Zacznij inwestować w 90 minut.
Ten bardzo potrzebny wpis chciałbym zacząć od tego, że inwestowanie na giełdzie nie musi i nie powinno moim zdaniem kojarzyć się z wysokim poziomem trudności i wysokim ryzykiem, bo istnieją proste sposoby inwestowania na giełdzie. Gdybym w to nie wierzył, to nie zatytułowałbym mojej pierwszej książki „Inwestowanie dla każdego” i nie opisałbym w niej jak krok po kroku zacząć inwestować na giełdzie. Nie wszyscy mają jednak czas, aby przebić się przez 470 stron książki i chcieliby po prostu dowiedzieć się, jak zacząć inwestować na giełdzie i jakiego przygotowania będzie wymagało rozpoczęcie rozsądnego inwestowania długoterminowego. Dlatego postanowiłem napisać kompleksowy wpis o tym, jak od A do Z zacząć inwestować na giełdzie swoje nadwyżki finansowe, by robić to z głową, według planu i tak, by w długim terminie osiągnąć przyzwoite wyniki, unikając przy tym nadmiernego stresu.
Zastrzegam, że wpis nie będzie miał formy kompendium „wszystkiego o wszystkim”, a w wielu miejscach po prostu odeślę Cię do bardziej szczegółowych materiałów na dany temat. Mimo to jego dokładna lektura powinna pozwolić na świadome rozpoczęcie przygody z inwestowaniem pieniędzy.
Przy okazji chciałbym też podziękować Piotrkowi (temu od pliku do śledzenia inwestycji) za ogromną pomoc w postaci sugestii na temat rozszerzenia tego wpisu o wszystkie rozdziały wymagane do rozpoczęcia inwestowania. Bez Piotrka ten wpis byłby znacznie mniej kompletny, więc tradycyjnie wielkie dzięki za pomoc, Piotrek!
Podcast
YouTube
W skrócie
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak w 5 krokach zacząć inwestować na giełdzie.
- Dlaczego ustalenie celu, kwot i częstotliwości inwestycji jest takie ważne.
- Jak ułożyć plan na pierwszy portfel inwestycyjny zgodnie ze swoim temperamentem i preferencjami.
- Jakie konto maklerskie wybrać do swojego inwestowania.
- Jak śledzić swoje inwestycje, aby mieć ich podgląd w jednym miejscu.
Powiązane wpisy
- ETF (1/6) – Co to są fundusze ETF i dlaczego warto w nie inwestować?
- Jak działają obligacje skarbowe i dlaczego są lepsze od lokat?
- Jak działają IKE i IKZE i dlaczego warto z nich korzystać?
- Co to są akcje i jak działają? Wyjaśnienie akcji giełdowych
- Co to są obligacje i jak działają? Wyjaśnienie obligacji skarbowych i korporacyjnych
- Jak ustalić proporcję akcji do obligacji w portfelu inwestycyjnym?
Dla kogo jest ten wpis
- dla osób z nadwyżkami finansowymi, które chcą inwestować regularnie,
- dla tych, którzy chcą wybrać najprostszy i najtańszy możliwy system,
- dla osób, które nie chcą spędzać więcej niż 30 minut miesięcznie na inwestowaniu,
- dla inwestorów długoterminowych (o horyzoncie inwestycji przynajmniej 15-letnim),
- dla osób, które nie chcą analizować spółek ani aktywnie zarządzać portfelem.
Dla kogo NIE jest ten wpis
- dla osób, które inwestują aktywnie i już mają sporą wiedzę z zakresu inwestycji,
- dla spekulantów i traderów,
- dla osób chcących szybko zarobić (np. podwoić kapitał w 2 lata),
- dla osób z długami konsumenckimi lub bez poduszki finansowej (równowartości kilkumiesięcznych wydatków).
Nie inwestujesz? A powinieneś!
Zakładam, że skoro tu jesteś, to prawdopodobnie już podjąłeś decyzję o rozpoczęciu inwestowania. Nie widzę jednak nic złego w tym, że próbuję przekonać też tych, którzy jeszcze do inwestowania nie są przekonani. Uważam, że prawie wszyscy powinni inwestować swoje nadwyżki finansowe, co teraz wyjaśnię, pokazując najważniejszy powód do inwestowania oraz obalając kilka popularnych mitów o inwestowaniu pieniędzy, które, nawet jeśli kiedyś były prawdą, to od dawna już nie są.
Dlaczego każdy powinien inwestować?
Niezależnie od tego, ile zdołałeś dotychczas oszczędzić pieniędzy, jeśli nie zainwestujesz ich w żaden sposób, to masz niemal pewność, że z czasem będą tracić na wartości (sile nabywczej) i po kilku latach będziesz mógł za nie kupić mniej niż obecnie. Niezależnie od tego, czy na koncie bankowym uzbierałeś 100, 1000, 10 000 czy 100 000 złotych lub więcej, to jeśli nie zainwestujesz tych środków, to pewne jest tylko to, że z roku na rok będą podjadane przez inflację i wobec tego warte coraz mniej.
Zresztą nie trzeba daleko szukać, bo 100 PLN z 2005 roku byłoby po 20 latach warte tylko około 52 PLN z tamtego okresu. Innymi słowami: jakbyś od 2005 roku przechowywał 100 PLN w szufladzie swojego biurka (albo na nieoprocentowanym rachunku bankowym), to pod koniec 2024 byłoby warte tylko około połowy tego, co w 2005 roku.
Oznacza to, że jeśli zarabiałeś na swojej inwestycji średnio mniej niż 3,3% rocznie w każdym roku pomiędzy 2005 a 2024, to Twoje środki realnie traciły na wartości. Jako że w tym okresie lokaty bankowe w PLN dały średnio 3,1% rocznie, to mamy informacje o tym, że na ogół nie wystarczy oszczędzać na lokacie, by utrzymać wartość swoich pieniędzy. Oczywiście lepiej było trzymać środki na lokacie niż na nieoprocentowanym rachunku lub we wspomnianej szufladzie (lub „skarpecie”), ale dane z poniższej tabeli dowodzą tego, że lokata nie wystarczyłaby, aby pokonać polską inflację (191 PLN z końca 2024 roku to 100 PLN z 2005 roku):
Dobra wiadomość jest taka, że w ostatnim 20-leciu wystarczyło zainwestować w „cokolwiek” poza lokatą i walutami obcymi, by pokonać polską inflację. Inflację PLN pokonały polskie obligacje stałoprocentowe i indeksowane inflacją, indeksy akcji: amerykańskich, globalny i polskich, ale także złoto i nieruchomości mieszkalne nad Wisłą (z wynajmem i bez wynajmu).
Każdy rozsądny człowiek powinien zatem zainwestować swoje oszczędności właśnie po to, by nie tracić realnie ich siły nabywczej, czyli przynajmniej utrzymać ich wartość, a docelowo nawet pomnażać je wraz z upływem lat. No, może prawie każdy, bo powinno się inwestować wyłącznie, gdy nie ma się żadnych drogich długów/pożyczek/kredytów konsumenckich i gdy uzbierało się równowartość swoich 2- lub 3-miesięcznych wydatków (na dobry początek), a więc zabezpieczyło się w sposób podstawowy i generuje się dalsze nadwyżki.
Jest tak, dlatego że kredyty konsumenckie są zwykle tak drogie, że najlepszą możliwą początkową inwestycją jest ich całkowite spłacenie i niezaciąganie kolejnych zobowiązań tego typu. Jeśli później uzbieramy równowartość kilkumiesięcznych wydatków w ramach „poduszki finansowej”, którą później włączymy do naszego głównego portfela inwestycyjnego, to jesteśmy w dobrej pozycji, by wreszcie zabrać się za inwestowanie pieniędzy.
Inwestowanie nie wymaga eksperckiej wiedzy
Jeśli jeszcze nie inwestujesz pieniędzy, to inwestowanie i giełda mogą kojarzyć Ci się z elegancko ubranymi panami noszącymi aktówki i używającymi branżowego, zupełnie niezrozumiałego przez zwykłych śmiertelników żargonu. Skojarzenie to będzie w połowie poprawne, bo jeszcze do niedawna branża inwestycyjna faktycznie tak wyglądała, ale w ostatniej dekadzie znacznie się unowocześniła, otworzyła na inwestorów indywidualnych i przeniosła do internetu, dzięki czemu jest prostsza niż kiedykolwiek i dostępna dla każdego, dla kogo tajemnicą nie jest internetowa obsługa konta bankowego.
Konta maklerskie to w dzisiejszych czasach bardzo przystępne aplikacje, a znalezienie firmy maklerskiej umożliwiającej prowadzenie konta w języku polskim nie jest żadnym problemem. Składanie zleceń giełdowych nie jest trudne i można się tego nauczyć w jeden wieczór, a prowadzenie portfela inwestycyjnego, jakkolwiek skomplikowanie nie brzmi, ogranicza się do regularnego kupowania instrumentów finansowych w określonej proporcji.
Inwestowanie nie wymaga dużych pieniędzy
Wielu początkujących nie inwestuje, bo wydaje im się, że nie mają wystarczających środków, by warto było rozpoczynać inwestowanie. Nic bardziej mylnego, bo w dzisiejszych czasach koszty inwestowania spadły tak, że dziś nie trzeba mieć wielu tysięcy złotych, aby zacząć inwestować. Inwestowanie pieniędzy na giełdzie nie jest już czynnością elitarną zarezerwowaną dla bardzo zamożnych, tylko zwykłą, codzienną czynnością dostępną dla każdego, kto dysponuje nadwyżkami finansowymi.
Inwestować można (i warto) dowolne środki. Zarówno 100, 200, jak i 300 złotych miesięcznie to wystarczająco dużo, aby zacząć inwestować. Ważne jest jednak, by nie spodziewać się, że zainwestowanie tak niewielkich pieniędzy przyniesie Ci ogromny majątek, bo tak najprawdopodobniej nie będzie. Mając dowolne, nawet dość niewielkie kwoty nadwyżej o wiele lepiej jest je inwestować, niż tego nie robić, bo przynajmniej dajemy sobie szansę na pokonanie inflacji i utrzymanie wartości pieniądza w czasie co nie jest możliwe, jeśli trzymamy środki na nieoprocentowanym koncie bankowym.
Inwestowanie nie wymaga dużo czasu
Miliony osób, które mogłyby inwestować, nie robią tego, bo wierzą, że wymaga to bardzo dużo czasu na analizowanie rynków finansowych i że bez tej analizy nie da się osiągać korzystnych wyników. To błąd, bo odkąd powstało inwestowanie pasywne/indeksowe, wystarczy podstawowa wiedza o rynkach finansowych i instrumentach inwestycyjnych, aby osiągać na tym całkiem przyzwoite wyniki… i to bez ciągłego śledzenia nagłówków gospodarczych!
Aby zacząć inwestować (pasywnie) wcale nie trzeba poświęcać temu wiele czasu i uwagi. Odkąd w 2019 roku założyłem mój blog o inwestowaniu, zdołałem przekonać do inwestowania pasywnego tysiące osób, które piszą mi teraz maile, potwierdzając, że inwestowanie faktycznie zajmuje im dosłownie kilkanaście minut w miesiącu! Popularyzacja prostych aplikacji do inwestowania, w których złożenie zlecenia zakupu lub sprzedaży instrumentów finansowych nie jest już trudne, sprawia, że inwestowanie jest dzisiaj codzienną czynnością podobną do wykonywania przelewu bankowego z comiesięczną płatnością za media.
Zapomnij zatem o tym, że inwestowanie jest trudne, wymaga dużego kapitału i sporych nakładów czasowych, bo są to szkodliwe mity, przez które być może jeszcze nie inwestujesz, a mógłbyś. Przejdźmy do konkretów na temat tego, jak zacząć inwestować na giełdzie swoje nadwyżki.
Jak zacząć inwestować pieniądze? 5 kroków do rozpoczęcia inwestowania
Inwestowanie nie jest po to, aby tworzyć majątek, a po to, aby pomnażać już zgromadzone środki i chronić je przed inflacją. Przeciętna osoba powinna skupić się przede wszystkim na zarabianiu i oszczędzaniu, a inwestowanie traktować jako działalność dodatkową, dzięki której zgromadzone środki nie stracą na wartości i nie zostaną pożarte przez inflację. Obiecuję Ci, że po przeczytaniu tego rozdziału nabędziesz wystarczającej wiedzy, by wykonać pierwsze kroki w swoim inwestowaniu i na zawsze pozostawić za sobą wymówki, przez które jeszcze nie zacząłeś inwestować na giełdzie.
Inwestowanie jest jedną z nielicznych czynności, które można robić bez sprecyzowania konkretnego celu, a mimo to dalej będzie to rozsądne i sensowne zajęcie. Warto jednak przeanalizować swoją sytuację życiową i w pierwszym kroku zidentyfikować swój cel lub cele inwestycyjne, dzięki którym lepiej zaplanujesz swój pierwszy portfel inwestycyjny. Celami inwestycyjnymi mogą być np. zbieranie na mieszkanie lub dom, odkładanie pieniędzy na „wyprawkę w dorosłość” dla swoich dzieci lub po prostu oszczędzanie i inwestowanie w celu zwiększania swojej emerytury. Wraz z ustaleniem swoich celów inwestycyjnych należy przemyśleć też kwestię regularności, częstotliwości i wysokości kwot inwestycji, które wpłyną na wybór instrumentów finansowych oraz kont do inwestowania.
