portfelu inwestycyjnym posiadam głównie polskie spółki dywidendowe i to właśnie im poświęcam w moich analizach najwięcej czasu.

Polska giełda w 2020 roku

W ostatnim wpisie portfelowym zatytułowanym „Jak rozegrać giełdy pod koniec 2020 roku? Portfel na IV kwartał 2020 roku” wspominałem o tym jak imponujące były kwartały II i III na NewConnect. W kwartale IV sytuacja się odwróciła i zaliczył on lekką korektę, stale kończąc rok z o wiele wyższym wzrostem cen niż jakikolwiek inny z głównych indeksów na GPW. Czwarty kwartał (póki co, do połowy grudnia) przyniósł ocieplenie na głównym rynku warszawskim, a szeroki rynek (indeks WIG) zyskał 8,7%. Nie zmieniło to faktu, że w ciągu roku WIG dalej jest na lekkim minusie i do odrobienia strat związanych z pandemią brakuje mu jeszcze kilku procent. Niewiele lepiej poradził sobie w skali roku indeks małych spółek sWIG80, któremu udało się wyjść na zdrowy, 20-procentowy wynik dodatni, co zobaczysz w tabeli poniżej:

W co inwestować w 2021 roku - Indeksy GPW

Na warszawskim parkiecie był to bardzo szczególny rok, bo choć szeroki rynek zanurkował to pewne spółki radziły sobie w 2020 roku znacznie lepiej od reszty. Żeby nie wchodzić zanadto w szczegóły postanowiłem omówić indeksy branżowe, szczególnie odnosząc się do poprzedniego wpisu portfelowego. Napisałem w nim o pewnej anomalii na indeksach WIG_ENERG, WIG_CHEMIA i WIG_PALIWA, która polegała na sporych spadkach cen akcji w III kwartale 2020 roku, które poprzedzone były dużymi wzrostami w II kwartale. Jak zobaczysz w poniższej tabeli każdy z tych trzech indeksów poradził sobie dobrze lub bardzo dobrze w kwartale czwartym, ale nie pomogło to dwóm ostatnim wyjść na plus w skali roku:

W co inwestować w 2021 roku - Branże WIG PL

Jak oceniłbym cały rok w kontekście indeksów branżowych GPW? Zaskoczeniem są WIG_GORNIC i WIG_BUDOW, które zrzeszają spółki wydobywcze i budowlane, bo w marcu tego roku obydwa były w obszarze zagrożenia pandemią. Nikogo chyba nie zdziwi dobry rok dla WIG_GAMES i WIG_INFO, bo w branży inwestycyjnej panuje przekonanie, że te dwie branże są wręcz beneficjentami obecnej sytuacji, gdy nasze życie coraz bardziej się cyfryzuje i przenosi do sieci.

Choć sektor bankowy znacznie odbił w III kwartale 2020 roku to jako jedyny jest stale 30% „pod kreską” i wiele brakuje mu do odrobienia strat związanych z pandemią COVID-19. W sektorze bankowym najgorsze chyba jest to, że nawet po przeniesieniu kosztów na klientów, co właśnie robią wszystkie większe polskie banki, spadek zysków będzie naturalną konsekwencją obniżenia stóp procentowych i „przetrwają tylko najsilniejsi”. Nie każdy bank pracował w ostatnich latach nad automatyzacją i robotyzacją procesów, a koszty związane z personelem są i będą coraz bardziej odczuwalne dla wyniku każdego z giełdowych banków.

Innym ciekawym sektorem jest WIG_LEKI, który mimo, że „dzięki” pandemii jest obecnie bardzo „modny” to w skali roku wcale tak dużo nie wzrósł, zyskując jedynie 6,2%. I chyba to będzie najlepszym podsumowaniem roku 2020 dla WIG-u: nawet modne sektory miały problem ze znacznymi wzrostami cen i jak pisałem we wpisie „Tanie inwestowanie. Najtańsze konta maklerskie, akcje i ETF-y” jesteśmy pod względem fundamentów jednym z najbardziej okazyjnie wycenianych rynków na świecie. Jak zwykle w inwestowaniu to, co okazyjne może być wkrótce jeszcze bardziej okazyjne, o czym bardzo dobitnie przekonali się m.in. akcjonariusze CDProjekt RED po niekoniecznie udanej premierze ich flagowego projektu, nad którym pracowali przez kilka ostatnich lat. Z tym że w przeciwieństwie do CDProjekt, który od lat notowany był ze wskaźnikiem ceny do zysku na poziomach powyżej 100, polska giełda jako ogół może pochwalić się jednym z najniższych współczynników C/Z i CAPE na świecie (Obecnie są to rejony 15 i 8, źródło: StarCapital AG). Jak rok 2020 potraktował tych, którzy szukali bezpieczniejszych lub mniej bezpiecznych alternatyw dla akcji w świecie surowców, kruszców i kryptowalut?

