Na ścieżce do finansowej niezależności

Na szlaku do finansowej niezależności – aktualizacja 2022

W połowie drogi do FIRE.

Wpis ten zdecydowałem się napisać spontanicznie, czując, że od wydanego ponad rok temu tekstu „Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności” tak naprawdę nie pisałem o FIRE w swoim kontekście. Osobom, które są tutaj pierwszy raz, lub wcześniej nie interesowały się wpisami o ruchu FIRE, czyli przyspieszonej emeryturze i życiu z własnego kapitału przedstawię kilka informacji o swoim planie. Na szlaku do finansowej niezależności jestem od około 8 lat, czyli od drugiej połowy 2013, kiedy to zacząłem pełnoetatową pracę jako inżynier w Szwecji, szybko zauważając, że praca do 65 roku życia po prostu nie jest dla mnie.

I nie zrozum mnie źle, bo bynajmniej nie należę do osób leniwych, o czym, mam nadzieję, wie każdy, kto kiedykolwiek zadał mi pytanie w komentarzach lub prywatnej wiadomości, otrzymując odpowiedź w ciągu maksymalnie kilku dni. W moim życiu jednak możliwość wyboru i jego dowolności jest wartością o wiele silniejszą niż krzewiony w Polsce od pokoleń „etos pracy do sześćdziesiątki piątki”, więc kilka lat temu podjąłem decyzję o tym, że w wieku 40 lat nie chciałbym już musieć pracować. Obecnie mam 32 lata i już 8 lat oszczędzania i inwestowania za sobą, dzięki którym mogę wyciągnąć sporo wniosków na temat ruchu FIRE i dążenia do finansowej niezależności, którymi chciałbym się z Tobą podzielić w tym wpisie.

Podcast

YouTube

W skrócie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Gdzie na drodze do finansowej niezależności obecnie jestem.
  • Czy uda mi się osiągnąć wolność finansową przed czterdziestką.
  • Jak zmieniały się w czasie moje dochody i wydatki.
  • Jak zmienia się z czasem mój sposób inwestowania pieniędzy.
  • Jakimi przemyśleniami i radami mógłbym się podzielić z osobą mającą podobny plan.

Moje finanse po 8 latach oszczędzania

W tej części będę mocno nawiązywał do tekstu „Etapy osiągania wolności finansowej. Na którym z nich jesteś?„, w którym przedstawiłem siedem przykładowych etapów dążenia do finansowej niezależności. W tamtym wpisie etapem piątym nazwałem „sześć zer”, czyli osiągnięcie magicznej kwoty miliona złotych wartości majątku, co w jednym z kolejnych wpisów o FIRE zweryfikowałem, ustalając, że etap ten zależy jednak od pokrycia wydatków swoim pasywnym dochodem, a nie od uzbieranej kwoty, która dla każdego może być inna.

Czym zatem jest etap piąty drogi do FIRE? Opierając się na „4 rodzaje FIRE, czyli wolność finansowa zwykła, szybka, powolna i niepełna” powiedziałbym, że to moment, w którym osoba mogłaby przejść na tzw. Barista FIRE, czyli niepełną/połowiczną emeryturę. Prostszym językiem: etap piąty ścieżki do FIRE następuje wtedy, kiedy swoim pasywnym dochodem (np. odsetkami i dywidendami) jesteś w stanie pokryć 50% wydatków swoich lub swojego gospodarstwa domowego. Dlaczego tak skupiam się na piątym etapie? Robię to, ponieważ jest to naturalny następny krok na szlaku do mojej finansowej niezależności.

Na którym etapie FIRE obecnie jestem?

Trudność określenia momentu osiągnięcia piątego etapu ścieżki do FIRE polega głównie na zmienności wydatków, które w różnych okresach życia bywają różne i nie wszystkie da się prosto zredukować. Świadczy o tym fakt, że od wydanego w lutym 2021 roku wpisu „Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności” zdążyłem już nieco „przesunąć” kwoty wymagane do osiągnięcia każdego z moich etapów FIRE (patrz: kolumna „kapitał” w tabeli poniżej).