Krokiem drugim będzie stworzenie zarysu portfela inwestycyjnego, w którym bardzo pomoże ustalenie odpowiedniej proporcji składników portfela (zwykle akcji i obligacji) oraz wybranie odpowiednich instrumentów do realizacji planu. Wiele osób odkłada ten krok na później, przedłużając decyzję w nieskonczoność lub napotykając na paraliż decyzyjny, więc przedstawię Ci dzisiaj, jak w prosty sposób zacząć inwestować na giełdzie, w najgorszym wypadku dokonując modyfikacji planu już po rozpoczęciu inwestowania. Czasem ważniejsze jest by po prostu zacząć coś robić, dzięki czemu wejdzie to nam w nawyk, a drobne korekty można będzie wykonać już „w biegu”.
Kroki trzeci polega na wyborze odpowiedniego konta maklerskiego lub kont maklerskich, które są narzędziami do kupowania instrumentów finansowych (akcji, obligacji, ETF-ów). Dobór kont maklerskich zależy przede wszystkim od wysokości inwestowanych kwot oraz od sytuacji życiowej, ale warto znać podstawowe cechy każdego z kont, nie zapominając o ich bezpieczeństwie.
Gdy wybierzesz już konta maklerskie, to przyjdzie pora na poprawne dokonanie wpłat środków oraz zlecenie zakupu, aby pieniądze nie uciekły Ci przez palce jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji. To często pomijany krok, którego pojęcie sprawi, że inwestowanie stanie się prostsze i bardziej komfortowe.
Kiedy kupisz już pierwsze instrumenty finansowe i zaczniesz realizację planu, to sugerowałbym utworzenie rutyny polegającej na regularnym i powtarzalnym kupowaniu instrumentów finansowych oraz utworzenie pliku do śledzenia inwestycji, dzięki któremu w jednym miejscu sprawdzisz ich obecny stan oraz dowiesz się, w co inwestować w kolejnym miesiącu, aby utrzymać odpowiednie proporcje portfela.
W ostatnim kroku poznasz niuanse psychologii inwestowania w kontekście najczęstszych błędów, które popełniają początkujący inwestorzy. Jeśli uda Ci się je poznać i zdiagnozować u siebie w początkowej fazie inwestowania i za pomocą moich porad znajdziesz metodę ich przezwyciężenia, to z pewnością Twoje inwestowanie będzie generowało znacznie mniej stresu, niż gdybyś zaczynał bez tej wiedzy. Nie mówiąc o wynikach, które na pewno nie ucierpią, gdy posiądziesz tę wiedzę i wprowadzisz moje rady w życie.
Całościowo ścieżka rozpoczynania inwestowania może wyglądać następująco:
Czy powyższe znaczy, że powinniśmy zaczynać inwestować bez żadnych podstaw teoretycznych? Absolutnie nie, dlatego zacznij od kroku 0, czyli od zrobienia porządku w swoich finansach i zrozumienia, o co właściwie chodzi w inwestowaniu i jakie są podstawowe klasy aktywów.
Krok 0 - przygotowanie do inwestowania
Przejście od razu do kroku 1 bez ładu w swoich finansach i bez minimum wiedzy teoretycznej mogłoby skończyć się katastrofą, dlatego zaczniemy od małego przygotowania.
Zrób porządek w swoich finansach
Wspomniałem wcześniej o potrzebie pozbycia się długów konsumenckich jako o pierwszej, maksymalnie zyskownej inwestycji. Wyjaśnię to teraz prostym językiem na bardzo łatwym przykładzie. Gdy pisałem te słowa we wrześniu 2025 roku, stopa referencyjna NBP (podstawowa stopa procentowa w Polsce) wynosiła 4,75%, co oznaczało, że mniej więcej takie oprocentowanie oferowały bezpieczne formy inwestowania, np. obligacje skarbowe. Przejrzałem na szybko internet, by dowiedzieć się, że koszt typowej pożyczki konsumenckiej w banku na dowolny cel wynosi obecnie 10-11% (RRSO). Oznacza to, że spłata drogiego kredytu konsumenckiego będzie ponad 2-krotnie zyskowniejszą inwestycją od zakupu polskich obligacji skarbowych, dlatego powinieneś zaczynać właśnie od tego, nie inwestując, zanim nie pozbędziesz się drogiego zadłużenia.
Po pozbyciu się pożyczek i kredytów konsumenckich warto udowodnić sobie, że potrafi się generować nadwyżki, oszczędzać je i inwestować w najprostszy i najbezpieczniejszy sposób, np. kupując obligacje skarbowe. Wiele osób nazywa to budowaniem „poduszki finansowej”, ale ja wolę o tym mówić jako o tworzeniu części bezpiecznej swojego portfela inwestycyjnego. Nomenklatura na bok, bo w tym kroku chodzi o to, by nauczyć się „najpierw płacić sobie”, czyli po otrzymaniu wypłaty zaczynać od odkrojenia jej części, np. 5, 10 lub 15 procent i od razu przeznaczenia jej na inwestycje. Dzięki temu podejściu oszczędności zyskają priorytet nad wydatkami, a Ty z pewnością znajdziesz na nie miejsce w domowym budżecie.
Po kilku lub kilkunastu miesiącach dyscypliny i konsekwencji w oszczędzaniu uzbierasz tak równowartość kilkumiesięcznych wydatków swojego gospodarstwa domowego, co będzie wystarczającym fundamentem, by bezpiecznie przejść do budowy docelowego portfela inwestycyjnego.
Poznaj akcje i obligacje
Podstawą portfela inwestycyjnego opartego o instrumenty giełdowe są akcje i obligacje. Akcje, czyli udziały w spółkach są „silnikiem” typowego portfela inwestycyjnego, zapewniającym mu wzrost wartości, ale kosztem ponoszonego ryzyka inwestycyjnego. Obligacje, czyli instrumenty dłużne są formą ustrukturyzowanych pożyczek, dzięki którym pożycza się pieniądze państwom (obligacje skarbowe) oraz firmom (obligacje korporacyjne) na z góry określony czas, co sprawia, że są uznawane za bezpieczniejsze od akcji. Obligacje skarbowe pełnią funkcję stabilizatora w portfelu inwestycyjnym, z jednej strony redukując jego oczekiwany zysk, ale z drugiej korzystnie wpływając na jego profil ryzyka, „łagodząc” emocje, które wzbudza inwestowanie.
W przeciwieństwie do nieruchomości i złota, akcje i obligacje od wielu lat nie mają formy fizycznej (są zdematerializowane), przez co wiele osób nie czuje tego rodzaju inwestycji i nie ufa giełdowym instrumentom finansowym. Akcje jako cyfrowy zapis w depozycie papierów wartościowych dają akcjonariuszom pełne prawa do udziału w zyskach (tzw. dywidendach) oraz prawa głosu na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy spółki tak, jakby te papiery miały formę fizyczną. Podobnie jest z obligacjami, których cyfrowy zapis daje obligatariuszom (tym, którzy udzielają pożyczki) prawa do odsetek oraz do spłaty pożyczonej kwoty (nominału) przez emitenta (tego, kto pożycza pieniądze) w z góry określonym terminie.
Jeśli nie „czujesz” tego, czym są akcje, to pomyśl o nich, gdy następnym razem opłacisz abonament Netflixa, zatankujesz paliwo na stacji Orlen czy w drodze do pracy kupisz hot-doga w Żabce. Jako akcjonariusz Netflixa możesz traktować każdy zakupiony abonament jako Twój przychód. Jako akcjonariusz PKN Orlen możesz cieszyć się z każdego zatankowanego litra paliwa jako swojego przychodu. Jako posiadacz akcji Żabki możesz liczyć każdy zakupiony hot-dog jako przychód, który po odjęciu kosztów zbuduje zysk firmy, dzięki któremu jej cena na giełdzie może wzrosnąć, a spółka ma z czego wypłacać dywidendy, dając bieżące korzyści posiadaczom swoich akcji. Akcje dają Ci możliwość partycypowania we wzroście spółek notowanych na giełdzie, bo inwestując nawet kilkaset złotych, możesz poczuć się jak akcjonariusz i zyskiwać na tym, że klienci (do których też należysz) wybierają usługi i produkty danej firmy.
Z obligacjami jest podobnie, z tym że tu mówimy raczej o pożyczaniu pieniędzy na określony czas i na z góry określonych warunkach, więc zakup obligacji skarbowych jest niczym innym niż „pożyczeniem pieniędzy swojemu państwu”, które nie bez powodu nazywa się najbezpieczniejszą możliwą inwestycją (bo państwa bankrutują znacznie rzadziej od firm).
Jeśli dalej nie do końca rozumiesz, czym są akcje i obligacje to przeczytaj wpisy „Co to są akcje i jak działają? Wyjaśnienie akcji giełdowych” oraz „Co to są obligacje i jak działają? Wyjaśnienie obligacji skarbowych i korporacyjnych” albo sięgnij po moją książkę – „Inwestowanie dla każdego”, a dokładniej jej rozdziały 1-3, w których bardzo prostym językiem, ale szczegółowo tłumaczę te zagadnienia.
Poznaj ETF-y czyli tanie fundusze indeksowe
Kluczem do efektywnego inwestowania jest prostota i niskie koszty. Pisząc o akcjach, wspomniałem o abonamencie Netflixa i tankowaniu paliwa na stacji Orlen, ale wierz mi, że gdybyś miał kupić akcje wszystkich spółek, z których produktów i usług korzystasz, to od ich wyszukiwania i kupowania z pewnością rozbolałaby Cię głowa. Z pomocą przychodzą tu fundusze inwestycyjne, a dokładniej fundusze indeksowe, które inwestują w kilkadziesiąt, kilkaset lub nawet kilka tysięcy największych spółek z danego kraju, lub regionu, sprawiając, że nie trzeba szukać igły w stogu siana, bo zamiast tego można kupić cały stóg! Dzięki ETF-om (ang. Exchange-Traded Fund), czyli funduszom notowanym na giełdzie typu indeksowego możemy więc „jednym kliknięciem” kupić pakiet akcji kilku tysięcy największych firm z całego świata i w najprostszy możliwy sposób zacząć partycypować w przychodach i zyskach wszystkich czołowych firm świata.
W indeksowych ETF-ach nie ma żadnej większej filozofii, bo nie wybierają one aktywnie firm do portfeli, kupując „wszystko jak leci” w takiej kolejności (proporcji), w jakiej znajdują się one obecnie w indeksie. Dzięki temu, że są one zarządzane pasywnie, mają bardzo niskie koszty (nawet 10-20-krotnie niższe niż fundusze aktywne), co podbija wyniki inwestycyjne i pozwala w długim terminie więcej zarobić na inwestowaniu. Statystyka potwierdza to, że niskie koszty funduszy indeksowych wygrywają z „geniuszem” aktywnych zarządzających, bo w długim terminie około 85-90% funduszy aktywnych prowadzonych przez profesjonalistów przegrywa z indeksem. A skoro profesjonalistom się to nie udaje, to po co w ogóle próbować? Zresztą wystarczy spojrzeć, jak destruktywny jest wpływ kosztów bieżących / rocznych (tych, które ponosimy na bieżąco) na regularną inwestycję o stopie zwrotu 8% rocznie:
Fundamentem inwestowania pasywnego (indeksowego) jest więc prostota, niskie koszty oraz możliwość automatyzacji decyzji w inwestowaniu. Inwestujesz możliwie szeroko, czyli we wszystkie największe spółki w myśl tego, że chcesz brać udział w festiwalu kapitalizmu giełdowego, jakim jest wzrost cen akcji w długim terminie, jednocześnie nie chcesz decydować o tym, które spółki znajdą się w portfelu, bo po prostu się na tym nie znasz i nie masz czasu na odpowiednią selekcję (i nie wierzysz, że gdybyś miał na to czas, to i tak pobiłbyś wyniki indeksu). Więcej technicznych szczegółów o ETF-ach znajdziesz w serii o ETF-ach, która rozpoczyna się od wpisu „ETF (1/6) – Co to są fundusze ETF i dlaczego warto w nie inwestować?„, której lekturę polecam zainteresowanym tematem inwestowania pasywnego.
Zacznij inwestować jak najszybciej i na jak najdłuższy termin
Im wcześniej zaczniesz inwestować, tym lepiej, ale nie dołuj się, bo nigdy nie jest za późno na pierwszą inwestycję i zawsze lepiej zacząć, niż nie zaczynać. Czytelnicy mojego bloga to osoby w różnym wieku – od studentów będących jeszcze przed dwudziestką po osoby będące już na emeryturze, które chcą zabezpieczyć przyszłość swoją i spadkobierców, planując inwestowanie tylko przez kilka lub kilkanaście kolejnych lat. Dlatego zmotywuj się tym, że ktoś inwestujący w rozsądny sposób prawie na pewno wyjdzie na tym lepiej od kogoś nieinwestującego wcale tak długo, jak planuje inwestowanie przez przynajmniej 10-15 lat, bo właśnie taki jest minimalny sugerowany horyzont do skutecznego inwestowania w akcje.
Dlaczego inwestowanie w akcje wymaga przynajmniej 10-letniego horyzontu? Wystarczy spojrzeć na to, jak wyglądał wzrost kapitału przy regularnej inwestycji trwającej 10 lat w indeks akcji z rynków rozwiniętych MSCI World dla rożnych okresów rozpoczynających się co 5 lat (skorygowany o inflację), by odkryć, że mniej więcej tyle rynki akcji na ogół potrzebowały, by odrobić ewentualne straty. Najgorsza z dekad, jaką był okres lat 1993 – 2002, mimo regularnego dopłacania do inwestycji, skończyła się kwotą realnie poniżej sumy wpłat (110 tys. USD wobec 120 tys. USD wpłat w 10 lat). Przeciętna dekada skończyła się kwotą 170 000 USD, czyli 50 000 USD powyżej zainwestowanych w sumie 120 000 USD.