Surowce, metale, kryptowaluty w 2020 roku

Ten rok był dla inwestycji alternatywnych szczególnie dobry. Mimo kiepskiego IV kwartału, zarówno srebro i złoto kończą rok 2020 na solidnych plusach, a baryłka ropy po dramatycznym początku roku już niemal wróciła do swojej dawnej ceny. Oznacza to z jednej strony, że gospodarki powoli „odnajdują się” w nowej rzeczywistości i główne paliwo świata nadal nim pozostaje, a światowy przemysł z niego korzystający ma się dobrze. Rok 2020 przypomina nieco rok 2017 pod względem popytu na kryptowaluty, co wytłumaczyć można szukaniem alternatyw do drogich akcji przez światowych inwestorów. Wzrosty na Bitconie i Ethereum są naprawdę imponujące i kompletnie przyćmiewają inne aktywa, które zawarłem w poniższej tabeli:

W co inwestować w 2021 roku - towary surowce krypto

Nie wchodząc w szczegóły techniczne i nie próbując udawać, że rozumiem tzw. halving Bitcoina, który fundamentalnie mógł spowodować jego spory wzrost wartości, popyt na to „aktywo” może wynikać również z dwóch innych czynników, którymi są:

  • Coraz mniejsze zaufanie inwestorów do międzynarodowego systemu walutowego, który (już chyba nikt nie ma złudzeń) może tworzyć walutę z powietrza i pożyczać ją rządom, pompując inwestycje publiczne do granic możliwości.
  • Bardziej pragmatyczny czynnik to szukanie alternatyw dla akcji i obligacji. Podczas gdy akcje są drogie, obligacje mało rentowne (czyli również drogie), a przyszłość gospodarek stale niepewna inwestorzy szukają „czegoś innego”. Tą trzecią opcją są właśnie zarówno kruszce, jak i kryptowaluty, a więc stąd wg mnie bierze się w głównej mierze ich spory wzrost cen w 2020 roku.

Powyższe powody są jeszcze ciekawsze, gdy weźmiemy pod uwagę kiepski dla nich początek roku (ETH -53,36%, BTC -42,46%, srebro -30,17%). Pokazuje to doskonale, że gdy na rynkach akcji „leje się krew” to aktywa alternatywne niekoniecznie reagują od razu, nie mówiąc już o ich rzekomej ujemnej/negatywnej korelacji z rynkiem akcji (której jeszcze nikt w świecie finansów nie dowiódł, a więc założyć możemy, że nie istnieje). W ostatnim rozdziale tego wpisu opiszę jak w takiej sytuacji wygląda mój portfel inwestycyjny i co zamierzam w nim zmienić przed rozpoczęciem 2021 roku.

W co inwestować w 2021 roku? Mój portfel na pierwszy kwartał 2021

Zmian w moim portfelu inwestycyjnym jest póki co bardzo niewiele, ale odwrócę konwencję z poprzednich wpisów portfelowych i zacznę od podzielenia się moimi wynikami za ostatni kwartał oraz za cały rok 2020. Ten najdziwniejszy w mojej „inwestycyjnej karierze”, a zarazem jeden z najbardziej zyskownych rok kończę solidnym 20,6% na plusie (a przynajmniej taki jest wynik całego portfela między 1 stycznia, a 14 grudnia kiedy piszę ten wpis). Głównym „motorem” tego wzrostu były spółki z sWIG80, które sukcesywnie w ciągu roku spieniężałem (ich skład zmalał z 35% całego portfela do tylko 15% portfela obecnie, mimo gigantycznych wzrostów cen większości z nich). W kolejnym akapicie zobaczysz, że sam ich wzrost przełożył się na większość pozytywnego wyniku bieżącego roku, ale nie tylko ta część portfela poradziła sobie bardzo dobrze, o czym przeczytasz już zaraz.