Z uwagi na bardzo dobre lata w kontekście inwestowania, co podsumowałem wcześniej we wpisach „W co inwestować w 2021 roku? Mój portfel na I półrocze 2021” oraz „W co inwestować w 2022? Mój portfel na 2022 rok” udało mi się osiągnąć „magiczną kwotę” jednego miliona złotych, co coraz bardziej zbliża mnie do etapu 5, w którym mógłbym już sobie odpuścić pełnoetatową pracę. Jako że to rozdział o zarabianiu i oszczędzaniu to chciałbym jednak podkreślić ogromną rolę zwiększania zarobków, bez której mógłbym zapomnieć o tak dynamicznym wzroście swojego kapitału netto:

Na szlaku do finansowej niezależności - gdzie jestem na drodze do FIRE

Dla niektórych dość szokujące może być to, że w ciągu ostatnich 2,5 roku niemal podwoiłem wartość uzbieranego kapitału, co wynikło z naprawdę dobrych lat 2020 i 2021 w moim inwestowaniu oraz z bardzo dynamicznie zwiększających się zarobków. Mimo że jak zwykle nie podaję dokładnych liczb, to wartości, które pokazałem w powyższej tabeli mogą podpowiedzieć jakimi kwotami dysponuję i – co istotniejsze – jakie kwoty są moimi kolejnymi celami.

No właśnie – cele w kontekście wczesnej emerytury i finansowej niezależności są dla mnie przynajmniej równie ważne, co aktualny stan mojego konta i aktualna wartość mojego majątku. Skoro już przy celach jesteśmy, to z moich obliczeń wynika, że równowartość dzisiejszych 2,5 milionów złotych wystarczyłaby mi na przejście na tzw. Barista FIRE, czyli możliwość luźniejszej pracy np. jako freelancer na pół etatu i pokrywania części kosztów życia przez wpływy z inwestycji. Dzisiejsze 5 milionów złotych, czyli jakieś 1,1-1,2 miliona dolarów zainwestowane w rozsądny sposób wystarczyłoby mi i mojej rodzinie na spokojne życie z samego kapitału przez przynajmniej 40 lat. Dlaczego podkreśliłem słowo „dzisiejsze”? Otóż pieniądz będzie tracił z czasem na wartości, więc 5 milionów złotych z 2022 roku, może oznaczać 6 lub 7 milionów złotych w roku 2029, lub 2030.

W liczeniu dokładnej kwoty wymaganej do osiągnięcia FIRE pomóc może wpis „Ile pieniędzy potrzebujesz by przejść na wczesną emeryturę? Reguła 4%„, ale podejrzewam, że dla większości mieszkających w Polsce rodzin byłoby to pomiędzy 3 a 8 milionów złotych, które dla większości osób jest kwotą absurdalnie wysoką. Ciężko się temu dziwić skoro żyjemy w kraju, w którym ogół nie oszczędza prawie wcale, a jeśli już to robi, to wybiera lokaty o niskim oprocentowaniu, zupełnie nie wykorzystując potęgi procentu składanego.

Dodaj do tego słabe wykorzystanie kont IKE i IKZE i prowadzenie ich w mało lukratywnych i drogich formach, które opisałem we wpisie „Ile osób ma IKE lub IKZE? Gdzie je prowadzimy i ile na nich zgromadziliśmy?” i masz receptę na kraj, gdzie FIRE brzmi jak mrzonka, a nie jak plan na życie. A szkoda, bo ja traktuję je bardzo poważnie, co widać choćby po kwocie uzbieranego kapitału i odpowiedzialnym podejściu do jego inwestowania, które w ramach tego bloga staram się propagować. Przejdźmy do bardzo ważnego aspektu planu, którym są miesięczne dochody i wydatki i ich ewolucja w czasie.

Moje dochody i wydatki w kontekście FIRE

Zarobki i zdolność do oszczędzania to często niewystarczająco dobrze omawiany i niedoceniany przez blogerów temat, przez co entuzjaści FIRE dość mylnie wierzą, że jego motorem jest ponadprzeciętne inwestowanie i gigantyczna średnia roczna stopa zwrotu, a nie konsekwencja w oszczędzaniu. Jest to spory błąd, bo prawdziwym motorem dążenia do finansowej niezależności przed „ustawową” emeryturą jest zwiększanie swojej zdolności do oszczędzania, które osiąga się poprzez zwiększanie zarobków i redukcję wydatków.  