Historycznie inwestycja w zdywersyfikowany indeks akcji prawie zawsze dawała zysk w horyzoncie 10-letnim, a nawet jeśli nie, to wystarczyło kilka kolejnych lat, by wyjść realnie na plus, czyli pokonać inflację. Jeśli nie masz na inwestowanie przynajmniej 10-15 lat, a zamiast inwestować, chcesz przechować środki na krótki termin, to nie czytaj dalej tego wpisu i zamiast tego sprawdź wpis o odkładaniu środków na 1-3 lata, który lepiej zaadresuje Twoje potrzeby.
Doceń procent składany, ale urealnij swoje oczekiwania dotyczące stóp zwrotu z inwestycji
Do inwestowania bardzo prosto można zachęcić kogoś, pokazując mu magię procentu składanego, który co prawda nie dotyczy inwestycji w akcje, ale dość dobrze przybliża to, czego można się spodziewać po inwestycji długoterminowej. Jeśli inwestujemy przez długie lata, to wpływ rosnącego kapitału sprawia, że w końcu nasz kapitał zaczyna sam generować więcej nowych środków, niż będziemy w stanie odłożyć lub nawet wygenerować z pracy. Ja jednak chciałbym się teraz skupić nie na procencie składanym, a na tym, że kluczem do budowania majątku nie jest wyłącznie dobra stopa zwrotu, a to, ile jesteśmy w stanie regularnie oszczędzać i inwestować. Na poniższym wykresie pokazałem wzrost kapitału dla 3 inwestorów inwestujących różne kwoty z różnymi stopami zwrotu:
- 500 zł miesięcznie i stopa zwrotu 5% rocznie w każdym roku.
- 500 zł miesięcznie i stopa zwrotu 10% rocznie w każdym roku.
- 1000 zł miesięcznie i stopa zwrotu 5% rocznie w każdym roku.
Wyniki symulacji są nieoczywiste, bo pomimo 2× wyższej (10% wobec 5% rocznie) stopy zwrotu, drugi inwestor potrzebuje aż 23 lat, by dogonić trzeciego, który oszczędza 2× więcej od niego (1000 zł wobec 500 zł miesięcznie). Dowodzi do tego, że mądry inwestor długoterminowy powinien skupić się raczej na zwiększaniu zarobków i oszczędzaniu jak najwięcej, a nie na agresywnym poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu, które w początkowych latach inwestowania i tak nie będą miały dużego wpływu na wzrost jego majątku.
W rozpoczęciu inwestowania w rozsądny sposób pomoże Ci też urealnienie oczekiwań dotyczących osiągalnych stóp zwrotu z inwestycji w akcje. Być może zauważyłeś, że wcześniej napisałem o tym, że to nie jest wpis dla spekulantów, którzy spodziewają się podwojenia kapitału w 2 lata (czyli osiągnięcia stopy zwrotu wynoszącej około +41,5% rocznie w każdym roku przez 2 lata pod rząd). Zrobiłem to celowo, znając historię rynków finansowych, zwłaszcza wiodącego od lat rynku akcji w USA, który historycznie miał lepsze i gorsze okresy, ale w bardzo długim terminie dał zarobić około +10% rocznie, czyli około 6% ponad amerykańską inflację. Tyle że nie był to równy wzrost, który charakteryzowałby lokatę o stałych warunkach lub obligacje stałoprocentowe emitowane na ponad 100 lat. Stopy zwrotu z akcji amerykańskich może i uśrednione wyniosły 10% rocznie, ale realny przebieg kapitału wyglądałby dla lat 1900 – 2025 bardzo burzliwie i zmiennie:
Wniosek? Zapamiętaj, że inwestycja w akcje to nie lokata, która zawsze da Ci 10% zysku rocznie. Akcje to zmienne instrumenty, które nawet w zdywersyfikowanym portfelu czasem przyniosą stratę, czasem dadzą wyjść na 0, a czasem dadzą zysk o różnej wysokości. Mimo że akcje amerykańskie dały w tym ponad stuleciu średnio około +10% rocznie, to w ciągu roku było to czasem -30%, czasem -10%, czasem +5%, a czasem +25%. Dla inwestora długoterminowego ważne jest jednak to, że ogólny wzrost przekroczył ogólny spadek i inwestor mógł w długim terminie zarobić na inwestycji w akcje. Niemądrym byłoby jednak spodziewanie się po inwestycji w akcje zysku rzędu 40 lub 50 procent rocznie i dużo lepiej nastawić się na +5% lub +6% rocznie i ewentualnie miło zaskoczyć, jeśli stopa zwrotu przekroczy tę zakładaną.
Myślę, że wyposażony w tę podstawową wiedzę jesteś gotów, by przystąpić do kroku 1, jakim jest zaplanowanie swoich inwestycji.
Krok 1 - ustal cele, kwoty, regularność i częstotliwość inwestycji
Wspomniałem wcześniej, że oszczędzać i inwestować można bez celu, więc pierwszym i najbardziej oczywistym celem będzie zabezpieczenie swojej przyszłości, czyli typowe inwestowanie długoterminowe. Zazdroszczę wszystkim, dla których jest to jedyny cel inwestycyjny, ponieważ dzięki temu będzie im dużo łatwiej ustalić w drugim kroku odpowiednie priorytety i proporcje portfela, jednak większość z nas będzie miała jakiś cel inwestycyjny. Rozróżniamy cele inwestycyjne o różnym horyzoncie, przykładowo:
- krótkoterminowe cele inwestycyjne, np. „chcę za 1-2 lata kupić mieszkanie, więc będę potrzebował 100 tysięcy złotych na wkład własny”,
- średnioterminowe cele inwestycyjne, np. „chcę za 7-10 lat przekazać mojemu dziecku wyprawkę w dorosłość (np. na zakup mieszkania) w wysokości około 200-300 tysięcy złotych”,
- długoterminowe cele inwestycyjne, np. „za 25 lat przejdę na emeryturę, ale nie spodziewam się, że ZUS mi wystarczy, więc potrzebuję uzbierać milion złotych na kontach inwestycyjnych, by samodzielnie zwiększyć kwotę swojej emerytury”. Proprocje akcji do obligacji w portfelu, który zaraz pomogę Ci zbudować będą dotyczyć właśnie inwestowania długoterminowego, bo to jego dotyczy ten wpis.
Każdy z powyższych wpłynie na swój sposób na drugi krok w planowaniu Twojego inwestowania, więc dobrze się zastanów, ile (mniej więcej) środków potrzebujesz na kiedy i w jakim celu, bo uprości to dalszą część tej analizy. Pamiętaj, by wydzielić na inwestowanie długoterminowe tylko te środki, których na pewno nie będziesz potrzebował przez kolejne 10-15 lat, bo tylko to pozwoli Ci inwestować skutecznie i bez nadmiernych emocji.
Kolejną rzeczą, nad którą warto pomyśleć w ramach pierwszego kroku, jest wysokość kwot, które będziesz mógł oszczędzić i zainwestować oraz regularność i częstotliwość inwestycji. W zupełnie innej sytuacji będzie młoda i jeszcze bezdzietna osoba na etacie o stabilnych zarobkach oraz przewidywalnych wydatkach, a w innej prowadzący firmę o nierównomiernych dochodach dorośli z trójką dzieci na utrzymaniu. Aby zacząć inwestować nie trzeba tak naprawdę wiedzieć dokładnie, ile w każdym miesiącu będziemy w stanie odłożyć, ale przydadzą się tu szacunkowe kwoty w skali miesiąca/kwartału lub roku. Dla przykładu:
- Ola wie, że może sobie pozwolić na oszczędności rzędu 500-1000 złotych miesięcznie, czyli około 9000 złotych rocznie. Wpłynie to na jej możliwości związane z otwieraniem kont IKE i IKZE oraz na wybór odpowiedniego konta maklerskiego, aby nie płacić zbyt dużych prowizji transakcyjnych,
- Jan ma bardzo duże możliwości oszczędzania i prawie na pewno może odłożyć nawet 5000 złotych miesięcznie. Sprawi to, że bezproblemowo wypełni roczne limity specjalnych kont III filaru polskiego systemu emerytalnego zwane IKE i IKZE, które dają bieżące (IKZE) i przyszłe (IKE, IKZE) korzyści podatkowe oraz będzie inwestował także poza tymi kontami. Kwoty oszczędności są regularne, bo jego wynagrodzenie i wydatki nie fluktuują z miesiąca na miesiąc,
- Jarek i Helena prowadzą firmę handlową, co sprawia, że ich możliwości do oszczędzania są chwiejne i niestabilne. W jednym miesiącu mogą oszczędzić 10 000 złotych, a w innym nie mogą oszczędzić wcale, dlatego może powinni inwestować nie co miesiąc, a co kwartał, dając priorytet płynności swojej firmy i bezpieczeństwu finansowemu swojej rodziny.
Nie jest to prosty temat, ale zastanów się teraz, jak dużo możesz oszczędzać w skali miesiąca (lub kwartału, a nawet półrocza lub roku), a więc jak duże kwoty możesz zainwestować. W inwestowaniu ważna jest regularność i ścisłe trzymanie się planu, a więc niezależnie czy jest to 100, 1000 czy 10 000 złotych miesięcznie, na pewno znajdziesz optymalny sposób inwestowania oraz konto, które będzie dopasowane do kwoty, którą możesz zainwestować. Bardzo skuteczne jest też „najpierw płacenie sobie”, czyli rozpoczęcie miesiąca od oszczędzenia i zainwestowania środków (najlepiej zaraz po otrzymaniu wypłaty) i wydawanie pieniędzy dopiero po „zapłaceniu sobie”, czyli odkrojeniu środków na inwestycje.
Załóżmy, że znasz już swoje cele inwestycyjne (lub wiesz, że ich nie masz) oraz wiesz, jak wiele możesz oszczędzić i zainwestować w skali miesiąca, więc jesteś gotowy na zrobienie drugiego kroku początkującego inwestora.
Krok 2 - stwórz plan, dobierz proporcje portfela i wybierz jego składniki
Ustalanie proporcji akcji do obligacji (lub czegokolwiek innego) w portfelu inwestycyjnym nie jest rzeczą trywialną, więc warto do tematu podejść osobiście i starać się nikogo nie kopiować. Nawet jeśli komuś ufasz, niezależnie czy jest to kolega z pracy, szwagier czy lubiany influencer finansowy, to pamiętaj, że nie ma na świecie dwóch osób w dokładnie tej samej sytuacji życiowej i finansowej oraz o dokładnie tych samych cechach charakteru i preferencjach. Dlatego pamiętaj, że Twój plan na inwestowanie musi być naprawdę Twój, a dostosować go do siebie może nikt inny niż Ty, wykonując porządną analizę dotyczącą swojej tolerancji na ryzyko, temperamentu i preferencji.
Teoria jest bardzo prosta, bo:
- im młodszy,
- im odważniejszy,
- im mniej podatny na emocje jesteś,
- oraz im mniej potrzebujesz (teraz) zainwestowanych pieniędzy, tym więcej akcji i tym mniej obligacji powinno się znaleźć w Twoim portfelu inwestycyjnym.
Przykładowo: bardzo często spotyka się 20-latka lub 25-latka, którzy mają w portfelu same akcje spółek giełdowych, a bardzo rzadko widzi się 55-latka z samymi akcjami w portfelu. Stereotyp inwestycyjnego „emeryta” to raczej prawie same obligacje z ewentualną domieszką akcji, ale nie zdziwiłbym się, jakby większość polskich 50- i 60-latków miała w portfelach same obligacje skarbowe (poza nieruchomościami, w które inwestowanie często żartobliwie nazywam „polskim sportem narodowym”). Warto jednak do analizy podejść świadomie i zacząć od zapytania się nie tylko o wiek i plany emerytalne, ale o swoją tolerancję ryzyka, bo wierzę, że niektórzy 20-latkowie mają taką awersję do ryzyka, że powinni prowadzić portfele 50-latków i vice versa – nie każdy 50-latek musi mieć obligacje, bo zależy to od preferencji, temperamentu, celów i ogólnej sytuacji finansowej człowieka.
Jeśli nie masz doświadczenia z inwestycjami i nigdy nie przeżyłeś głębszego spadku, to zastanów się dwa razy, zanim zaczniesz prowadzić ryzykowny portfel 100% akcji. Jeśli masz na utrzymaniu rodzinę, której jesteś jedynym (lub głównym) żywicielem, a Twój majątek inwestycyjny nie wynosi jeszcze kilku milionów złotych, to zastanów się dwa razy, zanim zainwestujesz 100% nadwyżek w akcje spółek giełdowych. Przepytani przeze mnie jakiś czas temu słuchacze podcastu w ankiecie o proporcje swoich portfeli odpowiedzieli, że na ogół prowadzą portfele złożone w 80% z akcji i w 20% z obligacji (30,3% ankietowanych) oraz takie, które mają 60% akcji i 40% obligacji (również 30,3% ankietowanych). Portfel złożony w 100% z akcji prowadzi tylko niespełna 13% słuchaczy mojego podcastu, co sugeruje to, że większość inwestorów ma raczej ograniczoną tolerancję ryzyka.
I słusznie, bo znacznie lepiej zarobić trochę mniej niż stracić 50%, zareagować emocjonalnie (wypłacając środki w najgorszym momencie) i później żałować, że zaryzykowało się zbyt dużo. Warto podejść do tej analizy rzetelnie i zadać sobie pytania o tolerancję ryzyka, temperament i preferencje, w czym mogą Ci pomóc dane historyczne, które teraz przedstawię.
Ile powinieneś mieć akcji, a ile obligacji w portfelu?