Wyniki za 2020 rok

Jeśli o sam IV kwartał chodzi to zdecydowanie dobrze radziły sobie (pozostałe, bo ponad połowę z nich sprzedałem w II i III kwartale tego roku) spółki dywidendowe, które paradoksalnie stały się po części zbyt drogie, bym chciał je dalej trzymać w moim portfelu. Spowodowało to kolejne okazje do sprzedaży, redukcję stanu polskich spółek w moim portfelu i konieczność poszukiwania bardziej zyskownych alternatyw. W IV kwartale 2020 roku bardzo solidną stopę zwrotu przyniosły mi również polskie obligacje korporacyjne, które dzięki kilku drobnym spekulacjom przyniosły mi kwartalny zwrot (ze wzrostu cen) w wysokości 4%. Dzięki „wyłapaniu kilku okazji” w marcu/kwietniu tego roku, ta część portfela kończy rok z solidnym +15%. W ostatnim kwartale gorzej poradziła sobie gotówka i ETC na metale szlachetne, bo ze względu na wzrosty na giełdach doznały one lekkiej korekty. Całościowo rok 2020 podsumowałem w poniższej tabeli:

W co inwestować w 2021 roku - portfel wynik 2020

Bardzo rozczarowująca jest stopa wypłaty dywidend/odsetek mojego portfela, która historycznie wahała się między 4, a 7%, a w tym roku zmalała do 2,6%. Był to zatem rok pewnych spekulacji, dużych przetasowań w portfelu i skrajnie wysokiej niepewności i podstawowym celem na kolejne lata będzie dla mnie zwiększenie stabilności portfela poprzez przejście na ETF-y na tanie rynki zagraniczne. Bardzo dobry wynik przyniosła też moja spekulacja na obligacjach skarbowych US, którą opisałem we wpisie „Obligacje (6/6) – Spekulacja na obligacjach czyli ciemna strona obligacji” z końca 2019 i początku 2020 roku. Mimo, że planuję wrócić na rynek akcji (i to globalny, a nie tylko polski) to kolejne kwartały upłyną raczej pod znakiem dalszego „czekania na najgorsze” i tylko częściowego i bardzo selektywnego zwiększania pozycji na akcjach.

Największe porażki 2020 roku

Jako, że to koniec roku to chciałbym podsumować swoje decyzje inwestycyjne z ostatnich 12 (a nawet 15) miesięcy. Zacznijmy od tych najgorszych:

  • Nie uznanie marca 2020 roku za inwestycyjną okazję – z jednej strony widmo pandemii i perspektywa ogromnych kłopotów większości światowych gospodarek mogły przyćmić wizję każdego. Z drugiej strony zastanawiam się jak mogłem w trakcie mojej podróży, którą opisałem w (dość wyjętym z kontekstu reszty bloga) wpisie zatytułowanym „Jak podróżować w czasach pandemii koronawirusa?” nie zauważyć tego, że niektóre spółki staniały po prostu za bardzo i były wtedy niezłą okazją inwestycyjną pod kątem dywidend.
  • Nieoptymalne przechowywanie mojej części gotówkowej portfela – w II kwartale 2020 roku, wykorzystując rekordowy wzrost mojej części akcyjnej portfela zdecydowałem się „przyciąć” nieco jej udział w jego całości. Doszło do tego comiesięczne osiąganie dojrzałości (ang. maturity) przez poszczególne serie moich obligacji korporacyjnych, które tylko zwiększyło udział gotówki w portfelu. Niegotowy na taki ruch przez prawie 6 miesięcy przechowywałem 30-35% portfela w gotówce w bardzo nieoptymalny sposób, licząc na podjęcie decyzji o tym co z ową gotówką zrobić.

Największe sukcesy 2020 roku

Mimo powyższych, było w 2020 roku kilka decyzji, które bardzo pozytywnie wpłynęły na zachowanie mojego portfela inwestycyjnego:

  • „Wyczucie” drożyzny na rynkach pod koniec 2019 roku i zakup ETF-ów na zagraniczne obligacje skarbowe pozwoliło mi na wysoki, bo prawie 15% zysk w czasie, gdy rynki akcji „leciały na łeb, na szyję”. Sprawiło to, że o wiele łatwiej było mi mentalnie przetrwać I kwartał 2020 roku i w III kwartale dysponowałem dużą płynnością, którą mogłem wymienić na coś bardziej zyskownego.
  • Przetrzymanie moich akcji z sWIG80 (i nie tylko) przez cały „covidowy dołek” – może i nie dokonywałem w tym okresie wielu zakupów, ale nie sprzedałem też ani jednej spółki. Zamiast tego „wyczekałem” rynek, racjonalizując, że i tak były tanie i (jak widać po wynikach portfela) najwidoczniej nie byłem jedynym inwestorem o podobnym rozumowaniu. Wykorzystałem okazję, sprzedając wiele spółek z mojego portfela, które w stosunku do początku roku rosły nawet o 80%, stając się „za drogie, bym czuł się komfortowo trzymając je”.
  • Zakup ETC na kruszce pod koniec 2019 i na początku 2020 roku. Choć przyznaję, że nie jestem ekspertem w sferze metali szlachetnych to ich zakup przez fundusze ETC póki co bardzo mi się opłacił i zredukował zmienność całego portfela w tym trudnym czasie.