W moim przypadku zarobki odgrywają i odgrywały ogromną rolę, bo gdyby nie one to w lipcu 2020 roku nie mógłbym napisać i wydać wpisu „Dlaczego odkładam 70% z każdej wypłaty? Ruch FIRE” po raz pierwszy przyznając, że jestem entuzjastą finansowej niezależności i przyspieszonej emerytury. W moim życiorysie znajdują się jednak pewne okresy, w których miesięczne oszczędności były relatywnie niskie i sprawiały, że inwestowałem maksymalnie 20-30% swojej wypłaty:

  • W latach 2010 – 2013, czyli kiedy byłem w wieku 21 – 24 lat, uczyłem się inwestować, ale na drobnych kwotach, które udało mi się oszczędzić dzięki dorywczej pracy.
  • W latach 2014 – 2017 oszczędzałem i inwestowałem około 50% swojej wypłaty, bo na tyle pozwalała moja szwedzka pensja i szwedzkie wydatki.
  • „Kryzysem” w mojej drodze do FIRE były lata 2018 – 2019, w których znacząco spadły moje zarobki, sprawiając, że większość wzrostu mojego majątku netto zawdzięczam wtedy inwestowaniu, a nie oszczędzaniu, bo dokładałem wtedy do portfela inwestycyjnego bardzo niewielkie środki.
  • Lata 2020 – 2022, czyli czasy, w których przeszedłem na jednoosobową działalność gospodarczą i pracuję jako konsultant w IT, przy okazji po godzinach prowadząc ten blog i podcast, wiążą się dla mnie z ciągłym i dynamicznym zwiększaniem zarobków z pracy przy jednoczesnym zachowaniu wydatków 2-osobowego gospodarstwa domowego.

Wszystkie powyższe okresy zobaczysz na wykresie, na którym kolorami różowym i niebieskim oznaczyłem skumulowane, dochody, a za pomocą czerwonej linii moje relatywne do nich koszty życia. W ciągu ostatnich kilku lat, dzięki boomowi na rynku IT, udało mi się znacząco zwiększyć swoje dochody z pracy, ale przewiduję, że w ciągu kolejnych kilku lat znajdą się one raczej w stagnacji, co widać po prawej stronie czarnej pionowej linii na wykresie:

Na szlaku do finansowej niezależności - dochody i wydatki plan

Na powyższym wykresie warto zwrócić uwagę na granatowy obszar opisany jako „dochody z innych źródeł”, w którym umieszczam bardziej pasywne źródła dochodu, np. dywidendy i odsetki. To właśnie z tych środków zamierzam się utrzymywać już za parę lat, stopniowo przełączając coraz większą część mojego portfela na instrumenty finansowe płacące dywidendy. Według wykresu, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to finansową niezależność osiągnę gdzieś w roku 2031 – 2032, czyli w okolicy przecięcia się linii czerwonej z granatową. Wspomniane przecięcie oznacza możliwość pokrycia 100% kosztów życia z pasywnych wpływów lub aktywnych wypłat z zainwestowanego kapitału, a więc jest kluczowym momentem w drodze do FIRE.

Jak uzasadnić znaczący spadek dochodów z pracy w latach 2026 – 2032? Pracę planuję wygaszać stopniowo, powoli przechodząc w tryb bardziej „dorywczy”, czyli pracując albo kilka dni w tygodniu, albo np. 4 – 6 godzin każdego dnia. Ma to jeden ogromny plus, bo będę miał dzięki temu więcej czasu na pisanie wpisów na blogu, nagrywanie podcastów i tworzenie klipów na YouTube (a może nawet wreszcie napiszę książkę ;D), co pozytywnie przełoży się na moją produktywność. Wiele osób powie, że jest to dość defensywny plan, bo licząc na bardzo dobre lata na giełdzie, sam obecnie uzbierany przeze mnie kapitał mógłby przynieść mi przynajmniej połowę kwoty, którą chcę uzbierać.

Dodałbym jeszcze co nieco o wydatkach, czyli czerwonej linii, która w każdym momencie (całkiem logicznie) osiąga wartości niższe od sumy obszarów różowego i granatowego, czyli sumy moich dochodów. Zwróć uwagę na to, że w latach 2013 – 2017, czyli podczas mojego „szwedzkiego epizodu” wydawałem na życie znacznie więcej, niż po powrocie do Polski, ale gdy wróciłem do ojczyzny, wcale nie zredukowałem wydatków tak mocno, jak mógłbym to wtedy zrobić. To dobry moment na jedno przemyślenie dotyczące balansu dochodów z wydatkami, którym chciałbym się z Tobą podzielić, przyznając, że jak na członka ruchu FIRE jestem dosyć rozrzutny, zwłaszcza jeśli chodzi o rzeczy, które sprawiają mi prawdziwą przyjemność.

Rozsądne a ekstremalne oszczędzanie

Wśród osób dążących do wczesnej emerytury bardzo popularne wydaje się tzw. ekstremalne oszczędzanie. Wystarczy poczytać wątki o FIRE na forum Bogleheads.org, by spostrzec, że graniczące ze skąpstwem odkładanie każdego możliwego grosza jest dla wielu osób równie istotne, co rozsądne i tanie inwestowanie. Sam do tych osób nie należę, wydając dość sporo na pewne przyjemności życia, do których należą np. podróże, bardziej wyrafinowane herbaty, czy kraftowe piwo.