Najlepszym drogowskazem w ustaleniu proporcji pierwszego portfela inwestycyjnego będą dane historyczne dotyczące inwestycji z perspektywy polskiego inwestora (i naszej waluty – PLN – polskiego złotego). Zabierając się do ustalenia udziału procentowego akcji i obligacji w portfelu pamiętaj o tym, że:
- akcje spółek giełdowych mogą być uznawane za motor wzrostu Twojego majątku, ale historycznie były znacznie bardziej zmienne od obligacji skarbowych,
- obligacje skarbowe są bezpiecznikiem/stabilizatorem wahań portfela, ale jednocześnie hamulcem jego wzrostów.
Twoim zadaniem jest znalezienie balansu pomiędzy potencjałem do zysku a ryzykiem, czyli ustalenie odpowiedniej proporcji akcji do obligacji w portfelu w celu maksymalizacji stopy zwrotu oraz minimalizacji zmienności i potencjalnych obsunięć (strat od szczytu) portfela. Historia stóp zwrotu z indeksów akcji dowodzi tego, że w długim terminie najzyskowniejsze było na ogół wybranie 100% akcji. Tylko co Ci po najlepszym możliwym wyniku inwestycyjnym, jeśli zmienność i obsunięcia kapitału po drodze sprawiłyby, że nie wytrzymałbyś i przestał inwestować w najgorszym ku temu momencie, czyli po dużych spadkach?
Posiadacz 100% akcji globalnych (np. w formie ETF-u) mając w pewnym momencie 200 000 złotych w chwili krachu na giełdzie, musiałby zaakceptować tymczasową stratę sięgającą nawet 100 000 złotych, co odpowiadałoby wynikowi -50% od szczytu, czyli poprzedniego maksimum wartości jego portfela. Nie mówiąc o innych indeksach, np. niektórych indeksach krajowych, które historycznie przynosiły nawet 70 lub 80% straty od szczytu, sprawiając, że z 200 000 zł zostawałoby inwestorowi 60 000 lub 40 000 złotych. Wyobraź sobie, jak byś się czuł, gdyby wypracowane przez wiele lat zyski z inwestycji lub większość świeżo zainwestowanych pieniędzy „wyparowałaby” w kilka miesięcy, sprawiając, że straciłbyś dwie trzecie swoich zainwestowanych pieniędzy (lub więcej).
Właśnie z tego powodu do portfela akcji na ogół dodaje się przynajmniej 20% obligacji skarbowych, które sprawiają, że potencjalna strata inwestora jest znacząco zredukowana i wynosi np. 30% lub 35% (a nie 50% lub więcej). W poniższej tabeli zestawiłem stopy zwrotu, zmienność (odchylenie standardowe) oraz maksymalne historyczne obsunięcia od szczytu dla portfeli globalnych akcji oraz polskich obligacji indeksowanych inflacją dla lat 1991 – 2025 w zależności od udziału akcji i obligacji w portfelu (co 10%):
Co mówią te liczby? Z pewnością to, że historycznie warto było mieć w portfelu przynajmniej 30%, ale raczej nie więcej niż 80% akcji, jeśli chce się w swoim inwestowaniu unikać nadmiernego stresu i nieprzespanych nocy. Oczywiście istnieją inwestorzy, którzy powinni mieć same obligacje skarbowe oraz tacy, którzy mogą mieć same akcje, ale to raczej wyjątki i osoby w bardzo specyficznej sytuacji, niż ogół inwestorów indywidualnych. O ustalaniu odpowiedniej dla siebie proporcji akcji do obligacji w portfelu traktuje materiał „Jak ustalić proporcję akcji do obligacji w portfelu inwestycyjnym?„, który kompleksowo opisuje to zagadnienie, ale w uproszczony sposób podsumowałbym je następująco:
- niezależnie od wieku, początkujący inwestorzy, którzy nigdy nie mieli styczności z akcjami i których lokaty przyzwyczaiły do niewielkiego, ale stałego (nominalnego, bo lokaty historycznie nie pokonywały inflacji) zysku, powinni najpierw zrozumieć, że akcje i indeksy akcji dość często tracą od -1% do -2% w skali jednego dnia, ale zdarzały się też w historii dni, w których akcje traciły -5% lub więcej. Zastanów się, jak będziesz się czuł, posiadając coś, co może zyskiwać lub tracić nawet do kilku procent dziennie. Nie mówiąc o tym, że może być to kilkadziesiąt procent straty w ciągu miesiąca lub roku,
- dokładnie z tego powodu sugerowałbym rozpoczęcie od bardziej defensywnej proporcji portfela, niż sugeruje analiza wieku, temperamentu i preferencji inwestycyjnych. Jeśli czujesz, że będziesz się dobrze czuł z portfelem zawierającym aż 80% akcji i tylko 20% obligacji, to mimo wszystko przemyśl, czy nie wolisz zacząć od proporcji 60/40, by poczuć ryzyko na własnej skórze (przez rok/dwa) i ewentualnie zmienić docelowe proporcje na bardziej (lub mniej) agresywne później. Analogicznie – osoby planujące skończyć z portfelem 60/40 mogłyby zacząć od proporcji 40/60 (i tak dalej),
- 100% akcji jest w teorii najbardziej zyskowne w długim terminie (zależnie od indeksu akcji i badanego okresu), ale w praktyce prawie nikt „świeży” w inwestowaniu moim zdaniem nie wytrzyma pierwszego głębszego obsunięcia/kryzysu. Dlatego właśnie proporcja 80/20 jest najodważniejszą, z jaką zaczynałbym inwestowanie na giełdzie i to tylko, jeśli jestem pewien swojej silnej psychiki i wytrwałości, nawet gdy na giełdzie „będzie lała się krew” (potocznie oznacza to sytuację głębokich i dynamicznych spadków cen akcji).
Załóżmy, że wiesz już, jaką proporcję akcji do obligacji chcesz posiadać w swoim portfelu inwestycyjnym. Czas wybrać pierwsze instrumenty do swojego portfela.
Jakie typy instrumentów powinieneś wybrać do swojego portfela?
W świecie nowoczesnego inwestowania pieniędzy mamy do wyboru tak dużo rodzajów aktywów, że wiele ludzi doznaje „paraliżu decyzyjnego” ze względu na samą liczbę możliwości. Przedstawię teraz pokrótce każdą z popularnych klas aktywów inwestycyjnych, byś rozumiał, w co w ogóle można inwestować i czy dany rodzaj instrumentu w ogóle jest dla Ciebie.
Zazwyczaj zaczyna się od lokat i kont oszczędnościowych, które dla wielu nawet nie są inwestowaniem, tylko oszczędzaniem pieniędzy. Dzięki gwarancji BFG (do równowartości 100 000 euro) są uznawane za jeden z najbezpieczniejszych sposobów lokowania nadwyżek finansowych, jednak ze względu na to, że lokaty w długim terminie przegrywają z inflacją, nie uznaję tego sposobu inwestowania za godny polecenia. Oczywiście są też lokaty promocyjne, które mają szansę pobić inflację, jednak „skakanie między promocyjnymi lokatami” to według mnie za dużo pracy, by było to warte świeczki.
Pod względem bezpieczeństwa i pewności podobne do lokat są detaliczne obligacje skarbowe, które może i nie podlegają BFG, ale są zobowiązaniem państwa, co uznawane jest za najlepsze możliwe zapewnienie spłacalności dla inwestora indywidualnego. Do zalet detalicznych (oszczędnościowych) obligacji skarbowych należy to, że da się je zerwać w każdej chwili (płacąc karę), jednak ta kara nigdy nie przekracza wartości otrzymanych lub zgromadzonych odsetek, dzięki czemu na inwestycji w obligacje detaliczne nie da się nominalnie stracić. Drugą zaletą jest obecność w ofercie polskich obligacji oszczędnościowych bardzo korzystnie oprocentowanych obligacji indeksowanych inflacją (głównie 10-letnich EDO i 12-letnich ROD), które w długim terminie nawet pomimo podatku Belki bezproblemowo pobijały polską inflację. Dlatego to detaliczne obligacje skarbowe traktuję jako podstawę lub świetne uzupełnienie portfela inwestycyjnego polskiego inwestora. W ofercie są też obligacje hurtowe, ale jest to trochę „wyższa szkoła jazdy”, więc pozostawię je na razie bez komentarza.
Laicy często uznają kupowanie walut obcych, np. dolara amerykańskiego (USD) lub euro (EUR) za inwestycję, ale w praktyce były to historycznie bardzo słabe aktywa inwestycyjne. Waluty ze swojej natury podlegają inflacji i wahaniom kursów wobec PLN, więc nie dość, że są zmienną, to jeszcze bardzo mało zyskowną inwestycją samą w sobie. Dlatego unikałbym dodawania walut obcych do swojego portfela, chyba że w postaci obligacji skarbowych nominowanych w walutach obcych.
Niektórzy za najpewniejszą inwestycję uważają metale szlachetne, głównie złoto i srebro. Choć ich stopy zwrotu są w ostatnich latach imponujące, to w mojej analizie pokazałem, że nie zawsze tak było, więc warto zapoznać się z historią ich notowań, zanim podejmiemy decyzję o dodaniu ich do portfela inwestycyjnego. Nie mówiąc o rzekomo stabilizującej roli w portfelu, która tak naprawdę pod kątem zmienności bardziej przypomina akcje spółek giełdowych od obligacji skarbowych. Do przemyślenia.
W Polsce bardzo wiele osób inwestuje w nieruchomości, głównie mieszkania na wynajem i choć to na ogół dość zyskowny sposób inwestowania, to jego podstawową wadą jest konieczność posiadania dużych środków lub zdolności kredytowej, którą nie każdy dysponuje. Dodatkowo jest to inwestycja dość czasochłonna i niemająca wiele wspólnego z „dochodem pasywnym”, jak często nazywa się inwestowanie w mieszkania na wynajem.
Właśnie dlatego na ogół podstawą portfela inwestycyjnego rozsądnego inwestora długoterminowego są akcje spółek giełdowych, a dokładniej indeksowe fundusze ETF. Akcje są najsensowniejszym motorem wzrostu portfela, bo inwestycja w nie polega po prostu na wzięciu udziału we wzroście gospodarczym kraju lub regionu poprzez inwestycję w akcje spółek notowanych w tymże regionie. Co bardzo istotne, jest to inwestycja zdywersyfikowana, bo nie stawiamy na jedno mieszkanie lub jeden metal szlachetny, a na szeroki zakres spółek działających w różnych branżach i krajach, dzięki czemu „nie trzymamy zbyt wielu jaj w jednym koszyku”.
Zupełnie szczerze? Uważam, że na początek inwestorowi wystarczy inwestycja w akcje i obligacje skarbowe. Oczywiście można rozważyć także dodanie np. domieszki złota lub inwestycję w mieszkanie na wynajem, jeśli ktoś ma zdolność kredytową, ale podstawą mogą być same akcje i obligacje, a życie można komplikować później. Dlatego za chwilę przedstawię 3 pomysły na proste portfele inwestycyjne zbudowane na podstawie samych akcji i obligacji skarbowych.
Jak już jesteśmy przy komplikowaniu życia, to warto wspomnieć o obecnych na rynku od kilkunastu lat kryptowalutach, spośród których najbardziej znany bitcoin grzeje umysły (zwłaszcza młodych) inwestorów już od wielu lat. Kosmiczne stopy zwrotu, ogromna zmienność i brak możliwości prostej wyceny kryptowalut sprawiają, że inwestorzy długoterminowi na ogół dodają ich do portfela maksymalnie 5-10% lub nie inwestują w nie w myśl zasady „nie inwestuj w to, czego nie rozumiesz”. I nie piszę tu, że bitcoina nie da się zrozumieć technicznie, bo sam wiem, jak działa, ale chodzi raczej o brak możliwości zrozumienia procesu wyceniania bitcoina, który jest jednym z najbardziej spekulacyjnych aktywów naszych czasów.
3 proste pomysły na portfele inwestycyjne
Nie byłby to kompletny wpis, gdybym nie przedstawił 3 bardzo prostych pomysłów na portfel pasywny dla początkującego inwestora.
Pomysł na portfel numer 1 polega na użyciu 1 funduszu ETF, który zawiera zarówno akcje, jak i obligacje w proporcji 60/40 na korzyść akcji. Ten ETF nazywa się Vanguard LifeStrategy 60% Equity UCITS ETF Accumulating (IE00BMVB5P51, V60A) i jest dostępny przez większość podstawowych kont maklerskich z dostępem do giełd zagranicznych. Ten rodzaj funduszy ma kilka wersji o różnych proporcjach akcji do obligacji (np. 80/20, 60/40, 40/60), co dokładniej opisałem we wpisie „Vanguard LifeStrategy, czyli portfel inwestycyjny w jednym ETF-ie„. Największą zaletą tego produktu jest to, że jednym kliknięciem kupujemy (obecnie) ponad 14 000 instrumentów finansowych, a konkretniej akcji i obligacji z całego świata i mimo to nie jest to produkt drogi, bo kosztuje 0,25% rocznie. Największą wadą jest to, że cała 40% część obligacyjna jest zabezpieczona do EUR, przez co ponosimy ryzyko na linii kursu EUR/PLN w całej 40% części obligacyjnej. Mimo wszystko jest to portfel godzien polecenia, bo demonstruje ekstremalną prostotę w kwestii tworzenia portfela pasywnego z akcji i obligacji.
Pomysł na portfel numer 2 to rozbicie akcji i obligacji na 2 różne instrumenty finansowe. W 60% części akcyjnej wybieramy jeden z funduszy na akcje z całego świata, np. iShares MSCI ACWI UCITS ETF USD (IE00B6R52259, ISAC/IUSQ), a w części obligacyjnej wybieramy obligacje detaliczne 10-letnie, czyli indeksowane inflacją EDO. Ranking ETF-ów na akcje z całego świata znajdziesz we wpisie „ETF na globalny rynek akcji – ranking najlepszych„. Zaletą rozwiązania jest to, że łączny koszt inwestowania będzie tu niższy niż w pierwszym przypadku (ETF-y na akcje z całego świata kosztują obecnie pomiędzy 0,07% a 0,20% rocznie, a polskie detaliczne obligacje skarbowe nie mają kosztów bieżących). Drugą, niezwykle istotną zaletą będzie to, że część obligacyjna nie ma ryzyka walutowego, bo obligacje są nominowane w PLN, czyli walor stabilizujący części obligacyjnej jest znacznie większy niż w przypadku pierwszego pomysłu na portfel.
Pomysł na portfel numer 3 wprowadza lekką komplikację, bo mimo że w części akcyjnej dalej mamy ETF na akcje z całego świata, np. iShares MSCI ACWI UCITS ETF USD (IE00B6R52259, ISAC/IUSQ), to część obligacyjną rozbijamy na 50% obligacji EDO i 50% ETF-u na światowe obligacje skarbowe, np. iShares Core Global Aggregate Bond UCITS ETF EUR Hedged (IE00BDBRDM35, EUNA/AGGH). Wadą tego portfela jest komplikacja, bo zamiast 2 instrumentów musimy kupić 3 instrumenty finansowe. Zaletą jest rozbicie ryzyka części obligacyjnej na różnych emitentów obligacji i 2 różne waluty (PLN i EUR), co w długim terminie może korzystnie zadziałać na inwestycję.
Portfel 1 można zbudować za pomocą 1 konta maklerskiego (wystarczy dostęp do ETF-ów notowanych na giełdzie niemieckiej XETRA), a portfele 2 i 3 będą niestety wymagać 2 kont (konta maklerskiego z dostępem do instrumentów zagranicznych oraz rachunku rejestrowego do detalicznych obligacji skarbowych, np. w BM PKO BP lub w BM Pekao SA). Jest to niewielka komplikacja, o której warto wspomnieć przy okazji prezentowania tych 3 prostych portfeli.
Wielu czytelników mojego bloga uprawia tzw. overthinking (przesadne myślenie) długimi miesiącami zastanawiając się, czy wybrać indeks MSCI ACWI lub FTSE All-World, choć obydwa są bardzo podobne i czy wybrać ETF o koszcie rocznym 0,05% czy 0,06% rocznie, podczas gdy ta decyzja nie będzie dla ich portfeli prawdopodobnie kluczowa i nawet w długim terminie nie zobaczą żadnej różnicy niezależnie od tego, który indeks i fundusz wybiorą (tak długo, jak są to bliźniacze indeksy i fundusze o podobnych kosztach). Znacznie ważniejsza jest kwestia ryzyka walutowego/kursowego, na którą wielu początkujących nie zwraca uwagi, a moim zdaniem warto sobie uświadomić ten problem, zanim zainwestujemy pierwsze pieniądze.
Czy należy zabezpieczać ryzyko walutowe do PLN?
Ryzyko walutowe to coś, o czym moim zdaniem zbyt rzadko mówi się w kontekście inwestycyjnym. Warto pamiętać o tym, że kupując aktywa (akcje, obligacje) zagraniczne, ponosimy ryzyko walutowe na linii walut obcych do polskiego złotego. Dam Ci prosty, ale bardzo obrazowy przykład:
- jeśli w ciągu roku indeks akcji amerykańskich dał (w USD) +20% zysku, ale kurs USD do PLN (USD/PLN) spadł o 15%, to stopa zwrotu z perspektywy Polaka nie wynosiła +20%, a +2% (1,20×0,85=1,02, czyli 102%),
- jeśli w tym samym roku kurs dolara do złotego (USD/PLN) nie spadłby, a wzrósłby o 15%, to stopa zwrotu z inwestycji w amerykański indeks akcji, który dał +20% w ciągu roku z perspektywy polskiego inwestora wyniosłaby nie +2% (jak w poprzednim przypadku, gdy USD tracił wobec PLN), a aż +38% (1,20×1,15 = 1,38, czyli 138%).
W tym kontekście ryzyko walutowe jest zarówno ryzykiem, jak i szansą na zarobienie więcej, jeśli złoty osłabi się wobec waluty obcej będącej walutą końcową inwestycji. Jako inwestorzy mamy wybór, bo możemy inwestować w akcje zagraniczne w oryginalnych walutach, ale możemy też wybrać fundusze inwestycyjne z zabezpieczeniem walutowym do PLN, czyli takie, które niewlują ryzyko walutowe, ale przy na ogół dużo wyższym koszcie od niezabezpieczonych funduszy. Podstawowe pytanie brzmi, czy warto zabezpieczać całe swoje inwestycje do polskiego złotego. Niektórzy eksperci finansowi twierdzą, że tak, ale według mnie to droga donikąd, bo polski złoty (PLN) jest mimo wszystko walutą niszową i lokalną kraju, który (z całym szacunkiem dla Polski) pod względem gospodarczym gra raczej 2. lub 3. skrzypce w skali świata.
W kwestii ryzyka walutowego preferuję dywersyfikację, czyli zalecam zwykle pewną część (powiedzmy 20-40%) portfela w walucie lokalnej, w tym przypadku w PLN, a pozostałą część (60-80%) w walutach obcych, najlepiej nie w jednej, by nie koncentrować ryzyka na jednej walucie obcej. Należy pamiętać o tym, że bardzo trudno przewidzieć przyszłe kursy walut, a zabezpieczenie walutowe do PLN jest zakładaniem, że polski złoty będzie umacniał się wobec walut obcych (które będą tracić wobec niego na wartości), które dodatkowo kosztuje. Dlatego sugeruję zdroworozsądkowe zaakceptowanie obecności walut obcych w portfelu inwestycyjnym, przypominając, że inwestując regularnie, uśredniasz nie tylko kurs zakupu instrumentu (np. ETF-u), ale też kurs zakupu waluty obcej, która jest walutą aktywów ETF-u.
Wiedz też, że sama waluta notowań funduszu ETF nie ma żadnego znaczenia dla jego wyniku w PLN. Jeśli kupisz „ten sam ETF” (ten sam kod ISIN) w 2 różnych wersjach walutowych, to w żaden sposób nie dywersyfikujesz udziału walut w portfelu. Przykład: ten sam ETF na amerykańskie akcje w wersjach walutowych USD i EUR daje dokładnie tę samą stopę zwrotu wyrażoną w PLN, a inwestor ponosi ryzyko wyłącznie na linii USD/PLN, bo akcje w portfelu tych ETF-ów notowane są w walucie amerykańskiej (USD).
Gdy już masz pomysł na portfel i wiesz, czy chcesz go zabezpieczać walutowo, to kolejnym istotnym krokiem jest poprawne wybranie rodzajów kont maklerskich oraz instytucji, w której je założymy, czym zajmiemy się w kroku 3.
Krok 3 - wybierz konto maklerskie, wpłać środki i kup instrumenty finansowe
Wybór rachunku maklerskiego nie jest kwestią trywialną, zwłaszcza że w internecie wręcz bombardują nas reklamy oraz stronnicze materiały zrobione na zlecenie instytucji maklerskich. Jako że ciężko o bezstronne materiały o wyborze kont maklerskich, to szczególnie polecam mój aktualizowany na bieżąco ranking kont maklerskich, w którym najpierw porównuję, a później polecam lub nawiązuję współprace z firmami maklerskimi, a nie odwrotnie ;).
Jak wybrać najlepsze dla siebie konto maklerskie?
W wyborze konta maklerskiego najważniejsze są 3 aspekty:
- bezpieczeństwo. Największym ryzykiem związanym z inwestowaniem jest ryzyko utraty całości środków (np. przez nieuczciwego pracownika brokera), dlatego:
- wybierając konto maklerskie, zawsze sprawdzaj liczbę lat istnienia, strukturę kapitału, rezydenturę (w jakim kraju rezyduje podatkowo), renomę oraz szukaj niezależnych opinii w internecie o danej instytucji,
- koniecznie sprawdź też zabezpieczenia konta maklerskiego, w czym może pomóc Ci wpis „Czy Twoje konto maklerskie jest bezpieczne? Jak chronić swój zainwestowany kapitał?„,
- bogata oferta. Co Ci po koncie maklerskim, przez które nie będziesz mógł realizować obranej przez siebie strategii (np. kupić wymaganych do jej wdrożenia funduszy ETF?). Im szersza oferta, tym lepiej, bo nikt nie przewidzi, jak będzie ewoluować w przyszłości Twój plan na inwestowanie,
- niskie opłaty. W długoterminowym inwestowaniu kluczowe jest to, że konto maklerskie jest nie tylko bezpieczne, ale i relatywnie tanie. Mój na bieżąco aktualizowany ranking kont maklerskich (kładący nacisk na ich koszty) znajdziesz na stronie „Ranking kont maklerskich dla akcji i ETF-ów„,
- skoro zamierzasz inwestować długoterminowo i spokojnie, to Twoja instytucja maklerska nie powinna pobierać opłaty za nieaktywność (brak transakcji w jakimś okresie) ani za samo posiadanie papierów wartościowych (tzw. opłata depozytowa),
- domy i biura maklerskie zarabiają zwłaszcza na tzw. prowizjach transakcyjnych, które płacimy, kupując lub sprzedając instrumenty finansowe. W wyborze konta maklerskiego sprawdzaj nie tylko procentowy, ale i minimalny koszt transakcji. W zależności od kwot, które będziesz inwestował, minimalna kwota transakcji może być dla Ciebie bardziej istotna niż ta procentowa (przykład na grafice poniżej):
Jednak na kosztach transakcyjnych nie należy się „fiksować”, bo… w przeciwieństwie do opłat bieżących/rocznych, koszty transakcyjne płacimy je tylko przy zakupie i przy sprzedaży. Zachęcam jednak do wybierania kont maklerskich w ten sposób, aby za inwestowanie np. 100 lub 200 złotych nie musieć płacić maklerowi więcej niż 3-4 złote. Płacenie 14 lub 19 złotych prowizji za zainwestowanie każdego 100 złotych mija się z celem, więc optymalizuj także wysokość prowizji maklerskiej i do inwestowania niewielkich kwot wybieraj konta o niskiej lub zerowej prowizji minimalnej, a do inwestowania dużych kwot preferuj konta o niskich prowizjach procentowych.
Założenie konta maklerskiego jest zwykle dość prostym procesem, ale jeśli potrzebujesz pomocy, to daj znać lub przeczytaj wpisy-instrukcje o kilku kontach maklerskich, które w przeszłości stworzyłem:
- XTB, DM BOŚ, BM mBanku – Kupowanie zagranicznych funduszy ETF krok po kroku
- Interactive Brokers – Czy warto mieć konto w Interactive Brokers? Recenzja Interactive Brokers (IBKR)
- Firstrade – Recenzja Firstrade – brokera do amerykańskich ETF, akcji i obligacji
Powyższe wpisy powinny pomóc w wyborze i zakładaniu konta maklerskiego. Przejdźmy do kwestii wpłacania środków na konto maklerskie, by móc dokonać pierwszych zakupów.
Jak mądrze zasilać konto maklerskie?
Istotnym tematem jest też optymalizacja sposobu wpłacania środków na konto maklerskie i kwestia ewentualnej wymiany walut przed lub podczas inwestowania swoich środków.
- Najprościej jest inwestować z wykorzystaniem naszej waluty (PLN), ale jest to bezkosztowe tylko u maklerów/brokerów obsługujących rachunki w PLN i dających dostęp do GPW (polskiej Giełdy Papierów Wartościowych),
- Implementacja większości strategii będzie wymagała dostępu do giełd zagranicznych (zwykle londyńskiej LSE lub frankfurckiej XETRA), który uzyskamy u niektórych polskich maklerów oraz u większości zagranicznych brokerów.
- Plan kupowania papierów zagranicznych, np. ETF-ów notowanych w walutach obcych (zwykle USD, EUR lub GBP) sprawia, że musimy albo inwestować przy pomocy już wymienionych (np. w kantorze internetowym) walut, albo zapłacić brokerowi za przewalutowanie (zwykle pomiędzy 0,1 a 0,5% transakcji).
- Poza kosztem wymiany walut, może też dojść do poniesienia kosztu przelewu (zwłaszcza SWIFT, czyli np. przelewów dolarów amerykańskich [USD] lub funtów brytyjskich [GBP]), więc należy być świadomym wszystkich kosztów związanych z przelewami między naszym bankiem a domem maklerskim.
- Przypominam, że walutowa notowań funduszy ETF nie ma znaczenia dla wyniku inwestycji, więc ze względu na niższe koszty przelewów SEPA (EUR), które są zwykle darmowe, na ogół warto wybierać wersje ETF-ów i konta prowadzone w euro.
Przed zainwestowaniem pierwszych środków polecam rozpisanie sobie schematu dokonywania wpłat na konta i samych transakcji, który może wyglądać następująco:
Zakładam, że znalazłeś już odpowiednią instytucję, więc pora na małe utrudnienie, jakim są konta IKE i IKZE, które można prowadzić tylko w niektórych domach i biurach maklerskich w Polsce.
Jak działają konta IKE i IKZE i czy warto je zakładać?
IKE (Indywidualne Konto Emerytalne) i IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego) to specjalne konta należące do III filaru polskiego systemu emerytalnego, dzięki którym uzyskamy bieżące lub przyszłe korzyści podatkowe. Prowadzenie IKE opłaca się każdemu, a IKZE prawie każdemu, ale na start warto zrozumieć podstawy ich działania w kontekście zwolnień podatkowych. Inwestując poza IKE i IKZE (czyli na zwykłym koncie maklerskim) podlegamy obowiązkowi zapłacenia następujących podatków:
- podatek Belki, który dotyczy odsetek od lokat i obligacji i dywidend z akcji i jest podatkiem ryczałtowym wynoszącym 19% od przychodu z odsetek i dywidend,
- podatek giełdowy, który dotyczy zysku osiągniętego na sprzedaży instrumentu finansowego i jest podatkiem liniowym 19% od dochodu (przychodu minus kosztu) z transakcji giełdowej.
Zarówno IKE, jak i IKZE „chronią” inwestora przed obydwoma powyższymi rodzajami podatku, ale zwolnienie podatkowe uzyskają tylko osoby, które spełnią następujące warunki:
- IKE: skończyły 60 lat (lub nabyły prawa emerytalne wcześniej, ale nie wcześniej niż w wieku 55 lat) oraz:
- ALBO wpłacały środki na IKE (w dowolnej kwocie) przez przynajmniej 5 różnych lat,
- ALBO ponad połowa wartości wszystkich wpłat została dokonana nie później niż 5 lat przed dniem wniosku o wypłatę.
- IKZE: skończyły 65 lat oraz:
- wpłacały środki na IKZE (w dowolnej kwocie) przez przynajmniej 5 różnych lat.
Co istotne, tak długo, jak środki są inwestowane „wewnątrz” IKE i IKZE, tak długo są chronione przed podatkiem Belki i podatkiem giełdowym. Jeśli inwestor zleci tzw. „zwrot środków” z IKE lub z IKZE, to po prostu zapłaci zaległe podatki od inwestycji (IKE) lub podatek PIT od zwrotu tak, jakby był to dochód z pracy (IKZE). Szczegóły zwrotów i wypłat z IKE i IKZE opisałem we wpisie „Jak wypłacić pieniądze z IKE i IKZE? Wypłata, zwrot i częściowy zwrot„, ale teraz chciałbym się skupić na korzyściach z korzystania z tych kont.
IKE jest prostsze w zrozumieniu, bo jedyną korzyścią z jego korzystania jest zwolnienie z podatku Belki i podatku giełdowego, jeśli się spełni wyżej wymienione warunki „emerytalne”. Niezależnie od płci i wieku emerytalnego, tak długo, jak środki są inwestowane na IKE i spełni się warunki wypłaty (patrz: wyżej), to oszczędzi się na obydwu 19-procentowych podatkach, osiągając znacznie wyższe wyniki inwestycyjne dzięki zwolnieniu podatkowemu. IKE jest znacznie badziej uniwersalne, bo „wybaczające”, jeśli nie dotrzymamy warunków wypłaty. Przedwczesny zwrot (przed sześćdziesiątką) z IKE sprawia jedynie to, że płacimy całe należne podatki od inwestowania odpowiadające kwocie wypłaty (właściwie to przy zwrocie podatki te odprowadza od zwracanej kwoty firma prowadząca nasze IKE, a nie my, co znacznie upraszcza rozliczenie podatkowe). Dlatego właśnie IKE polecam praktycznie każdemu bez wyjątków.
IKZE zrozumieć nieco trudniej, bo poza zwolnieniem z podatku giełdowego i podatku Belki, IKZE daje też bieżącą ulgę podatkową – całą wpłaconą w ciągu roku kwotę na IKZE można odliczyć w załączniku PIT/0 od płaconego podatku PIT (z pracy, wynajmu mieszkań lub działalności gospodarczej). Na IKZE oszczędzasz zatem na bieżąco, bo kwota wpłaty redukuje Twoją podstawę opodatkowania i np. osoba na 32% PIT oszczędzi właśnie 32% z wpłaconej na IKZE kwoty (jeśli cała wpłata na IKZE przekracza kwotę drugiego progu podatkowego). IKZE posiada jednak sporą wadę, bo na koniec inwestycji, czyli przy wypłacie emerytalnej zapłacimy państwu 10% podatku ryczałtowego od całej kwoty wypłaty, co i tak nie przekreśla tego konta, bo całościowo wypada ono korzystnie (tym korzystniej, im wyższą stawkę PIT płacimy). IKZE jest jednak dużo mniej „wybaczające” w kwestii przedwczesnego zwrotu pieniędzy. Przedwczesny zwrot z IKZE traktowany jest jako przychód z innych źródeł, przez który możemy nawet wpaść w 2. próg podatkowy (obecnie 32%), więc na IKZE sugeruję wpłacać tylko, gdy jesteśmy pewni, że tych środków nie będziemy potrzebować do 65 roku życia. Opłacalność prowadzenia IKZE w zależności od stawki PIT opisałem we wpisie „Czy konto IKZE się opłaca? IKZE w zależności od stawki PIT„, ale IKZE na ogół się opłaca podobnie lub bardziej od IKE.
IKE i IKZE mają roczne limity wpłat, które mogą nieco skomplikować kwestię inwestowania na wielu kontach maklerskich. W 2025 roku limity tych kont wynoszą:
- IKE: 26 019 złotych,
- IKZE 10 407,60 złotego (zatrudnieni) lub 15 611,40 złotego (samozatrudnieni).
Limity wpłat na IKE i IKZE rosną z roku na rok wraz ze wzrostem przewidywanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w kolejnych latach.
Wiele osób nie wypełnia całych rocznych limitów wpłat na te konta, a pewną zagwozdką jest optymalne tworzenie portfela za pomocą samych kont IKE i IKZE. Sprawę może skomplikować inwestowanie większych kwot w skali roku, bo dochodzi do IKE i IKZE przynajmniej trzecie „regularne” (opodatkowane) konto maklerskie, dlatego zachęcam do zastanowienia się, które konta założyć i gdzie je prowadzić oraz do sprawdzenia mojego rankingu kont IKE i IKZE, w którym kompleksowo opisuję ofertę maklerskich IKE i IKZE.
Jakie instrumenty kupować na jakim koncie maklerskim?
Najprościej będzie na przykładach.
PRZYKŁAD 1: OSOBA O WYSOKICH OSZCZĘDNOŚCIACH.
Omówię najpierw osobę inwestującą 60 tysięcy złotych w ciągu roku, czyli 5 tysięcy złotych miesięcznie, która jest w 2 progu podatkowym (32% PIT) oraz wybrała portfel 2. spośród powyższych pomysłów na portfele inwestycyjne. Przypomnę, że portfel 2. to 60% ETF-u iShares MSCI ACWI UCITS ETF USD (IE00B6R52259, ISAC/IUSQ) oraz 40% obligacji detalicznych 10-letnich EDO indeksowanych inflacją. W celu uproszczenia załóżmy, że limit IKE w danym roku wynosi okrągłe 26 000 złotych, a limit IKZE – 10 000 złotych. Inwestor chce mieć 60% akcji i 40% obligacji, czyli (kwotowo) w 1. roku z 60 tysięcy aż 36 tysięcy chce przeznaczyć na akcje, a 24 tysiące złotych na obligacje skarbowe.
Łączne limity wpłat na IKE i IKZE to dokładnie 36 000 zł (26 000 + 10 000 zł), więc inwestor może rozplanować to tak, by na IKE i IKZE umieścić same akcje, co jest sensowne w długim terminie, bo instrumenty przynoszące największy oczekiwany zysk zakupi na kontach o korzyściach podatkowych. Obligacje znajdą się poza IKE i IKZE (na regularnym rachunku rejestrowym w BM PKO BP), dzięki czemu środki te będą szybciej dostępne (zwrot z IKE trwa nawet do 30 dni, a przedwczesny wykup obligacji z rachunku rejestrowego trwa 5 dni roboczych), co w kontekście obligacji jest dużą zaletą.
PRZYKŁAD 2: OSOBA O UMIARKOWANYCH OSZCZĘDNOŚCIACH.
Drugi przykład to osoba inwestująca w ciągu roku 24 000 złotych, czyli 2 tysiące złotych miesięcznie, która jest w 1. progu podatkowym (12% PIT) i też wybrała portfel numer 2 spośród wcześniej przedstawionych pomysłów. Limit IKE wynosi ponownie 26 000 zł, a limit IKZE 10 000 złotych. Skoro z 24 000 zł chcemy mieć 60% akcji i 40% obligacji, to kwotowo daje to 14 400 zł w akcjach i 9 600 zł w obligacjach. Jako że 24 000 zł to mniej niż limit samego IKE, to inwestor ma tu pewną zagwozdkę, bo biorąc pod uwagę bycie w 1. progu podatkowym IKZE jest mniej więcej tak samo opłacalne, jak IKE, ale ewentualny wcześniejszy zwrot z IKZE może tę osobę nawet wprowadzić w szkodliwy 2. próg podatkowy, więc IKE jest tu preferowane.
Opcja #1: Samo IKE. No i tu powstają schody, bo nie istnieje obecnie IKE umożliwiające zarówno inwestowanie w ETF-y notowane za granicą (np. w Niemczech lub Wielkiej Brytanii) oraz w polskie detaliczne obligacje skarbowe (np. EDO). Najbliższym przybliżeniem takiego portfela będą zatem:
- Konto SUPERIKE w BM PKO BP, na którym kupisz obligacje detaliczne EDO oraz jeden z ETF-ów notowanych na GPW (polskiej Giełdzie Papierów Wartościowych), np. ETF Amundi S&P 500 (ETFSP500), który jednak nie jest ETF-em na akcje z całego świata, a ETF-em na akcje największych spółek z USA.
- Maklerskie IKE w DM BOŚ lub BM mBanku, na którym kupisz ETF na akcje z całego świata oraz obligacje skarbowe z GPW Catalyst, np. odpowiednik EDO w postaci obligacji IZ0836, które opisałem w tym wpisie.
Druga opcja pozwoli nam jednak zainwestować w „poprawną” część akcyjną i obligacyjną portfela #2.
Opcja #2: Akcje na IKE, obligacje na IKZE. Inwestor zakłada IKE w formie maklerskiej z dostępem do ETF-ów zagranicznych (np. XTB, DM BOŚ, BM mBanku/eMakler IKE) oraz IKZE Obligacje w BM PKO BP i kupuje akcje na IKE oraz obligacje skarbowe 10-letnie EDO na IKZE zgodnie z docelowymi proporcjami portfela (60/40). Ta opcja jest preferowana, bo pozwoli wykonać plan na portfel numer 2 zgodnie z pożądanym typem instrumentów.
Pierwsze zakupy funduszy ETF na koncie maklerskim
Załóżmy, że masz już plan na portfel inwestycyjny i wiesz, że chcesz korzystać z IKE i IKZE oraz z regularnego konta maklerskiego. W kroku czwartym ustalasz sekwencję wpłat i zakupów na każdym z posiadanych kont, która może wyglądać następująco:
Jeśli w ciągu roku planujesz inwestować kwoty znacząco wyższe od 35 tysięcy złotych (czyli okolic sumy rocznych limitów wpłat na IKE i IKZE w 2025 roku), to sekwencja wpłat nie ma dla Ciebie aż takiego znaczenia, jak dla osób, które nie wypełnią IKE i IKZE. Jednak i tak sugeruję się nad nią zastanowić, podpowiadając, że prawie każdy powinien zaczynać wpłaty od IKE, a osoby w II progu podatkowym (32%) lub płacące stawkę PIT wyższą od 12% powinny na ogół zaczynać wpłacanie od IKZE (tak długo, jak ryzyko przedemerytalnego zwrotu z tego konta jest dość niewielkie).
Gdy wpłacisz środki na konto maklerskie, to przyjdzie pora na dokonanie pierwszego zakupu, w którym może pomóc Ci wpis „Kupowanie zagranicznych funduszy ETF krok po kroku„, gdzie dokładnie przedstawiłem proces zakupu ETF-ów w 3 domach maklerskich – XTB, DM BOŚ i BM mBanku. Ustaw poprawne parametry zlecenia oraz poczekaj, aż instrument zostanie zakupiony (pamiętaj, że giełdy mają swoje godziny otwarcia i nie działają 24/7, chyba że to giełdy kryptowalut). Przykładowy zakup ETF-u na koncie maklerskim może wyglądać następująco:
Gdy zlecenie się zrealizuje, to Twoim oczom ukaże się pierwszy posiadany przez Ciebie instrument finansowy. Gratulację!
Pierwsze zakupy detalicznych obligacji skarbowych na rachunku rejestrowym
Jeśli w Twoim planie jest kupowanie polskich obligacji skarbowych, to będziesz potrzebował rachunku rejestrowego do obligacji skarbowych w BM PKO BP lub BM Pekao SA. Ten pierwszy zakłada się tutaj (zwykle konieczna jest wizyta w oddziale PKO BP). Proces rejestracji i pierwszego zakupu obligacji jest dosyć prosty, bo wystarczy:
- przelać środki na rachunek bankowy skojarzony z rachunkiem rejestrowym do obligacji,
- wybierasz „rachunek rejestrowy” -> „dyspozycje na rachunku rejestrowym” -> „zakup obligacji”,
- wybierasz odpowiednią emisję, np. obecną emisję obligacji EDO. „Numerki” przy „EDO” oznaczają to, kiedy obligacje się kończą w formacie <miesiąc><rok> (dla EDO będzie to data 10 lat od teraz),
- naciskasz „wybierz” i podajesz, ile obligacji EDO chcesz kupić (jedna jest warta 100 zł),
- zatwierdzasz dyspozycje i w podsumowaniu widzisz numer rachunku oraz kwotę, którą musisz tam wpłacić, aby dokonać zakupu obligacji.
To tyle :). Prawdpodobnie kupiłeś właśnie pierwsze obligacje oszczędnościowe lub przynajmniej zleciłeś ich zakup (kupią się, gdy przelew dotrze do PKO BP). Gratuluję.
Jak rozliczyć podatek z inwestowania?
Przy okazji opisywania IKE i IKZE wspomniałem o dwóch rodzajach podatków, które dotyczą inwestowania na giełdzie. Przypomnę, że są to:
- podatek Belki, który dotyczy odsetek od lokat i obligacji i dywidend z akcji i jest podatkiem ryczałtowym wynoszącym 19% od przychodu z odsetek i dywidend,
- podatek giełdowy, który dotyczy zysku osiągniętego na sprzedaży instrumentu finansowego i jest podatkiem liniowym 19% od dochodu (przychodu minus kosztu) z transakcji giełdowej.
Opiszę teraz krótko, czego spodziewać się w kontekście rozliczeń podatkowych w zależności od wybranego rodzaju konta maklerskiego i typu instrumentów, w które inwestujesz:
- Maklerskie IKE / IKE Obligacje – dowolne aktywa inwestycyjne – podatku Belki / giełdowego nie płacisz, dopóki inwestujesz wewnątrz konta IKE. Przy zwrocie (bez spełnienia warunków) z IKE płacisz cały zaległy podatek Belki / giełdowy, ale rozlicza to firma prowadząca IKE, a nie Ty (co jest udogodnieniem).
- Maklerskie IKZE / IKZE Obligacje – dowolne aktywa inwestycyjne – podatku Belki / giełdowego nie płacisz, dopóki inwestujesz wewnątrz kont IKZE. Przy zwrocie (bez spełnienia warunków wypłaty) z IKZE również nie płacisz podatku giełdowego/Belki, ale przychód (cała kwota zwrotu) z IKZE musisz doliczyć do PIT-36 / PIT-37 i rozliczyć samodzielnie wg skali (stawki 12 / 32%), przez co zwrot z IKZE jest znacznie bardziej problematyczny i kosztowny podatkowo niż zwrot z IKE.
- Regularne konto maklerskie w polskim domu / biurze maklerskim / regularny rachunek rejestrowy do obligacji – polskie akcje / ETF lub polskie obligacje:
- podatek Belki (od odsetek / dywidend) będzie automatycznie odciągnięty przy ich wypłacie. Inwestor nie musi nic robić ani rozliczać tego dodatkowo w PIT-38.
- podatek giełdowy (od zysku na transakcjach sprzedaży instrumentów) należy rozliczyć samemu na podstawie informacji z PIT-8C, który makler wysyła w kolejnym roku.
- Regularne konto maklerskie w polskim domu / biurze maklerskim – zagraniczne akcje / ETF / obligacje:
- podatek Belki (od odsetek / dywidend) należy samodzielnie wyliczyć (uwzględniając potencjalny podatek pobrany u źródła, WHT) oraz rozliczyć w PIT-38 w kolejnym roku (część G).
- podatek giełdowy (od zysku na transakcjach sprzedaży instrumentów) należy rozliczyć samemu na podstawie informacji z PIT-8C, który makler wysyła w kolejnym roku.
- Regularne konto maklerskie w zagranicznym domu / biurze maklerskim / firmie brokerskiej – dowolne instrumenty finansowe:
- podatek Belki (od odsetek / dywidend) należy samodzielnie wyliczyć (uwzględniając potencjalny podatek pobrany u źródła, WHT) oraz rozliczyć w PIT-38 w kolejnym roku (część G).
- podatek giełdowy (od zysku na transakcjach sprzedaży instrumentów) należy rozliczyć samodzielnie. Zagraniczne firmy nie wystawiają PIT-8C.
Powyższe to podstawy świadomego inwestowania w kontekście podatkowym. Kompleksowy wpis o rozliczaniu podatku z inwestycji znajdziesz tutaj: „Jak rozliczyć podatek z giełdy? Wszystko o PIT-38 i PIT-8C„. Podsumowując: najprostsze jest rozliczenie podatkowe IKE i IKZE w scenariuszu dotrwania do wypłat emerytalnych (niedokonywania zwrotów) lub inwestowanie w polskich firmach maklerskich w polskie instrumenty wypłacające dywidendy/odsetki (lub nie), lub zagraniczne instrumenty niewypłacające dywidend/odsetek.
Zakładam, że będziesz inwestował przez kilka kont maklerskich, więc dobrą praktyką jest zbudowanie rutyny inwestycyjnej, a następnie rozpoczęcie monitorowania swojego kompletnego portfela inwestycji „w jednym miejscu”.
Szukasz taniego konta maklerskiego do akcji i ETF-ów?
Nota XTB: Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.
Chcesz założyć bezpieczne konto z bogatą ofertą ETF-ów?
Szukasz dobrego zagranicznego konta maklerskiego?
Aktualny ranking kont maklerskich do akcji i ETF-ów znajdziesz tutaj.
Krok 4 - stwórz rutynę inwestycyjną, zacznij śledzić swoje inwestycje i równoważ proporcje portfela
Jak sprawić, by inwestowanie stało się rutyną?
Najlepszą radą dla początkującego inwestora pasywnego jest po prostu stworzenie sobie rutyny inwestycyjnej. Jeśli wypłatę otrzymujesz 10 dnia każdego miesiąca, to po jej otrzymaniu od razu „odetnij” stały odsetek, np. 10, 20 lub 30 procent wypłaty i przekieruj ją na swoje konto lub konta maklerskie w celu dokonania zakupu instrumentów finansowych. Samego zakupu dokonuj od razu, nie bawiąc się w wyczekiwanie dołków cenowych lub próby przewidywania przyszłych kursów aktywów, które praktycznie bez wyjątków kończą się gorszym wynikiem od regularnego inwestowania niezależnie od ceny, sytuacji na rynkach i opinii guru internetowych na temat tego, czy akcje będą zyskiwały, czy traciły.
Dlatego „po prostu kupuj!” i stwórz sobie rutynę. Zobaczysz, że po 6 lub po 12 miesiącach wejdzie Ci to w krew tak, jak płacenie czynszu i innych opłat, a sam proces zakupu ETF-ów i obligacji nie będzie dla Ciebie trudniejszy od dokonywania zwykłego przelewu bankowego. Jednak aby to wszystko „ogarnąć”, warto prowadzić plik do śledzenia inwestycji i mieć je wszystkie w jednym miejscu.
Jak stworzyć plik do śledzenia portfela inwestycyjnego?
Wiem, że niektórzy lubią mentalne księgowanie w postaci „dzielenia majątku na wiele portfeli”, ale sam jestem zwolennikiem prostszego podejścia prowadzenia portfela inwestycyjnego jako „całości”, nawet jeśli do jego budowy wykorzystujemy 2, 3, 4 lub więcej kont maklerskich. Zazwyczaj po kilku miesiącach od pierwszej inwestycji dostrzeżesz problem z prowadzeniem portfela zgodnie z planem, czyli przywracaniem jego docelowych proporcji (np. zamiast 60% akcji będzie ich w Twoim portfelu 50% lub 70%). Przywracanie proporcji do docelowych jest na szczęście dość łatwe w początkowej fazie inwestowania, w której dopłaty do portfela (nowe oszczędności) stanowią wysoki odsetek łącznej wartości Twojego portfela.
Zadanie zrównoważenia proporcji portfela znacznie ułatwi Ci plik do śledzenia inwestycji, który polecam prowadzić w 1 z tych 2 form:
- darmowy plik do śledzenia inwestycji stworzony przez mojego przyjaciela Piotrka, który opisaliśmy we wpisie „Akcje (10/10) – Własny arkusz do monitorowania inwestycji„. Arkusz jest potężny i prosty w konfiguracji, a najlepiej sprawdza się do portfeli niedywidendowych (moim zdaniem). Do tego Piotrek go na bieżąco aktualizuje, więc z czasem staje się coraz potężniejszy,
- płatne (ale bardzo tanie, jak na to, co oferuje) narzędzie myfund.pl – (mój link afiliacyjny, który da Ci 2 darmowe miesiące najwyższego abonamentu, a później 20% zniżki na pierwszy kupiony abonament), które najlepsze jest do portfeli dywidendowych (bo automatycznie dodaje napływające dywidendy i odsetki). MyFund nie zachwyca interfejsem (tak szczerze), ale nadrabia to potężną funkcjonalnością i bardzo bogatą paletą narzędzi do prowadzenia portfela inwestycyjnego.
Jak widzisz, do wyboru, do koloru, a większości osób na dobry start polecam próbę wykorzystania naszego narzędzia do śledzenia inwestycji, które dla początkujących powinno być wystarczająco dobre. Jeśli plik się sprawdzi, to pamiętaj, że Piotrkowi można postawić kawę, do czego serdecznie zachęcam, bo wiem, że pracuje naprawdę ciężko na każdą kolejną wersję pliku!
Za pomocą tego arkusza prosto zbadasz, czy portfel się sprawdza, jaka jest jego stopa zwrotu oraz czy jego proporcje należy zrównoważyć, czyli przywrócić do planowanych proporcji. A skoro już jesteśmy przy równoważeniu proporcji, to krótko opiszę, dlaczego jest to takie istotne.
Jak równoważyć proporcje portfela i dlaczego to bardzo ważne?
Równoważenie proporcji portfela do docelowych to ważny, ale często pomijany temat. Jest to niezwykle istotne, dlatego, że nie równoważąc proporcji portfela nieuchronnie będzie rósł udział akcji wobec obligacji (bo akcje na ogół zyskują więcej od obligacji), więc profil ryzyka Twojego portfela będzie zmieniał się w kierunku bardziej agresywnego. Oczywiście wielu inwestorom to może pasować, ale pamiętaj o tym, że jeśli planowałeś portfel 60% akcji i 40% obligacji, a po kilku latach masz np. 83% akcji i tylko 17% obligacji, to jeśli nadejdzie kryzys i na giełdzie wystąpi krach, to możesz się bardzo negatywnie zdziwić w kontekście tego, że Twój portfel nie straci np. 30-35%, a 50-55% lub więcej, bo zaślepiony rządzą zysku zapomniałeś zrównoważyć proporcji portfela do docelowych 60/40.
Rebalancing należy przeprowadzać mądrze, bo każda realizacja zysku sprawia, że musimy zapłacić podatek giełdowy. Dlatego najlepsza forma równoważenia proporcji portfela to po prostu dokupywanie tego, czego w portfelu brakuje za pomocą nowych środków, które inwestujemy (bo tylko tak nie generujemy zdarzeń podatkowych przy sprzedaży instrumentów finansowych). Oczywiście rebalancing za pomocą dopłat nie będzie możliwy dla kogoś, kto po kilku lub kilkunastu latach ma tak duży portfel, że nowe środki nie wystarczają już, by znacząco wpłynąć na proporcje portfela (wtedy będzie prawdopodobnie trzeba sprzedać / odkroić część pozycji, by kupić to, czego w portfelu brakuje). Pamiętaj jednak, że rebalancing jest ważny, bo jeśli ustaliłeś docelowe proporcje akcji do obligacji jako 60/40, a masz np. 85/15 to Twój portfel może być bardziej ryzykowny, niż Ci się wydaje.
Powiedzmy, że masz już portfel inwestycyjny i prowadzisz go w sposób regularny, wręcz rutynowy. Pora na poznanie głównych błędów poznawczych początkujących inwestorów i dowiedzenie się, jak im zaradzić, by inwestować skutecznie.
Krok 5 - unikaj częstych błędów początkujących i urealnij swoje oczekiwania wobec inwestowania
Ilu inwestorów, tyle błędów w inwestowaniu, ale są takie, które występują szczególnie często u początkujących inwestorów pasywnych i to właśnie je powinno się przewidzieć i wyeliminować w ramach kroku 5, czyli gdy już zbudujemy pierwszy portfel inwestycyjny. Uczmy się na błędach innych, a skoro tysiące inwestorów miało już takie problemy, to poczytaj o nich i zrozum, jak z tym walczyć, zanim przytrafią się także Tobie.
Unikaj nadmiernego ryzykowania bez świadomości swojej tolerancji ryzyka
Początkujących inwestorów bardzo często trapi nadmierne reagowanie na straty, gdy wybrali portfele o agresywnym profilu, np. o zwartości 80, 90 lub nawet 100 procent akcji. Zjawisko większego bólu przy odczuwaniu strat niż cieszenia się zyskami, gdy nasze inwestycje rosną, jest w świecie inwestowania powszechnie znane i nie jest niczym nowym, ale początkujący inwestorzy, którzy „zaszaleli” z udziałem akcji potrafią się o tym bardzo boleśnie przekonać w praktyce i to zwykle już po kilku miesiącach prowadzenia portfela.
Mechanizm jest bardzo prosty: nastają gorsze dni lub tygodnie na giełdzie i zamiast zysków mamy np. jeden lub kilka dni z rzędu, w których indeks akcji traci 2, 3, 4 lub 5 procent każdego dnia. Dla początkującego inwestora, który ma na giełdzie np. 20 tysięcy złotych oznacza to stratę np. 400, 600, 800 lub 1000 złotych w ciągu jednego lub kilku dni. Niewątpliwie jest to bolesne, ale świadomy inwestor wybierający portfel 90 lub 100 procent akcji musi wiedzieć, że historycznie takie spadki zdarzały się dość często i na rynku akcji nie jest to nic nadzwyczajnego.
Niby już znamy teorię i wiemy, że akcje bywają zmienne. Niby wiemy, że zdarzały się w historii nawet 55-80% obsunięcia indeksów akcji od szczytu. Niby wiemy, że nie powinno się inwestować środków, które potrzebujemy do życia (lub na jakieś wydatki „tu i teraz”). A mimo wszystko na ogół źle tolerujemy nawet niewielkie spadki, jednocześnie za normalność uznajemy sytuację, w której są ciągłe zyski, a nienormalność nawet krótkotrwałe bycie na stracie. Akcje to nie lokata lub obligacje i nie będzie tu nigdy ciągłych zysków. Aby mieć ponadprzeciętny zysk, trzeba ponieść ryzyko i to ryzyko objawia się tym, że co jakiś czas ceny akcji mocno i dynamicznie spadają, o czym wiedzą początkujący, ale chciwość popycha ich do portfeli 100% akcji, a później podejmują emocjonalne decyzje o wyjściu z inwestycji, gdy tylko przydarzą się pierwsze spadki (a to błąd!).
Jeśli cierpisz na ten problem, to zapoznaj się ze wpisem „Jak długo można być na minusie inwestując pasywnie?„, w którym udowadniam, że na minusie można być nawet po wielu latach regularnego inwestowania.
Nie zmieniaj strategii co kilka miesięcy (tylko dlatego, że sąsiad ma lepsze wyniki od Ciebie)
Niektórych początkujących inwestorów wprost „parzą ręce” i nie są w stanie prowadzić ustalonego portfela inwestycyjnego zbyt długo, bo zawsze znajdzie się ktoś osiągający lepsze wyniki od nich. Ten problem jest związany z ciągłym porównywaniem swoich inwestycji z innymi ludźmi, alternatywnymi produktami i czymkolwiek, co osiągnęło lepszą stopę zwrotu od naszych akcji, obligacji lub funduszy. Niestety także w inwestowaniu trawa wydaje się zawsze być bardziej zielona po tej drugiej stronie płotu (poza naszym portfelem i tym, gdzie ulokowaliśmy swoje oszczędności).
Dobrym przykładem jest ktoś, kto najpierw decyduje się na portfel złożony w 100% z indeksu akcji z rynków rozwiniętych MSCI World, a po kilku miesiącach widzi, że indeks S&P 500 (duże spółki notowane w USA) ma lepsze wyniki i nagle sprzedaje ETF na MSCI World i kupuje ETF na S&P 500, bo „ma wyższe zyski”. Nie rozumiem, czym kierował się ten inwestor, tworząc portfel inwestycyjny i co się zmieniło, że nagle chce inwestować w same spółki notowane w USA. Oczywistym błędem jest tu nierozumienie, że indeksy ważone kapitalizacją dostosowują swoje proporcje do… kapitalizacji krajów, więc USA nie zawsze stanowiło i będzie stanowić około 70% indeksu rynków rozwiniętych, więc zakup indeksu zbiorczego jest niejako „ubezpieczeniem przed ignorancją” dla kogoś, kto nie ma czasu na śledzenie bieżącej wartości rynków i ręczne sterowanie ich udziałem w portfelu.
Przeszłe stopy zwrotu nie powinny być jedynym powodem do zmiany składu swojego portfela na to, co w ostatnich miesiącach lub latach dawało lepsze wyniki inwestycyjne. Przeszłe wyniki nie są gwarantem przyszłych, o czym zapominają miliony początkujących inwestorów, którzy ciągle „gonią króliczka”, próbując maksymalizować swój wynik inwestycyjny i zupełnie zapominając o ryzyku, które ponoszą (i na które prawdopodobnie nie są gotowi).
Co sprawia, że niektórzy inwestorzy szukają „czegoś o wyższych zyskach” i skaczą z kwiatka na kwiatek? Przecież nie skończy się na S&P 500, bo wkrótce ta osoba odkryje nowy, lepszy indeks/ETF (np. na spółki technologiczne lub kryptowaluty). Pamiętaj, że praktycznie zawsze jest ktoś, kto osiąga lepsze wyniki od Ciebie i Twojego portfela inwestycyjnego i zaakceptuj to, a Twoje inwestowanie stanie się znacznie spokojniejsze niż dotychczas. Pamiętaj, że zawsze znajdzie się jakaś spółka lub ETF, która dała lepszą stopę zwrotu od spółek/ETF-ów, które masz w portfelu i takie gonienie króliczka zwykle sprawi, że podejmiesz się nieprzemyślanej i zbyt ryzykownej inwestycji, czego wkrótce będziesz żałował.
Nie sprawdzaj stanu portfela co 15 minut
Gdy zaczynałem inwestować, sprawdzałem stan portfela kilka razy dziennie. Po prawie 15 latach inwestowania na giełdzie stan portfela sprawdzam już raz na kilka tygodni, a plik do jego śledzenia służy mi tylko do równoważenia jego proporcji, gdy co miesiąc inwestuję nowe środki. Możliwość ciągłego sprawdzania stanu portfela może być przekleństwem inwestora długoterminowego.
Wiele osób mówi mi, że problemem nie jest to, że ich ciężko zarobione środki są wystawione na ryzyko notowań giełdowych, a to, że tak łatwo mogą dowiedzieć się o tym, że są dziś 100, 500 lub 1000 złotych do przodu, lub do tyłu. Jeśli sprawdzasz stan swojego portfela inwestycyjnego co 15 minut i tłumaczysz to tym, że potrzebujesz informacji lub chcesz lepiej zaplanować swoje inwestowanie, to nie ma nic w tym złego. Jeśli jednak sprawdzanie stanu Twojego portfela stało się dla Ciebie obsesją lub nałogiem i robisz to nawet kilkanaście razy dziennie, to znak, że zbyt dużą wagę przykładasz do krótkoterminowych wahań wartości swojego portfela.
Im częściej sprawdzasz stan portfela, tym większe prawdopodobieństwo do tego, że na coś „zareagujesz”. Reakcje bywają kompulsywne i często ich żałujemy, więc jeśli łapiesz się na tym, że stan portfela inwestycyjnego sprawdzasz częściej niż raz dziennie, to poważnie przemyśl ograniczenie sobie dostępu do narzędzia, w którym monitorujesz swój portfel. Spróbuj zrobić to przynajmniej na kilka dni, a zobaczysz, jak spokojne może być inwestowanie pieniędzy na giełdzie.
Nie ignoruj podatków i kosztów inwestowania
Częstym problemem wśród inwestorów o każdym poziomie zaawansowania jest przeświadczenie, że koszty inwestowania nie mają znaczenia tak długo, jak wynik jest odpowiednio wysoki. Objawia się to brakiem dbałości o niskie koszty inwestowania. Moment, w którym przestajesz zwracać uwagę na płacone przez siebie prowizje i opłaty, zwłaszcza koszty bieżące/roczne, czyli te, które płaci się na bieżąco, jest często momentem, kiedy nieświadomie popełniamy największy błąd w inwestowaniu.
Odkąd w 2019 roku założyłem blog o inwestowaniu inwestomat.eu setki ludzi pisały mi o tym, że od lat inwestują w drogie fundusze prowadzone przez TFI (Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych) z marnym rezultatem. Ciężko się dziwić, że ich wyniki były słabe, jeśli TFI pobierało przez lata 2-3% opłaty w skali roku niezależnie od tego, czy fundusze przynosiły zyski, czy straty (a jak były zyski, to często pobierały dodatkowe 1-2% premii za wyniki!). O drogich funduszach prowadzonych przez TFI pisałem już we wpisie „Fundusze TFI kontra fundusze ETF, czyli jak przestać inwestować drogo„, porównując je do znacznie tańszych ETF-ów, w które zresztą często te fundusze od TFI inwestują, nakładając na inwestora 10-krotnie, a nawet 20-krotnie wyższe koszty niż koszt ETF-ów (!). Redukuj koszty swojego inwestowania, bo to na nie masz największy bezpośredni wpływ.
Skoro już przy podatkach jesteśmy, to bardzo częstym błędem doświadczonych inwestorów jest zbyt liberalne podejście do płacenia podatku Belki (tego od odsetek i dywidend) i podatku giełdowego (tego od zysku z transakcji na instrumentach finansowych). Zaskakująco często spotykam inwestorów, którzy w ciągu 1 roku potrafią 3-4-krotnie obrócić całą wartością portfela, realizując wysokie zyski na bieżąco i sprawiając, że powstaje obowiązek podatkowy. Jeśli uważasz się za inwestora długoterminowego, to pamiętaj, że ciągłe płacenie podatku giełdowego od zysku z transakcji może znacznie uszczuplić stan Twojego portfela wobec sytuacji, w której odroczyłbyś ten podatek, nie sprzedając tak często swoich papierów wartościowych.
Dlatego zwróć uwagę na to, jak często i jak wysoki podatek giełdowy płacisz i pamiętaj, że nie musisz ciągle realizować zysku, aby go osiągnąć (dowodzi tego długoterminowe inwestowanie w fundusze indeksowe — w tym ETF-y – typu akumulującego, które pozwala odraczać płacenie podatku o wiele, wiele lat). Podatki są w inwestowaniu prawie tak szkodliwe, jak wysokie koszty, więc pamiętaj, by nie „szaleć” z równoważeniem proporcji oraz z liczbą transakcji, bo zwiększa ona zarówno koszty inwestowania, jak i podatki, które zapłacisz.
To tyle, jeśli chodzi o 5 pierwszych kroków w inwestowaniu, z czego najważniejszym jest krok 5. czyli opanowanie psychologii inwestowania. Jeśli wpis Ci się przydał, ale ciągle czujesz niedosyt, to sprawdź też moją książkę o inwestowaniu, która jeszcze lepiej tłumaczy podstawy inwestowania pasywnego.
Książka o tym, jak zacząć inwestować
Jeśli ten wpis i wszystkie podlinkowane w nim wpisy Ci nie wystarczyły i chciałbyś mieć to wszystko w 1 miejscu, to serdecznie zachęcam do zamówienia mojej książki zatytułowanej „Inwestowanie dla każdego”,, w której podaję to wszystko „na tacy” w poprawnej kolejności i w formie dużo bardziej rozwiniętej niż w tym mimo wszystko skrótowym wpisie. W chwili, gdy piszę ten wpis, nabywców znalazło już ponad 23 000 egzemplarzy, czyniąc ją „podwójnym bestsellerem” w dziedzinie inwestowania :). Książka otrzymuje też bardzo dobre recenzje, które przeczytasz na tych portalach:
i setki podziękowań od zadowolonych czytelników. Moją pierwszą książkę wyróżnia praktyczny język i brak „wodolejstwa”, dzięki czemu można ją przeczytać w kilka dni, nabywając dużo praktycznej wiedzy o tym, jak zacząć inwestować. Jeśli nie chcesz wydawać około 100 złotych na książkę (co oczywiście zrozumiem), ale mimo to chcesz ją przeczytać, to pamiętaj, że książkę można znaleźć też w bibliotece w każdym średnim i większym mieście w Polsce (wysłałem po 1 egzemplarzu do ponad 80 bibliotek rozsianych po całej Polsce), więc zachęcam do sprawdzenia dostępności w swojej lokalnej bibliotece :).
Podsumowanie
Powiedzmy, że skorzystałeś z wszystkich instrukcji zawartych w tym wpisie i zbadałeś swoje cele inwestycyjne, preferencje, tolerancję ryzyka i ułożyłeś plan na pierwszy portfel inwestycyjny. Poza planem masz też konto lub konta maklerskie, wiesz, jak tanio wpłacać na nie środki i jak optymalnie składać zlecenia. Może nawet już kupiłeś pierwsze instrumenty finansowe (ETF-y i obligacje) oraz założyłeś i prowadzisz plik do śledzenia inwestycji. Brakuje Ci jednak jednego – doświadczenia w inwestowaniu – którego nie nabędziesz z żadnego wpisu ani książki i do którego… musisz po prostu zacząć inwestować. Nawet pomimo świadomości częstych błędów w inwestowaniu, większość z nich będziesz musiał niestety poczuć na własnej skórze i pokonać własnym doświadczeniem, dlatego po prostu zacznij i nie szukaj dalej wymówek, bo odraczanie inwestowania na ogół nie ma większego sensu.
Po przeszło 14 latach inwestowania na giełdzie wiem już, że największą trudnością w inwestowaniu nie jest ustalenie odpowiedniego planu ani wybór kont, ale pokusa, by nie trzymać się swojej strategii lub by ciągle ją zmieniać. Dobry inwestor wygrywa cierpliwością i konsekwencją, a nie sprytem i kombinowaniem, więc życzę Ci wielkiej wytrwałości, która przynosiła historycznie w długim terminie świetne rezultaty.
W inwestowaniu – jak we wszystkim innym – bardzo ważne jest także dobre samopoczucie, więc pamiętaj, by (zwłaszcza na początku) priorytetyzować bezpieczeństwo i komfort ponad ewentualną wyższą stopę zwrotu (i wyższe ryzyko). Co Ci po portfelu, który w teorii przynosił wyższe stopy zwrotu, jeśli nie wytrzymasz i w najgorszym momencie, czyli po spadkach spanikujesz i sprzedasz swoje instrumenty finansowe, osiągając finalnie bardzo słaby wynik inwestycyjny (i przeżywając po drodze sporo stresu)?
Koniecznie daj znać w komentarzach, czy wpis się podobał, czego zabrakło i jeśli już to wszystko wiedziałeś, ale od lat masz problem z przekonaniem przyjaciela, członka rodziny, a może drugiej połówki do rozpoczęcia inwestowania, to koniecznie prześlij mu link do tego wpisu, a może zacznie inwestować swoje pieniądze w lepszy sposób niż większość z nas, gdy lata temu zaczynała inwestować. Z góry serdeczne dzięki i do zobaczenia w komentarzach pod wpisem!
Zapisz się do mojego newslettera:
Wyraziłeś/-aś chęć zapisu do mojego newslettera. Teraz sprawdź swoją skrzynkę E-mail i potwierdź chęć zapisania się.
Zastrzeżenie
Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.



