Gdyby nie powyższe trzy decyzje to z całą pewnością nie wykazałbym 20% wzrostu portfela w całym roku i prawdę mówiąc wątpię, że jego wynik w ogóle byłby dodatni. Jest bardzo wiele elementów do poprawy w zarządzaniu moim portfelem i o części z nich napiszę Ci w kolejnym akapicie z planem na portfel na I połowę 2021 roku.

Zmiana składu przed I kwartałem 2021 roku

Jakie są najważniejsze zmiany w moim portfelu na pierwszą połowę (tak, odtąd będę pisał „wpisy portfelowe” co 6, a nie co 3 miesiące) 2021 roku? Przemogłem się wreszcie i zakupiłem ostatnio dość sporo akcji z rynków wschodzących (część w postaci ETF, a część w postaci pojedynczych spółek). Jak bym nie robił analizy to za 1 yuan i 1 rubel zysku spółek chińskich i rosyjskich płaci się (w zależności od spółki) 3-4- krotnie mniej niż za 1 dolar zysku średniej spółki amerykańskiej, więc „po co przepłacać?”. Drugą ważną zmianą w moim portfelu jest powrót w polskie obligacje korporacyjne średniego ryzyka, które dobrałem do mojego portfela w horyzoncie 1,5-2-letnim, w którym obligacje skarbowe antyinflacyjne są „żadną alternatywą” z uwagi na nich niższe oprocentowanie w 1 roku i opłatę za przedwczesny wykup jakbym chciał je spieniężyć w ciągu pierwszych paru lat. Całościowo mój portfel w grudniu 2020 roku i ostatnich kilkunastu kwartałach zmieniał się w następujący sposób:

W co inwestować w 2021 roku - portfel skład na 2021

Udział akcji jest teraz podobny do początku 2020 roku, ale „wzbogaciłem go” akcjami rynków wschodzących innych od samej Polski. Wróciłem do obligacji korporacyjnych w ramach tymczasowego składu płynnej gotówki, a ETC na kruszce trzymam nienaruszone (ich udział skurczył się pod naporem wzrostu na akcjach, a więc wzrostu wartości całego portfela). Jedyną niepewnością jest ten 25% udział gotówki, który pewnie w ciągu następnego półrocza będę sukcesywnie wymieniał na coś innego lub po prostu zachowam ją dla siebie, czekając na przeceny na rynkach akcji. Podsumowując: był to dla mojego portfela bardzo dobry (choć burzliwy) rok, który kończę na niezłym plusie, ale chciałbym się teraz bardziej skupić na powiększeniu pasywnej strony mojego portfela, której nie ruszam no matter what i taka misja będzie mi przyświecać w kolejnym, już 2021 roku. Na koniec zostawię Ci kilka przemyśleń na temat nadchodzącego, 2021 roku na światowych rynkach finansowych.

W co inwestować w 2021 roku?

Mimo absurdalnie wysokiej ceny średniej spółki z USA, zwłaszcza wobec jej zysków oraz stopy wypłaty dywidend, uważam, że na rynku akcji jest teraz sporo okazji, przykładowo:

  • Gdy pisałem cykl o REIT-ach na moim blogu, zauważyłem, że pewne spółki tego rodzaju są „skandalicznie tanie” wobec ich osiągów i wysokości wypłacanych dywidend. Opisałem je we wpisie „REIT (4/5) – Lepiej kupić REIT bezpośrednio czy poprzez ETF?„, w którym nawet nazwałem je „tanimi”. Od napisania wpisu kilka z nich (niestety) znacznie podrożało, ale jest to obiecujące pod kątem innych spółek tego typu, które dalej mogą być przecenione.
  • Większość spółek azjatyckich, a zwłaszcza chińskich, singapurskich i tajskich jest obecnie relatywnie tania i można rozejrzeć się za ETF-ami na podobne rynki. Tania (choć odstraszająca ryzykiem politycznym) jest także Rosja, w której aż „roi się” od dywidendowych okazji.
  • Prawdziwe okazje można też znaleźć wśród rodzimych spółek. Na polskiej giełdzie stale notowane jest przynajmniej kilka firm, które przy obecnych cenach obiecują nawet 8-9% dywidendy w 2021 roku. O tym które to spółki przeczytasz we wpisie „Które spółki z GPW wypłacą dywidendę w 2021 roku?„.