Żadnego z powyższych przecież nie musiałbym kupować, mogąc je łatwo zastąpić tańszymi zamiennikami, być może przyspieszając swoje FIRE o rok, dwa lub trzy, ale znacząco pogarszając swój obecny standard życia, czego naprawdę nie chcę i nie zamierzam robić. Jestem zwolennikiem solidnego oszczędzania i inwestowania, ale „bez przesady”, bo nic nie „ciśnie” mnie, by finansową niezależność osiągnąć w 2028, a nie 2030 roku, więc podobna presja byłaby sztuczna, bezsensowna i pozbawiłaby wiele radości z moich stale dość wczesnych lat życia.

Wyjaśnię Ci teraz to, jak sam podchodzę do zarabiania, oszczędzania i inwestowania, bo przecież do FIRE można dojść na wiele sposobów. Powiedzmy, że trzy różne osoby chcą oszczędzić 5000 złotych miesięcznie, ale każda z nich ma zupełnie inne zarobki. W kontekście FIRE zarabianie 6000 złotych i wydawanie tylko 1000 złotych miesięcznie będzie dokładnie tym samym, co zarabianie 15 000 złotych przy wydawaniu aż 10 000 złotych miesięcznie:

Na szlaku do finansowej niezależności - gdzie jest granica rozsądku w osiąganiu FIRE

Dlaczego dzielę się dzisiaj tą oczywistością? Chcę zwrócić uwagę na to, że wynajmowanie pokoju w mieszkaniu za 1100 złotych i akceptowanie faktu, że żyjemy ze studentami, zamiast wynająć sobie mieszkania za 2500 złotych miesięcznie może nie być warte dodatkowej oszczędności wynoszącej 1400 złotych miesięcznie. Finanse finansami, ale bez odpowiedniej przestrzeni i spokoju, który gwarantuje własne mieszkanie, być może nigdy nie zacząłbym prowadzić tego bloga, ani nigdy nie osiągnąłbym pewnych sukcesów zawodowych, które bez możliwości skoncentrowania się na celu byłyby po prostu niewykonalne.

Im dłużej prowadzę tę stronę i im więcej maili otrzymuję od czytelników, tym bardziej oczywiste staje się dla mnie, że dążący do FIRE często obsesyjnie wręcz skupiają się na redukcji wydatków, niewystarczająco koncentrując się na zwiększaniu zarobków. Dla wielu czytających ten wpis z pewnością zabrzmię jak rozpuszczony millenials, ale 70% (obecnie 80% i więcej) swojej wypłaty nie oszczędzam poprzez bardzo skromne życie, a dzięki dynamicznie zwiększanym zarobkom i utrzymywaniem mniej więcej podobnego stylu życia, czyli „nieźle, ale bez szaleństw”.

Polub moją stronę na Facebooku!

Znajdziesz tam mnóstwo przydatnych informacji o finansach i inwestowaniu

Przemyślenia w kontekście zarabiania

Skoro jesteśmy już przy zarabianiu to ponad dwa lata temu napisałem tu wpisy „Jak skutecznie negocjować podwyżkę? Instrukcja krok po kroku” i „Jak wybrać przyszłościowe studia? Co wziąć pod uwagę?” w których podzieliłem się swoimi przemyśleniami w kwestiach wyboru ścieżki kariery i odpowiedniego jej poprowadzenia w kontekście pensji. Najlepszym podsumowaniem mojej 9-letniej ścieżki zawodowej może być to, że moje zarobki na godzinę wzrosły od jej rozpoczęcia już ponad 4-krotnie, a moje wydatki od lat praktycznie stoją w miejscu.

Pozwala mi to z czasem oszczędzić coraz więcej, dzięki czemu także wartość mojego portfela i płynący z niego pasywny dochód z inwestycji znacząco rośnie z czasem, dodając mi wiele życiowego komfortu. Świadczy o tym to, że jeszcze przed założeniem rodziny udało mi się uzbierać i zainwestować na giełdzie dość spory kapitał, dzięki któremu nie mam między innymi potrzeby, by na tym blogu agresywnie zarabiać, a zasięgi „monetyzować” kosztem np. jakości wpisów i autentyczności.

Nie każdy jednak jest lekarzem, prawnikiem albo ekspertem IT, a w wielu zawodach pięciocyfrowe miesięczne zarobki mogą być trudne lub niemożliwe do osiągnięcia. Nie dziwię się możliwej frustracji takich osób, które trafiają na moje wpisy, odbierając je tak jakby były one dedykowane wysoko opłacanym specjalistom, a nie przeciętnemu obywatelowi Polski. Obronię się, pisząc, że niemal w każdym zawodzie są możliwości rozwoju, awansów i zwiększania zarobków, więc naprawdę polecam wzięcie spraw w swoje ręce, rozmowę z szefem i zaakceptowanie większej odpowiedzialności, które często wiąże się z podwyżką, która do osiągnięcia FIRE może być po prostu niezbędna.

Przemyślenia w kontekście wydatków

Wydatki są moją słabą stroną o tyle, że nie prowadzę zaawansowanych budżetów, wyznając zasadę, że oszczędzanie na drobnych rzeczach ma o wiele mniejszy sens, niż redukcja tych większych wydatków. Jestem osobą, która o wiele więcej energii spędza na samodoskonaleniu, podnoszeniu kwalifikacji i po prostu stawaniu się coraz przydatniejszym pracownikiem, niż na poszukiwaniu możliwości drobnych oszczędności w swoim miesięcznym budżecie.

Nie oznacza to, że poddaję się inflacji stylu życia i przy każdej podwyżce pozwalam sobie na coraz większe wydatki. Jestem minimalistą, do czego przyznałem się w tekście „Praktyczny minimalizm, czyli o wiele mniej zmartwień” i moje podejście z czasem nie zmienia się jakoś drastycznie. Wiele osób dziwi się tym, jak dużą miarę przykładam do oszczędzania na kwotach prowizji transakcyjnych i prowizji za zarządzanie w inwestowaniu, ale skoro planuję inwestować jeszcze kilkadziesiąt lat, to w długim terminie pozwoli mi to osiągnąć o wiele wyższe stopy zwrotu niż osobie inwestującej w ciemno w drogie fundusze aktywne.

Biorąc pod uwagę powyższe, często dziwi mnie to, jak ludzie spędzają 7 – 14 dni wybierając telefon komórkowy będący wydatkiem rzędu 1000 – 1500 złotych, jednocześnie inwestując o wiele większe kwoty w fundusze inwestycyjne kosztujące 3% rocznie i więcej. Ten fragment podsumuję, pisząc, że skupiam się na wzroście zarobków i przeciwdziałaniu inflacji stylu życia, z którego jednak jestem i chcę być zadowolony, więc nie rezygnuję z tego, co sprawia mi przyjemność, by przyspieszyć swoje FIRE o rok czy dwa. Przejdźmy do części inwestycyjnej wpisu, która na szlaku do finansowej niezależności jest przynajmniej równie ważna do tej związanej z zarabianiem i oszczędzaniem.

Moje inwestycje po 8 latach

Jak już wspomniałem, moje inwestowanie odgrywa w planie osiągnięcia finansowej niezależności przed czterdziestką ogromną, wręcz kolosalną rolę, ale z czasem bardzo ewoluuje. Do zrozumienia tego fragmentu niemal niezbędne będzie zapoznanie się najpierw z artykułem „Dlaczego inwestuję, czyli moja droga do finansowej niezależności„, w którym ponad rok temu opisałem swoje podejście do inwestowania w kontekście FIRE. Od czasu wydania wpisu jednak sporo się zmieniło, więc chciałbym podzielić się wnioskami, które wyciągnąłem w ostatnich 12 miesiącach inwestowania w kontekście FIRE.

Jak zmienia się z czasem moje inwestowanie?

Z jednej strony dwa lata z rzędu z wynikiem około 20% rocznie „na plusie” to dla defensywnego inwestora, jakim niewątpliwie jestem, spore osiągnięcie. Z drugiej strony, gdy wracam myślami do przeszłości, próbując przypomnieć sobie to, ile czasu zajęła mi selekcja odpowiednich spółek i obligacji korporacyjnych, dochodzę do bardzo dwuznacznych wniosków. Okazuje się bowiem, że gdybym na początku swojej drogi inwestycyjnej, czyli w roku 2011 zdecydował się na zakup prostego ETF-a na akcje z całego świata, to moja średnia roczna stopa zwrotu z inwestycji byłaby w ostatniej dekadzie tylko 2,5 punktu procentowego niższa niż przy moim aktywnym inwestowaniu.

Oczywiście w długoterminowym inwestowaniu owe 2,5 pp. różnicy to bardzo dużo, ale gdy zastanawiam się nad tym ile czasu zajmowało mi uczenie się inwestowania i ustalanie odpowiedniej strategii to dochodzę do wniosku, że równie dobrze mogłem poświęcić go na jeszcze szybsze zwiększanie swoich zarobków. Nie oznacza to, że przestaję inwestować aktywnie i od teraz do końca życia kupuję jeden prosty ETF (np. V80A lub VWRA), ale z czasem prawdopodobnie będę przechodził na coraz bardziej pasywne i coraz bardziej globalne inwestowanie, co przedstawiłem na poniższym wykresie:

Na szlaku do finansowej niezależności - ewolucja stylu inwestowania

Co konkretnie oznacza dalszy mój ruch w górnej lewej ćwiartce powyższego diagramu? Nie więcej, niż to, że coraz więcej samodzielnie kupionych akcji i obligacji sukcesywnie zastępuję agregatami, czyli np. ETF-ami lub funduszami inwestycyjnymi, oraz to, że coraz większą częścią kapitału migruję z Polski (akcje z GPW, obligacje korporacyjne) za granicę. Czy to sprawia, że z czasem staję się „Bogleheadsem”, a mój portfel jest i będzie wymagał prawie zerowego zarządzania?

Nie do końca, bo na dobre spółki dywidendowe i (niekiedy) trochę spekulacji zawsze znajdzie się w nim miejsce, ale z czasem redukował będę np. liczbę instrumentów i stopień skomplikowania portfela, by ułatwić sobie życie, jednocześnie zwiększając potencjał do osiągnięcia ponad rynkowej stopy zwrotu. Więcej informacji o moim nowym, uproszczonym podejściu do inwestowania zamieszczam poniżej, bo jest to na tyle ważne, że zasługuje na osobny akapit.

Mój stale upraszczany portfel inwestycyjny

Od ponad 5 lat w moim portfelu znajdują się zarówno typowo pasywne fundusze indeksowe, a konkretniej ETF-y, jak i wiele samodzielnie wybranych emisji obligacji korporacyjnych i akcji spółek giełdowych. Sprawia to, że oparte na regułach, niemal algorytmiczne inwestowanie było dla mnie ciężkie, jeśli nie niemożliwe, więc, zamiast stosować skomplikowane strategie inwestycyjne, po prostu ustaliłem sobie szereg prostych zasad „cenowych”, których od tego czasu przestrzegam.

Wspomniane zasady opisałem pod koniec wpisu „Jak przygotować portfel inwestycyjny do emerytury?„, a polegają one na zmianach proporcji akcje / obligacje w portfelu w zależności od wskaźników cenowych (C/Z, C/WK) indeksu światowych akcji. Oznacza to, że posiadam więcej akcji, gdy na rynkach jest tanio, a więcej obligacji, gdy na rynkach jest drogo, co jest dość zdroworozsądkowe, ale w długim terminie mocno komplikuje zarządzanie portfelem. Gdyby ktoś zajrzał do mojego portfela inwestycyjnego teraz, to w poszczególnych kategoriach i na poszczególnych kontach znalazłby poniższe instrumenty finansowe:

Na szlaku do finansowej niezależności - części mojego portfela i klasy aktywów

Powyższe oznacza, że w ostatnich miesiącach dokonałem na swoich kontach, zwłaszcza IKE i IKZE dość dużych zmian:

  • Na IKE i IKZE posiadam obecnie same tanie i pasywne ETF-y na akcje światowych spółek giełdowych.
  • Poza IKE i IKZE posiadam wszystkie swoje obligacje, ETC na kruszce / surowce oraz aktywa egzotyczne w rodzaju kryptowalut, które rzadko stanowią więcej niż 2% mojego portfela, stąd nie pojawiają się nawet we wpisach portfelowych wydawanych przeze mnie co pół roku.
  • To, czego nie widać na powyższym diagramie to liczba instrumentów w każdej kategorii, czyli w każdym prostokącie. Z czasem staram się znacząco ją redukować, o czym świadczy to, że w częściach obligacyjnej i akcyjnej mam już łącznie poniżej 25 instrumentów (kiedyś było to 50 i więcej, co sprawiało, że zarządzanie portfelem było prawdziwym koszmarem).

Ogółem: ten i kolejne lata z pewnością upłyną pod znakiem prostoty i dalszego formułowania mojej aktywno – pasywnej strategii inwestycyjnej. Jest ona o tyle pasywna, że uzbierane na IKE i IKZE środki, które po 5 latach wpłat wynoszą już łącznie około 200 tysięcy złotych, zamierzam inwestować wyłącznie w ETF-y akcyjne, które będę tam trzymał niezależnie od sytuacji na rynkach akcji. Pozostałą częścią portfela zarządzam trochę bardziej aktywnie, ale zgodnie z regułami, które sprawiają, że zwykle mógłbym nie sprawdzać stanu portfela przez 3 – 6 miesięcy, dalej spełniając ustalone przez siebie reguły. Dekada inwestowania na giełdzie pozwoliła mi wysnuć kilka wniosków, którymi chciałbym się teraz podzielić.

Przemyślenia w kontekście inwestowania

Jako że jest to wpis z aktualizacją mojej drogi do FIRE, to wspomnę teraz o pułapkach inwestowania, które mogą przeszkodzić Ci na szlaku do finansowej niezależności. Należą do nich poniższe:

  • Inwestorzy śpieszą się, mając nierealistyczne oczekiwania. Po przeczytaniu wcześniejszej części wpisu część z nich mogłaby pomyśleć „hej, uzbieranie 5 milionów złotych jest proste, bo wystarczy mieć 800 tysięcy złotych i corocznie przez 10 lat osiągać 20-procentowy zwrot z inwestycji”. Jedyny problem w tym, że jest to trudne do osiągnięcia nawet przez profesjonalistów, więc, zamiast 20%, o wiele lepiej założyć stopę zwrotu netto w rejonie 5-10% i nie rozczarować się.
  • Inwestorzy bardzo komplikują sobie życie, tworząc niezwykle złożone, a niekoniecznie efektywne portfele inwestycyjne. Niezliczona liczba spółek i ETF-ów w portfelu, nadmierne rozdrobnienie kapitału, brak dbałości o niskie koszty inwestowania oraz próba obstawiania konkretnych koni w gonitwie, na której analizę nawet nie mają czasu to podstawowe „grzeszki” początkujących, których łatwo uniknąć budując jeden z prostych portfeli inwestycyjnych, które opisałem we wpisie „Proste inwestowanie pasywne – najlepsze portfele dla zabieganych„.
  • Inwestorzy bagatelizują rolę zwiększania zarobków, spodziewając się, że samo inwestowanie przyniesie im FIRE. Uważam, że FIRE dzięki samemu inwestowaniu jest możliwe, ale nie w horyzoncie 10 – 15-letnim (patrz: mój plan na FIRE), a w perspektywie np. 30-letniej. Zobacz też: Coast FIRE, które opisałem we wpisie „4 rodzaje FIRE, czyli wolność finansowa zwykła, szybka, powolna i niepełna„, które polega na uzbieraniu kwoty około miliona złotych, zainwestowaniu jej i poczekaniu np. 25-30 lat, czyli do momentu, gdy osiągnie ona wymagany przez nas pułap do przejścia na przyspieszoną emeryturę.

Powyższe trzy to główne problemy z inwestowaniem w kontekście finansowej niezależności, a każdy z nich bardzo łatwo skorygować, poprawiając swoje nawyki, co może zarówno uspokoić inwestowanie, jak i przynieść finansową niezależność wcześniej, niż gdybyśmy nadmiernie komplikowali sobie życie lub mieli nierealistyczne oczekiwania co do inwestowania.

Potrzebujesz taniego konta maklerskiego?

A może bogatej oferty ETF-ów na IKE/IKZE?

Szukasz ETF-ów niedostępnych nigdzie indziej?

Oferowane instrumenty finansowe, zwłaszcza z dźwignią, niosą ryzyko strat przekraczających zainwestowany kapitał.

Na szlaku do finansowej niezależności

Osiem lat dążenia do FIRE za mną, ale kolejne osiem (lub więcej) przede mną. W minionych ośmiu latach, poza uzbieraniem ponadprzeciętnych jak na mój wiek oszczędności, nabrałem sporo pokory do rynków, inwestowania, ale i trochę „ogólnej mądrości finansowej”, którą chciałbym się teraz podzielić. Poniższe obserwacje przydadzą się głównie osobom, które dopiero decydują się na wkroczenie na ścieżkę FIRE, ale mogą być ciekawe dla wszystkich zainteresowanych tematem przyspieszonej emerytury z odłożonego kapitału:

  • Myślę, że lata temu nie doceniłem wpływu zarobków na możliwości oszczędzania i inwestowania pieniędzy. Wszystkim zainteresowanym FIRE polecałbym od samego początku kariery / pracy zawodowej mocno skupić się na możliwościach awansu lub otrzymania podwyżki i po prostu jak najcięższej i jak najmądrzejszej pracy, by szybko zebrać jej owoce.
  • (Mimo wszystko) dość późno trafiłem na ETF-y i ideę inwestowania pasywnego. Sporo osób, zwłaszcza tych, którzy zaczynają inwestować w wieku 35, 40, 45 lat lub później, uśmiechną się teraz, myśląc, że i tak wcześnie zacząłem, ale gdybym „wpadł” na globalne inwestowanie pasywne na samym początku, czyli w roku 2011, to z pewnością popełniłbym mniej błędów inwestycyjnych.
  • Nie doceniłem negatywnego wpływu powrotu do Polski na swoje zarobki, efektywnie tracąc możliwość oszczędzania na prawie 2,5 roku. Był to dla mnie ciężki czas, w którym mój plan na osiągnięcie finansowej niezależności, który opisałem we wpisie „Jak zaplanować swoją wolność finansową? Mój plan sprzed lat” stawał się coraz mniej realny, co odbiło się znacząco na moim spokoju ducha i narzuciło niezwykłą presję do zwiększania zarobków. Nadmierny optymizm czasem nie popłaca.

Z powyższych obserwacji i przemyśleń polecam skorzystać tym, którzy są w podobnej sytuacji do mojej lub dopiero planują swoje własne FIRE. Wracając na chwilę do mojego, pozwól, że spróbuję ocenić szansę powodzenia swojego planu.

Czy uda mi się osiągnąć FIRE przed 40-tką?

Szansę powodzenia swojego planu, który zakłada uzbieranie około 5 milionów dzisiejszych złotych w aktywach finansowych i posiadanie własnej, w pełni spłaconej nieruchomości przed ukończeniem 40 roku życia oceniam obecnie na 60%. Głównymi ryzykami jest oczywiście kondycja i przyszłość rynku IT (niektórzy mówią, że „bańka” płacowa nie będzie trwała wiecznie) i moja chęć / motywacja do pracy w tej branży przez kolejne kilka lat.

Do ryzyk doliczyłbym także te inwestycyjne, bo wielu ekspertów wieszczy koniec hossy i zasadniczo niższe niż w przeszłości stopy zwrotu z inwestycji w akcje. Akurat faktem, że „eksperci” prognozują gorsze czasy, nie martwię się tak bardzo, bo ich prognozy często bywają kompletnie nietrafione, ale także mi od pewnego czasu wydaje i wydawało się, że światowe akcje są nieco zbyt drogie. Jeśli średnia roczna stopa zwrotu z typowego portfela 70/30 nie przekroczy w kolejnych latach 8% rocznie brutto, to istnieje bardzo duża szansa, że samymi zarobkami nie uda mi się osiągnąć wymaganego pułapu majątku.

Trzecim ryzykiem są oczywiście wydatki, bo założenie rodziny kosztuje i nie będę udawał, że nie jestem tego świadomy. Wpływy z 500+ to miły dodatek, ale dla większości osób nie pokrywają więcej niż kilkunastu lub niskich kilkudziesięciu procent dodatkowych wydatków na dziecko miesięcznie. Poza utrzymaniem rodziny zdarzają się też wydatki nieprzewidziane, o których obecnie nawet nie myślę, ale rozpatrując różne życiowe scenariusze ciężko powiedzieć co stanie się w kolejnych latach i (jak wiele osób się śmieje w komentarzach) czy w ogóle dożyję czasu kiedy będę mógł żyć z uzbieranego kapitału. Mimo to uważam, że mój plan ma sens i konsekwentnie będę opisywał na blogu status swojego szlaku do finansowej niezależności, każdorazowo opatrując go swoimi komentarzami.

Obserwuj mnie na Twitterze:

Subskrybuj mój kanał na YouTube:

Podsumowanie

Tym razem podsumowanie będzie naprawdę krótkie, bo temat zdołałem wyczerpać w samym wpisie. Przyznam, że jestem bardzo ciekaw Twoich przemyśleń w kontekście FIRE i tego, co dotychczas poszło dobrze lub źle w Twoich własnych planach na jego osiągnięcie. Koniecznie daj znać w komentarzach czy opisane przeze mnie dziś problemy i przemyślenia są Ci bliskie, czy może uważasz je za niewłaściwe lub błędne lub po prostu masz do nich jakieś uwagi. Z góry dziękuję za komentarze i do zobaczenia/usłyszenia następnym razem!

Zapisz się do mojego newslettera:

.
Zastrzeżenie

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam umieszczanych na blogu.

4.7 23 głosy
Oceń artykuł
Obserwuj wątek
Powiadom o
guest
148 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Komentarze dotyczące treści
Zobacz wszystkie komentarze