Z drugiej strony radziłbym uważać na kilka klas aktywów, między innymi:

  • ETF-y na obligacje skarbowe rynków rozwiniętych o długim terminie zapadalności. Choć wydają się one prawdziwym safe haven to, jak ostrzegałem we wpisie „Obligacje (5/6) – Jak poprawnie inwestować w obligacje niezależnie od koniunktury?„, zareagują one sporymi spadkami nawet na wieść o podwyżkach stóp procentowych (o ile taka w ciągu kolejnych kilku lat nastąpi).
  • Akcje spekulacyjnie wycenianych spółek technologicznych. Według mnie współczynnik C/Z w wysokości 100, a nawet 1000 nie jest „nową normalnością”, a grawitacja w końcu złapie te spółki. Gdy przyjdzie kryzys to stracą one 97-99% swoich wartości wobec 30-40% dla średniej spółki z indeksu. Osobiście nie potrzebuję podobnych „gwiazd” w swoim portfelu i nie mam problemu, by „nie zyskiwać”, kosztem redukcji ryzyka.
  • Akcje „spółek covidowych”, czyli tych, które znacznie zwiększyły swoje przychody i zyski w czasach pandemii. Nikt nie wie ile jeszcze będzie trwała, ale i nikt nie przewidzi jak dobrze zarządy tych spółek wykorzystają zebrane w „czasach żniw” pieniądze do budowy biznesu „nie-covidowego”. Uważałbym na takie spółki, a zwłaszcza na te, które w pandemii urosły o 100% i więcej, nie mówiąc już o „gwiazdach Covidu”.

Ameryki (ponownie) nie odkryłem, ale uważam, że niezależnie od wyceny szerokiego rynku nie warto „rzucać się” na modne spółki, o których wszyscy mówią, a o wiele lepiej kupować to, co „tanie, nudne i niemodne” i czekać z tym przez lata na odpowiedni moment na sprzedaż. Dla ETF-owców atrakcyjne mogą być rynki wschodzące, o których pisałem ostatnio we wpisie „Tanie inwestowanie. Najtańsze konta maklerskie, akcje i ETF-y„, do którego lektury serdecznie Ciebie zachęcam. Czas na podsumowanie ostatniego wpisu portfelowego, a być może ostatniego wpisu na moim blogu w tym roku.

Chcesz zacząć inwestować bez opłat transakcyjnych?

Potrzebujesz maklerskich IKE i IKZE lub szerszej oferty ETF-ów?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Podsumowanie

Poza opisem tego w co według mnie warto inwestować w 2021 roku chciałbym podziękować Ci za czytanie mojego bloga, słuchanie podcastu i całe wsparcie, które od Ciebie otrzymałem. Szczególnie chciałbym podziękować osobom, które założyły jedno z kont (box powyżej) maklerskich z mojego linku oraz tych, które stale podsuwają mi pomysły na nowe wpisy i podcasty. Bez Ciebie nie byłoby mnie tu, a na pewno nie w tak przydatnej (i mam nadzieję, przyjaznej) dla czytelnika formie, więc należą się Tobie za ten rok solidne podziękowania.

Jeśli podoba Ci się mój blog i uważasz, że robię dobrą robotę to prośba o wystawienie oceny mojemu podcastowi na Apple Podcasts oraz polubienie mojego fanpage-a na Facebooku i obserwowanie mnie na Twitterze. Daj znać w komentarzach co myślisz o obecnej sytuacji na rynkach finansowych, o moim portfelu lub pomysłach i ostrzeżeniach dotyczących 2021 roku. Kolejnego wpisu portfelowego spodziewaj się w okolicy czerwca 2021 roku, bo ostatnio uznałem, że 4 razy w roku to zdecydowanie za często i chciałbym skupić się także na gospodarczej stronie mojego bloga. Życzę Ci wesołych Świąt Bożego Narodzenia, szczęśliwego Nowego Roku, samych pomyślnych decyzji inwestycyjnych i dużo cierpliwości dla (mam nadzieję) końcowej fazy lockdownów i obostrzeń związanych z pandemią COVID-19.

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do mojego newslettera:

.

Zero spamu, maksimum wartościowej treści.

Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.9 49 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
169 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze